• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[12.08.1972] Symphony of the drunk man | Charles, Rodolphus

[12.08.1972] Symphony of the drunk man | Charles, Rodolphus
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#21
11.09.2024, 22:03  ✶  
W zasadzie to powinien to przerwać chociażby przez wzgląd na wychowanie, które odebrał. Nie powinno się nikogo wykorzystywać po pijaku, prawda? Wpajano mu to do głowy na wiele różnych sposobów - sam widział wiele pijanych osób w swoim otoczeniu i faktycznie byli wtedy bezbronni, zdani na łaskę innych osób. Dlatego też on sam nie pił, a jeżeli pił, to niewielkie ilości. On nie chciał być słaby i zależny od innych: nie mógł być słaby i zależny od innych. To on zwykle był tym głosem rozsądku w różnych sytuacjach, a teraz... Teraz wszystkie te nauki poszły jak krew w piach. Zupełnie jakby ktoś wyłączył mu rozum, albo po prostu otworzył czaszkę, wyjął mózg i wywalił go przez okno.

I być może jeszcze byłby w stanie się opanować, gdyby nie jego głos. Błaganie, by nie zostawiał go samego. Jak mógłby mu się teraz sprzeciwić? Jak mógłby go zostawić, gdy tak pięknie prosił? Z niechęcią oderwał się od szyi Charlesa tylko po to, by zamknąć mu usta kolejnym pocałunkiem.
- Nie zostawię cię - powiedział cicho, przesuwając dłoń z jego biodra na uda. Zacisnął mocniej palce na materiale spodni, który był teraz ewidentną przeszkodą w tym, co chcieli zrobić. - Obiecuję.
Czy jego obietnice można było traktować poważnie? Sam nie wiedział. Nie nawykł do łamania danego słowa, dlatego też rzadko kiedy składał jakiekolwiek obietnice. Charlesa jednak nie zamierzał zostawiać ani teraz, ani później. Czy wyjdzie któremukolwiek to na dobre? Wątpliwe. Rodolphus był czystą toksyną, która rozlewała się po ciele osoby, która nie była na niego odporna. Zatruwał świat, w którym żył i ziemię, po której chodził. Zatruwał umysły, do których się dostawał: dobrowolnie lub też siłą. Nieliczni byli w stanie z nim wytrzymać, oprzeć się temu, co robił. Skierować tę toksynę gdzie indziej, sprawić że znajdzie ujście i przez ułamek chwili jego intencje będą czyste. Nieliczni byli w stanie go jakkolwiek opanować - w zasadzie udało się to dwóm osobom. Jedna zrobiła to podstępem, druga zaś po prostu była... Była inna niż reszta. I pewnie ktoś mógłby sobie pomyśleć, że skoro teraz znalazł się z Mulciberem w takiej a nie innej sytuacji, to chuj a nie go ta osoba opanowała, lecz przecież żaden z nich nie przysięgał sobie wierności w jakiejś wykręconej dewiacji związku małżeńskiego.

Ostrożnie sięgnął do pierwszego z guzików koszuli Charlesa, by ten ustąpił gładko pod naporem jego palców. Najpierw pierwszy, potem drugi... Kolejne guziki sprawiały, że koszula odsłaniała coraz więcej nagiego ciała, które Rodolphus umyślnie muskał opuszkami palców. Nie, zdecydowanie nie planował go zostawiać. Chciał słyszeć kolejne prośby i błagania, chciał móc wsłuchać się w ten urywany, płytki oddech, do którego dołączył jego własny. Miał wrażenie, że powoli przestaje oddychać, gdy ich usta łączyły się w kolejnych pocałunkach, a kolejne fragmenty ciała mężczyzny były bezlitośnie odkrywane. Podobał mu się ten stan, w którym świadomość powoli dawała za wygraną, a jedyne co się liczyło, to fizyczne doznania. Chłonął reakcje Charlesa całym sobą, wsłuchując się w każde jego najcichsze westchnienie. Poświęcał mu całą swoją uwagę. Dotykał go tak, by ten nie miał wątpliwości, że w tej chwili jest dla niego całym światem. Dawał mu to, czego mu tak bardzo brakowało i czego tak szaleńczo łaknął. Jednocześnie jego ruchy stawały się coraz bardziej zachłanne. Pragnął go całym sobą, przyciągał jego ciało do siebie i chłonął zapach, który wydzielało. Delikatne muskanie po nagiej skórze stawało się bardziej natarczywe, tak jakby koniecznie jego dłonie chciały zbadać absolutnie każdy kawałek ciała Charlesa. Zatrzymał się jednak, gdy wsunął dwa palce pod materiał spodni na biodrze. Gdy spojrzał na mężczyznę, jego wzrok był całkowicie inny od tego, który prezentował wcześniej. Stalowoszare oczy błyszczały pożądaniem i podziwem. Spojrzenie było zamglone przyjemnością, którą mu dawał. Tak, w tej chwili Charles był wyjątkowy. To on sprawił, że to spojrzenie zmętniało, że jego oddech też był urywany.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#22
15.09.2024, 17:10  ✶  
Czy Charlie oddałby się Rolphowi tak łatwo, gdyby był trzeźwy? Pytanie, z pozoru łatwe, nie pozostawiało miejsca na zmienne, które mogłyby decydować o skutku. Lestrange był przystojnym, dobrze wychowanym młodzieńcem, lecz jego płeć nie pozostawiała cienia wątpliwości, tak jak i orientacja, którą, jak dotąd, Charlie sądził, że miał. Z drugiej strony, przy odpowiedniej atmosferze nawet niemożliwe stawało się możliwym. Leżąc pod Rodolphusem, szukając dłońmi jego twarzy, młody Mulciber nie zastanawiał się nad tym, gdy pożądanie przebijało się ponad strach i zdrowy rozsądek, tym bardziej, gdy ten przyćmił alkohol. Wiedział jedynie, że nie chciał być sam. Ciepłe ciało drugiego człowieka było tuż obok i należało podzielić się tym kawałkiem przestrzeni na kanapie w sterylnym mieszkaniu Lestrange'a.

Nie zostawi go. Rolph był gotowy poświęcić swój czas, swoje ciało, by zostać przy nim. Czy nie stanowiło to przewrotności losu, tak potrzebnej w chwilach, gdy wszyscy inni, również rodzina, postanowili pozbyć się go i odejść, wyrzucić z domu, wyrzucić z życia, gdy tylko zrobi jeden błąd, który nie spodoba się decydującemu. Rolph był inny. Rolph był z nim dla niego, nie dla reputacji rodziny, dla pieniędzy, dla zysku. Obecności takich osób Charlie potrzebował, im bliżej, tym lepiej.

- Nie zostawiaj mnie. - Powtórzył, tym razem nie mniej emocjonalnie, ale spokojniej, gdy zrozumiał, że Rodolphos nigdzie nie idzie, a zamiast tego, dokładniej bada jego ciało swoimi dłońmi.

Przyglądał się Rodolphusowi spod półprzymkniętych powiek. Oddychał szybko przez zaczerwienione, uchylone usta. Nie protestował, gdy zręczne palce odpinały kolejne guziki jego koszuli, ale też nie pomagał, zdając się całkowicie na łaskę drugiego mężczyzny. Jego własne dłonie błądziły po plecach partnera, wargi szukały pocałunków.

- Bądź tu. - Poprosił po raz kolejny, a gdy palce Rodolphusa znalazły drogę do materiału spodni, wszelkie bramy opadły. Sam pomógł mu zsunąć spodnie przez biodra. - Bądź tu przy mnie.

Charles nie pamiętał wiele z tego, co działo się tej nocy. Westchnienia, pocałunki, jęki, ekstaza - wszystko to zlało się w przyjemność, której poszczególnych elementów nie potrafił nazwać. I choć powinien czuć się źle, gdy jego partner nie wpisywał się w akceptowalne normy... nie potrafił. Rodolphus dał mu to, czego potrzebował i mógł tylko mieć nadzieję, że Lestrange uzyskał tej nocy równie dużo.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#23
16.09.2024, 13:07  ✶  
On nie miał zahamowań. Bariery, którymi się otaczał na co dzień, opadły cicho, lecz zdecydowanie w chwili, gdy jego wargi po raz pierwszy dotknęły rozgrzanej skóry. To nie był pierwszy raz i na pewno nie ostatni, przynajmniej dla niego. Jak to miało się w przypadku Charlesa? Nie wiedział, bo nawet go o to nie zapytał. Gdy obie koszule wylądowały miękko na podłodze, a zaraz za nimi los podzieliły spodnie, było za późno na pytania. Zresztą czy chciał znać na nie odpowiedź?

Nie zostawiaj mnie. Charles tak desperacko pragnął akceptacji, że grzechem było tego nie wykorzystać. I chociaż nie planował zostawać przy nim na zawsze, to przecież jego plan zakładał, że będzie przy nim przez te kilka chwil teraz i później. Poczeka, aż odzyska pewność siebie, ustabilizuje się i wtedy wyprowadzi cios, przeciągając go na jedyną słuszną stronę. Tej nocy jednak był przy nim i dawał mu tyle uwagi, ile mógł. I gdy było już po wszystkim, a ostatnie wspomnienia tego, co robili, powoli się ulatniały w akompaniamencie stabilizujących się oddechów, nie zniknął.

Gładził miękkie włosy Charlesa, wpatrując się w sufit. Milczał, odruchowo zaplatając kosmyki wokół swoich palców. Rozum powoli zaczął się przebijać przez przyjemną mgiełkę beztroski, która na kilka momentów opanowała jego umysł. Jeżeli Charles nie weźmie eliksiru teraz, jutro nad ranem obudzi się nie tylko z kacem moralnym, ale również tym fizycznym. Kontrolnie zerknął na stolik, na którym stała fiolka z połyskującym płynem.
- Charles, musisz wziąć eliksir - odezwał się cicho, wzmacniając uścisk na ramionach mężczyzny. Jeżeli mu teraz zaśnie, to będzie jutro musiał dealować ze skacowanym Mulciberem. Wolał tego uniknąć.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#24
16.09.2024, 17:30  ✶  
Nigdy nie sądził, że może przeżyć coś takiego. Nie miał dużego doświadczenia w sprawach cielesnych, ciesząc się jedynie obecnością i ciałem swojej ówczesnej partnerki w szkole, lecz ostrożne, pospieszne zbliżenia nie mogły równać się z namiętnością, którą dzielił z Rodophusem. Obaj byli mężczyznami, ich zbliżenie było potępiane przez społeczeństwo, ale jak coś tak pięknego mogło nie być prawidłowe?

Żaden z ruchów nie był zaplanowany, bo Charles w pełni oddał się pożądaniu i przyjemności. Trzymał w ramionach Rolpha, by zaraz samemu wpaść w jego objęcia. Dawał i brał w idealnej wymianie. Przy tym wszystkim nie był sam, bo choć tak się bał, że zostanie opuszczony, Lestrange robił wszystko, by podkreślać swoją obecność tuż obok. Kiedy największy ogień zaczął się wypalać i obaj nasycili się sobą, Rolph nie odszedł.

Oddechy wyrównywały się w ciemności nocy. Ile czasu zostało do świtu, tego żaden z nich nie wiedział. Charlesa to nie interesowało. Przez moment nie liczył się świat, przyszłość, to, co mogliby powiedzieć o nim inni, co pomyślałby ojciec. Sen powoli zaczął wkradać się pod jego powieki, ale głos Rolpha skutecznie go przegonił.

Charlie obrócił się na bok, a następnie jeszcze bardziej, na brzuch, tak, by wygodnie oprzeć się na klatce piersiowej partnera. Przez dłuższy moment wpatrywał się w niego zaspanymi oczyma. Rumieniec zdążył już uciec z jego twarzy.

- Co teraz będzie, Rolph? - Zapytał wprost, a troska o własny los uzewnętrzniła się mimowolną, powolną zabawą, gdy palcami zaczął błądzić wśród drobnych włosków na klatce piersiowej, zahaczając zalotnie o odkryty sutek. - Co się teraz stanie?

Nie chciał myśleć o eliksirze. W jakiś sposób czuł się winny, zasługiwał na cierpienie kolejnego dnia.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#25
18.09.2024, 18:28  ✶  
Było coś niewinnego w tych oczach. Coś, co zdążył zauważyć już wcześniej. Coś, co go przyciągnęło, lecz nie w tej dobry sposób, w który powinno. On był niszczycielem - kroczył po gruzach, zostawiając za sobą zniszczenie i popiół. Na wszystkich bogów, nie potrafił nawet utrzymać przy sobie swojej narzeczonej, która przecież podzielała wszystkie jego wizje w stu procentach. Być może właśnie dlatego się z tym pogodził: że już zawsze będzie sam, że każdy kto się do niego zbliży - obróci się w piach. A jednocześnie czuł nieodpartą pokusę, by zbliżać się do tej niewinności i sprawdzać, czy tym razem pod wpływem jego dotyku wszystko runie jak domek z kart.
- Nie wiem - odpowiedział szczerze, zerkając na Charlesa leniwym spojrzeniem. Nie wiedział, bo o tym nie myślał. Czy to był jednorazowy wyskok? Najpewniej tak, chociaż kto wie, może niewinność Mulcibera przyciągnie go znowu. Cholera, nie powinien był dać się ponieść emocjom, bo przecież wszystko mogło się posypać. Jak piasek na plaży, który próbowało się pochwycić, ale przesypywał się przez palce. A przecież miał plan i był on idealny, lecz nie założył tego jednego małego czynnika ludzkiego. Jego samego. Lestrange westchną, mimowolnie przekrzywiając głowę. Musnął czubek głowy Charlesa w uspokajającym geście. - Podejrzewam, że nic?
Zapytał ostrożnie, wpatrując się gdzieś w ścianę ponad jego ciałem.
- Zostawię ci klucze i nie będę cię nachodził. Nie będę w żaden sposób naruszać twojej strefy komfortu, chyba że sam będziesz tego chciał. A dzisiaj... Dzisiaj zanim zamkniesz oczy wypijesz grzecznie eliksir, żeby jutro móc napisać do brata, że macie miejsce do spania. Zbierzesz siły, opracujesz plan i za kilka miesięcy odwdzięczysz mi się, wysyłając mi pudło najpiękniejszych i najskuteczniejszych relaksacyjnych świec, które widział Londyn - czy naprawdę w niego wierzył, czy może po prostu starał się ponownie zaszczepić w Mulciberze jakąś pewność siebie? Być może to drugie, bo na świecach to znał się jak mugol na lataniu. Były świece, miały knot, wypalały się a niektóre z nich pachniały. Ot, cała filozofia według Rodolphusa.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#26
19.09.2024, 10:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2024, 15:10 przez Charles Mulciber.)  
Kółka kręcone palcami na klatce piersiowej Rodolphusa nie wystarczyły. Choć zajmujące, nie były skuteczne na tyle, by odwrócić uwagę Charlesa od sytuacji, w jakiej się znalazł. Co gorsza, wysiłek sprawił, że alkohol zaczął ulatywać z jego głowy i na nowo wkradał się tam rozsądek.

Wiedział, że to, co między nimi wykiełkowało, nie było trwałe. Chwila namiętności, zryw, który poddał się chuci ciała; nic, co mogłoby przynieść długotrwałe skutki. A jednak, gdy Charlie patrzył na Rolpha, chciał, by ta chwila trwała. Może był naiwny, a może tak spragniony uwagi, że chłonął wszystko, co dawał mu świat. Moment miał trwać tak długo, jak tylko Rolph na to pozwolił.

- W takim razie... Nic. - Zgodził się, opadając po raz kolejny na ramię mężczyzny. Jeszcze chwilę, poprosił świat. Przymknął powieki. - Dziękuję. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. - Szepnął, zaciskając ramiona odrobinę mocniej na ciele Rolpha. - Jesteś mile widziany każdego dnia. Kiedy tylko chcesz. - Zapewnił, rozluźniając uścisk. Bardzo nie chciał wstawać, lecz rozumiał, że nadszedł czas. Westchnął ciężko.

Zbierał się powoli. Najpierw zabrał rękę, później podparł się na ramieniu i spojrzał z góry na Rolpha. Uśmiechnął się ciepło, rozumiejąc, że jest to pożegnanie tej nocy i chyba był jednak jeszcze odrobinę pijany, bo nachylił się, by złożyć na jego ustach krótki, słodki pocałunek.

- Tak jest. Obiecuję, że tak właśnie będzie. - Uśmiechnął się, siadając i sięgając po eliksir, który wypił za jednym razem, przechylając fiolkę. Niewiele zastanawiał się nad smakiem eliksiru, ale nagła zmiana położenia uzmysłowiła mu wiele rzeczy. W ustach miał sucho, a jego ciało desperacko potrzebowało prysznica. To mogło poczekać do rana, lecz teraz musiał przynajmniej przemyć twarz i zetrzeć największe zabrudzenia. Złapał swoją bieliznę, by wystać i udać się do łazienki.

Czas prysnął, a sen rozwiał się z zimnym powiewem na nagim, zabrudzonym ciele. Charlie obudził się z tego pięknego snu, dzielonego z przypadkowym mężczyzną spotkanym w pubie.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (4387), Rodolphus Lestrange (7064)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa