• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[22.10.1972] Another day, another potential disaster | Prue & Benjy

[22.10.1972] Another day, another potential disaster | Prue & Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#11
20.05.2026, 20:07  ✶  

- no i w sumie nie jest chyba tak zupełnie najgorsze... - Starała się brzmieć poważnie, ale nie do końca jej to wychodziło. - No, mam na myśli to, że ta kontrowersja ci raczej służy niż przeszkadza. - Oczywiście to była tylko i wyłącznie jej subiektywna opinia, którą musiała się podzielić, bo czemu by nie. Zdaniem Prue lepiej być kontrowersyjnym, niż nie wzbudzać żadnych emocji, przynajmniej każdy zainteresowany miał jakąś opinię na ten temat, a Benjy nie był pustką kartką papieru, bo albo doceniało się jego metody, albo wręcz przeciwnie. Nie dało się przypodobać wszystkim.

Różnili się odrobinę jeśli o to chodzi. Prudence naprawdę przepadała za swoją ciepłą, nudną posadką w ministerstwie, trupy były stałością w jej życiu, która zapewniała jej wcale nie najgorszy byt. Całą resztą zajmowała się dla siebie samej, w sumie to bardziej dla zdobywania wiedzy, która ją interesowała, bo tej nie dało się nauczyć po prostu z książek. Tylko dlatego zdarzało jej się działać na boku, ale czego nie robi się dla swojego hobby... Nie było winą Prudence, że jej zainteresowania należały raczej do tych nietypowych, o których ludzie woleli nie rozmawiać. Znalazła więc inną drogę, aby je rozwijać. Grunt, że wiedziała jak osiągnąć to, na czym jej zależało.

- Ups? Powinnam się tym przejąć, prawda? - Zamiast tego wzruszyła jedynie ramionami. Cóż, pomysł który mu podsunęła faktycznie nie należał do najbardziej rozsądnych. Nie kłamała przecież jednak na temat jego znajomych, byli specyficzni, nie do końca okrzesani, może był to ich urok, czy coś. Benjy nie bez powodu właśnie nimi się otaczał, czyż nie?

Te pytanie o pracę, o to, jak mu minął dzień, co porabiał nie były wymuszone. Prudence naprawdę chciała wiedzieć, jak to u niego wyglądało. Zależało jej na nim, więc chciała dowiedzieć się jak najwięcej. Być może nie rozumiała wszystkiego, co do niej mówił, ale starała się to w miarę jasno układać w swojej głowie, aby mieć jakieś pojęcie o tym, jak to u niego wyglądało. Zapewne z czasem łatwiej będzie jej to przychodziło, była żoną klątwołamacza ledwie od kilkunastu dni, zresztą nie wydawało jej się, żeby radziła sobie jakoś najgorzej.

Nie spodziewała się, aż takie reakcji na wspomnienie o mężczyźnie, który stronił od kąpieli, sama również parsknęła pod nosem, kiedy Benjy to zrobił. Teraz to faktycznie było całkiem zabawne, zdecydowanie nie zareagowała tak w tamtym momencie, kiedy walczyła z torsjami starając się zachować profesjonalizm. Zresztą poniekąd przez to wolała pracę z dziećmi, one rzadko wpadały na podobne pomysły.

- Dokładnie tak, osiem razy w roku, nie więcej, nie mniej, oooosiem. - Przeciągnęła ostatnie słowo, żeby wybrzmiało bardziej obrazowo. - Ponoć częstsze mycie powoduje zmniejszanie potencjału magicznego, tylko w czasie sabatów jest odgórne zezwolenie od Matki na to, aby się umyć oczyszcza się wtedy aura, jakoś tak to szło. - Był to strasznie przekonujący argument... - Nie masz pojęcia, jakie niosło to ze sobą doznania, szczególnie te zapachowe. - Wierzyła jednak w to, że jej mąż potrafił to sobie wyobrazić, zawsze był bardzo kreatywny, tym razem też na pewno nie mógł jej zawieść.

- i to mi się podoba. - Dodała z uśmiechem. Było jej na rękę to, że nie ciągnął tematu, bo musiałaby zaraz wyciągnąć całą listę argumentów za tym jak bardzo był niesamowity, oczywiście, że miała ją stworzoną w swojej głowie, ale trochę zajęłoby jej wyrecytowanie tego wszystkiego.

- Wiem, że sam je wybrałeś, po prostu chciałam, żebyś wiedział, że są różne opcje, nic więcej, przecież nie wyślę Cię w głuszę na siłę, tak naprawdę to nawet bardziej na rękę będzie mi jeśli tego nie zrobisz, ale nie zamierzam Cię ograniczać. - Po prostu rozumiała to, że każdy miał inne potrzeby, nie miałaby do niego żadnych pretensji, jeśli poczułby, że wzywa go zew przygody, oczywiście tylko na chwilę.

- Również mi się to podoba, niestety pewnych naleciałości zawodowych jest się bardzo trudno pozbyć. - Wcale nie było jej z tego powodu przykro, wręcz przeciwnie - była zadowolona, że tak szybko udało im się dojść do porozumienia, właściwie nie było żadnych negocjacji, ale mniejsza o to, to nie było istotne, chyba nikt nie wnosił sprzeciwu, co oznaczało, że wszyscy byli zadowoleni.

- Pamiętaj tylko, że to Ty zacząłeś ten temat, nie ja. - Zdecydowanie zależało jej na tym, aby mu to nie umknęło. Ona na pewno zapamięta bardzo dokładnie jego słowa i nie zawaha się ich wyciągnąć w najmniej oczekiwanym momencie, chociaż wcale nie ukrywała tego, że była zadowolona z tego pewnego podejścia do sprawy. Być może faktycznie nie zamierzał podejmować już, aż tak wielkiego ryzyka, tylko czy do końca miał na to wpływ? Nie wydawało jej się.

- Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będziesz się martwił o dobro nauki. - Nie mogła tego nie skomentować, tak bardzo nie pasowało do jego osoby to podejście, że musiała się odezwać. Będą mieli już niedługo szansę sprawdzić, czy faktycznie w tym co mówił była chociaż odrobina prawdy, nie chciało jej się w to wierzyć, raczej sądziła, że szybko obalą tę hipotezę.

Później zupa przypomniała o tym, że nadal znajduje się na ogniu, tak właściwie to prawie sama opuściła kuchnię - udało im się na szczęście powstrzymać ją przed tym bardzo głupim pomysłem w odpowiednim momencie. Czuła za sobą jego obecność, nie wiedziała, kiedy właściwie zdążył podejść, ale wiedziała, że tam jest. To wystarczyło, aby nieco ją rozproszyć. Niestety nie do końca jeszcze potrafiła walczyć z tymi emocjami, jakie w niej wzbudzał, może z czasem nauczy się odrobiny asertywności, chociaż pewnie nie, od zawsze był jedyną osobą z którą nie do końca potrafiła walczyć, mimo, że z boku mogło to wyglądać nieco inaczej, przynajmniej w momencie, w którym strzelali w siebie piorunami z oczu.

- Sugerujesz, że jestem łatwa? Nieźle. - Wyciągnęła z tego, co miał do powiedzenia to, co wydawało się być dla niej najbardziej istotne. Czuła jego oddech na swojej szyi i to wcale nie ułatwiało jej skupienia się na tym, co właśnie robiła, postanowiła się odwrócić, właściwie to spojrzeć przez ramię, skoro ta dramatyczna, kuchenna sytuacja została opanowana. Mogła pozwolić sobie teraz na odrobinę rozproszenia.

- Na policzku? - Powtórzyła za nim, kiedy dotknął opuszką palca jej twarzy. Dopiero po krótkiej chwili zorientowała się, że faktycznie starcie ze złośliwym bytem pozostawiło ślad na jej policzku. - Ach, to, powiedzmy, że kogoś dzisiaj zdenerwowałam, w sumie to chyba nie ja, po prostu był wkurzony, wpadłam na poltergeista i postanowił wyładować na mnie swoją nienawiść do świata, trafił mnie widelcem, a może to była łyżka? Nie jestem pewna, bo strasznie szybko leciało. - Nie chciała się nad tym rozwodzić, bo właściwie to nie było nic wielkiego.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5476), Prudence Fenwick (4748)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa