• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[14.04.72, biblioteka] Poznaj swojego wroga

[14.04.72, biblioteka] Poznaj swojego wroga
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
21.04.2023, 10:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2023, 16:48 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Piszę, więc jestem

W bibliotece na Horyzontalnej Brygadzistki znalazły się częściowo służbowo – w ramach doszkalania Heather. Przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie Brenna też miała zamiar się doszkalać, bo jej wiedza o pewnych dziedzinach pozostawała żałośnie niska.
- Dobrze, to chyba wystarczy nam na początek… - stwierdziła Brenna, wyładowując na stolik cały stosik książek oraz kilka pergaminów, ściągniętych z półek w dziale, do którego dopuszczono je dopiero po legitymowaniu. – Powinnaś się podszkolić. A przy okazji ja też się podszkolę, bo o pewnych rzeczy wiem tak mało, że to woła o pomstę do nieba – przyznała bardzo uczciwie, nie planując nawet udawać przed Wood, że jest w sprawie czarnej magii i nekromancji alfą i omegą. Nie była nawet betą czy gammą, niestety. (I zasadniczo prawnie tak powinno być, bo ta wiedza była n ielegalna, ale taka ignorancja mogła kosztować je życie.)
Longbottom nigdy nie planowała chwytać czarnoksiężników. Czarną magią zaś zwyczajnie się brzydziła. Owszem, skupiała się na zaklęciach bojowych, umiała używać w walce transmutacji, trochę wiedziała o rozproszeniu, ale zdawało się jej, że teoria czarnej magii… to już dla niej za dużo. I tylko to miała na swoje usprawiedliwienie, ale było to usprawiedliwienie wybitnie marne, sama musiała przyznać. Praca w Departamencie już od jakiegoś czasu skomplikowała się i BUM coraz częściej natykał się na czarnoksiężników, czy tego chciał, czy nie. Ona sama wpakowała się do Zakonu. Heather z kolei na usprawiedliwienie miała młody wiek i początek drogi zawodowej – ale Brenna była pewna, że też będzie potrzebowała tej wiedzy. Po pierwsze, bo Brenna miała talent do nietypowych śledztw, a skoro Wood była jej partnerką, zostanie w nie wciągnięta. Po drugie, była częścią Ruchu Oporu, a z jej charakterem prędzej czy później wmiesza się w struktury bojowe. (Nie to, że Brenna nie wierzyła w umiejętności Heather w samej walce. Martwiła się raczej czy nadmierna pewność siebie nie zadziała niczym obusieczny miecz.)
Pozostawało więc im obu zacząć od podstaw. Czyli od teorii. Brenna sporządziła listę lektur do przejrzenia, ściągnęła je z półek – oraz to, co poleciła bibliotekarka – i przy jednym ze stolików, który otoczyła zaklęciem wyciszającym, zaczęła sprawdzać, czy są tym, czego potrzebują. Potem planowała poczytać, sprawdzając, co jest najbardziej wartościowe, i wreszcie coś wypożyczyć do domu, i wcisnąć jakąś książkę Heather.
Rzecz jasna w bibliotece nie znalazłyby żadnych informacji o tym, jak używać nekromancji. (Chodziło raczej o materiały na temat obrony przeciwko tejże, rozpoznawania, kiedy coś jest bardzo nie tak i tak dalej.
- Ty znalazłaś coś ciekawego? – spytała, zerkając na Heather. - Hm… historia adeptów czarnej magii… nie, to bezsensu, tu są życiorysy czarnoksiężników, nie muszę wiedzieć, z kim przyjaźnił się w szkole Grindewald – stwierdziła, zabierając się do przeglądania pierwszej książki, jaką sama przyniosła i dość szybko decydując, że jednak nie ma co się na niej skupiać. – O, to może być ciekawsze, Sposoby obrony przed czarnomagicznymi zaklęciami… chociaż widzę, że autor jako najlepszy sposób przedstawia ucieczkę, to mogłoby się sprawdzić, gdybyśmy nie mieli aresztować tego, kto je rzuca.
Odsunęła sobie krzesło i usiadła, przysuwając bliżej Sposoby obrony przed czarnomagicznymi zaklęciami. Była ciekawa, czy znajdzie tam cokolwiek poza protego, finite i tym podobnymi.
- Zaczynam czuć się jak w Hogwarcie. Brakuje tylko bibliotekarki, która wybiegnie zza szafki i zacznie mnie oskarżać o złe traktowanie książek. Jakbym kiedykolwiek jakąś uszkodziła. Poza tym jednym, jedynym razem, kiedy jedną rzuciłam, ale to i tak był nieaktualny już Atlas Grzybów…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#2
22.04.2023, 22:54  ✶  

Miała świadomość, że jej wiedza jest raczej znikoma. Dotychczas podczas swojej pracy jako brygadzistka miała więcej szczęścia niż rozumu. Trzeba było to zmienić. Dlatego też wraz ze swoją mentorką znalazła się dzisiaj w bibliotece. Nie żeby sprawiało jej to przyjemność. Nie znosiła siedzieć w takich miejscach, nie potrafiła skupić się w ciszy, ale wiedziała, że musi się poświęcić. Nie, żeby było jej to na rękę; ale skoro musiała, to tak też zrobiła.

Czasem nauczenie się nowych rzeczy wymagało poświęcenia, dzisiaj nadszedł ten dzień. - Na początek? - Spojrzała na Longbottom błagalnym wzrokiem. Tyle ksiąg i pergaminów... a to początek? Ona tutaj zwariuje, jak nic. Nie należała do osób, które potrafiły się uczyć, najlepiej jej wychodziło robienie tego przez praktykę, zdawała sobie sprawę, że teoria też jest ważna. Czy jednak było im jej potrzebne aż tyle? Jeszcze chwila i się rozpłacze...

- Taaa, na pewno, Ty wiesz tak mało... - Pokręciła głową słysząc słowa Longbottomówny. - Jak szef chce, to nie widzę innego wyjścia, trzeba się poświęcić. - Co pan szef zarządzi Wood wykona. Zamierzała zagrzać miejsce w brygadzie trochę dłużej, zaczęło jej się tutaj nawet podobać.

Nie miała pojęcia, jak wyglądała praca BUM wcześniej. Zauważyła jednak u siebie pewne braki, wiedziała, że musi się podszkolić, skoro już przyszło jej łapać czarnoksiężników. Dosyć zabawne, bo wszyscy straszyli ją, że będzie jedynie wypisywać mandaty za źle zaparkowane miotły, a dosyć szybko została rzucona na głęboką wodę. Brakowało im rąk do pracy, wszystko przez to, że Voldemort zaczął się panoszyć. Na całe szczęście trafiła na idealną partnerkę. Brenna była doświadczona, do tego chętnie przekazywała jej wiedzę, Heather czuła, że złapała Merlina za nogi trafiając właśnie na nią. Jak widać jednak i Brenna czasem musiała sięgnąć do ksiąg. Nikt nie wiedział wszystkiego, czasem wypadało się podszkolić z różnych dziedzin.

Wood zaczęła przeglądać pierwszą z ksiąg z tego wspaniałego stosu. Wzdychała przy tym z niezadowolenia. Przestała ukrywać, że ją to nie bawi. Miała problem z usiedzeniem w miejscu, ze skupieniem się, była raczej człowiekiem czynów. Próbowała czytać, naorawdę się starała. Tyle, że ledwie przeczytała pół strony jej myśli wędrowały zupełnie gdzie indziej i musiała wracać do początku. Przez to wszystko jedną stronę czytała w bardzo długim czasie.

Uniosła wzrok znad książki, którą miała w rękach. - Póki co nie. To jest strasznie nudne Brenna, uważam, że łatwiej byłoby nam się nauczyć działać, gdybyśmy spotkały jakichś czarnoksiężników. - Musiała się z nią podzielić tą myślą, chociaż była całkiem głupia.

- To brzmi bardziej jak historia magii, nienawidziłam historii magii... - Skomentowała książkę o Grindewaldzie. - Ucieczka jako obrona jest to jakieś rozwiązanie, tylko chyba nie do końca o to nam chodzi. - W sumie nie mogła się zgodzić z tym, że dla niektórych podsunięcie takiego pomysłu nie było najgorsze.

- Ja nie należałam do częstych gości w bibliotece, większość czasu spędzałam na boisku, a jeśli chodzi o resztę, to zdecydowanie uczyłam się poprzez praktykowanie. Z tymi nudniejszymi przedmiotami pomagali mi kujoni i jakoś to było.- Na samą myśl o czasach szkolnych zrobiło jej się przyjemnie, jakże wtedy było beztrosko. Kto by się spodziewał, jak bardzo może się wszystko zmienić w kilka lat.

- Brenna, zobacz, ten pergamin. - Zwróciła uwagę na grubą czcionkę - tytuł - " Jak nie dać się pokonać czarnoksiężnikowi? Spis zaklęć różnorakich. " Brzmi raczej prosto. - Sięgnęła po pergamin, żeby przyjrzeć mu się bliżej, przesunęła się z nim do Longbottom i pokazała jej, co tam było napisane.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
23.04.2023, 12:19  ✶  
- Na początek – oświadczyła Brenna twardo, ale zaraz posłała Heather uśmiech. Doskonale rozumiała, że Wood wolała praktykę. Sama ją wolała, chociaż zarazem, niestety, to teoria tworzyła podstawy. – Połowa z tego odpadnie po przejrzeniu, poza tym w ramach ciągu dalszego będą też ćwiczenia praktyczne. Wprawdzie nie typowej nekromancji, ale dawno nie rzucałam patronusa… - mruknęła i westchnęła. Nauczyła się tego kończąc Hogwart, zainspirowana wieścią, że Erik i Mavelle musieli je trenować na staży. Potem nie było zbyt wielu okazji – na szczęście nie spotykała dementorów zbyt często. W efekcie jednak wcale nie była pewna, jak mocnego patronusa przyzwałaby, gdyby wpadło na nią stado dementorów.
A obecnie Zakon używał patronusów do szybkiego przekazywania informacji, poza tym Brenna kojarzyła mgliście, że był przydatny w niektórych przypadkach, gdy stawało się czoła czarnomagicznym zaklęciom. Nadeszła pora, żeby odświeżyć sobie tę wiedzę. I podejrzewała, że te ćwiczenia napełnią Heather większym entuzjazmem niż praca w bibliotece.
- O nekromancji niestety tak. Za to zapytaj mnie o środki do pielęgnacji włosów i perfumy, a zaskoczę cię moją wiedzą – parsknęła Brenna. Nie, nie była specjalistką od rzemiosła, eliksirów i tak dalej, za to dostatecznie często rozmawiała z krewnymi od strony matki, aby wiedzieć, jaki szampon zastosować na rozdwajające się końcówki, a jakim ujarzmić włosy. (Nie to, że ten drugi stosowała często.)
Spoważniała jednak trochę, kiedy Heather wspomniała, że lepiej by się im uczyło, gdyby spotkały jakichś czarnoksiężników. Brenna nie miała okazji do wielu takich spotkań, ale te kilka w ciągu lat wystarczyło, aby mogła powiedzieć z całą pewnością: nigdy nie było dzięki temu łatwiej.
- Naprawdę tak sądzisz? – spytała. – Co jeżeli czarnoksiężnik w takiej sytuacji użyje zaklęcia, którego nie rozpoznamy, bo żadna z nas nigdy o nim nie słyszała, więc nie będziemy znały przeciwzaklęcia?
Prawdopodobnie umrą. Albo cudem się uratują, o ile miałyby szczęście. Brenna dobrze radziła sobie w pojedynkach, ale już rozpoznanie czarnomagicznych rytuałów… było trudniejsze.
- Ja całkiem lubiłam bibliotekę. Chętnie wyszukiwałam nowe zaklęcia i całkiem podobały mi się historie założycieli. Chociaż nie rozumiałam nigdy, po co mam uczyć się na pamięć przepisów na eliksiry, jeżeli mogę skorzystać z książki, gdybym miała taki uwarzyć – przyznała, przerzucając kolejne książki i pergaminy, które przyniosła. Nie była może molem książkowym, ale były tematy, które ją interesowały. I uwielbiała baśnie oraz mugolskie powieści, tych ostatnich jednak nie było wielu w Hogwarcie i Brenna uważała, że to błąd. Mogłyby niejedną osobę zainteresować mugoloznastwem.
Ściągnęła ze szczytu stosiku następną pozycję. „Stojąc w obliczu czarnej magii”.
- To jest obiecujące, zbiór relacji zebranych od emerytowanych aurorów. Skoro są emerytowani, to znaczy, że… no przeżyli, więc chyba muszą być dobrzy – stwierdziła. Życiorysy czarowników i sposoby obrony polecające ucieczkę trafiły na lewą stronę, czyli tych rzeczy, które Brenna zamierzała odnieść na półkę, za to „Stojąc w obliczu czarnej magii” przełożyła na prawo, z zamiarem przejrzenia tego teraz dokładniej i być może wypożyczenia. Pochyliła się, żeby zerknął na spis Heather. Większość zaklęć wyglądała na takie, których i tak ich uczono, ale kilka wyglądało obiecująco. – Całkiem niezłe. Może to przejrzyj i odnotuj, ilu zaklęć stąd nie znasz? – zasugerowała. To mogło pomóc stwierdzić, czy warto próbować uczyć się pozostałych.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#4
24.04.2023, 22:16  ✶  

Ogromny uśmiech pojawił się na twarzy Heather, gdy usłyszała, że to początek. Zdecydowanie wolała praktykować. Miała świadomość, że teoria była istotna, aczkolwiek, przy jej dosyć nadpobudliwym temperamencie... Nie do końca sobie z tym radziła. Miewała problem z tym, aby skupić myśli. Czytała jedną stronę dziesięć razy i gubiła treść. Nie umiała się na tym skoncentrować. Słowa Brenny jednak powodowały, że pojawiała się nadzieja, że to tylko chwilowe, a później będzie lepiej.

- Świetnie, musimy więc jak najszybciej to przejrzeć, żeby mieć to z głowy. - Całkiem beztrosko podchodziła do tematu, chociaż oczywiście nie zamierzała go zupełnie ignorować. Najlepszą opcją wydawało jej się być odbębnić swoje i przejść do rzeczy. Brenna zapewne zauważyła to podejście, Wood nie umiała nawet ukrywać, że jest inaczej.

- Ja w sumie też. - Nie pamiętała kiedy ostatnio rzucała patronusa. Kiedyś na pewno, jednak dawno tego nie robiła. W czasach, w którym przyszło im żyć, to zaklęcie wydawało się być naprawdę przydatne. Powinna do niego wrócić - zdecydowanie.

- Serio? - Zapytała trochę zbyt głośno. Kilka osób skierowało w ich stronę swoje spojrzenia. Nie podejrzewała swojej partnerki o to, że zna się na pielęgnowaniu włosów i perfumach. Nie wyglądała na taką. Jak widać miała jeszcze wiele tajemnic. Trochę ją zdziwiła ta informacja.

- Zawsze możemy go uderzyć, chociażby miotłą. - Wood uważała siłę fizyczną za dosyć istotny atrybut, nie skupiała się jedynie na zaklęciach. - Wiadomo, że trochę słabo jeśli ktoś w nas uderzy takim zaklęciem, pozostaje wtedy refleks. - Temu ufała najbardziej, tej umiejętności była pewna. Z magią bywało różnie, zdarzała się kapryśna. Ciało nigdy nie odmówiło jej posłuszeństwa. Może było to dosyć lekkomyślne podejście, jednak wydawało jej się właściwe. - Nauczymy się wszystkiego, Ty i tak jesteś doświadczona, ze mnie jest żółtodziób. - Zdawała sobie z tego sprawę, wiedziała, że jeszcze długa droga przed nią. Mimo wszystko nawet i Brennę zaklęcia mogły zaskoczyć, w końcu żadna z nich nie była alfą i omegą, cały czas doskonaliły swoje umiejętności.

- Tak, zgadzam się z Tobą. To samo z roślinami, po co kuć je na pamięć, skoro istnieją atlasy? - Wood zawsze miała problem z przedmiotami które wymagały zapamiętywania. Nie docierały do niej argumenty, uważała, że skoro istnieją książki, które opisują eliksiry, rośliny, to nie ma sensu zaśmiecać tym swojego umysłu.

- Rzeczywiście, masz rację, można to przeczytać, świetnie się zapowiada. - Ta książka miała chyba dobre zakończenie, skoro tytuł wspominał o emerytowanych aurorach. Mogła im pokazać w jakim sposób udało im się tego dokonać. Wood słyszała, że mało który auror dożywa emerytury.

- Jasne, tak zrobię. - Odpowiedziała partnerce. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą, żeby wreszcie móc przejść do tej części, która ją najbardziej interesowała.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
24.04.2023, 22:54  ✶  
Brenna tylko uśmiechnęła się na stwierdzenie Heather. Nie miała zamiaru jej za nie ganić, bo jak długo Wood przejrzy wybrane przez nie materiały i zapamięta najważniejsze informacje, tak długo jej motywacja nie miała większego znaczenia.
- W takim razie obie musimy to poćwiczyć. Używałaś go kiedyś do przenoszenia wiadomości? – spytała. W Zakonie było to przydatne i przynajmniej dwóm osobom uratowało życie, a Brenna miała nieodparte wrażenie, że sama może w przyszłości potrzebować wezwać w ten sposób wsparcie. Niestety, jakoś nigdy nie znalazła dość czasu, aby opanować używanie fal.
Uniosła głowę znad książki, przypatrując się Heather z pewnym namysłem, kiedy spytała „serio?”. Oczywiście, że serio, wszak była po matce Potterówną! Nie umiała robić perfum, nie znała się na eliksirach i nie rozpoznałaby większości roślin (poza diabelskimi sidłami), ale akurat o perfumach to i owo widziała… Chociaż to oczywiste, że większość osób jej o to nie podejrzewała. Mało kto w końcu znał pochodzenie jej matki, a sama Brenna… po prostu na kogoś takiego nie wyglądała.
- Dla ciebie… pewnie sugerowałabym zapach Potterów numer szesnaście, Noc po burzy, pachnąca ozonem z subtelną nutą maciejki. Albo cytrusowy zapach numer dwadzieścia jeden, Chwila orzeźwienia, chętnie wybierany przez energiczne osoby, zwłaszcza sportowców – wyrecytowała, zanim znów pochyliła się nad kolejną książką i przewróciła stronę. – To nie takie proste. Może się okazać, że ktoś przy tobie oberwie klątwą, ale tego nie zauważysz, bo umkną ci oczywiste objawy. Albo znajdziemy coś czarnomagicznego, nie domyślę się, że to jest niebezpieczne, dotknę i puff, nie ma Brenny – wyjaśniła. Było dla niej ważne wytłumaczenie, dlaczego uważa ślęczenie nad książkami za konieczne, skoro zależało jej, aby Heather faktycznie zyskała wiedzę. – Czegoś takiego lepiej nie uczyć się praktycznie. Nie chciałabym na przykład stracić palców, bo nie doczytałam, po czym poznać, że jakiś przedmiot je odgryzie – stwierdziła. Oczywiście, był to tylko przykład: nie miała pojęcia, czy w ogóle istnieją czarnomagiczne artefakty, które mogły robić coś takiego.
Między innymi dlatego musiała wreszcie wygospodarować trochę czasu na naukę. Najwyżej prześpi kilka godzin mniej.
- Zielarze pewnie mieliby problem. Poza tym niektóre z nich mogą próbować nas zabić i warto je rozpoznać… raz chciały mnie zeżreć diabelskie sidła – wyznała i kąciki ust drgnęły jej ponownie w uśmiechu na to wspomnienie. Wtedy nie była ani trochę rozbawiona, ale teraz cała groza tamtego spaceru dawno stała się przeszłością. – Ale też nigdy się do tego specjalnie nie przyznawałam – skwitowała. – W takim wypadku na pewno bierzemy tę książkę na podstawie rozmów z aurorami, jeśli w twoim spisie będzie sporo przydatnych zaklęć, to i je… I chyba to jest obiecujące, dotyczy rozpoznawania czarnej magii, klątw i artefaktów… Wygląda trochę strasznie, bo napisano to ponad dwieście lat temu i ten język mnie przeraża, ale w naszej pracy warto takie rzeczy wiedzieć… - mruknęła Brenna, odnośnie woluminu, który właśnie przeglądała.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#6
25.04.2023, 09:58  ✶  

Wood zmrużyła oczy, zastanowiała się przez dłuższą chwilę. Nie potrafiła sobie przypomnieć takiej sytuacji, więc pewnie nie. Gdyby już kiedyś się jej zdarzyło, to by pamiętała. - Nie, nie używałam. - Odparła zgodnie z prawdą. Heather nie miała problemu z tym, aby przyznać, że jeszcze w swoim życiu czegoś nie robiła. W końcu człowiek uczył się przez całe życie. - Ty to potrafisz? - Zapytała, chociaż skoro Longbottom o tym wspomniała, to pewnie potrafiła korzystać z patronusa w taki sposób.

Wtedy Longbottom zaczęła opowiadać. Szczęka opadła Heather, bo naprawdę się tego nie spodziewała. Jak widac faktycznie jej partnerka znała się na rzeczy. - Ty, te numerki? Pamiętasz wszystkie? - Zadziwiała ją nadal. - Jakby coś nie znoszę zapachu cytrusów, ale ten pierwszy o którym wspomniałaś brzmi nieźle, będę musiała się zainteresować. - O ile nie zapomni, nie wypadnie jej to z głowy, czy coś. Panna Wood miała dobrą pamięć, ale bardzo krótką - niestety.

Analizowała to, co mówiła do niej towarzyszka. Puff, nie ma Brenny... Nie spodobało jej się w ogóle. - Nawet sobie nie myśl, że pozwolę Ci tak puffnąć. - Jakby w ogóle miała na to jakiś wpływ... Jednak za bardzo ją polubiła, żeby ta mogła umrzeć. Może i pracowały razem dość krótko, jednak nie zmieniało to faktu, że Heather Wood była w niej zakochana - nie w sensie romantycznym, po prostu impomnowała ona jej ogromnie.

- Ale masz rację, warto chociaż wiedzieć, w jaki sposób klątwy się objawiają. - Głupio by było gdyby nie potrafiła rozpoznać nawet tych naprostszych przesłanek. Nie wypadało, żeby miała braki w takich podstawowych informacjach. - Palce zawsze można dokleić, Cameron zawsze nam pomagał z takimi rzeczami, gdy coś nie szło po naszej myśli, chociaż zapobieganie wydaje się być lepszą metodą. - Przyznała Brennie rację.

- Znaczy tak szczerze, to wydaje mi się, że bez rozpoznania rośliny jesteś w stanie stwierdzić, czy chce Cię zeżreć, czy nie. - No, na pierwszy rzut oka pewnie można było się domyślić, przynajmniej zdaniem Heather. Nie do końca ona się interesowała tym tematem, więc było to tylko gdybanie.

- Tak, weźmy to, poczytajmy, pospisujmy co najważniejsze, a później zajmijmy się praktyką, czy tak wygląda plan? - Powiedziała dosyć szybko, miała dzisiaj dużo energii i to siedzenie tutaj wcale jej nie służyło.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
25.04.2023, 10:27  ✶  
- Dawno tego nie robiłam, więc pora sobie przypomnieć – stwierdziła Brenna. A na minę Heather omal się nie roześmiała. Co miała powiedzieć? Że w jej szafce stoi z dziesięć buteleczek perfum, którymi regularnie obdarowywała ją babka oraz ciotki – znacznie szybciej niż mogłaby je zużyć, bo idąc do pracy raczej wolała unikać mocnych zapachów? Albo że dostaje relację na temat każdego powstającego zapachu?
- Większość – przyznała.
Prawdopodobnie byłaby zaskoczona wiedząc, że imponuje Heather. Możliwe nawet, że złapałaby się za głowę w rozpaczy. Gdyby miała wskazać kogoś, kogo Wood absolutnie nie powinna próbować naśladować, zapewne byłaby to właśnie ona sama. Na całe szczęście – nie domyślała się, że tak wygląda sytuacja.
- O, widzisz, to już zależy – mruknęła Brenna. – Odnośnie palców. Jeżeli jakaś część ciała zostanie utracona na skutek wyjątkowo paskudnego, czarnomagicznego zaklęcia, chyba nie da się jej odzyskać… Ale to jest właśnie coś, co mam zamiar sprawdzić, bo nie jestem pewna – stwierdziła, odkładając jeszcze jedną książkę na stos tych do oddania, za to kolejną, gdzie jej wzrok padł na informacje o obronie przed nekromancją i coś o infernusach, na ten do zabrania. Większość BUMowców pewnie wobec młodszych kolegów kryłoby własną niewiedzę, aby utrzymać autorytet. Brenna, może i błędnie, była jednak gotowa przyznać, że to jej absolutnie słaba strona.
Kąciki ust drgnęły jej ponownie, kiedy Heather wspomniała, że „wie się”.
- Raz w szklarni numer trzy próbowało mnie ugryźć coś, co wyglądało jak kapusta. Profesor od zielarstwa ocaliła moją rękę w ostatniej chwili. Potem okazało się, że skubana ma ukryte zęby. Karmiliśmy ją marchewkami… Niestety, ni cholery nie pamiętam, ani jak się nazywała, ani do czego się ją wykorzystuje. Pewnie do jakichś eliksirów. Ewentualnie do miotania we wrogów, bo jestem prawie pewna, że potrafiłaby kogoś zeżreć – opowiedziała. Potem zgarnęła sobie dwie książki – tę o obronie przed nekromancją i rozpoznawania czarnej magii sobie – a relacje aurorów przysunęła Heather do listy zaklęć, którą ta wzięła. Miała wrażenie, że może przy rozmowach z anonimowymi, emerytowanymi aurorami Heather dłużej utrzyma zainteresowanie niż w przypadku książki napisanej dwieście lat temu.
- Zapoznaj się z tym, a jutro się zamienimy – zaproponowała. Chociaż sama pomyślała, że może ze swoich książek zrobi po prostu notatki i wręczy je Heather, by to wszystko trochę przyspieszyć. – Później możemy umówić się, żeby gdzieś poćwiczyć patronusy. Może w kniej Godryka albo na skraju Little Hangleton… W Sali ćwiczeń BUM trochę wstyd, jak będę machała różdżką i ulotni się z niej tylko dym – oświadczyła z poważną miną, jakby faktycznie właśnie tego się spodziewała, chociaż liczyła, że nie będzie aż tak źle.
Poczekała na odpowiedź panny Wood. A potem zamierzała odnieść książki, których nie wybrały i następnie udać się do bibliotekarki, aby wpisać na swoją kartę te, z którymi zdecydowały się zapoznać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#8
26.04.2023, 11:57  ✶  

- Idealnie, poćwiczymy razem. - Miała jednak wrażenie, że Brenna tego nie potrzebuje. Wydawała się jej być taka doświadczona ze wszystkim, że nie umiała sobie wyobrazić, że mogłaby ona mieć jakieś braki. Bardzo idealizowała jej osobę, naprawdę podziwiała ją ogromnie. Była zapatrzona w nią jak w obrazek, a niewiele osób potrafiło jej zaimponować, Longbottom jednak to zrobiła niemalże od razu.

- W sumie lepiej się upewnić. Jakbyś miała rację to trochę słabo by było. - Wood wydawało się, że przy pomocy magii można było naprawić praktycznie wszystkie szkody. Nie wpadła na to, że niektóre zaklęcia, klątwy mogą powodować nieodwracalne straty. Może nie powinna do tego podchodzić tak lekkomyślnie. Wolałaby mieć jednak wszystkie kończyny na miejscu.

Wydawało jej się, że Brenna dzieli się z nią swoją niewiedzą, żeby uświadomić jej, że muszą cały czas się doszkalać. To również jej imponowało, mało który doświadczony współpracownik przyznawał się do tego, że wcale nie jest alfą i omegą i może czegoś nie wiedzieć. To powodowało, że traktowała Brennę jeszcze bardziej jako kogoś z kimś mogła się podzielić również swoimi brakami. Dzięki temu nie wstydziła się swojej niewiedzy. Gdyby kobieta miała inne podejście mogłoby być trudniej.

- To sugestia, że jednak powinnam się podszkolić? - Uśmiechnęła się do Longbottom, kiedy opowiedziała jej swoją historię. Może miała rację i nie zawsze widać było niebezpieczeństwo na pierwszy rzut oka. Powinna się do tego przyłożyć, chociaż tak bardzo nie znosiła się uczyć teorii, no ale jeśli trzeba... Zrobi wszystko, co umożliwi jej uniknięcia niepotrzebnego pakowania się w kłopoty.

- Tak jest! Zapoznam się. - Ulżyło jej, gdy zobaczyła, że dostała książkę z treścią, która wydawała się jej być bardziej przystępna do przyswojenia. Może nie będzie tak źle. Zobaczymy, jak to się skończy.

- Nie narobimy Ci wstydu, mam wrażenie, że na świeżym powietrzu jakoś lepiej przyswaja się wiedzę, więc to świetny pomysł. - Cieszyło ją ogromnie, że przejdą do praktyki. Była ciekawa w sumie, czy będzie jej szło bardzo źle, bo nie chciała się zbłaźnić przed Longbottom.

Skoro wszystko miały już ustalone, to mogły opuścić bibliotekę, pozostawało przetestować zaklęcia, aby sprawdzić, czy to, co zostało napisane w książkach ma sens.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2014), Heather Wood (1734)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa