Miotły. Ururu się zastanowił. Tak, miał miotłę. Czy od Woodów? Nie pamiętał. Nie zwrócił nigdy na to uwagi. Dostał ją w prezencie. Uwielbiał latać, ale raczej nigdy nie rozważał sprawy samych mioteł... Nie, na pewno rozważał. Mało czego nie rozważał.
— Może znam. Nie pamiętam... — odpowiedział.
— Przepraszam... za kłopot? — Zamrugał nie wiedząc, co innego mógłby odpowiedzieć. Czasem przepraszał, gdy czuł, że chyba tego wymaga sytuacja towarzyska. Nie przywiązywał większego znaczenia do tego słowa, a jeśli już, był bardzo sceptyczny i często potrafił rzucić obszerne wyjaśnienia dlaczego w danej sytuacji nie było miejsca na przeprosiny.
Heather zadawała bardzo trudne pytania. Imię i nazwisko nie stanowiło problemu, formułki powitalnej używał stosunkowo często. Gorzej było z liczbami, do których uwagi nigdy nie przywiązywał. Urodziny obchodził może raz w życiu. Obliczył rzecz szybciutko w głowie.
— 1910... Ale jak to nie ma kawiarni? Dlaczego panienka pyta o rok urodzenia? Oczywiście, że jestem pełnoletni i mogę samemu się poruszać po mieście.