• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[ 21 Czerwca 1969r, Islandia[] Litha, owce i świetliki | Hjalmar x Pandora

[ 21 Czerwca 1969r, Islandia[] Litha, owce i świetliki | Hjalmar x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#1
25.04.2023, 21:33  ✶  
Islandia nie mogła wyjść jej z głowy, chętniej sięgała po prawiące o niej tomiszcza, jak i mapy oraz opisy znajdującego się nad nią nieba. Chciała przyjechać wcześniej, ale zleceń, czy projektów miała tak dużo, że dopiero w czerwcu — zaraz po powrocie z Turcji, gdzie musiała pomóc trochę dziadkom w ich interesach, mogła pozwolić sobie na kilka wolnych dni. Pandora należała do kobiet żyjących w ciągłym ruchu, nie umiała siedzieć bezczynnie w miejscu i trwonić czasu, ale nawet ona czasem potrzebowała odpoczynku — dość aktywnego, ale bez napiętego harmonogramu. I jak się okazało, wybrała doskonałą porę na wizytę na zimnej wyspie, idealnie na święto przesilenia letniego.
Znalazła dobre pole, gdzie mogła rozbić swój magiczny namiot i zostawić Marę, której nie chciała ciągnąć do jednego z tutejszych miasteczek, gdzie odbywał się festyn. Ludzie z tych stron nie byli zwyczajni do Abraksanów, zwłaszcza gadających i nie chciała zakłócać przebiegu wydarzenia, którego była przecież strasznie ciekawa. Nie było śniegu, dni były dłuższe i słońce grzało na tyle, że na letnią sukienkę, wystarczyło narzucić dłuższy, cienki sweter, bo nawet na noc zapowiadali dziesięć czy jedenaście stopni. Nie był to może okres na oglądanie zorzy, ale po zmierzchu można było znaleźć ciekawe konstelacje, czy chociażby trójkąt letni. Skoro już tu była, zamierza wykorzystać te trzy dni urlopu najbardziej, jak mogła. Prewettówna nie potrzebowała dużo czasu na przygotowanie się do wyjścia, odrobinę niechlujna przy wszystkich dziewczętach z Londynu, które znała. Rozczesała włosy, łapiąc jedynie przednie pasma i spinając je spinką z tyłu głowy, pozwalając im żyć własnym życiem, nie musiała się malować — karnację miała śniadą, skórę ładną i muśniętą słońcem Antalyi, a oprawę oczu ciemną. Oszczędzała więc mnóstwo czasu, pomijając nawet szminki — przez moment zastanawiała się tylko, czy wziąć swój słomiany kapelusz, ale ostatecznie zrezygnowała, wsuwając wygodnie buty do sięgającej za kolana, białej i zwiewnej sukienki w żółte kwiatki. Miała modne w tym sezonie w Turcji, luźniejsze rękawki, gumę pod biustem i głębszy dekolt, pozbawiona innych zdobień czy falbanek. W niewielką torebkę schowała najważniejsze rzeczy jak sweter czy różdżkę, a także książkę i mały wykres letniego, Islandzkiego nieba. Niestety, teleskop się nie zmieścił. Pożegnała się z Marą, zostawiając ją przy namiocie, gdzie miała zielone pastwisko.
Słońce chyliło się ku zachodowi, barwiąc niebo na odcienie różu oraz pomarańczy, a miasteczko, lub raczej osada, do której dotarła, tętniło życiem. Z daleka było już widać wysokie ogniska, a intensywny zapach alkoholu, kwiatów, pieczonych mięs i perfum wdzierał się do nosa zaraz po wejściu pomiędzy domostwa. Przyglądała się im z zainteresowaniem, zwłaszcza jeśli przy nich tkwiły jakieś zwierzęta, niezależnie czy domowe, czy hodowlane. Muzyka coraz głośniej przebijała się przez harmider, tworząc ze śmiechem biegających dookoła dzieciaków piękną melodię. Większość miała jasne włosy, splecione w warkocze wymyślne fryzury, których w stronach Pandory przecież nie było. Po dotarciu do głównego rynku lub też placu — nie była pewna, dostrzegła stragany oraz tańczących ludzi, mnóstwo stołów i olbrzymie prosie pieczone nad jednym z ognisk. Przy drewnianych słupach wisiały wstążki oraz wianki, a wraz z nimi pięknie rzeźbione, drewniane figurki. Ciemnowłosa dostrzegła jednak coś ciekawszego, znajdującego się bardziej na uboczu i dzięki temu mogła nie zwracać na siebie tak uwagi, chociaż niewielu było gości innych, niż rdzenni mieszkańcy o białej skórze i jasnych oczach. Rozejrzała się dookoła, nim przeszła przez kamienny murek — a właściwie przełożyła nogi na jego drugą stronę, nie dotykając jednak ziemi należącej do gospodarstwa. Ułożyła torebkę na kolanach, a potem wysunęła dłoń w stronę najprawdziwszej, puchatej owcy — jednej z kilkunastu, które tkwiły w drewnianej zagrodzie przy jednym z domów. Była przeurocza, a co najważniejsze — wciąż miękka i przypominająca chmurkę. Zawsze miała dobrą aurę i rękę do zwierząt, więc długo nie zajęło, aż mogła zatopić palce w wełnie, drapiąc owcę za uchem. - Nic dziwnego, że nazywają was zwierzętami, które przynoszą pokój. Kogo byś nie rozczuliła, co? Zwłaszcza z kształtem chmury z nogami. - mruknęła w jej stronę pogodnie, przyglądając się zawijasom na jej ciele. Miała tak dużo wełny, że nie była w stanie dotrzeć do skóry palcami i przez to owieczka wydawała się naprawdę wielka i gruba. Miała ciemne, błyszczące oczy, nawet wydawane przez nią dźwięki uznawała za urocze.
Spędziła z nią jeszcze kilka chwil, zanim znów przeskoczyła na drugą stronę muru, podwijając nieco sukienkę i wygładzając ją, gdy tylko stanęła na ścieżce. Trudno było te owce tam zostawić, ale przecież nie mogla jej tak sobie ukraść. Może któryś pasterz sprzeda jej jagnię? Chociaż musiałaby kupić kilka, to przecież zwierzęta stadne. Zamyślona i patrząca w dół, zupełnie nie zauważyła stojącej przed nią osoby, wpadając na nią — na szczęście delikatnie, bo dopiero zaczęła iść. Zacisnęła usta, bo znała odpowiednie słowo, ale oczywiście było jednym z tym, które wymawiała absolutnie źle i nie miała pojęcia, co przez to tworzy. Nie chciała obrazić któregoś z mieszkańców! Cofnęła się więc pół kroku i wyprostowała głowę, obdarzając jegomościa spojrzeniem. - Fyrir... Niedźwiadek?- ściągnęła brwi, przyglądając się mu pytająco. Nie mogłaby go zapomnieć, a do tego nawet nie chciała. Wciąż miał intensywne, jasne i bezczelne oczy o czysto błękitnych, jak niebo tęczówkach. Uśmiechnęła się do niego pogodnie. - Ze wszystkich wiosek, mieszkasz akurat w tej, którą sobie wybrałam? Przyciągasz chaos i kłopoty. - zauważyła z rozbawieniem, nie bardzo wiedząc, jak powinna się z nim przywitać. Zwykle się przytulała, ale nie była pewna tutejszych zwyczajów. Dodatkowo miała wrażenie, że skoro to jego miejsce zamieszkania lub miejsce obok jego miejsca zamieszkania, to nie był tu sam, a nie chciała sprawiać mu przecież tak dużych problemów, jak ostatnio.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#2
26.04.2023, 00:08  ✶  

Dla Hjalmara, czerwiec nic nie zmieniał. To był taki sam miesiąc jak każdy inny. Nie ważne czy wypadało podczas niego jakieś święto czy też nie. Nawet sama Litha, pomimo faktu bycia jednym z piękniejszych wydarzeń jakie było w ciągu roku, nie zwalniała z ciężkiej pracy w kuźni.

Od samego rana urzędował wraz ze swoim ojcem w ich rodzinnym warsztacie. Kuli akurat zamówienie dla starego Rökkviego. Rozmawiali przy okazji o wielu tematach. Nie obyło się też oczywiście bez  historii o tym jak Dagur zakochał się w jego matce, a następnie uniesieni magią Lithy, zrobili sobie małego islandczyka, który nazywał się Hjalmar. Co ciekawe, tak ich ciągnęło do siebie, że nie mieli nawet 15 lat kiedy Saga była w ciąży. Ale to nie o tym historia teraz...

Młodszy z Nordgersimów dokończył zamówienie dla starego krętacza. Zobowiązał się przed ojcem, że dostarczy mu jego zamówienie, skoro i tak udaje się na festyn. Tam na pewno spotka tego łysawego starca, który tylko wyszukuje swojej ofiary. A sam Björn skorzysta z okazji aby napić się piwa, zjeść jakiegoś udźca i może zbałamuci jakąś dziewkę, coby pójść w ślady ojca... Oczywiście nie w kwestii posiadania dziecka, a raczej uciechy cielesnej, której Dagur tak często się oddawał.

Na miejsce dotarł chwilę popołudniu kiedy nie wszystko było jeszcze gotowe. Większość wystawców nadal dopieszczało swoje stragany. Część dekorowała plac, a dwóch mistrzów kuchni zajmowało się rusztem na głównego aktora dzisiejszego dnia. Hjalmar skorzystał z okazji, że na miejscu było relatywnie mało osób i odnalazł swojego klienta całkiem szybko. Przekazał mu gotowy produkt, a następnie oddalił się w kierunku stolików, gdzie zamierzał spożyć piwko w nagrodę. W końcu po ciężkiej pracy w słońcu należał się kufel chłodnego chmielowego napoju.

Z biegiem czasu i kolejnymi beczułkami rozlanego piwa, zwiększyła się ilość gości, którzy wpadli na festiwal. Ludzi było od groma i to wszelkiej maści - rzemieślników, artystów, zakochanych, a nawet zwykłych przyjezdnych zza granicy.

Nordgersim nie siedział sam, ponieważ spotkał kilku swoich koleszków. Spożywali kolejne rogi wypełnione alkoholem i rozmawiali o wszystkim - życiu, pracy czy miłości. Sięgnęli nawet wspomnieniami do pięknych czasów w Durmstrangu, kiedy to sprawiali w najlepsze problemów co nie miara. Koniec końców, Hjalmar i jego kompania to byli jedni z największych rozrabiaków za czasów szkoły, co nieraz się na nich mściło różnymi karami czy szlabanami.

Jednak wszytko co dobre, szybko się kończy. Piwo spożywali w ekspresowym tempie - ich przodkowie byliby z nich dumni jakby widzieli ich możliwości. Nie potrzebowali zachęty. Postanowili przedsięwziąć ekspedycję w celu pozyskania większej ilości trunku. Teraz jednak mierzyli dużo wyżej - mieli ochotę na jakąś gorzałkę lub miód pitny. Ile można pić to piwo przecież?

