A to oznaczało więcej osób w kajdankach.
Na ich cholerne szczęście, zamieszanie w końcu zainteresowało i jakiegoś Brygadzistę, który wprawdzie był po pracy, ale obie go znały i przedarł się przez tłum. Brenna zwykle cieszyła się na widok znajomych, ale jego to już miała ochotę uściskać i wycałować za tę niespodziewaną odsiecz, bo aresztowanych zrobiło się tak dużo, że upewnienie się, że nikt nie ucieknie i nie rozszczepienie się przy transporcie ich, mogło okazać się wyzwaniem ponad siły ich dwóch.
– Obiecuję solennie, będziesz za to dostawać codziennie pączki z najlepszej kawiarni na Pokątnej, Nory Nory, przez kolejne dwa tygodnie – przyrzekła, wpychając mu w ramiona dwóch uczestników wypadku, a potem rozdzielając pozostałych między siebie i Heather.
Wood nie bez powodu dostała tych mniej sympatycznych. Brenna mogła się domyśleć, że lądowanie po teleportacji nie będzie przyjemne. I nie zmuszałaby do teleportowania się swojej partnerki, ale po prostu próbując zabrać ze sobą wszystkich, pogubiłaby pewnie kończyny i własne, i cudze.
– Lecimy – oświadczyła, i chwilę później pojawili się w atrium ministerstwa magii.