Geraldine była prostym człowiekiem, przepadała za alkoholem, ojciec nauczył ją pić jak była bardzo młoda, mówił, że to sprzyja interesom, często zdarzało się, że musiała negocjować umowy przy mocniejszych trunkach. Lubiła też tą lekkość bytu, którą przynosił wypity alkohol. Łatwiej stąpało się po świecie.
- Czy ja wiem, czy zawsze mężczyzna, strasznie zaściankowe myślenie. - Kiedy miała ochotę to wyciągała facetów na randki, które przygotowała. Ogólnie nie znosiła podziału na płci, bardzo długo walczyła, by udowodnić swoją pozycję w męskim zawodzie, którym się zajmowała. Nie znosiła, kiedy ktoś ją lekceważył tylko przez to, że nie miała kutasa, bo tak naprawdę dla niej to była jedyna różnica, jaką można było zauważyć. Isaac więc nieco niefortunnie rozpoczął rozmowę, bo Yaxleyówna się trochę nastroszyła. Temat był dla niej po prostu mocno irytujący.
- Wiesz, że trema jest zupełnie niepotrzebna, przecież znamy się od dawna. - Nie wydawało jej się, aby był sens w tym, żeby stresował się tym nieco innym niż zazwyczaj spotkaniem. Randka, jak randka, potoczy się sama, jakoś to będzie, bez sensu w ogóle rozmyślanie nad tym, jak minie.
- Nie przypominam sobie, żebym kiedyś tam była, więc to może być ciekawe doświadczenie. - Nie zastanawiała się nawet specjalnie nad tym, że mężczyzna zobaczy ją w stroju kąpielowym, Gerry nie miała wstydu, ani nic do ukrycia. Jej ciało nie było idealne, miała tego świadomość, bo malowało się na nim wiele pamiątek po starciu z magicznymi stworzeniami, nie robiła z nimi nic, bo to były historie zapisane dość głęboko w niej. Kiedyś nie podchodziła do nich tak entuzjastycznie, z czasem jednak przyzwyczaiła się do tego, że to część jej.