• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[28.10.1972] You take me apart and I'm whole

[28.10.1972] You take me apart and I'm whole
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#11
6 godzin(y) temu ✶  

—  Życie podobno pisze najlepsze scenariusze — wymruczał tylko w odpowiedzi. — Ale smok nie brzmi tak źle, zastanowię się na tym — dodał jeszcze łaskawie, a kąciki ust drgnęły ku górze. Sam niespecjalnie przepadał za romansami, a jego wiedza została nabyta nie przez własnoręczne ich kartkowania, a raczej przez słuchanie co inni mieli do powiedzenia na ten temat. — Szczerze to nie wsłuchiwałem się zanadto co z nimi, po tym jak zerwaliśmy naszą więź — wzruszył ramionami. W momencie kiedy przestał to być jego problem to stracił zainteresowanie wątkiem. Nie było to nic, co aurorzy mogliby wziąć na tapetę, a do zajęcia się tematem właściwsi byli klątwołamacze. — Juliette z Biura Aurorów — odpowiedział bez mrugnięcia okiem. — Ale będzie dym, bo połowa biura zastanawia się, z kim się zaręczyła po Beltane, a nie chce się przyznać — zaśmiał się nawet, bo według niego był to całkiem ciekawy scenariusz. Co prawda Everlight pewnie nie byłaby zadowolona z takiego obrotu spraw, ale na pewno by mu wybaczyła. Kiedyś.

Widać było, że jego myśli gnają w stronę tego, co najbardziej mogłoby namieszać i zwrócić uwagę, co stanowiło kontrast do tego, jak skulił się w sobie na swój sposób, nagle jakby zmęczony i potrzebujący jakiegoś wsparcia, którego nie wiedział u kogo innego szukać.

Milczał przez dłuższą chwilę, czując jak palce przeczesują jego włosy i jednocześnie będąc absolutnie przekonanym, że przygląda mu się teraz nieco uważniej. On nie chciał patrzeć, chyba trochę obawiając się, że ucieknie w swój dar. Otworzy szeroko oko i dostrzeże tam coś, czego wcale nie chciał. Czy było to uzasadnione? Pewnie nie. Na pewno nawet, bo zdążył poznać Brennę na tyle, by wiedzieć czego się po niej spodziewać. Gdyby było inaczej, pewnie nie przyszedłby tutaj, układając głową niby na poduszce i oplatając jej nogi przedramieniem.

— Napisał w nim jedną rzecz… i ta jedna rzecz jest gorsza od wszystkiego innego — powiedział wreszcie, czując jak ściska go nieco w gardle. — Napisał, że gdyby mógł powtórzyć całe swoje życie od początku, to znowu by się ze mną zaprzyjaźnił. Znowu czekałby w Ministerstwie, znowu znosiłby te durne docinki… — zacisnął na moment zęby, czując jak jakaś mieszanka żalu wzbiera w nim na nowo, ale teraz mieszała się w większej ilości z rezygnacją, niż złością. Może przywalenie Rosierowi faktycznie pomogło, a może nie miał już siły. — Nie przeprosił, nie miał zamiaru się usprawiedliwiać, po prostu napisał, że chciałby wierzyć, że kiedyś mu wybaczę.

A potem zamilkł na nowo, nie trzymając już kostek lodu, bo te wylądowały na podłodze, tylko ją. Wtulając się nieco mocniej i nie bacząc na to, że może nie powinien bo na nowo czuł ukłucie bólu. Ten typ był jednak o wiele bardziej znajomy. Posiadał źródło, zamiast rozsadzać od środka i rozrywać na kawałki.

— Wiem, że powinienem go za to wszystko nienawidzić. Wiem, że tak byłoby lepiej. Chcę tego, ale… ja chyba nie mogę.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
1 godzinę temu ✶  
– Wydaje mi się, że wygasły nawet tam, gdzie ich nie zerwano, choć większość poszła do klątwołamaczy. A przynajmniej nie słyszałam, by ktoś się skarżył, chociaż kilka znanych mi osób wzięło w nich udział.
Ale i ona nie zwracała na to wielkiej uwagi: po prawdzie zwyczajnie miała na głowie tysiąc innych spraw, i to że ktoś pluł kwiatami mogło ujść jej uwadze. Była jednak niemal pewna, że ten problem nie dotyczył nikogo w najbliższym jej otoczeniu.
– Mam robić scenę zazdrości o zaręczoną dziewczynę? Mógłbyś chociaż wybrać Cressidę. Jestem pewna, że przyglądała ci się na ostatnim balu – parsknęła, bo może nie rozpoznała twarzy, ale fryzurę… fryzurę to już.
Wszelkie myśli o wielkiej fryzurze Cressidy Avery uleciały jednak szybko z głowy Brenny, bo temat stał się poważny. I doskonale wyjaśniał, dlaczego Atreus trafił na jej próg w środku nocy.
- Przyjaźń i miłość są skomplikowane. Nie odchodzą od razu nawet, jeśli ktoś robi coś, czego nie możemy wybaczyć - powiedziała cicho, dalej przesuwając dłonią po jego włosach, rozczochranych po tej nocy, wciąż przesiąkniętych wonią i dymu, i nocnego powietrza.
Czy sama czasem nie patrzyła na ludzi, których kochała i nie bała się, co zrobili, co mogliby zrobić? Na ile rzeczy przymknęłaby oka, a na ile by nie potrafiła, ale rozdzierałoby ja to od środka? Były rzeczy, których darować nie mogła i nie chciała: ale nie oznaczałoby to, że ot tak wszystko by odeszło. Och, widywała różne przypadki. Mogła pogardzać człowiekiem, który bronił kolegi gwałciciela, bo przecież przyjaźń powinna być najważniejsza, to taki miły chłopak, nie wolno przekreślać jego życia, taki obiecujący, to przecież tylko potknięcie. Ale już nie kimś, kto go nie bronił, ale kogo to bolało. Kto nie umiał całkiem zapomnieć o tym, kim ten człowiek był dla niego.
Chciałaby nienawidzić Anthony'ego Borgina, powinna go nienawidzić i jakoś nie umiała.
Nawet gdyby trzecie oko Atreusa znów się teraz otworzyło, nie miałoby to znaczenia: nie było w aurze Brenny niczego, co by ukrywała. Co mogłoby się w niej znaleźć oprócz uczuć wobec niego, jakiegoś żalu i całego morza smutku wywołanego tym, co rozdzierała ta wojna?
- Myślę, że oni obaj chętnie zmieniliby wiele rzeczy, ale nie przyjaźń z tobą - stwierdziła, wciąż cicho. Przynajmniej jeszcze nie. Nie, póki nie pochłonęła ich czarna magia. Nie, póki coś czuli. Mogła wiele zarzucać Borginom, mogła nienawidzić Stanleya i wkurzać się na Anthony’ego, ale ich przywiązanie do przyjaciela było prawdziwe. – Ale nie sądzę, by naprawdę chciał też odkupić winy.
Bez wyznania i odkupienia win nie mogło być i przebaczenia, chyba nie wierzyła, że Stanley Borgin zrobi coś poza braniem na siebie kolejnych i kolejnych. Dokonał wyboru ścieżki, z której bardzo ciężko było się zawrócić.
Pochyliła się lekko, oplatając go ramionami, na tyle, na ile dało się w tej dziwnej pozycji. Nie wiedziała, co innego mogłaby zrobić: czasem bolało za bardzo, aby jakiekolwiek słowa mogły pomóc.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (2719), Brenna Longbottom (2159)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa