3 kwietnia 1972
Aleja horyzontalna, dom Perseusa
Lycoris Black i Perseus Black
Jej naturalnie zblazowana i znudzona mimika nie pozostawała odrzucona w meandry przeszłości; już od dziecka wykazywała się nienaturalnie stoickim spokojem i zmęczeniem ludźmi – prawdopodobnie dlatego wybrała na życiowego partnera trupy pojawiające się na koronerskim stole; matka zwykła jej mówić, że zachowuje się obraźliwie w stosunku do nieomal każdego – ona jednak była po prostu perfidnie znudzona. Bezsenność także odcisnęła solidne piętno na jej umyśle, a nieprzespane noce rekompensowała towarzystwem masywnych ksiąg i najwierniejszą kochanką – opium. Uzależniona niebagatelnie od mnogości lat, nie potrafiła przetrwać bez pocałunków laudanum; prawdopodobnie także to było dla niej substytutem ludzkich odruchów i uczuć.
Wchodząc do posiadłości Perseusa, zdziwiona odkryła, iż klamka ustąpiła jedynie po naciśnięciu – nie kłopotała się więc zasygnalizowaniem własnej obecności dzwonkiem do drzwi. Wsunęła się do środka, rozglądając się, celem odnalezienia sylwetki brata. Dochodziło południe; jej wory pod oczami nieodzownie świadczyły o kolejnej nieprzespanej nocy, a flegmatyczne ruchy mówiły tenorem o zmęczeniu. Pierwsze kroki skierowała do salonu, aby unieść wysoko brwi na to, co ujrzała.
Wzrok prędko zlokalizował koszulę porzuconą na podłodze, o wyraźnie odciśniętych śladach krwistoczerwonej szminki i choć w kobiecych sprawach biegła nigdy nie była, nie kojarzyła, aby ten odcień karminu kiedykolwiek barwił wargi Eunice; ponadto, w przestrzeni była wyraźnie odczuwalna woń damskich perfum, których także nie potrafiła połączyć z sylwetką żony Perseusa.
I wreszcie on sam, leżący na kanapie o nagim torsie, zmierzwionych włosach i śladach czerwieni na szyi.
Podeszła do niego na palcach, aby po chwili ułożyć dłoń na jego pochłoniętym snem obliczu. Nie oceniała go nigdy – prawdopodobnie mógłby uczynić najgorszą, najbardziej haniebną rzecz, na jaką jest stać istotę ludzką, a ona i tak nie splunęłaby nań ze zgorszeniem. W gruncie rzeczy, mało co ją gorszyło.
W pierwszym odruchu, postanowiła iść do kuchni, aby napełnić po chwili szklankę chłodną wodą. Powróciwszy do brata, jedynie poklepała go po policzku, aby się ocknął.
– Wstajemy, śpiąca królewno – rzekła, podsuwając mu szklankę wypełnioną przejrzystą cieczą. – A teraz mi opowiesz, w jak wielkie balety poszedłeś, że całe mieszkanie wali stokrotkami.
Usiadła na wolnym krańcu kanapy, wbijając wzrok w jego powoli otwierające się oczy i odsuwającą się od snu fizjonomię.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)