Wyjątkowo nie miała chęci na to aby udowadniać swoje racje, wręcz przeciwnie całkiem podobało jej się to, że tym razem spoglądali na to co działo się wokół nich w podobny sposób. Zadziwiająco lekko odnalazła się w świecie, w którym nie musiała ciągle pokazywać, że jest najlepsza. Oczywiście był to tylko ten moment, jednak całkiem miło spędzało się dzień w takich sprzyjających warunkach.
Prudence kojarzyła dziada, ale nie wchodziła w jakieś szczególne interakcje z jego osobą. Zresztą jak z każdym, wolała trzymać się z daleka od większości ludzi. Kiedy nie było to konieczne nie prowadziła z nimi konwersacji, na szczęście jej praca w ministerstwie wiązała się głównie z przebywaniem w towarzystwie martwych, to sporo ułatwiało.
- Typowe, większość z nich tak ma. Lubią sobie popierdolić, tylko to pierdolenie niczego nie daje. - Nie zdziwiło jej to jakoś specjalnie, nie miała pojęcia dlaczego rzeczony wróżbita miałby odwiedzić akurat Ambroisa i jego rodzinę, może to przez to, że byli znani ze swojej wiedzy na temat roślin? Skoro gadał coś o liściach, to może liczył na to, że przeprowadzą go przez tą jego śmieszną przepowiednię, która tak właściwie chyba nie miała najmniejszego sensu. Ot zlepek słów, nie niosący za sobą niczego odkrywczego.
- Może powinieneś mu przygotować jakąś mieszankę ziół, wiesz, znasz się przecież na tym. - Greengrass na pewno miał swoje sposoby, a tamten byłby szczęśliwy gdyby wreszcie udało mu się dojść... do jakichś wniosków, tak, bo przecież przede wszystkim o wnioski im chodziło, a może przy okazji pomogłoby mu to na problemy z innym dochodzeniem...
Bletchley nie do końca wydawało się, aby którykolwiek z wróżbitów był w stanie w swoich przewidywaniach określić co naprawdę miało się wydarzyć. Nigdy nie słyszała z ich ust konkretnych słów, raczej jakieś filozoficzne złote myśli, które można było podstawić do różnych sytuacji. Nie ma się co dziwić, że ludzie im wierzyli, tak naprawdę bez problemu szło to dopasować do tego, co akurat się działo. Sama miała raczej mieszane odczucia, zdawała sobie też sprawę, że jest wielu oszustów, którzy korzystali z tego jako ze sposobu na całkiem szybki zarobek.
Parsknęła, nie mogła się powstrzymać przed kolejnym wybuchem. Ambroise dzisiaj ją zaskakiwał, jeszcze chyba nigdy nie bawiła się tak dobrze w jego towarzystwie, że też wystarczyło jej do tego kilka buchów trawy. Może powinna częściej po nią sięgać, jeszcze zaczęłaby lubić ludzi.
- Jesienna równonoc spowita deszczem, uważaj bo skończysz z kleszczem... - Może nie było to takie dobre, jak proroctwo Greengrassa, ale jednak działało, chyba każdy był w stanie wyrzucić z siebie kilka takich zdań, które mogły być odebrane jako wspaniałe wizje, które mogły się spełnić, albo i nie.
- Może powinniśmy się przebranżowić wiesz, z widmowidzów na jasnowidzów, ludzie ustawialiby się do nas w kolejkach chcąc usłyszeć te wspaniałe przepowiednie. - Och tak, byliby też chętniej widziani wśród społeczeństwa. Nie, żeby wolała to od swojego daru, widmowidzenie od zawsze wydawało jej się być bardziej praktyczne.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control