Listopadowa aura nie była szczególnie zachęcająca do działania. Bellatrix jednak to nie przeszkadzało. Padający deszcz jakoś od zawsze wzbudzał w niej pozytywne uczucia. Była gotowa. Dzisiaj był ten dzień kiedy będzie mogła pokazać wierność Czarnemu Panu. Nie czuła strachu, wręcz przeciwnie - towarzyszyła jej ogromna ekscytacja. Chciała zademonstrować swoje oddanie od dawna. Musieli pozbywać się szlam, oczyścić świat czarodziejów z tych plugawych pomiotów, które bezczelnie próbowały przejąć władzę w świecie, który należał do nich.
Jako towarzysza zadania wybrała Murdocka. Wiedziała o tym, że nie jest on czarodziejem czystej krwi, jednak dopóki wyznawał odpowiednie poglądy jej to nie przeszkadzało, a udowodnił jej wiele razy, że chce wspierać ich działania. Był solidnym współpracownikiem, wiedziała, że nie zawaha się podczas ewentualnego ataku, a tego potrzebowała. Sprawa była dosyć świeża, Bellatrix nie do końca wiedziała, komu może ufać w pełni, kto będzie w stanie zabić, jeśli przyjdzie taka potrzeba. Jeśli chodzi o Greybacka była pewna, że nie będzie miał z tym problemu, słyszała opowieści o jego poczynaniach, nawet jej trochę imponowały, wszak ona była dopiero na początku swojej drogi.
Aportowała się w ciemnym zaułku przy ulicy Pokątnej. Odziana była w ciemną szatę z kapturem, na twarzy miała maskę, chociaż nie do końca jej się to podobało. Uważała, że nie powinni się ukrywać - najlepiej by było gdyby wszyscy wiedzieli o jej wierności dla Czarnego Pana. Nie powinni się bać, że ktoś ich rozpozna tylko dumnie stać u jego boku, ale to przyjdzie z czasem. Wierzyła, że już niedługo wszyscy będą wiedzieć o tym, którzy czarodzieje postępują jedyną słuszną ścieżką, ci którzy uratują świat magii od brudnych mugolaków.
Czekała na mężczyznę, który miał dzisiaj z nią zaatakować niewielki sklep na Pokątnej. Bellatrix doszły słuchy, że Sproutowie dosyć mocno zaangażowali się we wspieranie lokalnych mugolaków w medykamenty. Ponoć leczyli ich za niewielkie pieniądze po tym, jak kilkoro z nich zostało zaatakowanych. Nie mogła tego zaakceptować. Musieli wiedzieć, że są na celowniku, że każda pomocna ręka wyciągnięta w stronę tych plugawych ludzi może zostać odcięta.
Nie czekała długo, jej towarzysz pojawił się w zaułku o umówionej porze. - Jak rozumiem jesteś gotowy? - Zbliżyła się do Murdocka powolnym krokiem. Zabawnie musieli wyglądać tutaj razem, ona drobna, niepozorna dziewczynka, bo przecież miała ledwie dwadzieścia lat i on, po części olbrzym.