27.07.2026, 19:35 ✶
Othello żałował, że zaklęcie nie zadziałało. Czemu magia zdecydowała się nie współpracować, kiedy tak bardzo pragnął zrobić ojcu krzywdę? Nóż miał zostać upuszczony, oczywiście. Broń spacyfikowana. Ale nie o to przecież chodziło, prawda? Ważniejsza była krzywda, którą by mu wyrządził. Zamiast tego jedynie się skompromitował. Dla ojca on i jego rodzeństwo byli żałosnym ścierwem. Kimś, kogo gotów był zaatakować nożem. Odys, Odile, Othello – trzy błędy chodzące po ziemskim padole. Żadnej wartości, żadnego celu.
Siostra ich stamtąd wyniosła. Minęła chwila, świat rozmazał się i nagle znaleźli się poza Mauzoleum Fawleyów. Przy śmietnikach, tam gdzie ich miejsce. Jednak nawet mugolski Londyn, śmierdzący i zanieczyszczony, był lepszy od towarzystwa obszczymordy zwanej Williamem Fawleyem. Odys zwymiotował. Nigdy dobrze nie znosił teleportacji. Othello odsunął się od niego instynktownie, by wymiociny nie dostały się nigdzie na jego buty czy ubranie.
– Czy zawsze będziemy po prostu uciekać? – zapytał rodzeństwa, gdy już mieli kierować się do chińskiej knajpy. – Dajemy mu wygrać. Pokazać, że rodzinna spuścizna nie jest nasza. To my powinniśmy być teraz w Mauzoleum, a on powinien co najwyżej gnić w jego najgłębszych odmętach. – Jego głos zadrżał. Wściekłość wydarła się zza fasady. Kosmyki włosów opadły na czoło, po policzku spłynęła pojedyncza łza. Othello szybko ją otarł, odgarnął włosy z czoła. Przywołał się do porządku. – Idźmy do tej waszej knajpy. Byłem tam kiedyś. Za dopłatą możemy zamknąć się w pokoju i palić opium przez resztę wieczoru.
Najlepszą opcją na tę chwilę było otępić zmysły. Osunąć się w otchłań słodkiego zapomnienia. Nie myśleć o ojcu, o matce. O rodzeństwie też niespecjalnie, mimo ich obecności.
Siostra ich stamtąd wyniosła. Minęła chwila, świat rozmazał się i nagle znaleźli się poza Mauzoleum Fawleyów. Przy śmietnikach, tam gdzie ich miejsce. Jednak nawet mugolski Londyn, śmierdzący i zanieczyszczony, był lepszy od towarzystwa obszczymordy zwanej Williamem Fawleyem. Odys zwymiotował. Nigdy dobrze nie znosił teleportacji. Othello odsunął się od niego instynktownie, by wymiociny nie dostały się nigdzie na jego buty czy ubranie.
– Czy zawsze będziemy po prostu uciekać? – zapytał rodzeństwa, gdy już mieli kierować się do chińskiej knajpy. – Dajemy mu wygrać. Pokazać, że rodzinna spuścizna nie jest nasza. To my powinniśmy być teraz w Mauzoleum, a on powinien co najwyżej gnić w jego najgłębszych odmętach. – Jego głos zadrżał. Wściekłość wydarła się zza fasady. Kosmyki włosów opadły na czoło, po policzku spłynęła pojedyncza łza. Othello szybko ją otarł, odgarnął włosy z czoła. Przywołał się do porządku. – Idźmy do tej waszej knajpy. Byłem tam kiedyś. Za dopłatą możemy zamknąć się w pokoju i palić opium przez resztę wieczoru.
Najlepszą opcją na tę chwilę było otępić zmysły. Osunąć się w otchłań słodkiego zapomnienia. Nie myśleć o ojcu, o matce. O rodzeństwie też niespecjalnie, mimo ich obecności.
Książę ciemności
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.
Kiedy nareszcie zaśniesz, piękna pomrocznico,
W głębinie mauzoleum czarno-marmurowej,
Co wystarczy ci tedy za strojną alkowę,
I kiedy dół wilgotny ci będzie łożnicą.