• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[18.07 | Jonathan & Anthony] W tej ludzkiej beznamiętnej głuszy

[18.07 | Jonathan & Anthony] W tej ludzkiej beznamiętnej głuszy
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#11
30.05.2024, 23:33  ✶  
Powitanie Jonathana po wyjściu z łazienki było kwintesencją ich relacji od samych początków wspólnej prefektury, a może jeszcze wcześniej bo przecież roczniki miewały zajęcia razem. Był uroczo irytujący, bo przecież wiedział, znał doskonale słabostki, punkty spustowe w które można było tak łatwo uderzyć. Znał je i wyciągał na światło słoneczne, z uśmieszkiem i tonem, który balansował na granicy kpiny i komplementu. Nigdy nie dało się do końca ocenić który odcień przeważał bardziej.
– Ponury lord! Sam jesteś ponury! – żachnął się dziecinnie, wycierając sobie teraz wolnym ręcznikiem ramiona. Był poirytowany, ale uśmiech przebijał przez pochmurnie ściągnięte nad stalowymi oczami brwi. – Przecież wybrałem niebieską. – Dodał, czując że potrzebuje kawy. Najlepiej sześciu szotów espresso w jednym kubku. Zaczął się ubierać.

– W ogóle w sumie to nie wiem czy Stanhope przyjdzie. Zwolnili ją miesiąc temu po ostatnim paszkwilu w którym insynuowała kłamliwie, że chowam się w swojej rezydencji przed odpowiedzialnością. Muszę przyznać, że mój nowy stażysta jest oszałamiająco skuteczny w tych sprawach. A ty nie chciałeś przedłużać mu umowy. – Machnięcie różdżką zmienilo drzwi narożnej szafy w ogromną taflę lustrzaną, w której przyglądał się zapinając guziki od koszuli. Jego sylwetka prostowała się z każdym guziczkiem, z każdym calem zakładanego kostiumu, maski, roli, którą tak dobrze znał, że zatracał granice co było nim, a co pozą.

– Wergiliuszu kawy! Pilnie! – krzyknął w pewnym momencie obracając się przez lewe ramie, jakby w drzwiach wyjściowych stał skrzat. Nie stał, ale najwidoczniej słyszał. – Też się czegoś napijesz? – zapytał Anthony, odwracając się w stronę szaty i z pewnym zaskoczeniem przypominając sobie, że Jonathan w sumie cały czas jest z nim tutaj, gdzie absolutnie nie powinno go być.

– Tak czy inaczej, może kogoś przysłać, albo samej się pofatygować. Więc tak, w końcu lista leków, tralalala, dopięte tłumaczenia, pomoc potrzebującym, wymiana kulturowa, medycyna wschodu jako położenie nacisku na prewencje, a nie leczenie ostrych stanów. Mówić, że w planie mamy ściągać opioidy? Nie... to pozostawię na spotkaniu za zamkniętymi drzwiami. Co jeszcze... – wsunął przez głowę materiał szaty i zaczął krytycznie przyglądać się temu jak materiał się układa, jak wzory mienią się w słonecznym świetle. – Przydałby się krawat... Albo apaszka... Mm... – znów chwycił tę cholerną różdżkę, jak bardzo byli od niej uzależnieni to aż bolało i otworzył szafę, która w środku była zdecydowanie, zdecydowanie większa niż sugerowałyby ściany. Tak na prawdę, był to dodatkowy pokój, z którego właśnie wyleciały dwa jedwabne krawaty. Albo apaszki, w zależności od tego jak Anthony zamierzał związać materiał. Złota, z dodatkową diamentową broszą bardziej pasowała do szyku zdobnej szaty, ornamenty nie kłóciły się tak ze sobą. Z kolei czarna zdawała się bardziej stonowana, choć jej faktura była nieco krzykliwa no i kwiat nie pasował absolutnie do tego co było na szacie.

– Rosierowie sugerowali brak koszuli, ze względu na modę kambodżańską, ale czułbym się nie swojo mieć szatę na gołej skórze. A teraz... jak kołnierzyk bez krawatu. Co myślisz Jonathan? – zapytał, poprawiając mankiety, nie patrząc w kierunku zastępcy. – Zadaj mi jakieś pytanie, którego się nie spodziewam. O co może pić Stanhope. O księżniczkę, którą trzymam w piwnicy? Jak sądzisz. Gdzie będzie chciała uderzyć? – drugi mankiet poprawiony, brakło jeszcze spinek, ale te uzależniał poniekąd od wyboru krawata. Apaszki. Jedwabnej materii pod szyję.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#12
31.05.2024, 02:10  ✶  
– Anthony proszę cię, wszyscy doskonale wiedzą, że jeśli czegoś nie mogę zrobić z tym uśmiechem, to właśnie zostać ponurym lordem – odpowiedział równie głupio, w duchu ciesząc się z reakcji przyjaciela na te słowa. Ponury lord... Hah... Teoretycznie dostał propozycje zostanie ponurym lordem i... Nie. Nie będzie teraz o tym myślał. Nie będzie w ogóle nigdy o nim już myślał. – Wybrałeś? Przed chwilą się mnie spytałeś, którą wybrać!
Na informację o Stanhope uniósł wysoko jedną brew i założył ręce na siebie. A więc ją wywalono... Smutne, ale lepiej, by to jej kariera wisiała na włosku, a nie ich. Zresztą mogła po prostu nie pisać... Tego co napisała. Chowania się w rezydencji nie skomentował, by bardzo niedyplomatycznie nie powiedzieć No tak. Przecież siedzisz tam tylko dlatego, że się zakochałeś.
– Isaac Bagshot? Nie mówiłem, by nie przedłużać mu umowy, a by wstrzymać się z tym na tyle długo, by upewnić się, czy na pewno nie zrobi niczego głupiego. Stażyści mają tendencję do psucia się, gdy już poczują się w pełni bezpiecznie. – Najwyraźniej jednak ich nowy stażysta spisał się doskonale. – Jak mu się udało tego dokonać?
Nie, że nigdy nie widział Anthony'ego zdejmującego, lub zakładającego ubrania, w końcu oboje byli kiedyś prefektami i chętnie korzystali z przysługującej im łazienki, ale Jonathan i tak odwrócił wzrok, udając, że jest nagle szalenie zainteresowany tytułem jakiejś książki, tak by dać Shafiqowi odrobinę prywatności. O. Lovecraft. Sam mu go kiedyś wcisnął przed laty, jako dzielny, gryfoński nastolatek chcąc ratować biednego Krukona przed tragedią poważnej literatury naukowej.
– Kawa brzmi świetnie. Dziękuję. – Anthony zdecydowanie jej potrzebował, ale jemu samemu też na pewno pomoże.
Przypatrywał mu się przez chwilę w milczeniu, oczywiście gdy już założył szatę, nie do końca wiedząc, czy powinien się o niego teraz martwić, czy też nie. Niby zachowywał się juz jak Anthony i był skupiony na pracy, ale... Ale pamietał jak wygladał pijany jeszcze nie tak dawno temu.
– Nie mów dziennikarzom o opioidach. Wiesz jacy są ludzie. Od razu wpadną w paranoję, że Ministerstwo Magii chce ich otumaniać, lub coś takiego. Zwłaszcza teraz. Lepiej, niech pochwali się tym kiedyś jakiś uzdrowiciel – Już i tak mieli za dużo pożarów do gaszenia. Nie musieli jeszcze obawiać się, że ktoś postanowi wpaść na pomysł, że szef Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego zaczął bawić się w narkomanię. – Weź tę złotą z broszką. Niektóre kamienie są czerwone, ale to nie przeszkadza. Jeśli wygodniej ci w koszuli, zostań w koszuli. Bez sensu byś dokładał sobie dyskomfortu, gdy i tak będziesz w ogniu pytań, a wygląda to dobrze. Szata i tak już nawiązuje do kambodżańskiego stylu.
Pytania, pytania... Było dużo pytań, które mogli jutro zadać dziennikarze. Zła odpowiedź na przynajmniej kilka z nich mogłaby znacznie zaszkodzić im i tej całej kambodżańskiej inicjatywie. Nie pomagało im to, że ta cała sprawa miała kilka... Newralgicznych wątków, w które można było uderzyć. Anthony naprawdę musiał być jutro w formie. Biuro potrzebowało swojego szefa. A Jonathan chyba jednak trochę się o tego szefa martwił. Zwłaszcza, że Shafiq nie był dla niego pierwszym lepszym przełożonym, o którym można byłoby zapomnieć, kiedy tylko wyjdzie się z pracy.
– Tony... – zaczął podchodząc nieco bliżej swojego przełożonego. – Wiesz, że się martwię o ciebie i że będziemy musieli porozmawiać o tym, co się dzisiaj wydarzyło, prawda? Nie mówię, że teraz. Później.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#13
01.06.2024, 11:44  ✶  
– Nie mam pojęcia, dałem mu wolną rękę. – odpowiedział na pytanie o pytanie Bagshota, testując różne ułożenie złocistego krawata. Ładnie podkreślał lazur tkaniny i cóż, sprawiał też, że Anthony czuł się lepiej. Zdecydowanie preferował złoto nad srebro, ileż lat można dźwigać na swoich barkach ciężar wyboru domu przez zawszony artefakt, który zbyt często ulegał zachciankom jedenastolatków. – Ciągnie go do pisania niestety, zastanawiam się jak sprawa się potoczy, myślę, że po powrocie z Kambodży podejmę decyzję. Jak w ogóle Twoje nastroje przed zostaniem na miejscu? Będziesz pełniącym obowiązki tylko ze dwa tygodnie, poradzisz sobie w utrzymaniu termitów w ryzach? – kpiący uśmiech odbił się w lustrze, gdy Anthony odszukał spojrzeniem Jonathana. To nic, że Selwyn był tym pełniącym obowiązki od końca czerwca i radził sobie doskonale. Obaj zdawali sobie z tego sprawę, ale Anthony najwidoczniej dysponował całymi zasobami specyficznego poczucia humoru.

– Porozmawiać? O czym? O Twojej niesubordynacji, gdy kazałem Ci wracać do domu? Nie przejmuj się, przez wzgląd na starą znajomość, puszczę to ten jeden raz w niepamięć – przechylił głowę taksując krytycznie swoją obecną prezencję, przejeżdżając językiem między zębami a wargami, rozgrzewając zastałe mięśnie, jak zwykł to robić przed publicznym wystąpieniem. A następnie, nie mówiąc nic ruszył do wyjścia. Nie zamierzał spędzać tu ani minuty dłużej z Jonathanem, który ponoć przyszedł tu pracować. Miał świadomość tego, że powiedział tych kilka słów za dużo i już zdążył się zganić za to i zepchnąć ów myśli na dalszy plan. Teraz liczyła się praca.

Wyprostowany przemierzał korytarz wypchany smoczymi artefaktami. Po swojej lewej stronie lśniła przeszklona ściana z widokiem na rzymski pawilon, uspokojoną teraz prostokątną fontannę okaloną smukłymi cyprysami i bielącymi się rzeźbami. Z drugiej strony jego goście widzieli ścianę budynku, ale Shafiq lubił obserwować, tylko nieliczni mieli wstęp w tą część jego rezydencji. Na samym skraju korytarza znajdował się gabinet połączony z biblioteką, podręcznym zbiorem liczącym kilkaset egzemplarzy jego ulubionych książek. W pomieszczeniu było jasno, białe ściany zdobne były w płaskie kolumny, przestronne okna wychodziły na baśniowy ogród wypełniony kwieciem i falującą chmarą eterycznych motyli. Iluzja krótkim, urwanym ruchem różdżki zmieniona została na wrzosowe błonia.

– Podstawowe problemy. Magini unikająca wystąpień publicznych, pieniądze podatników, Kambodża jako bardzo zły partner biznesowy, ze względu na słabość kraju jako sojusznika. To ostatnie, po ustaleniach z lekarzami Munga łatwo zbić. Ich lokalna roślinność przysłuży się brakom w angielskich magazynach, ma być powołany zespół pracujący nad sformalizowaniem zamienników. Ten wrześniowy wyjazd... zastanawiam się czy nie uczynić go jednak prywatnym. Szczególnie, że chciałem zabrać na wykopaliska Morpheusa, boje się, że nie uda mi się zatuszować naszych powiązań. – zamyślił się podchodząc do biurka na którym leżała nieruszana teczka z listą zielska, które miało ratować życie anglikom. To była długa, bardzo długa lista. Westchnął rozdrażniony. – Zamienniki nie zostały podane do opinii publicznej, ale zdecydowanie powinienem znać chociaż trzy najistotniejsze. Wybierz mi jakieś. – wcisnął teczkę w dłonie Jonathana i ruszył do okna, składając dłonie za swoimi plecami.
– Pytania Jonathan. Pytaj mnie.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#14
02.06.2024, 19:15  ✶  
– Ah, a więc wykonał robotę i to jeszcze bez wskazówek. Takich lubię najbardziej – powiedział, przyglądając się zawiązywanemu przez Shafiqa krawatowi. Uśmiechnął się. – Myślę, że jakoś sobie poradzę. Przed załamaniem nerwowym będzie mnie trzymać jedynie myśl o pamietakach, które mi przywieziesz – zapewnił czarodzieja, jakby to nie na jego głowie od czerwca było całe biuro. Nie, że narzekał. Lubił tę pracę. Lubił też swojego szefa.
Nawet jeśli jego szef czasem mówił coś irytującego. Tak jak teraz.
– Oczywiście panie Shafiq. Dziękuję za pana wyrozumiałość, sir. Jest pan nad wyraz łaskawy. – Uniżony ton jego głosu absolutnie nie wskazywal na żadną złośliwość, ale Anthony znał Jonathana na tyle, by doskonale wiedzieć, że złośliwość zdecydowanie tam była. Nie ciągnął jednak tematu, a jedynie ruszył za czarodziejem w głowie układając sobie treść listów do Morpheusa i Charlotte.

– A gdyby go rozbić na dwie części? – spytał, gdy znaleźli się już w gabinecie Shafiqa. Wzrok czarodzieja powędrował, ku nieistniejącym wrzosom za oknem. Odwrócił się od błoni i podszedł do biurka. – Powiedzieć, że kilka pierwszych dni jest wyjazdem służbowym, ale po tym czasie zostajesz w kraju na nieco dłużej już z własnych pieniędzy? Wtedy nikt się nie będzie czepiał wykopalisk. Nie byłbyś zresztą, ani pierwszym, ani ostatnim, który najpierw załatwia sprawy zawodowe, a potem prywatnie zwiedza okolice. Rozumiem, że twoja gościni nie chce się nigdzie pojawić publicznie i dać znać, że nie trzymasz jej w piwnicy? Wiesz, jeśli cię o nią spytają możesz zareagować oburzeniem, że czemu brytyjscy dziennikarze, zakładają, czarownica z Kambodży jest jakimś towarem, a nie zwykłą dyplomatką. Niepokoi mnie, że pani Stanhope tak myśli o kobietach z innego kontynentu, a ciebie?
Zerknął na listę zamienników. Wszystkie brzmiały... Bardzo zielarsko-magimedycznie, jak na jego skromną wiedzę w tym zakresie.
– Hm. Weź ten na gorączkę, to zawsze się dobrze sprzedaje, ten na uzupełnianie krwi, też brzmi dobrze i ważnie i może ten na łagodzenie objawów smoczej ospy. Podkreślę ci je, bo mają dziwne nazwy – powiedział, chwytając za pióro i zaznaczając odpowiednie zamienniki na liście. – A jak chcesz to zawsze możesz też dobrać coś co pomaga w chorobach przewklekłych i gadać, ak to ci biedni chorzy będą mieć teraz więcej alternatyw w leczeniu.
Odłożył teczkę na biurko i skierował swoje spojrzenie na stojącego przy oknie Anthony'ego, tylko po to, by zaraz samemu usiąść na tym biurku.
– No dobrze. Proszę mi powiedzieć panie Shafiq – zaczął swobodnym tonem, jakby przeprowadzał wywiad w porannej audycji radiowej skupionej na zadawaniu celebrytom bezsensownych pytań. – Wydaję się pan być niesamowicie zaangażowany w projekt nowej wymiany handlowej z Kambodżą. A jednak krążą plotki, że obecnie więcej pan czasu przebywa w Little Hangleton, niż we własnym biurze. Mógłby nam pan wyjaśnić, jak jakikolwiek polityk miałby sprawować kontrolę nad czymś takim jednocześnie nie pojawiając się w pracy?
To już nie była złośliwość. To było szczere pytanie, zadane by Shafiq miał szansę przećwiczyć na nie odpowiedź.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#15
04.06.2024, 20:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2024, 21:33 przez Anthony Shafiq.)  
Uniżony ton był jak najbardziej cyniczny, wręcz słodko jadowity, ale najwidoczniej satysfakcjonował Anthony'ego na tyle, że przywołał słaby uśmiech na jego twarz zdobną parę zmrużonych oczu zadowolenia z udzielenia właściwej odpowiedzi. Skinął tylko lekko głową na znak, że jego przeprosiny zostały właśnie przyjęte. Tyle mógł mu dać przed opuszczeniem sypialni. Gra pozorów? Być może. Krok prowadzący do gabinetu był jednak o wiele pewniejszy, jakby Shafiq znów zbierał sznurki, jeden po drugim, nie tylko wobec otaczającej rzeczywistości, ale też wobec siebie, swojego ciała i odruchów.

Ale to już było za nimi, a przed nimi zadanie. Przełączenie się na tryb pracy najwidoczniej wychodził przełożonemu Jonathana lepiej niż zastępca zakładał.

– Kiedy słucham tego co mówisz... Absolutnie nie. Ludzie potrzebują jasnego komunikatu. Tak lub nie, nigdy być może. Jeśli musiałbym się tłumaczyć, że pół wycieczki jest prywatna, zawsze pojawi się pytanie, dlaczego cała nie może być. Nie. Powiem, że arcymag wymaga pełnej delegacji z Ministerstwa do przypieczętowania umowy. Jesteśmy małą społecznością, obecność każdej osoby jestem w stanie uzasadnić. – Jak zawsze. Na moment tylko zwiesił głowę, na krótki moment zdradliwej, lepkiej myśli infekującej chłodną stal kalkulacji. Od czasu pierwszej i ostatniej odmowy Erika przestał jeździć, a Jonathan mógł rozwinąć swoje skrzydła w omawianiu korekt do istniejących umów na wyjazdach. Angkor Wat miał być pierwszym kierunkiem, dostatecznie intrygującym, dostatecznie zajmującym, by podjąć próbę. A jednak... Zacisnął pięści, po czym rozluźnił je, uświadamiając sobie, że jego szczęka również jest zaciśnięta i potrzebuje bardzo świadomego rozluźnienia.

– Ona przyjechała tu turystycznie, umowa jej nie interesuje, jak Ci mówiłem większość dogadałem z jej bratem jeszcze w marcu, gdy się poznaliśmy. Gdzieś w biurze mamy kreta, bo jej pojawienie się tutaj miało pozostać tajemnicą. Liczyłem na to, że Isaac go wytropi, ale może zbyt mnie poniosło przy rozmowie rekrutacyjnej. – Nie tej pierwszej, tą przeprowadził Jonathan. Ale potem Anthony zabrał Isaaca na lunch, zbyt ciekaw jego osoby w trzeźwym stanie, by odmówić sobie tej przyjemności, gdy nadarzyła się okazja. – To o żywym towarze... to jest dobre. – Aby zbić napięcie zaczął przechadzać się wśród regałów, osadzając spojrzenie na książkach, swoich przyjaciółkach i towarzyszkach samotnych wieczorów.
– Nie chcę się zasłaniać zwyczajami religijnymi czy kulturowymi, bo jest to zbyt łatwe do zbicia. Myślę o... narzuconej kwarantannie i złej reakcji na szczepienia. – odwrócił się do Jonathana unosząc lekko brwi w pytaniu, które absolutnie nie wybrzmiało w intonacji stwierdzenia, które padło.

Wybór leków przyjął jednym uchem i tak wiedział, że będzie musiał spędzić trochę czasu na tym, by nauczyć się nazw. Liczył, że zastępca wybrał możliwie trudne do wypowiedzenia, tak aby hienom ciężko było później je zacytować. To miało brzmieć mądrze, w końcu zamierzał szpitala używać, jako tarczy do pytania, które miało paść. Które musiało paść...

Gdy się odwrócił, jego twarz wyrażała nic więcej ponad życzliwą chęć udzielenia odpowiedzi. Była to w końcu jego odpowiedzialność jako polityka dysponującego zasobami państwowymi. Zatrzymał się w miejscu, w lekkim rozkroku uziemienia, nie był pewien czy następnego dnia będzie siedział czy stał, poczynił szybką pamięciową notatkę, aby Lisa mu to sprawdziła.

– Cieszę się niezwykle, że zwrócił pan uwagę na moje zaangażowanie w negocjacje. Rzeczywiście, od dawna nie mieliśmy okazji wyznaczać nowych szlaków, które odpowiadałyby zapotrzebowaniom brytyjskiego rynku, poświęcając czas na pielęgnowanie tych już ugruntowanych przyjaźni z innymi magicznymi społecznościami. Tymczasem Kambodża otwiera dla nas swoje azjatyckie ogrody, pełne nieznanych nam tutaj przez wzgląd na strefę klimatyczną ziół i składników, które mogą nie tylko zapewnić naszym szpitalom i aptekom dostęp do skutecznych zamienników, ale też nowych możliwości leczenia chorób, które pojawiły się w ostatnim czasie. Proszę nie martwić się moją nieobecnością w biurze. Pozostawiłem w nim zespół najznamienitszych specjalistów zajmujących się kwestiami formalnymi, nad którego przebijaniem się przez legislacyjne zawiłości trzymał piecze mój zastępca. Samemu przeniosłem swoją pracę na wielogodzinne spotkania z lekarzami oddziałów zakażeń magicznych, zatruć eliksiralnych i roślinnych oraz urazów pozaklęciowych i leczenie klątw w celu ustalenia zapotrzebowania oraz możliwości ich realizacji ze strony naszego nowego partnera. Jak państwo się domyślają język wietnamski potrafi niejednokrotnie zaskoczyć, szczęśliwie dysponowanie rodowym talentem translacyjnym zdecydowanie ułatwiło nam tę pracę, wciąż wymagała nakładu czasu. Cóż, czasozmieniacze wciąż nie są dystrybuowane w ogólnym obiegu, któż z nas jednak nie marzył o tym, aby się rozdwoić? Czasami doba jest zbyt krótka. – mówił niespiesznie, z nienaganną dykcją, dobrą emisją głosu. Całość zwieńczył rozbawieniem. Wydeptane ścieżki. Koleiny podobnych rozmów. Podobnych pytań. Na pewno wyszuka na sali jakąś kobietę, może jedną z lekarek, ona będzie doskonale wiedziała o czym mówi, ciężko nie poprzeć tej tezy. Odwrócił głowę, jakby spodziewał się, że rzeczywiście kogoś zobaczy, kogoś z kim kontakt wzrokowy zapewni walidacje jego słowom. Lekarka... to był dobry trop. Potwierdzi istnienie zespołów. – Następne pytanie? – zapytał Jonathana wyczekująco.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#16
05.06.2024, 13:15  ✶  
– W takim razie oficjalna wizyta służbowa. – Skinął głową, nawet nie zamierzając się z nim o to kłócić. Może gdyby celem podróży nie była Kambodża, a w okół całego przedsięwzięcia nie narosło już sporo kontrowersji, można by było podzielić wyjazd. Anthony miał jednak rację, że w sytuacji, w której się znaleźli, przez tę dziennikarkę od siedmiu boleści, lepiej było przyjąć inną taktykę. Poza tym, już nie mógł się doczekać, jak Shafiq uzasadni obecność ich ulubionego jasnowidza w tym składzie. Szkoda, że żaden członek Departamentu Tajemnic nigdy nie stracił tam życia. Można by było wtedy podciągnąć to pod oddanie hołdu zmarłemu koledze z pracy. Najlepiej, gdyby jeszcze prosiła o to zrozpaczona rodzina.
Westchnął cicho. Czemu miał wrażenie, że każdy kontrowersyjny element afery kambodżańskiej nie dość, że był kontrowersyjny, to jeszcze nie chciał im pomagać?
– Jestem pewny, że dalej da się wytropić tego kreta – zapewnił go. Kret. Kret! Kret w ich biurze. Kto by był ma tyle głupi, by ryzykować dobrą i stabilną pracę dla sprzedania tej dziennikarzynie taniej sensacji? Może należałoby zrobić im wszystkim pogadankę o poufnych informacjach, jednocześnie przypatrując się ich aurom i emocjom, by zobaczyć kto się wyraźnie stresuje... Lub odczuwa satysfakcję. – Oczywiście, że to o żywym towarze jest dobre. Sam ci to przecież powiedziałem.
Na kolejne słowa skrzywił się nieznacznie.
– Nie wiem, czy wychwalanie nowych możliwości naszej magimedycyny i wspominanie o złej reakcji na nasze szczepienia to dobre połączenie. Ale kwarantanna... Jak najbardziej. – Czy to już była paranoja, że Selwyn coraz częściej spodziewał się, że wszystko o czym powiedzą zostanie obrócone przez dziennikarzy przeciwko nim? Jeszcze chwila, a gdy Anthony dziwnie mrugnie, zaraz usłyszą, że tak naprawdę całe biuro jest Śmierciożercami, a mruganie to ich tajny znak. A jeśli ktoś oskarży Jonathana o bycie Śmierciożerca to on najpierw wysadza siedzibę Proroka Codziennego, potem Ministerstwo Magii, a następnie samego siebie.
Gdy tylko Shafiq przybrał tę postawę szanowanego polityka, gotowego odpowiedzieć na każde pytanie zatroskanych obywateli Jonathan uśmiechnął się lekko, a uśmiech ten rósł z każdym kolejnym słowem wypowiedzianym przez czarodzieja. Anothony Shafiq wrócił do gry panie i panowie! I oto właśnie dlaczego tak lubił pracować dla tego człowieka.
– Hm... Ciekawe. – W momencie, gdy padła prośbą o kolejne pytanie w pełen uznania uśmiech Selwyna wkradł się wyćwiczonym grymas sceptycyzmu, jakby nie kupował, ani jednego słowa, które padły z ust jego szefa. Zgrabnym ruchem zeskoczył z biurka i podszedł do drugiego czarodzieja. Jonathan absolutnie nie twierdził, że wymyślał sobie postaci dziennikarzy, w które wcielał się podczas tego typu ćwiczeń, ale gdyby tak robił to właśnie przed Shafiqiem stałby z założonymi ramionami i uniesioną brwią Raphael Ambrosius Costeau, podstarzały dziennikarz francuskiego pochodzenia, który, zwłaszcza po rozwodzie, nie jedno już widział i nie dał się tak łatwo przekonać jakiemuś politykowi. Za stary był na to. – Szczytna inicjatywa panie Shafiq. I uważa pan, że budżet, który na to poświęcono, budżet pochodzący z pieniędzy podatników, nie jest zbyt duży? Czemu w ogóle pańskie biuro ryzykuje nawiązywaniem tak niepewenej umowy handlowej z Kambodżą, kiedy pod ręką są inni, znacznie pewniejsi partnerzy, od których z pewnością możemy otrzymać sprawdzone zamienniki? I jeśli mogę, co sama Kambodża zyska na tej umowie? Czy nie będzie tak, że mniejsze, biedniejsze państwo wyciągnie od nas więcej cennych środków, kiedy dla nas ta współpraca okaże się mniej korzystna? A to wszystko z naszych pieniędzy pragnę panu przypomnieć.– Wpatrywał się w Shafiqa sceptycznym spojrzeniem. Najchętniej teraz wyszedłby z tego pomieszczenia i zapalił. To znaczy Ambrosius by zapalił. Jonathan nie lubił papierosów.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#17
06.06.2024, 14:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 14:51 przez Anthony Shafiq.)  
Jasnowidz, jasnowidz, przede wszystkim pracownik ministerstwa Departamentu, który miał być też w jakiś sposób wparty na mocy umowy. Wymiana doświadczeń, wymiana kulturowa, lepiej było posyłać do tego doświadczonych magów o otwartych umysłach, aniżeli dzieci z Hogwartu, które mogły więcej nabroić niż wynieść z tego nauki.

– Żywy towar i kwarantanna tak, dobrze – powtórzył pod nosem po francusku, zwykle gubił się w tym języku gdy przychodziło do kombinowania, czy może kreatywnej dyplomacji. Rozwinął skrzydła tej dziedzinie właśnie w Paryżu podczas swojej misji ambasadorskiej i teraz łatwiej było mu "kręcić" właśnie w tym języku. Łatwiej zapamiętać. Podczas wywiadów zawsze trzymał fason i kontrolował się, więc nie było problemu, aby nie zapomnieć o swoich korzeniach. Tu mógł, mimo próby, pozwolić sobie na odrobinę komfortu.

– Szczęśliwie zgodnie z publicznie dostępnym budżetem rocznym, departament któremu służę w tym i mój oddział, nieprzerwanie od kilkunastu lat przynoszą profit, zapewniając stały przepływ towarów, a przede wszystkim stałe zasilenie państwowej kiesy. – To było wręcz banalnie proste, w końcu utrzymywali tylko pracowników biurowych, a nie szpitale, policję czy nauczycieli. Łatwo było mówić, że przynoszą zyski, skoro zajmowali się handlem. – W naszym zasięgu są sprawdzeni partnerzy, z którymi wymiana handlowa trwa od lat, jak Państwo jednak wiedzą sytuacja jest napięta, a nasze zapotrzebowanie znacząco wzrosło, przekraczając możliwości dotychczasowych umów. Dobro obywatela i zapewnienie mu bezpieczeństwa leży nam na sercu najbardziej, dlatego też potrzebujemy rozwiązań nieszablonowych. Kambodża jest dumnym narodem, mogącym pochwalić się wieloletnią tradycją. W zamian za dostęp do części z jej tajemnic, oferujemy rynek zbytu. Co istotniejsze jednak, poza tym prywatni fundatorzy zapewnią półroczne stypendia w Angkor Wat dla magimedyków, którzy będą mogli zyskać nowe, unikatowe umiejętności niesienia pomocy potrzebującym. Podobna delegatura przybędzie do nas z zagranicy na początku przyszłego roku. – Słowa wypływały łatwo z jego ust. Wojna trwała od prawie dwóch lat, to oczywiste że ościenne kraje pamiętające Grindelwalda przypatrywały się działaniom śmierciożerców z niepokojem. Nie chciał tego jednak tak eksponować. Nigdy nie lubił grać strachem, choć było to jedno z najprostszych narzędzi, wydawało mu się zbyt prymitywne. Nie zająknął się w kwestii stypendiów, choć wymyślił je płynnie podczas swojej wypowiedzi. Będzie musiał uprzedzić Lestrange. I zebrać tych prywatnych sponsorów. Cóż, najwyżej zapłaci frycowe. Ile to w końcu mogło kosztować?
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#18
06.06.2024, 22:58  ✶  
– Tylko nie pomyl co mówić kiedy – zażartował słysząc jego francuskie mamrotanie, nigdy nie mogąc się powstrzymać, by nie wtrącić paru słów w obcym języku, który wyjątkowo znali oni oboje, nawet jeśli często rozemocjonowanemu gadaniem Jonathanowi zdarzało się przekręcać niektóre akcenty, czy też całe słowa. Największe problemy miał zawsze z tym, by pamiętać, że e i è wymawiało się nieco inaczej. Naprawdę, gdyby nie to, że był sobą, rodowa zdolność Shafiqa dostarczyłaby mu pewnie wielu kompleksów.
Ponownie się uśmiechnął. Chyba nigdy nie przyznał by mu się do tego, jak dużą radość sprawiało mu wysłuchiwanie politycznych przemówień Anthony'ego. Shafiq przypominał Jonathanowi wtedy smoka, nie takiego rujnującego wszystko na swojej drodze, jak z historii na dobranoc dla małych czarodziejów, a dumnego gada, który pierwsze co robił, budząc się z drzemki, to obrzucał wszystkich w pobliżu dostojnym spojrzeniem, krzyczącym niemal wręcz, że, nawet w rezerwacie, to on jest panem tego miejsca. Dziennikarze nie mieli szans. Mogli jedynie podziwiać smoka.
– Masz już w głowie potencjalnych sponsorów, czy podesłać ci sową kilka nazwisk, gdy już wrócę do siebie? – spytał, jakby Shafiq wcale nie wymyślił na szybko kolejnego elementu umowy, o którym jeszcze kilka sekund wcześniej absolutnie nie było mowy. To nie było jednak ich zmartwienie na teraz. Jonathan tanecznym krokiem odsunął się od szefa i płynie przeszedł w chodzenie po całym gabinecie z rękami założonymi na plecach.
– A jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Saetann Sìerìekìet? – Po tylu tygodniach prób Selwyn wreszcie nauczył się poprawnie wymawiać nazwisko czarownicy, chociaż uszy doskonale znającego się na językach Anthony'ego, mogły zostać lekko okaleczone przez niepoprawnie wymawiane tony, tak ważne w języku wietnamskim. – Czemu rzekomo przebywająca do naszego kraju dyplomatka nie dość, że nie pojawia się publicznie, to jeszcze, według niektórych artykułów, nie ma żadnego dowodu na jej istnienie? Czemu pobyt córki Arcymaga jest tak tajemniczy?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#19
08.06.2024, 09:18  ✶  
To były właśnie te subtelności, ten aromat pozostający na podniebieniu po tym jak szlachetny trunek przepłynie przez gardło. Anthony uśmiechnął się, gdy Jonathan zaproponował mu listę potencjalnych sponsorów, choć był to uśmiech ledwie widoczny, właściwie minimalne uniesienie policzków, przesunięcie uszu w tył o jedną ósmą cala, rozszerzenie ust, skupionych na udzielaniu odpowiednio jasnych i kwiecistych odpowiedzi, żeby wszyscy z łaski swojej przestali się czepiać. To był uśmiech, który znaczył bardzo wiele – lata przyjaźni, ale też wspólnej pracy, wypracowany język i wzajemne zrozumienie, gdy Selwyn aż nazbyt dobrze wiedział, kiedy jego przełożony kłamie, kiedy zmyśla na bieżąco, a kiedy tylko delikatnie koloruje prawdę. Był w stanie oddzielić słowa jak ziarno od plew, przefiltrować i... być wsparciem. Nie mógł sobie wymarzyć lepszego zastępcy. Tak to było z tymi pieprzonymi Gryfonami.
– Tak poproszę. – Odpowiedział mu, zadając kłam tezom Isaaca na temat bezduszności i niewdzięczności swojego serca.

Kolejne pytanie, które zostało w niego rzucone zdziwił się, ale nie dał tego po sobie poznać.
–Arcymag Saetann Sìerìekìet finalnie złoży podpis na dokumentach podczas wrześniowego szczytu w Kambodży i oczywiście informowany jest na bieżąco na temat postępowania prac. – Umilkł, klarując w swojej głowie odpowiedź na drugą część pytania, chcąc wyraźnie oddzielić obie postaci w świadomości dziennikarzy i odbiorców ich treści. – Saetann Ánh Sáng zakończyła właśnie okres kwarantanny po przyjeździe, zgodną z ustanowionymi przez departament przepisami i powoli szykujemy plan jej spotkań na sierpień, wiesz co Jonathan – nagle wyszedł z roli i w kilku krokach podszedł do biurka, nie chcąc dopuścić by złapana nić uciekła. Wyciągnął z szuflady stare wydanie proroka i szybko je przekartkował na artykuł Stanhope. – Patrz, ona nie wiedziała jak Ánh Sáng miała na imię, nie podała go ani razu. To zawęża nam kręg poszukiwanych, jeśli chodzi o jej byłego informatora. Zajmiesz się tym? Mógłbym przyjść do oddziału pojutrze, zdejmę... zdejmę barierę, nikt nie będzie się tego spodziewać, zobaczysz gdzie jest czerń. – Zaproponował drogę na skróty, ale chciał się pasożyta pozbyć jak najszybciej.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#20
09.06.2024, 12:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.06.2024, 13:34 przez Jonathan Selwyn.)  
Czyli wychodziło na to, że przez ostatnie kilka tygodni uczył się poprawnej wymowy imion, tylko po to, aby okazało się, że pomylił ojca z córką. Może nie wyszło źle z tym, że zostawał w kraju, zamiast jechać z resztą do Kambodży.
– Dobrze. Sprawdzałem tylko, czy nie dasz się wybić z rytmu – mruknął jedynie z całą pewnością słów, że to nie on się pomylił, a po prostu całość była częścią planu. Nie zależało mu jednak na tym, czy Anthony mu uwierzy, czy też nie. Przed przyjacielem nie musiał się popisywać, nie musiał kreować się na tak idealnego, idealniejszego niż myślał, że jest w rzeczywistości. Shafiqowi i reszcie ich łazienkowej bandy mógłby się przyznać do każdej pomyłki. No... Poza tą jedną francuską pomyłką, która pewnie teraz siedziała zaszyta w tej swojej przeżartej różami rezydencji, dumna ze swojego listu, ale o tym nie miał zamiaru nikomu nigdy wspominać. Nawet kiedy, a może zwłaszcza kiedy, ta pomyłka wysłała mu w czerwcu list, przez który teraz budził się czasem w nocy ze snu lub koszmaru, nie pamiętając niczego, poza chłodnymi palcami na swojej szyji i gryzącym zapachem róż. Zerknął na Shafiqa. Może powinien mu o tym powiedzieć. Teraz, gdy sam przyjaciel tak się przed nim odsłonił. Przyznać się do błędu, który go prześladował. Pewnie razem, by coś wymyślili, łatwiej też byłoby mu opowiedzieć o tym najpierw jednej osobie, niż trzem na raz. A chyba potrzebował o tym komuś powiedzieć.
Tony zrobiłem coś głupiego i nie wiem jak sobie z tym sam poradzić. Tyle wystarczyło, by zacząć, a to przecież przełamanie się, by powiedzieć cokolwiek było najgorsze.
Tak. Powie to teraz. To dobry moment. Powie to.
Nie. Nie powie tego. To nie był dobry moment. Znowu Teraz był czas na pracę.
Artykuł. Zmarszczył brwi i spojrzał na gazetę. Shafiq miał rację. Imię jego rzekomej uprowadzonej księżniczki nie padło ani razu. Uśmiechnął się szeroko. Oh jak cudownie. Zaśmiał się cicho, chociaż ten śmiech był mniej selwynowy niż zazwyczaj.
– Czyli co? – spytał szczerze rozbawiony. – Ta dziennikarzyna rodem z Czarownicy, twierdziła, że próbowała skontaktować się z twoją branką, kiedy cały ten czas nawet nie znała jej imienia?
Naprawdę, bywały momenty, jak właśnie ten, kiedy dziennikarze sami strasznie ułatwiali im całą pracę. Gdyby tylko tak usilnie nie próbowali im też w niej wiecznie przeszkodzić.
Zerknął na niego trochę zaskoczony. Zdejmowanie bariery było... Samemu Selwynowi przyszłoby to z trudnością, nawet dla kogoś bliskiego, czułby sie wtedy nagi, odsłonięty przed wszystkimi, ale z drugiej strony Anthony naprawdę nie musiał prosić go dwa razy, aby zerknął na jego nici i może też kontrolnie na jego aurę, bo za bardzo się o niego obawiał, aby tego nie zrobić. Skinął głową, maską skupienia próbując zamaskować swój entuzjazm.
– Jeśli tego chcesz, to oczywiście. Nie możemy mieć gwarancji, że ktoś zrobił to z nienawiści do ciebie, chociaż to prawdopodobna opcja. – W końcu było wiele powodów do zdrady. Stanhope mogła mieć na kogoś haka, ktoś mógł się upić i chlapnąć za dużo, lub jeszcze coś innego. Mimo wszystko, to że ktoś pałał nienawiścią do swojego szefa i to jeszcze w politycznym środowisku nie było absolutnie wykluczone, a według niektórych nawet wskazane. – Ale jeśli tak jest, to od razu ułatwi nam całe zadanie. Przyjrzę się też ich emocjom.
Szkoda, że nie mógł zgromadzić jeszcze dodatkowo w sali wszystkich mężczyzn znanych Shafiqowi, aby zobaczyć, w którym ten się tak rozpaczliwie zakochał.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (5399), Jonathan Selwyn (5068)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa