• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn The Loft jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft

jesień 72. | 8.9 - spalona noc | the loft
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#11
28.04.2026, 16:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2026, 16:58 przez Millie Moody.)  
Alastor równie prędko pojawił się co zniknął. Potrafiła rozpoznać tryb zadaniowy w którym znajdował się niemal cały czas. Służba tylko pozornie kończyła się czasem, a tak na prawdę trwała bez końca. Kto raz został gliną… Tym śmieszniejsze później zdały jej się słowa Eden o tej przedwczesnej jej emeryturze, o tej masce szacownej damy, którą założyła tylko po to by… Cóż Miles nie wiedziała po co. Za każdym razem, gdy próbowały o tym rozmawiać kończyło się na kłotni i trzaskaniu przez Moody drzwiami.

Ten moment, ten krótki moment który przeznaczył brat na rekonesans i jej złote ślepia wbił w niebo, we wzorzec, którego jeszcze nie rozumieli, ale kto wie… może mądrzejsze głowy… Wgapiała się w okolice Dziurawego kotła, czując ciężar żelaznej obręczy na sercu, który to ciężar podpowiadał jej że ogień nic sobie nie robił z maskującej bariery.


Percepcja ◉◉◉○○ czy okolice Dziurawego Kotła stanęły w ogniu?
Rzut Z 1d100 - 64
Sukces!

…popiół wirował i kłębił się, popiół osiadał na dachówce i była pewna, była wykurwiście pewna, że za moment, za chwilę parszywe płomienie rozpełzną się niosąc pożogę i śmierć niewinnym.
- Tam… tam będzie źle… Trzeba jak najszybciej przekazać reszcie - wyszeptała struchlała Alastorowi, który jeszcze tam był, potem te wszystkie obserwacje przecież też przekaże Brennie, gdy tylko dotrą do klubokawiarni. Wydawało się to naturalnym kierunkiem, Nora i Longbottomowie z pewnością będą krążyć wokół tego miejsca.

Zaraz potem Alastor zbiegł po schodach, gnany obowiązkiem który i jej szumiał w głowie. Lecz jeszcze słowa, dziwne, abstrakcyjnie melodyjne słowa przechodzące przez usta Eden, pięknego raju, ogrodu na zawsze utraconego. Zamrugała nieco zdziwiona, z pewnym niedowierzaniem słuchając tego co mówiła była aurorka. W szoku, w niedowierzaniu, w dziwnym stanie w którym człowiek chciał uciec, a nie mógł.

Złapała ją mocno za ramiona, nie dając sobie oddać eliksiru. Chciała nią potrząsnąć, wrzasnąć na nią, że ma się ogarnąć, bo nie ma czegoś jak emerytura, nie teraz, gdy trwa wojna, a ludzie umierają i teraz och, och jak bardzo TERAZ będą umierać. Twarz wykrzywił grymas gniewu, bezradności, ale w miodowych oczach nie zabrakło czułości i strachu - o nią i o brata. Mogła mieć złamane serce głupim zrządzeniem losu, uczuciami, które nazbyt rządziły się swoimi sprawami. Mogła też pójść dalej, tak jak wszyscy teraz musieli pójść…

..dalej, wzdłuż ulicy, jak najszybciej na Pokątną i dalej, Aleja Horyzontalna, co z Tessą? Czy jej antykwariat stoi? Gdzie ukryją się mugolaccy poszkodowani? Te zamaskowane cioty, na pewno wypełzły na ulice kończyć to co płomienie zaczną…

…dłonie ześlizgnęły się dalej, przyciągając Eden w kościste objęcie Milles, która pozwoliła sobie przez ten krótki, króciusieńki momencik zdjąć gardę i pozwolić sobie… mieć uczucia inne niż gniew czy zazdrość. Przez momencik pokazać swoje miękkie flaki, które nie chciały krzywdy osób dla niej najbliższych, z pełnią świadomości, że ratując innych ta krzywda może im się stać.

Ukryła twarz w załomie szyi blondynki. Odetchnęła nią, ukorzeniając się w ukradzionym momencie.

W pożegnaniu.

- On pójdzie pierwszy w ogień. Dlatego Ty masz eliksir. Pójdź za nim, gdy ja nie będę mogła. Jakby cokolwiek się zadziało, w klubokawiarni Figgowej jest reszta, tam będzie bezpiecznie. Tam musi być bezpiecznie. - Czy zdradzała w ten sposób sekrety zakonowe? Nie myślała o tym za bardzo w ten sposób, zależało jej jednak, żeby w tym chaosie i Eden znała właściwy kierunek. Na usta cisnęły się jej też inne słowa. O miłości. O przebaczeniu. O przeznaczeniu, które jest pojebane. Zamiast tego Moody pociągnęła nosem i jak przyciągnęła Malfoy do siebie, tak teraz zdecydowanie ją odsunęła, choć to z pewnością pokazało, że jej miodowe oczy też zaczerwieniły się srogo.

- Jebany popiół, mi też wleciał. - potarła rękawem gałki, chcąc wydrapać sobie to niepotrzebne w tym momencie (i w żadnym innym) rozmemłanie. - Spierdalamy stąd. Mamy sporo do roboty dzisiaj - rzuciła przez ramię i razem dołączyły do Alastora na dole.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1773), Eden Lestrange (1819), Millie Moody (1628)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa