Na samym początku, gdy Electra częściej używała (NIEWIELKIEJ) różnicy wzrostu między nimi, jako swojego głównego argumentu, gdy się sprzeczali, mocno działało mu to na nerwy. Jasper ze swoim wzrostem wpasowywał się w miarę "średnią", co dla chłopaka nie było w sumie taką złą miarą, ale gdy otaczało go coraz więcej osób, które w czasie dorastania wręcz "wystrzeliły" w górę, można było nabawić się kompleksów, przez co akurat ten szczegół jego osoby stał się w pewnym momencie jednym z jego słabych punktów. Z czasem jednak nauczył się nie przejmować tym za bardzo - w końcu takim natura go stworzyła, więc takim musiał go świat pokochać - więc teraz tak naprawdę wkurzał się "na pokaz", żeby dalej móc się po prostu poprzekomarzać.
-Trwa rozruba - zaczął powoli, między kolejnymi salwami krótkiego, cichego śmiechu, i pociągnął delikatnie smycz, bo Benji zaczął odbiegać trochę za daleko. -Ludziom coś się stało i potrzebują pomocy medycznej... Swoją drogą, wiesz, co tam się stało? Ktoś zemdlał? Nic się nie stało tym ludziom? - co takiego wydarzyło się podczas kiermaszu, że ktoś potrzebował pomocy medycznej? Oby to nie był żaden z jego wujów... O ile dobrze pamiętał, widział wuja Anthony'ego i wuja Jonathana na scenie. -Na kiermaszu pobojowisko, a on już teraz chce złożyć skargę, bo dostał woskowym fiutem po twarzy. Którego z twoich kuzynów tak wkurzył? I faktycznie, brzmi jak buc[a] - co wywoływało pewien zawód, bo Jessie wciąż bardzo lubił Quidditicha i słuchanie o tego typu zachowaniu graczy, którzy w pewien sposób byli dla niejednego młodego czarodzieja inspiracją, a nawet idolami, było trochę bolesne. -Ktoś powiedział ci coś więcej? Aurorzy przyjęli w końcu to zgłoszenie, czy kazali mu nie zawracać im głowy, kiedy mają poważniejsze rzeczy na głowie, i cieszyć się, że nikt mu tej świeczki nie wepchnął do gardła?
Gdyby profesor Binns miał opowiadać o tym zdarzeniu, Electra i niejeden inny uczeń z całą pewnością nadal by zasypiali. Ten duch potrafił uśpić nawet najbrutalniejszą opowieścią o morderstwach, czy ostrej orgii. To się nazywał Talent, który mało kto chciałby posiadać.
-Mulciberów? - znowu gwizdnął. -Oj, gość musi być szalony albo odważny. Podejrzewam, że jego rodzinie raczej to się nie spodobało. Szkoda. Najwidoczniej świat tego właśnie teraz potrzebował - walka na woskowe fiuty odskocznią od strachu przed Śmierciożercami? -Trochę się nie dziwię, że go skrytykowali. Raczej mało która rodzina czystej krwi chciałaby, żeby jej członek - he he - bawił się w takie interesy - był to kontrowersyjny, a przez to ryzykowny dla tego Charlesa pomysł. -Czyli pogratulowałaś mu nie dlatego, że uważasz pomysł za godny podziwu, tylko dlatego, że ten chłopak jest ładny? - pokręcił z rozbawieniem głową.
Musiał jednak przyznać, że krok, który wykonał ten cały Charles, był godny podziwu. Chłopak wiele ryzykował, jeżeli jego rodzina wcześniej nie wiedziała o jego pomyśle i nie wyraziła na to aprobaty. Ale może właśnie dzięki temu jego interes miał się rozwinąć? Młody wizjoner, którego rodzina nie dość, że nie wsparła, to jeszcze okropnie zbeształa, więc może znajdzie się ktoś, kto zechciałby udzielić mu tego wsparcia, oczywiście za odpowiednim wynagrodzeniem, i rozwinąć biznes?
Cofnął trochę głowę, gdy prezent, którym Electra postanowiła się pochwalić na środku ulicy, nagle znalazł się tak blisko jego twarzy. Był w stanie wyczuć delikatny zapach małego tworu, ale wolał nie dostać małym fiutkiem w nos. Nie dlatego, że penis przy twarzy nie był szczytem jego marzeń, ale bardziej dlatego, że uderzenie w nos nie było przyjemne.
-Zdecydowanie oryginalny - przyznał, przyglądając się świeczce. -Wygląda uroczo i- Czy to jest minka? - no świeczuszka była zdecydowanie przeurocza.