• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Brighton [04.09.1972] I am the image that darkens your glass

[04.09.1972] I am the image that darkens your glass
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#11
10.12.2024, 23:35  ✶  
Zaczynał obawiać się, że przesadzał. Że może rzeczywiście sprawa miała się nieco inaczej, niż jego spanikowany umysł ją przedstawiał. Że może wyżywał się teraz na nim przez nerwy, które sam sobie wywołał złą interpretacją... Nie. Dostrzegł go. Ten cień ukrytego uśmiechu. Jean wiedział co robił.
– Skąd mam wiedzieć, że nie czekasz, próbując bawić się moimi nerwami, aż nadarzy się dogodny moment? Miłość wyznałeś mi przecież dopiero przed chwilą, pewnie kiedy stało się to dla ciebie korzystek. Oh no dobrze. Nie przed chwilą. Na Muzie, gdy dałeś mi zobaczyć swoje nici. – Więcej emocji. Niech Jean czuje... Wszystko. Zagubienie, nerwy, niepewność... To co on czuł przez ostatni miesiąc, popadając w coraz to większe nerwy z obawą wyczekując zimy, która przyszła za wcześnie. Było w tym coś satysfakcjonującego. Przedłużać to wszystko. Nie odpowiadać od razu na pytanie, tak jak i on jemu. Mały odwet, a jak cieszył. Czego ode mnie chcesz? Ta odpowiedź poczeka, tak jak i on musiał na nią czekać. – Nie mówię, że ci nie uwierzę – ponownie podszedł do niego, stojąc z nim twarz w twarz, tym razem nie cofając się nawet o krok, ośmielony tym, że mężczyzna nie odpowiedział na wcześniejszą próbę rozdrażnienia. Niech i jego boli od emocji. Niech i dla niego nie będzie to łatwe. – Mówię, że mogę mieć z tym pewne trudności mój drogi, bo gdy ostatni raz wierzyłem w tę relację i jej szczerość złamałeś mi żebro i zdemolowałeś naprawdę ładny pokój łącznie z wazą ode mnie. Zrozum więc moje uprzedzenie.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#12
11.12.2024, 00:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2024, 13:31 przez Dearg Dur.)  
Ofensywa w jaką przeszedł Jonathan, ilość charyzmy wtłoczonej w głos, pewności siebie, którą przesłaniały co prawda ostatnie dni, ale która wciąż stanowiła trzon jego osobowości...
- Nie mów, że nie wiedziałeś. - sarkał po francusku pod nosem, wcinając się w punktowanie mu uczuć. -Oczywiście, dla własnej korzyści pomalowałem nić, wiesz dobrze, że nie da się ich oszukać.
- niemal uniósł wargi w ostrzegawczym geście, ale wściekłe sarknięcia stawał się coraz cichsze - z każdym krokiem Jonathana odchylał się ochronnie, wciąż opierając biodra o parapet. Wyglądał tak, jakby nie chciał Selwyna tak blisko siebie, jakby to on obawiał się jego. Czy Jonathan strzelał poniżej pasa? Owszem, za to z jakim świetnym efektem, choć może niekoniecznie takim jaki by oczekiwał. Hrabia może i stracił gońca, ale otworzyło mu to drogę na wieżę. Czy jego dawny kochanek podszedłby do niego tak blisko? Czy podeszedłby w ogóle? Czy wyrzuciłby z siebie tak wiele słów obdarzając go pełnią uwagi, potwierdzając, że spojrzał na nici, potwierdzając ich barwę, której Jean sam nie mógł zobaczyć, a ledwie domyślał sięich odcienia ilościom myśli, które oddał Selwynowi bez względu na to czy tego chciał czy nie. To dawało bliskość, to dawało nadzieję. Był wściekły. Był zachwycony. W zmrużonych błękitach iskrzyło niebezpiecznie, magnetyzm stawał się między nimi trudny do zniesienia, w rwanym oddechu wzajemnej niechęci ścierającej się z energią czyniącą ich przed laty nierozłącznymi.

A potem Jonathan powiedział o pokoju, o wazie. Ale przede wszystkim powiedział o swoim żebrze, niechlubnej pamiątce ostatniej francuskiej konfrontacji. I stojąc tak blisko, mając tak dobry ogląd na twarz swojego gościa, Selwyn zobaczył to - niezrozumienie, niedowierzanie, a potem szybki rzut oka na ukryte przecież pod materiałem odzienia ciało. Jego rozmówca z oczywistych względów wiedział o wazie i pokoju, ale całkiem prawdopodobne, że nie wiedział o czymś o wiele istotniejszym. Wampir w odruchu wyciągnął rękę ku górze, jakby chciał go dotknąć niczym Tomasz Didymos pragnął wsadzać palce w Chrystusowe rany, aby uwierzyć, ale rychło się powstrzymał i odsunął dłoń.

Były ambasador mógł pogratulować sobie kontry. Pchnięcie retorycznej szpady przecięło wstęgę i odrzuciło maskę oponenta. Czy była to jednak twarz, którą spodziewał się zobaczyć? Twarz pełna troski i zdezorientowania, ta sama, która kilka dni temu bezgłośnie wypowiadała w jego stronę prośbę, by na siebie uważał, na moment przed teleportacją?

Jean zdecydowanie nie wiedział co zrobić, wytrącony z tempa rozmowy, przygwożdżony do okna, przygwożdżony faktem, który liczył sobie już sześć długich lat.

- Wy... ludzie, jesteście tacy krusi - szepnął, czy jeknął właściwie, oddychając płytko, tym razem jednoznacznie z nerwów. - Byłem taki wściekły, gdy oznajmiłeś mi, że wyjeżdżasz, gdy przekreśliłeś jednym głupim listem wszystko to, co nas łączyło i nawet się nie zająknąłeś czy chciałbym przyjechać tu z Tobą... nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło, ale... och, to niczego nie usprawiedliwia! - przerwał sam sobie, zdenerwowany - Jonathan przepraszam. Nie chciałem... Nigdy nie chciałem zrobić Ci krzywdy. Czy to... czy to Cię nadal boli? - zapytał niepewnie, w szeroko rozwartych, utkwionych w nim oczach zaszywając błaganie, by nie trzymał go w niepewności.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#13
11.12.2024, 01:21  ✶  
– Ale oklumenta może ujawnić je w strategicznym momencie, który mu się opłaca – odparował. Najgorsze, że ta czerwień wciąż mieniła się i w jego stronie nici. Trochę jakby ktoś wysypał na nią kiedyś buteleczkę z czerwonym brokatem i usilnie próbował to posprzątać, ale jak było powszechnie wiadomo, brokatu nigdy nie dało się do końca pozbyć.
Jean go kochał. Jakoś. To uczucie dalej się tliło. Może... Może rzeczywiście znał go na tyle, aby widzieć, że krzywda bliskich Jonathana nie przekona go do siebie. Czym innym było podsycanie paniki w akcie zemsty, a czym innym prawdziwe czyny. Tak?
Obserwował jego reakcję, czując jak serce bije mu coraz gwałtowniej. Był za blisko. Patrzył się na niego za bardzo. Chciał więcej. Chciał mniej. Chciał się odsunąć. Chciał aby Jean nigdy nie przyjeżdżał do Anglii. Chciał cofnąć się w czasie. Chciał innej rzeczywistości, w której byliby dalej sobie bliscy, nawet jeśli oddaleni oceanem. Chciał... Innej powieści, niż tą którą teraz pisali.
A potem ton tego rozdziału nagle się dziwnie zmienił.
Chyba udało mu się osiągnąć pewną przewagę w tej rozmowie.
Szkoda, że oczekiwał innej reakcji.
Oczy Jonathana rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy zorientował się, że Jean nie wiedział. Że nie chciał go zranić w tej sposób. Że wampir zakładał, że jego atak nie zostawi po sobie żadnych dłuższych urazów poza poobijaną dumą.
Dłoń nieopacznie powędrowała w stronę dawnego złamania, odkrywając przed Jeanem, wciąż oczywiście zasłonięte koszulą, miejsce, w którym zranił go fizycznie.
Mógł nie odpowiedzieć na to pytanie, a zamiast tego jedynie wymownie się skrzywić, pozostawiając dawnemu kochankowi pole do własnej interpretacji, która pewnie wprawiłaby go w dalsze wyrzuty sumienia, a przecież to byłaby idealna wisienka na koktajlu emocjonalnego bólu, który chciał mu zaserwować. W końcu czemu miałby rozpatrzeć pozytywnie jego błagania, jeśli on nie chciał  uszanować jego prośby o spokój? A gdyby powiedział jeszcze Przynajmniej nie muszę brać codziennie środków przeciwbólowych, nie skłamałby, ale pozwoliłby wyobraźni hrabiego działać.
– Nie. Nie boli – odpowiedział wreszcie, wciąż się od niego nie odsuwając. Jego oczy przejechały po niepewnej sylwetce Jeana, którego słowa sprawiły, że musiał na szybko wprowadzić poprawki w swoim scenariuszu. – Nigdy nie zakładałem, że nie wiedziałeś. Myślałem, że zrobiłeś to celowo, a potem wysyłałeś te listy... I krzywdziłeś dalej. Z kazdym listem. Z tym przedostatnim. Z twoją wizytą tutaj. A wtedy. Wtedy nie mogliśmy za bardzo porozmawiać o szczegółach mojego wyjazdu.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#14
11.12.2024, 08:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2024, 23:24 przez Dearg Dur.)  
Ta chwila zdawała się trwać wieczność, a jednocześnie zamknęła się w jednym geście, w walnięciu serca a potem wypuszczeniu oddechu i przymknięciu powiek - widocznej ulgi i choć częściowego ustąpienia napięcia. Czy poddali grę? Żaden król nie był zaszachowany, żaden nie upadł na dwukolorową podłogę w rozkwitającej czerwonej plamie krwi. Ale wrażenie było takie, że oba zegary liczące im czas zostały wyłączone, położone tarczą do dołu w tym dziwnym momencie tak cichym, jak głośny był akt destrukcji przed sześciu laty.

Jean pokręcił głową przecząco, nie mogąc spojrzeć Jonathanowi prosto w twarz.
– Ja tylko nie chciałem... nie chciałem, żebyś o mnie zapomniał, skoro ja nie mogłem przestać o Tobie myśleć. Może nie potrafiłem inaczej powiedzieć jak bardzo mi Ciebie brakuje, jak bardzo tęsknię – powietrze świstało między zębami w płytkim oddechu, spróbował jeszcze raz wyciągnąć dłoń, teraz gdy wiedział którego miejsca dotknąć, ale wycofał się, obie ręce wkładając głęboko w kieszenie, jakby to miało zapobiec jakiejkolwiek próbie dotykania, które nie było, nie mogło być mile widziane.

– Pójdę już, – wymamrotał – w końcu z desperacją nie jest mi do twarzy.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#15
11.12.2024, 21:53  ✶  
Nie odsunął się, kiedy Jean wyciągnął rękę w jego stronę, ale niewątpliwie zrobiłby to, gdyby dłoń wampira zbliżyła się o kilka centymetrów bardziej.
To ci się udało – pomyślał w bólu, słysząc wyjaśnienia tej drugiej strony i chyba pierwszy raz podczas tej rozmowy nie odczuwał alarmującego krzyku w środku czaszki, że słowa Jeana pewnie nie były prawdziwe. Tak to wszystko... Miało sens. Przewrotny i niesamowicie niszczący ich oboje sens. Czyżby to była ta odpowiedź, której szukał? Czyżby nie chciał nigdy ich zranić, a jedynie zasiać obsesyjną myśl w Jonathananie, co patrząc na nici, udało mu się idealnie?
– Nie wiem, jak ci to inaczej powiedzieć, niż że dla dobra nas obu będziesz musiał się nauczyć radzić sobie z tą tęsknotą na inne sposoby – powiedział, powstrzymując drgnienie ręki, która chciała sięgnąć w jego stronę.
W przeciwieństwie do hrabiego on nie przerywał spojrzenia.
Skrzywdził cię. Nawet jeśli teraz żałuje, nie zmienia to faktu, że cię skrzywdził – upominał się w myślach, próbując nie zrobić niczego głupiego. Po cichu liczył, że skończy to wszystko dzisiaj i powita Anthony'ego z szerokim uśmiechem, że kiedy ten bawił się w Egipcie jemu udało się zrobić to co obiecał i jeszcze prowadzić biuro. Miał już ułożone przecież dalsze słowa, które miał wypowiedzieć, a moment zasmucenia się wampira był wręcz idealny, aby wykorzystać go do dalszego ataku.
Wojny jednak nie wygrywało się jedną bitwą, zwłaszcza tej dyplomatycznej. Zwłaszcza, gdy nie było się w stanie całkowicie wykończyć celu swojego ataku.
– Tak myślę, że to dobry pomysł – powiedział w końcu, cofając się o krok, tak aby dać mu wreszcie przestrzeń. – Miłej nocy Jean i... Mówię to jako ktoś kto kiedyś lubił, gdy na twojej twarzy gościł uśmiech. Wyjedź z Londynu. Oszczędź sobie tego, zwłaszcza jeśli twój ostatni list rzeczywiście był szczery i życzysz mi dobrze, a może kiedyś, gdy będę w Paryżu porozmawiamy dłużej.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#16
12.12.2024, 00:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2024, 01:50 przez Dearg Dur.)  
Gospodarz odsunął się, a Jean wyminął go i ruszył niemal natychmiast do wyjścia z salonu.

Szach?

Słowa byłego kochanka zatrzymały go jednak, nim opuścił pokój. Ledwie słyszalne parsknięcie wysmyknęło się z piersi, gdy zwiesił głowę kiwając ją znów z niedowierzaniem.

– Na prawdę w to wierzysz? Że spotkamy się znów? Kiedykolwiek? Że przyszła pani Selwyn pozwoli Ci zamienić ze mną choćby jedno słowo? – lewa brew uniosła się kpiąco ku górze, a ton jasno wskazywał, że Jean nie tylko w to powątpiewa, ale absolutnie nie daje wiary takiemu przebiegowi wydarzeń, pozbawiony nadziei w przedstawioną perspektywę. Jakby wizja przedstawiona w pożegnaniu, jawiła mu się tylko jako niezwykle okrutne ostrze obłudnej życzliwości bez pokrycia. – Otworzyłem przed Toba swoje martwe od wieków serce, – pokazał na leżące listy, choć wiadomym było, że na myśli miał dłuższy z nich – otworzyłem je, będąc przekonanym, że to właśnie jest moje pożegnanie, a Ty? – Z fizjologicznego braku krwi, jego twarz nie mogła się zaczerwienić w tej ekspresyjnej skardze, w braku zgody na gładkie słowa, w boleści, której gorycz niemal można było czuć na własnym podniebieniu będąc li tylko świadkiem tej sceny. – Przywołałeś mnie tutaj tylko po to - podjął dużo wolniej, ciszej, z zaciśniętym gardłem, tym razem nie przerywając kontaktu wzrokowego. – by pokazać mi drzwi, tak?– Zmiął resztę słów, prostując się i unosząc dumnie podbródek ku górze. To jawne upokorzenie, wymierzony policzek znów rozbudzało w nim ogień gniewu, choć tak jak przez cały czas trwania tej konfrontacji, tak i teraz nie przekroczył nadanych mu granic, stojąc sztywno te kilka kroków od gospodarza.

– Ale skoro tak wybrałeś... – Jak inaczej jego głos brzmiał, gdy przechodził na francuski? Jak wiele wspomnień minionych kłótni, tych przegranych, tych w których hrabia musiał ustąpić, jak wiele mógł wnieść sam ton, wciąż zirytowany, lecz pełen charakterystycznego ciążenia. – ...skoro zdecydowałeś, że chcesz mieć ostatnie słowo twarzą w twarz, nim nasze ścieżki rozejdą się na dobre... – Choć patrzył nań przez zmrużone powieki, rysy twarzy łagodniały niczym tafla oceanu o poranku po całonocnym sztormie w cichej, smutnej żałobie. Jean postąpił krok do przodu, niespiesznie, z gracją, której rzadko kiedy mu zbywało. Lewa ręka powędrowała dworsko za plecy, zaś prawą wyciągnął ku Jonathanowi. – Ostatni taniec? Nie proszę o nic więcej. – Starofrancuskim nawykiem prawa noga również powędrowała do przodu wyprostowana, lewa lekko ugięła się, gdy sylwetka mężczyzny pochyliła się w oczekiwaniu. Nie potrzebowali przecież muzyki, mieli swoje piosenki, przy których potrafili spędzać całe noce. Wystarczyło tylko sięgnąć do drugiej dłoni...
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#17
12.12.2024, 01:39  ✶  
Kazał mu wyjść.
Czemu więc tak się zdziwił, że tamten ruszył w stronę wyjścia?
I oczywiście powstrzymały go jego własne słowa.
Przyszła pani Selwyn...
Niemal sam nie parsknął śmiechem.
Nie dementował plotki o zaręczynach z tego prostego powodu, że nie miał pojęcia, co przyniesie mu więcej korzyści w tej rozmowie i jak bardzo zły będzie, bowiem istniała w jego scenariuszu scena, podczas której nakłaniał Jeana do złożenia my pewnej przysiegu, a dopiero potem, bardzo okrutnie, informował go, że żadnego ślubu nie będzie.
Teraz jednak nie miał pojęcia, czy chciał nawet wymuszać na nim wieczystą przysięgę.
– Przywołałem cię po to – zaczął powoli, orientując się jak inne mieli wizję tego wieczoru. Dla Jeana najwyraźniej miało być to pożegnanie w odpowiedzi na list. Dla niego konfrontacja. Walka, która miała zakończyć się przynajmniej pierwsza wygraną. – Bo nie ufałem słowom w twoim liście. Bo sprawiłeś, że od miesiąca nie śpię przez koszmary w trosce o życie moich bliskich i musiałem się upewnić, czy nic im nie grozi i jakie są twoje intencje.

Chyba właśnie, po czterdziestu trzech latach życia, Jonathan Selwyn po raz pierwszy spotkał się z sytuacją, w której taniec absolutnie nie był wskazany. Nie oznaczało to jednak, że nie pragnął tego tańca jakkolwiek mniej.
Jeden, ostatni taniec? Co mogło pójść nie tak, gdy pierwsza fala niepokoju została stłumiona, a on wiedział, że ich wspólne kroki nie poprowadzą nigdzie dalej?
Jeden, ostatni taniec.
Na pożegnanie.
– Na ostatni taniec mogę się zgodzić. – ręka czarodzieja sięgnęła po chłodną dłoń, przekraczając w końcu tę narzuconą przez niego samego barierę, nie pozwalającą na wcześniejszs zetknięcie się dwóch ciał. – Jedynie w ramach pożegnania. Ale nie miej pretensji do przyszłej pani Selwyn, bo nasze zaręczyny są jedynie plotką. A teraz taniec i pożegnanie mój drogi.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#18
12.12.2024, 02:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2024, 20:50 przez Dearg Dur.)  
Nie patrzył na jego twarz skupiony na dłoni, na słodkim dotyku, na ogniu i lodzie stykającym się na granicy niemożliwego. Życie i śmierć. Kolor i czerń. Sztuka i żałoba. Nie patrzył na jego twarz, gdy opadły nań słowa o prawdziwej naturze jego relacji z wdową Kelly. Ani powieka nie drgnęła, gdy Jonathan powtórzył, że to koniec, upewniając go w powziętym planie. Może upewniając samego siebie.

Jean nie oddychał - nie musiał tego robić, więc raczej świadomie tylko unosił klatkę piersiową dla komfortu rozmówcy, z przyzwyczajenia, aniżeli musu. Nie oddychał teraz wcale, z nabożną czcią ujmując kochanka w ramiona, w ciasną, ciaśniejszą niż w klasycznym walcu ramę. Czy to nie Jonathan nauczył go tych kroków, przekonując, że południowo-amerkańskie dzikusy mają cokolwiek do zaproponowania kulturze?

Nie mieli przypisanych ról, nawet jeśli Jean był nieco niższy i drobniejszy. Znali melodię na pamięć, senną, nostalgiczną wiolonczelę okraszoną miarowym fortepianowym pulsem. Objął go i ruszył po chwili okrzepnięcia, w surrealistycznym spokoju, krok za krokiem, na szachownicy niewielkiego saloniku posiadłości w Brighton, spoglądając pozornie obojętnie przed siebie, tuż nad ramieniem Selwyna. Trzymał go mocno, trzymał pewnie, choć pierwszy raz może bez zachłanności, której tak bardzo Jonathan się obawiał. Trzymał tak, jakby jutro miało dla nich nigdy nie nadejść, a muzyka odebrała zegarowi władzę nad nimi. Hrabia pozostawał skupiony na wrażeniu, rozsmakowany bliskością, prowadził, choć w każdej chwili gotów był oddać inicjatywę, poddać się kierunkowi sugerowanemu choćby najdrobniejszym gestem przez swojego partnera. Milczał też, zasłuchany w dźwięki rozbrzmiewające tylko w ich głowach, milczał zasłuchany w puls, w poszum krwi, osadzony we wrażeniu lekkiej wilgoci roszącej gorącą z dłoni, która nie uciekała od znajomego zimna, ciepła wiosennego słońca topiącego zastany lód, zmuszającego krokusy do zakwitnięcia.

Krok za krokiem, krążyli niespiesznie między fotelami i stolikiem, z niemym świadkowaniem posągowych mebli kryjących wiekowe książki, srebra i lśniącą, porcelanową zastawę. I choć nigdy wcześniej, nigdy w Paryżu nie mówił "kocham", tak teraz zdawało się, że każdy jego ruch był w końcu przetłumaczony, w końcu zrozumiały w cichym wyznaniu utkanym w szelest ocierającego się o siebie materiału, utkanym w stukot butów o pakiet, w stukot czasem stłumiony grubym dywanem.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#19
12.12.2024, 17:42  ✶  
Dotyk, którego tak obawiał się przez całą ich konfrontację w rzeczywistości otulił go chłodną, lecz nie nieporządaną czułością, tak jak chwilę później mglista melodią, grana jedynie w ich głowach, otuliła ich oboje, gdy nogi poniosły ich do tańca.
Na chwilę, pozwolił sobie zanurzyć się w tej mgle mrocznego tanga, prowadzony przez byłego kochanka, próbując otrzymać ten jeden ostatni wspólny moment, tak brutalnie skradziony im przez własne emocje i gniew. Co z tego, że powód tych uczuć i paranoi, właśnie trzymał rękę na jego plecach, wytyczając kolejne kroki? Potrzebował tego. Ostatniego tanga w akompaniamencie przyśpieszonego serca, które nie biło jednak rwanie do muzyki strachu, a mocno i pewnie, jako swoista ilustracja nici, które ich splątały.
Jeśli jednak ruchy Jeana mówiły kocham, jego własne ruchy krzyczały nie zgadzam się. Nie wobec wspólnego tańca, nie kiedy ciała były tak blisko siebie, dłonie trzymały się mocno, a nogi niepozornie pomyliły się nieznacznie w tańcu, tak aby musnąć nogi tego drugiego, nim powróciły do wyznaczonych im kroków. Nie. Ruchy Jonathana buntowały się wobec wcześniej napisanych rozdziałów, wobec mózgu, krzyczącego, że to nie może pójść dalej, a przeszłość nie może zostać zapomniana. Że nawet tancerze padają wykończeni po zbyt dużej ilości tanga i to właśnie stanie się z nim, jeśli nie będzie uważał.
Mógł tak łatwo się wytłumaczyć, gdyby w ramach finału, popchnął go na kanapę i zaczął całować. Ostatni raz. Trzeba ugasić pożądanie, skoro już zostało rozpalone. Ostatni raz. Głupi, pieprzony Gryfon, kierujący się emocjami. Czy ktoś by się w ogóle zdziwił, gdyby to zrobił? Ostatni raz.
Ostatni raz mógł być jednym razem za dużo. Ogień można było ugasić bezpieczniejszymi metodami, a głupi, pieprzony Gryfon miał swój rozum.
– Kiedy przyjechałeś do Londynu? – wyszeptał pytanie, obejmując prowadzenia, kierując ich kroki bliżej półek z książkami, niż miękkich mebli, na które można by było opaść. Tydzień? Dwa tygodnie temu? Powód zamieszania w Londynie wciąż był nie znany.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#20
12.12.2024, 21:28  ✶  
Przez chwile milczał, zupełnie, jakby nie dosłyszał pytania, które kalało ich przestrzeń, które kalało jego ostatnią prośbę. Czyżby odzyskał przywilej niezobowiązującej rozmowy? Krok nawet się nie zachwiał, gdy nagle kto inny przejął stery i poprowadził ich w inną część pokoju, tę bardziej przestronną, dedykowaną wszelakiej wiedzy eksponowanej na eleganckich regałach. Nie patrzył jednak na grzbiety książek, asymetrycznie uniesione brwi zdobiły lekko zamglone oczy, utkwione w jednym punkcie nad ramieniem partnera, który przemieszczał się kołowo wraz z nimi. Stopy nieregularnie przejeżdżały po parkiecie, nogi plątały się i rozplątywały w znajomej koleinie, w dawnym, przebrzmiałym przyzwyczajeniu, w świecy, które nie lśniła, a tylko wątła strużka dymu mogła obwieścić światu, że niegdyś jej knot spowijał płomień topiący wosk.

– Kiedy tylko okazało się to możliwe – odpowiedział w końcu, przymykając powieki i skupiając się na pozornie chaotycznym ruchu zwłaszcza dla kogokolwiek z zewnątrz, kto nie słyszał muzyki, którą oni słyszeli, ale która też musiała w końcu zgasnąć, pozostawiając tylko widmo dźwięku. Widmo unoszące się wkoło, jak dym różanej świecy.

Hrabia odsunął się, choć jego dłoń trzymała wciąż rękę Jonathana, ujmowaną przed momentem w takt melodii, teraz... w ciszy prawdziwej, pozbawionej ruchu. Był to ułamek chwili, oczywisty gest podziękowania za taniec, w dziwnej paraleli uściśnięciu dłoni na znak umowy, której treść nie wybrzmiała, a przecież była obojgu doskonale znana. W impulsie, czy z rozmysłem czy zupełnie bezmyślnie, przysunął ową rękę do twarzy i musnął wargami mankiet kryjący nadgarstek. Ten sam nadgarstek, w który wgryzał się ostatnim razem z taką żarłocznością. Choć nie, to nie było ostatnie miejsca przerwanej skóry. To przecież był tylko sen, koszmar podsycany słowami nakreślonymi w gniewie. To nie była prawda.

Wrażanie dotyku zniknęło, chłodne palce w końcu pozostawiły go w spokoju. Krok w tył. Jeden. Drugi. Jean odwrócił się i ruszył do wyjścia.

Mat.

Pozostawione na stole listy - dowody w sprawie, na które powoływały się obie strony zaczęły się tlić, by w jednej chwili pokryć się w całości magicznym płomieniem i zajaśnieć chybotliwym światłem, popieląc słowa, które z każdej strony sprowadziły niespokojność na duszę Selwyna.

Nie powinno go to dziwić, ostatecznie obaj lubili być dramatyczni.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (5039), Jonathan Selwyn (4694)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa