• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[30.07.72, ranek] Art is to console those who are broken by life | Laurent x Perseus

[30.07.72, ranek] Art is to console those who are broken by life | Laurent x Perseus
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#11
09.09.2024, 22:03  ✶  
Zauważył to przed kilkoma tygodniami; popielatość brudu oblepiającego połyskującą czerń jego aury. Sądził wówczas, że to jedynie pokłosie posępnego humoru, jaki mu tamtego dnia towarzyszył - poprzedniej nocy bezsenność znów zapukała do jego drzwi i ułożyła się obok niego w łóżku, złożyła swą szkaradną głowę na jego piersi i nie opuszczała go aż do świtu, kiedy zażyty eliksir spełnił wreszcie swoje zadanie. Dni jednak upływały, a szarość zdawała się na stale zadomowić w kolorze jego duszy, coraz śmielej anektując sobie przy tym kolejną jej część. Nie potrafił objąć rozumem powodu, przez który tak właśnie się działo. Był przecież szczęśliwy - kochał swoją narzeczoną (miał nadzieję, że ze wzajemnością), planował ślub i spodziewali się dziecka. To prawda, że sprawy od Beltane nabrały tempa - skandalicznego wręcz, sądząc po plotkach, jakie do niego docierały, lecz on zdawał się nigdy nie przejmować ludzkim gadaniem. A może po prostu nauczył się odwracać już wzrok i udawać, że wcale nie słyszał raniących go słów... Niewątpliwie jednak był to najlepszy okres jego życia od czasów ukończenia kursów uzdrowicielskich - dlaczego więc czuł się wybrakowany? Jakby w jego wnętrzu zionęła czarna otchłań po czymś, co wydarto mu przed laty. Dziura, której nie sposób było załatać.
Nie dało się zrobić kroku do przodu, jeśli tkwiło się w ruchomych piaskach przeszłości, z każdym kolejnym dniem bezwładnie zapadając się w marzeniach o tym, czego nie było, a być mogło. To nie było w żaden sposób zdrowe, to karanie się snami na jawie i bezustanne samobiczowanie się za błędy popełnione przed laty. To całkiem zabawne, powtarzał sobie w duchu - zawodowo zajmować się sklejaniem roztrzaskanych dusz i nie potrafić wypełnić własnych pęknięć. Czego właściwie oczekiwał od Laurenta Prewetta? Nie umiał tego wyjaśnić; czuł jedynie narastające w nim pragnienie, by pochwycić go w swoje ramiona, zostawić ślad pocałunków na jego jasnych skroniach i obiecać mu, że od dziś po kres swych dni chronić będzie go przed wszelkim złem tego świata. Dlaczego? Czy przez swoistą bezradność, którą wyczytał w kolorze jego aury? A może chodziło o to dławiące osobliwe uczucie, że pustka wewnątrz Perseusa ma kształt tego młodzieńca? A może, może... Nie. Nie powinien o tym myśleć; w zbyt niebezpiecznym kierunku to wszystko zmierzało.
Odniósł wrażenie, że Laurent nie czuje się komfortowo w rozmowie o śmierci, zatem dyskretnie pociągnął go w stronę ciepła Nocnej kawiarni; starał się uczynić to w taki sposób, by Prewett nie zauważył tej drobnej manipulacji i doszedł do wniosku, że nogi same go tam pokierowały. Uśmiechnął się na wyznanie o mugolskiej sztuce, a zaraz potem uśmiech na jego twarzy stał się jeszcze większy w odpowiedzi na uwagę o niewygodnym garniturze.
— Och, jakże cieszę się, że pan mnie rozumie. Byłem pewien, że jestem jedyną osobą na świecie, która uważa, że źle dopasowane szaty potrafią skutecznie zgnębić człowieka i odebrać mu całą radość życia — odparł lekko, a zaraz potem twarz mu stężała, jakby przypomniał sobie o czymś ważnym. Być może tak właśnie było, bo prędko zmienił temat.
— Mam nadzieję, że udało się panu znaleźć odpowiedniego terapeutę? — głos mu drżał, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego. Nie mógł wyzbyć się przeczucia, że coś traci - i nie chodziło tu wcale o nowego pacjenta, Perseus boleśnie wręcz zdawał sobie sprawę z tego, że pomiędzy nim i Laurentem nigdy nie byłoby tego profesjonalnego dystansu; ta granica zatarła się bowiem już podczas ich pierwszego spotkania. Czuł, że traci pretekst do widywania młodego Prewetta częściej, a tym samym serce boleśnie zaciskało się z zazdrości na samą myśl o człowieku, z którym będzie spędzał co najmniej godzinę w tygodniu...


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
13.09.2024, 17:12  ✶  

Sztuka nakierowywania czyjejś uwagi na to, na czym chcemy daną jednostkę skupić, potrafiła być bardzo wysublimowana. Szczególnie, kiedy miało się z jednostką, która starała się być myślami tu i teraz - analizować, rozumieć, chłonąć to, co się dzieje. Te płynność zmienienia frontu nie miała w sobie niczego sztucznego. Krok w bok, zaraz mogli zatańczyć - oczy chętnie sunęły po dziełach, a jeszcze chętniej skupiały się na tych, które miały w sobie ciepło. Tak jak ciepłe były ściany ogrzewane ognikami lamp, które widniały na obrazie. Specyfika sztuki tego autora była jedną z tych chyba trudnych do podrobienia? Laurent zdawał sobie sprawę z tego, że istnieli zdolni ludzie, którzy potrafili przyjąć manierę czyjegoś pisma, tak i na pewno potrafili skopiować obraz, który widzieli. Jedna, druga, pięć nieudanych prób. Jak z tym przekierowywaniem czyichś myśli - pierwszy i drugi raz nie uda ci się to tak perfekcyjnie, ale już trzeci wyjdzie całkiem sprawnie. Perseus miał doświadczenie w kierowaniu ludźmi, przychodziło mu to naturalnie jak oddychanie. Tak i blondyn nie spostrzegł, że zadziała się tu mała manipulacja, żeby swawolę rozmów pociągnąć dalej i jednocześnie przekierować środek ciężkości, jaki mógł się znaleźć na ich plecach. Albo na plecach samego Laurenta. Czy empatia była wpisana w DNA Blacka? Taka, która sprawiała, że ciężko było mu oddychać, kiedy i druga strona nie oddychała?

- Czasem dobry wygląd wymaga paru poświęceń... - Laurent potrafił ubierać się w rzeczy co najmniej dziwne [jak na dzisiejsze standardy], ale niekoniecznie w tych rzeczach dziwnych pokazywał się widowni. Natomiast wygoda była dla niego rzeczą do kultywowania w domu, a nawet i tam niekoniecznie - najważniejsze było to, żeby się idealnie prezentować. Na szczęście jedno i drugie potrafiło iść ze sobą w parze - tak było w przypadku garniturów. Najbardziej klasyczne i modne przedstawiciele doczesnej mody, gdzie maniera czarodziei mieszała się z tą mugolską i doznawaliśmy pomieszania zmysłów od kulturowego szoku. To nie były proste czasy, ale na pewno prostsze dla czarodziei niż mugolów. Nienawiść międzyrasowa, brak akceptacji seksualnej, wymogi i wymagania, przecinana granica między biedą a bogatymi i stawianie ogólnodostępnych szkół. Tak, to był dziwny wiek. A ubrania, jakie nam tu rządziły, były ledwo kolorowym wyzwoleniem z okowów szarości tego wieku. Laurent widział tę kolorową modę mugoli jak i tę wyzywającą - czarodziejska strona szafy nadal bardziej do niego przemawiała, co nie znaczy, że tamta mu się nie podoba. - Byłem dość zajęty, więc jeszcze nie. - Miał być jeszcze bardziej zajęty, ale z tej perspektywy tego nie wiedział. Przejdzie Lammas, zrobi się trochę spokojniej - będzie czas na to, żeby zająć się sobą. O ile żadna tragedia się na samym Lammas nie wydarzy.

- Dziękuję za towarzystwo, Perseusu. Było mi bardzo miło cię tutaj spotkać - niestety czas mnie goni. - Skurczył się, chociaż i tak go przeciągnął, żeby móc chwilę pospacerować z mężczyzną po tym miejscu. Zobaczył przez to zdecydowanie więcej, niż pierwotnie zamierzał. Obdarzył ostatnim spojrzeniem obraz, przy którym się zatrzymali, nim odsunął się od Perseusa. - I przede wszystkim - o wiele milej było podziwiać te dzieła sztuki. - Szczególnie, że najpiękniejsze z dzieł spacerowało ze mną pod rękę.

Ta galeria stała się cieplejsza i przytulniejsza, kiedy dzieliło się ją we dwoje.

Jaka więc była, gdy byłeś w niej sam?

Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4006), Perseus Black (4100)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa