19.01.2026, 21:24 ✶
Przez lata ich znajomości Jessie nabrał śmiałości w ich żartach, wiedząc, że Hannibal zrozumie jego intencje i nie wyrośnie między nimi mur niezręczności, jak to czasami bywało w przyjaźni. Przy kimś innym Jessie nie zdecydowałby się na rzucanie tego typu tekstów, czy dwuznacznych spojrzeń. Oczywiście, starał się nie robić tego przy kimś, kto mógłby źle odczytać dynamikę ich relacji, albo kto nie był im przyjazny, ale niestety życie szkolne rządziło się zasadą, że ktoś nieodpowiedni zawsze się dowie. Nie wpłynęło to na szczęście w większym sposób na ich dwójkę, ale Jessie zdecydowanie częściej się rozglądał, zanim zdecydował się na rzucenie komentarzu.
W tej ciemności wyglądasz całkiem niczego sobie.
-Osz ty - parsknął śmiechem i sięgnął po jedną z pustych butelek, żeby zaraz podrzucić nią w dłoni i denkiem pacnąć Hannibala w głowę.
Zaraz jednak trochę spochmurniał, kiedy Hannibal wspomniał o swojej małej fantazji i to nie dlatego, że uważał ten pomysł za bardzo zły (nawet jeśli był bardzo blisko tej kategorii), ale dlatego, że faktycznie to sobie wyobraził. A takie wyobrażenia w jego głowie nie wyglądały dobrze.
-Dzięki Matce - odetchnął z ulgą po komentarzu o byciu niewystarczająco pijanym. -Uratujmy się nawzajem przed siwizną przed trzydziestką i nie próbujmy takich wyczynów, nawet jeśli będę miał miotłę. Albo zaraz po tym wskoczę do morza - w jego głosie powoli zaczęło brakować tej pewności, którą miał do tej pory - i wtedy to ty będziesz musiał mnie ratować.
Oczywiście, nie planował szukania żadnego morza i wskakiwania do niego specjalnie po to, żeby Hannibal mógł go uratować przed utonięciem (i przed topielcami, bo skąd wiadomo, że ich tak nie ma?), ale pogadać o takich możliwościach zawsze sobie mogli.
Kolejny uśmiech zasłonił szyjką butelki. Wycieczka do Paryża, żeby odwiedzić Hannibala, gdy Selwyn już się tam urządzi, brzmiała bardzo zachęcająco. Jeżeli oszczędności by mu na to pozwoliły, to w sumie czemu nie...
-A więc się z tym jeszcze zgadamy - powiedział.
Czy potrafił sobie wyobrazić nadchodzący wrzesień, który nie oznaczał dla niego wsiadania do czarodziejskiego pociągu? Potrafił, ale było to dziwne wyobrażenie. Przez ostatnie dni Jessie dokładniej przyglądał się elementom zamku, próbując jak najwięcej zakodować w swojej pamięci - zdecydowanie uderzył w niego fakt, że były to jego tygodnie w Hogwarcie.
-...Nie jestem jeszcze pewien - i nie była to wcale dobra odpowiedź, bo przecież czasu na podjęcie decyzji nie przybywało. -Wiesz, że chciałbym pracować jako Klątwołamacz... Myślałem, żeby spróbować zatrudnić się w Ministerstwie, a może kiedyś mógłbym spróbować robić coś na własną rękę, ale... W Ministerstwie pracuje moja mama, tak samo wujkowie. Rita na pewno też się tam zatrudni, a Theo... Widzę spore szanse na to, że też tam spróbuje - z cichym westchnieniem położył się na ławce, śledząc wzrokiem gwiazdy, które czasami migotały, a niektóre znikały. -Kocham moją rodzinę, ale chciałbym mieć... coś swojego... Jeśli to ma jakiś sens, więc... Może Gringott? O ile będę w stanie wytrzymać z goblinami a oni ze mną.
Gwiazdy nad nimi zamigotały jakby trochę jaśniej i jedna z nich... chyba się poruszyła.
-Czyżby spadająca gwiazda - spytał i odnalazł wzrokiem przyjaciela. -Masz gotowe życzenie?