• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
jesień 1972, noc z 2 na 3 września // sing me a dream untouched by shadows

jesień 1972, noc z 2 na 3 września // sing me a dream untouched by shadows
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#11
17.02.2025, 21:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.02.2025, 22:27 przez The Edge.)  
- Wysłałem jej ten list, ona mi odpisała, że przeprasza i nadal zadawała głupie pytania... Serio, wszystko wydawało się być z nią okej. Ty mi później powiedziałeś, że zachowała się okrutnie, ja niczego dziwnego od niej nie zauważyłem. Wysłała mi masę kasy w ramach „rekompensaty”. - Znowu wyglądał, jakby miał się zaśmiać, ale to zdusił. Tym razem przyznał się dlaczego. - Za mało mnie zna, żeby wiedzieć, że takim ludziom nie daje się pieniędzy. Pod koniec sierpnia był kolejny list. Brzmiał już agresywniej, ale ja też jestem czasem agresywny. Zgodziłem się pomóc i zabrała mnie spod The Loft, a to... cokolwiek to było, nazwała Doppelgangerem. Teleportowała nas chuj wie gdzie, namierzyła go w jakiejś pieprzonej jaskini i to było już jasne, dlaczego w ogóle mnie tam ze sobą chciała, przynajmniej tak mi się wydawało... Mówiła jakieś jebane kocopoły. Jest przebiegły i zna wiele sztuczek. Jakich? Nie wiem kurwa, nie wiem co ona sobie myślała. Wydaje mi się, że nic, że ona oszalała. Byłem ja, ona, Thomas Figg czyli brat Nory i... koleś, którego nie kojarzę tak naprawdę, Ambroise. Wysoki, tak na metr dziewięćdziesiąt, bo był wzrostu Thomasa. Z długimi blond... znaczy jasnymi włosami. Zjarany od słońca. Figg mówił, że to coś chce zająć jej miejsce i chciał to zapieczętować, ale ona nie chciała go słuchać. Drwiła z niego, gadała o tym, że nie przyszła go zapieczętować tylko rozpierdolić i nie pytaj mnie w takim razie, po co go ze sobą zabrała. Wejście było zbudowane przez ludzi, to musiała być jakaś pułapka albo grobowiec, bo nie dało się stamtąd teleportować. Ja też z niej drwiłem, nie rozumiałem kompletnie, po co mamy się wpierdalać w jakieś siedlisko pod ziemią, zamiast poczekać, aż on przyjdzie do niej. A ona była niesamowicie skupiona na tej misji. Jakaś jej koleżanka, Florence, gadała z nią przez lusterka i dawała jej dodatkowe informacje, potwierdzając kurwa to, że nigdy nie powinniśmy tam schodzić. Ona się uparła, że schodzimy, tylko narysujemy sobie na czole jakieś runy. - Streszczanie tego było absurdalne - nie czuł się z tym dobrze, w ogóle nie leżała mu ta tematyka i plątały mu się gdzieniegdzie słowa, czasem musiał się zatrzymać i wziąć jeszcze kilka wdechów. On był wynalazcą, człowiekiem z miasta, kimś zatopionym w mugolskim świecie jak w bursztynie. Ta historia w ogóle do niego nie pasowała. Wyprawa w nieznane, do gęstego lasu, gdzie biegał po jaskiniach w poszukiwaniu demona? Jego jaskiniami były Ścieżki. Korytarze stworzone przez ludzi, bez których całe istnienie wydawało się bezsensem. Wrogami Crowa też byli ludzie. Tak wiele czytał, tak wiele potrafił, ale wciąż... wiele aspektów świata czarodziejskiego wydawała mu się obca. - Znasz mnie, wiesz, że nie mówiłem wiele. Oni gadali ze sobą jak przyjaciele. Przedrzeźniali się, gadali o córce Nory. I to wszystko po to, żeby... Kurwa, szliśmy przez ten korytarz, Laurent, ciemno tam było jak w dupie, możesz to sobie wyobrazić. Ja szedłem pierwszy i nagle okazało się, że Thomasa z nami nie ma. Było tak ciasno, że musieliśmy przeciskać się gęsiego i oni go zgubili, zorientowaliśmy się dopiero na końcu korytarza. Masa rozwidleń, dziur tam było jak w serze. No to zacząłem się cofać, przecież nie było mowy, żeby iść dalej bez niego, a oni się zachowywali, jakby robił im tym na złość i ich spowalniał. Rzucali jakimiś tekstami, że wiedział, na co się pisze i nie chcieli iść go ratować. Musiałem im na środku tego chujostwa zrobić przemowę, żeby się cofnęli, to było jak... karykatura świata. Jak ich do tego zmusiłem, to okazało się, że ten potwór cały czas z nim był. Próbował go tam zabić. I Laurent... ja tak sobie po czasie myślę, że może to ma jakieś wytłumaczenie - bo Thomas doznał tam omamów i tak sobie myślałem, że może oni też. Ale w mój umysł też się wdarł. Pokazywał mi sceny z Kotła, to co się tam stało, co mogło się stać. To było obrzydliwe. Jednocześnie potrafiłem odróżnić to od rzeczywistości, a Geraldine... Jak gdyby nigdy nic świsnęła w to takim zaklęciem, które gdyby nie trafiła, zabiłoby mnie i Figga, bo staliśmy tuż obok. Naoglądałem się w życiu wystarczająco czarnoksiężników, żeby wiedzieć, co tam się stało. A później... To chyba było najgłupsze. Jak to zarżnęli i zobaczyli, jak wypływa z tego czarna ciecz jebiąca siarką, to polali to jeszcze jakąś substancją i rzucili na to zapalniczkę. Byliśmy... w chuj stóp pod ziemią, a oni rozpalili tam ognisko. Figg tam zbierał jakiś garnek, bo chciał to zapieczętować, a ona wyczarowywała w tej jaskini pierdolony huragan, który jeszcze bardziej podsycał ten ogień i dusiliśmy się od dymu. Czołgałem się z nim do góry przy ziemi jak pod koniec poprzedniej dekady, jak spierdoliłem na Dantego cały sufit korytarza. Kurwa mać, ona chyba wierzy, że to coś zabiła, ale ja nie wierzę już w nic, wyszedłem stamtąd, pożegnałem się z Figgiem i poszedłem do... - zamarł. Nagle zdał sobie sprawę z tego, że to było całkiem logiczne - iść do Raziela, bo przecież Raziel był częścią tego już wcześniej. Ta logika całkiem zgrabnie przykrywała paskudną prawdę o tym, że bardzo potrzebował tego, co działo się po najgorszych sytuacjach ze Ścieżek. Szybkie obmycie go z krwi. Seks, po którym zapominało się o całym tym stresie. Pójście spać po dużej dawce czegoś, co mugolowi pewnie pomogłoby co najwyżej w uduszeniu się w nocy. - Poszedłem znowu do Raziela i... Mieszkanie było puste i... - Bardzo go ta próba zdrady bolała, nawet jeżeli dostał na nią przyzwolenie, ale... Nie miał pojęcia, że będzie tak ciężko to powiedzieć. - Nekrolog... - Zaszlochał. - Wisiał... - Odebrało mu całą odwagę do dokończenia tej opowieści. Pstryknął palcami. Żaden dźwięk nie mógł wydostać się poza obręb tej sypialni, żadna cząstka nie miała prawa przelecieć przez te drzwi. Za bardzo bał się, że nagłe wybuchnięcie płaczem naruszy niepisaną granicę, ponad którą nie było wolno unosić tutaj głosu.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
18.02.2025, 00:12  ✶  

Kiedy słowa go zawodziły, kiedy głos drżał, a skupienie się rozpływało na rzecz emocji, wyciągał do niego dłonie, całował
jego dłoń, przytulał go na moment mocniej, przytulając się do jego serca. Biło mocno - lecz nie tak, jak powinno bić. Tam czaił się strach i coś jeszcze. Coś, co przerażało Laurenta najbardziej - że Flynn był martwy za życia. Niby tutaj, a jednak jakby gdzieś poza zasięgiem każdego przeciętnego człowieka. Gdzieś, gdzie nawet syreni śpiew nie sięgał. Chciał go tu ściągnąć, ale nie potrafił robić takich rzeczy gwałtownie i siłą. Miał tylko swoje słabe ręce - i tylko wielkie serce, które chciał, by Flynn poczuł, że bije dla niego i teraz - razem z nim. Dlatego w pewnym momencie ułożył sobie jego dłoń na swojej klatce piersiowej i pozwalał mu czuć dokładnie to samo, co odczuwał on, kiedy przytulał się do jego piersi. Te dwa serca biły dla siebie, prawda? Naiwne. Straszna historia w końcu złapała go w swoje sidła. Flynn sprawił, że stała się bardzo realna. Dla niego - człowieka, który wyobraźnię miał bardzo bogatą i śpiewem mógłby odtworzyć to, o czym właśnie słuchał. Wręcz czuł tę klaustrofobiczną ciemność, którą musieli pokonywać, żeby dostać się do swojego celu. Geraldine wydawała się w tym wręcz obsesyjna. Nie ona jednak była tutaj najważniejsza. Najważniejszy był Flynn - główny bohater tej opowieści, który niby znalazł się pod ziemią - w miejscu, do którego przywykł - a jednocześnie mówił tak, jakby naprawdę doswiadczył największego koszmaru, jaki mógł się mu przytrafić. Czuł to razem z nim. Czuł duchotę. Szorstkość ścian, o którą się ocierali. To niedowierzanie, że to ON musi im tłumaczyć, dlaczego ich popierdoliło i nie można w takim koszmarze po prostu kogoś zostawić! Och tak, przeżywał ją razem z nim. Do samiuśkiego końca, kiedy...

Dostał w twarz.

Do... Raziela? Może tam został ranny, może Raziel znał się na medycynie - tak, to było logiczne, wydawało się logiczne. Tylko jak potem trafił do Nory..? Nekrolog. Płacz. Uniósł się i usiadł na tym łóżku, żeby przygarnąć Flynna w swoje ramiona i otulić go ramionami. Płacz. Serce mu pękło na pół, kiedy zobaczył te emocje, które w końcu popłynęły. W końcu wyszły na zewnątrz.

- Och, Flynn... - Co miał powiedzieć? Zadawać głupie pytania, CZYJ był ten nekrolog? Bo może jego matki! Nie. Flynn nie byłby na skraju załamania nerwowego, gdyby tak było. Skraju? Przecież on był załamany! Złamany w ten najgorszy sposób, w którym człowiek już chce tylko... nie istnieć. Zamknąć oczy i przestać istnieć. - Płacz. Płacz, ile tylko chcesz. Jestem tu z tobą i będę, ile tylko będziesz potrzebował. - Pocałował go w głowę, pozwalając mu, jeśli tylko chciał, schować się wręcz w jego ramionach, schować swoją twarz, wylewać te gorące łzy na perłową koszulę nocną z kaszmiru. Stracić kogoś takiego, jak Raziel..? Kogoś, kogo Flynn opisywał, że rozumie go bez słów? Że jest jak druga połówka ciebie? Znająca cię najlepiej? Nie wyobrażał sobie tego, ale też nikogo takiego nie miał - więc jak mógłby pojąć swoim małym mózgiem, jakie było to uczucie? A jednak... w całym tym współczuciu i empatii jego głowa urodziła to jedno, mroczne zdanie: ulżyło mi. Zdanie tak brzydkie, że wypadł je od razu i prawie się skrzywił z obrzydzenia. Obrzydzenia do siebie samego. Przeniósł więc od razu ciężar tych myśli na nowo na zalewające go fale empatii, które rozdzierały jego serce. I bardzo szybko dotarło do niego, że nie ma na to nawet połowy sił, jaką chciałby mieć.

- Tak bardzo mi przykro, kochanie... - Zaczął płakać razem z nim.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#13
19.02.2025, 22:27  ✶  
Chciał się od razu z tego wszystkiego spowiadać. Że to nie tak jak mógłby pomyśleć, kompletnie nie tak, a zgoda dana mu w tej przeklętej restauracji nie miała znaczenia, bo przecież to Laurent był najważniejszy na świecie. Chciał, ale ostatnio chciał dużo, a nie udawało mu się nic - i ta sytuacja była kolejnym potwierdzeniem braku kontroli nad tym co robi, mówi, czego pragnie... Bo to niby była prawda - wybrał Laurenta, to z nim chciał spędzać czas, to jemu poświęcał się, na rzecz czasu, jaki mógłby spełnić z innymi, ale zwyczajnie wciąż był zepsuty, więc jakie to poświęcenie miało znaczenie?

Żadne.

Przynajmniej dla postaci Crowa leżącej teraz w kompletnym bezruchu, załamanej tym, co się działo. Ale ten bezruch był chwilą. Był westchnieniem pomiędzy kolejnym wybuchem płaczu. To wszystko było... skomplikowane. I zdecydowanie ponad jego zrozumienie. Jednocześnie użalał się nad brakiem Bletchleya i cieszył się, że to miało jakieś zakończenie. Jednocześnie chciał przycisnąć do siebie Laurenta i czerpać z jego bliskości, a z drugiej chciał stąd uciec jak skończony tchórz, chociaż sam tu przylazł. Dlaczego? Bo wydawało mu się okrutnym to, żeby to akurat Laurent miał to dźwigać. Bo mimo głębokiego uczucia żywionego do człowieka, który odszedł, zdawał sobie sprawę z tego, jakie to wszystko było zajebiście toksyczne. Przed latem miał stałego partnera od wielu lat, bezpieczną przystań, rodzinę. Dzisiaj znowu był w Fantasmagorii wyklęty, a powodem było co właściwie? To, że się nie potrafił powstrzymać. Trzy miesiące temu miał faceta, który chciał się z nim ożenić. Dwa miesiące temu zdradzał go regularnie i ćpał. Miesiąc temu stracił go ostatecznie. Czy gdyby Bletchley nadal żył, teraz traciłby Laurenta? A może już go stracił, może...

Zaszlochał. Wzmocnił zaklęcie, nie mogąc powstrzymać łez. Ten płacz był zaraźliwy. Nigdy nie zdawał sobie z tego sprawy. Był jak ziewanie. Przestałby płakać, gdyby blondyn mu nie zawtórował. Potrzebował dłuższej chwili, żeby się chociaż trochę uspokoić, a kiedy to wreszcie zrobił, mógł powiedzieć dużo rzeczy. Przeprosić go za to, że całą piżamę miał teraz mokrą od łez i pewnie za mocno go do siebie przyciskał. Nie zrobił tego. Zadał za to dziwne, absurdalne wręcz pytanie wyduszone przez własną rozpacz.

- D--d-dlaczego - płaczesz? - Po wyrazie jego twarzy widać było, że to pytanie jest poważne. I było chyba jednym z najszczerszych pytań, jakie kiedykolwiek mu zadał. On naprawdę tego nie rozumiał, nikt przecież nie reagował na jego kryzysy w ten sposób. Przyciągając go do siebie i próbując opanować panikę? Tak. Krzycząc na niego, żeby się uspokoił? Często. Jeszcze częściej zwyczajnie się z nim kłócono. Ale Laurent był inny. Laurent był delikatny i kruchy i robił rzeczy wykraczające poza jego pojmowanie rzeczywistości, dotychczas nieco zbyt brutalnej, żeby szybko nabrał ogłady i zbyt pechowej, żeby nie brał tych łez za czyjś gniew i frustrację wymierzoną w niego. - N-nie pozwolę na to, żeby ktoś cię skrzywdził. - Bardziej niż wiara we własne słowa przemawiał teraz przez niego narastający kompleks. Sam sobie chciał to powiedzieć, a nie jemu.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#14
19.02.2025, 23:23  ✶  

Bardzo nie chciał płakać. Zupełnie jak kobieta, która nie potrafi opanować swoich emocji, dlatego od wszystkiego się ją odsuwa. Znał to aż za dobrze: drogi Panie, idziemy teraz porozmawiać, jak mężczyzna z mężczyznom. Całe sekrety świata rozkładane za zamkniętymi drzwiami, gdzie testosteron układał diademy na głowach wybranych. Kobiety są zbyt wrażliwe. Za delikatne. Nie zrozumieją. Będą problematyczne - przez co? Uczuciowość. Albo nie daj Boże - nie pojmą, bo przecież są kobietami. Jak więc miałyby pojąć męską dumę? Świat pokazywał, że czarownice potrafiły być wielkie i nie trzeba być mężczyznom, żeby tę wielkość osiągać. A mimo to... mimo to... Powiedzenie "płeć piękna" było tak samo częste jak "płeć słabsza".

Słaby był teraz on, bo powinien pomóc się uspokoić Flynnowi, albo raczej - po prostu być mu oparciem, kiedy miał potrzeby wylać łzy. Kiedy się to stało? Ta śmierć? Czy był już na grobie? Odwiedził go, czy... i czemu trafił do Nory? Powinien być spokojny i sięgnąć po ciastko, które przygotowała Olivia - przecież Flynn tak lubił rzeczy słodkie. Zasmakowałoby mu. Nawet Laurentowi smakowało. Nawet? Nie, nie, nie był żadnym wyznacznikiem, ale może... może ten cukier trochę otarłby słone łzy?

- Jak to... dlaczego... - Uśmiechnął się poprzez te łzy i otarł kciukami jego czerwone policzki. - Ponieważ... ponieważ ty płaczesz. Jest mi tak bardzo przykro, ponieważ tobie jest przykro. Płaczę, ponieważ cierpisz, boli cię serduszko, to cenne, które bardzo kocham. - Ułożył dłoń na poziome jego serca, a drugą przytrzymał na jego twarzy. Mógł wylać jeszcze morze łez na jego koszule - przecież łzy były święte. Słone, jak słone było morze, z którego fal narodziła się Afrodyta. - Wiem o tym. - Rozczulił się nad tym zdaniem - zupełnie jakby to było dla niego najważniejsze, prawda? Bezpieczeństwo. Było dla niego ważne jeszcze zanim się zeszli. I jednocześnie nawet na tyle ważne, żeby gotów był odpuścić całą tą przysięgę, za którą wcześniej gotów był grozić. W zasadzie dlatego się na nią zgodził. Gdzie kończyła się w tym ochrona jego, a ochrona siebie? Teraz to było oczywiste, że nie dla wszystkich był taki, jaki był teraz dla Laurenta. Przecież nawet ta relacja była szalona w swoich początkach. I to było sendo, jak wielkim zagrożeniem dla blondyna była właśnie osoba, która zapewniała, że nikt go nie skrzywdzi. - Zadbaj proszę o siebie i nie pozwól, żeby ktoś ciebie krzywdził, dobrze? - Historia, która tutaj została opowiedziana, chyba nie zostawiała żadnych luk, by dopytywać o cokolwiek. A jednocześnie Laurent miał wrażenie, że pytań miał sporo. Nie wiedział tylko, czy Flynn w ogóle będzie chciał odpowiadać i wracać do tematu, który tak go zniszczył. - Flynn... jeśli byś chciał, mogę pójść z tobą na grób. - Miał wrażenie, że musi to powiedzieć, bo może Flynn by pomyślał, że wcale nie chciał? Że nie chciał o tym słuchać, albo... coś w tym stylu?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#15
20.02.2025, 00:47  ✶  
Crow patrzył na niego... Zdziwiony! Potrzebował czasu na to, żeby przetrawić to, co zostało do niego właśnie powiedziane. Laurent był uroczy, oczywiście. Zawsze był uroczy, zawsze był piękny, czysty, delikatny, pociągający w całej tej swojej arystokratycznej otoczce, bo oprócz bycia denerwującym paniczykiem był też kimś bardzo ciepłym. Bardzo sprawnie rozkochiwał w sobie pięknymi wypowiedziami i wielkimi pokładami wyrozumiałości. I chyba tego się teraz spodziewał - kolejnego rozumiem i wybaczam, wszak możliwość obcowania z kimś takim wciąż jawiła mu się w głowie jako coś o co powinien walczyć. Była... Darem. I chyba się już przyzwyczaił do takiego podziału ról. On coś znowu gnoił, inni byli na niego źli, a potem mu wybaczali, było świetnie, a potem znowu coś gnoił. Jeszcze nie miał przestrzeni tego przemyśleć, ale przebiegła mu przez głowę dosyć odważna myśl - a jeżeli to było jak z tym strachem przed uderzeniem? Banie się ciosu w twarz od kogoś, kto nigdy nie podniósł na ciebie ręki. Banie się krzyku i dopytywania żeby wyłuskać kolejne rzeczy za które można unieść na niego głos, chociaż Laurent nią nie był. Ba, jeżeli miał ich porównać, to byli jak ogień i woda.

Zmarszczył brwi. Zagubił się we własnych myślach i dało się to skołowanie odczytać w rozbieganym spojrzeniu. Tak, to było absurdalne. Tak właśnie ktoś goniący za miłością przez całe życie reagował na to, kiedy ktoś dał mu dokładnie to czego chciał. Miłość. Uczucie kierujące jego życiem, coś co go napędzało, co go czyniło człowiekiem - zaprezentowane w formie współodczuwania, a nie tragicznej obsesji i wszechogarniającego chaosu, całkowicie zbiło go z tropu. Flynn się zapowietrzył. Jak nastolatek pierwszy raz pofalowany w policzek. Co się w ogóle mówiło w takich momentach? Chyba nic. Chyba nikt nie zadawał takich pytań, więc i nie istniał żaden konkretny schemat, którym mógłby podążyć. Wypłynął na niezbadane wody na własne życzenie.

Położył swoją dłoń na jego. Serce mu waliło jak młot, pomagając rozejść się po ciele głębokiemu oszołomieniu. Może i to wszystko co pomiędzy nimi było zakrawało o szaleństwo i z pewnością większość społeczeństwa uznałaby to za niepoprawne, ale on naprawdę poczuł się lepiej. Nie dlatego, że Laurent mu coś oferował, po prostu... Nawet jeżeli minęło ledwie kilkanaście minut, Crow poczuł, że nie jest w tym sam. Jak to w ogóle możliwe, że nie był w tym sam? Zawsze był we wszystkim sam.

Spojrzał na niego tym załamanym wzorkiem.

- Byłem tam już. Nie chcę tam wracać. - Przynajmniej nie teraz, a poza tym... Argh! Teraz jeszcze ciężej było mu się przyznać, ale ciężar kłamstwa był jeszcze gorszy. Zatajenie czegoś przed wszystkimi miało inny wymiar, niż kiedy wiedziała o tym Nora, a Laurent nie. W końcu zmuszał go wręcz do mówienia mu rzeczy, robił mu sceny kiedy nie został uwzględniony w spotkaniu z jakimś frajerem. Zacisnął oczy i zadarł podbródek. Głos mu się nadal chwiał i zmęczył się płaczem, ale był zrozumiały. - Poszedłem tam i wpadłem w histerię. Znowu się pociąłem. - To brzmiało lepiej niż „próbowałem poderżnąć sobie gardło”. - Przepraszam. - Tak rzadko to mówił, a dzisiaj naprawdę potrzebował wybaczenia. - Nie wiem... Nie wiem dlaczego to zrobiłem. - Tak naprawdę to wiedział. W tamtym momencie tak głęboko wierzył w to, że to jego wina, aby wszystko inne straciło na znaczeniu.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#16
20.02.2025, 01:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2025, 01:29 przez Laurent Prewett.)  

Niesprawiedliwość życia wygrywana była najdelikatniejszymi nutami fortepianu. Łkała. Czasem gwałtowne rytmy przechodziły przez całą pięciolinię i nerwowym zgrzytaniem smyczka na wiolonczeli przekazywały opowieść o górach i dolinach. Innym razem - szarpały palce za struny skrzypiec, albo dęły płuca we flet. Piszcząc i wyjąc, zgrzytając bolały w uszy. Próbujesz je zatkać? Próżna to nadzieja. I tak ci się nie uda. Polegniesz jak każdy, bo każdy polega przed przeznaczeniem, którym podążaliśmy. My - bierni obserwatorzy wydarzeń. My - rzekomi królowie swojego Losu.

Właśnie - swojego. Fleamont Bell mógł wpłynąć na własne życie - a wpłynął też na życie Caina Bletchleya. Nie miało to niczego wspólnego z jego śmiercią, ale czy głowa nie podpowiadała inaczej? Tak to widziałeś sam - za łatwo przychodzi się obwiniać za niesprawiedliwość, która nie leżała po twojej stronie. Miał nadzieję, że Flynn się nie obwiniał. To nie jego narkotyki, nie jego wybory, nie jego... a może część jego? Może wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby nie trucizna przekazywana przez każdy gest, dotyk ust i słowo, które z nich płynęło? Będzie dobrze, Crow. Ciemność dobrze skrywała wszystkie tajemnice i perfekcyjnie maskowała twoje krucze skrzydła. Będzie dobrze, Edge. Wstanie poranek i zobaczysz, że naprawdę można inaczej - że w tym świecie jest dla ciebie miejsce, w cyrku również. To się ułoży, Flynn. Nowy dom, nowa rodzina, nowe życie - szansa na coś lepszego, wiecznie upojonego rześkim powietrzem tak dramatycznie różnym od stęchlizny Ścieżek. Fleamoncie. To nie jest historia o tym, w której zostajesz porzucony na pastwę losu w ciemnych zaułkach Birmingham. Tam, gdzie jest lepiej chodzić z nożem, a po zmroku najlepiej nie pokazywać się wcale.

- Tak, Flynn. Kocham cię. - Powtórzył, widząc to jego zagubienie i skołowanie. Sprawdzał, czy nie będzie potrzebna jakaś bardziej adekwatna reakcja, czy jeszcze będzie tak łapczywie łapał te oddechy, jakby miało jednak mu zabraknąć tlenu. - Będę zawsze, kiedy będziesz mnie potrzebował. - Przesuwał kosmyki loków, których część już też była wilgotna od przelanych łez. Flynn naprawdę wyglądał jak cień samego siebie. Ponura zmora kręcąca się w ciemnościach, duch nawiedzający upiorne zakamarki zimnego zamczyska, które z zewnątrz zachwycało, zapierało dech w piersi wewnątrz... a Laurent ciągle wolał swój mały dom. Śmiesznie malutki wręcz w porównaniu do tego miejsca, gdzie salon, kuchnia i jadalnia były wielkości jego sypialni, w której właśnie siedzieli. Teraz to nie miało znaczenia. Przestrzeń pomieszczenia mogło być ogromna - ich przestrzeń była malutka. Nawet nie na całym tym łożu, a w tych miejscach, gdzie dotyk gonił dotyk, a spojrzenie śledziło spojrzenie.

- W porządku. Kiedykolwiek będziesz gotów to możesz na mnie liczyć. - Jeśli będzie chciał iść sam - niech idzie. Jeśli będzie potrzebował pomocy - będzie tam. Co najbardziej go druzgotało to to, że chyba... chyba Flynn stracił go całkowicie nagle. Czy oni wymieniali między sobą jakieś listy? Konwersację? Cokolwiek? Nie wiedział. Chciał wiedzieć - ale teraz to nie był odpowiedni czas na pytanie. Okropna myśl - Flynn nie zdążył się nawet pożegnać. Ta myśl sprawiła, że Laurent pociągnął nosem i przetarł go - kompletnie nieelegancko, ale już mu z niego ciekło. Na moment wykręcił się do tyłu, żeby sięgnąć po chusteczkę i przetrzeć nią ten nos, oczy, policzki. Odetchnął głęboko. I kiedy myślał, że rozryczy się jeszcze bardziej, chyba z tym Flynnem, to padło coś, czego najmniej się spodziewał. Wpadłem w panikę - tak, to było zrozumiałe i nawet nie dziwiło tak bardzo, znając emocjonalność Flynna. Znów się pociąłem. Tego powinien był się spodziewać. - Och, przepraszam, Myszko, nie wiedziałem... gdzie? - Od razu jego oczy spojrzały na jego ręce, na nogi, ewidentnie przepraszając za to, że sądził, że sprawił mu nieświadomie ból dotykiem, jaki dzielili. Pojawiło się to przepraszam i to, że nie wie, czemu to zrobił, więc Laurent przestał oglądać jego okryte ubraniami ciało i spojrzał mu znów w oczy. - Czy nie dlatego, że ból straty był zbyt mocny? Pomyślałeś, że go zawiodłeś, że mogłeś być przy nim, że teraz już go nie spotkasz. - Delikatność głosu Laurenta przypominała ten sam, co jego koszuli nocnej - kaszmir tak delikatny, że otuliłby każdego.

Głowa bardzo łatwo dopowiadała sobie najbardziej wygodne scenariusze wydarzeń.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#17
21.02.2025, 23:34  ✶  
Niezrozumienie własnych uczuć było ciężkie, ale Laurent udowadniał mu, że istniało coś o wiele cięższego niż to. Poczucie winy rosło w nim jak rak. Chyba nic w obliczu tego co mu ofiarowano, nie rozgrzeszy go za te wszystkie słowa, jakie powiedział do innych, za te wszystkie paskudne czyny i gesty, za to... Za to co się działo. Ten chłopak był spełnieniem jego marzeń. Niby gdzieś z tyłu głowy ze snu budziła się logika - że mógł być ideałem, ale przecież pojawił się w ciężkim momencie jego życia i nikt nie powinien oczekiwać od niego, że sobie nagle to życie w pełni poukłada w miesiąc, ale przecież bardzo często mówił rzeczy pozbawione jakiegokolwiek polotu, nie potrafiłby być jakimś arystokratycznym bibliotekarzem, czy kogokolwiek ktoś pokroju Laurenta mógł sobie wyśnić. Był za to naprawdę skrzywdzonym, ale i okrutnym człowiekiem z niewyparzonym językiem. Raz milczał zupełnie, raz mówił rzeczy, których żałował na następny dzień i nie mógł pogodzić się z wymiarem własnej głupoty.

Chyba nie istniał większy samolub od niego jeżeli wiedząc to wszystko, wciąż śmiał leżeć obok i zwierzać się z żalu towarzyszącego śmierci swojego idealnego kochanka. Kochanka, który go jednocześnie kochał i go nie chciał. Nic dziwnego w sumie. Jak się go za dobrze znało i rozumiało procesy zachodzące w tym niemal pustym łbie, to jak człowiek miał zaprzepaścić dla niego całe swoje życie? On nie dawał stabilności, bo się nigdzie nie czuł jak w domu.

Chociaż... może przy nim...

Kiedy prosił go o powrót, wciąż nie potrafił nazwać tego domu ich domem, ale to miejsce było ostoją chwil pełnych spokoju i coraz głębszego zrozumienia. To było miejsce, w którym nie trzeba było aż tak udawać, kryć się, bronić, bo Laurent czuł się tam swobodnie i wszystko wyglądało inaczej. Nie miał takich sztywnych pleców, nie zadzierał podbródka. Oboje pokazywali swoją bardziej ludzką twarz.

- Kochasz mnie... - powtórzył po nim - kiedy jestem tak paskudnym człowiekiem. - Musiał to wysyczeć przez zaciśnięte zęby. - Laurent, moja szyja, ja... - Znów uciekał spojrzeniem tak, żeby patrzeć gdzieś... gdziekolwiek tylko nie w jego oczy. - Nie wiem nawet jak i co miałbym ci o tym powiedzieć. Obiecałem ci absolutnie kurwa wszystko - załkał, na moment zasłaniając twarz ręką, przez co jego słowa były jeszcze bardziej niewyraźne - ale ja jestem takim pustym śmieciem. - Bezużytecznym śmieciem, dodałby, ale to słowo było zbyt długie, żeby w ogóle podjął się jego wymówienia. - Dlaczego... Ja... Nie umiem sobie wyobrazić tygodnia, w którym do ciebie nie wracam, więc nie wiem... Ale on nie zasługiwał na śmierć - plątał się już sam w tym wszystkim - był dobrym człowiekiem, ratował innych ludzi. Zawsze się dla innych poświęcał, ale i tak wiem, że umarł samotnie. - I to zakończenie wyjątkowo mu się nie podobało. - Mówię prawdę, kiedy ci paplam o tym, że cię wybrałem. Ale jak to z tym zestawiam to... Czy ty mi wierzysz?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
22.02.2025, 21:50  ✶  

Brzydota ludzka miała wiele twarzy, a nie każda z nich była twarzą noszoną. Daleko było Fleamontowi do mężczyzny przystojnego, a pięknego? W ten subtelny sposób, w którym zachwycali ci delikatni, ci zniewieściali? Nie, to też nie to. Ładny? Hm... Flynn wyznaczał sobą standard piękna ukryty w gestach, spojrzeniu i uśmiechu. Łatwo było powiedzieć, że się go pragnie i chce się go oglądać przy sobie w łóżku, szczególnie po przebudzeniu. Albo może wtedy nie? Wtedy, kiedy chcesz zapomnieć o tym, że dałeś się porwać jednej przygodzie i nie rozumiałeś, co w ciebie wstąpiło. Uroda. Coś, o co walczyli ludzie, tłukli się celebryci. Poprawiany makijaż przed zdjęciami i łapanie najbardziej korzystnego światła, żeby nie wyglądać jak szkarada. Czy o cokolwiek z tych rzeczy Flynn dbał? Cokolwiek poza włosami, które z jakiegoś powodu były dla niego ważne. Albo dobrze wiedział - nie dało się nie uwielbiać jego włosów. Tych pięknych loków, które wyglądały tak śmiesznie, kiedy pozwolić im wyschnąć samym, a potem rozczesać szczotką. Właśnie - tych chwil dobrze się teraz łapać. Szczęśliwych. Radosnych. Chwil, które były dalekie od tego, co Flynn próbował przekazać. Dalekie od prawdy, która przecież była taka pożądana i szumnie wywoływana, Laurent robił o nią afery i wynosił na piedestał, jakby była Królową Życia.

Zaprzeczanie, że był paskudnym człowiekiem było tutaj pożądane. Mimo to zaprzeczenie się nie pojawiło. Nie w słowie - blondyn automatycznie pokręcił głową. Co on mówi - przecież dla niego wcale nie jest straszny. Chwilami - tak. Chwilami należałoby nim potrząsnąć, żeby sięgnął po rozum do tej pustej głowy! Laurent był jednak zbyt winny, żeby pierwszemu rzucić kamieniem. Ale tutaj, teraz, rozprawiać nad tym, co poprawiać i jak? Żeby sam o sobie tak nie myślał, żeby mógł być łaskawszy dla siebie samego? Nie. Teraz potrzeba było ciepłych słów... tak sądził.

Odrywało go od świata, kiedy słowa brnęły dalej. Ta rana na szyi... ja... ja co? Ty co? My co? Wzrok Laurenta mówił wiele - mówił, że czekał na więcej. Czekał na to wiele. Wyczekane, oczekiwane, potrzebne. Check, check, check. Ja co?

Ja co brnęło dalej. To "ja co" zawierało się bardzo wiele w "my". My... my co? My nie mieliśmy przed sobą przyszłości, bo nie trzeba było długiego czasu, żeby pomyśleć o tym, że jednak zdrada jest rozwiązaniem? A może żeby nie myśleć, albo właśnie myśleć za dużo - że myślenie już niepotrzebne, że świata nie ma. Zamknął się wraz z człowiekiem, który rozumiał Flynna najlepiej, a ty co go nie zastąpisz. Śmieć potrafił obiecywać i potrafił mówić bardzo wiele - ale ta pognieciona kartka pod nogami, obojętnie, jak wspaniałymi frazesami nie zostałaby zapisana, pozostawała nadal tylko pogniecioną kartką. Zerkasz na nią. Czytasz pojedyncze słowa, pokraczne litery. Kocham, pragnę, obiecuję. Check, check, check. Jak maszyna do pisania ciągle stukająca w czaszkę.

Ja... co?

Laurent przestał się nawet ruszać, wpatrując się jak zaklęty we Flynna. Ten delikatny uśmiech został na jego wargach, ale teraz był pusty. Bardzo powoli dogasająca żarówka, którą trzeba wykręcić w końcu z tego abażuru. Sens do niego docierał, ale był po drugiej stronie. Przypatrywał się słowom na kartce za oknem i było oczywiste - na zewnątrz była po prostu inna rzeczywistość. Jakaś sfałszowana, jakaś nieprawdziwa. To pewnie sen - prześpię się, to przejdzie. Minie. Już nie będziesz taki zmęczony. Ale to się nie kończyło. Zamiast końca powstało pytanie zawieszone miedzy nimi. Czy mu ufasz? Czy mu wierzysz?

- Nie rozumiem. - Albo rozumiał, tylko nie wierzył. - Co ty... czy ty... co próbujesz mi powiedzieć? - Jestem śmieciem, nie wyobrażam sobie, żebym miał do ciebie nie wrócić, ALE... on umarł samotnie, był takim dobrym człowiekiem, wierzysz mi pomimo? Ta układanka wydawała się układać sama. A jednak puzzle w rękach Laurenta się rozsypywały.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#19
23.02.2025, 00:12  ✶  
Flynn pociągnął nosem i jeszcze raz przetarł rękoma rozpaloną teraz twarz. Zadane pytanie nie było komfortowe, ale przynajmniej czegoś od niego teraz oczekiwano. Wyjaśnienia. Czegoś, co miało sens. Próbował skupić swoje myśli na ułożeniu sensownej wypowiedzi, ale niezależnie od tego co próbował w ten sposób wskórać, absolutnie każda propozycja brzmiała najzwyczajniej w świecie okropnie. Chyba nigdy nie pogodzi się z istnieniem tej części siebie. Miał to szczęście, że w tej pozycji nie widział jego pustego spojrzenia, bo gdyby je zobaczył, najpewniej w panice teleportowałby się z Keswick do Londynu, chociaż Nora mówiła coś o zrozumieniu w miłości i potrzebie rozmowy. Niby się z nią zgadzał, ale tak się składało, że mówienie do siebie rzeczy było cholernie kurwa ciężkie. Przełknął ślinę.

- Ja... chciałem... - próbował, na siłę, jakby chciał zerwać tę prawdę niczym naprawdę mocno przyklejony do skóry plaster. Bez namaczania, po prostu ciągnąc go szybko i zamierzając zmierzyć się z bólem kiedy już nadejdzie, zamiast przeżywać go nieskończoność jeszcze zanim się pojawił. No ale niespodzianka - jego głowa tak nie działała. - Mhm. - Mruknął i podjął się podejścia do tego od jakiejś innej strony. Czy prawdę dało się obchodzić, oglądać ją z każdej perspektywy, pod każdym kątem, jak jakiś fizyczny obiekt? On próbował. Przycisnął go do siebie i przesunął ręką, głaszcząc go po plecach. Wciąż pragnął być obok, blisko, brakowało tylko kontaktu wzrokowego, od którego uciekł w popłochu nie potrafiąc w takich warunkach pozbierać myśli. I wtedy przypomniał sobie w jaki sposób udało mu się opowiedzieć o Doppelgangerze. Chronologia. Odetchnął głęboko, jakby właśnie wpadł na coś genialnego - przeżył moment Oh, chociaż nie był tym tak podekscytowany jak zwykle. Ale ta idea działała i można było ją powielić, tak? - On był chory. Zostawiłem go, bo Fontaine mi kazała - wyjaśnił, o dziwo spokojnie. - Tylko że on nigdy nie mógł mnie zapomnieć. Przez tę chorobę. Wszystko zawsze pamiętał, jakby to się działo w tym momencie. I... i... - zamilkł na dłuższą chwilę - nie wiem jak to...

Znów się zaniósł płaczem i potrzebował chwili na ochłonięcie.

- Podjąłem moją decyzję. Mogłem walczyć dalej o to co miałem w cyrku, albo iść do niego i kazać mu chociaż udawać, a on by to zrobił, bo to on. Ale moją decyzją było wybranie ciebie, bo tak dobrze się przy tobie czułem i... On to wszystko ze mną pamiętał i... - Wyraźnie nie potrafił się z tym pogodzić. Próbował kontynuować, ale głos mu utkwił w gardle i nastąpiła kolejna, irytująca, długa przerwa. - Przecież on był dobrym człowiekiem, a jak gdzieś umierał, to ja byłem z tobą i... Kurwa mać. To nie jest tak, że nie chciałem, po prostu jak myślę, że on tam umierał sam, to mnie tu tak pali - zabrał rękę z twarzy, żeby się nią zastukać w klatkę piersiową. Miał problemy z nazywaniem emocji. - Że ja sobie gdzieś siedziałem szczęśliwy, a on się pewnie zwijał z bólu i ja - jego dłoń wróciła do twarzy, żeby ją zasłonić zanim zobaczy coś czego nie chciał widzieć - jak się dowiedziałem, że on nie żyje, że mnie tam nie było i że się nawet nie domyśliłem - bo minął ponad tydzień (!) - poczułem się tak cholernie bezużyteczny i... - Znów pociągnął nosem. - Tak bardzo cię przepraszam. Może gdyby nie przyszła to by mnie już nie było i... - Wreszcie przestałby czuć się wiecznie odpowiedzialny za cudzą krzywdę, jakby był w stanie utrzymać na plecach cały ból świata. Przecież nie był. Ledwo trzymał swój, często wypadał mu z rąk.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
23.02.2025, 01:48  ✶  

Tak się składało, że słuchanie rzeczy było cholernie ciężkie. Z rozpadającą się układanką, która - tak obiecywali - miała być kolorowa, miała iskrzyć miłością i miała ciarkami pisać poematy na skórze. Podążać za każdym dotykiem - o wiele delikatniejszym niż ten, którym raczył go Flynn w tym momencie. Przyciągnięcie, przylgnięcie do niego - w pierwszej chwili sądził, że to był właśnie moment, w którym słuchanie trudne być przestawało. Nie dlatego, że ta bliskość teraz cokolwiek przełamywała, och nie. Przełamywała tylko poczucie komfortu, który teraz stał się jakąś pułapką w całej potrzebie usłyszenia zaprzeczenia tego, co widział za oknem. Kartka. Napis. Trzy słowa. Check. Check. Check. Nie cichła maszyna w głowie. Od uczucia ciepła Laurent aż na moment wstrzymał oddech. Ciepło jego, czy już Flynna? Ich obu? Nie wiedział, ale był ten ruch jego dłoni, jakby chciał się od Flynna odsunąć, albo jego od siebie - bez różnicy. Był ruch - ruch umarł. Stał się tak samo niemy jak szeleszcząca kartka z trzema słowami.

Słuchanie nadal było ciężkie, tylko w innej formie. Stało się jeszcze cięższe. Za to mówienie musiało stać się łatwiejsze, bo znów potok wybił się z martwego kamienia. Kropla drążyła skałę, słowa drążyły żyły Laurenta. Przestań o nim mówić. Tap, tap, tap. Czemu w ogóle o nim wspominasz? I po co ta opowieść? Nie chcę tego słuchać. Zakrycie sobie uszu nigdy nie było tak strasznie trudne. Przestań. Milczenie nie było takim kotwiczącym wyborem. Wszystko to łatwo sobie przedstawić na papierze - usprawiedliwienie z niedysponowania emocjonalnego, bo przecież druga strona potrzebuje wsparcia. A ja? A ja? Nikogo nie straciłeś, uspokój się, przecież to nieważne. Ważne jest to, że płacz, że żałoba, że kryzys. On był dla ciebie, kiedy kryzys przeżywałeś w tamtej stajni. A gdzie był wcześniej? U niego. Albo u tamtego drugiego. Czy pierwszego? Numeracja rozsypana. Rozlały się po podłodze cyferki razem z kawałkami puzzli. Nic nie ma sensu, kiedy nie widzisz przed sobą przestrzeni. Laurent niewiele widział - wtulony we Flynna, z szeroko otworzonymi oczami, unikający kontaktu wzrokowego. Nie musiał się szczególnie starać. Patrzył wielkimi oczami, w których wyschły łzy, w przestrzeń. W punkt, który nie istniał. Na zakryty ciemnościami pokój, do którego wdzierał się srebrzysty blask okrągłej tafli na niebie. Poruszały się zasłony. Szeleściły.

Szeleściła karta na szybie okna z napisem chciałem się zabić.

Nie potrafił się nawet poruszyć mocniej, kiedy znów płacz zatrzymał te okropne uderzenia, szelest, to ogłupiające poczucie odcięcia i separacji. Zatrzymał na moment - bo zatrzymał się potok. Krople rozbite na skałach zmoczyły wszystko wokół siebie. Czekał na to, aż buchnie dalej.

Runął. Wodospadem, zbliżając się z hukiem do la grande finale. Aria aż sprawiała, że Laurent zaczął drżeć - to nie były te dobre ciarki, których szukało się w czyichś objęciach. Nie mógł nic na to poradzić - po prostu zaczął się trząść. Było gorąco? Teraz było znowu zimno. Na tyle, że poprawił kołdrę, wtulił się mocniej we Flynna, objął go. Zaraz to powie. Zaraz ZAPRZECZY. Rozbije całą szybę, do której przykleiła się kartka i znów słońce zajrzy do środka.

Zajrzała ciemność.

Czasami najbardziej samotny człowiek nie czuł się wtedy, kiedy leżał sam. Czasem czułeś się najbardziej samotny, kiedy ktoś cię przytulał - a ty nadal byłeś sam. Te historie się po prostu zawsze kończyły tak samo. Śliczny napis "happy end" nad drzwiami był lukrowaną kpiną rozmywają przez ten wodospad. Topił się. W tej słodkiej wodzie, patrząc na bezkształtną maź, która była kiedyś obietnicą.

Jemu trzeba pomóc.

- Musiało ci być bardzo ciężko. Strasznie ciężko. - Nawet jego własny głos brzmiał, jakby nie należał do niego. Jakby był obok, nie w sobie samym. - Bardzo mi przykro, kochanie. - Odrywasz dłonie od niego, by ująć w nie jego twarz i scałować łzy z jego policzków, powiek, ust. - Przyszedłeś do mnie i powiedziałeś mi o wszystkim, to też musiało być dla ciebie bardzo ciężkie. Dziękuję. Poradzimy sobie z tym. Razem.

Czy nie byłbyś słaby, gdybyś nie uniósł tego ciężaru? Za siebie. Za Flynna. Słabość... Może słabością trzeba wzgardzać. Bo kiedy jest się słabym, to nie można być Laurentem Prewettem. Nagle był tylko Laurent z plamą zamiast nazwiska.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8753), The Edge (9482)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa