16.09.2024, 12:43 ✶
Najwyraźniej chwila jego, to znaczy ich, pięknego triumfu nie mogła trwać tak długo, jak by wszyscy chcieli. To Enzo pierwszy dopadł do Tahiry, więc też pierwszy zorientował się, że coś jest mocno nie tak, a gdy Jonathan usłyszał słowa czarownicy... Niemal niezauważalnie pobladł. Może nie był uzdrowicielem, ale to zdecydowanie nie był dobry znak. Wolał jednak nie okazywać zaniepokojenia, aby nie wprowadzać większej paniki.
– Zaraz wezwiemy magimedyków Tahiro. Nie musisz się o nic martwić – zapewnił spokojnym głosem, a potem zerknął na Willy'ego. — Proszę jak najszybciej wezwać pomoc. Już.– zakomenderował, tak aby pracownik nie stał tu i się nie patrzył, lub co gorsza ponownie zaczął rozważać, czy wąż jednak nie jest zagrożeniem, a pobiegł po pomoc, której przecież teraz potrzebowali.
Niedobrze. Już nawet nie chodziło o ilość dokumentów, którą trzeba będzie wypełnić, a o sam fakt, że Tahirze coś było, bo może czarownica nieco napawało go dziwnym niepokojem i nie był do końca pewny za co jej tak naprawdę płacili, to przecież czuł się odpowiedzialny za swoich pracowników i nie chciał, aby kobiecie cokolwiek się stało. Ciekawe, czy Anthony miałby mu za złe, gdyby obiecał jej podwyżkę za doznane kontuzje? Albo chociaż jednorazową premię?
Czekając, aż Willy wróci z pomocą, Jonathan po pierwsze sam kucnął przy Tahirze próbując dodać jej otuchy jak tylko mógł, a po drugie układał sobie w głowie plan co dalej. Na pewno będzie musiał kupić duże kwiaty i wysłać je do Munga, a potem, w perspektywnie następnych kilku dni, spróbować zbadać sprawę przesyłki teraz, gdy wiedział co było w środku, a w szczególności spróbować dowiedzieć się kto, kiedy i skąd ją nadał, a także jakie zawirowania formalnościowe sprawiły, że nikt nie zajął się tym wcześniej, bo jednak wolał, aby niedopatrzenia urzędów celnych nie uszkadzały mu świetnych pracowników.
– Zaraz wezwiemy magimedyków Tahiro. Nie musisz się o nic martwić – zapewnił spokojnym głosem, a potem zerknął na Willy'ego. — Proszę jak najszybciej wezwać pomoc. Już.– zakomenderował, tak aby pracownik nie stał tu i się nie patrzył, lub co gorsza ponownie zaczął rozważać, czy wąż jednak nie jest zagrożeniem, a pobiegł po pomoc, której przecież teraz potrzebowali.
Niedobrze. Już nawet nie chodziło o ilość dokumentów, którą trzeba będzie wypełnić, a o sam fakt, że Tahirze coś było, bo może czarownica nieco napawało go dziwnym niepokojem i nie był do końca pewny za co jej tak naprawdę płacili, to przecież czuł się odpowiedzialny za swoich pracowników i nie chciał, aby kobiecie cokolwiek się stało. Ciekawe, czy Anthony miałby mu za złe, gdyby obiecał jej podwyżkę za doznane kontuzje? Albo chociaż jednorazową premię?
Czekając, aż Willy wróci z pomocą, Jonathan po pierwsze sam kucnął przy Tahirze próbując dodać jej otuchy jak tylko mógł, a po drugie układał sobie w głowie plan co dalej. Na pewno będzie musiał kupić duże kwiaty i wysłać je do Munga, a potem, w perspektywnie następnych kilku dni, spróbować zbadać sprawę przesyłki teraz, gdy wiedział co było w środku, a w szczególności spróbować dowiedzieć się kto, kiedy i skąd ją nadał, a także jakie zawirowania formalnościowe sprawiły, że nikt nie zajął się tym wcześniej, bo jednak wolał, aby niedopatrzenia urzędów celnych nie uszkadzały mu świetnych pracowników.