31.08.2026, 16:02 ✶
Zachowanie Prue wcale mnie nie dziwiło, chociaż przez chwilę patrzyłem na nią z tym samym wyrazem twarzy, z którym zwykle przyjmowałem jej najbardziej „oczywiste” stwierdzenia. Mogłem ukrywać przed nauczycielami, że zrobiłem coś głupiego, mogłem udawać przed innymi Gryfonami, że nic mnie nie ruszało, ale przed Prue nie miało to większego sensu - ona i tak by to zauważyła - chcąc nie chcąc, musiałem pozwolić jej działać, a ona najwyraźniej zamierzała potraktować mnie jak człowieka, który właśnie wrócił z pola bitwy, a nie chłopaka, który przewrócił się podczas własnego eksperymentu.
- Wem. - Mruknąłem trochę ciszej niż wcześniej, bo szczęka zdecydowanie przypominała mi o swoim istnieniu. - Thylko moszesz mi pozwolić chashem ci podśhiękować… Nje mushish robić sh thego fielkhiej sheszy. - Przełknąłem ślinę i skrzywiłem się lekko, bo nawet to nie było szczególnie przyjemne. - No’ok? - Upewniłem się, ocierając krew z kącika ust i otrzepując z ramienia trochę trawy, która natychmiast przykleiła mi się do drugiego rękawa.
Nie podobało mi się jednak, że próbowała brać na siebie odpowiedzialność za to, co zrobiłem, zwłaszcza że doskonale wiedziałem, kto stał na tym mostku i kto uznał, że trzy salta brzmiały jak znakomity pomysł, ale wyjątkowo nie miałem siły z nią o tym dyskutować, przynajmniej dzisiaj.
- Jashne, szee powthóshymy! - Wysepleniłem zdecydowanie, zanim zdążyłem się powstrzymać przed ponownym otwarciem gęby, chociaż obolały język i warga natychmiast pożałowały tego zrywu. Miałaby mnie powstrzymać jakaś wywrotka i teoretycznie zaprzepaszczony czas? Ani myślałem odpuścić!
Spojrzałem na mostek, potem na jezioro i na miejsce, w którym przed chwilą leżałem.
- Mmfmm. - Mruknąłem tylko, bo każde kolejne zdanie powodowało niepotrzebne poruszanie szczęką, potem wskazałem palcem na jej kieszeń, w której schowała ząb w woreczku, a następnie na nią, dając jej do zrozumienia, że przynajmniej eksponat ocalał, uznając, iż nie musiałem mówić, żebyśmy oboje wiedzieli, o co mi chodziło. Ciężar jej ramienia tuż obok był czymś równie ratującym życie, co niewygodnym dla mojej obolałej dumy, ale w głębi duszy byłem strasznie wdzięczny, że nie musiałem kuśtykać do brzegu zupełnie sam. Prawdziwe wyzwanie nadeszło jednak chwilę później, gdy z ust mojej towarzyszki padło to jedno stwierdzenie o braku sekretów i braku ukrywania czegokolwiek - momentalnie poczułem, że obok pieczenia w ustach i łupania w kolanie pojawiło się także zdradzieckie ukłucie sumienia, które zakłuło znacznie bardziej niż mógłbym to sobie wyobrażać…
- Phafda, phawda… - Wybąkałem pod nosem, gwałtownie unikając jej wzroku i koncentrując całą uwagę na kępie trawy tuż przed swoimi butami. No jasne, że ukrywałem! Przecież gdyby dowiedziała się o absolutnie każdym moim siniaku, obiciu czy podkręceniu, obłożyłaby mnie poduszkami w nietoperze i zabroniła wychodzić z dormitorium, zresztą, bycie najlepszym przyjacielem z definicji wymagało sporej dawki taktycznego przemilczania spraw, żeby nie przyprawić jej o zawał serca. Nie odezwałem się więc już ani słowem - w końcu sama przed chwilą kazała mi milczeć, więc z czystym sercem uznałem to za idealną wymówkę, żeby nie skłamać jej wprost w oczy - zamiast tego, wspierając się na jej ramieniu, kuśtykając, szybszym krokiem ruszyłem w stronę chłodnego brzegu jeziora…
- Wem. - Mruknąłem trochę ciszej niż wcześniej, bo szczęka zdecydowanie przypominała mi o swoim istnieniu. - Thylko moszesz mi pozwolić chashem ci podśhiękować… Nje mushish robić sh thego fielkhiej sheszy. - Przełknąłem ślinę i skrzywiłem się lekko, bo nawet to nie było szczególnie przyjemne. - No’ok? - Upewniłem się, ocierając krew z kącika ust i otrzepując z ramienia trochę trawy, która natychmiast przykleiła mi się do drugiego rękawa.
Nie podobało mi się jednak, że próbowała brać na siebie odpowiedzialność za to, co zrobiłem, zwłaszcza że doskonale wiedziałem, kto stał na tym mostku i kto uznał, że trzy salta brzmiały jak znakomity pomysł, ale wyjątkowo nie miałem siły z nią o tym dyskutować, przynajmniej dzisiaj.
- Jashne, szee powthóshymy! - Wysepleniłem zdecydowanie, zanim zdążyłem się powstrzymać przed ponownym otwarciem gęby, chociaż obolały język i warga natychmiast pożałowały tego zrywu. Miałaby mnie powstrzymać jakaś wywrotka i teoretycznie zaprzepaszczony czas? Ani myślałem odpuścić!
Spojrzałem na mostek, potem na jezioro i na miejsce, w którym przed chwilą leżałem.
- Mmfmm. - Mruknąłem tylko, bo każde kolejne zdanie powodowało niepotrzebne poruszanie szczęką, potem wskazałem palcem na jej kieszeń, w której schowała ząb w woreczku, a następnie na nią, dając jej do zrozumienia, że przynajmniej eksponat ocalał, uznając, iż nie musiałem mówić, żebyśmy oboje wiedzieli, o co mi chodziło. Ciężar jej ramienia tuż obok był czymś równie ratującym życie, co niewygodnym dla mojej obolałej dumy, ale w głębi duszy byłem strasznie wdzięczny, że nie musiałem kuśtykać do brzegu zupełnie sam. Prawdziwe wyzwanie nadeszło jednak chwilę później, gdy z ust mojej towarzyszki padło to jedno stwierdzenie o braku sekretów i braku ukrywania czegokolwiek - momentalnie poczułem, że obok pieczenia w ustach i łupania w kolanie pojawiło się także zdradzieckie ukłucie sumienia, które zakłuło znacznie bardziej niż mógłbym to sobie wyobrażać…
- Phafda, phawda… - Wybąkałem pod nosem, gwałtownie unikając jej wzroku i koncentrując całą uwagę na kępie trawy tuż przed swoimi butami. No jasne, że ukrywałem! Przecież gdyby dowiedziała się o absolutnie każdym moim siniaku, obiciu czy podkręceniu, obłożyłaby mnie poduszkami w nietoperze i zabroniła wychodzić z dormitorium, zresztą, bycie najlepszym przyjacielem z definicji wymagało sporej dawki taktycznego przemilczania spraw, żeby nie przyprawić jej o zawał serca. Nie odezwałem się więc już ani słowem - w końcu sama przed chwilą kazała mi milczeć, więc z czystym sercem uznałem to za idealną wymówkę, żeby nie skłamać jej wprost w oczy - zamiast tego, wspierając się na jej ramieniu, kuśtykając, szybszym krokiem ruszyłem w stronę chłodnego brzegu jeziora…
Koniec sesji
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)