- Nie ma za co. - Odparła szybko, jednym tchem, bo nie był to odpowiedni czas na pogawędki. Dla niej nie było to nic nadzwyczajnego. Przez to, że często zdarzało im się razem pakować w tarapaty zawsze gdzieś z tyłu głowy miała to, że muszą o siebie dbać. Podczas jakiekgokolwiek starcia zawsze myślała o Charliem, Cameronie, bo ważne było, żeby nikomu się nic nie stało, a nie bezpieczność jej osobistego tyłka. Byli drużyną - od wielu lat.
Nie było to odpowiednie miejsce do wymiany poglądów. Ich przeciwnicy również zostali zmuszeni przez ten tłum, który był niczym rwąca rzeka do przesunięcia, nie mogli się utrzymać w miejscu - zdesperowani ludzie napierali coraz bardziej. Każdy chciał się wydostać z pułapki, desperacja powodowała, że przestali patrzeć na innych. Panika była w tym momencie największym wrogiem ich wszystkich.
- Honor? To zapamiętaj te twarze, na pewno ich kiedyś spotkamy, a jak nie to zaczniemy szukać, ale nie teraz. - Właściwie to wątpiła w to, że będzie im dane jeszcze kiedykolwiek spotkać przeciwników, miała jednak nadzieję, że uda jej się jakoś przekonać Rookwooda do odwrotu. Miała świadomość, że wcale nie było to proste zadanie, reagował ekspresowo i lubił demonstrować swoją siłę, szczególnie, gdy ktoś go zaczepiał. Gdyby nie to, że znaleźli się w tym tłumie, to pewnie by do niego dołączyła. Teraz jednak bała się trochę, że jej klątwa zaraz się odezwie, że skrzywdzi niewinnych ludzi, bo emocje były ogromne. Wolała więc jak najszybciej się stąd ewakuować.
- Nie, pannie przecież nie wypada. - Mrugnęła do niego, jednak ton jej głosu był bardzo poważny, aż za bardzo. Zdecydowanie żartowała. Poczuła ciężar jego osoby, kiedy zajął miejsce tuż za nią. Poczuła ulgę, gdy znaleźli się na tym magicznym patyku. Wiedziała, że teraz szanse na to, że się stąd wydostaną były niemalże pewnie. Kiedy Wood znajdowała się na miotle - mało kto był ją w stanie dogonić. Wolała latanie na miotle, niż przemieszczanie się na nogach. Zdecydowanie to w powietrzu czuła się najlepiej. Wiedziała też, że Charles również nie był takim złym lotnikiem, w końcu rozegrali razem niejeden mecz, będzie więc mogła sobie pozwolić na parę akrobacji w powietrzu. Nie powinno go to wystraszyć.
- No z tym myśleniem, to trochę słabo nam idzie zazwyczaj. - Nie zamierzała ukrywać, że jest inaczej. Ich trio było dosyć ciekawym zjawiskiem. Jakoś tak wyszło, że poza przyjaźnią łączyło ich coś więcej. Jedyną nadzieją na jakiekolwiek myślenie zawsze pozostawał Cameron. On się wydawał również być najbardziej odpowiedzialny, co wcale nie przeszkadzało im w tym, żeby realizować wszystkie głupie pomysły. Wood nachyliła się do przodu, żeby przenieść ciężar na trzon miotły i przyspieszyła tempo. Lawirowanie między tłumem nie należało do najprostszych, jednak osoba z jej doświadczeniem robiła to całkiem zgrabnie. Omijała przechodniów, czasem tuż przed twarzą, Charles mógł poczuć na swoim policzku włosy kobiety, która chwilę temu znajdowała się obok. Wzbili się w końcu jednak na odpowiednią wysokość. - Zobacz ile jest ludzi, to zamieszanie jest jeszcze większe niż by się mogło wydawać. - Dopiero teraz do niej dotarło, jaki wielki to był tłum.
Nie lecieli daleko. Heather obiecała pani Smith, że niedługo wróci do sklepu. Także to miejsce wybrała jako docelowe. Będą mogli pójść do niej na górę, zjeść coś i doprowadzić się do porządku po tym nieszczęsnym marszu.