09.06.2024, 21:31 ✶
– A nie robisz tego regularnie? – uniósł z nieukrywanym zdziwieniem brwi. On sam wiele by dał, by móc widzieć aury i nici, widzieć przyszłość, czy mamić nie tylko mugoli, ale też magów urokiem przodków, czy mniej subtelnym działaniem hipnozy... Szczęśliwie zamiast pogrążać się w bezbrzeżnej zazdrości, nauczył się jak dobrze i wygodnie mieć ludzi, zaufanych ludzi, którzy dysponują tym pakietem umiejętności. I Selwyn, pomimo wszystkich innych oczywistych zalet, i całego pakietu tych mniej oczywistych, był niewątpliwie cennym nabytkiem u samego początku dyplomatycznej kariery Anthony'ego. Fakt, że ufał mu jak mało komu czynił ich relację bezcenną.
– Nie jutro, ale pojutrze. Będę w okolicach 10 – stwierdził, ale jakby obiecał. Czy czułby się nagi przed Jonathanem? Nawet jeśli, to co by to zmieniło? Te sekrety, które przed nim miał były bezpieczne. Nie wierzył, aby nagle na piętrze Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów pojawił się wiadomy detektyw w jakiejkolwiek sprawie. Od półtora roku nie potrafił znaleźć powodu, żeby choćby zajrzeć przypadkowo. Cóż... Anthony nie pozostawał mu dłużny w tym zakresie. Spochmurniał, gdy podszedł do dokumentów, na moment pokazując rysę na swojej porcelanowej masce.
– Poćwiczymy nazwy tych chwastów... Jesteś głodny? Wergiliusz z pewnością chętnie przygotuje dla nas coś na kolację – zapytał jeszcze, nie patrząc na niego, przeglądając dokumenty w pozornej obojętności, ukrywając trudność, która leżała za tym pozornie prostym pytaniem, nagłą niepewność, której nie zatarła nawet pewność lat znajomości.
– Nie jutro, ale pojutrze. Będę w okolicach 10 – stwierdził, ale jakby obiecał. Czy czułby się nagi przed Jonathanem? Nawet jeśli, to co by to zmieniło? Te sekrety, które przed nim miał były bezpieczne. Nie wierzył, aby nagle na piętrze Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów pojawił się wiadomy detektyw w jakiejkolwiek sprawie. Od półtora roku nie potrafił znaleźć powodu, żeby choćby zajrzeć przypadkowo. Cóż... Anthony nie pozostawał mu dłużny w tym zakresie. Spochmurniał, gdy podszedł do dokumentów, na moment pokazując rysę na swojej porcelanowej masce.
– Poćwiczymy nazwy tych chwastów... Jesteś głodny? Wergiliusz z pewnością chętnie przygotuje dla nas coś na kolację – zapytał jeszcze, nie patrząc na niego, przeglądając dokumenty w pozornej obojętności, ukrywając trudność, która leżała za tym pozornie prostym pytaniem, nagłą niepewność, której nie zatarła nawet pewność lat znajomości.