• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[18/03/1972] Różdżka dla Godryka || Theodore & Fergus

[18/03/1972] Różdżka dla Godryka || Theodore & Fergus
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#11
25.01.2023, 18:18  ✶  
Theodore bardzo chętnie wykorzystywał każdą, nawet najmniejszą okazję do śmiechu. Co więcej, był typem osoby, która szukała okazji do śmiania się nawet wtedy, gdy nie było ku temu dobrego powodu. Bardziej od tego lubił tylko gdy inni ludzie dobrze się czuli w jego towarzystwie, więc śmiech Fergusa był niczym solidny zastrzyk endorfin. Oparł się oburącz o ladę, próbując trochę opanować samozadowolenie.
- Może rzeczywiście „normalniejsza” to nie było odpowiednie słowo, ale chyba się zgodzisz, że w Hogwarcie przydałoby się kilka zmian – przyznał, wciąż chichocząc pod nosem radośnie. To, co rozumiał przez pojęcie normalne, rzadko pokrywało się z wyobrażeniem tego słowa u innych ludzi. Byli zbyt poważni, by zrozumieć, o ile świat byłby lepszy, gdyby choć trochę odpuścić. Wystawił przed siebie dłoń i na palcach zaczął wyliczać wszystkie niezbędne zmiany w szkole.
- Wróżbiarstwo należałoby usunąć całkowicie. Zamiast tego dorzucić zajęcia z Gargułków i Eksplodującego durnia. Historię przedstawiać w zabawniejszy sposób. Pozbyć się możliwości dostania punktów ujemnych za złe zachowanie. Dobudować w szkole kilka sal relaksacyjnych z wygodnymi sofami i grającą nastrojową muzyką, w których można by spędzać czas z przyjaciółmi – wymienił, a jego palce poruszały się w rytm jego słów. Czy to było wszystko, co można by zrobić, by poprawić los uczniów? Pewnie nie, ale był to dobry początek. Idea Fergusa zaś spodobała mu się tak bardzo, że aż potarł dłonie z zapałem.
- No i to bardzo dobry pomysł. Zajęcia teatralne. Nauczyłbym przy okazji dzieciaki jak wiarygodnie kłamać, że się nie ściągało na sprawdzanie - stwierdził, a na jego ustach wykwitł życzliwy, z całą pewnością niepodejrzany uśmiech. Szkoda by było, gdyby jego wiedza się zmarnowała. Powinien przekazać ją następnym pokoleniom.
- Hmm… Sam nie wiem – stwierdził z zamyśleniem i pochylił się, by przyjrzeć się znajomemu najpierw z lewej strony, a później z prawej. Gdyby tylko znał się lepiej na męskich kanonach piękna, to mógłby lepiej mu doradzić. Lovegood trzymał się niedługich włosów, bo wydawało mu się, że bardziej się to podoba płci przeciwnej, ale istnieli muzycy z długimi włosami, którzy byli uznawani za atrakcyjnych i modnych. Theodorowi ciężko było zdecydować, co poradzić. - Wiesz co, chyba najważniejsze jest czuć się dobrze i pewnie ze swoimi włosami, niezależnie od tego, jaką mają długość. Czy kiedyś ci przeszkadzały? Czy czułeś się przez nie niekomfortowo? - wypytał go, przyglądając się wciąż fryzurze chłopaka. Theodore zaczął dochodzić do wniosku, że lepiej prezentowałyby się, gdyby były staranniej uczesane, ale nie miał zamiaru nakłaniać go do zmiany, jeśli właśnie takie włosy mu odpowiadały.
- To ciekawe. Jak przebiega proces tworzenia różdżek? - pociągnął za język Fergusa, pochylając się lekko z zainteresowaniem. Nie chciał wykradać podstępem żadnych sekretów Ollivanderów. Chciał zobaczyć, czy jak duże podobieństwa istniały między kreatywnością na scenie a kreatywnością w procesie rzemieślniczym. Może między zajęciami jego i Fergusem było więcej podobieństw, niż początkowo przypuszczał?
- No właśnie, dlatego nasze przedstawienie jest bardzo potrzebne i trzeba zrobić wszystko, by wyszło jak najlepiej. Żeby ludzie uwierzyli, że jest na tym świecie jeszcze miejsce dla honoru, waleczności, sprawiedliwości – stwierdził w odpowiedzi na wspomnienie o ciężkich czasach, w jakich żyli. Choć starał się unikać złych wiadomości i skupiać się na pozytywach, to nawet do niego docierały przykre informacje o narastającym konflikcie. Theodore przyjąłby każdą rolę, ale w głębi duszy cieszył się, że grał w spektaklu, w którym pozytywną postacią jest Godryk, a nie Salazar, i że treść scenariusza może przynieść ludziom trochę ulgi.
Nachylił się nad kartką i obserwował artystę w akcji. Z początku nie chciał wchodzić z butami w jego proces twórczy, gapił się na pojawiające się i znikające elementy różdżki, ale zapytany nie mógł się powstrzymać, by dorzucić swoje trzy grosze.
- Podobają mi się rubiny. Można by dorzucić taki jeden, duży, gdzieś tutaj – mówiąc to wskazał miejsce na rysunku, na rękojeści różdżki – Ale za to nie jestem fanem srebrnego koloru. Barwami Gryffindoru są czerwień i złoto. Czy dałoby radę, zamiast posrebrzyć, dodać trochę złota? - spytał, ale równocześnie poklepał Fergusa po ramieniu bardzo zadowolony i uśmiechnięty, bo poza tym jednym szczegółem wszystko, co usłyszał, bardzo mu się podobało. Wiedział, że poprosił o pomoc właściwą osobę.
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#12
28.01.2023, 19:06  ✶  
Nie potrafił sobie przypomnieć sytuacji, w której nie czułby się swobodnie w towarzystwie Lovegooda. Rozsiewał wokół siebie taką aurę, że człowiek automatycznie się otwierał i pozwalał sobie na więcej, zwłaszcza w kwestii żartów.
- Kilka? Tam trzeba by zrobić generalny remont metaforycznie i dosłownie. Zwłaszcza schodów! Powinny cię wozić w górę, a nie zmuszać do jeszcze dłuższego spaceru – fuknął, wspominając w głowie, jak wypluwał sobie płuca podczas wspinaczek na chociażby Wieżę Astronomiczną. A że kondycję miał żadną, a na dodatek razem z Saurielem zaczęli dość szybko palić, chowając się za szklarniami, to i się męczył dwa razy bardziej, niż pozostali uczniowie. Z drugiej strony nauczyciele nie wymagali żadnego wysiłku od nikogo poza graczami quidditcha, więc przy tych wszystkich posiłkach w Wielkiej Sali i z ruchomymi schodami wożącymi każdego, uczniowie raczej by się toczyli, aniżeli spacerowali.
- Wróżbiarstwo ogólnie należałoby całkiem wymazać z istnienia w historii magii – zauważył, znów wywracając oczami na te wszystkie horoskopy, które przez lata czytała mu Nora. Szkoda, że nic z tego się nigdy nie spełniło. Czarownicy najwyraźniej nie było stać na odpowiedniego wieszcza i posiłkowali się byle dziennikarzami bez talentu. – Nie wydaje mi się, żeby musieli cokolwiek dobudowywać. Wystarczyłoby przerobić te wszystkie pomieszczenia, które stoją puste. Wyszłoby tak ze sto tego rodzaju sal. Wagary też byłyby dzięki temu przyjemniejsze.
Aż zaczynał żałować, że szkołę skończył niemal dziesięć lat wcześniej, bo sama ta wizja na pewno sprzyjałaby nauce. Rozsiadałby się wygodnie, słuchając Bowiego i czytając o najróżniejszych artefaktach i odkryciach archeologicznych. Zapomniałby o świecie istniejącym wokół niego, pochłonięty w całości nauką tego, co go naprawdę interesowało. Utopijna wizja bez możliwości spełnienia.
- Nawet ja nie ściągałem na testach – zauważył, wywracając przy tym oczami, po czym zmierzył Theodore’a wzrokiem. Budził się w nim dawny Krukon, który pomimo wielu grzeszków na koncie, do nauki jednak chociaż trochę się przykładał. Może z wyjątkiem eliksirów, podczas których nawet nie tyle oczekiwał, co wręcz potrzebował pomocy Nory. Nie odziedziczył talentu po matce, co zawsze przyjmowała z bólem.
- Czuję się niekomfortowo, kiedy tak mi się przyglądasz – przyznał, odsuwając się nieco od niego, gdy Lovegood pochylił się w jego stronę. – Ale wychodzi na to, że zostają takie, jak są.
Gdyby je ściął, właściwie spełniłby oczekiwania ojca, a do tego zdecydowanie nie dążył. Wręcz przeciwnie, chciał go wkurzać tak długo, jak Garrick Ollivander miał siły irytować się na własnego syna. I sprawiało mu to niemałą satysfakcję, biorąc pod uwagę, jak bardzo niedoceniany Fergus był w tym sklepie.
- Hmm, cały sekret polega na tym, że Ollivanderowie nie zdradzają swoich tajemnic – odparował, pokazując mu język, bo w jego towarzystwie dostawał dziwnej głupawki. To dobry nastrój Lovegooda tak mu się udzielał, sprawiając, że i humor od razu stawał się lepszy. – Ale jest coś, co cię może zainteresować. Zauważyłeś, że każda różdżka jest inna? Nie w kontekście drewna czy rdzenia, bo to prędzej czy później się w końcu powtórzy. Ale z wyglądu. To jest sztuka, bez wizji i talentu stworzysz ledwie patyk, który przy odrobinie koncentracji może nawet będzie prosty. Czasami improwizujesz, czasami pomysły wpadają wcześniej – mówiąc to, wskazał na notatnik, w którym spisywali wszystkie pomysły na różdżkę dla Godryka Gryffindora. – Czasami to godziny roboty. Rdzeniem zajmujesz się dopiero na końcu, bo jeśli coś nie wyjdzie, to po co go marnować.
Jego dziadek zawsze improwizował, zwłaszcza w ostatnich latach swojego życia. Ojciec zapisywał pomysły, rysował swoje wizje na pergaminie i dopiero potem zabierał się do pracy. A Fergus? Bywało różnie, starał się łączyć obydwie metody, dodając coś od siebie, co czasami kończyło się fiaskiem. Zwłaszcza, gdy dłuto omsknęło mu się w dłoni. Nie potrafił nawet zliczyć, ile kawałków drewna kończyło ostatecznie w kominku jako opał tylko dlatego, że coś mu krzywo wyszło. Żadna czysto krwista maruda nie kupiłaby różdżki z nawet najdrobniejszym defektem. Potrafili przychodzić na wymianę lub naprawę z byle pierdołą. A z drugiej strony bagatelizować zagrożenie takie jak wystający rdzeń czy złamanie.
- Jak tak o tym mówisz, to nawet zaczynam doceniać wizję reżysera z tą mugolaczką – odparł po chwili zastanowienia, odrywając się od rysunku, który tworzył na nowo po tym, jak wymazał smocze łuski. – Możecie mieć racje, że coś takiego się przyda, zwłaszcza teraz, kiedy ludzie boją się czasem wyjść na ulicę bez towarzystwa.
Nie przekonywałby większości z nich do waleczności, ale istnienie sprawiedliwości było akurat ważnym konceptem. A jeśli Ministerstwo Magii było dość nieudolne w prowadzeniu kampanii na ten temat, to może sztuka teatralna prędzej trafi do ludzi. Wątpił, by ewentualni naśladowcy tego całego Czarnego Pana w ogóle się na nie udali, ale może pocztą pantoflową ruszyłoby to nieco dalej.
- Żaden problem, zrobimy złoto – stwierdził, rysując strzałkę w kierunku różdżki i zapisując surowiec niedaleko informacji o tym, jakiego drewna użyją. Zaraz po tym dorysował rubin w miejscu, które wskazał palcem Lovegood. – Mam znajomą, która tworzy biżuterię. Może udałoby mi się od niej zdobyć taki kamień. A gdyby zrobić pasującą broszkę dla tej twojej mugolaczki? Z identycznego kamienia, może w kształcie róży, tak dla romantyzmu, skoro już o tym wspominałeś.
Zastanawiał się dalej nad konceptem, oparty o blat i wpatrujący w szkicownik tuż przed nim. Umieszczenie takiego kamienia nie było łatwym zadaniem, ale czego się nie robi dla znajomych, zwłaszcza gdy tak ładnie proszą. – Będziesz chciał mi pomóc, czy wolisz pozostać na wizji i zostawić mi robotę? – dopytał jeszcze, unosząc wzrok na Theodore’a i mimowolnie odwzajemniając jego szeroki uśmiech. Z takimi ludźmi mógł współpracować. Nie znosił osób, które jedyne, co potrafiły odpowiedzieć, to: jak uważasz.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#13
02.02.2023, 17:41  ✶  
- Schody to jeszcze nic! Wystarczyłoby uchylić zakaz latania na miotle wewnątrz szkoły, by rozwiązać ten problem. Za to koniecznie potrzebne jest przemeblowanie obrazów. Czemu na widoku są tylko te nudne, wiecznie śpiące lub cały czas plotkujące? W przeciągu setek lat nie było choć kilku ciekawych czarodziei? - zauważył, poruszać kolejny ważny temat. Z punktu widzenia Theodore do tej pory sławnymi stawali się jedynie nudziarze. Dla niego interesujący byłby gość, który zdołał być w siedemnastu związkach naraz i nikt się nie połapał, a nie taki, który odnalazł i opisał jakąś unikatową gwiazdę na niebie lub odkrył magiczną właściwość jakieś liczby. Czy naprawdę ciężko było znaleźć bardziej interesujące osobistości dla dzieciaków?
- Chętnie wykopałbym nauczycielkę wróżbiarstwa z Hogwartu. I powiedziałbym przy tym, że powinna przewidzieć, że tak się stanie – stwierdził radośnie podekscytowany, że ktoś podziela jego ostre poglądy w kwestii wróżb. Zero litości dla tarotowych hochsztaplerów.
- Naprawdę? To tak w ogóle się da? - Westchnął głośno, trochę zszokowany jego sekretem. Jak tak można było, przez siedem lat ani razu nie ściągać? Przecież to wołało o pomstę do nieba. To była jakaś abominacja. Jak on w ogóle funkcjonował, jak on to wszystko pozdawał? Tylko krukon mógłby coś takiego wymyślić, bo skromnemu puchonowi takiemu jak Theodore to się nie mieściło w głowie.
- Przepraszam - odparł trochę skruszonym tonem, bo co jak co, ale nie chciał, by ktokolwiek czuł się przy nim niezręcznie. Wycofał się, wyprostował plecy, przestając się w niego wgapiać. Zaraz potem uśmiechnął się po raz kolejny - No i klawo! Niech służą ci jak najdłużej - dodał szczęśliwy, że towarzysz wybrał fryzurę, która będzie go najbardziej uszczęśliwiać.
Kiwnął porozumiewawczo głową, rozumiejąc wszystko, zupełnie tak, jakby od tego momentu dzielili wspólny sekret. Uśmiechnął się szeroko, bo było dla niego dosyć zabawne to, jak mimo bardzo różnych profesji artysta z artystą zawsze znajdzie wspólny język.
- To bardzo podobne do odgrywania postaci – zauważył przyglądając się przez chwilę ich na wpół skończonej różdżce - Główne cechy protagonistów zaczną się prędzej czy później powtarzać. Na przykład walecznego i bohaterskiego mieliśmy nie tylko Godryka, ale także króla Artura, Almerika Sawbridge i wielu innych. To nie męstwo, rdzeń ich charakteru, czyni te postacie wyjątkowymi, ale te drobne rzeczy, małe różnice, które sprawiają, że każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju – stwierdził pewnym siebie tonem, po czym zmrużył lekko oczy - Tyle że Fergusie, kreując postać, mam wiele źródeł, z których mogę czerpać pomysły. Mogę poczytać o tej osobie, mogę przyglądać się znajomym podobnym do tej postaci… A skąd można czerpać inspirację tworząc różdżkę? - badał dalej jego proces twórczy. Nie pomyślałby wcześniej, że rzeźbienie różdżek może być tak fascynującą czynnością. Zachichotał nad rysunkiem, od tak, bez powodu, po prostu zadowolony z dobrego, rozwijającego horyzonty towarzystwa.
- O tak, jeśli twoja znajoma byłaby w stanie znaleźć taki duży, ładny i błyszczący, to będzie wspaniale – stwierdził wesoło, nie zastanawiając się, ile taka przyjemność będzie go kosztowała. Później będzie się tym martwił. - Jesteś kopalnią dobrych pomysłów. Tak, taka broszka będzie w sam raz. Będzie ją nosiła niedaleko serca, będzie to bardzo dobry symbol pokrewieństwa ich dusz – krzyknął słonecznie, z dużą dozą radości, klepiąc się w pierś, w miejscu, gdzie wyobrażał sobie czerwoną biżuterię na sukni wybranki Godryka. Wprawdzie to, czy rekwizyt ten zostanie użyty, nie zależało od niego, ale od reżysera i jego koleżanki z planu, ale był przekonany, że da radę przekonać ich do tego pomysłu.
- Wiesz, chciałbym pozostać i patrzeć, jak pracuje mistrz, ale wydaje mi się, że będę cię tylko rozpraszał ze swoimi pomysłami – stwierdził, rozkładając ręce na boki. Fergus udowodnił już, że miał dużo lepsze wyczucie jak elegancka, potężna różdżka powinna wyglądać. Gdyby posłuchał się pomysłów Lovegooda, to skończyliby z małą, śmieszną wersją miecza. Dopiero gdy Ollivander wszedł do akcji narzędzie pracy Godryka zaczęło nabierać kształtów. Theodore był bardzo ciekawy jak Fergus pracuje i rozwija swój projekt, ale dla dobra jakości dzieła był gotowy ustąpić i dać mu szkicować po swojemu.
- Wolisz, bym zostawił cię samego i później zgadamy się sowami, gdy będziesz miał coś konkretnego, czy może bym usiadł gdzieś z boku i dał ci popracować?
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#14
04.02.2023, 20:28  ✶  
- Moje kuzynki pewnie by mnie za to zatłukły, ale… nie znoszę mioteł – mruknął, wzdrygając się trochę zbyt teatralnie na samą myśl o lataniu. Nie czuł się stabilnie w powietrzu, był pewniejszy, stąpając twardo na ziemi. W jego przypadku grawitacja działała wyjątkowo silnie, sprawiając, że spadał na ziemię za każdym razem, gdy próbował usiąść na miotle. Trauma z czasów szkolnych była na tyle silna, że nie dawał się przekonywać do amatorskich gier w qudditcha z rodziną ciotki. Nie było opcji. Gdy inni rzucali w siebie piłkami kilka metrów nad ziemią, on leżał na trawniku, czytając książki lub rysując. – A skąd wiesz, jakie historie skrywając ci nudziarze? Gadałeś z nimi kiedykolwiek? Ten stary dziad z trzeciego piętra mógł mieć trzydzieścioro dzieci, każde z inną babką – zauważył, starając się nie być nieuprzejmym. Bardziej chciał zaciekawić Lovegooda, może trochę wyśmiać jego tok rozumowania, że każda osoba przedstawiona na portrecie była kimś w rodzaju Binnsa. A to tylko iluzja, próba wyobrażenia sobie danego człowieka takim, jakim widział go świat. Tylko czy świat miał rację? Każdy skrywał w sobie jakieś tajemnice, a często zabierał je do grobu.
- Może sama się wykopie, by zaoszczędzić wszystkim roboty, skoro już to przewidzi – zaśmiał się, chociaż może nie wypadało być tak nieuprzejmym wobec profesorów, zwłaszcza po tylu latach od ukończenia nauki. Jaki oni dawali przykład przyszłym pokoleniom?! Z drugiej strony, jeśli ta szkoła traktowała szarlataństwo jako jedną z wartych poznania dziedzin, co innego im pozostawało.
- Oczywiście, że się da. Wystarczy mieć w dupie to, czy dostaniesz trolla – odpowiedział mu i wyszczerzył się przy tym. Nie potrafił zliczyć, ile razy pomieszał składniki eliksirów, narażając tym samym wszystkich wokół i sprawiając, że koleżanki z klasy musiały ratować mu tyłek. Slughorn chyba dostawał drgawek na jego widok, choć przez pierwsze lata wierzył w jego talent, zachwalając matkę Fergusa i uznając ją za jedną z wybitniejszych alchemiczek. Jak bardzo ten stary pryk się pomylił! Owszem, Dahlia miała smykałkę do mikstur, nawet jeśli na starość dość często lądowała przez nie w Mungu. Jej syn zdecydowanie tego nie odziedziczył.
Zaśmiał się po raz kolejny w jego towarzystwie, nieco rozbawiony tym, jak bardzo Lovegood się speszył. A tym bardziej zadowolony z jego kolejnej uwagi. Pierwszy raz spotkał się z tym, by ktokolwiek życzył mu tyle dobrego z powodu fryzury.
Słuchał z uwagą paplaniny Theodore’a, wyłapując z niej postaci historyczne i główne założenia pracy na scenie. Normalnie pewnie szybko by się rozproszył, ale to, czym dzielił się z nim ex-puchon zdawało mu się całkiem interesujące. Niespecjalnie miał wcześniej do czynienia z aktorami, więc to, jak wyglądało tworzenie wszystkiego, co potem mógł zobaczyć na scenie, zdawało się ciekawostką godną poświęcenia paru minut. Zwłaszcza że sam miał się temu przysłużyć, pomagając przy rekwizytach.
- Przecież też mam źródła, z których mogę czerpać pomysły – zauważył, wskazując średniowieczny kodeks, który jakiś czas temu przyniósł w celu przyjrzenia się, jak wyglądały dawne różdżki. – Sam powinieneś doskonale wiedzieć, że inspiracje można czerpać ze wszystkiego, nawet z kształtu budynków czy chmur na niebie. Cały proces zachodzi tutaj – mówił dalej, przy ostatnich słowach wskazując palcem na swoją skroń. Wcisnął sobie ołówek za ucho, podziwiając pierwsze szkice, które powstały i zaraz to podniósł wzrok na Lovegooda. – Zagadam do Viorici, czy nie zrobiłaby tej broszki, gdyby miała chwilę. Ona lubi się bawić w takie pierdoły, więc wspólnymi siłami może stworzymy coś świetnego.
Podobał mu się entuzjazm Theodore’a i to jak łatwo akceptował pomysły Fergusa, karmiąc jego ego. Zdecydowanie tego potrzebował: wiary drugiego człowieka w jego umiejętności i bezgranicznego zaufania, że naprawdę wykona kawał dobrej roboty. Różdżka nie musiała działać, choć pewnie ułatwiłaby wiele na scenie, gdyby tak się działo. Wątpił jednak, by pojedynki miały być rzeczywiste. Ktoś mógłby zrobić sobie krzywdę, albo – nawet przypadkiem – zaatakować widownię, a na to reżyser i właściciele teatru nie mogli sobie pozwolić. To pewnie ekipa za kulisami była odpowiedzialna za wszystkie efekty, który usprawniały grę aktorów.
- I tak za wiele nie zdziałam, dopóki nie dostanę tego kamienia i nie zorganizuję drewna – przyznał, wzruszając ramionami. – Mam już wstępny szkic, postaram się go dopracować w wolnej chwili i podesłać ci jego kopię do akceptacji. Jak dostanę odpowiedź od Vior, będziemy myśleć dalej.
Zamknął szkicownik i wsunął go z powrotem pod ladę. Zupełnie zapomniał o ołówku, który wciąż sterczał mu za uchem, wplątując się w i tak rozczochrane włosy.
- Ale błagam cię, zrób coś z tą zbroją, bo cały czas mam wrażenie, że z ciebie zleci, kiedy naskoczysz na tego smoka – zwrócił mu jeszcze uwagę, śmiejąc się i znów oparł się o ladę. Nie spodziewał się, że spędzi dzień w pracy w ten sposób. Pewnie będzie musiał zostać po godzinach, by skończyć porządki na zapleczu, skoro Lovegood mu w nich przeszkodził. Czy było warto? Zobaczy, kiedy będzie siedział w pierwszym rzędzie podczas premiery razem z tymi wszystkimi bogaczami, którzy polowali na bilety wiele tygodni przed.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (4716), Theodore Lovegood (3756)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa