• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[Czerwiec 1970] A może obraz? || Stanley & Stella

[Czerwiec 1970] A może obraz? || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
09.04.2023, 01:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:37 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I


- Czerwiec 1970 -



Wraz z nadejściem czerwca, nadeszła letnia pogoda oraz coroczny problem Stanleya - urodziny jego matki, Anne. Według Borgina był to najgorszy okres w roku (nie wliczając w to oczywiście zimy), głównie dlatego, że nigdy nie wiedział co takiego mógłby jej sprawić, aby była zadowolona z prezentu. Zawsze powtarzała mu, że nic nie musi jej dawać, ponieważ nic nie potrzebuje do szczęścia. Andrew, jako dobry syn, uważał, że należy jej się odpowiedni podarunek z okazji jej święta. Wszak urodziny obchodzi się raz w roku (albo jak co niektórzy co 4 lata) i chyba każdy lubi dostawać prezenty.

Każdą wolną chwilę spędzał nad próba wymyślenia tego co mógłby dla niej przynieść. Nie ważne gdzie się znajdował - czy to w pracy czy na spotkaniu ze Stellą. Czas mijał nieubłaganie, a im bliżej było tego dnia, tym w jego głowie była większa pustka. Nie potrafił wpaść na nic kreatywnego. Nic co według Stanleya, nadawało się na idealny prezent.

W tej całej desperacji, przygotował sobie nawet listę rzeczy, które do tej pory jej podarował. Ku własnemu negatywnemu zaskoczeniu, zrozumiał, że większość rzeczy na jakie się do tej pory zdecydował to były książki - wszelkiej maści atlasy lub podręczniki o eliksirach czy przyrodzie. Patrząc na ten spis stwierdził, że poprzeczka nie jest de facto zawieszona wysoko - wszystko będzie lepsze od kolejnego tomu o grzybach.

Podczas jednej z przerw od wypełniania raportów w Ministerstwie, przypomniał sobie, że koniec końców, panna Avery jest artystką. I to nie byle jaką. Gama jej umiejętności była przecież szeroka - potrafiła zarówno grać jak i malować. I w tym przypadku, ta druga umiejętność wydała mu się kluczowa. Malowanie obrazów To by był prezent na poziomie.

Zdecydowanie się na malowidło nie stanowiło jednak koniec problemów. W końcu musiał po raz kolejny poprosić o przysługę Stellę. Walczył sam ze sobą czy powinien to zrobić. Z tyłu głowy miał, że przecież już jej wisi jedno życzenie, a teraz miałaby do tego również dołączyć przysługa. Z drugiej strony mógł pójść do innego specjalisty i zbankrutować.

Decyzja zapadła dosyć szybko. Poprosi o pomoc Avery. Nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą W tym wszystkim pocieszał go fakt, który głosił, że dziewczyna mu nie odmówi. Nawet jakby przyszedł z tym pomysłem w środku nocy - tak jak miał w zwyczaju. Tym razem Stanley postawił na pełną klasę - pojawi się trzeźwy i w ciągu dnia.

Jak pomyślał, tak też zrobił. Zaszedł na ulicę Pokątną pod wieczór, kupując zawczasu bukiet dali - czyli dokładnie tych kwiatów, które ona uwielbiała. Jako, że wraz ze Stellą znali się już trochę czasu, dziewczyna zdawała sobie pewnie sprawę, że z takim bukietem przychodził zazwyczaj kiedy potrzebował jakiejś pomocy albo miał kolejny genialny pomysł. Tak też było przecież tym razem.

Tabliczka z napisem S. Avery znajdowała się w tym samym miejscu co zawsze - co oznaczała tylko jedno, nie wyprowadziła się jeszcze stąd. Chociaż i tak nie miała powodu, więc dlaczego miałaby to w ogóle robić? Zapukał trzy razy do drzwi na ostatnim piętrze. Kiedy czekał, aż drzwi się otworzą, skorzystał z okazji aby poprawić swój krawat, aby wyglądać jak najlepiej.

- Cześć - przywitał się ze swoją wybawczynią, która jeszcze nie miała pojęcia, że nią została - Proszę to dla Ciebie. Bukiet dali. Tak jak lubisz - wręczył jej kwiaty. Tym razem jednak nie było żadnego szklanego flakonika. Głównie dlatego, że za swój poprzedni taki wybryk dostał solidny opieprz od Anne. I to tylko dlatego, że za późno powiedział do kogo ten flakon trafił.

Wszedł do środka i zgodnie z tym co miał w zwyczaju robić w jej mieszkaniu - udał się na kanapę w salonie. Każde wejścia Stanleya wyglądało prawie tak jakby przychodził tutaj na jakąś terapię. Pukał do drzwi, witał się z właścicielką, przekazywał jej kwiaty (o ile takie aktualnie miał), wchodził do środka i zajmował miejsce na kanapie. A Stella siadała albo obok niego albo na fotelu naprzeciwko i zamieniała się w słuch.

- Mam do Ciebie prośbę - zaczął z lekkim zawahaniem - Tylko Ty jesteś w stanie mi pomóc. Potrzebuję znaleźć prezent dla Anne -  rozpoczął tłumaczenie swojej dzisiejszej wizyty. I to nie tak, że na Pokątnej pojawiał się tylko wtedy kiedy coś chciał albo potrzebował. Potrafił też przyjść bez większego celu albo pod wpływem alkoholu. Teraz jednak miał bardzo jasny cel, który zaliczał się jednak do tej pierwszej grupy - Pomyślałem, że sprezentuję jej jakiś obraz. I tutaj pojawiasz się Ty, cała na biało… - oznajmił, a następnie przyjrzał się jej aby wybadać reakcję. Nie chodziło mu przecież, że ma dosłownie być ubrana na biało, a raczej, że teraz jest moment w którym musi go uratować. Ponownie…



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#2
18.04.2023, 23:09  ✶  

Stella przepadała za latem. Wzbudzało w niej zawsze pozytywne emocje. Dzień był dłuższy, świat bardziej kolorowy, to zachęcało do korzystania z życia. Dużo czasu spędzała na świeżym powietrzu poszukując inspiracji w naturze, która nadal potrafiła ją zaskoczyć. Odwiedziła wiele ogrodów, pełnych barwnych kwiatów, których kolory zachęcały do malowania. Sporo czasu poświęcała malowaniu, czuła, że jest to odpowiedni moment. Jej muzyczne umiejętności również nie pozostawały zapomniane - był to okres w którym ludzie chętnie korzystali z usług wiolonczelistki. Wiele uroczystości odbywało się właśnie w tym czasie. Była więc dosyć mocno zabiegana, mimo tego, że nie potrzebowała specjalnie wielu klientów, aby się utrzymać, w końcu rodzice na niej nie oszczędzali to korzystała z tego okresu w pełni. Mogła się pokazać, zostać zapamiętana, a na tym również jej zależało.

Dzisiejszy poranek przywitał ją słonecznymi promieniami. Obudziły ją wpadając przez okno do sypialni. Nie miała akurat zaplanowanego żadnego występu. Wiedziała więc, że w pełni może zająć się malowaniem. Wzięła szybki prysznic, przydał jej się, aby się obudzić. Była gotowa do pracy. Ubrana, w krótką, żółtą sukienkę znalazła się przed sztalugą. Przygotowała farby, płótna - mogła rozpocząć pracę. Malowała pejzaż, wschód słońca nad plażą. Bardzo dobrze znała miejsce, które przyszło jej tego dnia malować. Była to jej ulubiona plaża, gdzie zabrała Stanleya pewnego kwietniowego dnia. Skupiona była na pracy, nie odrywała się od sztalugi praktycznie nawet na chwilę. Pochłonęło ją to zupełnie. Kiedy zaczynała malować, wszystko inne przestawało się liczyć. Głód wydawał się nie istnieć, to samo pragnienie, musiała przelać wszystkie emocje na płótno. Tu i teraz.

Nie miała pojęcia, kiedy minął jej niemalże cały dzień. Udało jej się jednak skończyć dzieło. Siedziała teraz na kanapie, nieco umorusana zaschniętą farbą na sukience i dłoniach i wpatrywała się w obraz. Była zadowolona z efektu, który uzyskała. Zaczęła czuć głód - nie jadła w końcu nic od rana. Powinna jednak najpierw doprowadzić się do porządku. Było to dla niej ważne, chociaż nigdzie się już dzisiaj nie wybierała. Jednak istotne było, aby zmyć z siebie te wszystkie kolory, które pojawiły się na jej ciele.

Już miała udać się do łazienki, właściwie to praktycznie podnosiła zadek, aby wstać i ruszyć pod prysznic kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Wstała. Ruszyła w kierunku drzwi, zatrzymała się jeszcze przed lustrem, by zobaczyć, jak bardzo źle wygląda po tym całym dniu spędzonym przy sztaludze - stwierdziła, że bywało gorzej, no i poszła dalej, aby otworzyć. Nie spodziewała się nikogo, także zdziwiona nieco była, że ktoś postanowił ją nawiedzić.

Otworzyła drzwi. Uśmiechnęła się promiennie, kiedy zobaczyła, że to właśnie Borgin się w nich pojawił. Była to całkiem miła niespodzianka. Dostrzegła bukiet jej ulubionych kwiatów w jego dłoni. Nie zwiastowało to niczego dobrego, zazwyczaj zjawiał się z nimi, kiedy czegoś potrzebował, albo coś nawywijał. Nie przypominała sobie, aby się ostatnio pokłócili, więc to musiało być coś innego. - Cześć, wchodź do środka. - Nie będzie przecież tak stał przed drzwiami. Przejęła kwiaty, zbliżyła je do swojego nosa, aby poczuć ich zapach. - Dziękuję, a cóż to za okazja? - Spytała jeszcze zamykając drzwi za mężczyzną.

Następnie udała się do kuchni, tam trzymała wazony. Wybrała odpowiedni, nalała do niego zimnej wody i postawiła na blacie w kuchni, kwiaty się w nim znalazły.

Dołączyła do Borgina, który to już usadowił się na kanapie. Jak zawsze, kiedy znajdował się w jej mieszkaniu. Avery zajęła miejsce na przeciwko niego, w swoim ulubionym fotelu. Przyglądała mu się uważnie, czekając właściwie na informację, co go tutaj sprowadza. Nie to, że zazwyczaj pojawiał się z jakiegoś powodu, w końcu spędzali razem dużo czasu często robiąc właściwie nic, jednak czuła, że dzisiaj jest inaczej. Miała wrażenie, że znalazł się tutaj w jakimś konkretnym celu.

Wszystko wyjaśniło się chwilę później. Prezent dla Anne. Cóż, było to nawet logiczne, że przyszedł z tym do niej. Była w końcu kobietą, pewnie łatwiej jej będzie znaleźć coś odpowiedniego. - Jakiś obraz. - Zaczęła się zastanawiać nad tym, co mogłaby dla niej stworzyć. Uświadomiła sobie, że nie wie o niej zbyt wiele. Jedynie to, że interesowała się roślinami, co było związane z jej pracą. - Co mogłabym jej namalować? Masz jakieś pomysły, życzenia, cokolwiek? - Pewnie byłoby jej łatwiej, gdyby podał jakieś konkrety. Miała jednak wrażenie, że będzie miał z tym problem, oby się myliła.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
20.04.2023, 19:43  ✶  

Czy miał jakieś życzenia? Jakieś by się znalazły. Gdyby tylko chwilę się nad tym zastanowił to za pewne wymyśliłby dużo rzeczy. Teraz jednak miał jedno, główne życzenie - otrzymać zapewnienie o pomocy przy wykonaniu obrazu. A dokładnie to po prostu ugadać szczegóły ze Stellą, która po prostu go wykona. Bo sam przecież tego nie był w stanie dokonać.

- Wiesz... Myślałem, że skoro Ty jesteś kobietą, a Anne też jest kobietą to nadajecie na jednych falach... - parsknął śmiechem - Ale spokojnie. Zanim się zdenerwujesz. To mam pewien zamysł... - przejechał po swojej brodzie, a w międzyczasie przekręcił głowę z zainteresowaniem w stronę jednego z obrazów, które ujrzał w jej mieszkaniu. Kojarzył już to miejsce - w końcu nie tak dawno został tam wyciągnięty przez autorkę tego dzieła.

Co by nie mówić, Avery miała talent. Nie dało się tego ukryć. Jak tak wpatrywał się w ten obrazek to widział dokładnie tę samą plażę co wtedy. Mógłby powiedzieć, że właśnie się na niej znajduje. Aż przypomniało mu się, że przegrał wtedy wyścig... Ale nie zamierzał o tym przypominać. Liczył, że może dziewczyna o tym zapomni.

- Wow... Bardzo ładne - stwierdził, a następnie zerwał się z kanapy aby przyjrzeć mu się z bliska. Całkowicie zapomniał o celu swojej wizyty. Kiedy znalazł się tuż obok sztalugi, zachował bezpieczny dystans. Teraz już wiedział, że Stella nie lubiła kiedy kręcił się wokół jej dzieł oraz wiolonczeli. Co najmniej jakby nie ufała jego zręczności. Przecież nagle się nie przewróci na jej najnowsze dzieło...

- Dzisiaj to malowałaś? - zapytał, kucając przed pracą i oglądając ją od dołu. Zachowywał się jakby był jakimś krytykiem sztuki, a tak naprawdę był zwykłym ignorantem, niemającym zielonego pojęcia o tym na co patrzy. Wiedział, że to obraz i że został namalowany przez Stellę. I tyle informacji mu wystarczyło, aby być szczęśliwym.

- Umm... No tak. Co ja mówiłem? - zapytał sam siebie, wstając z przy kucu. Następnie powrócił w stronę kanapy, aby kontynuować swoją myśl - Na początku myślałem, że może coś związanego z tymi wszystkimi badylami, roślinami i tego typu - przedstawił wizję - Ale potem stwierdziłem, że to raczej nie będzie dobry prezent. Bo ona tylko siedzi w tym. Ciągle te eliksiry, jakieś chabazie i Merlin jeden, sam wie co jeszcze więcej. Mogłoby się jej nie spodobać - przyznał. Gdyby dał jej taki prezent, mogłaby to odebrać jako kolejny atlas tylko w innej formie. A przecież w tym roku chciał dać jej coś wyjątkowego. Coś co zapamięta na bardzo długo.

Złożył ręce w trójkącik - A może jakiś krajobraz? - zapytał, szukając wsparcia w dziewczyna, która skradła mu serce - Tylko wiesz... Najgorsze w tym jest to, że co ten krajobraz miałby przedstawiać... - zaczął się głośno zastanawiać krążąc po pokoju - Londyn? Nie... Za bardzo wykorzystany temat. Wszyscy sobie robią jakieś obrazy z tym miastem... - stuknął palcami - A może jakieś góry? Coś ze Szkocją. Z Hogwartem może? - uniósł głowę. To nie był taki głupi pomysł jakby miał się teraz nad tym zastanowić - Tylko czy Hogwart też nie jest takim wiesz no... Zbyt oczywistym wyborem? - spojrzał na Stellę z lekko zasmuconą miną - Bo wiesz. Ja bym chciał coś takiego niespotykanego. Że jak ktoś wejdzie to będzie miał takie... Wow, jakie super! - wyjaśnił swoją potrzebę - A wtedy Anne będzie mogła powiedzieć, że to ode mnie właśnie jest - dodał. Stanley chyba za bardzo się przejął próbą zadowolenia swojej matki za wszelką cenę. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że stawał na głowie aby ją zadowolić. A panna Avery już mu wspominała o tym kilka razy. I co ważniejsze miała w tym rację, tylko że Borgin nie potrafił tego przyjąć do świadomości. Albo po prostu nie chciał. Lub też się po prostu bał sprzeciwić własnej matce.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#4
22.04.2023, 23:16  ✶  

Mógł być pewien, że mu pomoże. W końcu tym się zajmowała. Malowała obrazy na zamówienie. Tylko musiała wiedzieć, co ma namalować. Niby trochę znała Anne, ale nie do końca wiedziała co ją uszczęśliwi. Jakoś tak, nigdy nie zdołały się zbliżyć, aż na tyle. Zaczęła się zastanawiać nad motywem przewodnim, jednak w głowie miała pustkę. Może to być trudne zadanie.

- Wiesz, że to, że jesteśmy tej samej płci może nie wystarczyć? - Skomentowała jeszcze jego jakże błyskotliwy komentarz. To wcale nie było pokrzepiające. Trochę zmieniła nastawienie, kiedy usłyszała, że ma jakiś pomysł, zawsze mieli jakiś punkt wyjścia, to zdecydowanie ułatwiało sprawę. - Dobra, to opowiadaj, jestem ciekawa, co wymyśliłeś.

Powinien już się nauczyć, że ona nie zapominała. Pamiętała bardzo dobrze o swojej wygranej. Tyle, że jeszcze nie zdarzyła się okazja, aby odebrać nagrodę. Zrobi to w najmniej oczekiwanym momencie - jak za każdym razem.

Avery zauwazyła, że Stanley dostrzegł obraz, który dzisiaj malowała. Widziała, że się nim zainteresował. Kojarzył już to miejsce, jedno z jej ulubionych, była ciekawa, czy rozpoznał to miejsce. Nie mogło być inaczej, chyba, że aż tak nie przywiązywał uwagi do szczegółów.

[b]- Dziękuję. - Powiedziała, kiedy skomplementował jej pracę. Wstała jednak z fotela i ruszyła za nim. Trzymała się w tyle, kilka kroków. Czuła niepokój, kiedy ktokolwiek zbliżał się do jej dzieł. Nawet jeśli był to Borgin.

- Tak, dzisiaj, od rana. Schnie już. - Odpowiedziała na jego pytanie. Widziała, że bardzo dokładnie mu się przygląda. Był jednym z wielu, które ostatnio namalowała. Na pewno znajdzie się na niego jakiś kupiec, a jak nie to zawiśnie w domu rodziców, jak większość obrazów, która się nie sprzedała. Kolekcjonowali jej dzieła. W końcu była ich ukochaną córeczką.

- To rzeczywiście mógł być nie najlepszy pomysł. Prezent urodzinowy związany z pracą mnie osobiście by zirytował. To powinno być coś wyjątkowego. - Wiadomo, że takie rzeczy, którymi zajmowała się ciągle były najprostszą opcją, w końcu każdy wiedział, że to jest coś, co może ją zaciekawić. Jednak przecież i Anne była kimś więcej niż alchemikiem.

- Co ona lubi, tak najbardziej, co ją uspokaja? - Hogwart wydawał jej się być nieco przereklamowany, nie sądziła, że ucieszyłby dorosłego czarodzieja. Wydawało jej się, że mogłoby być zupełnie odwrotnie. - Zdaje mi się, że Anne już jest zbyt stara, żeby cieszyć się z obrazu przedstawiającego szkołę. - Postanowiła podzielić się swoją uwagą ze Stanleyem. - Jest dużo możliwości, można narysować Snowdonię,most w Cairngrom, jezioro Loch Ness. Tylko trudno mi stwierdzić, co mogłoby ją najbardziej uszczęśliwić. - To były pierwsze rzeczy które przyszły jej na myśl. Tyle, że w tym momencie nie chodziło o to, czego ona by chciała, to miało być coś, co sprawi sprzyjemność matce Stanleya.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
23.04.2023, 21:23  ✶  

Co ją uspokaja? To w zasadzie było bardzo dobre pytanie. Za pewne mógłby wymienić kilka rzeczy, które przyszły mu do głowy tak szybko jak tylko usłyszał to pytanie. Dużo więcej pomysłów miał jednak na inaczej sformułowane pytanie, a mianowicie - "co ją denerwuje"? I tutaj odpowiedź nasuwała się sama - Stanley Borgin. On ją chyba denerwował najbardziej. Ale czy można było się w ogóle dziwić takiemu obrotowi spraw?

- No pewnie jakieś zioła, fiolki, może ten jej cały moździerz do ucierania... - zaczął wymieniać, wyliczając przy okazji na palcach aby przypadkiem o czymś nie zapomniał - Eliksiry pewnie jakieś, książki o tych wszystkich... No... chabaziach, roślinach... - podrapał się po brodzie aby zmusić wszystkie szare komórki ciężkiej pracy. Potrzebował ich do przemyślenia tej kwestii jako, że nigdy się nad tym za bardzo nie zastanawiał i działał na utartych schematach, które teraz jednak nie mogły zadziałać.

- Tylko czy ten cały park narodowy Snowdonia nie jest też za bardzo przereklamowany? - zapytał sam siebie - W teorii mógłby być... Jest zielony czyli kojarzy się z roślinami z którymi spędziła całe życie... No ale skoro spędziła z nimi całe życie czy przypominanie jej o tym będzie dobrym pomysłem? Nie będzie to faux paus? - spojrzał na Stellę aby poznać jej opinię na ten temat - Most w Ciarngrom byłby chyba dobry dla kogoś kto lubuje się w architekturze albo jest jakimś budowlańcem... Albo chociaż spędził tam trochę życia... A Anne to w głównej mierze tylko siedziała w Londynie i w Hogwarcie jak się uczyła... - odparł - A z Loch Ness to mi się tylko kojarzy to, że tam ta duża jaszczurka pływa podobno... - w tym momencie zaczął się zastanawiać czy rzeczywiście coś w tym jeziorze żyło czy to nadal były tylko domysły. Może mógłby upolować tego stwora i zrobić z niego dywan czy inny szalik. To byłby niezły prezent. A na pewno efektywny. Tylko czy to nie był jeden z kolejnych "genialnych" pomysłów Borgina? Nie odważył się jednak jeszcze nim podzielić. Postanowił zachować go na czarną godzinę jeżeli nie wymyślą niczego lepszego.

Zaczął ponownie krążyć po pokoju jakby odbywali jakąś naradę wojenną. Stanley ze wszystkich sił starał się przypomnieć sobie co właściwie mogła jeszcze lubić jego matka. Nie spodziewał się jednak, że to zadanie może być takie trudne. Przez kilka ostatnich lat poświęcił się pracy w ministerstwie i mógł trochę zaniedbać relację z Anne... Ale nie spodziewał się, że to był taki poziom zaniedbania, który nie pozwoliłby mu wymyślić nic innowacyjnego...

- Wiem! Mam pomysł! - wykrzyczał unosząc dłoń z podniesionym palcem do góry jakby co najmniej dokonał przełomowego odkrycia - Urodziłaś się z paletą w ręku prawda? I jesteś wielką artystką, co nie? - zapytał retorycznie. Nie potrzebował odpowiedzi na to pytanie bo znał jej umiejętności i wiedział, że nie jest byle ulicznym karykaturzystą - Byłabyś w stanie zrobić obraz w obrazie? Pozwól, że Ci pokaże mój plan - zbliżył się niebezpiecznie blisko najnowszego dzieła Stelli - Jakby się spojrzało z tej strony to byłby jeden obraz, nie? - powiedział podchodząc od prawej, żywo przy tym gestykulując, próbując pokazać w jak najlepszym stopniu swój zarys - A jakbym podszedł tutaj to byłoby coś całkowicie innego... - dodał stając frontalne od obrazu, nie przestawając jednak machać rękoma - No, a tutaj też by było coś innego... - stwierdził stając z lewej strony. Zamilkł na chwilę aby oddać się zadumie jaka spotkała go po wymyśleniu tak genialnego pomysłu.

- Jak sądzisz? To chyba byłoby niezłe. Nie widziałem nigdy takiego obrazu - przyznał - Sam bym był chyba zachwycony z czegoś takiego - założył sobie ręce na klatce - Powinno jej się spodobać... Takie trzy motywy wybrać... Jestem pewien, że bez słowa oporu powiesiłaby go wtedy w salonie nad komodą - zapewnił Stellę. Teraz zdał sobie sprawę, że jedną z rzeczy, która na pewno sprawiała radość Anne to były te całe niedzielne obiadki...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#6
28.05.2023, 08:58  ✶  

Pytanie, które zadała było dosyć istotne. W końcu potrzebowała uzyskać jak najwięcej informacji, aby wpasować się w gust matki Borgina. Znała ją nieco, jednak nie na tyle, aby móc stwierdzić co mogłoby się jej spodobać. Ich rozmowy były bardziej typowo grzecznościowe, niżeli z tych szczerych. Przynajmniej Stella nie do końca otwierała się przed panią Borgin. Zresztą ich znajomość rozpoczęła się od kłamstwa. Nadal trochę miała do siebie wyrzuty, że nie mówiła jej prawdy. Mniejsza o to, że z czasem ta gra zaczęła zmieniać się w rzeczywistość, czy mogła więc założyć, że wcale nie było to kłamstwem? Może tak, może wcale nie powinna się obwiniać.

- Moździerz do ucierania... Na pewno może w ten sposób wyładować swoje negatywne emocje, nie ma co. - Oczami wyobraźni potrafiła sobie zwizualizować sobie zdenerwowaną matkę Stanleya która tarła zioła, aby pozbyć się złości. Było to nawet zabawne. - Nie sądzę jednak, żeby moździerz był idealnym motywem obrazu dla matki. - Miała wrażenie, że było to zdecydowanie zbyt ogólnikowe, jakby mężczyzna stojący przed nią wcale jej nie znał, nie wiedział, co ją uszczęśliwia. Sama Stella pewnie by się wkurzyła gdyby dostała coś takiego będąc na jej miejscu.

- Tak, to dosyć przewidywalny wybór. Nic wyjątkowego, jednak trudno jest mi stwierdzić, co może być lepsze. Nie znam jej na tyle. - Czasem te najprostsze opcje były najbezpieczniejsze. Avery nie należała do osób, które specjalnie lubiły ryzykować, dlatego właśnie to zaproponowała.

Najwyraźniej wszystkie propozycje Stelli zostały odrzucone. Nie do końca jej się to podobało, bo naprawdę próbowała wpasować się w gust pani Borgin. Stanley jednak dosyć szybko negował każdy jej pomysł. Na twarzy Avery mógł zobaczyć zalążek irytacji, no bo przecież próbowała. Starała się znaleźć coś odpowiedniego, a jemu nic nie odpowiadało. Westchnęła ciężko, nie było to wszystko jednak takie proste, jak mogło się wydawać na początku. Czyżby Borgin miał się okazać jednym z tych bardziej kapryśnych klientów? Kto by się tego spodziewał. Na pewno nie ona. Nie sądziła, że będzie miał aż tak ogromne oczekiwania.

Obserwowała go, kiedy przemierzał jej salon w tę i nazad. Najwyraźniej jemu również sprawiało to trochę problemu. Dobrze, nie tylko ona powinna się martwić tym tematem, w końcu chodziło o jego matkę, to on powinien znać ją najlepiej, czyż nie?

Nagle dostał olśnienia. Nie dało się nie zauważyć tej żaróweczki, która zaświeciła się nad jego głową, do tego ten entuzjazm, którego wcale nie ukrywał. Czekała tylko, aż się z nią podzieli tą złotą myślą, na szczęście nie zwlekał, tylko od razu przeszedł do rzeczy. - Oczywiście, że jestem wielką artystką. - Odpowiedziała, chociaż to stwierdzenie wcale nie potrzebowało potwierdzenia.

Stella zbliżyła się do niego, aby móc zobaczyć dokładnie o co właściwie mu chodzi. Obraz w obrazie brzmiało dosyć zagadkowo, musiała więc skupić się, aby wszystko jak najbardziej wyczerpująco zrozumieć.

- Taka optyczna iluzja? - Upewniła się jeszcze przyglądając się jak demonstruje o co jej chodzi. - Myślę, że byłabym w stanie stworzyć coś takiego. - Kto jak kto, ale Avery nie bez powodu była uznawana za jedną z wschodzących gwiazd malarstwa.

- Skoro wspominałeś o Londynie, to powiedz mi które miejsce jest jej ulubionym? - Wołała się upewnić. - - Może też Hogwart, skoro mówisz, że ma do niego sentyment. - Mieliby już jakiś plan, a to było najważniejsze. Mogłaby zacząć działać.

- Byłoby niezłe i dla mnie też stałoby się wyzwaniem, więc każdy wygrywa. - Bo przyjemność sprawiało jej odkrywanie nowych technik, mogłaby skorzystać ze swoich umiejętności związanych z rzucaniem uroków, aby lepiej to wyglądało.

- Co za zaszczyt, Anne by go powiesiła w salonie... - Jakby była jedną z największych koneserek sztuki.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
29.05.2023, 20:27  ✶  

Czy był ciężkim klientem? Jak najbardziej. Czy chciał aby ten prezent był idealny? Również. Czy sam nie miał zielonego pojęcia co jeszcze mogłoby się znaleźć na tym obrazie? Oczywiście, że tak. Tak dużo pytań na które nie potrafił odpowiedzieć, a zarazem tak mało szczegółów które potrafił jej przekazać. Borgin zdawał sobie sprawę, że może nie do końca dobrze to rozegrał, no ale cóż... Kim by był jakby podaną mu na dłoni talię, rozegrał idealnie. Zarówno Stella jak i jej mieszkanie widziały Stanleya w jego najgorszym stanie, więc czy lekko kapryśny brygadzista był czymś wyjątkowym?

- No dokładnie. Taka iluzja. Lepiej bym tego nie ujął - odparł zafascynowany tym, że zrozumiała o co mu chodzi. No i pewnie też dlatego, że nie został za to w żaden sposób sprowadzony na ziemię przez swoją kotwicę, której rolę pełniła stojąca przed nim artystka. Nikt inny tak świetnie nie był w stanie uświadomić go o bezsensowności jego pomysłów jak ona.

- Londyn? Hmm... - popukał się w podbródek w zastanowieniu. Jedyne co mu przyszło do głowy to miejsce jej pracy, czyli szpital. Poświęciła mu całe swoje dotychczasowe życie. Jemu jak i pacjentom - była z tego bardzo dumna, więc i odpowiedź na to pytanie była prosta - Święty Mung. Szpital świętego Munga. Nie ma chyba miejsca, które przypadło by jej bardziej do gustu - odparł. Anne, w wielkim skrócie, była pracoholiczką, stąd pewnie też wynikało to samo schorzenie u jej syna. Stanley jednak w porównaniu do swojej rodzicielki, zaczął powoli swego rodzaju terapię, która miała na celu wyciągnięcie go zza ministerialnego biurka na świeże powietrze. Z dala od tego całego brygadzistowskiego zgiełku - A ten trzeci to może jakieś rośliny? Tak wiesz, jakieś zioła, kwiaty... - powiedział, wskazując na dalię, które dzisiaj przekazał pannie Avery. W kwestii tych badyli, liczył akurat na nią jako, że sam nie miał żadnego pojęcia dotyczącego flory - Wtedy moglibyśmy zrobić... Znaczy Ty mogłabyś zrobić, aby to było takie przemijanie. Po lewej Hogwart, na środku te rośliny, a po prawej Mung. Co Ty na to? - skończył przedstawiać swoją wizję - Oczywiście, że zaszczyt! Jeszcze jakbym wspomniał, że to Ty go malowałaś to już chyba w ogóle by oszalała - dodał. Co by nie mówić, jego rodzicielka przecież uwielbiała Stellę i już teraz traktowała ją jak swoje dziecko mimo, że nim nie była.

Już wcześniej dostrzegł zalążek irytacji na jej twarzy, jednak początkowo go zignorował, licząc że ten samoistnie przejdzie. Widząc, że tak się jednak nie stało, nie omieszkał zrobić wszystkiego aby do jej gniewu nie dopuścić. Nadal miał w pamięci to jak ich ostatnie, wielkie nieporozumienie się zakończyło i co przyniosło w skutkach. W tym wszystkim najgorsze nawet nie było to nieporozumienie, a raczej fakt, że musiał stanąć na głowie aby mu wybaczyła jego winy. Nie czekając ani chwili dłużej odwrócił się w jej kierunku, a następnie położył jej dłonie na barkach - Stelluś nie denerwuj się. Ja wiem, że wybrzydzam i marudzę... - zaczął tłumaczyć spokojnym tonem, przejeżdżając dłonią po jej prawym ramieniu. Kiedyś na szkoleniu Aurorskim usłyszał, że do agresorów należy mówić powoli i w zrównoważony sposób - Ale postaw się w mojej sytuacji. Ja bym po prostu chciał jej dać coś wyjątkowego. Coś co zapamięta na całe życie. Nie chcę Cię tym denerwować. Dlatego powiedz tylko słowo, a wymyślę coś innego - dodał, chociaż wcale mu się nie uśmiechało zmieniać swój 'genialny pomysł', który go nawiedził. Z drugiej zaś strony, Avery była sobie sama winna dwóch rzeczy. Po pierwsze, że miała taki talent, a po drugie, że poznała Stanleya. No i pojawił się dzisiaj w drzwiach z jej ulubionymi kwiatami - to musiało świadczyć, że czegoś od niej potrzebuje.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#8
29.05.2023, 21:25  ✶  

Zdecydowanie nie spodziewała się, że zamówienie Stanleya będzie takie skomplikowane. Akurat po nim bardziej przewidywałaby prostotę. Jednak sama trochę namówiła go to tego, żeby wyszedł poza ramy. W końcu mogła narysować moździerz czy coś gdyby nie skłoniła go do myślenia. Tak pojawiło się wyzwanie, kto jak kto, ale ona nie zamierzała go odrzucić. Czuła, że może się to skończyć na całkiem niezłej zabawie. - Najważniejsze, że chyba rozumiem o co ci chodzi. - Wychodziło na to że całkiem dobrze jej wytłumaczył, co miał na myśli. Było to sporym sukcesem przy zamówieniu. Najgorzej blaiem, kiedy po tym jak stworzy obraz wychodzi, że zupełnie nie zrozumiała oczekiwań klientów, a cała jej praca idzie w kosz. No może nie w kosz, bo zawsze znajdował się na to kupiec, jednak to trwało, a ona od ręki musiała tworzyć nowe dzieła.

- Szpital. Hmm... - Zastanowiła się dłuższą chwilę, ale potrafiła już zacząć sobie to wizualizować, pomysł kiełkował jej w głowie. Jeszcze chwila i będzie widzieć cały obraz. Bardzo dobrze, oznaczało to, że była krok od akceptacji swojego pomysłu.

Przyniosła z sypialni płótno. Położyła je na stole. Zaczęła przed nim machać rękoma, aby pokazać Borginowi jak to widzi. - Od lewej, Hogwart, Mung, łąka, polne kwiaty i zioła. - Wydawało jej się to być dobrym pomysłem, potrzebowała jeszcze tylko odtatecznek akceptacji, by mieć pewność, że to jest dokładnie to, czego od niej wymaga. Później będzie mogła działać, zastanawiała się, ile czasu jej to zajmie. Nie potrafiła tego przewidzieć, bo jeszcze nigdy nie tworzyła, czegoś takiego. Im szybciej zacznie, tym lepiej - będzie mieć przynajmniej pewność, że zdąży.

- Bedziesz mógł powiedzieć Anne, że razem go zrobiliśmy. Nie byłoby to nawet kłamstwo, jakby na to nie patrzeć. - Bo pomógł jej główkować nad pomysłem, i wymyślił coś całkiem ciekawego. Mogła więc oddać mu nawet trochę swoich zasług w stworzeniu tego dzieła. Jego matka zapewne by się ucieszyła. Sama Stella bardzo lubiła dostawać prezenty, które były rękodziełami - miała wrażenie, że świadczą one o tym, że obdarowujący dobrze zna obdarowywanego.

Uniosła głowę, aby spojrzeć na jegontwarz gdy oparł jej dłonie na barkach. Przyniosło to oczekiwany efekt, bo zaczęła się uspokajać. Szybko złagodził sytuację. - Przepraszam, zawsze się denerwuję, gdy nie mogę znaleźć pomysłu, dzięki twojej pomocy jest lepiej. - Warto, aby zapamiętał ten dzień. Stella Avery - jak dobrze wiedział bardzo rzadko kiedy przepraszała, dzisiaj te słowa przeszły jej nawet bez buty zawahania przez usta.

- Nie, nie musisz zmieniać pomysłu. Jakoś sobie z tym poradzę. - Rzekła spokojnym tonem. Mógł zauważyć zmianę jej nastroju. - Kiedy te urodziny, w sensie czy planujecie jakieś przyjęcie? Powinnam również się naszykować, czy jednak kameralny wieczór matki z synem? - Dobrze by było wiedzieć, czy powinna się tam pojawić jako osoba towarzysząca, znaczy nie widziała innej opcji o ile miałoby dojść do przyjęcia. W końcu Borgin nie mógł się pojawić z kimś innym.

- Myślę, że jesteśmy dogadani. - Powiedziała jeszcze do niego zadzierając głowę do góry. Nie odsunęła się ani o krok. - Masz chęć się czegoś napić, czy wpadłeś na chwilę? - Nie miała pojęcia bowiem, jakie ma plany na dalszą część wieczoru. Mógł jednak zauważyć, że zniecierpliwiona czekała na tę informację, chyba wolałaby, żeby został choć krótką chwilę. Stęskniła się za nim, a wieczór spędzony w jego towarzystwie był zdecydowanie lepszą perspektywą niżeli siedzenie w samotności.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
30.05.2023, 20:14  ✶  

Dużo prościej to wyglądało kiedy mogli planować nad świeżym płótnem. Jej pomysł ograniczał do minimum szansę na to, że Stanley przypadkiem zniszczy któryś z obrazów Stelli - Hogwart, rośliny i Mung - poprawił lekko - Tak wiesz, przemijanie. Najpierw jak była w szkole, potem zainteresowała się w jej trakcie tymi ziołami całymi i dzięki temu zdecydowała się na pracę w Mungu - wytłumaczył swój pomysł, a raczej historię jaka stała za takim doborem scen. Krótko, zwięźle i na temat - dokładnie tak jak to widział Borgin.

- W sumie to trochę tak. Podobnie do magicznych szachów. Tam można zagrać na zasadzie mózg-ręka i to samo zastosowaliśmy tutaj - odparł ucieszony. Bardzo mu się spodobał pomysł z tym aby i on miał część udziałów w stworzeniu tego dzieła. Aż przypomniała mu się jego rozmowa z początku roku, gdzie Avery mówiła o tym, że ciężko będzie zrobić z niego talent artystyczny. Może jednak nie byłoby tak źle z jego malarstwem? Albo może Stanley powinien rzucić swój stołek w ministerstwie aby zaczęli współpracować? On by wymyślał pomysły, a Stella by malowała.

Nie miał zamiaru wzbudzać w niej żadnego poczucia winy ani nic z tych rzeczy. Chciał ją po prostu uspokoić aby nie musiał tutaj przychodzić w nocy po zakrapianej imprezie na odwagę - Nic się nie stało. Przecież to nie Twoja wina, że nie mogę się zdecydować -  odparł zgodnie z prawdą. Nie oczekiwał przeprosin ale była to data warta zapamiętania. Gdyby miał pod ręką jakiś notes albo kawałek kartki, to nie omieszkałby zapisać sobie tego na pamiątkę aby móc to w późniejszym czasie zamknąć w ramce.

Kamień spadł mu z serca, a na twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech kiedy usłyszał, że Avery sobie z tym poradzi. W końcu jak nie ona, to kto miałby sobie dać z tym radę? - Szczerze to nie planowałem żadnego przyjęcie. Ale jeżeli byś była chętna aby dać prezent razem ze mną, to mogę zorganizować małe przyjęcie. W końcu każdy lubi tort czekoladowy, nie prawdaż? - odpowiedział rozentuzjazmowany jak nigdy. Nie widział żadnego problemu aby coś przygotować, zwłaszcza jeżeli Stella byłaby chętna aby wziąć w tym również udział - A jeżeli chodzi o datę to początek lipca, a dokładniej to 4 lipca czyli sobota. Trochę czasu jeszcze jest - dodał, informując ją od razu o dacie kiedy te urodziny miałyby się odbyć gdyby wyraziła chęć stawienia się na nich.

Na jej słowa, aż mu się zabłysnęły oczy. Wszystko było ustalone, a pomysł zaakceptowany - Mówiłeś już Ci to kiedyś Stella, że jesteś najlepsza? - spojrzał na nią, a chwilę później niemal się rzucił w jej kierunku aby ją przytulić. Za wszelką cenę starał się jej również nie udusić tym samym - N-A-J-L-E-P-S-Z-A! - wyartykułował aby to podkreślić, ponieważ tak naprawdę było. Nikt go tyle nie znosił tak dobrze co panna Avery. No i jeszcze spełniała jego zachcianki i kaprysy, które czasami miał - i zachowywał się jak małe dziecko podczas nich - W sumie mógłbym się napić czegoś. Może kawy? Mam jeszcze jedną rzecz - odparł, puszczając ją ze swoich morderczych szponów, które wcale, a wcale nie chciały jej udusić. Następnie sięgnął do kieszeni płaszcza po kopertę, którą wyciągnął, tym samym pokazując Stelli i uniósł do góry, kołysząc ją na bok. Bez większego trudu można było tam dostrzec pieczęć Ministerstwa Magii.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#10
30.05.2023, 23:19  ✶  

Miała wrażenie, że to po prostu ułatwi im wizualizację. Wcale nie chodziło o to, że móglby coś popsuć... wcale. Jakby już wcześniej nie miał okazji. Szczególnie, gdy pojawiał się w tym miejscu po paru głębszych, czasem dosyć mocno chwiejąc się na nogach. - Zarejestrowałam. Kwiaty skojarzyły mi się z przemijaniem, w sensie, jako łąka, prochy, śmierć. - Trochę inaczej niż jemu, ale zamierzała się trzymać wytycznych - tak jak ją prosił. - Widzę, że sens jest inny. Zrobię tak jak mówisz, żeby ta historia została odpowiedziana w taki sposób. - Jej pomysł wiązał się raczej z nieszczęśliwym zakończeniem, a to przecież nie tak miało być.

- Nie znam się na szachach Stanley, ale wierzę, że dokładnie tak jest. - Jakoś nigdy nie przyszło jej się nauczyć w nie grać. Większą część życia spędziła malując, ewentualnie grając na wiolonczeli. Próbowała jednak znaleźć analogię do szachów, choć szło jej to trochę topornie przez to, że sama nie potrafiła w nie grać.

- Niby tak, ale zazwyczaj reaguje w ten sposób, kiedy moje pomysły zawodzą. - Postanowiła wyjaśnić, skąd wzięła się jej irytacja. Właściwie to pierwszy raz mogli podyskutować o tym, czym się zajmowała. W końcu jak do tej pory Borgin widział jedynie kilka jej obrazów. Nie rozmawiali jak dotąd o samym procesie twórczym. Dlatego właśnie chciała mu to nieco wyjaśnić.

Nie miało być przyjęcia, nie chciała się wpraszać, bo może miał ochotę spędzić ten wieczór sam z matką, a ona tak zupełnie niepotrzebnie teraz się narzuciła. - Nie ma nic wspanialszego od czekolady, tyle, że nie chciałabym wam przeszkadzać. Rozumiem, że możesz chcieć spędzić ten dzień sam na sam z nią, a raczej ona z tobą, bo to w końu jej urodziny. - Miała świadomość, że każdy lubił w inny sposób celebrować swoje urodziny. Dla Anne zapewne największą przyjemnością było spędzanie tego dnia z jedynym synem - naprawdę potrafiła to zrozumieć.

Nie spodziewała się zupełnie tego nagłego przytulenia. Trochę zabolało, ale mimo to zaśmiała się w głos. W końcu mógł zabić, a tylko trochę zgniótł. - Chyba mówiłeś, chociaż może nie, mógłbyś powtórzyć? - Na pewno zapamięta te słowa, kiedy dojdzie między nimi do jakiejś sprzeczki będzie mogła to wykorzystać. - i nie przesadzajmy, to nic nadzwyczajnego. Zobaczymy w ogóle, co wyjdzie z twojego pomysłu i mojej wizji, mam nadzieję, że wtedy będziesz mówił podobnie. - Nie chciałaby rozczarować Stanleya. Tym bardziej, że miał bardzo konkretne oczekiwania, będzie musiała się mocno skupić, aby wszystko poszło po ich myśli. Zależało jej bowiem na tym, żeby ten obraz naprawdę był idealny, bo robiła go dla niego. Znaczy dla Anne.

- W takim wypadku, zaraz zrobię kawę. - Jednak zostanie na chwilę, ucieszyła się. Już miała się odwrócić na pięcie i udać w stronę kuchni, gdy wspomniał o tym, że ma coś jeszcze. Oczy jej się zaświeciły, była ciekawa, o wymyślił tym razem. Przyglądała się uważnie kopercie, którą trzymał w dłoni.

- Ministerstwo Magii? - Zapytała zainteresowana. - Nie trzymaj mnie dłużej w niepewności, co to takiego? - Podeszła bliżej Borgina, żeby móc przyjrzeć się temu dokładniej. - No mów, co jest w kopercie, prooooszę. - Gdyby była trochę wyższa pewnie próbowałaby mu ją wyrwać z ręki, no ale nie była.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (5116), Stella Avery (4556)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa