Trudno stwierdzić, kto mógłby wydać tak idiotyczny rozkaz, żeby atakować stadninę Abraksanów. Prędzej zrozumiana byłaby samowolka. Jak już Rodolphus wspomniał, wymierzanie zemsty z własnych pobudek. Na to Nicholas jedynie mógł pokręcił głową, potwierdzając swoje wcześniejsze słowa – nie miał pojęcia.
Aurorzy, zawsze sprawiają problem, jeżeli nie są po ich stronie. Jeżeli działają na ich niekorzyść, utrudniając realizacje planów. Nie potrzebowali ich na swojej głowie po tym incydencie.
” Prościej byłoby po prostu młodego Prewetta zabić…” – te słowa odbiły się w głowie Nicholasa. Miał go na wyciągnięcie ręki. Mógł to zrobić w każdej chwili. Był najbliżej jego osoby jak i abraksanów. To był czysty przypadek, że ich relacja się rozwinęła w pewnym kierunku. Nie zrobił tego. Nikt nie wiedział o jego relacji i jak ona wygląda. Nie dostał także takiego polecenia.
Słuchał opinii Lestrange’a. Nie mówił źle. Może i ta przypadkowa relacja, rozwijająca się, mogłaby być na ich korzyść. Miało to dużo sensu w ocenie sytuacji. Nie zabijać, skoro Prewettowie są jednym z ważnych rodów. Mieć abraksany na wyłączność.
- Chciałem to jeszcze przegadać z Tobą. Poznać Twoje zdanie. Napisałbym ten list z samego rana, ale stan zdrowia mi na to nie pozwolił. Zajmę się tym jeszcze dzisiaj.Odparł w odpowiedzi, przypominając, że wcześniej nie czuł się na siłach tego zrobić. Mimo wszystko, podzielił się tą informacją ze współlokatorem, aby może mieli poza pracą w Departamencie, jeszcze jakiś wspólny przypadek na uwadze. Jakby może Nichlas chciał się zabezpieczyć, na wypadek jakiegoś innego problemu. Żeby ktoś jeszcze był w temacie jego relacji z Laurentem.
- Będę musiał bardziej uważać. Już zadawał mi niezbyt wygodne pytania, z których musiałem się dyplomatycznie wyplątać odpowiadając.
Westchnął. Być może dlatego, chciał ograniczyć kontakt. Ale tak. Pójście w tym kierunku, może wzbudzić większe podejrzenia. Trzeba trochę zmienić taktykę gry.
Upił kolejnego łyka herbaty i wstał.
- Napiszę list i wyślę. Zaraz wrócę.
Uznał, że lepiej zrobić to teraz. Mieć z głowy.
Udał się zatem do pomieszczenia biurowego, gdzie w spokoju wziął pergaminy, pióro i maczając w kałamarzu, napisał dwa listy tej samej, bądź podobnej treści. Jeden skierował do Martesa. Drugi, do Apisa. Po wysłaniu listów, wrócił do salonu.