Nora nie widziała niczego dziwnego w wymienieniu Erika przed swoją własną babcią. Samo się jej to wymsknęło, ale świadczyło o stanie faktycznym. Longbottom był jedną z najważniejszych osób w jej życiu, łączyła ich więź, która sięgała naprawdę wielu lat. Poznali się zresztą tutaj w Dolinie, w jednej piaskownicy, czy coś, to chyba była piaskownica. Od tego momentu trzymali się razem, był przy niej zawsze, czy to podczas tych najlepszych chwil, czy najgorszych. Mogła na niego liczyć w każdej sytuacji. To on jako pierwszy dowiadywał się o wszystkim, co działo się w jej nieco pogmatwanym życiu. Nie da się więc ukryć, że w hierarchii był wyżej niż babcia (nie to, ze Lizzy nie była dla niej istotna, w końcu nauczyła ją podstaw związanych z prowadzeniem knajpy, czy pieczeniem), ale Erik chyba z tym wygrywał. Zresztą to jak wybieranie między ulubionym ciastkiem... trudno było zdecydować się na jedno.
- Co racja, to racja. - Cieszyła się, że Greengrass się z nią zgodził. To nie tak, że nagle zrobiła się jakaś mocno pesymistyczna, ale nie mogła ignorować zagrożenia, które było obok. Nie wiadomo, czy coś się nie zmieniło, czy ktoś nie robił tego celowo, czy to nie był pierwszy krok do wykurzenia czarodziejów z Doliny. Jasne, zaczynało się od kotów, ale to był dopiero początek...
Miała świadomość na co stać tę złą stronę, widziała sporo, o wielu rzeczach słyszała, dlatego dość sceptycznie podchodziła do tej całej sytuacji. Pewnie mało kto by w ogóle podejrzewał, że Figgówna może być w jakikolwiek sposób zamieszana w sprawy organizacji walczącej z Voldemortem, bo zdecydowanie nie wyglądała jak ktoś taki. Zresztą nie robiła tego aktywnie, bardziej na dystans będąc wytwórcą, który dostarczał swoim przyjaciołom eliksiry i kadziła. Jasne, że wolałaby wspierać ich na placu boju, ale miała świadomość o tym, że nie nadawała się na wojownika, pewnie sama zrobiłaby sobie krzywdę, gdyby przyszło jej się z kimś zmierzyć.
To nie tak, że słoneczko przestawało świecić, bo Norce nadal nie brakowało swojego zwyczajowego promiennego uśmiechu, tyle, że podchodziła do życia z nieco większym rozsądkiem. Nie zamierzała jednak zatracić się w tym za bardzo, bo nie chciała pozwolić, aby ich przeciwnicy odebrali jej to, co było w niej najlepsze.
Poszukiwania kotów, może nie były szczególnie ambitnym zajęciem, ale w tym przypadku przynajmniej mogła się wykazać, bo to nie była mocno zagrażająca sytuacja. Swoją drogą mogła komuś dzięki temu poprawić humor, a to było wystarczającym argumentem za tym, aby się w to zaangażować. Tym bardziej była zadowolona z siebie, że udało jej się namówić do tego Roisa, bo dawno się nie widzieli, a chciała sprawdzić, jak się miewa, on i kot, którego mu wcisnęła podczas jednego z ich spotkań.
Nie słuchała specjalnie wymiany zdań mężczyzn, cóż, nie obchodziło jej do końca jak rzucali w siebie tymi wymownymi uwagami. Typy chyba miały tak, że w ten sposób okazywały sobie sympatię. Szkoda tylko, że przez to Ambroise nie dostrzegał jej wymownego spojrzenia, ale i na to znalazła metodę. Była naprawdę rezolutna, gdy tylko odrobinę się postarała.
- Karmelka, ponoć jest uroczym, rudym kociakiem. - Dodała jeszcze, żeby wiedzieli jakich kolorów powinni wypatrywać. Nie pytała jednak o to, czy Cornelius zamierza im towarzyszyć, nie, bo wtedy mógłby jej odmówić, właśnie przez to po prostu ruszyła na tył ogrody, aby znaleźć jakieś ślady.
Nora miała torebkę pełną smaczków dla kotów, po które była gotowa sięgnąć, kiedy wypatrzą gdzieś futrzaka. Rozglądała się uważnie po okolicy, ale póki co nic nie wydawało jej się świadczyć o tym, że znajdą kota akurat tutaj. Pewnie będą musieli udać się na spacer poza teren posesji. Tak samo było z Miaurycym.
Dotarły do niej słowa Lestrange'a, który chyba właśnie oficjalnie dołączył do ich grupy poszukiwawczej. Nie spodziewała się, że urosną w siłę, ale jak widać nie było sensu niczego zakładać.
- Kici, kici... - Mruczała pod nosem nachylając się przy mijanych krzakach i drzewach. Próbowała go do nich przywołać, chociaż nie do końca wydawało jej się, że może im pójść, aż tak łatwo. Wierzyła jednak, że prędzej, czy później znajdą jakieś ślady, które doprowadzą ich do zagubionego zwierzęcia. Nie brała w ogóle innej opcji pod uwagę, w takim towarzystwie ta drobna misja musiała zakończyć się sukcesem.
rzucam sobie na percepcję, żeby zobaczyć, czy znajdę jakieś ślady
Akcja nieudana
Slaby sukces...