Sprawnym krokiem szli, śmiejąc się niemal do rozpuku, kiedy to nagle jeden z nieuważnych biesiadników wpadł na Hjalmara, który nie krył oburzenia zaistniałą sytuacją - Hvað er.. - wycedził przed zęby, zaciskając swoją pięść do walki. Był gotowy na wszystko. Ktoś się odważył na niego wpaść, to teraz będzie musiał mieć odwagę stawić mu czoła w pojedynku. No chyba, że okaże się kimś znajomym...

I tak też było. Nie miał żadnych złudzeń - to była Pandora. Ta sama dziewczyna, która nie doprowadziła go o mało do furii czy wewnętrznego wylewu. Björn był bardzo zdziwiony. Wszak co ona mogła tutaj robić o tej porze roku, dodając do tego fakt, że mieli się już przecież nie spotkać.

Ze stanu szoku wybiło go śmiech jego kompanów, którzy nie mogli się powstrzymać i po prostu wybuchli kiedy usłyszeli zwrot jakim obdarzyła go dziewczyna. 'Niedźwiadek' - bo tak się do niego zwróciła to była bardzo niespotykana forma, jaką ktokolwiek się zwracał do Hjalmara. Przede wszystkim dlatego, że nikt inny poza nią się tak do niego nie odzywał. Młody kowal nie zamierzał się jednak tym zbytnio przejmować. Uniósł tylko zacisniętą rękę na swoich kolegów, dając im do zrozumienia, że jeżeli nie przestaną się śmiać to przywitają się z jego pięścia. Oni zaś, nauczeni, że żarty się skończyły, przerwali cały proceder niemal tak szybko jak go zaczęli.

- Zaraz wracam - powiedział do swojej ekipy, a następnie pociągnął Pandorę kawałek na bok. Odeszli dobre kilkanaście kroków. Wszystko po to aby mieć pewność, że banda tamtych durniów nie będzie słyszała ich rozmowy. Chłopak specjalnie wybrał taki dystans, ponieważ tamci też znali angielski, więc mogliby podsłuchiwać, co zresztą zapewnie z chęcią zaraz uczynią - Co Ty tu robisz? - zapytał lekko ściszonym głosem. Teraz zdał sobie sprawę, że takie zabranie jej na bok nie było zbytnio strategicznym rozwiązaniem, które mogło sugerować, że 'coś jest na rzeczy'.

- Nie. Mieszkam niedaleko. Zresztą to Ty ze wszystkich możliwości świętowania Lithy, wybierasz Islandię - stwierdził zgodnie z prawdą. Miała przecież tyle możliwości na spędzenie tego czasu, a wybrała tę małą wyspę - I kto to mówi? Chciałbym zauważyć, że to prędzej Ty to robisz aniżeli ja. To nie ja wabię dzikich traperów, którzy spadają z drzewa, a następnie są brani za niedźwiedzie - przypomniał jej, jeżeli już zapomniała sposób w jaki się poznali.

- Nie spodziewałem się Ciebie tutaj. W ogóle się nie spodziewałem Ciebie już nigdy spotkać tak szczerze. Myślałem, że po Twoich ostatnich przygodach masz już dość mojej ojczyzny na zawsze - parsknął śmiechem - Jak nauka islandzkiego? - zagaił temat kiedy przypomniał sobie o jej słowach dotyczących chęci nauki tego języka - Napijesz się czegoś? Akurat szedłem po dolewkę - zaproponował, unosząc do góry swój róg w którym jeszcze przed chwilą miał złocisty trunek.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#3
26.04.2023, 19:46  ✶  
Pandora na całe szczęście nie zdążyła zauważyć pięści, którą biesiadujący Islandczyk groźnie wymachiwał, poprawiając akurat materiał sukienki, wcześniej podwiniętej do odwiedzin u owcy. Jej twarz nie kryła zdziwienia, gdy czekoladowe tęczówki przesunęły się po znajomej, chociaż nie tak bladej, jak zimą buzi i niebieskich oczach. Z perspektywy osoby trzeciej musiało wyglądać to naprawdę zabawnie, zwłaszcza chwilowe wpatrywanie się w siebie w milczeniu, jakby żadne nie było do końca pewne, jak zareagować. Na śmiech jego kolegów, odwróciła w ich stronę głowę i uniosła brew, posyłając im jednocześnie krótkie spojrzenie — pozbawione raczej zawstydzenia, mając subtelnie uniesiony podbródek. Reakcja koleżków na pięść blondyna sprawiła, że tym razem ona się roześmiała, kręcąc z niedowierzaniem głową. Zupełnie, jakby był liderem watahy, typowym samcem alfa i żaden z młodocianych wilków nie chciał go denerwować, wiedząc, że w przypadku ataku, zabraknie im sił oraz doświadczenia. Nic nie mogła poradzić na skojarzenia, które przywodził jej na myśl. Wrócila do niego całą swoją uwagą, luźno puszczając dłonie wzdłuż ciała.
- Mi..Huh? - zaczęła, jednak nie było dane jej skończyć, gdyż Hjalmar miał zupełnie inne plany i odciągnął ją na bok. Czyżby się zawstydził? A może źle było rozmawiać w jego stronach z przyjezdnym? A może.. Brunetka zamrugała, kręcąc delikatnie głową i uśmiechnęła się pod nosem do własnych myśli, zanim zgarnęła kosmyk włosów za ucho i wbiła w niego spojrzenie. Niemożliwe. - Świętuje? - idąc jego śladem, również ściszyła głos i odpowiedziała konspiracyjnym szeptem, wciąż mając przeświadczenie o abstrakcyjności tej sytuacji — bo cała Islandia, a ona trafiła akurat na ten konkretny rynek, który wybrał sobie on?
- Mówiłam Ci, że zakochałam się w Islandii, nie? Chciałam też zobaczyć ją, gdy jest cieplej i nie grozi mi zamarznięcie.
Wzruszyła delikatnie ramionami, zresztą zgodnie z prawdą. Kraj ten był tak odmienny od wszystkiego, co znała i tak dziki, że często wracała na wyspę myślami, zastanawiając się, jak wiele wyjątkowych miejsc i stworzeń jeszcze kryła. Nie mogła wybrać żadnego innego kraju na celebrowanie Lithy, nawet jeśli możliwości było wiele. Mara też chciała odwiedzić tutejsze pastwiska latem, uwielbiały swoje wyprawy we dwie. - Oh, czyli ja przyciągam Cię i trochę za mną tęskniłeś? - zapytała z figlarnym błyskiem w oczach, chowając za siebie dłonie oraz splątując ze sobą palce, nachyliła się nieco do przodu, spoglądając na niego z zaciekawieniem i wciąż z widocznym rozbawieniem w tęczówkach. Miała dobry humor, kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie ucieszyła się na jego widok. - Nie mogłabym mieć dość! Mam nadzieję, że nie jesteś rozczarowany tym, że się jednak spotykamy, bo to nie tak, że celowo wybrałam akurat tę wioskę, żeby Cię spotkać. Chociaż nie ukrywam, mam szczęście.
Mówiła mu przecież wcześniej, żeby się nie martwił i że nie będzie mu sprawiała kłopotu, ale los i bogowie chcieli widocznie inaczej. Nie tkwiąc w lesie, będąc po kilku piwach i ze słońcem nad głową, Nordgersim wyglądał na znacznie bardziej zrelaksowanego i szczęśliwego. Sama chciała zaproponować, żeby się poszli czegoś napić, skoro ostatnio nie mieli okazji, ale ją uprzedził. - Chętnie. Twoi przyjaciele chyba też chcą z nami iść, wyglądają na zaciekawionych. - zauważyła pogodnie, przechylając się nieco na bok i wyglądając zza Hjalmara, uniosła dłoń i pomachała im z uśmiechem, rozbawiona ich chyba odrobinę zaskoczoną reakcją. Wyglądali na sympatyczną bandę. - Nie musisz się martwić, nie będę mówić o Astronomii, a na Ciebie będę wołała Niedźwiadku tylko, jeśli będziemy sami. - dodała ciszej w jego kierunku, na wypadek, gdyby wstydził się, co mogłaby niemądrego palnąć. Wcale mu się nie dziwiła, zdawał się poważanym we wiosce mężczyzną, bo za każdym razem, gdy ktoś nieopodal przechodził, posyłał mu uśmiech. Znali się tu wszyscy? Muzyka zagrała głośniej, trzy dziewczynki we wiankach przemknęły pomiędzy ludźmi na ścieżce, kierując się do murku, za którym tkwiły owce, które wcześniej odwiedzała Pandora. Była zachwycona panującym tu nastrojem i atmosferą, wiatrem w skrzydłach. Wróciła uwagą do Niedźwiadka, poprawiając jedną ręką pasek od swojej torebki, którą klepnęła dłonią. - Ég er... hmm.. ao reyna? - odpowiedziała, zapewne niepoprawnie i z tragicznym akcentem, zaraz robiąc przepraszająca minę. - Mam tu słownik, ale to akcenty są okropnie twarde i trudne!
Zapamiętał jednak, że chciała się tego nauczyć! Czyli aż tak źle ich spotkania nie wspominał i być może nie było takie traumatyczne, skoro zapamiętał małe życzenie przypadkowej i niesfornej turystki. Chciała wspomnieć o tym, że udało się jej wreszcie znaleźć owcę z kompletnym futrem, a raczej wełną, ale uznała, że później będzie miała ku temu lepszą okazję. Z jej twarzy mógł z łatwością wyczytać, że miała naprawdę dobry humor, cieszyła się na jego widok i była odrobinę za bardzo podekscytowana tym, co działo się dookoła. Zachwycona, zupełnie jak wtedy, gdy pokazał jej tego wilka. Lepiej i swobodniej będzie się czuła podczas jarmarku z nim, niż sama - zwłaszcza nie znając wielu tradycji i zwyczajów tutejszych mieszkańców. Miała tylko nadzieję, że żadne z jej ewentualnych pytań nie obudzi śpiącego w nim miśka i jego ryku, który zapamiętała. - Smakowała Ci wtedy Raki? - zapytała jeszcze, spoglądając na trzymany przez niego róg, znacznie bardziej pasujący do Islandii, niż klasyczne kufle. Miała tylko obawę, że tutejsze alkohole mogły być naprawdę mocne, a ona przecież nie miała aż tak mocnej głowy.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#4
26.04.2023, 21:16  ✶  

Mówiła? Nie pamiętał. Pewnie tak było. Przez krótką chwilę nawet próbował powrócić do ich ostatniego spotkania, jednak nie był w stanie tak daleko sięgnąć pamięcią. Zjeżył więc tylko lekko brwi w tym całym bezskutecznym procederze wytężonego myślenia. Pokiwał jej głową bez przekonania na potwierdzenie jej słów.

- Ja? - wskazał na siebie ręką, a twarz miał całkowicie zaskoczoną - Nie, dlaczego miałbym? To po prostu... Umm... - starał się wyjść dobrze przez swoimi kolegami, którzy oceniali każdy jego ruch i słowo - No... Ten.. Przypadkiem się spotkaliśmy, to co. Mam udawać, że Cię nie znam? - podrapał się nerwowo po szyi. Prawdę mówiąc, Hjalmar lekko się stęsknił. Pandora w tym całym swoim chaosie była ciekawą osobą, zdolną do szerzenia pożogi i zniszczenia ale tym samym dobra i przyjaźni.

- Nie no... Umm... Nie jestem zły przecież - przyznał, czując wzrok swoich kompanów na plecach - W końcu przypadkiem tu się znalazłaś - podkreślił mówiąc głośniej aby te plotkarskie hieny to bardzo dobrze usłyszały. Jeszcze by tylko brakowało żeby zaczęli rozpowiadać o nim jakieś niestworzone historie. Że sobie ściąga jakieś zagraniczne kobiety na Lithę czy inne tego typu herezje.

- Tsaa... Zaciekawionych... - odparł wypuszczając ciężko powietrze kiedy odwrócił się w ich stronę. A oni mieli ubaw w najlepsze. Nie pozostawali dłużni Pandorze i odmachali jej od razu po niej. Nie potrzebowali do tego specjalnego zaproszenia. Co gorsza dla Nordgersima - jego druhowie poczuli się na siłach kiedy ten stał obok dziewczyny. Zupełnie jakby zapomnieli jaki los ich spotka za niesubordynację.

Nie obyło się oczywiście bez komentarzy w ich kierunku. Jak na przykład "No dawaj Hjalmar. Dasz radę" albo "Może nas przedstawisz swojej koleżance?". W tym momencie chciał ich zabić. Przemienić się w wilkołaka i rozszarpać ich na strzępy. Jednak tak się nie stało, a to były tylko głupie żarciki ze strony jego bandy. I to komentarze za którymi 'niedźwiadek' nie za bardzo przepadał.

Pandora mogła zauważyć irytację na jego twarzy kiedy odwrócił się ponownie w jej kierunku, starając się zignorować tamtych idiotów, którzy za wszelką cenę starali się 'wesprzeć' Mara - Na pewno chcesz z nimi iść? Nie dadzą Ci spokoju, bo zaczną się doszukiwać jakiegoś drugiego dna - zapytał ją w trosce jakby starał się ją ochronić przed tą niesforną hordą - Znaczy no tak, tak... Umm... Chodźmy się napić... Tak... - szybko starał się poprawić kiedy zdał sobie sprawę jak to zabrzmiało. Próbował uratować swoją reputację. W końcu był twardym i nieznającym litości berserkerem, a nie jakimś 'pluszowym misiem' co by się przejmował innymi. A może jednak trochę wewnątrz był?

Mimo, że powiedział aby to zrobili to nadal stał przed swoją znajomą i nie wyglądał jakby chciał gdziekolwiek się na razie ruszyć.

- Dobrze - pokiwał głową zgadzając się aby tak do niego mówiła - Znaczy no... Tylko jak nie będziesz dawała rady mówić Hjalmar... Bo wiem, że... Zresztą mniejsza - ponownie się zreflektował lecz nie dokończył swojej wypowiedzi. To już był drugi raz kiedy zrobił coś, czego przeważnie by nie zrobił. Czyżby dziewczyna miała na niego taki wpływ?

Swoim wzrokiem podążył za Pandorą aby przyjrzeć się temu na co ona spoglądała. No tak chmurki... Pokręcił głową z niedowierzaniem ale na jego twarzy zagościł lekki uśmiech kiedy sobie przypomniał o tej niedorzecznej nazwie na owce.

- Nie jest źle. Co prawda daleka droga przed Tobą jeszcze ale widzę potencjał - zapewnił ją i niemal nie zaoferował lekcji islandzkiego. Tym razem jednak się powstrzymał. Tylko tego by brakowało aby po raz trzeci zrobił coś pod wpływem 'aury Pandory' - Nie mówiłem Ci nigdy, że będzie prosto. Sama się uparłaś na ten język. Jedyne co mógłbym polecić to nauczyć się najpierw innego języka, na przykład szwedzkiego, a później mojego. To mogłoby by pomóc - dał jej ekspercką poradę w tej kwestii. Sam się tak szybko nauczył języka Szwedów - dzięki znajomości islandzkiego.

Mimo upływu kilku miesięcy, Prewettówna nadal zachowywała się jak małe dziecko w oczach Nordgersima. Cieszyła się ze wszystkiego i na wszystko. Zupełnie nie pasowała do zimnego i ponurego klimatu Islandii. Tutaj ludzie podchodzili do innych z dużą niepewnością, która często przeradzała się w swego rodzaju nieufność.

- Rakvi? - zapytał zdziwiony. Dlaczego miałby próbować Rökkviego? Nie rozumiał za bardzo skąd w jej głowie zrodziła się taka myśl - Aaa.. Ten alkohol, tak? - przypomniał sobie po krótkiej chwili jak wrócił nabombany do domu i poszedł od razu spać - Był całkiem niezły. Pewnie jakbym go zjadł z jakąś słoninka czy boczkiem to byłby dużo lepszy, a tak to go wydudniłem w drodze do chaty - odparł wesoło - Wiesz. Bałem się, że zamarznę, dlatego podjąłem środki aby to się nie stało - starał się wytłumaczyć swoje działanie. Prawda była taka, że potrzebował się odstresować po tym jakże dziwnym spotkaniu z nią.

Rozejrzał się wokół. Pierwsze co zobaczył to swoich kolegów, którzy nadal nie odpuszczali i wykonywali jakieś gesty w ich kierunku. Jeden z nich złożył usta w dzióbek, na co Hjalmar odpowiedział mu stuknięciem się w czoło, co rozbawiło gromadę.

- Co byś chciała się napić? Piłaś kiedyś z takiego rogu? - zapytał podnosząc swój dzisiejszy kufel i ukazując całe jego piękno - Jakieś piwo się znajdzie. Miód i gorzałka pewnie też. Może nawet coś lżejszego jakbyś chciała - wymienił dostępne trunki, które rzuciły mu się w oczy. Hjalmar przejął rolę gospodarza na tym festiwalu. Podjął decyzję, że będzie jej przewodnikiem - nie po reż pierwszy zresztą.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#5
26.04.2023, 22:21  ✶  
Im dłużej mu się przyglądała, gdy rozmyślał nad odpowiedziami znacznie bardziej, niż w lutym, tym bardziej podejrzewała go o odrobinę nieśmiałości. Brakowało tylko rozkosznych rumieńców na jasnych licach, ale mając za plecami kolegów, byłoby to zbyt ryzykowne. Zawsze tak było — już od czasów Hogwartu, że chłopcy w grupach bardzo uważali na swoje słowa i zachowania, nie chcąc dać pozostałym powodów do plotek i komentarzy, jakiejkolwiek formy śmiechu. Tym bardziej tutaj, na mroźnej Islandii, która aktualnie tkwiła skąpana w promieniach zachodzącego słońca, zdawała się wymagać od mężczyzn zachowania typowego dla wojowników i myśliwych. Była zadziorna i zaczepna, strasznie korciło ją ułożenie odpowiedzi w takich sposób, aby wyszła dwuznacznie, a mówiąc, zapewne obdarzyłaby jego kolegów pociągłym spojrzeniem tylko po to, żeby im utrzeć nosa. Nie była jednak pewna, jak poradziłby sobie z jej figlarnością Niedźwiadek. - Jakbyś udawał, że mnie nie znasz, to chyba bym się załamała. - przyznała szczerze, przekręcając głowę na bok i przesuwając wzrokiem po jego twarzy, odnalazła błękitne tęczówki. Pozwoliła sobie puścić mu oczko, zanim dodała tylko. - Bo ja się nawet trochę stęskniłam. Nie zdążyliśmy się wtedy napić. No i skorzystać ze źródła.
Nie mogła się jednak powstrzymać, więc zaraz niewinnie przeczesała dłonią włosy, pozwalając by szeroki materiał rękawa od sukienki, zakołysał się i odsłonił jej ramię pod wpływem ruchu. Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, bo jej ulubiony Islandczyk wydawał się cały czas niesamowicie spięci, a jego koledzy, faktycznie, im częściej zerkała w ich stronę, tym bliżej byli i coraz mocniej się uśmiechali. Zupełnie jak nastolatki! Nie miała jednak do nich pretensji, niezależnie od tego, co mogli sobie o niej myśleć, bo nijak ją to obchodziło.
- Już nie bądź dla nich taki surowy, niewiele tu osób spoza Islandii, a ja ze swoją karnacją włożyłam jeszcze białą sukienkę, rzucam się w oczy. Też byłabym ciekawa. - powiedziała pogodnym i spokojnym głosem, starając się jego kolegów trochę wytłumaczyć. Niewielu chyba ludzi decydowało się na Islandii zamieszkać, więc nowe twarze były dla mieszkańców pewnie też trochę źródłem ciekawych nowinek ze świata i możliwości zapoznania się z różnymi tradycjami. To działało trochę w dwie strony. I druga sprawa, byli dość uroczy z tymi swoimi łobuzerskimi uśmiechami, które w jakiś sposób, wciąż miały odrobinę chłopięcego uroku. Gdy jej odmachali, posłała im uśmiech, a na ich słowa uniosła brew. - Wiecie, że was słyszę? Wydawało mi się, że mężczyzna z Islandii sam przedstawia się kobiecie, a nie czeka, aż kolega to zrobi za niego.
Puściła im nawet oczko ze śmiechem, zaraz się jednak prostując i odchylając niego głowę do tyłu, aby spojrzeć na swojego — jak się okazuje — towarzysza wieczoru. Nie powinien się tak przejmować, każdy się chciał bawić i był już trochę nietrzeźwy, obchodzili w końcu dobre i pozytywne święto! A jednak był zirytowany. Jej spojrzenie nieco złagodniało.
- Nie przeszkadza mi to. No, chyba że masz żonę i ma taki topór, jak Twój, to może ewentualnie wolałabym nie, bo jednak cenie sobie głowę na karku. - wzruszyła ramionami, dzieląc się z nim swoją największą obawą związaną z ewentualnymi plotkami, które w każdym innym wypadku, zupełnie Pandorze nie wadziły.- Oj już się tak nie przejmuj, chodź, napijemy się. Polecisz mi coś dobrego? Możemy iść z nimi, możemy iść sami, zrób tak, żebyś się lepiej czuł.
Nie drgnął jednak z miejsca, a ona zacisnęła usta, żeby się nie roześmiać. Twarz, którą jej pokazywał — ta letnia i odrobinę nieśmiała, była cholernie urocza. Nie mogłaby jednak powiedzieć mu tego na głos, bo przecież był myśliwym, który miał topór i radził sobie w metrowym śniegu. - To będzie nasz sekret. - szepnęła konspiracyjnie, jeśli chodziło o używanie Niedźwiadka. Mogła oczywiście mówić po imieniu, ale lubiła być na swój sposób unikalna, a po reakcji wcześniejszej kolegów wiedziała, że tylko ona tak na niego mówi. Tym bardziej uczepi się tego, jak rzep ogona. Westchnęła miękko na dzieci i owce, która tkwiła teraz z kwiatkiem za uchem.
- Kiedyś porozmawiamy po islandzku swobodnie. Skoro wpadłam na Ciebie drugi raz, wpadnę i trzeci. - odpowiedziała po kilku chwilach z odrobiną trudu, wracając do niego spojrzeniem i zostawiając murek, zagrodę i podobne do aniołków istoty w spokoju. Mógł jednak dostrzec subtelny róż na śniadych policzkach, bardzo delikatny, bo zwykle rumieńców nie było u niej widać. Nie była łasa na typowe komplementy, które dotyczyły sukienek czy innych pierdół, ale co innego, gdy chodziło o jej umiejętności, czy rozum. Zawsze wierzyła w szczere intencje swojego rozmówcy, nigdy więc nie zaprzeczała i nie kłóciła się z takimi komplementami. - Zwycięstwo nie smakuje, gdy jest łatwe. Tak samo z kozicą, prawda? Jestem uparta, jak osioł i zwykle udaje mi się złapać to, czego chcę. Szwedzki nie jest taki.. Nie wiem, magiczny.
Pomimo użytych słów, wcale nie brzmiała na próżną czy zbyt pewną siebie, po prostu lubiła się czemuś poświęcać. Łatwo zdobyte umiejętności zwykle były stratą czasu, nie dawały satysfakcji i uśmiechu, gdy się udawały.
Roześmiała się miękko, kręcąc głową, wciąż trzymając za sobą splecione dłonie.
- Raki! Ta wódka. - wyjaśniła, a potem zamilkła, aby mógł mówić dalej. Każde kolejne słowo sprawiało, że jej brwi unosiły się w zaskoczeniu, a usta subtelnie rozchylały — Momencik, wypiłeś całą butelkę i zdołałeś wrócić do domu? Na Merlina, jaką Ty masz odporność na alkohol!
Była autentycznie pod wrażeniem, bo ona po połowie butelki z pewnością skończyłaby w zaspie śnieżnej i znaleźliby ją po tym, jak stopnieją śniegi, pod jedną z choinek. Nie była w stanie pojąć, jakim cudem mógł chodzić i trafił we właściwe miejsce, ale to pewnie kwestia tego, że zawsze umiał odnaleźć na Islandii drogę, a przynajmniej w to wierzyła. Dobrze, że nie zamarzł, bo by sobie nie wybaczyła, gdyby przez nią coś mu się stało i kiedyś by się o tym dowiedziała.
- Jeśli dam Ci całusa, to się zamkną z zaskoczenia? - zapytała cicho, zerkając w ich stronę kątem oka i rozluźniła dłonie, pozwalając im swobodnie tkwić przy ciele. Nie ma to, jak wsparcie odpowiednich skrzydłowych. Z doświadczenia widziała, że najprostszą metodą na obronę w takich sytuacjach, był atak, do którego próbowali doprowadzić z przeświadczeniem, że się nie uda. - Wszystkiego po trochu! Nie mogę być na obchodach Lithy na Islandii i nie spróbować wszystkiego, zwłaszcza z takiego roku. Napijmy się tego, co miałeś teraz chęć wypić, zaufam Ci. A do tego piwo, róg pachnie piwem. Mocnym?
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#6
27.04.2023, 00:01  ✶  

Nie mógłby udawać, że jej nie zna. Gdyby to zrobił to zaraz zapewne zaczęłaby go prześladować, a tego wolałby uniknąć. Tym bardziej w swoich rodzinnych stronach. A najgorsze w tym był fakt, że mogłaby nasłać na niego tę całą Marę czy Chmarę, która by go pewnie ugryzła w zadek za karę.

Hjalmar właśnie się dowiedział, że Pandora miała w lutym chyba jeszcze jakieś inne plany, którymi nie zdążyła się z nim wtedy podzielić. Albo może powiedziała to jako swego rodzaju próba przekomarzania się z nim? On w porównaniu do niej to zdążył się napić, a nawet nawalić w drodze powrotnej.

- Mhm... - wycedził tylko przez zęby. Bardzo mu się nie spodobało to stwierdzenie. Zwłaszcza, że ze swoim temperamentem to najchętniej nakładłby im po ryjach. I tym samym chłopaki uspokoiliby się w ułamku sekundy, jeżeli nawet nie szybciej, dając im chwilę oddechu od ich oceniających spojrzeń. Z drugiej strony Pandora lubiła chyba grać mu na nerwach - wiedziała, że "przypadkowo" spędzi Lithę na Islandii, więc dlatego "przypadkowo" założyła białą sukienkę i "przypadkowo" spotkała 'niedźwiadka'. No tylu przypadków to Hjalmar nie widział chyba nigdy w swoim życiu, aż do dzisiaj.

- No gdyby sytuacja wyglądała inaczej to pewnie by tak zrobili... A że jest jak jest to widzisz jacy są męscy... - podsumował zachowanie swojej kompanii. Trochę robili mu siarę ale czy można było się spodziewać czegoś innego? Gdyby taka sama sytuacja spotkała, któregoś z jego kamratów to zapewne Nordgersim byłby pierwszym, który zrobiłby dokładnie to samo. Oni wszyscy byli siebie warci tylko udawali świętych. Nie wiadomo po co, a przede wszystkim dla kogo.

- Żonę? - powtórzył głośniej, aby się upewnić, że dobrze usłyszał. Nie musiał długo czekać na reakcję. Niestety nie Pandory, a zgrai, która szybko podłapała temat i zmieniła typ żartu aby stał bardziej adekwatny do aktualnie toczącej się sytuacji - Co Ty mówisz jaka żona. Nie pogrzało mnie, aż tak jak mojego ojca aby w takim wieku być już przywiązanym do płota i wychowywać gromadkę dzieci - nawiązał do sytuacji Dagura, który w jego wieku miał już czwórkę pociech. To było godne podziwu, a zarazem przerażające dla Hjalmara. Cała wizja wzięcia na siebie tak dużej odpowiedzialności jak opieka nad małym człowiekiem była po prostu przytłaczająca. Na całe szczęście nie groziło mu to w najbliższej przyszłości. I to go podnosiło na duchu.

- Zobaczymy. Jeszcze nie podjąłem decyzji jak pójdziemy. Ale co do trunku to polecam bimber - przyznał. Z jednej strony przyszedł tutaj aby się nachlać z kolegami, a z drugiej nie wypadało zostawiać damy samej w opałach. Hjalmar, jak na prawdziwego dżentelmena przystało nie widział innej możliwości jak pójść z Pandorą. W końcu "przypadkiem" wpada na nią średnio co kwartał, a na kumpli codziennie.

Jej słów dotyczących sekretu nie skomentował, a tylko kiwnął głową na potwierdzenie. Niech i będzie tak jak mówi. Dopóki nie będzie zwracała się do niego w ten wymyślny sposób przy szerszej gawiedzi, tak mu to odpowiadało. Oczywiście na tyle na ile mógł mu pozwolić jego nordycki honor.

- Mam taką nadzieję. Zresztą znając Twoje szczęście do "przypadków" to tak, spotkamy się - zgodził się z nią, podkreślając losowość tych spotkań. W końcu za kolejne kilka miesięcy może sobie znowu stwierdzić, że odwiedzi Islandię. Teraz, kiedy wiedziała już gdzie ma go szukać - sytuacja stawała się bardzo klarowna. Jeżeli do dnia dzisiejszego na jej zakres poszukiwań przypadała cała wyspa, tak w tym momencie została okrojona do jednej osady i kilku okolicznych domostw.

- Bo to barbarzyński język osiołku - skwitował jej wypowiedź o "niemagiczności" szwedzkiego. Wcale jej się nie dziwił. Najchętniej w ogóle by się tego języka nie uczył, no ale szkoła... Prawdę mówiąc z wprawy i biegłości w tym języku wyleciał już dawno. Mniej więcej w momencie opuszczenia murów Durmstrangu.

- A Ty nigdy nie wypiłaś całej butelki wódki w powrocie do domu? Nie żartuj nawet. Każdy coś takiego zrobił, co najmniej raz w życiu - odparł nie rozumiejąc jej zdziwienia. Jeszcze żeby to było jakieś osiągnięcie. Po tak długiej wędrówce był spragniony, a że zaoferowaną mu taki trunek zamiast wody, to co ten biedak miał począć? Zresztą nie to aby mu się nie spodobał taki obrót spraw - Normalną? Czasem się człowiek troszkę napije i tak jakoś samo się uodparnia - wzruszył ramionami. Nie wspominał oczywiści o cało weekendowych biesiadach, które nieraz przetaczały się w wielkie libacje alkoholowe. O islandzkich weselach tym bardziej wolał nie wspominać - tam to się alkohol lał strumieniami.

Pomysł Pandory trochę go zaskoczył i wprowadził w lekkie zakłopotanie. Zresztą tak jak każdy jej krok, którego nie był w stanie przewidzieć - Umm... Nie mam pojęcia czy zamkną się z zaskoczenia. Może? Kto wie? - odparł na jej pytanie. Nikt inny w ich gronie nie próbował w ten sposób uciszyć swoich kompanów. Może to był właśnie ten czynnik "zaskoczenia", który należało wprowadzić?

- Nie boisz się, że umrzesz? - zapytał. Wolał się upewnić. Przed chwilą twierdziła, że nie wypiłaby butelki wódki w pojedynkę, a teraz chciała mieszać wszelkie trunki - Ale klient nasz pan, tak jak to się mawia - sprostował od razu - Szedłem szukać akurat czegoś mocniejszego... Ale ktoś miał odwagę wpaść na mnie i mi przeszkodzić... Nie wiem czy znasz kogoś takiego... - odpowiedział. Nie miał jednego trunku w głowie - chciał po prostu czegoś z większym woltażem. Czegoś co ich po prostu sponiewiera.

- Ale róg to prawda. Do tej pory piliśmy piwo. Możesz sobie dopisać punkt za dobry traf - odpowiedział z uśmiechem. Rozejrzał się po okolicy aby odnaleźć jakieś stoisko z alkoholem. Na szczęście nie musiał za bardzo się nadwyrężać. To czego poszukiwali było zaledwie kilkanaście kroków od nich - czyli na wyciągnięcie ręki - Proponuję na początek trochę miodu pitnego. Bardzo dobry trójniaczek. Normalnie palce lizać - zrobił dzióbek z ust, a następnie przyłożył do nich palce i pocałował je, aby podkreślić piękno smaku tego produktu. Zresztą czy można było mu się dziwić? W końcu to był jeden z najlepszych miodów jakie tylko szło dostać na rynku. Na samą myśl o tym o nim, Hjalmarowi robiło się ciepło na serduszku.

- Możemy też coś przekąsić albo poczekać na danie wieczoru - odparł wskazując na wielki ruszt przy którym praca wrzała już od kilkunastu dobrych minut - A potem zobaczymy gdzie nas nogi poniosą - nie wspomniał, że w stanie zbytniego upojenia alkoholowego, załącza mu się nieśmiertelność i tryb "łazika", który chodziłby po lesie, aż do samego rana.

- Proponuję abyśmy się odłączyli od tej bandy. Wiesz... Niepotrzebni gapie i takie tam - zaproponował uciekając lekko wzrokiem na bok i drapiąc się po szyi w standardowym dla siebie sposobie walki z niepewnością (albo nawet stresem) - Co Ty na to? - zapytał aby poznać jej opinię. Może miała inną wizję albo za wszelką cenę chciała poznać tych błaznów z jego drużyny.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#7
27.04.2023, 21:47  ✶  
Blondyn zdecydowanie wyolbrzymiał! Byłoby jej przykro, być może byłaby nawet zdruzgotana w pierwszych chwilach, ale umiała uszanować, gdy ktoś nie chciał mieć z nią do czynienia, bo przecież i takich ludzi na swojej drodze spotykała. Warto było żyć i dać żyć innym, więc żadne prześladowanie nie wchodziłoby w grę, gdyby jasno dał brunetce do zrozumienia, że ma jej dość. Wierzyła jednak, że trochę ją lubił — być może skłaniały ją do tego przeświadczenia jego reakcje, być może spojrzenie, a może właśnie fakt, że pomimo znajomych, jej nie zignorował i wciąż tkwili razem, rozmawiając. Miał jednak rację z tym, że Mara miała tendencje do bycia zbyt protekcyjną względem Pandory i faktycznie mogłaby go kopnąć, uderzyć skrzydłem lub ewentualnie dziabnąć w ucho.
Prawda była taka, że ona zwykle szła na żywioł i nie miała planów, dopóki nie przychodził na nie odpowiedni moment. Nie lubiła ograniczeń, spędzania czasu pod czyjeś zasady i chyba dlatego właśnie pracowała na zlecenia, a nie w spółkach lub warsztatach. Jego niezadowolona mina sprawiła, że westchnęła, wbijając w niego ciemne spojrzenie — był zupełnie, jak pogoda w Wielkiej Brytanii. Świeciło słońce, potem przychodziła burza, znów chwila z tęczą i mżawka z wichurą, aby noc była chłodna i spokojna, on był taki sam. Łatwo się denerwował, strasznie poważnie podchodził do wszystkiego, co mówiła i czasem traktował ją zbyt poważnie, ale nie miała oczywiście żadnych pretensji i obiekcji do tego, jaki miał temperament. Było tak ciekawiej, bo nigdy nie wiedziała, czego się po nim spodziewać.
- Wyglądasz, jakbyś mi nie wierzył, a ja Cię przecież nigdy nie okłamałam. Dlaczego się tak denerwujesz? Naprawdę, słowo honoru, nie wybrałam Islandii, tylko dlatego, że chciałam Cię spotkać. - powiedziała ze spokojem, mając nadzieję, że niedźwiadek przestanie się trochę dąsać. Miała nadzieję, że go spotka, ale nie szukała go przecież celowo — Islandia nie była tak mała, mieli mnóstwo osad, które obchodziły to święto, a na wybranie tej konkretnej, skłoniło ją położenie. Nie było daleko do wybrzeża, mieli kilka minut spacerem dobre pole na namiot i do tego mnóstwo wrzosowisk dla Mary.
Prewettówna uśmiechnęła się z rozbawieniem w ich kierunku, kręcąc delikatnie głową na jego komentarz. Wolała nie pytać, jak to niby było, bo jeszcze by znów wybuchł i podniosłoby się mu ciśnienie — plus był taki, że oznaki zdenerwowania łatwo było w jego wyglądzie wyłapać, coraz łatwiej, im dłużej mu się przyglądała. Ich zachowanie świadczyło tylko o tym, jak dobrymi są przyjaciółmi.
Przytaknęła na jego pytanie z dość poważną miną, bo chociaż byli dość młodzi, to większość osób, którą Pandora znała, była już po ślubie. A ostatnie czego chciała, to ganiająca ją z toporem mieszkanka Islandii, która byłaby zazdrosna o swojego mężczyznę i niezadowolona z jego zbyt dobrego serca i cierpliwości do obcych. - Okay, czyli moja głowa jest bezpieczna. I wiem już, że masz rodzeństwo. Niech zgadnę, jesteś starszym bratem? - uśmiechnęła się z zainteresowaniem i jakąś ulgą w jego stronę, bo wolałaby zazdrosnej partnerki uniknąć. Była dość bezpośrednia w słowach, jak i gestach, co wielu osobom mogłoby się nie spodobać, kojarzyć ze zbyt dużym spoufalaniem się, co u kobiet tępiono. Bo nie wypadało.
Każdy trunek w zasadzie jej odpowiadał, doceniał fakt, że nie chciał zostawić jej tu samej, bo chociaż umiała poznawać ludzi i nie miała problemu z odnajdywaniem się w towarzystwie, to przez sytuację z lutego z nim czuła się po prostu bezpieczniej i swobodniej. No i mieli swój sekret, a te łączyły ludzi w dziwny i zawiły sposób, którego nie umiała nawet dobrze wytłumaczyć.
- O nie mój Drogi! "Szczęście" to Twoja działka, ja tu jestem chaosem. - zaczęła z obronnym gestem, nawiązując do tego, co kiedyś powiedział jej na temat swojego imienia. Miała wtedy naprawdę duże szczęście, nawet jeśli zleciało ono z drzewa i nazwało ją wariatką. Zaśmiała się pod nosem na to wspomnienie, zaraz jednak kontynuując. - Jak wytrzymasz ze mną po alkoholu, to wytrzymasz już zawsze.
Wzruszyła ramionami, jakby rzucała jakąś oczywistość. Mógł liczyć na to, że Islandię będzie odwiedzała, ale może tym razem — wcześniej uprzedzi go sową? Chociaż lubiła te jego wielkie wejście jak nie z krzaków, to z pięścią. Bardzo mu pasowały. - Osiołku?
Uniosła brwi z rozbawieniem, ale nie miała raczej prawa do dyskusji, skoro nazywała go miśkiem lub wilkiem. Nie mogła się jednak nie zgodzić z brzmieniem szwedzkiego, był barbarzyński, chociaż miała też wrażenie, że Hjalmar zwyczajnie każdy poza własnym tak by nazwał.
- Nie, nigdy. - przyznała brunetka zgodnie z prawdą, zastanawiając się wcześniej przez kilka sekund, widocznie wertując swoje alkoholowe wspomnienia. Zdarzało się jej pić, ale nie dała rady z całą butelką lub w drodze do domu, zwykle w mieszkaniu lub w namiocie, gdy zdarzało się jej spotkać ze znajomymi lub rodziną. Nigdy nie doprowadziła się do stanu, gdzie tak całkowicie traciła nad sobą kontrolę i perspektywą było leżenie pod stołem z ewentualną dziurą w pamięci. - To wygodne, twarda głowa i duża odporność.
Milczała kilka sekund, spoglądając to na jego kolegów, to na niego i jakby zastanawiała się, co powinna zrobić, a raczej którą taktykę zastosować, żeby przestali ze swoimi komentarzami, które chyba jej ulubionego Islandczyka trochę zawstydzały i sprawiały, że myślał nad odpowiedzią dłużej, niż zwykle. - Cóż, sprawdźmy. - szepnęła z błyskiem w oczach w jego kierunku, wzruszając ramionami. Ona nie była nieśmiałą dziewczyną z Wielkiej Brytanii, dla której złapanie za rękę było powodem palpitacji serca. A pocałunki wcale nie były złe. Nie chciała jednak Hjalmara zabić, więc gdy w przeciągu mrugnięcia okiem podeszła do niego i złapała jego twarz w dłonie, wspinając się na palce, musnęła wargami jego usta delikatnie i subtelnie, chociaż z perspektywy jego stojących za plecami kolegów, mogło wyglądać to zupełnie inaczej. Miał ciepłe policzki, znacznie cieplejsze niż jej dłonie. Odsunęła się na kilka milimetrów, podnosząc na niego wzrok. - Smakujesz, jak piwo. - zauważyła cicho, zanim opadła na całe stopy i odsunęła się grzecznie pół kroku, wracając do przerwanej konwersacji.
- Bez ryzyka nie ma zabawy. Poza tym wiem, że mnie nie zostawisz, jakbym umarła i miałabym wpaść w ognisko. - odpowiedziała swobodnie i całkiem pewnie, bo już przecież jej raz pokazał, że niezależnie, jak bardzo go zdenerwuje, to i tak jej nie zostawi na pastwę losu. Tak pokazał, to tak ma. Przesunęła palcami po swojej brodzie, jednym z nich stukając w usta w zamyśleniu. - Nie mam pojęcia, kto miał czelność na Ciebie wpaść i przerwać Ci zabawę, a co dopiero spacer po trunek. Nic jednak straconego, wieczór się dopiero zaczyna. Ile już mam tych punktów i jaka jest nagroda?
Zapytała z rozbawieniem, przenosząc jeszcze na chwilę wzrok z mężczyzny, na dzieci, które wcześniej tkwiły przy owcy. Chciała sprawdzić, czy chmurka — tak, dostała imię robocze — wciąż miała za uchem kwiatek. Gdy wspomniał o miodzie z jakże wymowną gestykulacją, kiwnęła głową. - Przekonałeś mnie, nie odmówię takiej reklamie.
Nie miała pojęcia, jak smakuje pitny miód i czego się po nim spodziewać. Nie chciała jednak o tym mówić głośno, chociaż z jego spostrzegawczością, mógł z pewnością zauważyć to na jej twarzy. Powędrowała wzrokiem na ruszt, przygryzając z zakłopotaniem dolną wargę. Jak miała powiedzieć mięsożercy, że ona zupełnie nie czuję uroków pieczonego prosiaka i wystarczają jej ziemniaki, które wrzucali chyba w ogień? Lub inne warzywo, którego nie umiała z tej odległości dostrzec. Nie była jednak typem człowieka, który martwił się na zapas. Po jego słowach uśmiechnęła się tylko i przesunęła wzrok na jego kolegów — postarała się nawet, aby zrobić niewinną i uroczą minę, która zawierała spojrzenie spod ciemnych rzęs, któremu ciężko było odmówić.
- Obawiam się chłopcy, że musicie znaleźć sobie innego towarzysza do picia. Porywam go sobie. Bawcie się dobrze!
I znów bez cienia skrępowania obdarzyła ich uśmiechem, aby po chwili złapać go za rękę i pociągnąć kilka kroków za sobą tak, aby zniknęli w tłumie. Gdy odwróciła głowę przez ramię i nie mogła znaleźć jego kamratów, puściła jego palce i odwróciła twarz w jego stronę. Pamiętała, że ostatnio się nie ruszył z miejsca, więc uznała, że tym razem mu pomoże. - Dziękuje, że chcesz ze mną zostać. Ja.. Ojej, ale ładne! - przerwała, jednak gdy znaleźli się obok stoiska z jakimś rzemiosłem. Z zachwytem w oczach nachyliła się nad drewnianymi ozdobami — figurkami oraz chyba talizmanami, były też bransoletki. Widać było fach w rękach mężczyzny, który stał za stoiskiem — każdy mały detal był tak dokładny. - O, ten będzie idealny! - mruknęła pod nosem, dostrzegając widocznie coś, co chciała kupić. Sięgnęła do torebki, wyjmując sakiewkę i spojrzała na sprzedawcę z uśmiechem. - Fallegur! - zaczęła Islandzkim słowem, które zapamiętała, bo było proste i chciała pochwalić jego rękodzieła. - Ma Pan naprawdę talent, są jak żywe. Mogłabym prosić ten tutaj? - wskazała dłonią na niewielkiego niedźwiedzia na rzemyku, który był chyba naszyjnikiem. Miał ciemne oczy, ale i na to Pandora miała plan, bo przecież musiały być niebieskie. Gdy zapłaciła i złapała przedmiot w palce, obróciła go w nich delikatnie z zachwytem, a potem stanęła odrobinę na boku, wyjmując różdżkę i nakierowując na misiowe oczy, które zaraz zrobiły się niebieskie. - Przysuń się trochę, proszę? - zapytała Nordgersima, podnosząc na niego spojrzenie znad rozplątywania rzemyka.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#8
27.04.2023, 23:27  ✶  

Pandora mogła mieć tam jakąś wersję wydarzeń, która mogła nawet trzymać się kupy, jednak Hjalmar wiedział swoje i nie przyjmował innego wytłumaczenia. Według niego specjalnie to zrobiła i tyle. Jednak nie zamierzał się jednak z nią dzielić swoją opinią na temat zaistniałej sytuacji.

Pokiwał twierdząco głowo na stwierdzenie, że jest starszym bratem. I jeżeli ktoś chciałby być stricte poprawnym to musiałby dodać, że jedynym. W końcu Björn wychowywał się z 3 siostrami w domu, więc miał już jakieś doświadczenie z kobietami. Na przykład takie, które mówiło, że nie powinno się z nimi za bardzo kłócić jeżeli mają przewagę liczebną. A te miały niemal zawsze - w ich domu tylko on i Dagur byli męskimi przedstawicielami gatunku - 4 vs 2. Dosyć niefortunnie.

A już miał prawie dobry humor ale Pandora musiała mu przypomnieć o tych wszystkich astronomiach czy innych wróżbiarstwach. W tym momencie zaczął się zastanawiać czy dobrze zrobił, zdradzając jej domniemane znaczenie swojego imienia. Z drugiej strony nigdy tego nie sprawdził, więc Hjalmar wcale nie musiało oznaczać 'szczęścia'. Ale kto by się tym przejmował? Bo dzierżący to imię islandczyk w ogóle.

Czy dziewczyna teraz coś mu sugerowała? Na przykład to, że miała zamiar jeszcze bardziej go denerwować, a co gorsza w tym wszystkim - częściej? A może to było ostrzeżenie? Może Pandora zamieniała się w krwawego demona po alkoholu? Zbytnio by się nawet nie zdziwił. On sam przecież czasami lubił się zmienić w 'swój drugie ja'. Zaczęło wzbudzać to w nim lekką ciekawość. Był bardzo zainteresowany tym, do czego ta dziewczyna będzie zdolna po spożyciu trochę procentów.

Wzruszył ramionami na jej słowa. No co, uparta jesteś jak osioł przecież... Wszystkie jej czyny o tym mówiły. Zaczynając od przedzierania się środkiem zimy przez islandzkie lasy, później próbę nauki tego języka za wszelką cenę, a na przybyciu na Lithę kończąc. Była najprawdziwszym uosobieniem tego zwierzęcia, tylko w ludzkiej formie.

Chciał podsumować to tylko jednym słowem - amatorka. Pandora albo zgrywała niewinną albo rzeczywiście nie miała za wiele wspólnego z alkoholem. Chociaż czy aby na pewno nic ją nie łączyło z trunkami? Wszak nosiła jakieś procenty na swoje wyprawy - zupełnie jak Hjalmar. Z tym że Nordgersim nie krył się z tym wcale , że lubi sobie wydudnić kilka browarów czy butelkę gorzałki. Nawet uznawał to za osiągnięcie, że po takiej ilości piekielnej wody, nic szczególnego mu się nie działo, a on sam był gotów do dalszego spożycia lub wyruszenia w podróż.

- A... - spróbował coś powiedzieć jednak nie dał rady, ponieważ Pandora była dużo szybsza w swoich działaniach, a on sparaliżowany. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, zwłaszcza, że nawet jej do niczego nie podpuszczał. Na jego twarzy zagościł szok, ponieważ w swoich najskrytszych snach nie spodziewał się czegoś takiego - Mhmm... - przytaknął tylko kiedy powiedziała mu jak smakuje. Czy jednak można było się dziwić? Wszak moment temu skończył dopijać piękny, złoty napój zwany piwem.

Nie do końca było wiadome, kto był w większym szoku. Czy to był sam Hjalmar czy jego koledzy? Zarówno on jak i oni, stali wryci w ziemię, nie mają pewności jak powinni na to zareagować. To była nowość. Jego wszystkim kompanom zszedł uśmieszek z ust, a został zastąpiony szeroko otwartymi buziami - Nordgersim sam by to najchętniej zrobił ale nadal analizował to co się przed chwilą wydarzyło.

Pokiwał tylko głową jako, że nadal nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Z jednej strony był potężnym wikingiem, synem pół olbrzyma i niczego niebojącym się berserkerem. A z drugiej, zwykły całus czy buziak wprowadzał go niemal w stan śpiączki klinicznej, która przyćmiewała jego umysł i nie pozwalała mu myśleć racjonalnie.

Powtórzył ruch Pandory, z tą różnica, że on przejechał po swojej brodzie i zatrzymał się, łapiąc za jej koniec podczas gdy ona stukała się w zamyśleniu - Nie wiem... Coś możesz sobie wymyśleć... - wydukał w końcu cokolwiek z siebie. Nadal jednak pozostał w tym samym miejscu i w tej samej porze co przed chwilą. Dopiero teraz zaczęło do niego powoli dochodzić, co tak naprawdę się przed momentem wydarzyło.

Spróbowała by tylko odmówić. Wtedy musiałby wyjść z siebie, zdenerwować się i... przede wszystkim nic z tym faktem nie zrobić. Bo co innego miałby zrobić? Pobić ją tak jak swoich drogich druhów? No nie bardzo. Zmusić aby piła na siłę? To też odpadało. Była dorosłą kobietą i mogła decydować sama o sobie. Na całe szczęście, ułatwiła mu życie i po prostu się zgodziła. Nawet nie miała świadomości jak bardzo życie stało się w tym momencie prostsze.

Wysłuchał to co Pandora miała do przekazania jego kolegom i nie zareagował. Nie optował. Nie sprzeciwiał się. Odwrócił tylko do nich głowę, a następnie wzruszył ramionami by po chwili zostać wciągniętym w większą grupę ludzi, zaraz po tym jak prowodyrka dzisiejszego zamieszania pociągnęła go za dłoń.

W tym wszystkim, Hjalmar był ciekaw dwóch rzeczy. Po pierwsze jakie oni mieli miny kiedy to ON został 'uprowadzony' przez jakąś kobietę, a nie oni. A po drugie jaką on sam miał minę w tyn momencie. Miał tylko nadzieję, że nie wypadł aż tak źle pomimo swojego całkowitego odcięcia od racjonalnego myślenia.

- Nie ma pr... - zaczął, jednak nie skończył. Pandora po raz kolejny zaczęła zachowywać się jak małe dziecko. Zauważyła coś co przykuło jej uwagę i od razu musiała się przy tym znaleźć aby móc to zbadać. Dla Nordgersima to stoisko nie było niczym nowym. Znał zresztą tego handlarza, więc skinął mu głową na przywitanie, kiedy jego towarzyszka była zajęta wybieraniem jakiegoś dzieła.

Podrapał się po głowie widząc jak dziewczyna przebiera w naszyjnikach czy innych breloczkach w poszukiwaniu tego jedynego. Tego który trafiłby w jej gusta.

Na wyjaśnienia nie musiał za długo czekać, ponieważ ujrzał je sam kiedy Pandora podnosiła dobrze znany mu kształt niedźwiedzia. No tak... Tego się można było spodziewać... Przewrócił tylko oczami, a następnie ciężko westchnął, korzystając z momentu kiedy była zajęta finalizowaniem transakcji. Ona chyba wzięła sobie tego 'niedźwiadka jak będą sami' na poważne... I co chyba gorsze do serca.

- Mhm.. - odparł, a następnie wykonał polecenie, a raczej prośbę. Tylko tego brakowało... Zaraz wszyscy zaczną gadać, a banda tamtych ćwoków to już na pewno Hjalmar zdawał sobie sprawę, że od teraz na każdym kolejnym spotkaniu ze swoimi kompanami nie będzie miał tak prosto. Teraz będzie musiał przeżyć dziesiątki, jak nie setki komentarzy, porad i zaczepek dotyczących wydarzeń podczas tegorocznej Lithy.

- Dobra. Chodźmy się napić bo zaraz tu uschnę - przejął inicjatywę bojąc się tego na co jeszcze będzie w stanie wpaść właścicielka latającego konia. Pociągnął ją za dłoń aby szła przed nim. Tylko tak mógł mieć pewność, że się nie zgubi w tym tłumie - Prosto - pokierował ją, puszczając jej rękę aby przywitać się z jakimś mężczyzna. Szli tak przez kilka może kilkanaście metrów - Teraz w prawo i do tej dużej półki skalnej - wskazał jej swoim rogiem aby miała pewność w którym kierunku podążają.

Po kolejnej niedługiej chwili przeciskania się między spragnionymi ludźmi znaleźli się w miejscu docelowym - Masz bo jeszcze sobie sukienkę ubrudzisz - stwierdził, wręczając jej swój róg do której zaczął polewać miodu ze świeżo otwartej kamionki - No pitnego miodu z rogu to chyba nigdy nie piłaś - powiedział z dumą w głosie. Nalał Pandorze niemal po sam czubek. Na całe szczęście dało się z nim chodzić, lecz dla własnego bezpieczeństwa lepiej było troszkę nadpić.

Jako, że oddał swój kufel dziewczynie, nie pozostało mu nic innego jak wziąć otwarty już pojemnik i ruszyć w dalszą drogę. Z ich dwójki to właśnie Pandora bardziej przypominała damę niż on Pana na włościach. Mógł sobie pozwolić na takie prymitywne zachowanie jak picie prosto z butelki.

- Chcesz gdzieś usiąść czy może pozwiedzać okolicę? - dopytał biorąc solidny łyk z kamionki. Na jego twarzy zagościła ulga, która przeplatała się ze staniem czystego błogosławieństwa. Jakby nie patrzeć to był bardzo dobry miód pitny, który był bardzo łagodny mimo wyczuwalnej goryczki alkoholu.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#9
28.04.2023, 00:44  ✶  
I kto tu był uparty, jak osioł i jeszcze jej nie wierzył, na słowo?
Na brata pasował, jego zachowanie na to wskazywało i potwierdzenie poprzez kiwnięcie głową, uświadomiło Pandorze, skąd wzięła się w nim taka opiekuńczość i cierpliwość. Gdyby wspomniał o siostrach, to pewnie chciałaby je poznać — miała wrażenie, że były znacznie mniej odpowiedzialne i poważne, jak on. I może dlatego tak dobrze sobie z Pandorą radził? Ona była jedynaczką, miała dużą rodzinę, ale większość tej bliskiej była dużo starsza od niej i zostawiali ją zwykle samą ze sobą. Zawsze chciała mieć rodzeństwo, ale z trudem rodzice mieli ją. I Merlin im świadkiem, jak się z niej cieszyli, tak na nią narzekali. Matka wróżyła jej staropanieństwo, ojciec przestał wierzyć w możliwość oddania ją do dobrego rodu, który pomógłby interesom kasyna.
Pomimo irytowania go, uśmiech nie schodził jej z twarzy i naprawdę dobrze się z nim bawiła, doceniając naprawdę fakt, że ją znosił z całym arsenałem dziwactw. Starała się gryźć w język, ale nie zawsze jej wychodziło i czasem coś palnęła na temat, którego nie lubił i nie rozumiał, było to w Pandorowym pakiecie chaosu. Już zawsze będzie przynoszącym szczęście niedźwiadkiem, niezależnie, czy miał rację odnośnie do znaczenia tego imienia, bo ona też nie sprawdzała. Zaufała mu na słowo. Pandora teoretycznie oznaczała "Wielki Dar", ale miała też tę puszkę i potem i tak kojarzono ją tylko z nieszczęściem i chaosem, więc też się tego trzymała.
Właściwie to było oznajmienie i ostrzeżenie jednocześnie, bo alkohol pozbawiał ją resztek granic i rozsądku, który gdzieś tam miała. Jego mina sugerowała, że się nad tym zastanawiał, a ona wcale nie zamierzała ułatwiać mu życia i pozbawiać efektu niespodzianki. Najlepiej przecież, jeśli sam by zdecydował, czy była znośna, czy może zupełnie nieznośna. - Przekonasz się niebawem i sam zdecydujesz, czy wytrzymasz. - rzuciła tylko tajemniczo, bo sama nie wiedziała też do końca, jak mocno popłyną i właściwie, kiedy przekroczy moment, którego wcześniej nigdy nie przekroczyła. I co się stanie, gdy otworzy się ta puszka?
- Przynajmniej osiołki są urocze.. - zauważyła optymistycznie, a przed oczyma stanął jej siwy egzemplarz z oklapniętym uchem i nieporadnym wyrazem pyska, pewnie taki też miała w lesie, gdy ją znalazł w lutym. Miał rację, była niczym osioł, nie mogła z tym dyskutować, bo jak czegoś chciała i się uparła, bardzo trudno było zmienić jej zdanie. I jeszcze robiła na przekór, żeby wyszło na to, jak chciała.
Musiał się w końcu nauczyć brać na poważnie to, o czym Pandora mówiła!
Zawsze miała coś w plecaku, ale taka butelka starczała jej na kilka tygodni, zwykle nalewała odrobinę — na stres, na uczczenie sukcesu w rozbrojeniu trudnego mechanizmu lub po prostu na rozgrzanie. Nie przeszkadzało jej picie, ale gdy większość czasu spędzała z gadającym Pegazem, ciągłe sięganie po wysokoprocentowe napoje mogło zwiastować zbliżającą się chorobę psychiczną lub alkoholizm. Zawsze zastanawiała się, czy była w stanie się od czegoś uzależnić, ale nie chciała sprawdzać tego na alkoholu. Bo co wtedy byłoby z pracą? Trening z Islandczykiem z pewnością wzmocni jej głowę, a na pewno tolerancję na procenty, skoro chciała spróbować wszystkiego. Najgorzej, jak coś jej bardzo zasmakuje.
Był wysoki i dobrze zbudowany, stojąc na palcach i trzymając jego policzki w dłoniach, pomyślała, że ma je dość małe. Podobnie jak lica, usta też miał ciepłe i dość miękkie, a gdy uniosła powieki i dostrzegła zaskoczenie na jego twarzy, które chyba spotęgował jej komentarz, nie mogła się nie uśmiechnąć pod nosem i powstrzymać spoglądania w intensywnie niebieskie tęczówki z tak bliska.
Przez chwilę się nawet zastanawiała, czy nie był zły i postanowiła na chwilę odpuścić mu przyglądanie się, a przeniosła wzrok na koleżków, których miny wywołały tylko rozbawienie na tyle duże, że nie mogła powstrzymać śmiechu. Dorośli i wielcy mężczyźni, a załatwiła ich — zgodnie z ich życzeniem i sugestiami zresztą, jeśli pomyśleć o układaniu ust w dzióbek — przypadkowa i obca dziewczyna. Lubiła takie zwycięstwa, przez dobrą i zaskakującą strategię. I to jeszcze przyjemną w wykonaniu. Zwilżyła usta, pozbywając się z nich resztek piwnego posmaku i grzecznie wróciła wzrokiem oraz uwagą do Hjalmara, kontynuując rozmowę. Był naprawdę uroczy, zwłaszcza ta odrobina różu na polikach, sam ją przecież prowokował do takich figlarnych zagrywek.
- Co tylko chcę? Jesteś pewien? - zapytała z uniesioną brwią, gdy palec zastygł w bezruchu. Nie powinien proponować jej takich rzeczy, bo miała zwariowane pomysły i mogła właściwie zażyczyć sobie wszystkiego — od gwiazdki z nieba, poprzez szczeniaka wilka, aż do kąpieli o północy w gorącym źródle. Islandia dawała wiele możliwości, on oraz jego umiejętności dawały dużo możliwości, jarmark jeszcze więcej. Odważny z niego człowiek.
Na miód zareagowała entuzjazmem i ciekawością. Lubiła próbować nowych rzeczy, o czym chyba się już przekonał — no chyba, że była mowa o mięsie, chociaż ryby zdarzało się jej czasem zjeść. Rozpatrywała je w trochę innej kategorii niż owieczki czy świnki.
Nie musiał jej dwa razy mówić, że lepiej czułby się bez kolegów za plecami, chociaż sama nie miała nic przeciwko nim. Wierzyła jednak, że się nie obrażą i znajdą sobie towarzystwo, a ona bez większych wyrzutów sumienia i z wyjątkową łatwością, dziecinną wręcz — co ją trochę zaskoczyło, porwała go gdzieś w tłum. - Jestem pierwszą, która Cię tak porywa? Tak mi sugerują wasze twarze. - zapytała z uśmiechem, spoglądając na niego przez ramię, gdy ciągnęła go między ludźmi, gdzieś w stronę ścisłego centrum osady — w stronę ognisk, straganów i wszystkich tych wspaniałości, gdzie później mogłaby umrzeć z zachwytu. - To w sumie dobrze, wiesz?
I stało się to szybciej, niż sądziła. Bo co było piękniejszego niż rzemiosło i kunszt, talent w ludzkich dłoniach? Kupiłaby najchętniej wszystkie te figurki. Byłby z nich piękne szachy. A może miał zestaw do szachów? Gdyby nie fakt, że nawet nie patrząc na stojącego obok Nordgersima, widziała jego minę oczami wyobraźni, to z pewnością by zapytała.
Była przewidywalna? Pewnie tak. Nie umiała sama zrobić takiego breloczka, mogłaby co najwyżej zrobić mu pozytywkę, ale nie miała jak mieć jej na teraz. A chciała coś mu dać, tak po prostu i w podziękowaniu za wszystko, co dla niej zrobił. I pewnie jeszcze zrobił, bo wieczór był młody, a ona, cóż, ona była Pandorą.
- I widzisz, jak to z Tobą jest? - zaczęła, gdy przysunęła się i wsunęła rzemyki w palce, wysuwając dłonie w stronę jego szyi, żeby zawiązać mu tam rzemyk z Niedźwiedziem. - Niby doprowadzam Cię do szału, a i tak mi na tyle pozwalasz. I mnie znosisz. Wiesz, że jeśli przesadzam, to możesz mi powiedzieć? - przekręciła głowę na bok, przesuwając drewniany wisiorek w dłoniach, który ułożyła mu na torsie z zadowoleniem. - Pasuje Ci, Hjalmar. I do skóry wilka też będzie pasował.
Nie dodała, że teraz będzie miał dwa swoje totemy zwierzęce przy sobie. Nie miała zupełnie świadomości, ile mogła przysporzyć mu problemów swoim zachowaniem, które przecież nie było celowe — taka po prostu była. Jej zupełnie plotki czy komentarze nie wadziły, każdy powinien żyć własnym życiem. - Nie chciałabym, żebyś uschnął..
Zgodziła się, grzecznie opuszczając okolice stoiska z twórczością rzemieślnika, któremu posłała jeszcze jedno spojrzenie i wdzięczny uśmiech, pełen podziwu. Nie kłóciła się, szła tam, gdzie ją nakierowywał, przesuwając się pomiędzy ludźmi, czasem przepraszając, gdy kogoś zbyt mocno trąciła ramieniem. Było coraz więcej osób, to wszystko naprawdę zaczynało tętnić życiem po zmroku! Nie oznaczało to jednak, że głowa nie chodziła jej na wszystkie strony i nie wzdychała z zachwytu, gdy widziała stoisko z plackiem z jabłkami, jakieś maskotki, kwiaty czy nawet były wyroby z owczej wełny. I pamiątki z polowań! Czasem zdarzyło się jej na ułamek sekundy przystać, jednak zaraz zaciskała palce i szła dalej, do stoiska z miodem. Nie mógł przecież uschnąć.
Zacisnęła palce na dłoniach. - Nie szkodzi, to tylko sukienka. Jestem jednak pewna, że z rogu będzie lepiej smakował.
Zupełnie nie przejmowała się ubraniem, obracając przedmiotem w dłoniach i przyglądając się mu z zainteresowaniem, zanim został wypełniony miodem. - Nigdy nie piłam miodu, nie piłam też z rogu. Widzisz, ile pierwszych razy my ze sobą mamy?- zapytała tylko pogodnie, przysuwając trunek do ust. Będzie mdlący? Bardzo lepki, czy przebije się goryczka. Była trochę niecierpliwa, a do tego dał jej cały róg, musiała upić. Zrobiła dużego łyka, oblizując zaraz wargi i pokiwała z uznaniem głową, wlepiając w niego zaskoczone spojrzenie. - Miałeś rację, jest naprawdę pyszny! - zgodziła się, robiąc jeszcze jednego łyka. Bo chociaż było czuć alkohol, nie był on dominujący i natrętny. Na Morganę, jak bardzo zgubne to było?
Spojrzała na niego całkiem poważnie. - Pocałowałam Cię, porwałam, ubrałam Ci misia i jeszcze pozwalasz mi decydować? Zdajesz sobie sprawę, że wtedy będziesz musiał obejść wszystkie te stoiska i opowiedzieć mi na milion pytań? Nie wspominając o tym, że tam tańczą. - wskazała ruchem głowy na kilka osób przy ogniskach, gdzie grali na instrumentach przyjemną, żywą melodię. Pokręciła głową, robiąc kolejny łyk miodu. - Nie może być tak, że tylko ja się dobrze bawię i Cię męczę, a Ty mnie dzielnie znosisz. Pokaż mi swoje ulubione sposoby na tutejsze obchody Lithy.
Przerwała na chwilę, bo gdy szli, dostrzegła stoisko jakieś starszej pani — niewielkie, ale wypełnione kwiatami. Przekręciła głowę, łapiąc go za skrawek koszuli, który delikatnie pociągnęła. - Tylko chciałabym kupić od niej coś do włosów. I potem naprawdę, Ty decydujesz. Obiecuję.
Już nawet nie chodziło o to, że większość miała coś we włosach-czy to pojedynczy kwiatek, czy cały wianek i o to, że pasowałby jej do sukienki, a o fakt, że niewiele osób przy stoisku tej Pani się kręciło. Nie umiała tego tak zostawić, bo miała naprawdę piękne kwiaty, tylko ludzie wybierali pewnie te, które były przy samych ogniskach. Zrobiła kolejny łyk miodu. - To jest zgubne, prawda? - mruknęła pod nosem, gdy kolejny raz ta myśl przeszła jej przez głowę i wbiła ciemne oczy w trzymany przez siebie róg ze złotym napojem.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#10
29.04.2023, 13:04  ✶  

Kiedy Pandora powtórzyła jego słowa dotyczej nagrody za punkty, chociaż w nieco innej interpretacji, tylko lekko się wzdrygnął jednak nie odpowiedział. Nadal pozostawał w innym wymiarze podczas próby zrozumienia jak to wszystko się tak szybko rozwinęło. Z niewinnego przekomarzania do tak wielkich gestów? Sam nie do końca miał też pojęcia co powinien o tym sądzić o czym dobitnie informowała jego mina - połączenie niepewności, szoku i niedowierzania.

- Nikt wcześniej się nie odważył tego zrobić... - przyznał zgodnie z prawdą. Może inne kobiety się go bały? A może fakt, że u nich w zimnych krajach panowały całkowicie inne zasady i ludzie nie byli aż tak otwarci jak Pandora? I tym samym nikt nie podejmował, aż tak otwartych akcji czy nawet losowych gestów jak pochodząca z ciepłych krajów dziewczyna?

Na całe szczęście nie zrobiła żadnych większych zakupów. Jeszcze tylko tego by brakowało aby musiał to nosić, a tak by się zapewne skończyło - nawet jeżeli o to by nie poprosiła. Wszak nie wypada aby mężczyzna w sile wieku nie zaoferował pomocnej dłoni damie w opałach.

I widzisz jak to z Tobą jest... Te słowa utknęła mu w głowie przez dłuższą chwilę, a nawet skłoniła do refleksji na temat samego siebie. Uniósł jedną brew, tak jak to miał w zwyczaju, kiedy Pandora zawiązywała mu rzemyk - No jak? - rzucił między jej słowami. Sam nie zdawał sobie z tego sprawy ale jak widać nie musiał zbyt długo czekać na wytłumaczenie.

Prewettówna po raz kolejny zamiast zaakceptować stan rzeczy jaki był, to zaczęła go podważać. Czy aż tak jej nie pasowało, że Nordgersim trzyma emocje na wodzy i dzielnie znosi jej każdy ruch czy krok? Może powinien zacząć się wydzierać i  wyzywać ją od wariatek? Może to było rzeczywiście to czego potrzebowała w swoim życiu. Dziwna sprawa ale nie jemu to było oceniać - A co? Mam Cię porwać i zakopać w lesie? - zapytał jej całkowicie poważnie. To dałoby się przecież załatwić. Przesadzać to zaraz będziesz choinki w lesie jak tak dalej będziesz marudzić... - Przyzwyczaiłem się już.. - odparł urywając kawałek zdania - nie odważył się dodać ostatniego słowa, 'ignorować'. Nie to, że robił to cały czas. Raczej trzymał to jako swoją ostateczna obrona przed Pandora.

Spojrzał się pytającym wzrokiem jakby chciał się upewnić, że na pewno mu pasuje ten niebiesko oki niedźwiedź na piersi niedźwiadka. Z jednej strony miał wrażenie, że byli starzy jak świat, a zachowywali się jak małe dzieci. Z drugiej zaś czy było w tym coś złego?

Ile mogłem na to czekać... Dziewczyna w końcu zaczęła mówić z sensem. Jej słowa dotyczące tego, że nie chciałaby aby Hjalmar uschnął, wywołały na jego twarzy uśmiech. W końcu wiedział, że zbliża się pyszny trunek, który mógłby nazwać bez problemu ambrozją czy nawet swego rodzaju afrodyzjakiem.

- Taaa... Nie szkodzi, a potem będzie gadanie, że o mija sukienka, co to się stało - zaczął ja przedrzeźniać, korzystając z utartych stereotypów o typowej kobiecie damie, która nie chce nic zrobić z obawy przez ubrudzeniem swojego ubrania - Co ja biedna wtedy pocznę... - dodał przykładając rękę do swojej klatki udając tego typu 'dame'.

Nie odważył się wypowiedzieć niczego na temat 'wspólnych pierwszych razy'. Wolał przy Pandorze nie ryzykować żadnymi propozycjami - koniec końców była chaosem, którego nie szło opanować. Taką wizję o niej miał w swojej głowie Björn. I co najważniejsze, jego opinia się sprawdzała w większości przypadków, a zwłaszcza w odniesieniu do stojącej przed nim kobiety.

- No ba - wzruszył lekko ramionami. Oczywiście, że miał rację. Jak jej mógł w ogóle nie mieć? Mógł się nie znać na czarnej magii czy hodowaniu latających pegazów czy innych obiadów. Ale co jak co, o alkoholu miał bardzo duże pojęcie i wiedział co jest dobre, a co nie. A że wszystko było dobre to było jeszcze prościej niż mógłby się tego spodziewać.

- Jak zdecydujesz się aby obejść te wszystkie stoiska to przysięgam, że utopie Cię w oceanie - wycelował w nią swoim palcem, a minę miał bardzo poważną. W tym wypadku wyglądał jakby w ogóle nie żartował. Nordgersim był typowym facetem jakby nie patrzeć - nienawidził chodzić na zakupy, ponieważ nie widział w tym nic ciekawego ani interesującego - Nie, nie. Żadnych tańców też nie - zarzekł się szybko aby ostudzić jej zapał do tej interakcji. Jeszcze tylko tego mu brakowało aby sobie połamał nogi przy próbie rytmicznego ich przestawiania - I tak zadajesz milion pytań, bez znaczenia czy jest Litha czy też nie - dodał z niewinnym uśmieszkiem. Hjalmar oczywiście nie liczył ilości zadawanych przez nią pytań. Rzucił liczbę czysto szacunkową opartą o logikę tak zwanych 'pi razy drzwi'. W głębi duszy wierzył jednak, że podana przez niego liczba była bliska prawdzie - Pandora bardzo dużo pytała.

Jednak czy dziewczyna nie miała szans aby go wyciągnąć na ten cały parkiet? Mogła mieć już okazję zauważyć, że po kilku próbach, młody kowal, zgadzał się przeważne na daną rzecz przewracając przy tym oczami.

- Na tutejsze obchody? - dopytał aby mieć pewność, że dobrze usłyszał - Nie wiem czy to nie jest za duże ryzyko na kogoś o Twojej posturze. Upadek z drzewa może Cię w końcu zabić - przyznał. Lekko przekolorował z tym upadkiem. Był na tyle odpowiedzialny aby po alkoholu nie wspinać się na jakieś drzewa, tylko po to aby z nich zeskakiwać dla zabawy.

Znowu zaczęła szukać jakichś straganów. Za wszelką cenę chciała dzisiaj przetestować jego cierpliwość. I to po raz kolejny. Drugie spotkanie - druga próba. Zupełnie jak w pojedynku bokserskim - Dobrze. Wybierz sobie tego kwiatka, wianek czy cokolwiek innego, a ja Ci to sprezentuje abyśmy byli kwita - stwierdził wypuszczając ciężko powietrze aby po chwili pokręcić głową z niedowierzaniem, że takie słowa padły z jego ust. Niech mnie tylko nie rozpozna ani nie zauważy Jakby to wyglądało? Wojownik, który babra się z jakimiś kwiatami czy innymi liściami? Nie do zaakceptowania!

- Trochę tak... - odpowiedział krótko i zwięźle. Zresztą nie bardziej niż Ty... Była chaosem, a czy to właśnie nie on był zgubny? Czy to właśnie nie w nim się ludzie zatracali? Gubili bezpowrotnie cząstki siebie?

- Proponuję pójść na fiordy. Jest tam bardzo ładny widok i Tobie się krzywda nie stanie. O ile się nie poślizgniesz.. - zaproponował - Albo mnie nie zdenerwujesz - dodał po chwili. Nie groził jej, lecz po koleżeńsku ostrzegał przed skutkami takiego działania - Może spotkamy jakieś maskonury? -  wspomniał o najbardziej ikonicznym zwierzęciu Islandii i przy okazji jego własnym ptaku pocztowym. Pandora w końcu zdawała się lubić zwierzęta, więc taki pomysł powinien być dla niej okej. A jeżeli chciałaby coś bardziej 'dzikiego', zawsze mogli udać się do lasu. Śniegu już nie było, więc i dla niej byłoby dużo prościej się przemieszczać i tym samym nadążyć.

- Trochę jeszcze mamy, więc mi podróż nie straszna - stwierdził podnosząc kamionkę z miodem, którą następnie potrząsnął aby trunek rozlał się po ściankach, informując tym samym o pozostałej zawartości - Jakaś połowa. Może trochę więcej. Powinno wystarczyć na drogę do fiordów - uśmiechnął się, ponieważ miał już w swojej głowie niecny plan. Zobaczymy jaki z Ciebie wprawny wspinacz...

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (7723), Pandora Prewett (8960)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa