Ale skoro oskarżenia o to, że zabił własne dzieci, doprowadziły go do samobójstwa, z dużym prawdopodobieństwem dręczyło go to i po śmierci.
I może dlatego nie znikał, a obserwował twarz Morpheusa Longbottoma bardzo uważnie.
Gdy jednak ten wspomniał o dziewczynie, która utopiła się w stawie, jego rysy wykrzywiły się, na moment krótki jak mgnienie, ale jednak dostatecznie długi, by Niewymowny zdołał to zauważyć. Brenna, siedząca naprzeciwko, widząca głównie plecy ducha, nie miała szans wyłapać tego tiku.
– Pierwsza była Amarylis Greengrass, narzeczona mojego syna – powiedział sztywnym tonem. – A dziewczyna, która utopiła się w stawie, zrobiła to z wyrzutów sumienia, bo sama zepchnęła Amarylis ze schodów, na spotkanie śmierci.
Brenna drgnęła. Musiała zmusić się do zachowania spokoju, powstrzymania pytań cisnących się na usta. Ostrożnie, podpowiadał jej instynkt.
Ostrożnie.
Ignas Julius prawdopodobnie był wrażliwy w pewnych tematach za życia i taki pozostał po śmierci. Nie mogła rzucić mu w twarz oskarżeń, bo wtedy niczego się nie dowiedzą.
– Kto więc był o was zazdrosny, panie Julius? – zapytała spokojnie. – Kto mógł rzucić tę klątwę?
– Ktoś z rodziny, która mieszkała na tych ziemiach i nie mogła przeżyć, że sama straciła majątek przez złe decyzje. Nasi bardzo dalecy krewni.
/Morpheusie, wykonaj proszę rzut na percepcję – ile postać będzie w stanie w tej i kolejnej turze wyłapać między słowami/