• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.09.1972] pod powierzchnią | Benjy & Prudence

[13.09.1972] pod powierzchnią | Benjy & Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#11
08.11.2025, 20:41  ✶  

Dziwna była ta świadomość, że nie pozwoliłby na to, aby sama znalazła się w ciemnym lesie. Zazwyczaj nikt się nie przejmował tym, czy mogło jej się coś przytrafić, w zasadzie to nawet nie dzieliła się z nikim tym, co zamierzała robić w wolnym czasie. W tym przypadku było jednak zupełnie inaczej.

- Mogłabym się poświęcić dla tych naukowych zainteresowań. - Może śmierć poprzez zeżarcie przez jakąś bestię nie była jej wymarzoną, jednak padł argument, któremu rzadko kiedy potrafiła odmówić. Czego się nie robiło dla dobra nauki... - Chociaż nie miałabym nic przeciwko temu, aby wystarczyło Ci zobaczenie tego, co chciałoby mnie zjeść, nie samego procesu spożywania, wolałabym jednak jeszcze trochę pożyć. - Dodała jeszcze lekko, tak, gdyby ją pytał o zdanie.

Były to może dość głupie przekomarzanki, ale nie były w ich przypadku niczym nowym, teraz jedynie nieco zmienił się ich cel, w przeszłości zależało im bowiem tylko na ranieniu siebie nawzajem, ale to mieli już za sobą. Teraz niosło to zupełnie inne emocje, było grą, która nie mogła nikogo skrzywdzić, przynajmniej jak na razie. Czasem bowiem przywiązanie niosło ze sobą większe szkody, niż te wszystkie nieprzyjemne słowa, które mogły ranić.

Spacer nie okazał się być bardzo wymagający, znaleźli się nad jeziorem, nawet nie bardzo czuła ten wysiłek w nogach, na chwilę skupiła się na otoczeniu, podziwiała piękno tego miejsca, chciała zapamiętać jak najwięcej. Ciepło jego dłoni przypominało jej o tym, że faktycznie się tutaj znajdują, że to nie jest sen, ani żadna mrzonka. Byli tu razem, pośród niczego, i naprawdę podobało jej się to, że się tu znaleźli.

- Nie brzmi to szczególnie zachęcająco. - Tylko, czy ona właściwie potrzebowała zachęty. Jasne, woda mogła być zimna, ale to miała być tylko chwila. Pewnie moment zderzenia się z taflą jeziora będzie najgorszy, pojawi się szok, gwałtowna zmiana temperatury nie będzie należała do przyjemnych, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić, z tym pewnie było tak samo. Wystarczy zacisnąć zęby i jakoś to będzie.

Wpatrywała się w toń wodną oceniająco, tak w jej głowie właśnie pojawiły się różne myśli, był to moment, w którym analizowała wszystkie za i przeciw, jednak błysk w jej oczach mówił sam za siebie - już dawno podjęła decyzję, i nic nie miało tego zmienić.

- Tak, naprawdę chcę to zrobić. - Powtórzyła za nim, chociaż nie musiała, Benjy doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dostrzegła kątem oka, że zaczął rozpinać swoją koszulę - faktycznie miał zamiar znaleźć się w wodzie pierwszy, może to i lepiej... będzie mogła obserwować go z brzegu jak walczy z chłodem, później do niego dołączyć.

- Nie pozwolę Ci umrzeć, jak coś. - Dodała jeszcze i mógł być pewien, że jeśli o to chodzi to Prue zamierzała dotrzymać słowa, nikt nie umrze już jej na rękach - tak sobie założyła kilka lat temu.

Obserwowała Fenwicka kiedy zbliżał się do krawędzi pomostu, nie spuszczała z niego wzroku nawet na moment, jakby bała się, że jeśli to zrobi, to on rozpłynie się w powietrzu. - Nie brzmisz wiarygodnie. - Mruknęła cicho słysząc jego komentarz na temat wody, ale nie spodziewała się cudów, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że te doznania będą mogły nie należeć do najbardziej przyjemnych, jednak wspomnienia, cóż - do nich na pewno warto będzie wracać.

Powiew wiatru dochodzący od jeziora przyniósł ze sobą zapach zbliżającej się jesieni, albo odchodzącego lata? Nie potrafiła stwierdzić, może faktycznie jeszcze było to lato, jego ostatnie podrygi, jesienią przecież nikt raczej nie brał kąpieli w jeziorze.

- Naprawdę wejdziesz tam pierwszy? - Jeśli to zrobi, to Prue nie będzie miała innego wyjścia, jak do niego dołączyć, jasne - mogłaby się pośmiać z tego, jak Benjy pluska się w zimnej wodzie z tego pomostu, jednak nie taki był plan, a jak wiadomo, ona zawsze pilnowała się tego, co było przygotowane.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#12
11.11.2025, 19:50  ✶  
Jej głos zabrzmiał lekko, żartobliwie, kiedy mówiła o poświęceniu dla nauki, ale słyszałem w tym coś więcej. Wiedziałem, że takie słowa, chociaż w jej ustach brzmiały jak gra, zawsze miały cień czegoś prawdziwego. Uśmiechnąłem się więc tylko kątem ust, nie do końca potrafiąc oderwać od niej wzrok. Oczywiście, że wiedziałem, iż śmierć przez „zeżarcie” nie była jej planem idealnym, ale słowo „naukowe” działało jak katalizator w naszych przekomarzankach. Wiedziałem, że była zdeterminowana, a ja z natury nigdy nie pozwoliłbym jej na samodzielne wpadnięcie w coś, co mogłoby ją skrzywdzić. Ani teraz, ani... Nigdy - ale tylko uśmiechnąłem się w odpowiedzi.
Jesień dawała o sobie znać w powietrzu - wilgoć, chłód, zapach gnijących liści. Woda pewnie była lodowata, ale widok księżyca odbijającego się w tafli przypominał mi, że te chwile, choć niebezpieczne, miały też w sobie coś pięknego. Wiedziałem, że jej decyzja zapadła, jeszcze zanim zdążyłem wypowiedzieć ostatnie zdanie. Miała w sobie ten rodzaj determinacji, który nie wymagał słów - wystarczyło spojrzenie, to krótkie, pełne czegoś pomiędzy zuchwałością a spokojem, to nie była odwaga w klasycznym sensie, raczej coś jak cicha niezgoda na świat, który próbował ją kiedykolwiek ograniczyć. Prue nie była z tych, którzy potrzebowali pozwolenia. Patrzyłem, jak przesuwała wzrokiem po tafli wody - w świetle księżyca wyglądała, jakby była częścią tego pejzażu.
- Wiem. - Odparłem cicho, bardziej do siebie niż do niej. Nie wiedziałem, czy usłyszała. Może wiatr porwał te słowa zanim zdążyły do niej dotrzeć, a może po prostu nie chciałem, żeby zrozumiała, że w moim głosie była nutka miękkości - takiej, której się nie okazuje. Jak coś, co przychodziło z zaufania, nie z konieczności. To było niebezpieczne.
- Wialygodnie czy nie, zalaz się pszekonamy. - Powiedziałem, a w moim głosie zabrzmiało coś pomiędzy rozbawieniem a rezygnacją. Rozpiąłem kolejne guziki koszuli, czując, jak chłodne powietrze wciska się pod materiał, moja skóra momentalnie pokryła się gęsią skórką. Przez sekundę pomyślałem, że może naprawdę oszalałem, że zgadzam się na coś takiego o tej porze, w tej temperaturze, ale potem spojrzałem na nią znowu i cała racjonalność poszła w diabły. Zerknąłem na nią znad ramienia, kiedy stała jeszcze kilka kroków ode mnie, a potem wróciłem spojrzeniem do wody, robiąc kilka kolejnych kroków. Jezioro wydawało się spokojne, woda była czarna jak atrament, bez dna. Widziałem, jak na powierzchni drżały drobne fale, odbijając księżyc w pofragmentowanych błyskach. Stanąłem na samej krawędzi pomostu i czułem, jak drewno pod stopami trzeszczy, jakby też wstrzymywało oddech. Pochyliłem się nad taflą, palcami muskając wodę, chłód przeszył mnie jak setki maleńkich igieł. Prudence miała rację - nie brzmiało to zachęcająco, ale w tym momencie nic nie mogło mnie zatrzymać. Pomyślałem, że jeśli miałbym kiedyś umrzeć, to lepiej w zimnym jeziorze z nią obok niż gdziekolwiek indziej, sam.
- Naplawdę. - Odpowiedziałem spokojnie, z tym lekkim przeciągnięciem samogłoski, by wywoływać u niej uśmiech. - Ktoś musi sprawdziś, czy potwoly nie czają się pod wodą. - Zsunąłem z siebie płaszcz i koszulę, a chłodne powietrze natychmiast przylgnęło do mojej odsłoniętej skóry, zadrżałem, ale nie zamierzałem się do tego przyznać, zdejmując również resztę zbędnych ubrań. - No to hop. - Mruknąłem bez ostrzeżenia i odbiłem się lekko, zanim zdążyłem pomyśleć. Zanurzenie było jak cios, zimno rozlało się po mnie gwałtownie, moje serce zatrzymało się na ułamek sekundy, potem zaczęło bić szybciej. Wypłynąłem na powierzchnię z głośnym wdechem, przecierając oczy, i oparłem się o krawędź pomostu, oddychając głośno, ale śmiejąc się przy tym pod nosem.
- Idealna tempelatula! - Zawołałem, próbując złapać oddech, echo plusku odbiło się od brzegów. - Tylko tlochę zabija. - Zachłysnąłem się zarówno śmiechem, jak i wodą, i odgarnąłem z twarzy włosy, które przylgnęły mi do czoła. Jej sylwetka odcinała się wyraźnie na tle księżyca. Stała na pomoście, nieruchoma, może przez chwilę zastanawiająca się, czy naprawdę warto. Wiedziałem jednak, że wejdzie, z Prudence to nigdy nie było pytanie „Czy?”, tylko „Kiedy?”, właśnie dlatego, cholernie głęboko w środku, byłem z niej dumny, brała nasze wyzwania na poważnie. Patrzyłem na nią - na to, jak stała przy brzegu, a w oczach miała to ciepłe światło, które kontrastowało z zimnem nocy.
- Woda nie glyzie. - Dodałem, wiedząc doskonale, że to nieprawda - gryzła, i to mocno, chłodem, który wciskał się w każdy mięsień, ale to też było w tym wszystkim piękne - to poczucie, że coś można przeżyć razem, choćby najbardziej idiotycznego i niepraktycznego, i że to zostanie, gdy wszystko inne przepadnie. To był jeden z tych momentów, w których jeszcze wszystko było dobrze, zanim cokolwiek mogło się popsuć - chwila, w której mogliśmy po prostu być tu razem, nad tym jeziorem, wśród niczego, w świetle księżyca


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#13
11.11.2025, 22:41  ✶  

Prue dosyć poważnie podchodziła do wszelkich swoich założeń. Kiedy już coś przeanalizowała, ustaliła, że warto jest to zrobić, to nie było innego wyjścia, niż faktycznie to zrobić. Tym bardziej, że w tym przypadku chodziło o coś więcej. Być może dla niektórych osób, to nie było nic wielkiego, jednak ona miała wrażenie, że kiedyś, gdzieś dawno temu nieco straciła przez swoje nadmierne myślenie. To był ten moment, w którym chciała nadrobić braki, udowodnić sobie samej, że też może wiele przeżyć, mimo tego, że powinna być w tym momencie jeszcze bardziej stateczna, niż kiedyś. Skoro żałowała, że nie miała szansy robić tego, kiedy faktycznie w życiu większości ludzi był na to czas, to zamierzała to nadrobić teraz, gdy była dorosła i odpowiedzialna, co może nie do końca było widać w tych decyzjach które podejmowała, ale przecież nie mieli nikogo krzywdzić, no może poza nimi samymi, bardziej jednak wydawało jej się, że to będzie kolejny moment, w którym po prostu poczuje, że żyje, co było miłą odmianą po egzystencji przez ostatnie kilka lat.

Nie była pewna, czy Benjy podchodził równie entuzjastycznie co ona do tego przedwsięwzięcia. Tym bardziej, że on robił to wcześniej, wiedział, jak to jest. Obiecał jej jednak, że będzie jej towarzyszył i dotrzymał słowa. Ba, wziął nawet na siebie tę część związaną ze sprawdzeniem temperatury wody, jakby to miało coś zmienić. Tak, czy siak, zamierzała tej nocy znaleźć się w jeziorze i najpewniej nic nie było jej w stanie od tego odwieść.

Benjy coraz bardziej zbliżał się do końca pomostu. Bletchley wiedziała co to zwiastowało, potwierdziły to również jego słowa. Naprawdę miał zamiar to zweryfikować wchodząc do wody. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, niby to nie było nic wielkiego, ale nigdy nikt nie zrobił dla niej czegoś takiego. Zrobiło jej się cieplej na sercu, mimo tego jesiennego chłodu, który ich otaczał. To było miłe, nie musiała go nawet jakoś szczególnie namawiać, sam wyszedł z inicjatywą.

- Oczywiście, że tym kimś musisz być Ty. - Nawet gdyby wyrwała się do przodu to pewnie by ją zatrzymał. Nie spodziewała się po nim innego zachowania, wiedziała już, że nie dałby jej zrobić krzywdy.

Obserwowała go, kiedy pozbywał się po kolei części swojej garderoby. Nie odzywała się przy tym ani słowem, wpatrywała się w niego uważnie, jego sylwetkę oświetlał wyłącznie księżyc i kilka gwiazd znajdujących się na niebie, ale miało to w sobie coś niesamowitego. Wiedziała, że szybko nie wyrzuci tego widoku z pamięci, ba z jej przypadłością bardzo prawdopodobne było to, że nigdy tego nie zrobi. Będzie to kolejnym wspomnieniem, kolejnym obrazem, który na pewno często pojawi się przed jej oczami.

Przymknęła oczy tylko na moment, kiedy zobaczyła, że wybija się nieco by wskoczyć do wody. Zmarszczyła przy tym nos i się wzdrygnęła, jakby to ona właśnie miała zanurzyć się w tej zimnej toni jeziora. Dość szybko jednak otworzyła ślepia, aby sprawdzić, czy wynurzył się na powierzchnię.

Odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła go całkiem pewnie stojącego w wodzie. Nie było tak źle, nie zamarzł od razu, gdy znalazł się w środku, nie, żeby zakładała w ogóle taką możliwość. Najwyraźniej miał się całkiem dobrze.

- Tylko trochę? Nie wyglądasz jakby Ci to specjalnie przeszkadzało. - Był to moment, w którym ona postanowiła zbliżyć się do końca pomostu. Powolnym krokiem ruszyła przed siebie. Nie spieszyła się jakoś za bardzo, chociaż chyba powinna, wtedy Benjy nie musiałby na nią czekać zbyt długo w tej chłodnej wodzie. Nie miała zamiaru się nad nim znęcać. Gdy tylko więc dotarła do krańca pomostu zdjęła z nadgarstka gumkę do włosów, którą jednym zwinnym ruchem związała je w kucyk.

- Woda może nie, ale kto wie, co w niej mieszka. - Wspomniał przecież o tym, że w akwenie mogły czaić się jakieś potwory, ale to chyba były tylko podejrzenia, bo póki co nic go jeszcze nie zjadło, zapewne gdyby miało być inaczej to podwodne bestie już by się na niego rzuciły.

Zaczęła od włosów, teraz nadeszła kolej na zrzucenie z siebie płaszcza, dość niepewnie go rozpięła, zimny powiew wiatru, który właśnie w nią uderzył wcale nie zachęcał do tego, aby pozbyć się okrycia wierzchniego. Nie mogła jednak poddać się przez jeden, zimniejszy powiew wiatru, była od tego silniejsza.

Przeniosła wzrok na taflę jeziora, miała wrażenie, że zobaczyła na niej ruch. Może jej się przywidziało? Nie, znowu coś się poruszyło, i nie był to Benjy, bo stał niedaleko niej.

- Coś jest w wodzie. - Uniosła nieco ton głosu, ale chciała go ostrzec. Miała nadzieję, że nie weźmie tego za żart, tylko poważnie potraktuje te słowa. Wyraz twarzy nieco jej się zmienił, nagle spoważniała.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
11.11.2025, 23:21  ✶  
Zanurzyłem się po pas w jeziorze, a mimo tego, że chłód wciskał się w każdą szczelinę między oddechami, nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Była dokładnie taka, jak ją pamiętałem - zdeterminowana, ale w tym wszystkim tak ludzka, trochę niepewna, trochę dumna z własnej odwagi. Z każdym ruchem, z każdym gestem, jakimś cudem przypominała mi, dlaczego nigdy nie potrafiłem jej traktować tak, jak wszystkich innych.
- Wyglądam? Naplawdę? - Zapytałem, mrużąc oczy i chcąc dodać, że to przez jej „poważne podchodzenie do założeń” skończyłem w lodowatej wodzie, udając, że to przyjemne doświadczenie, ale wtedy nagle zmieniła swój ton. Zatrzymałem się w pół ruchu, jeszcze z dłońmi zanurzonymi w wodzie, w której właśnie miałem się zanurzyć głębiej. Ton jej głosu sprawił, że moje mięśnie automatycznie się napięły, Prue raczej nie należała do osób, które żartowały w takich momentach - zwłaszcza, gdy w jej oczach pojawiał się ten błysk, a głos robił się o pół tonu zbyt poważny jak na zwykłą zaczepkę.
- Coś? - Powtórzyłem, prostując się i mrużąc oczy. Woda była naprawdę lodowata, ale chłód zniknął gdzieś na drugim planie. - Gdzie dokładnie? - Spytałem. Patrzyła na taflę wody, z tym swoim skupieniem, które znałem aż za dobrze. Poruszyłem się, podpływając w jej stronę, by być bliżej pomostu. - Plue. - Powiedziałem spokojnie, chociaż w moim tonie pobrzmiewała nuta podejrzliwości - na w razie, jakby próbowała mnie właśnie przestraszyć historią o topielicach. - Jeszeli to plóba odwleczenia momentu wejścia do wody, to ostszegam, sze nie dam się nablaś. - Zrobiłem kolejny ruch w stronę pomostu, a woda wokół moich nóg poruszyła się znów, jakby coś w niej przepływało. Wyciągnąłem rękę w jej kierunku, moje palce drżały nie tyle z zimna, co z tego irracjonalnego poczucia, że coś w tym jeziorze nie było takie, jak dawniej. Księżyc rozlał się po tafli, a jego światło łamało się w lekkich zmarszczkach jeziora, przez moment faktycznie coś tam drgnęło, ledwie zauważalnie, jakby coś przecięło powierzchnię od dołu. Za ciche, żeby nazwać to pluskiem, za płynne, żeby był to tylko wiatr. Błysk zadrżał na powierzchni wody i przez moment pomyślałem, że może to tylko echo przeszłości - obraz, który powracał, gdy noc była zbyt cicha, a wspomnienia zbyt głośne. Paranoja - już ją dziś miałem.
- Pewnie to lyba. Albo wiatl. Nic tu nie ma, oplócz nas. - Powiedziałem po chwili, z tym spokojem, który nieco zbyt mocno przypominał ton człowieka, starającego się przekonać nie ją, a samego siebie. Tak chciałem wierzyć, ale gdy woda zadrżała tuż obok, z tym nienaturalnym ruchem, którego nie dało się pomylić z falą czy prądem, coś we mnie zesztywniało. Odwróciłem głowę, szukając źródła. Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że pod powierzchnią mignął cień. Nie wiedziałem jednak, czy to było realne, czy po prostu zadziałała wyobraźnia, ożywiona przez jej słowa. - Albo jedna z tych słynnych jeziolnych szab-mutantów. Znasz je, plawda? W Exmool mają leputację golszą nisz miejscowi menele. - Spojrzałem na nią, patrzącą na mnie z pomostu - stała z rozpiętym płaszczem, włosy miała związane, sylwetkę oświetlona srebrnym światłem. Przez sekundę, może dwie, nic się nie poruszało, tylko ona i ciemna woda, i ten niepokój, który z jakiegoś powodu przybrał znajomy kształt. Cień przemykający pod powierzchnią zniknął, a tafla znowu była gładka jak szkło. Spojrzałem jeszcze raz, wytężając wzrok - nic, tylko odbicie księżyca, falujące lekko od mojego ruchu, ale mimo wszystko - coś było nie tak. Wiedziałem to.
- Odsuń się tlochę od klawędzi. Wychodzę. - Nie brzmiało to jak rozkaz, raczej jak instynktowna prośba. Ciepły ton głosu zniknął, zastąpiony czujnością. - Cokolwiek to jest, nie chcę, szebyś tu wchodziła. - Mówiłem spokojnie, choć wewnątrz wszystko mi pulsowało. - Nie dziś, to zły pomysł.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#15
11.11.2025, 23:49  ✶  

- Naprawdę. Zachęcasz wręcz, by do Ciebie dołączyć. - Nie wątpiła wto, że pierwsze zetknięcie z zimną wodą musiało być bardzo drastycznie, jednak całkiem szybko się w niej odnalazł. Nie wybiegł z jeziora z krzykiem, nawet nie pisnął, czy krzyknął, kiedy znalazł się w tym zbiorniku wodnym. Mógł udawać, oczywiście, że mógł to robić, by nie wzbudzać w niej niepotrzebnego strachu, szczególnie, że wiedział, że bardzo chciała to zrobić. Gdyby zareagował inaczej zapewne mogłaby się wahać, teraz jednak była skłonna to zrobić, a przynajmniej przed tą chwilą, gdy coś przykuło jej uwagę.

- Za Tobą, nieco dalej, głębiej. - Trudno jej było określić odległość ruchu tego czegoś od mężczyzny, bo może i szybko dostrzegła poruszającą się tafle jeziora, jednak po chwili ona się uspokoiła. Nie wróżyło to jednak niczego dobrego, Bletchley próbowała dostrzec chociaż drobne drgnięcia na wodzie, które mogły pomóc jej ustalić położenie intruza. Czuła, że coś czai się w głębinie. Po jej karku przeszedł dreszcz.

- Benjy. - Westchnęła ciężko. - Wiesz, że nie robię sobie takich żartów, i bardzo chciałam wejść do tej wody. - Zresztą nawet gdyby zrezygnowała, to nie miałaby oporu, aby się tym podzielić. Znał ją przecież doskonale, nie miała problemu z poinformowaniem o tym, że zmieniła zdanie, czy z przyznaniem się do błędu.

Dostrzegła jego ruch, mimo tego, co mówił i tak zbliżał się w stronę pomostu, czyli jej uwierzył. Doskonale, naprawdę bała się, że zaraz coś wyskoczy z toni wodnej i wciągnie go pod wodę. Nie była na to gotowa, chociaż może powinna być. Wyciągnęła różdżkę i zacisnęła na niej palce, musiała się przygotować na najgorsze, na pewno nie zamierzała pozwolić na to, by jakiś potwór zrobił mu krzywdę. Kto wie, co właściwie czaiło się w tym jeziorze.

- To nie był wiatr. - Dodała jeszcze bardzo pewnym tonem głosu, potrafiła odróżnić wiatr od ruchu spowodowanego poruszaniem się czymś w głębi. To mogła być jednak ryba, cholera jasna - naprawdę chciała, żeby to była ryba, najlepiej nie drapieżna, bo może i by się wtedy przed nim zbłaźniła, jednak nie stałaby mu się krzywda.

- Nie znam, będziesz mi musiał jakąś pokazać. - Próbowała angażować się w rozmowę, przesuwała jednak wzrok co chwilę na wodę, jakby chciała się upewnić, że nic nie zdołało się do niego zbliżyć. Znowu dostrzegła ruch. - Czy mógłbyś szybciej wychodzić z tego jeziora? - To nie tak, że uważała, że się obijał, jednak wolałaby, aby już znalazł się koło niej na tym drewnianym pomoście, gdzie nic by mu nie groziło.

Nie musiał powtarzać dwa razy, Bletchley od razu odsunęła się o kilka kroków, aby zrobić mu miejsce. Nie przestawała obserwować otoczenia, wiedziała, że coś się zbliżało, oby była to ta nieszczęsna żaba, tylko czy żaba robiłaby wokół siebie tyle zamieszania, powodowała, aż takie falowanie. Nie wydawało jej się. Niby tafla wody była spokojna, przez chwilę znowu mogło wydawać się, że jezioro jest spokojne, ale to były tylko pozory.

Benjy znajdował się bardzo blisko niej, była niemalże pewna, że zaraz wejdzie na pomost, wtedy zupełnie znienacka coś wyskoczyło z głębi, właściwie to od razu dokonało ataku na nogi Fenwicka, co najgorsze, to wcale nie było jedno coś, raczej całe stado, któremu udało się jakimś cudem podpłynąć tak blisko. Poczuł zaciskające się, drobne, zimne, kościste palce wokół jego kończyn, druzgotki próbowały wciągnąć go pod wodę.

Prue spoglądała na to z brzegu, nie do końca wiedziała, co ma zrobić, jak zareagować, bo trudno jej było dostrzec z czym ma do czynienia w tej ciemnej wodzie. - Benjy, spierdalaj stamtąd. - Rzuciła jeszcze głośno, Bletchley praktycznie nigdy nie przeklinała, ale to był moment, w którym nic innego nie nasuwało jej się na usta.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#16
12.11.2025, 16:51  ✶  
W pierwszej chwili nawet nie zrozumiałem, co się dzieje. Woda była lodowata, ale znajoma - znałem to uczucie, ten ciężar ciszy, kiedy zanurzasz się w czymś, co przez ostatnie godziny, może nawet dni, było niezmącone i całkowicie spokojne. Wpadłem z głośnym pluskiem, być może odczuwając lodowate wrażenie, ale mając z tego całkiem sporo zabawy. Zanurzyłem się głębiej, tylko na moment - woda otuliła mnie całego, szczypiąc w ramiona, jakby chciała sprawdzić, czy rzeczywiście mam na tyle odwagi, by w niej zostać, kiedy wynurzyłem się z powrotem, zdmuchnąłem z ust pasmo włosów i strużkę wody, i parsknąłem śmiechem.
- Ha, ha. Baldzo śmieszne. - Chciałem, żeby zabrzmiało lekko, ale wyszło zbyt sztywno, w moim głosie pobrzmiewała nuta czujności, której sam się nie spodziewałem.
I wtedy to poczułem. Nie od razu, raczej jakby coś delikatnie musnęło mi skórę, ledwie zauważalnie, potem znów, silniej, wyraźniej, coś zimnego i mokrego. Nie miałem różdżki. Zostawiłem ją na pomoście, bo przecież, idiotycznie, myślałem, że to tylko kąpiel i najgorsze, co może się zdarzyć, to skurcz w nodze albo jej sarkastyczny komentarz.
- Plue… - Głos ugrzązł mi w gardle, woda wdarła się do ust. Coś chwyciło mnie za kostkę, zimne, cienkie palce zacisnęły się jak żelazne imadło, odruchowo spróbowałem się szarpnąć, ale w tej samej chwili drugie, trzecie, czwarte coś zacisnęło się na moich nogach. Szarpnąłem się, ponownie, z początku nie z całej siły - głupio, jakby to coś mogło się zawstydzić i odpuścić, ale wtedy poczułem kolejny uścisk. I kolejny. I kolejne. Palce. Dziesiątki małych palców, które chwytały mnie coraz wyżej, po łydkach, po udach. Wciągnąłem powietrze, podwinąłem nogi, uderzyłem piętą na oślep, czując pod stopą coś miękkiego, śliskiego, coś, co puściło, tylko po to, by znowu mnie złapać, więc szarpnąłem się raz jeszcze, z całą siłą, jaka we mnie była. Zdołałem wynurzyć się na moment, chwycić pomost, paznokciami wbić się w mokre drewno. Ich siła była nieludzka. Rwałem się w górę, nogi pracowały, mięśnie paliły jak ogień, ale to coś ciągnęło w dół, w głąb, gdzie woda stawała się gęsta, czarna, jak noc po tamtym pożarze. Tafla nade mną zamknęła się powoli, jakby ktoś zaciągnął firankę.
Uderzyłem pięścią w wodę, na oślep. Czułem, jak pazury - albo kości - drapią mnie po skórze, wbijają się, próbują złapać lepiej. Rwałem, kopałem, ale nic nie dawało. Ich ślepia błyszczały pod wodą, małe, mleczne, jak perły w błocie. Powietrze skończyło się zbyt szybko. Płuca paliły tak, jakby ktoś wbijał we mnie rozżarzone druty. Jeszcze raz, jeszcze jedno szarpnięcie, rozpaczliwe, bez planu - tylko tyle mogłem.

Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#17
12.11.2025, 16:57  ✶  
Ostatnim, co zobaczyłem, była rozmazana poświata księżyca, rozbita przez fale, i jej sylwetka - maleńka, drżąca - stojąca poza pomostem. Potem wszystko zgasło.

Cisza.
Zimno.
Ciemność, która miała ręce.

Wciągnęły mnie całkiem.

Dostrzegłem poruszenie pod powierzchnią, coś ciemnego, coś szybkiego, i zanim zdołałem zareagować, poczułem kolejne uderzenie - palce lodowate, twarde jak kości, zaciskające się wokół moich nóg. Natychmiast poczułem, że moja masa mięśniowa nie miała już znaczenia, każde pociągnięcie ciągnęło mnie w dół, do zimnej, czarnej otchłani jeziora.
- Nie… - Wydusiłem bezgłośnie. Mój głos rozszedł się w wodzie, bąbelki wyrwały się z ust, ale nie było go słychać ponad szumem fal i chlupotem. Chciałem się wyrwać, wyprostować nogi, użyć siły, ale coś ciągnęło mnie coraz głębiej, a każdy ruch tylko wzmacniał ich uścisk. Zanurzałem się coraz głębiej, ciemność otulała mnie z każdej strony, moje ręce wymachiwały w próżni, mięśnie paliły od wysiłku, a zimna woda wdzierała się do płuc, odbierając oddech.
Chciałem jeszcze raz spojrzeć w górę, zobaczyć pomost, zobaczyć Prudence, ale moje oczy zalewała woda. Czułem, jak bezsilność wdziera się do umysłu, jak całe ciało staje się ciężkie jak ołów. Palce wciąż zaciskały się na moich kończynach, a ja osuwałem się w dół, niezdolny do ucieczki, próbując kopać i wierzgać, ale na próżno - było ich więcej, niż się spodziewałem.

Rzut PO 1d100 - 93
Sukces!


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#18
12.11.2025, 17:27  ✶  
Wyskoczyłem z wody z całą mocą, wykorzystując moment, w którym druzgotki najwyraźniej uznały swój sukces w złapaniu ofiary, do oderwania się od zimnej otchłani jeziora. Lodowate, nocne powietrze uderzyło w moje płuca gwałtownie, ostry oddech rozdarł mi gardło, a bąble unoszące się wokół mnie nic nie były w stanie ukryć chaosu, który toczył się w moim ciele. Wyglądałem jak wieloryb wyskakujący znienacka ponad taflę, a może jak orka w gniewie - potężny, mokry, pełen adrenaliny, która wciąż buzowała w mięśniach. Nie było w tym żadnej elegancji - tylko czysta, dzika siła, desperacja i ulga, ale chwilowa. Całe ciało pulsowało bólem, wiedziałem, że gdybym nie wyskoczył w tym momencie, to jezioro nie wypuściłoby mnie tak łatwo, ale najgorsze wcale nie było za mną. Czekała mnie jeszcze droga na brzeg.
Chłodna woda spadała z moich ramion, spływała po plecach i twarzy, zamieniając włosy w mokre pasma, które opadały mi na oczy, zasłaniając widok na chwilę. Machnąłem nimi gwałtownie, by dostrzec coś, poza jeziorną tonią, i w końcu zobaczyłem linię brzegową - cel, do którego tak desperacko dążyłem. Serce biło mi jak oszalałe, płuca krzyczały o tlen, który wdychałem łapczywie, czując, że każdy oddech mógł być ostatnim, zanim znowu zniknę pod powierzchnią. Tak się jednak nie stało - druzgotki odpuściły, przynajmniej na tyle, ile potrzebowałem, by spróbować ruszyć do plaży, która zdążyła oddalić się ode mnie, albo to raczej ja od niej, w tym całym zamieszaniu. Miałem do niej kilkanaście metrów w linii prostej - znacznie bliżej, niż do pomostu, który także zmienił położenie, teraz znajdując się na ukos ode mnie.
Każde pociągnięcie nóg i machnięcie rąk było wyczerpujące, znacznie bardziej niż jeszcze chwilę wcześniej. Moje łydki były pocięte, uda podrapane, ślady po druzgotkach ciągnących mnie w dół, ale adrenalina kazała mi ignorować ból. Cały czas gwałtownie wciągałem powietrze, każdy oddech drżał mi w piersi, niosąc ze sobą dźwięki, które mieszały się z chlupotem wody. Charczałem, plując wodą, która dostała się do ust i nosa podczas wynurzania. Szarpnąłem się jeszcze raz, wyczołgując się na ląd, czując szorstkość kamieni i piasku. Na brzegu osunąłem się na kolana, łokciami podpierając ciężar ciała, wciągając powietrze tak głęboko, że niemal się nim zachłysnąłem. Mokre włosy kleiły się do twarzy, a strużki wody spływały po ramionach, biodrach i udach. Spojrzałem w dół na swoje ciało - łydki pocięte, uda posiniaczone i podrapane. Drżące ręce odgarnęły włosy z oczu, którymi zamrugałem. Drobne, ostre pazury druzgotków przecięły skórę, pozostawiając linie czerwieni, które piekły przy każdym ruchu. Chciałem wstać, ruszyć w stronę Prudence, zapewnić ją, że nic mi nie jest, ale moje ciało wciąż było obolałe, każda część mięśni przypominała o wysiłku, uścisku, o głębinach, które próbowały mnie pochłonąć. Wybraliśmy naprawdę romantyczną lokalizację na kąpiel, nie było wątpliwości.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#19
12.11.2025, 23:50  ✶  

To nie miało być śmieszne. Na pewno zdawał sobie z tego sprawę, musiał potraktować ją poważnie, bo przecież widziała... coś, nie wiedziała co, ale na pewno to widziała. Spokojna tafla jeziora nagle się poruszyła, i naszła ją myśl, że to nie zwiastowało niczego dobrego. Nie mógł jej lekceważyć, naprawdę nie chciała, aby stała mu się krzywda, nie musiał się popisywać.

Widziała, że zaczął się wracać, zbliżać do pomostu, ulżyło jej, naprawdę chciała, żeby jak najszybciej wyszedł z tej wody, tyle, że było za późno. Spóźniła się, nie ostrzegła go wystarczająco szybko. To zdecydowanie nie były ryby, one nie polowały na ludzi, no może nie wszystkie, ale nie te, które mieszkały w jeziorach.

Usłyszała jeszcze swoje imię padające z jego ust, a wtedy zniknął pod wodą. Bletchley wpatrywała się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą go widziała, teraz go nie było. Coś wciągnęło go w głębię jeziora. Trzymała w dłoni różdżkę, tylko co z tego. Co jeśli nie trafi, albo trafi w niego? Nie widziała tego, co działo się pod ciemną taflą wody. Nie chciała go trafić, ale nie mogła przecież pozwolić na to, by utonął, przez nią, bo przecież to ona go do tego namówiła. Jakież to było głupie, że pozwoliła mu wleźć do tej wody, to ona powinna to zrobić, przecież jej zależało na tym, żeby coś poczuć, poczułaby - kościste palce zaciskające się na jej stopach.

Tymczasem to ona stała na pomoście, a Benjy zniknął w tej otchłani. Chcąc nie chcąc zamarła, jej oczy na moment się zamgliły, niby wpatrywała się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą go widziała, ale jej spojrzenie stało się zupełnie puste. Jej myśli zaczęły uciekać, wybornie, nie mogło trafić na lepszy moment. Analizowała, jaka właściwie była szansa na to, że kolejna osoba na której jej zależało mogła umrzeć na jej oczach, jak często to się właściwie zdarzało? Czy była wyjątkowym przypadkiem, czy to było raczej standardowe? Nie, musiała mieć w sobie coś dziwnego, to nie zdarzało się zbyt często.

Mrugnęła, dwa razy, odetchnęła głęboko. Nie mogła sobie teraz pozwolić na niedyspozycję, nie kiedy on walczył o życie pod powierzchnią, musiała się ogarnąć i zacząć działać. To nie był odpowiedni moment na takie zawieszenia (jakby jakikolwiek był).

Nagle ponownie spokojna tafla jeziora się poruszyła, a raczej zatrzęsła o ile w ogóle można było tak powiedzieć o jeziorze. Benjy znalazł się na powierzchni, właściwie to wyglądał, jakby wyrwał się spod niej z całych sił. Ulżyło jej, chociaż daleka była od zachowania spokoju. To coś, co wciągnęło go pod wodę nadal w niej było, gdzieś blisko. Musiał się pospieszyć, by nie wpaść w sidła tej istoty ponownie. Nie miała pojęcia z czym ma do czynienia, przez co nie do końca wiedziała jak mu pomóc. Może powinna wskoczyć do wody - nie, zdecydowanie nie, więcej mogła zdziałać z brzegu, szkoda, że od razu nie zareagowała odpowiednio, ale naprawdę bała się tego, że może spowodować więcej szkody niż pożytku. Przyglądała się mu uważnie. Płyń, proszę płyń. Nie krzyczała, powtarzała to w swojej głowie, jakby miało to cokolwiek zmienić i jakoś pomóc.

Na pewno był zmęczony, musiał walczyć pod wodą z czymś co chciało go w niej zatrzymać, ale się poruszył, widziała, że zmierzał do brzegu, przez to i ona ruszyła się w jego kierunku, nie mogła stać tak niczym słup soli, powinna działać, była okropnie rozczarowana swoją reakcją, zła na to, że znowu nie potrafiła normalnie funkcjonować. Ta przypadłość objawiała się w najgorszych możliwych momentach.

W końcu do niego dobiegła, zrobiła to jak najszybciej potrafiła, jednak Benjy wyczołgał się na brzeg, nim ona zdążyła tam dotrzeć. Żył, musiał żyć, prawda? Inaczej nadal byłby pod wodą. Była przerażona, ale musiała się ogarnąć, to jemu stała się krzywda, nie powinna panikować, nie był to odpowiedni moment. Gdy tylko znalazła się przy nim przykucnęła na ziemi, zbliżyła się do mężczyzny, osunął się na kolana, był przytomny, oddychał, nie miał umrzeć na jej oczach.

Przysunęła się bliżej i chwyciła go w swoje ramiona, chciała się do niego po prostu przytulić, pozwolić mu się na sobie oprzeć, bo był wycieńczony walką ze stworzeniami, które mieszkały w tym jeziorze.

- Przepraszam, przepraszam. - Powtarzała bardzo cicho, bo czuła się winna za to, co mu się przydarzyło, w końcu to przez nią i jej durną zachciankę znalazł się w jeziorze. Odgarnęła mu mokre włosy z twarzy, żeby zobaczyć, jak bardzo źle było, kiedy zbliżała się dostrzegła rany na jego nogach, tym jednak zamierzała zająć się później, najważniejsze było to czy oddychał normalnie i nie zachłysnął się za bardzo wodą.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#20
13.11.2025, 01:17  ✶  
Klęczałem na brzegu, wspierając się na rękach, a zimno wżerało się w moje mięśnie. Zgiąłem się w pół, opierając dłonie o mokrą ziemię, starając się złapać rytm oddechu. Czułem się, jak wyrzucona na brzeg, poturbowana foka. Oddychałem, ciężko, głośno, każdy wdech był walką, powietrze wciąż miało dla mnie gęstość wody, moje płuca paliły żywym ogniem, gardło było ściśnięte, a każdy wydech rwał się, przerywany krótkimi parsknięciami cieczy, której wciąż nie do końca się pozbyłem. Na domiar złego moja krew mieszała się z wodą spływającą po skórze, szczypiąc niemiłosiernie. Zacisnąłem zęby, czując pieczenie na nogach - palce druzgotek zostawiły ślady głębsze, niż się spodziewałem.
Nie musiałem widzieć jej twarzy, żeby wiedzieć, że była blada. Czułem, jak Prudence delikatnie odgarnęła mi włosy z czoła, a ja, zupełnie instynktownie, oparłem się policzkiem o jej ramię, nie rejestrując nawet momentu, gdy się pojawiła. Nie miałem siły jej zapewniać, że nic mi nie jest, bo sam nie wiedziałem, ile prawdy było w tym „dobrze” - moje płuca piekły, nogi bolały, a zimny pot mieszał się z wodą spływającą po twarzy. Dłoń Prue oparła się na mojej klatce piersiowej, przyciągając mnie do siebie, a ja nie miałem już siły zaprotestować. Ciepło jej ramion kontrastowało z chłodem wdzierającym się w moje ciało, ale nawet czując je obok, nie potrafiłem nic powiedzieć przez kilka długich sekund. Jej włosy musnęły moją skroń, gdy się pochyliła - ciepłe, suche, pachnące normalnością, jakiej nie spodziewałem się już dzisiaj. W końcu wydobyłem z siebie dźwięk, który ledwo przypominał głos.
- Szę… - Wyrzuciłem z siebie między jednym a drugim, bolesnym oddechem. - Yko… Olea… - Nie chciałem, żeby cokolwiek zrzucała na siebie. To nie była jej wina, że te cholerne stworzenia czaiły się w toni. Próbowałem unieść głowę, ale ciężar wydawał się zbyt duży. Prue przytrzymała mnie, więc znów opadłem, pozwalając, żeby mnie podtrzymywała. - O e toja… - Przerwałem, próbując znów nabrać powietrza. - Ne toja wina. - Wymusiłem krótki, urywany oddech między słowami, kiedy znowu mnie zatelepało, chrząkając nieelegancko, by spróbować ponownie. W ustach czułem smak jeziora, metaliczny i mulisty. Chciałem powiedzieć coś więcej, ale przez chwilę jedyne, co zdołałem wydusić, to nieartykułowany bełkot pomiędzy urwanymi oddechami. - Widzaaś… Dluzgotki. Całe stao. Nigdy… Nie widziaem ich… Tylu naas. - Zaciągnąłem się płytko powietrzem, walcząc z kolejnym napadem kaszlu. Uśmiechnąłem się przez zaciśnięte zęby, z trudem, ale szczerze, jakbym właśnie zrobił coś imponującego - a może imponująco głupiego - w moim spojrzeniu kryło się zmęczenie, ból, ale też ten znajomy błysk - ten bezczelny, który zawsze się pojawiał, kiedy próbowałem rozładować napięcie. Nie miałem w sobie siły na wiele więcej, ale ciepło jej dłoni, mimo że drżała, przypominało, że była tu, a ja nie zniknąłem w tej czarnej toni. Moje palce, wciąż drżące, odnalazły brzeg jej kurtki, zacisnąłem je tam, żeby mieć pewność, że naprawdę była obok. Mimo zmęczenia odwróciłem głowę w stronę jeziora, czarna tafla wyglądała spokojnie, jakby nic się nie wydarzyło, a jednak coś w jej głębi pulsowało złowrogo. Złapałem głębszy oddech, ciężko, chrapliwie, i dopiero wtedy pozwoliłem sobie opaść z powrotem w jej ramiona. Próbowałem się uśmiechnąć, nie wyszło, zamiast tego kaszlnąłem ponownie, głośno, aż zakręciło mi się w głowie. Czułem, jak jej ramię przytrzymuje mnie mocniej, jakby obawiała się, że zaraz znowu zniknę w jeziorze.
- Spokojnie, Bletchley… - Wydusiłem w końcu, głos wciąż chropowaty, niepewny, ale już bardziej mój. - Nie… Nie posbęsies szię mnie tak łatwo. - Podniosłem lekko kącik ust, z trudem, ale z celowością. Spojrzałem na nią spod przymkniętych powiek, z tym znajomym błyskiem, który wbrew wszystkiemu zdołał się tam zatlić. - Nie… - Przerwa na oddech, krótkie, z wysiłkiem wyrwane słowo. - Nie dam szię zabiś… - Zacisnąłem palce na jej dłoni, ledwie, ale wystarczająco mocno, by poczuła, że wracam do siebie. - Nie zanim… - Głos mi się załamał, ale dokończyłem, wymuszając znaczący uśmiech. Charczenie, śmiech i ból zmieszały się w jeden dźwięk - absurdalny, żywy.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (6452), Pan Losu (42), Prudence Fenwick (5447)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa