• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Brighton [04.09.1972] I am the image that darkens your glass

[04.09.1972] I am the image that darkens your glass
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#21
14.12.2024, 16:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2024, 16:19 przez Jonathan Selwyn.)  
To nie była odpowiedź na jego pytania i gdyby nie to, że melodia w ich głowie dobiegła już końca (co było dość okrutne, bo przecież skoro to była muzyka słyszana jedynie przez nich, to czemu nie mogła trwać jeszcze chwili dłużej?), usta dotknęły nadgarstka, co wywołało w nim przyjemne mrowienie związane z czymś dalekim, lub może jednak całkiem bliskim, przerażenia, a Jean... Ruszył w stronę wyjścia.
Jonathan w pierwszej chwili nie zareagował, patrząc jedynie na odwracającą się od niego sylwetkę. Gdyby mógł teraz spojrzeć na swoją aurę dostrzegłby masę mieniących się kolorów, znanych z tego, że barwiąc chwilowo podstawę aury, potrafiły za bardzo namieszać w życiu człowieka jeśli im się na to pozwoliło, ale oh, czy sam nie uważał, że czasem należało dać się porwać emocją? Zwłaszcza, gdy te obecnie bardzo skutecznie racjonalizowały pewne wybory i pomysły, które trzeźwy mózg by raczej natychmiast zdyskretytować, lub przynajmniej wprowadzić do nich odpowiednie poprawki?
Jego wewnętrzny Anthony pewnie nie byłby zachwycony tym, że Selwyn, niczym pod hipnozą, ruszył nagle w stronę hrabiego, doganiając go, tak by stanąć mu na drodze, muskając jeszcze przy tym delikatnie, niby od niechcenia jego rękę, i wpatrywać się w niego niczym w znaleziony w starej księdze monolog, doskonały w swoim brzmieniu, a jednocześnie zakazany, bo współczesna widownia nie byłaby w stanie znieść jego irracjonalnego chaosu kontrowersyjnych słów.
Serce biło mu szybciej, w znanym Jeanowi rytmie, który doskonale sugerował, co chodziło teraz po głowie jego byłemu kochankowi.
Otworzył usta.
Ostatni raz.
Ostatni raz można było zrobić wiele rzeczy.
Lub też można tym ostatnim razem rozpocząć zbyt wiele rzeczy.
– To ja tu preferuje wielkie wyjścia mój drogi, więc nie próbuj ich sobie zawłaszczyć. Zwłaszcza z mojego domu.v– Własne słowa, jak i to że w ogóle był w stanie coś powiedzieć, zaskoczyły go. – Miłej podróży. Dziękuję za taniec.
A potem, niczym parzony, odsunął się z drogi do drzwi, robiąc krok w lewo.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#22
14.12.2024, 17:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2024, 23:26 przez Dearg Dur.)  
Nie zapraszaj do domu wampira... czarodzieje ostrzegali się wzajemnie, ale ten jeden zagrodził mu drogę tak, jakby wcale nie chciał tego rozstania. A może tak bardzo pragnął mieć ostatnie słowo? A może jego ciało pognało bezmyślnie, by wydłużyć o ten jeden, jeden krótki moment agonię umierającego na szachownicy króla.

Było to zbędne, Jean Baptiste François Gabriel de la Rochefoucauld Montbel - jak kazał się nazywać w ostatnich stuleciach - był od dawna martwy. Był też w pełni świadomy, że Jonathan nie jest zahipnotyzowany. Znał się zarówno na nim, jak i na hipnozie, znał tę twarz, iskrzące satysfakcją oczy i wewnętrzną walkę, która toczyła się w jego głowie między rozsądkiem, a... a czymś bardzo nierozsądnym.

A jednak, jego brew znów asymetrycznie powędrowała do góry zaskoczeniem, nieco rozjaśniając pochmurne zbolałe oblicze. Już miał coś odpowiedzieć, gdy gospodarz gwałtownie odsunął się, rozgałęziając przed nim dwie drogi - tą do korytarza, ale znów, znów stał tak długo, znów wypalił piętno swoją skórą na jego skórze. Przez moment hrabia patrzył na wyjście, a potem bardzo, bardzo powoli odwrócił się do stojącego tuż obok Jonathana i uśmiechnął się w ten bardzo, bardzo charakterystyczny sposób, gdy po słownej bitwie wygranej stronie należała się nagroda, a tak się akurat złożyło, że on przegrał. Czy więc miał wobec Jonathana dług...? Jak mógł się oprzeć, by chociaż nie spróbować go spłacić od razu? Spłacić go ostatni raz?

Zupełnie jakby tańczyli dalej...

Ćwierć obrotu, szelest podeszwy na parkiecie, niemal w pulsie minionej melodii, krok za dużo, wymuszający na partnerze krok do tyłu. Tango było w końcu wspólnym chodzeniem, wspólnym próbowaniem się dwóch sił, dwóch charakterów.

Zupełnie jakby tańczyli dalej...

Teraz jednak ramiona nie były ułożoną konwenansem ramą. Mężczyzna nie patrzył w bok, a śmiało utkwił w oczach gospodarza swoje własne - błękitne i przenikliwe, odsłaniając tym samym bezwstydnie lustra płonącej duszy, wściekłej i zarazem topionej pragnieniem, przepełnione napięciem i wewnętrznym konfliktem, który wciąż trwał, mimo słów pożegnania.

Nie zapraszaj do domu wampira.

I znów krok w przód. Znajdujący się za Selwynem bok regału skutecznie uniemożliwiał mu kolejny unik przed drugim ciałem dążącym do nieuchronnej, słodkiej koniunkcji.
– To ja nie zdążyłem jeszcze podziękować Ci za zaproszenie... – niemal wyszeptał w jego gorące wargi, odchylając nieznacznie głowę do tyłu, z ręką miękko złożoną na pędzącym sercu, bardzo powolnym ruchem zsuwającą się w dół.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#23
14.12.2024, 18:01  ✶  
Oczywiście, że nie był teraz zahipnotyzowany.  Zamiast tego był teraz fikcyjną postacią, bohaterem romansu, tragedii, komedi, czy może wszystkiego naraz, której autor po wypiciu zbyt dużej ilości czerwonego wina ze sproszkowaną mandragorą, usilnie testował jak bardzo może zatrzeć granice pomiędzy swoim planem na historię, a tym co mu teraz przychodziło do głowy, tak by dalej wyszła z tego w miarę koherentna opowieść. W miarę, bo braku chaosu już nie dało się uniknąć. Chaos wkradł się tutaj, zaproszony z całkowitą świadomością, i stał tu teraz przed nim, hipnotyzując go nie gorzej, niż gdyby w rzeczywistości użył na nim swoich zdolności, a nie jedynie zsuwającej się dłoni na piersi i lodowatego spojrzenia błękitnych oczu.
Oparł się o regał pełen książek.
A więc jego zgubą będzie jednak literatura.
Miał przynajmniej nadzieję, że gdzieś tam na półce za nim patrzył na ich, szczerząc się nieproszenie, sam Werter Goethe'ego, próbując łatać dziurę w swoim mózgu myślą, że przynajmniej nie jest jedynym naiwnym głupcem w tym pomieszczeniu.
Przeszła go kolejna fala racjonalnych wymówek. Lepiej przecież naprawiać szkody po pożarze jeśli najpierw się go ugasi, czyż nie? Wtedy też się lepiej rozmawiało. Bardziej... Trzeźwo.
Usta Jeana były tak blisko, mógł tylko... Mógł po prostu...
Regał był bardzo stabilny, a Werter nie miałby pewnie nic przeciwko temu, gdyby spadł na podłogę po tym, jak Jonathan oparłby o półkę Jeana i...
Jak bardzo będzie potem żałować? Jak bardzo będzie chciał kolejnego ostatniego razu? Przyjaciele ufali, mu że poradzi sobie z tą sprawą jak dorosły. On ufał sobie, że poradzi sobie z tą sprawą, jak dorosły, dlaczego więc za każdym razem, gdy dochodził do wniosku, aby się odsunąć, coś w nim bardzo protestowało?
– Wracaj do siebie Jean. Nie powinniśmy tego tak ciągnąć – wychrypiał, wściekły na samego siebie za to co właśnie powiedział. –Napiszę ci list. W ramach podziękowania możesz odpowiedzieć na zawarte tam pytania.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#24
14.12.2024, 21:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2024, 23:24 przez Dearg Dur.)  
Jak wspaniale, jak upajająco było spijać słowa z ust, nawet jeśli brakło im metalicznej słodyczy? Spijać drżenie spod wrażliwej bladej skóry, pokrywającej kwintesencje zaborczego pragnienia, którym niemalże epatował, zapatrzony w lustro własnego pożądania.

Jonathan mógłby zadać mu pytanie, nawet nie w liście, a teraz. Mógłby ze swoim szarmanckim uśmiechem pochylić się ten milimetr więcej, w złączonym oddechu, choć wciąż na granicy czucia drugiej skóry, połączenia ognia i lodu, w pełnej świadomości wibrującej różnicy temperatur. Mógł zadać pytanie, swoim niskim, sięgającym kręgosłupa głosem:

– Czego tak na prawdę pragniesz?

Nie. Nie musiał o to pytać, bo doskonale znał odpowiedź, doskonale czuł odpowiedź w elektryzującym powietrzu, w dłoni, która wytyczyła szlak chłodząc wrzącą pierś nawet przez cienką warstwę koszuli, dłoni zawieszonej teraz na pasku, palcach wsuniętymi za kawałek skóry, niczym korzenie różanego krzewu wbijające się w marmur, który choć twardy, zawsze skruszeje.

Wystarczyła odrobina czasu.

Nie można było być pewnym czy gość w ogóle jakkolwiek usłyszał Jonathana, skoro jego wzrok był zamglony bliskością ofiarowaną mu na wyjściu. Nie można było być pewnym, bo zamiast kropki w prośbie mężczyzny, na jego ustach złożony został chłodny pocałunek, niczym pieczęć pod aktem o nieagresji, sojuszem zawartym w cichych ścianach apartamentu. Pocałunek zaskakująco łagodny w swoim wymiarze, biegunowo odległy od treści ich poprzedniej, francuskiej konfrontacji, tak bliski jednak temu pierwszemu, skradzionemu w różanym ogrodzie, na tyłach rezydencji w Poisy.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#25
16.12.2024, 03:24  ✶  
Jonathan pragnął obecnie bardzo wielu rzeczy, a większość z nich była prawdopodobnie sprzeczna ze sobą. Pragnął, aby Jean już wyszedł. Pragnął aby został i otoczył go swoim chłodem. Marzył aby ostatnie lata i tamto pożegnanie nie istniały, a jednocześnie potrzebował, aby ktoś rozgonił mgłe w jego głowie i przypomniał szczegóły tamtych wydarzeń.
Zamiast tego, otrzymał jednak pocałunek, tak przypominający ten pierwszy w ogrodzie różanym, że niemal zapomniał jak się oddycha, bo tak jak i wtedy jego własne usta natychmiastowo odpowiedziały na niego, a dłoń Selwyna zanurzyła się we włosach wampira. Przeżył tyle już pocałunków w swoim życiu, a jakoś wciąż miał wrażenie, że mało który wywołałby w nim tyle emocji, jak ten przed chwilą.
I tak samo, jak wtedy w ogrodzie, odsunął głowę, gdy uznał, że chłodne wargi otrzymały już wystarczająco dużo ciepła, a z jego ust wydobył się cichy śmiech zaskoczenia. Przymknął na chwilę oczy z uśmiechem na twarzy, ale gdy je otworzył, wyplątał dłoń z włosów Jeana.
Argument za kontynuowaniem pocałunków był taki, że wydawało się być dla niego obecnie jedyną słuszną rzeczą, która należało zrobić.
Kontrargumentem była natomiast świadomość, że teraz, gdy przełamali tę barierę ostatni raz zmieni się w ja chcę jeszcze.
Zupełnie jakby nie napisał dzisiaj listów pożegnalnych do przyjaciół, gdyby coś mu się stało.
– Idź – powtórzył już nieco głośniej i bardziej stanowczo, z bijącym sercem wpatrując się w jego oczy, byleby tylko nie patrzeć na jego usta. Byleby tylko nie zerknąć na palce za paskiem. – Nie powinienem był cię zatrzymywać. Dobranoc.
Idź, bo zaraz zmienię zdanie i będę żałował tego dopiero nad ranem, jak i nie później.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#26
16.12.2024, 11:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2024, 11:11 przez Dearg Dur.)  
Nie zapraszaj...

Tak łatwo było poddawać się dotykowi, przylgnąć do drugiego ciała, tak łatwo było być lodem topiącym się w żarze żywego, pulsującego serca. Czy Jonathanowi się przesłyszało, czy jego organ niestrudzenie wtłaczający krew zlał się z brzmieniem drugiego, który choć nie miał krwi, postanowił bić mimo wszystko.

...ofiarowałeś mi pocałunek, który obudził moje serce... 

Tych słów już nie było w materialnym świecie, nie bardziej niż kupka popiołu zdobiąca nadgryziony płomieniem blat stolika herbacianego, ale Jonathan od samego początku nie wierzył słowom, szukając faktów w czynach swojego oponenta. Mógł więc dać na moment porwać się doświadczeniu, tak odmiennemu od spodziewanego efektu całego spotkania.  Kły nie raniły warg, ramiona nie oplotły go boleśnie, a świat, zamglony świat, stanął na moment w obliczu miękkiej chwili błagającej o więcej.

– Przecież już wychodzę... – odpowiedział mu w duchocie ich bliskości, nie odsuwając się jeszcze, bezczelnie drocząc się, trochę jak chwilę temu, gdy przekraczał próg, choć zupełnie inaczej. – Nawet jeśli w tak widowiskowy sposób zdewastowałeś moje wielkie wyjście. Już wychodzę – niemal szeptał, głosem aksamitnym i kojącym, którym zwykł szeptać barwne opowiastki nim zasypiali razem o świcie, gdy leżeni wtuleni a jedynym ruchem była miarowo unosząca się klatka piersiowa Jonatahana, i dłoń przeczesująca leniwie jego krucze pukle. Hrabia, podobnie jak Jonathan, osadził w nim spojrzenie. W nim i tylko w nim, jakby nie chciał zerwać tej nici, jakby siłowali się po raz ostatni, kto pierwszy odwróci wzrok. Po raz ostatni. Po raz ostatni dziś.

– Mam nadzieję, mon ami, że koszmary nie będą Cię dłużej dręczyć. Mam nadzieję, że tej nocy przyśni Ci się coś przyjemnego... – Tym razem to on wysunął głowę w przód, ujął w dłoń policzek swojego gospodarza, wspiął się lekko i przegrał kolejny raz, przymykając powieki i tracąc kontakt wzrokowy kosztem skradzionego ostatniego całusa. Lekkiego, niewinnego w swojej istocie, tak odmiennej od istoty obdarzającego. Na dobry sen. Rozgrzewający sen. W żaden sposób nie spokojny sen.

A potem odsunął się i starą, wojskową szkołą wyprostował się i skinął głową na pożegnanie, łącząc obcasy w cichym stukocie.
– Będę wypatrywać listu Ciebie – dodał jeszcze miękko, lekko ochryple, po czym odwrócił się znów w prawo, wracając na swoją ścieżkę do wyjścia.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#27
16.12.2024, 15:34  ✶  
Cała przyjemność po mojej stronie  – Aż chciało mu się wyszeptać w odpowiedzi na oskarżenia o zniszczenie jego wielkiego wyjścia, gdyby nie to, że przyjemności nie powinny być chyba okraszone taką burzą sprzecznych emocji.
– Mówiłem, że wielkie wyjścia są przypisane jedynie mi – powiedział więc w zamian
z uśmiechem, który chyba nie do końca powinien się teraz pojawić na jego twarzy.
Kolejny pocałunek, niby delikatniejszy, ale jednak jakby mocniejszy od tego poprzedniego.
Brakowało mu tego. Poczucia, że był w centrum czyjegoś życia z taką mocą, nie dlatego, że to on tak mówił, a dlatego, że ktoś każdym pocałunkiem zapewniał go, że był uwielbiany.
I tak jak bał się tego uwielbienia przez ostatni miesiąc, czując że sprowadzi ono na niego zgubę, tak teraz nie było mu ono straszne.
Dwa pocałunku.
Oba kwestionowały świadomość istnienia jakiegokolwiek ryzyka.
Oba były niczym ozdoby na już i tak pięknym płótnie.
Oba nieudolne zagłuszane były krzykiem, aby pomyślała o tej sytuacji jeszcze raz, na spokojnie, gdy już zostanie sam.
Oba były tymi ostatnimi i już wiedział, że będzie musiał włożyć to bardzo dużo siły woli, aby tak zostało.
Być może nie jeden dramatopisarz rwałby sobie teraz włosy z głowy nad kolejną reakcją Jonathana, bo mało było w niej wielkich gestów i dramatyzmu, ale Selwyn jedynie skinął głową w geście pożegnania, nie chcąc nawet myśleć o tym, czy przypadkiem koszmary nie byłyby dzisiaj lepsze, niż te przyjemne sny, a gdy Jean wreszcie wyszedł, odczekał jeszcze kilka chwil i opadł na pobliski fotel próbując uspokoić bijące serce i myśli.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (5039), Jonathan Selwyn (4694)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa