24 kwietnia 1972 - Proszę dopisać do rachunku
Theon & Ulysses
Praca dla Biura Łączników z Centaurami, była jedną z najgorszych kar, które zdarzyło się Theonowi kiedykolwiek otrzymać. Długie godziny spędzone za drewnianym biurkiem, połączone z brakiem konkretnego zajęcia, sprawiały że miał niekiedy ochotę wycelować w siebie własną różdżką i rzucić jedno z tych zaklęć, które potrafiły dać się człowiekowi we znaki. I zarazem mogły też skrócić jego męczarnie. Kompletnie mu to nie odpowiadało. Był jedną z tych osób, które wolały znajdywać się w ruchu, działać aktywnie. Brak takiej możliwości odczuwał jako coś naprawdę bolesnego. Uczucie dodatkowo potęgowała konieczność znoszenia współpracownic, których życie zdawało się kręcić wokół dzieci, kupek, wymiocin, narzekania na kolejne nieprzespane noce.
Było to prawdziwie przerażające.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sam sobie na to wszystko zapracował. Zajęło mu to całkiem sporo czasu, ale koniec końców na koncie Yaxleya znalazło się całkiem sporo grzeszków, które zdołały pociągnąć go w stronę dna. Początkowa złość już dawno minęła. Przestał też o swoją sytuacje obwiniać innych. Zamiast tego starał się o powrót do pełnienia swoich właściwych obowiązków, co nie było to łatwym do zrealizowania zadaniem.
Ale czy można było się w tym przypadku spodziewać czegoś innego?
Upadek z wysokości niemalże zawsze zajmuje mniej czasu, niż dostanie się na sam szczyt wieży, wzniesienia, czegoś podobnego.
Pod koniec dnia pracy, jak to miał zwyczaju, zawędrował przed jedno z wejść do ministerstwa, gdzie podobnie do kilku innych pracowników, starał się zabić czas. Wyjął papierosa, sięgnął po zapalniczkę. Z niczym się nie śpieszył. To właśnie w tym miejscu, wpadli na siebie z Ulyssesem Rookwoodem. Porozmawiali. Umówili się na wspólne wyjście po pracy.
Za cel tego wyjścia obrali nowo otwarty przy Pokątnej lokal Chimera.
Otworzona przez rodzinę posiadającą greckie korzenie, restauracja pojawiła się przed kilkoma dniami w Proroku Codziennym. Chwalona za ciekawe menu, dobry alkohol, miłą obsługę, jawiła się jako jedno z tych miejsc, które było warto odwiedzić. A Theon lubił odwiedzać różne miejsca. Tak samo spotykać się z ludźmi. Było to znacznie lepsze niż siedzenie na własnych czterech literach, na podniszczonej kanapie, która znajdywała się na środku salonu w należącym do Yaxleya mieszkaniu. Dla niego więcej niż wystarczające było to, że żadnego konkretnego zajęcia nie miał w pracy. A i ludzie w jego tymczasowym biurze byli jacyś tacy... nie bardzo nadający się do rozmowy.
Nie to, żeby Rookwood był pod tym względem jakimś niesamowitym kompanem, ale przynajmniej nie musiał kolejny raz w ciągu tygodnia słuchać o tym, jak to mała Lizzie zrobiła kupkę. I to jeszcze opowiadane w taki sposób, jakby to była najbardziej fascynująca rzecz na świecie. Niespodzianka - nie była.
- Słyszałeś może czy są jakieś nowe informacje o Seraphine Leroux? - zadał pytanie, odstawiając jednocześnie na stół kufel piwa. Kremowego. Długo się na to zbierał. Odkąd postanowiła nawiać minęły już 3 tygodnie. Narobiła im przy tym trochę problemów. Kolejny raz trzeba było sprzątać. Stary Yaxley nie był z tego powodu zadowolony. Sam wybrał przyszłą żonę dla syna i całkiem mocno się przy tym pomylił. Okazała się głupia. Lekkomyślna. Przynajmniej w jego oczach. - Ostatnim razem mówili, że są ponoć jakieś ślady wskazujące na to, że mogła przekroczyć granicę? - skrzywił się przy tym. No cóż. Mogli się tego spodziewać, skoro blondynka miała francuskie korzenie. Tylko czy komuś w tej sytuacji chciałoby się ruszać za nią w pościg? Opuszczać Wielką Brytanię? Czy jej ucieczka, w zasadzie zdrada, była na tyle istotna?
Sam Theon najchętniej by nie reagował, tyle tylko, że nie miał tutaj zbyt wiele do powiedzenia. Podobnie jak przy wielu innych sprawach. Czasami mu ten stan rzeczy nawet odpowiadał. Ułatwiał działanie, codzienne funkcjonowanie. Podejmowanie decyzji, które w innych okolicznościach byłyby wątpliwe moralnie.