• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności

[15.10.72, świt, Wyspa Posępna] Imiona ciemności
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#11
26.01.2026, 23:37  ✶  
Oczekiwał upadku. W jego wyobrażeniu wszystko miało potoczyć się według powszechnie znanego, choć boleśnie banalnego scenariusza: chwila panika, plątanina kończyn, a wreszcie nieunikniony lot w dół schodów godny najlepszych szukających nurkujących w powietrzu w poszukiwaniu złotego znicza. W konsekwencji miały pojawić się zdarte kolana, dłonie rozpalone od tarcia o wiekowe kamienie i zatrzymanie się dopiero po kilku schodach lub na samym dole klatki schodowej.

Nie przyszło mu jednak do głowy, że to przeklęte zamczysko miało wobec nich zupełnie inne plany. Schody nie zamierzały posłać ich na dół. One zamierzył ich po prostu połknąć. Ostatnim co usłyszał Longbottom, gdy pochłonęła go ciemność były okrzyki Menodory, które jednak ucichły równie szybko jak się pojawiły, ustępując miejsca powietrzu świszczącemu w uszach Erika, gdy ten opadał coraz niżej. Niżej. I niżej. I niżej...

Pierwsze uczucie paniki wywołane wpadnięciem w pułapkę zdawało się powoli słabnąć. Gdyby nie cała otoczka wokół tego miejsca, to może nawet zdołałby się zrelaksować w tych warunkach. Przypominało mu to poniekąd tunele powietrzne, jakie można było stworzyć przez umiejętne wykorzystanie czarów na lewitację. Przynajmniej dalej mam różdżkę, pomyślał Erik, dopiero po chwili orientując się, że ściskał ją z całych sił. Studnia powietrzna zdawała się nie mieć końca, chociaż pęd z jakim się poruszał zdawał się stopniowo zmniejszać. Pytanie tylko, co czekało go na dole?

Rząd ostrych kolców na które miał się nadziać jako intruz? A może to wszystko była iluzja, która miała jedynie spowolnić potencjalnych poszukiwaczy przygód? Nie miał zbyt dużego wiedział, a nie był w stanie wydedukować, czy Jonathan i Dora dalej znajdują się w pobliżu. Postanowił więc zaryzykować i pomimo znaczących utrudnień wywołanych lotem, poruszył różdżką, próbując sięgnąć po magię z dziedziny rozproszenia z nadzieją na rozsupłanie węzłów, które obecnie utrzymywały go w powietrzu. Bo w końcu... Co takiego złego mogło się stać? Czy mogło być jeszcze gorzej?

(Rozproszenie) Próba neutralizacji pułapki grawitacyjnej(?) x1
Rzut N 1d100 - 43
Slaby sukces...


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#12
27.01.2026, 05:37  ✶  

Spodziewała się trochę, że zjadą po tych schodach na tyłkach i skończą na samym ich dole - najpewniej tez w jakiejś zmyślnej czy brutalnej pułapce. Wydarzyło się coś z goła innego, bo zwyczajnie zapadła się pod ziemie - o ile zwyczajnym można było w ogóle nazwać to, że schody próbowały się ich jakoś pozbyć.

Dora spadała i na jej spotkanie wyszła twarda, kamienna posadzka. Zimna, ale to zimno przyjęła z dziwną ulgą, bo gdyby brakowało temu doświadczeniu niewygód, to pewnie zastanawiałaby się czy przypadkiem nie znalazłaby się w jakimś śnie albo iluzji. Szczęście w nieszczęściu, uniosła się obolała, pierwsze co robiąc to odszukując różdżkę, która na całe szczęście wciąż migotała rozpalonym na niej lumos i rzucała dookoła krąg światła.

A potem odezwał się głos.

Jej głos.

- Chyba... tak? - odpowiedziała, ni to niepewna czy powinna rozmawiać sama ze sobą, czy też że faktycznie nic jej nie było. Mogła się ruszać, chyba nic sobie nadmiernie nie rozbiła, nie krwawiła więc chyba było w porządku. - Co to za miejsce? - zapytała, siląc się by zaraz nie obsypać samej siebie pytaniami odnośnie tego kim była i skąd się wzięła. Czarne nitki powoli poruszające się po jej skórze napawały prawdziwą Dorę niepokojem i mimowolnie spojrzała na swoje własne ręce, chcąc sprawdzić czy przypadkiem coś nie zmieniło się i u niej, ale była tak samo zielona jak zawsze.



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
27.01.2026, 11:10  ✶  
Różdżka Erika zabłysła, czar został rzucony, niezbyt mocny, ale wciąż udany. I gdy otoczyła go magia, przestał spadać, ale…
Zawisł po prostu w nieskończonej pustce.
Nie było tu żadnego światła, nie widział nawet swojej własnej sylwetki, tak głęboka ciemność go otaczała. Nie słyszał żadnych dźwięków. Gdyby krzyknął, jego głos zdawałby się nie rozchodzić wokół: jakby żaden dźwięk nie mógł tutaj zaistnieć. Mógł sięgać rękami na boki i palce zaciskały się na pustce.
Było tak, jakby pochłonęła go nicość.
*
– To twój umysł – powiedziała ta druga Dora łagodnym głosem, wyciągając ku niej rękę. Tam, gdzie u Crawleyówny znajdowały się zielonkawe plamki, momentami już zaczynające nieprzyjemnie piec, tam u niej widać było ciemne nitki. I jeżeli ta zielona Dora na to pozwoliła, jej odbicie pomogło się jej podnieść. – Nasz umysł. To co kryje się w głębi twojej duszy. Zabawny czar, klątwa, rzucony przez McOlivertów. Jakby to miało wystarczyć, by nas powstrzymać, prawda?
Uśmiechnęła się i to był ten uśmiech, który Dora oglądała w lustrze, zanim w jej twarzy zaszły drobne, ale znaczące zmiany, mające sprawić, że nie rozpoznają jej Borginowie. A w nozdrza Crawleyówny uderzył charakterystyczny zapach: siarki i popiołów. Nie dobiegał nigdzie z pomieszczenia. Jego źródłem była ta druga dziewczyna, naznaczona piętnem czerni.
*

Schody nie wywinęły już Jonathanowi żadnych numerów. Były strome, dość śliskie, ale nie ruszały się, wyglądały normalnie i Selwyn zdołał zejść po nich bez większych przeszkód ku duchowi czarodziejki, odzianej w poszarpane ubranie, naznaczone srebrzystymi plamami. Nie przypominała dziewczyny, którą spotkali w wieży. Mogła być tą, która pokazała Dorze wejście, ale Jonathan nie widział jej wcześniej, nie miał więc w tym względzie pewności. Stała do niego bokiem, tak że przynajmniej początkowo widział jedynie jej profil.
– Pomagałam rzucić na to miejsce klątwy, mające zatrzymać niepowołanych. McBoonom zależało na wykradnięciu naszych tajemnic – powiedziała, a potem na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech. – Oczywiście, to było zanim zamieniliśmy ich w bestie, które interesowało tylko ludzkie mięso – dodała, obracając się ku niemu, i ujawniając zmasakrowany policzek. Wyglądał tak, jakby ugryzło ją coś, co miało bardzo ostre zęby. – Nie mogę ich uwolnić. Jestem tylko duchem.

/Odpisy do 9 rano 31.01/
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#14
31.01.2026, 10:29  ✶  

To było bardzo straszne zdanie, na którego brzmienie Dora rozejrzała się dookoła raz jeszcze, ale dookoła panowała tylko ciemność. Ciemność, której tak się obawiała i która sprawiała, że ciarki pełzły jej po skórze.

Zawahała się wyraźnie, kiedy zobaczyła wyciągniętą do siebie dłoń. Czy powinna z niej skorzystać? Coś w środku krzyczało, że absolutnie nie, ale jakiś cichszy, spokojny głosik powtarzał jej, że to cała istota magii; nie było światła bez cienia. Stojąc w słońcu zawsze rzucało się cień, nawet najmniejszy.

Podniosła się z pomocą samej siebie. Jakie to było dziwne, oglądać się i patrzeć oczami na swoją własną twarz. Tę właściwą i niezmienioną. Nagle poczuła ukłucie zazdrości. Patrzyła na siebie. Prawdziwą siebie. W tym akurat była prawda.

- Czyli... jeśli to czar to wystarczy, że rzucimy wystarczająco dobre zaklęcie, prawda? No chyba, że gdzieś widziałyśmy runy... - rozejrzała się znowu, nieco uważniej, ale mimowolnie zrobiła krok w tył. Zapach nie był intensywny, ale wystarczająco charakterystyczny, by na nowo wzdrygnęła się i zaczęła wątpić.



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#15
31.01.2026, 13:40  ✶  
Przez krótką, zwodniczą chwilę po rzuceniu zaklęcia niemalże uwierzył, że tym razem wszystko zadziałało tak, jak powinno. Poczuł znajome mrowienie w palcach, gdy ładunek energii magicznej popłynął przez włókna jarzębinowej różdżki i skupił się w jej czubku. A potem... Nastąpił moment zawieszenia. W miejscu. Nie spadał już w bezdenną nicość, co w teorii mógłby uznać za sukces, jednak ciemność wokół niego ani drgnęła. Zaklęcie rozpraszające nie rozgoniło jej nawet odrobinę. Wręcz przeciwnie: w chwili, gdy przestał odczuwać już nawet pęd wiatru wywołany lotem w dół, pustka zdawała się na niego napierać na niego z każdej strony.

Nie było w tym nic komfortowego. Z jego gardła wydostawały się pojedyncze jęki, jednak te zdawały się ginąć w otaczającej go przestrzeni, nie dochodząc nawet do jego własnych uszu. Nagłe unieruchomienie tylko potęgowało narastającą panikę, która próbowała rozgościć się w jego sercu. Nawet zaczął łapczywiej łapać oddech, próbując wywalczyć od pustki jakiekolwiek doznanie i chociaż płuca się poruszały, nie słyszał nawet własnego oddechu. Gdziekolwiek był, w czymkolwiek utknął... To było kompletnie nienaturalne. Cisza była totalna, nieludzka.

Jeśli to miało załatwić kwintopedy, to faktycznie wpadli na niezły pomysł, przyznał niechętnie Erik, starając się wykrzywić głowę na tyle, aby móc spojrzeć w górę. Kilka chwil spędzonych w tej klatce wydawało mu się torturą, więc jak mogło to wpłynąć na dzikie magiczne stworzenie? Czy taki był cel tego więzienia? Odizolować jego ofiarę od bodźców zewnętrznych i liczyć, że... Podda się tej pustce? Zacznie robić sobie krzywdę i odgryzie sobie przysłowiową nogę, aby uciec z sideł?

Nie bardzo wiedział, jak z tego wybrnąć na własną rękę. Pustka musiała mieć jakiś wyłącznik, jednak magia rozpraszająca nie zadziałała. Czyżby ta czarna dziura była czymś więcej niż zwykłym zaklęciem? Klątwa wpleciona w ściany podziemi? A może był to efekt jakiegoś rytuału narzuconego na magiczny mechanizm, który zarządzał tą pułapką? Palce Erika raz jeszcze zacisnęły się na różdżce. Przyszło mu do głowy agresywne rozwiązania. Mógł po prostu spróbować cisnąć przed siebie zaklęcie powodujące małą eksplozję. Obawiał się jednak efektów tego zaklęcia w tym miejscu. Czy nie zrobi sobie w ten sposób jeszcze większej krzywdy?

Nie. Zbyt niebezpiecznie, stwierdził po dłuższej chwili, wyrzucając z siebie nieme westchnienie w geście frustracji. Zaczynał też martwić się o resztę zespołu. Czy Dora trafiła do podobnej pułapki? A może Jonathana również pochwycił jakiś mechanizm właścicieli zamku i teraz wszyscy byli uwięzieni. Erik wypuścił powoli powietrze przez usta i ponownie skupił się na swojej różdżki. Tym razem skupił się na wyczarowaniu magicznego ognika - jakiegokolwiek źródła światła, które pomogłoby mu zorientować się w otaczającej go pustce.

(Kształtowanie) Wyczarowanie magicznego świetlika x1
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#16
01.02.2026, 09:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2026, 09:37 przez Bard Beedle.)  
/Odpisy do 9 rano 4.02
Możecie spokojnie wykonać dwie akcje (albo dwa razy rzucić na jedną. Jeśli nie macie żadnego pomysłu, jeden rzut wykorzystajcie na percepcję. Jonathan ze względu na urlop w tej rundzie został pominięty bez konsekwencji, duch czeka jeszcze tę rundę na odpowiedź./

*
Różdżka Erika nawet nie drgnęła, jakby w tym miejscu światło nie miało prawa zaistnieć. Nic się nie zmieniało: Longbottom wciąż wisiał w pustce. I czy nawet gdyby blask rozjaśnił różdżkę, mogłoby to wpłynąć na jego sytuację? Otaczała go nicość i można było zacząć mieć wątpliwości, czy to w ogóle pułapka. Biorąc pod uwagę, jak długo spadał, raczej wątpliwe, aby pod schodami znajdowała się autentycznie tak duża przestrzeń – musiała to być albo jakaś sztuczka, omamiająca umysł… a może upadek zabił go i teraz trafił gdzieś do Limbo, gdzie na wieczność miał pozostać we wszechogarniającej nicości. Bez dźwięków, bez ruchu, bez jakichkolwiek ludzi, samotny na wieki.
*


– Nie ma tu run – powiedziała druga Dora, prawdziwa – fałszywa, z tą autentyczną twarzą, z jej głosem, ale z dziwnie ciemnymi oczyma, otoczona wonią czarnej magii. Uśmiechała się sama do siebie, z jakimś zadowoleniem, jakby to spotkanie dawało jej autentyczną radość, ale kryło się w tym uśmiechu coś szalenie niepokojącego. Mówiła prawdę: gdy sama Dora się rozglądała nie dostrzegała śladów run, a pomieszczenie zdawało się w ogóle jakieś dziwne, jakby światło i cień nie działały tutaj właściwie, jakby coś nie tak było z jego kształtami. Może działały tu zaklęcia, może całe miejsce nie było autentycznie częścią podziemi, do których weszli? To nasz umysł, powiedziała dziewczyna. Może kłamała, a może wszystko działo się tylko w głowie Dory, trafionej jakimś rodzajem zauroczenia?
– Ojej, zwykłe zaklęcia pewnie tu nie wystarczą. Byli w końcu mistrzami klątw. Nieobca była im czarna magia – stwierdziła, ze zmartwieniem wypisanym w tonie, ale nie odzwierciedlającym się w wyrazie twarzy. – Ale wiem, jak się stąd wydostać. Wystarczy, jeśli mnie zabijesz.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#17
03.02.2026, 03:20  ✶  
Nie było tutaj run - bardzo pocieszające, chociaż Dora zastanawiała się czy chodziło o tutaj, w pomieszczeniu, czy może tutaj, w jej głowie. Patrzenie na samą siebie zwyczajnie odrealniało całą sytuację na tyle, że gotowa była wierzyć że nie tyle była to iluzja, co jakieś skomplikowane zaklęcie które kazało śnić. Mógłby to być też bogin. Ale dlaczego był taki ludzki? Dlaczego był wciąż taki delikatny?
Dora cofnęła się o krok, bardziej skonsternowana niż przestraszona, nawet jeśli to nieprzyjemne uczucie pełzało gdzieś pod skóra i skręcało nieco żołądek na widok wędrującej czerni.
Zabić? Ona miała kogoś zabić? Nie, nie kogoś. Samą siebie.
Poczuła ukłucie złości. Lekkie, gdzieś z tyłu głowy, ale nie dające o sobie zapomnieć. Jak ona sama mogła w ogóle mówić coś takiego? Z tą twarzą, prawdziwą twarzą, kiedy codziennie patrząc w lustro zastanawiała się, czy wciąż jest sobą czy może już trochę nie, albo wcale? Chciała by jej oczy były bardziej znajome, tak samo jak nos czy kontury szczęki. Mówiła tak samo, zachowywała się tak samo, ale czuła że bezczelnie porzuciła jakąś część prawdy o sobie, kiedy pozwoliła Brennie zmienić swoją twarz.
- Jeśli jesteś mną, to doskonale wiesz, że nie mogę tego zrobić - zrobiła kolejny krok w tył, ale zamiast przygarbić się pod ciężarem tego wyboru, wyprostowała się. - Mogę się bać co się ze mną stanie, jeśli podejmę złe decyzję, ale nie będę zabijać czegoś, co podobno jest częścią mnie.


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#18
03.02.2026, 20:32  ✶  
Tego już było trochę za dużo, nawet jak na Erika. Zawieszenie w powietrzu trwało zdecydowanie dłużej, niż powinno, a on zaczynał mieć wrażenie, że czas postanowił zatrzymać się wraz z nim. Ciemność nie oferowała żadnej otuchy. Nie był to mrok, jaki znał, chociażby z Warowni czy nocnych spacerów po Dolinie Godryka, czy uliczkach Londynu. Cienie nie rysowały znajomych kształtów, a oczy nie potrafiły się dostosować do wszechogarniającej pustki. Zaklęcia roznosiły się tutaj bez większego echa, jakby nicość pochłaniała je z cichą satysfakcją, zyskując tym samym siłę. Nawet słowa, które wyrzucał z siebie, ginęły nim na dobre, wybrzmiały poza jego własnym gardłem.

Początkowy niepokój przeradzał się w panikę, powoli, lecz nieubłaganie. Powtarzał sobie, że to jedynie złudzenie, tylko gra zmysłów. A jednak pustka zdawała się napierać na niego ze wszystkich stron. Zaciskała się wokół niego, centymetr po centymetrze, próbując uformować coś na kształt niewidzialnej klatki. Nie znosił takich miejsc. Trzeba było nie pchać się pod ziemię, pomyślał przelotnie Longbottom, zaciskając powieki i starając się uspokoić oddech. Rozproszenie iluzji nie zadziałało. Przywołanie światła tym bardziej. Ale przecież musiało tu być coś, co pozwoliłoby mu wyrwać się z tej klatki.

Przecież każda magia pozostawała po sobie jakiś ślad, czyż nie? Zwłaszcza tak stara, która musiała jeszcze znosić ciężar rozpadającego się zamku kilka poziomów wyżej. Musiał się po prostu skupić... Albo liczyć na ratunek. Nie wątpił, że to takowego dojdzie - albo Jonathan uratuje jego i Dorę, albo reszta ekipy przyjdzie do podziemi, aby sprawdzić, co się z nimi stało. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby jednak, gdyby poradzili sobie z tym na własną rękę, czyż nie? Erik wziął głęboki oddech i spróbował się zrelaksować. Wzrok na nic mu się tutaj nie zda, podobnie jak siła fizyczna, toteż pozostał mu w gruncie rzeczy jedynie słuch. Zaczął więc słuchać; kierował powoli głowę od lewej do prawej, starając się wychwycić cokolwiek. Jakikolwiek szmer, który nakierowałby go we właściwą stronę. Drganie symbolizujące osłabioną część iluzji, odległy głos przedzierający się przez zaklęcia wyciszające... Cokolwiek.

(Percepcja) Sprawdzam, czy faktycznie pustka jest taka pusta, jak się z pozoru wydaje x2
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 14
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#19
04.02.2026, 21:30  ✶  
No tak. Była tylko duchem. Rzeczywiście ciężko by było aby cokolwiek udało jej się zrobić. Chociaż skoro była duchem, który najwyraźniej jeszcze za życia miał sporo do powiedzenia w sprawie pułapek to chyba jednak mogła mu pomóc. Chyba, że podobnie jak potwory, były to pułapki, które postanowiły ożyć własn życiem i zbuntować się przeciwko każdemu.
– Tak oczywiście, rozumiem. Przepraszam – uśmiechnął się uprzejmie do ducha, jakby szczerze zmatwiony tym że nie zauważył umarłego stanu kobiety. Teraz natomiast patrzył na ranę na jej policzku i był naprawdę mocno przekonany o tym, że wolałby zrobić wszystko, aby samemu uniknąć takiej przyjemności. – Ale skoro pomagałaś rzucić te klątwy, to chyba wiesz jak można te schody spacyfikować? Jest tu jakiś wyłącznik? Co w ogóle z nimi się stało? Są cali?
Chętnie zadałby jej jeszcze więcej pytań i spróbował zrozumieć czemu, na wszystkich bogów, jej rodzina postanowiła przemienić inny klan w te bestie, ale nie było na to czasu. Bez względu na to czy kobieta mu odpowiedziała na pytamie o, czy nie, o ile nie powiedziała nie rzucaj tutaj żadnych zaklęć bo wszyscy umrzecie, Jonathan najpierw rozejrzał się po otoczeniu w nadziei, że dostrzec coś, co da mu wskazówkę jak powiniej dalej postępować, a potem podszedł ostrożnie do schodów, nie wchodząc jednak na stopnie i spróbował rzucić zaklęcie rozproszenia w nadziei, że to uwolni ich towarzyszy.

Rzut na percepcję III
Rzut Z 1d100 - 9
Akcja nieudana


Rzut na rozproszenie IV
Rzut PO 1d100 - 56
Sukces!
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#20
05.02.2026, 09:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2026, 09:35 przez Bard Beedle.)  
Ciemność była wszechogarniająca, wypełniona ciszą i chłodem, który zdawał się tym dotkliwszy, im bardziej Erik poddawał się panice. W pewnym momencie nawet świadomość własnych kończyn stawała się coraz bardziej przytępiona: palce zaciskały się na różdżce z opóźnieniem, niezgrabnie, nogi… czy w ogóle miał jeszcze nogi…?
Ale…
Choć niczego nie słyszał, niczego nie widział, to gdy myślał o tym, że ratunek na pewno nadejdzie, kiedy uciekał myślami do Dory i Jonathana, do reszty grupy, wobec których nie miał wątpliwości, że będą ich szukać, chłód zdawał się przemijać. Dłoń znów działała jak powinna. Mrok istniał, ale wrażenie, jakby sięgał ku niemu, by go pochłonął, słabło.
Być może odpowiedź kryła się w jego własnym umyśle. Nie mógł być w prawdziwym miejscu, gdzie w zamku coś takiego by się uchowało? Nie dawał rady tego rozproszyć, więc… być może mierzył się z czymś, co tkwiło w jego głowie: z czymś, co w swej naturze przypominało bogina. Z zaklęciem, które działało w podobny sposób, ożywiając lęki.
*

Fałszywa Dora znów się uśmiechnęła, tym razem uśmiechem szczerszym niż wcześniej: jakby coś w wypowiedzi tej prawdziwej się jej spodobało. Może chodziło o to, że Crawleyówna przynajmniej częściowo odgadła naturę tego zaklęcia, klucz, czy raczej jeden z dwóch kluczy, którym był strach.
Teraz trzeba było jeszcze znaleźć sposób na jego pokonanie.
Odbicie uniosło głowę, dokładnie jak Dora, mimikując jej postawę, idealnie, w najdrobniejszych szczegółach, włącznie z ułożeniem rąk, a po chwili też wyrazem twarzy. Przez moment faktycznie było tak, jakby Dora stała przed lustrem,
– W takim razie… zaakceptujesz to? – spytała, spoglądając na Dorę, zanim przestała ją kopiować, i uniosła dłonie, pokazując ciemne nitki, oplatające się wokół palców, a w nos Crawleyówny znów uderzyła woń czarnej magii.
*

– Tylko od nich zależy, co się z nimi dzieje, i będą tak bezpieczni, jak bezpieczni być mogą, mierząc się ze swoimi lękami. Ten czar nie ma zabijać. Ma uwięzić.
Jej głos cichł, w miarę jak mówiła, a gdy Jonathan się odwrócił, jej postać zaczęła migotać, powoli zanikając. Jeśli stworzyła te podziemia, jeżeli była duchem, którego niewiele mogło tu zatrzymać, może wiedziała coś o ich konstrukcji: o kolejnych pułapkach.
O tym, czy ktoś wszedł tutaj przed nimi.
Zaklęcie Selwyna sprawiło, że schody też zamigotały, zupełnie jak widmowa postać za nim. I przez moment widział Dorę i Erika, którzy najwyraźniej po prostu zostali przez nie wciągnięci. Nie spadli daleko: utkwili w ich środku, tuż pod stopniami. Oboje leżeli jednak nieruchomi i bladzi, jakby pogrążeni w bardzo głębokim śnie.

Czy duch zniknie, czy odpowie na jeszcze jedno pytanie
Rzut 1d2 - 2


/odpisy do godziny 9, 8.02 – jeśli ktoś wie, że potrzebuje więcej czasu, niech da znać dzisiaj./
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (3755), Dora Crawford (1763), Erik Longbottom (3634), Jonathan Selwyn (1929)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa