Wyglądał na takiego, który mógłby wejść z drzwiami, to fakt. Biorąc pod uwagę, że rzucił się na gościa z łapami, w towarzystwie dwóch Brygadzistów, to cholernie mocno wyobrażała sobie, że facet jak stał, tak mógł wywalić te drzwi zaklęciem i władować się do środka czyniąc szkody, a wtedy to już naprawdę musiałaby go też zaaresztować.
A bardzo nie chciała tego robić.
Odetchnęła za to z ulgą, kiedy chłopak, zobaczywszy Shafiqa, okrążył ladę, wybiegł i rzucił się w jego ramiona. Znaczy – wszystko się zgadzało. Zresztą słysząc ich wymianę zdań Victoria się uśmiechnęła pod nosem. Mały Loren zupełnie był do Cathala niepodobny, ale nie było to w tym momencie zupełnie istotne. Miło było po prostu posłuchać ich rozmowy, bo chłopiec był ewidentnie ucieszony, że został znaleziony.
- Bardzo proszę. O ile pani tutaj nie zamierza wnieść żadnej skargi… - Victoria spojrzała kątem oka na właścicielkę cukierni, która zaraz odpowiedziała, że nie chce i że wzięła tu chłopaka tylko po to, żeby się tam sam nie kręcił i dobrze, że się wszystko pozytywnie skończyło - to jesteście państwo wolni. No… Chyba, że pan, pani Shafiq, chce pan złożyć zażalenie na mężczyznę, który was rozdzielił… - zawiesiła tutaj głos i uśmiechnęła się jak taki mały chochlik, bo z miłą chęcią przyjęłaby coś na tamtego typa. Typa, który obecnie pewnie nadal paradował bez ust. Och jej, wcale nie było jej przykro.
Tak czy siak, czy Cathal złożył na niego skargę, czy nie, ona sama nie zamierzała ich spisywać i po prostu puściła ich wolno.
- Cieszę się, że mogłam pomóc. Powinno być już na tyle spokojnie, że proponuję się stąd zawinąć jak najdalej. Miłego dnia w każdym razie – zwróciła się do nich jeszcze na pożegnanie, a potem, gdy już się rozstali, wróciła do swoich obowiązków.
I do typa, którego tak spektakularnie uciszyła. Całkiem pewna, że jak teraz ściągnie z niego zaklęcie, to zacznie się awanturować na dzień dobry. Uzbroiła się przy tym w uśmiech od ucha do ucha.