22.04.2026, 08:56 ✶
Z plamki na suficie jego wzrok przeskoczył na kamień, który znalazł się nad jego twarzą. Całkiem ładny kamień, ładnie komponował się z bordowym rzemieniem, ale w sumie nikogo nie powinno dziwić, że hipnotyzerzy używali ładnych narzędzi. Gdyby używali zwykłych kamieni, znalezionych na drodze, ich praca pewnie byłaby trudniejsza, bo łatwiej skupić wzrok i myśli na czymś ładnym, niż na czymś, co kopie się ze znudzenia.
Taki ładny kamyk musiał być coś warty. Ciekawe, w jaki sposób hipnotyzerzy zabezpieczali swoje narzędzia przed kradzieżą? Trzymali swoje wahadełka zawsze pod ubraniem? A może w momencie nabycia kamienia dostawali do niego również pudełko, które było obkładane różnymi zaklęciami, uniemożliwiającymi kradzież? A może nie były to nawet prawdziwe kryształy, tylko przetransmutowane kamienie uliczne i wcale nie były one taki drogocenne? Gdyby złodziej położył swoje łapy na jednym z nich, czy po powrocie do swojej dziupli (albo lepiej, w momencie spotkania ze swoim klientem) zobaczyłby, że zamiast upragnionego kamienia trzyma zwykły, szary, nudny kawałek skałki?
Panie Kelly, pana powieki powoli opadają i to wszystko robi się nużące, ja wiem.
Tak, bardzo nużące. Jego oczy podążały za bujającym się nad nim wisiorkiem i faktycznie jego powieki zaczynały powoli opadać. Głos panny Lestrange wciąż do niego docierał, ale z każdą sekundą brzmiał mniej wyraźnie. Jakby słuchał jej przez wodę. To było trochę dziwne uczucie.
Jessie próbował kiedyś zanurzyć głowę w wodzie i wytrzymać. W domu, w wannie, podczas kąpieli. Ze zwykłej ciekawości, trochę z potrzeby walki z własną fobią. Uczucie zanurzenia było niekomfortowe, nawet jeśli woda była ciepła, a gdzieś z tyłu głowy próbowała wydostać się myśl, że przecież był w domu. Był bezpieczny.
Woda zasłoniła jego policzki, zaciśnięte oczy, usta, nos. Dźwięki stały się przytłumione, opanowane przez szum. Jessie wytrzymał może cztery sekundy, zanim jego ciało zaczęło panikować, i zdążył się wynurzyć, nim płuca zmusiły go do wdechu. Nigdy więcej.
Raz... Dwa... Trzy... Pstryk!
Jego oczy zamknęły się.
Głos wciąż do niego mówił, prowadził go, jakieś obrazy przewijały mu się przez myśli, ale leciały za szybko i były zbyt niewyraźne, by był w stanie je rozpoznać. Może jakieś wspomnienia, może jakieś bezsensowne myśli?
Raz... Dwa... Trzy... Pstryk!
Otworzył oczy. Wahadło wciąż wisiało nad jego twarzą, ale zniknął dziwny lęk, który z jakiegoś powodu ściskał mu żołądek. Ten lęk tak był, to Jessie pamiętał, ale nie pamiętał, skąd od się wziął. Była jakaś dziura. Czegoś nie pamiętał? Tak, zdecydowanie czegoś nie pamiętał. Czegoś ważnego? A może jakiejś drobnostki?
Zazwyczaj uczucie zapomnienia było irytujące i zmuszało do odkrycia, co takiego zostało wyrwane i zostawiło tę dziurę, ale teraz... W sumie nie było to takie ważne.
Taki ładny kamyk musiał być coś warty. Ciekawe, w jaki sposób hipnotyzerzy zabezpieczali swoje narzędzia przed kradzieżą? Trzymali swoje wahadełka zawsze pod ubraniem? A może w momencie nabycia kamienia dostawali do niego również pudełko, które było obkładane różnymi zaklęciami, uniemożliwiającymi kradzież? A może nie były to nawet prawdziwe kryształy, tylko przetransmutowane kamienie uliczne i wcale nie były one taki drogocenne? Gdyby złodziej położył swoje łapy na jednym z nich, czy po powrocie do swojej dziupli (albo lepiej, w momencie spotkania ze swoim klientem) zobaczyłby, że zamiast upragnionego kamienia trzyma zwykły, szary, nudny kawałek skałki?
Panie Kelly, pana powieki powoli opadają i to wszystko robi się nużące, ja wiem.
Tak, bardzo nużące. Jego oczy podążały za bujającym się nad nim wisiorkiem i faktycznie jego powieki zaczynały powoli opadać. Głos panny Lestrange wciąż do niego docierał, ale z każdą sekundą brzmiał mniej wyraźnie. Jakby słuchał jej przez wodę. To było trochę dziwne uczucie.
Jessie próbował kiedyś zanurzyć głowę w wodzie i wytrzymać. W domu, w wannie, podczas kąpieli. Ze zwykłej ciekawości, trochę z potrzeby walki z własną fobią. Uczucie zanurzenia było niekomfortowe, nawet jeśli woda była ciepła, a gdzieś z tyłu głowy próbowała wydostać się myśl, że przecież był w domu. Był bezpieczny.
Woda zasłoniła jego policzki, zaciśnięte oczy, usta, nos. Dźwięki stały się przytłumione, opanowane przez szum. Jessie wytrzymał może cztery sekundy, zanim jego ciało zaczęło panikować, i zdążył się wynurzyć, nim płuca zmusiły go do wdechu. Nigdy więcej.
Raz... Dwa... Trzy... Pstryk!
Jego oczy zamknęły się.
Głos wciąż do niego mówił, prowadził go, jakieś obrazy przewijały mu się przez myśli, ale leciały za szybko i były zbyt niewyraźne, by był w stanie je rozpoznać. Może jakieś wspomnienia, może jakieś bezsensowne myśli?
Raz... Dwa... Trzy... Pstryk!
Otworzył oczy. Wahadło wciąż wisiało nad jego twarzą, ale zniknął dziwny lęk, który z jakiegoś powodu ściskał mu żołądek. Ten lęk tak był, to Jessie pamiętał, ale nie pamiętał, skąd od się wziął. Była jakaś dziura. Czegoś nie pamiętał? Tak, zdecydowanie czegoś nie pamiętał. Czegoś ważnego? A może jakiejś drobnostki?
Zazwyczaj uczucie zapomnienia było irytujące i zmuszało do odkrycia, co takiego zostało wyrwane i zostawiło tę dziurę, ale teraz... W sumie nie było to takie ważne.