• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[ Styczeń 1970, Londyn] Nazwać Nienazwane | Hjalmar x Pandora

[ Styczeń 1970, Londyn] Nazwać Nienazwane | Hjalmar x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#1
01.06.2023, 23:43  ✶  
Trzy dni po odwiedzinach Kuźni należącej do rodziny Hjalmara przez Akane oraz Pandorę, nadszedł czas wspomnianej przez dziewczyny wystawy oraz imprezy. Prawda była jednak taka, że nie wyrobiła się z przygotowaniem wszystkiego na pierwotny termin, przekładając pierwszą gdzieś w okolicach lutego, ale nie znaczyło to wcale, że czarnowłosa zamierzała odwoływać rezerwację stolików w pubie oraz zaproszonych gości. To było niedopuszczalne, a ludzie znali ją na tyle, że większość była i tak przekonana, że jej optymistycznie rzucony termin po trzech tygodniach od rozpoczęcia pracy nad wszelką formą sztuki, którą jej "fani" mieli oglądać, był nierealny. Wybrany przez nią pub znajdował się w mugolskiej części Londynu, chociaż znało go sporo czarodziejów. Budynek liczył sobie ponad sto lat, wykonany był z drewna oraz kamienia, a wnętrze tonęło w dębowym drewnie, przez co był tu świetny klimat i dobre, kraftowe piwo od lokalnych browarników. Nie było to duże pomieszczenie, jego główną część stanowił długi szynk, za którym tkwiły beczki oraz półki z alkoholami, a także znajdowały się drzwi do niewielkiej kuchni, bo można było tu przekąsić lokalne specjały — rybę z frytkami, shepard pie czy sernik cytrynowy. Stoliki były prostokątne, na wzór starych karczm znajdowały się przy nich głównie ławy, niewiele było dostawionych krzesełek. Główna część sali była kwadratowa, tkwiła tam niewielka scenka, gdzie jakieś małe zespoły lub soliści mogli dawać występy, lub samemu można było robić sobie karaoke. Były też strzałki oraz stół do bilardu, chociaż ten znajdował się na półpiętrze, nieopodal toalet. Budynek mógł pomieścić około stu osób?
Mugole kochali przesiadywanie w pubach, towarzystwo było więc wymieszane, chociaż Azjatka zarezerwowała trzy największe stoliki. Wewnątrz unosił się zapach piwa, tytoniu oraz smażonych ryb, co było typowym aromatem dla takich miejsc. Muzyka grała w tle, było głośno i ciepło, ludzie wszelkiej maści śmiali się i rozmawiali, ubrani w modne, kolorowe stroje lub boho, gdzie dominowała biel. Co jakiś czas można było dostrzec błysk lampy od aparatu. Brunetka nie wiedziała, czy Hjalmar da radę się wyrwać z pracy, ale zaproszenie było otwarte i przez pierwszy czas, dopóki nie wypiła pierwszych dwóch kieliszków, zerkała czasem w stronę drzwi. Nie chciała go do niczego namawiać, przeprowadzka tutaj i tak była trudna, a Londyn, jak i wszyscy Ci ludzie, mieli być dla niego bardzo intensywni. Siedziała na skraju krzesła razem z jakimś drobnym, czarnoskórym chłopakiem w różowej koszuli, który gestykulował w rozmowie z Akane na temat sztuki, czasem się wtrącała, chociaż jej uwaga skupiona była bardziej na drugiej dziewczynie o jasnych włosach. Katie były Brytyjką, przemiłą mugolką, która pracowała w bibliotece i przyprowadził ją tu jeden z chłopaków. Starała się, ogólnie rzecz biorąc z każdym rozmawiać, do każdego uśmiechnąć i po prostu dobrze bawić. Zsunęła się jednak z krzesła, zsuwając z ramion skórzaną kurtkę, którą miała na sobie i zostając w zwykłej, czarnej sukience z delikatnym dekoltem, podeszła do baru, zajmując jeden ze stołków. Tym razem postawiła na mocniejszy makijaż, podkreśliła oczy i nawet ubrała jakieś bransoletki, a także wiszące kolczyki, włosy związując w wysoką, układającą się w fale kitkę. Zamówiła sobie cztery szybkie szoty i paluszki, zagadując dobrze znanego sobie barmana, który proponował jej ich najnowsze, ciemne piwo z nutą karmelu, ale wiedziała, że jak wymiesza ze sobą trunki, to będzie absolutna apokalipsa i to wcześniej, niż naścienny zegar wybije północ. Kolejni ludzie wchodzili do paru, kolejni rozmawiali i śmiali się, a gospodyni zginęła jej z oczu, znikając chyba w łazience z jakimś chłopakiem, o czym jak dowiedziała się od mijającej jej Katie — która szła chyba w stronę karaoke, skwitowała pokręceniem głowy. Obróciła się przodem do dwójki chłopaków, z którymi akurat wpadła w rozmowę na temat słuszności paluszków nad orzeszkami, strzelając w międzyczasie toast i opróżniając drugi z czterech kieliszków, które przyniósł jej barman.
- Absolutnie nie. Paluszki nie brudzą tak rąk i wygodniej je podjadać przy piciu, zupełnie się nie znacie. - skwitowała pogodnym, ale upartym tonem, zakładając nogę na nogę, przez co sukienka powędrowała jej nieco poniżej połowy uda, ale zupełnie nie zwracała na to uwagi, wpatrując się w swoich rozmówców, do których podeszła jeszcze ruda dziewczyna, przybijając sobie z nią piątkę. Nie pamiętała, jak się nazywała, ale była pewna, że się widziały.
- Orzeszki są bardziej syte, mniej Cię zapchają. Jak chcesz, możemy iść i o tym podyskutować na papierosa na zewnątrz. - brunet skrzyżował ręce na koszulce, posyłając jej wzywające spojrzenie, na które jedynie prychnęła, odrobinkę już nietrzeźwa. Jak zwykle niewiele spała i niewiele zjadła, a cały dzień była w biegu, żeby uwinąć się z pracą i dotrzeć na to przyjęcie Akane, która ostatecznie pierwsza zniknęła. Była jednak pewna, że wróci, bo przecież było dopiero chyba około dwudziestej pierwszej.
- Mogłabym, ale chyba jeszcze na kogoś czekam no i powiedziałeś to w taki sposób, że jestem przekonana, że masz inne plany, niż dyskusja ze mną. - odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając mu zadziorny uśmiech i wyciągając ze szklanki kolejnego paluszka, zaczęła go chrupać. Chłopak roześmiał się, bezradnie rozkładając dłonie, zupełnie, jakby go przejrzała i wskazał dłonią na swój kufel, chcąc widocznie wnieść toast. Za jej spostrzegawczość może, czy doskonałą ripostę? Prewettówna nie była pewna. Westchnęła jednak, przesuwając za ucho luźny kosmyk włosów, który uciekł jej z kitki i złapała za swój kieliszek, chwilę przyglądając się jego zawartości - nie była to czysta wódka, bo były kolorowe i akurat w palcach miała błękitny. Poprawiła się na stołku, stukając paznokciami w szkło, zanim objęła je palcami i uniosła, ostatecznie się zgadzając. - Za wyższość paluszków nad orzeszkami.
- Niech mają remis, nie bądź taka! I nie powiedziałaś mi, czy pójdziesz, jak przestaniesz już.
- Ale co? - przekręciła głowę, a chwilę później opróżniła kieliszek jednym łykiem, uznając, że najwyższy czas na małą przerwę, bo chociaż dwa poprzednie drinki był bardzo słabe, będąc w głównej mierze gazowanym napojem, to jednak wewnątrz było naprawdę ciepło i duszno, a to prosta droga ku pełnej nietrzeźwości. Aby to powstrzymać, musiała więc zjeść jeszcze jednego paluszka. Muzyka zagrała głośniej, a Pandora usłyszała w tle Katie — nieco zwodzącą, ale wciąż miała miły głos, może z odrobiną chrypki, który w ogóle nie pasował do pracownika biblioteki, przez co spojrzała w jej stronę i roześmiała się, gdy ta zarzuciła włosami w rytm jakieś popularnej, mugolskiej piosenki.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#2
03.06.2023, 23:33  ✶  

Długo bił się z myślami czy pójść na tę wystawę z duchami czy też nie. Z jednej strony wolał ją sobie odpuścić jako, że czas spędzony w kuźni był dużo przyjemniejszy od jakichś pubów. Z drugiej zaś czuł, że nie wszystko wyjaśnili sobie wzajemnie z Pandorą i potrzebowali do tego neutralnego gruntu. Warsztat Nordgersimów był ziemią na której miał przewagę, magiczna część Londynu to był teren Prewettówny. Nic więc dziwnego, że pub w mugolskiej części stolicy Wielkiej Brytanii wydawał się idealnym miejscem na takie spotkanie. I pewnie tylko dlatego, Hjalmar zdecydował się na to aby się tam pojawić.

Nie byłby jednak sobą gdyby nie pracował do późna przy piecu. Ledwo załapał się na ostatni możliwy transport do Londynu. Trochę pobłądził po ulicach tego olbrzymiego miasta zanim odnalazł lokal w którym miał się zjawić. Ludzi było od groma - ciągle ktoś wchodził czy wychodził. Dla Islandczyka był to dosyć nietypowy widok, niemalże pierwszy w swoim rodzaju. W końcu na Islandii pili i bawili się pod gołym niebem, a imprezy pod dachem należały do rzadkości.

Przez dłuższą chwilę stał po drugiej stronie ulicy, podpierając się o drzewo aby po prostu obserwować ten pub. Powinien tam wejść jakby nigdy nic? Czy może poczekać, aż któraś ze znanych mu dusz akurat wyjdzie na dwór aby mógł się podłączyć? Nie to aby znał jakoś dużo osób do których mógłby się przyłączyć - tych w końcu były tylko 2, Pandora i Akane. Na swój sposób musiał wyglądać dziwnie dla reszty gości, jednak nie bardzo się tym przejmował. Nordgersim po prostu oczekiwał na odpowiedni moment aby zrobić tam wejście smoka.

Po krótkiej, lecz dosyć intensywnej batalii z samym sobą, przemógł się i niepewnym krokiem wszedł do środka. Pierwsze co go uderzyło to jazgot i harmider, który panował w środku. Nie było tutaj żadnego ładu ani składu - tu było wszystko. Jedni śpiewali, drudzy rzucali, a trzeci już się zataczali. A więc tak wygląda ta cała Anglia... Pokiwał głową z lekką dezaprobatą, a następnie ruszył w głąb sali.

Zatrzymał się przy ladzie, gdzie zamówił jedno piwo. Za wszelką cenę starał się wyglądać jak ktoś tutejszy aby przypadkiem nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Na nic to się jednak nie zdało z różnych przyczyn, jednak najpewniej miał na to wpływ jego północny wygląd, nie pasujący do brytyjskich standardów. Ubiorem też mógł się trochę wyróżniać jako, że miał założoną zwykłą czerwoną koszulę w kratę i do tego wygodne spodnie - w skrócie nic szczególne w porównaniu do reszty osób. W zasadzie wygląd Hjalmara można było określić jak jakiegoś robotnika, który po ciężkim dniu przyszedł się trochę wyluzować i odpocząć. Co by nie mówić, trochę tak było - z tą różnicą, że nie był budowlańcem, a rzemieślnikiem. I to nie byle jakiej klasy!

Dopił piwo w akompaniamencie wrzasków nadciągających z małego podwyższenia na sali. Ktoś kto właśnie dawał koncert, nie powinien był tego robić ani teraz ani nigdy wcześniej, a już na pewno nie później. Przez ułamek sekundy myślał, że wybuchnie mu głowa, jednak na całe szczęście nic takiego nie miało miejsca.

Rozejrzał się po sali ale nie odnalazł żadnej znajomej twarzy, a co gorsza wpadł na jakiegoś mężczyznę, który od razu wyskoczył do niego z pięściami - Gdzie kurwa leziesz pokrako? - zapytał widocznie zbulwersowany pijany mężczyzna. Nie patyczkował się w żadne ciche metody argumentacji czy rozwiązywania konfliktów. Wydzierał się na cały lokal, skupiając uwagę okolicznych gości, jeżeli nie całego pubu.

- Spokojnie. Nic się przecież nikomu nie stało. Po co ta agresja? - zapytał go spokojnym głosem. Hjalmar nie miał zamiaru nikogo pobić, a już na pewnie nie w tym momencie. W dodatku dopiero wszedł do tego przybytku i nie chciał sobie robić wrogów od samego początku - Nie specjalnie przecież na Ciebie wpadłem. Zresztą sam się trochę rozpychałeś, więc nie szło tego uniknąć - dodał, nie reagując na to, że tamten złapał go za fraki, chociaż był to lekki przerost formy nad treścią jako, że Nordgersim był od niego wyższy o co najmniej głowę. Bez większego wysiłku był w stanie zakończyć jego dzisiejszą imprezę jednym, celnym strzałem, wszak agresor znajdował się idealnie na linii ciosu.

- Ja Ci zaraz pokażę. Wybije Ci te Twoje ząbki - rzucił w kierunku Islandczyka, a następnie się zamachnął w jego kierunku aby rzeczywiście pozbawić go jedynek. Nordgersim tylko się odwinął do tyłu, aby przypadkiem nie dostać gdzieś w twarz, jako że ten cios pozostawał wiele do życzenia. Nie zrobił jednak nic aby mu oddać, co było dosyć niespotykanym obrotem spraw jak na temperament Hjalmara.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#3
04.06.2023, 00:21  ✶  
Zaprosiła go niezobowiązująco, Akane w sumie też i nie miała pojęcia, czy w ogóle będzie miał czas i przede wszystkim ochotę, aby po pracy pchać się jeszcze do Londynu. Pamiętała, że lepiej czuł się na wsi i przede wszystkim na łonie natury, a nie przede wszystkim w tłumie obcych osób, nazbyt kolorowych i wyrazistych, gdy jedna ona była dla niego już wyzwaniem. Prewettówna zerkała w stronę drzwi sporadycznie, chociaż nie byłaby zła, gdyby wcale nie przyszedł, ale chyba by się trochę rozczarowała. Tak jej podpowiadał zmącony alkoholem umysł, a także zastrzyk energii z chrupiących paluszków, nad którymi wciąż debatowało z Olivierem — bo się okazało, że mężczyzna ma tak na imię. Nie wyglądał na czarodzieja, zwłaszcza gdy wspomniał o pracy w szpitalu, jako chirurg — lub raczej o stażu na takowego, by był zbyt młody na samodzielne prowadzenie operacji, przynajmniej zdaniem brunetki.
Przesunęła palcami po swoim karku, przenosząc wzrok na siedzącego obok Oliego, uśmiechając się krótko, bo w rzeczywistości trochę odpłynęła myślami i nie słuchała, co do niej mówił. Nie chciała wyjść na niegrzeczną.
- Pytałem, czym się zajmujesz? - powtórzył rozbawiony, lustrując ją wzrokiem i popijając piwo, które przegryzał orzeszkami. Nie mogła wspomnieć o magicznych zwierzętach, astronomii i chyba nawet o tych mechanizmach, bo nie miała pojęcia, jak miałaby to wytłumaczyć logicznie, jednak słowa cisnęły się jej na usta, zanim sobie je przemyślała.
- Naprawiam rzeczy, otwieram zamki, robię zegarki. Wiesz, takie wszystko i nic. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, przyglądając się przez chwilę jego oczom, ale nie były tak ładnie niebieskie, jak Niedźwiadka. Pokręciła głową do swoich myśli, sięgając po tego ostatniego szota i pijąc go dość szybko, zwilżyła usta. Całe szczęście, magiczne pomadki i błyszczyki nie ścierały się tak łatwo.
Nie zwróciła jeszcze uwagi na zadymę wywołaną przez jakiegoś pijaczynę, ale na pomoc potencjalnemu trupowi zjawił się ktoś inni. Hjalmar mógł poczuć słodki zapach perfum, a chwilę później znalazła się przed nim drobna i niska dziewczyna, która pośpiesznie zapinała bluzkę, bo miała na wierzchu swój czerwony stanik. Mógł dostrzec nawet tatuaże na dekolcie.
- Już, już chojraku. Chcesz umrzeć? Przecież on Cię zabije. Poczekaj na mnie w barze, postawię Ci piwo .- spojrzała na awanturnika ze ślicznym uśmiechem, mając na bladych policzkach rumieńce. Widać było, że Azjatka była już mocno wstawiona, ale też możliwe, że pod wpływem jakieś fajki. Pogładziła faceta po ręku, zaśmiała się i nieco go odsunęła, wskazując głową na bar. Gdy odszedł, odwróciła się napięcie i spojrzała na blondyna z szerokim uśmiechem, zarzucając mu ręce na przywitanie na szyję i ucałowała jego policzek, zostawiając tam swoją różową szminkę. - Przyszedłeś! Nie przejmuj się, jakiś głupiec. Nie od nas! Pandzia się ucieszy, tylko ją zgubiłam. Poznasz jeszcze innych, o, tam jest Roger, a Katie śpiewa! - tutaj wskazała na ciemnoskórego chłopaka w różowej koszuli, a potem na młodą Brytyjkę, która nadal bawiła się karaoke. Kana złapała go pod rękę i pociągnęła za sobą. - Nie miałeś problemu, żeby dotrzeć? Te kajdanki są zjawiskowe, mój przyjaciel chce takie same!
Zakomunikowała mu, rozglądając się po twarzach ludzi, których mijali.
Pandorze nie trudno było zauważyć go przez wzrost i jasne włosy, trudno byłoby za to ukryć uśmiech, który pojawił się na jej twarzy. Obróciła się na stołku, przyglądając się jemu oraz ciągnącej go Akane, na co Oliver zagwizdał.
- Mogę zapomnieć o kawie jutro? - zapytał z westchnięciem, wędrując spojrzeniem pomiędzy nią a nim, a potem wyciągnął dłoń, chcąc zgarnąć jej kosmyk włosów za ucho, ale odsunęła się, prawie spadając ze swojego siedzenia i pokręciła głową z rozbawieniem.
- Nie rozmawialiśmy o kawie. I nie radziłabym, mógłby to źle odebrać, a zapewniam Cię, że jest nadopiekuńczym człowiekiem. Nie zrozum mnie źle, jesteś uroczy, ale no.. Złamałby Cię. - przesunęła spojrzeniem po sylwetce Olivera, posyłając mu przepraszający uśmiech i wzruszenie ramion, że przecież nie miała niczego złego na myśli i tylko się o niego troszczyła. Pamiętała, jak zareagował na tamtego faceta w Turcji, bo była dla niego, jak jedna z jego sióstr. Westchnęła na tę myśl, mimowolnie zerkając na kilka sekund w dół, czy sukienka, aby na pewno dobrze na niej leży.
- Nie wygląda na Twojego brata lub kuzyna, nie jesteście podobni. Chłopak?
- Ja sama nie wiem. Powinnam zapytać? - przesunęła palcem po swoich ustach, odwracając głowę na Akane oraz Hjalmara, którzy akurat znaleźli się obok. Jej przyjaciółka zlustrowała Oliviera wzrokiem i uśmiechnęła się do niego, po czym utkwiła spojrzenie — znów triumfalne — w Turczynce.
- Zasłużył na buziaka, nie dał facetowi w pysk Pandziu, a powinien. - pochwaliła go, puszczając jego ramię i przeciągnęła się leniwie, nie zwracając uwagi na źle zapiętą bluzkę. Zakołysała się w rytm śpiewanej przez koleżankę piosenki. - Ktoś jej powinien powiedzieć, że nie umie śpiewać.
Pierwotnie chciała spędzić spokojny i miły wieczór, pogadać, nadrobić czas i dowiedzieć się, jak sobie radził w Anglii i chciała mu przedstawić nawet Elizę — uroczą i spokojną dziewczynę, ale teraz już chyba nie do końca tak było. Tak szeptały jej szoty, które wypiła. Wyciągnęła w jego stronę dłonie, przesuwając wzrokiem po jego sylwetce, aby zatrzymać się na twarzy, a potem odszukać błękitne spojrzenie. Uśmiechnęła się, przekręcając głowę na bok. - Przyszedłeś! I zasłużyłeś na całusa? Nie wiem, czy powinnam, bo słuchaj, przez Oliviera się zgubiłam, ale to chyba nieważne. - wyjaśniła mu bardzo rzeczowo i faktycznie, gdy znalazł się w jej zasięgu, wstała i dała mu całusa w polik na przywitanie, przytulając krótko, a potem odwróciła się do barmana, przywołując go intensywnym wgapianiem się, na które był chyba uczulony. - Jeszcze raz to samo. A Ty? Czego się napijesz?
- A kawa?
- No przecież nie będę teraz piła kawy, oszalałeś?
- Właśnie, nie będzie piła kawy, ale jak chcesz, to ja mogę się z Tobą napić nawet tego, jesteś słodziutki .- zakomunikowała Oliverowi Akane, łapiąc go za rękę, a właściwie pod ramię tak, że ten skończył pomiędzy jej biustem i zsunięty z premedytacją ze stołka, aby go zwolnić Islandczykowi, któremu Kana puściła oczko.
Chwilę później barman podał im zamówione drinki i jeszcze więcej paluszków, a gdy blondyn usiadł na stołku obok, Pandora obróciła się tak, aby siedzieć przodem do niego. Wbiła w niego błyszczące, zdecydowanie subtelnie nietrzeźwe spojrzenie, jakby nie do końca wierzyła, że przyszedł, bo nadal miała w głowie ubzdurane gdzieś tam to, że może niekoniecznie chciał ją tyle widywać.
- Wyglądasz na trochę zmęczonego, wszystko w porządku? - zapytała najpierw z troską w głosie, nawet jeśli w jej głowie kreowały się zupełnie inne, bardziej banalne pytania. Nie było z nią jednak jeszcze wcale tak źle, skoro mówiła ładnie, składnie i wyraźnie, a do tego z sensem. Ładnie mu było w tej koszuli. - Jak chcesz, mogę iść Cię przedstawić reszcie, jest tu taka dziewczyna, którą chciałam Ci przedstawić, ale teraz to sama nie wiem. Wolisz orzeszki, czy paluszki? - kontynuowała swobodnie, jak zwykle manewrując pomiędzy tematami, chociaż z alkoholem krążącym we krwi było to jeszcze łatwiejsze. Spojrzała w stronę kolorowych kieliszków z barwioną, smakową wódką, jednak nie sięgnęła jeszcze po żaden.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#4
04.06.2023, 09:41  ✶  

Zaczął się gotować. Dopóki ten przedstawiciel kultury i dobrych zachowań, trzymał go tylko za koszulę, nie prowokując żadnych problemów, Hjalmarowi było wszystkie jedno. Ale kiedy ten się zamachnął i nie trafił, miarka się przegięła. Raz... Dwa... Trzy... Policzył, a następnie zaczął naprężać muskuły, prawą rękę zaczął już wycofywać do tyłu aby mieć pole do zamachu. Nordegrsim ewidentnie zbierał się w tym momencie do sprzedania swojemu przeciwnikowi bomby na banię i zakończenia jego baletów na dzień dzisiejszy.

Jakiś bliżej niesprecyzowany słodki zapach uderzył w jego nozdrza. To było coś niespotykanego, coś co nie pasowało do tego pubu tak samo jak on. Po za lekkim rozkojarzeniem nie zmieniło to za wiele, ponieważ Islandczyk miał jeden cel. Kiedy pociąg śmierci zmierzał już na stację "Londyn Pub", okazało się, że w ostatnim momencie został odwołany, ponieważ między nich wkroczyła Akane, które ewidentnie chciała pokoju na świecie i tym samym narażała swój wygląd aby cały świat był szczęśliwy. No bo jak inaczej można nazwać dziewczynę, która niemalże naga przybywa z odsieczą, niczym biały rycerz na koniu? Pojawia się tylko jedno pytanie - czy ktokolwiek tej pomocy potrzebował?

A więc wy wszystkie tak... Pokręcił głową kiedy się na niego rzuciła, a następnie ucałowała w policzek. Nie znaczyło to jednak o tym, że zapomniał o tamtej frajerskiej chmurze - po prostu odłożył ten pojedynek w czasie. Ucieszy? Uniósł lekko kącik ust do góry na tę myśl, ponieważ znaczyło to tylko jedno - Pandora przestała się gniewać - Nie było żadnych problemów - odpowiedział, posyłając jej uśmiech. Twój przyjaciel chce kajdanki? Nie wnikam po co i dlaczego... - Jasne. Da się zrobić. Nie będzie z tym problemu większego - dodał, unosząc na ułamek sekundy brew do góry w zdziwieniu. Szybko jednak powrócił do swojego normalnego wyrazu twarzy, a wolną ręką zaczął zmazywać "podpis" z polika.

Na gwizd chłopaka oraz pytanie o kawę zareagował w jedynie słuszny dla siebie sposób - pomruk. I to nie byle jaki, w końcu każdy kto go znał trochę dłużej czy lepiej, wiedział, że nie była to oznaka szczęścia, a powolnego zdenerwowania, które go otaczało. Zmrużył oczy aby przyjrzeć się Oliverowi. Chociaż czy aby na pewno chciał mu się tylko "przyjrzeć" czy może zaczął już być terytorialny jak wilk, który właśnie starał się przestraszyć wrogie stado ze swojego terenu?

Ciężko westchnął na zadane właśnie pytanie o relacji na linii Nordgersim-Prewett. Ktoś tu chce odwiedzić stomatologa szybciej niż zwykle... Co ich to wszystkich obchodziło? To była kwestia tylko i wyłącznie między nim, a nią, a Hjalmar nie miał problemu aby udowodnić wszystkim, że nie powinni się wtrącać. Oczywiście do tego celu chciał wykorzystać bardzo dobrze znaną dla siebie metodę zwaną jako obicie mordy.

Niedźwiedź zdawał sobie sprawę, że powinien dać w twarz tamtemu awanturnikowi ale miał chyba lekkie obawy po swojej wizycie w Turcji. W końcu nie był w stanie się tam opanować i niemal nie zabił tamtego biedaka. Bał się, że tutaj zrobi to samo, a przecież nie znajdowali się teraz w prywatnej rezydencji, a publicznym miejscu. Powinien... Zgodził się w myślach z Akane. Ich koleżanka ewidentnie nie była do tego stworzona.

Kiedy Pandora wyciągnęła dłonie w jego stronę, nie omieszkał się podejść, zwłaszcza że nie wygląda na tak zdenerwowaną jak jeszcze kilka dni temu - Ano przyszedłem - zauważył zgodnie z faktem. Czy zasłużył na całusa? Jak najbardziej - powstrzymał swoje neandertalskie zapędy do unicestwiania wszystkiego na swojej drodze. Za takie poświęcenie należała się nagroda! - Może być jakieś piwo - przyznał. Złoty trunek zawsze idealnie pasował do każdej okazji, a w dodatku był bardzo pyszny.

Kolejne pytanie chłopaka spowodowało tylko krótki grymas na jego twarzy. Nie omieszkał więc podejść do niego i mu odpowiedź ale na ucho - tak aby tylko on to słyszał - Nie muszę wyglądać na ani jednego z wcześniej wymienionej trójki. Najważniejsze jest to, że wyglądam na kogoś kto mógłby Ci przemówić do rozsądku jeżeli jeszcze raz spróbujesz swojego szczęścia do Pandory - przekręcił lekko głowę, pozwalając sobie na lekki uśmiech w jego kierunku - Mam nadzieję, że jesteśmy dżentelmenami, a nasza krótka rozmowa pozostanie tylko między nami - wyszeptał mu na ucho, a na koniec poklepał dłonią po jego klatce piersiowej, aby Oliver się przypadkiem nie zestresował. Nie zmieniało to jednak faktu, że Hjalmar nie żartował. O nie, nic z tych rzeczy, mówił całkowicie poważnie. Lepiej aby chłopak spróbował zaprosić na kawę kogoś innego, niż Prewettówna, ponieważ inaczej zakończy to się niespodziewaną wizytą w jego domu.

Akane nie musiała zwalniać mu miejsce poprzez porywanie Olivera, chociaż może lepiej, że to zrobiła - nie wiadomo jak dalej by na niego reagował Nordgersim. Czy chciałby go pobić? Może wynieść po za lokal? Miał do tego predyspozycję oraz siłę. Kiwnął głową w podziękowaniu do Azjatki, chwilę po tym jak puściła mu oczko.

- No tak... - westchnął - Jak mam wyglądać na wypoczętego jak od rana siedzę w kuźni, a potem wlekę się jakimś pociągiem 5 godzin, bo na stacji w jakimś wypierdowie dolnym coś się zepsuło? - zapytał retorycznie, nie oczekując odpowiedzi jako, że Pandora nie miała na to żadnego wpływu. Podparł swoją twarz dłonią, a następnie odwrócił się w stronę Turczynki - Spokojnie. Sami pewnie się zaraz zainteresują i tu przyjdą. Nie będę się zresztą przeciskać między tymi ludźmi bo teraz to bym chyba kogoś zabił jakby zaczął się do mnie rzucać - odparł. Ty to za wszelką cenę chcesz mi kogoś znaleźć... Najpierw Deniz, teraz jakaś koleżanka... Pokręcił głową z niedowierzaniem - Wolę wódkę - przyznał na postawione mu pytanie. Co to w ogóle za wybór? Orzeszki i paluszki? Kto by się nad tym rozwodził. Wysoko procentowe alkohole można było zapić piwem albo innym mocnym alkoholem - to był prawdziwy wybór, a nie jakieś przekąski.

- Długo już tu siedzicie? Trochę się spóźniłem, więc nie wiem czy impreza będzie się za chwilę zawijać czy też nie - zapytał aby mieć pewność. Potrzebował się dowiedzieć o której będzie wracać do domu, ponieważ w nocy to raczej nic nie kursuje na linii Londyn - Dolina Godryka. W zasadzie istniała jeszcze sieć Fiuu ale czy podróż pociągiem nie należała do części doświadczenia?

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#5
04.06.2023, 23:04  ✶  
Gdyby ktoś zapytał Pandorę, czy Hajlmar jest nerwowy i łatwo go doprowadzić do wrzenia, przytaknęłaby ze zgrozą w oczach, szukając od razu sposobu, żeby go uspokoić. Pomijając kwestie krzepy i siły, obijanie komuś mordy sprawiało mu chyba przyjemność, co dla niej było odrobinę niezrozumiałe. Nic więc dziwnego, że nietrzeźwy jegomość, najpewniej przypominający przy Niedźwiadku szczypior, rzucający się i szarpiący mu koszulę mógł sprawić, że podróżowały mu uszy lub policzki ze złości szybciej, niż Turczynka. Mógłby też ewentualnie wysłać go do szpitala lub znaleźć zajęcie Oliverowi.
Kana była na pewno mniej pokojowa, niż Pandora, ale wiedziała, ile nieprzyjemności mógłby mieć Islandczyk przez takiego jełopa, więc wolała zareagować, dopóki jeszcze mogła. Dodatkowo miała świetny humor, bo widocznie jej łazienkowe harce z bliżej nieokreśloną partnerką lub partnerem rozładowały całe jej napięcie, zostawiając słodycz i beztroskę. Bezwstydna Azjatka obdarzyła mężczyznę uroczymi spojrzeniami, nieco kokieteryjnie i krzywo zapinając swoją bluzkę. Gdy problem sobie odszedł i konflikt został zażegnany, mogła się przyzwoicie z nim przywitać, zaciskając na nim chude palce i barwiąc różem skórę. - Cudnie. Czasem dotarcie spod Londynu do Londynu bywa okropnie męczące, nie wiem jak. Ludzie, Ci zwykli, sobie z tym radzą. - wyznała mu konspiracyjnym szeptem, nawiązując jawnie do pozbawionego magii towarzystwa. Na wzmiankę o tym, że nowa para nie była problemem, klasnęła w dłonie i porwała go za sobą. - Będzie zachwycony! Musisz spróbować tutaj frytek z rybą, jak lubisz, niby taki zwykły pub, a najlepsze, jakie jadłam. Roger też tak mówi. Jakby Cię trochę podrywał, to się nie przejmuj, mówiłam mu, że się nie uda, ale jest uparty i przeżył paskudne rozstanie. - wyjaśniała mu jeszcze po drodze, całkiem swobodnie rozmawiając o znajomych i poszukując swojej przyjaciółki, do której w swoim mniemaniu, prowadziła najpewniej jakiś prezent.
Na szczęście mruknięcia nie usłyszała, więc żyła w przekonaniu, że Oliverem zupełnie się nie przejął, chociaż ona lojalnie nowego kolegę uprzedziła, żeby przypadkiem sam w tym swoim szpitalu nie skończył. Był uroczym chłopcem, inteligentnym, ale trafił po prostu na zły moment w jej życiu, bo jeśli nawet chciałby od niej dodatków do tej kawy, to jawnie nie była zainteresowana, gdyż cała uwaga i cały jej uśmiech powędrował w stronę błękitnookiego blondyna, którego zamęczała aktualnie Akane. Pytania zupełnie jej nie przeszkadzały, sama przecież zadawała ich mnóstwo i większość zupełnie przypadkowych, nawiązując do wszystkich aspektów życia drugiego człowieka. Wielka Brytania zmagała w ludziach ciekawość i niestety, ale skłaniała do plotek oraz szufladkowania, w które nawet czasem ona wpadała, potem się na siebie za to denerwowała. Im dłużej zerkała w jego stronę, tym więcej widziała malującego się na buzi zdenerwowania, chociaż nie mogła zrozumieć dlaczego, przynajmniej dopóki czarnowłosa dziewczyna nie wyjaśniła jej sytuacji. Odetchnęła bezgłośnie z ulgą, że się powstrzymał, posyłając mu jeden ze swoich najładniejszych i najbardziej dumnych uśmiechów, który ukazywał dołeczki w policzkach. Skoro nawet ona uznała, że powinien w mordę dostać, a Hjalmar się powstrzymał? Niewątpliwie zasłużył na całusa i pewnie postawienie mu kilku drinków, co Pandora i tak miała w planach w późniejszych etapach wieczoru.
Była wściekła jeszcze trochę może do końca tamtego dnia, ale teraz zupełnie jej przeszło okazywanie jakiegokolwiek niezadowolenia. Owszem, pamiętała, ale to nie znaczy, że chciała mu to wypominać i to ciągnąć, bo szkoda byłoby psuć sobie zabawy. Zwłaszcza że tak naprawdę to długo się nie widzieli, nie licząc tych dwóch nerwowych kwadransów w kuźni. - Już myślałam, że nie dasz rady. I co ja bym bez Ciebie zrobiła, jak chciałam Cię wyzwać na pojedynek? - zapytała poważnie, a słysząc chrząknięcie, odwróciła głowę w stronę chyba nieco zaskoczonego Oliviera, wzruszając delikatnie ramionami. - Bez obrazy, nie nudziłam się wcale z Tobą, jesteś naprawdę uroczy.
Nie chciała mu zrobić przykrości, chociaż szło jej naprawdę kiepsko, bo na słowo "uroczy", zdawał się trochę skrzywić, dopijając szybko zawartość swojego kufla. Nie trudno było zauważyć różnicę w tym, jak zachowywała się i odnosiła wobec lekarza, a wobec Niedźwiadka. Oczywiście piwo dla niego też zamówiła, razem ze swoimi shotami, odwracając się na chwilę do barmana, który zapytał o pojedynek paluszków z orzeszkami.
Siedzący mężczyzna wyprostował się i jakby nadął, jakby miało cokolwiek to zmienić w porównaniu ich sylwetek. Wlepił spojrzenie w blondyna, uśmiechając się jedynie pod nosem, jakby teoretycznie się zgadzał na jego słowa, ale w praktyce czuł, jakby ten rzucał mu wyzwanie. Alkohol zagłuszał rozsądek widocznie nie tylko u Prewettówny. Akane zachichotała, obejmując brunetkę i kładąc głowę na jej ramieniu, musnęła jej skórę wargami. - Jak go nie chcesz, to sobie go wezmę. - szepnęła konspiracyjnie, na co Pandora odwróciła głowę w jej kierunku, unosząc brwi w zaskoczeniu i spoglądając na szepczącego Hjalmara i siedzącego, jak struna Oliviera, zupełnie nie rozumiejąc, co to za szepty. - Mugolaka. Nie martw się, ale naprawdę mogłabyś w końcu coś ze sobą zrobić, bo ciężko mi na Ciebie patrzeć. Nie wiem, wypij więcej, przestań się bawić w matkę Teresę i nie myśl tyle, bo osiwiejesz i będziesz brzydka.
Dostała kolejnego całusa w ramię, na co wywróciła oczami i pokręciła głową, wracając uwagą do Hjalmara, któremu posłała pytające spojrzenie, zwłaszcza przez to klepanie. Może wybrał sobie nowego kolegę? W sumie byłoby to całkiem rozsądne, bo jego kamraci zostali na Islandii, a ona, nawet jeśli przeszłaby z roli siostry na rolę kolegi, nie byłaby w stanie dostarczyć mu takich samych atrakcji.
- Oho, teraz z nim też masz tajemnice? - zapytała z udawanym oburzeniem, zaraz jednak znów się uśmiechając. - Może się dogadacie, bo jak widzisz, ja mam więcej koleżanek, a nie wiem, czy dziewczyna dostarczy Ci tyle emocji, co chłopak. Nie umiem się za bardzo chyba bić, ale Akane mogłaby wydrapać oczy, jestem pewna.
Mówiąc to, spojrzała na swoją przyjaciółkę, która porywała Olivera ze sobą, ku jego niezadowoleniu. Posłał nawet Pandorze nieme spojrzenie o pomoc, jednak brunetka tylko uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami, wiedząc, że na czarnowłosą nie było ratunku, jak sobie już coś ubzdurała.
Gdy mówił, zsunęła się ze stołka i przysunęła siedzisko nieco bliżej, żeby swobodniej było im rozmawiać. Gdyby spróbowała to zrobić, siedząc, mogłaby spaść. Wbiła w niego pełne wyrzutów sumienia spojrzenie, nie zdając sobie sprawy, jak duży kłopot mu tym pomysłem spowodowała. - Jak będziesz miał dość, to możemy stąd pójść. Kurcze, gdybym wiedziała, ile Ci to sprawi problemu, to bym coś wymyśliła innego. - zaczęła przepraszająco, a jej spojrzenie przesunęło po jego twarzy, gdzie na policzku dostrzegła szminkę przyjaciółki. Zaśmiała się pod nosem, wysuwając dłoń i kciukiem, delikatnie zaczęła pozbywać się barwnika ze skóry. Bo przecież zupełnie tam nie pasował ten ślad, nawet jeśli to tylko Kana. Zignorowała w miarę możliwości nieprzyjemne ukłucie w żołądku, zachowując się, jak to zwykle miała w zwyczaju. - O nie, nie, bez mordowania, bo potem będę musiała Cię wyciągać z komisariatu, a policjanci mugolscy są bardzo specyficznymi ludźmi. Pewnie przyjdą, ale szczerze mówiąc, ja też połowę zgubiłam. Poza Katie ją trudno zgubić, gdy nie mogą jej zrzucić z karaoke, ale wzięła trochę proszku od Rogera, a do tego wypiła, więc jest nieziemsko pewna siebie. Zwykle jest cicha i skromna, pracuje w bibliotece. O nie, znowu za dużo gadam. - zamknęła się, zasłaniając usta dłonią i spojrzała na niego przepraszająco zaraz po tym, jak zostawiła w spokoju jego policzek, już całkiem czysty i pozbawiony szminki. Zaschło jej nieco w gardle, więc złapała za jeden z kieliszków — pomarańczowy, szybko pozbywając się jego zawartości, przez którą na chwilę przymknęła oczy, gdy po ciele przebiegł ją dreszcz. Ten sam był dość kwaśny i cierpki, zupełnie kłócący się z wódką. Spojrzała na kufel, który przed nim tkwił. - Jak wolisz wódkę, to proszę, częstuj się. - podsunęła mu pozostałe trzy kieliszki, zupełnie nie nawiązując tego do wyboru pomiędzy orzeszkami a paluszkami. - Mają tu dużo piw, jeśli chciałbyś inne, to Jerry na pewno coś znajdzie. - wskazała ruchem głowy na barmana. Przeniosła spojrzenie z mężczyzny na otaczających ich ludzi, stukając paznokciami w drewniany szynk baru. Nie miała pojęcia, co zrobić z tą nieszczęsną Elizą, ale obiecała sobie przecież, że znajdzie mu potencjalne towarzystwo inne od jej własnego, żeby przypadkiem aż tak szybko nie miał jej dosyć. No i też wspominała jej o nim, więc pewnie, prędzej czy później to do nich trafi, zwłaszcza jeśli Akane albo Katie wypalają, gdzie Pandora się zakamuflowała. Zwilżyła wargi, pozbywając się z nich resztek wódki i ponownie spojrzenie brązowych oczu powędrowało w stronę Niedźwiadka. - Noc jeszcze młoda, jak pub zamkną, to zwykle się gdzieś przenosi Kana. Masz jutro wolne? Cóż, nawet jeśli nie, to i tak nie puszczę Cię samego w nocy do domu, prześpisz się u mnie. I nie dyskutuj, bo Ci tego nie odpuszczę, jeszcze kogoś zabijesz i potem całkiem znikniesz w jakimś mugolskim więzieniu, a Twój tata mnie złamie na pół, że przeze mnie zginął jego syn w Londynie.
Wierzyła w szansę urzeczywistnienia się tego scenariusza, wiele nocy spędziła poza domem — biegając po parku, jeżdżąc metrem czy robiąc rzeczy, których prawdopodobnie nie powinna robić, a więc miała świadomość, jacy ludzie budzili się nocą do życia. Mogliby go uznać za łatwego do okradzenia lub napaści, wrobienia w coś lub zwyczajnie szukać burdy, a on pewnie by im skręcił karki, gdyby dostał furii. Nic więc dziwnego, że gdy kończyła mówić, przyłożyła mu palec do ust, jakby sygnalizując tym samym, że nie ma absolutnie żadnego sensu protestować. Była nawet gotowa użyć szantażu, jeśli taka byłaby konieczność. - Tutaj się nie da spóźnić, no i najważniejsze, że jednak przyszedłeś. - dodała już nieco łagodniej, cofając dłoń i uśmiechnęła się niewinnie, sięgając po podstawionego przez barmana paluszka. Obróciła przekąską w dłoniach, przyglądając się chwilę przyklejonym do niej kryształkom soli. - Jeśli chcesz, to później mogę Cię zabrać na małą wycieczkę po Londynie. Nocą jest spokojniejszy, cichszy, ale i wygląda ładniej. Nie widać gwiazd, nie jest to Islandia, ale ma swoje miejsca. - zaproponowała jeszcze, chcąc mu trochę bardziej pomóc się odnaleźć. Bo nawet jeśli — jak twierdził, nie zrozumiałaby wszystkiego, to i tak chciała chociaż spróbować. Jak na dobrą kleszczo-siostrę przystało. Ściągnęła na chwilę brwi do swoich myśli, uznając, że temat tego pasożyta też powinna z nim poruszyć.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#6
05.06.2023, 22:46  ✶  

Dotarcie spod Londynu do Londynu było ciężkie? A co miał powiedzieć jeżeli mieszkał jeszcze dalej, niż pod stolicą? W końcu Dolina Godryka była 3 godziny drogi samochodem, nie wspominając o innych środkach transportu jak na przykład pociąg, którym się tutaj dzisiaj dostał. Nie skomentował jednak jej uwagi jako, że ona już po prostu tak chyba miała. Przymknął jedynie oczy, starając się wyluzować i pozwolić sobie zapomnieć o sytuacji, która miała miejsce chwilę temu - Nie obiecuję, że się nie przejmę. Znaczy ja się mogę nie przejąć ale nie obiecuje, że to samo zrobią moje pięści - odparł. Hjalmara interesowały tylko i wyłącznie kobiety - nie miał pojęcia jakby zareagował na przystawiającego się do niego faceta, który nie rozumie słowa "nie". W takim wypadku musiałby skorzystać ze środków przymusu bezpośredniego.

- Wyzwać na pojedynek? Mnie? - zdziwił się co nie miara ale dopytał się na wszelki wypadek aby mieć pewność, że chodzi o niego. W czym Pandora miałaby się z nim pojedynkować? Mieli pić piwo na czas? Żonglować butelkami? A może przepłynąć jakieś jezioro wpław w jak najkrótszym czasie? Tego nie wiedział ale liczył, że w niedługiej chwili się o tym przekona.

Na słowa o tym, że Oliver jest uroczy chciał po raz kolejny zaznaczyć swoją dezaprobatę przy użyciu mruknięcia, jednak nie zdecydował się na to. Jeszcze by wyszło, że jest jakiś zazdrosny lub coś w tym stylu, a nie miał zamiaru tego pokazywać.

Niedoszły kompan Pandory na resztę wieczoru ewidentnie nie rozumiał co Hjalmar do niego mówił. Czy on naprawdę myślał, że ma jakiekolwiek szanse z Nordgersimem? W tym wypadku nie powstrzymałby się przed uderzeniem go, tak jak to miało miejsce z tamtym pijaczyną przy barze - Mam nadzieję, że się zrozumieliśmy? Brak odpowiedzi uznaje za akceptację naszych ustaleń. No chyba, że wiesz... - zaśmiał się krótko, nadal jednak konspiracyjnie szepcząc z chłopakiem - Chcesz się przekonać czym to się może skończyć. Wtedy możemy wyjść w tym momencie przed budynek i załatwić to po męsku - machnął lekko głową w kierunku wyjścia, dając mu do zrozumienia, że wystarczy jeden znak i mogą wyjść aby tam sobie porozmawiać lub ewentualnie odbyć rycerski pojedynek o Prewettównę.

- Jakie tajemnice? Mamy jakieś tajemnice Oliver? - spojrzał na niego wymownym wzrokiem, który miał mu wskazać jak powinien odpowiedzieć jeżeli chciał dzisiaj zakończyć dzień bez szwanku - Niestety nie szukam kolegów na razie. Ale jakby coś, to będę wiedział gdzie szukać - dodał, chociaż wątpił, że byłby w stanie się z nim dogadać. Zwłaszcza, że ten próbował się przystawiać do jego Pandory... Znaczy jego koleżanki... Albo przyjaciółki? Mniejsza o to jako, że sam Hjalmar nie był w stanie odpowiedzieć na tę zagwozdkę poprawnie.

- Spokojnie, nic wielkiego przecież. Ale przyznaję, nie spodziewałem się tego, że dotarcie tutaj będzie trudniejsze niż do Turcji - zaśmiał się. Po części zaczął żałować, że nie skorzystał z sieci Fiuu, która była przecież dla nich dostępna i przede wszystkim na porządku dziennym - Umm... - rzucił zdziwiony kiedy Prewettówna zaczęła go "kciukować". Wydawało mu się, że po drodze zmył całą szminkę ale najwidoczniej się mylił albo jego umiejętności w pozbywaniu się 'śladów' były niewystarczające - Mówiłem Ci przecież, że możesz gadać - westchnął - No na mugolskim komisariacie to jeszcze nie siedziałem. Może to akurat odpowiedni czas? - zażartował. Nordgerim co prawda wolałby tam nie wylądować ale wieczór był jeszcze relatywnie młody, a on nie miał pojęcia jak może się zakończyć. Nie wykluczał przecież opcji w której mógłby kogoś pobić albo wdać się w większą ustawkę z grupą.

- No na czystą to ona nie wygląda ale raz się żyje - odparł, a następnie podniósł jeden z kieliszków aby go wypić. Na twarzy pojawił się grymas wynikający ze zbyt intensywnego smaku słodkości czy innych owoców aniżeli najczystszego trunku - To jest dobre - dodał, zapijając szybko tamtego szota aby przeczyścić swoje kubki smakowe. Islandczyk właśnie przypadkowo wypił coś na kształt "u-boota" - lepiej aby go Merlin trzymał w swojej opiece tego wieczora jak tak dalej pójdzie. W końcu najtwardsi zawodnicy odpadali po takich sztuczkach.

- Nie wiem. Coś do zrobienia w kuźni zawsze się znajdzie ale Dagur powinien mi wybaczyć jak raz się pojawię trochę później. Najwyżej w sobotę popracuje dłużej czy coś. Dam radę, wymyślę coś - zapewnił Pandorę aby się nie przejmowała tym. Jego ojciec może i był momentami surowy ale w głównej mierze dogadywali się bardzo dobrze i przede wszystkim szanowali wzajemnie. Wiedział, że może na nim polegać, a on nie będzie miał wielkiego problemu jeżeli raz pojawi się później - Od razu, że zabiję. Dlaczego zakładasz tak pesymistyczną wersję? - zapytał kiwając głową. Miał trochę krzepy w tył łapach. No ale żeby tak kogoś zabić przypadkiem czy nawet specjalnie? To nie wchodziło w rachubę. Prędzej on by dostał tak zwaną "kosę pod żebra" jako, że słyszał o Angielskich wandalach, którzy przemierzają to miasto w akompaniamencie noży pochowanych po kieszeniach.

Reszty tematu nie zdążył poruszyć jako, że został po prostu uciszony przez Pandorę. Miała szczęście, że byli pośrodku Londynu, a nie na jakiejś plaży. W innym przypadku już byliby w drodze do zwodowania Prewettówny - No po części obiecałem, więc nie bardzo miałem wybór - zauważył, odpowiadając jej, a następnie wziął solidny łyk piwa z kufla - Nie mam pojęcia. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie i czy w ogóle będziemy w stanie gdzieś iść - uśmiechnął się w jej kierunku, podsuwając jeden z kieliszków w jej stronę - No to co. Za spotkanie? A może powinienem powiedzieć... Na zgodę? - zapytał, unosząc drugi kieliszek tego ohydnego, słodkiego trunku. Nie omieszkał również spojrzeć w jej oczy jako, że wypadało podczas rozmowy utrzymywać kontakt wzrokowy.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#7
05.06.2023, 23:51  ✶  
Dla Akane zdaje się, że Dolina była pod Londynem, jak wszystko w obrębie kilkunastu kilometrów lub była jeszcze słabsza z orientacji w terenie, niż Pandora. Nie miała jednak niczego złego na myśli. szczerze by mu współczuła, gdyby dowiedziała się o podróży pociągiem, to pewnie sama po niego podjechała lub udostępniła mu kominek. Najważniejsze, żeby się dobrze bawił - przynajmniej w głowie czarnowłosej i puścił tego głupiego mugola w zapomnienie. Nie rozumiała, dlaczego wszyscy mugole nie byli fajny i zdarzały się właśnie takie głupie jednostki, które nie dość, że dla siebie stwarzały zagrożenie, to i psuły zabawę innym.
- On jest uroczy i całkiem bezbronny, a do tego chyba szczuplejszy, niż ja. Twoje pięści.. Nazwiemy je? Damy na to Betty i Christina, by go zabiły. Zobacz swoje muskuły! - odpowiedziała z zafascynowaniem, przesuwając mu niewinnie dłonią po ramieniu, puszczając mu jeszcze raz oczko, zanim się roześmiała. - Nie martw się, nie mogę Cię podrywać zbyt często.
Pandora z powagą przytaknęła, wlepiając w niego wzrok, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Jej dłonie jakoś nie mogły sobie znaleźć miejsca, stukała palcami w swoje uda, czasem w barowy szynk, a czasem przesuwała nimi po materiale sukienki, zupełnie jakby podekscytowanie mieszało się ze zdenerwowaniem. - No tak, Ciebie! Mają tu takie mugolskie gry, jak bilard i strzałki. Moglibyśmy zagrać na kieliszki za nietrafienie lub nawet w prawdę, wyzwanie lub picie. Chyba nie sądzisz, że w jakiejkolwiek dyscyplinie siłowej lub nawet zręcznościowej miałaby z Tobą szansę i byłby sens Cię wyzywać na pojedynek? - odpowiedziała z entuzjazmem, ale i z powagą, ruchem głowy wcześniej wskazując na prowadzące na półpiętro schody, gdzie znajdowały się wszystkie wymienione przez nią atrakcję. Kupienie całej butelki u Jerrego również nie było problemem, a oszczędziłoby chłopakowi pracy, nie musiałby ciągle tak polewać. Tak, naiwnie wierzyła, że miała w tym jakiekolwiek szanse.
Niezbyt ładnie się zachowywała względem Oliviera, wiedziała, bo przecież dotrzymywał jej ostatnią godzinę towarzystwa i wcale nie był taki głupi lub irytujący, jak większość, miał trochę oleju w głowie, ale no wybrał naprawdę zły moment. Nie sądziła też, że nazwanie go uroczym mogłoby mu się nie spodobać lub mógłby nie uznać tego za formę komplementu, nawet jeśli była odrobinę mało męska. Kobiety przecież lubiły urocze rzeczy i uroczych ludzi.
Oliver przyglądał się badawczo blondynowi, zerkając okazjonalnie na pochłoniętą rozmową z barmanem dziewczyne, po czym znów się uśmiechnął, wzruszając ramionami. - O ile się nie mylę, to wcale nie zależy od Ciebie, ani też ode mnie. Aczkolwiek niech będzie, że się zrozumieliśmy. Nie wydaje mi się jednak, aby jakiekolwiek wychodzenie było konieczne. Nie byłaby zachwycona. - odparł również cichym, konspiracyjnym szeptem, mając widocznie jakieś resztki oleju w głowie. Jako chirurg musiał też uważać na swoje dłonie, podobnie jak Hjalmar przy fachu rzemieślnika. Pokręcił przecząco głową, przenosząc wzrok na zaintrygowaną ich rozmową dziewczynę. - Nie, oczywiście że nie. Wydaje mi się jednak, że nie znajdziemy wspólnego języka, ale miło, że próbowałaś.
Dodał z delikatnym wzruszeniem ramion, obdarzając ją krótkim, może rozbawionym z jej nieświadomości uśmiechem, a potem został już porwany przez Akane. Nie był to może jego pierwszy wybór, ale rozumiał, co chciała zrobić i chwila poświęcenia jej uwagi, skoro była na nią tak chętna, nikomu nie zrobiłaby krzywydy.
Zrobiła małą podkówkę spowodowaną jego słowami, że nawet do Turcji było łatwiej dotrzeć. - Następnym razem lepiej to wymyślimy, chociaż przejażdżka pociągiem nie mogła być aż tak zła..? Przespałeś się tam trochę? - starała się znaleźć w tym coś optymistycznego, a do tego Niedźwiadek nie wyglądał na człowieka, który miałby jakiekolwiek problemy z zaśnięciem gdziekolwiek. Kana wybierała mocne, neonowe odcienie i czasem dopiero odpowiedni środek do demakijażu był w stanie się ich pozbyć. - No co? Podobał Ci się taki ślad na policzku? Zawsze mogę ją zawołać, żeby ucałowała Cię raz jeszcze, zwłaszcza jak lubisz tak mocny róż. - rzuciła zadziornie, puszczając mu oczko i zupełnie niczego sobie nie robiąc z naruszania jego strefy komfortu i przestrzeni osobistej, bo robiła już to tysiące razy kiedy była całkiem trzeźwa i miała więcej samokontroli, niż teraz. Trochę się tego obawiała, począwszy od tego, że diabeł z aniołem kłóciły się jej na ramieniu, to jeszcze w stanie upojenia już w ogóle działa bez myślenia. - Mówiłeś, ale nie chcę Cię zamęczyć. Przyzwyczaiłam się do Ciebie, a bywam nieznośna, co kontrastuje z Twoim spokojem. - uśmiechnęła się z delikatnym wzruszeniem ramion, zgarniając za ucho kosmyk brązowych włosów, który uwolnił się z wysokiej kitki, którą nosiła. Trochę męczącej, ale czego się nie robiło, gdy chciało się ładnie wyglądać. - Jest tam brudno, moja przyjaciółka tam skończyła, ale za zdewastowanie mienia publicznego i jak oni to… Nieprzyzwoitość w miejscu publicznym. - dokończyła po krótkim namyśle, usiłując sobie przypomnieć jedno z wielu przewinień czarnowłosej, które doprowadziło do tego, że roześmiała się ponownie na to wspomnienie. Miała problem, żeby znaleźć kogoś, kto ją wyciągnie i musiała spędzić tam dobę, którą potem bardzo dokładnie Prewettównie streściła, wyzywając pozbawionych magii ludzi od prymitywnych stworzeń.
- Oh, trafiłeś zły smak? Jaki? - zapytała zaciekawiona jego miną, bo nie wyglądał, jakby kolorowy shot wódki mu smakował. Nie miała pojęcia, co tworzył Jerry pod ladą i jakich dodatków do niej używał, ale miała naprawdę śliczne, pastelowe kolory i rozgrzewała skutecznie od środka. - Nie jestem pewna, czy powinieneś to mieszać Niedźwiadku. - szepnęła konspiracyjnie, zanim posłała mu łobuzerski uśmiech, widocznie wcale nie mówiąc poważnie. Nie było stąd aż tak daleko do jej mieszkania, zawsze mogli wziąć taksówkę i znała tu mnóstwo ludzi, nie będzie tak źle, nawet jeśli popłyną. - Musi. Jak nie, to ja go odwiedzę i przeproszę, że Cię porwałam. Wtedy na pewno Ci wybaczy! Długo pracujesz w soboty? Kana mówiła, że macie mnóstwo zamówień, pewnie nie masz nawet czasu zwiedzić okolicy. - nie zamierzała go zostawić na pastwę ojca bez ewentualnej pomocy. Jeśli jabłko pada niedaleko od jabłoni, to przy odrobinie uroku osobistego, Dagur na pewno jej wybaczy, zwłaszcza że Hjalmar ostatecznie wróciłby przecież cały i zdrowy. Musiał poznać więcej ludzi, bo inaczej będzie w tej Anglii paskudnie samotny, a tego by nie chciała. Może powinna go przedstawić większej ilości osób, żeby mógł wybrać sobie odpowiednie towarzystwo? Prewettówna znała bardzo dużo ludzi o sposobie bycia wszelkiej maści. Powróciła do niego wzrokiem, gdy wytknął jej pesymistyczną wersję. Przekręciła głowę na bok, patrząc na niego z udawaną powagą. - Bo ma ponad dwa metry i jestem przekonana, że gdy chodzi o Ciebie, Twoje siostry lub Twoją mamę, to nie zawaha się ich użyć razem z mięśniami. Jesteście pod tym względem podobni, tylko Ty na szczęście jesteś odrobinę niższy. Nie wiem, jakie musiałabym ubrać szpilki, gdybyś był wzrostu swojego ojca. - wyjaśniła, spoglądając mimowolnie w dół, próbując sobie przypomnieć, czy wybrane przez nią buty miały dziesięć, czy więcej centymetrów obcasa. Owszem, uciszyła go w dobrej wierze, świadoma braku zagrożenia ze strony zbiorników wodnych i tego, że byli w zatłoczonym pubie, co tłumiło jego zapędy terroryzowania jej. - Jak tak mówisz, to brzmisz, jakbyś wolał, żeby Cię tu nie było .- zauważyła, wysuwając dłoń w jego stronę i wbiła mu oskarżycielsko palec w tors, czując pod nim miękki materiał koszuli. Pandora mimowolnie spojrzała też na jego szyję, aby spojrzeć, czy tkwił na skórze rzemyk z wisiorkiem. Gdy podsunął kieliszek w jej stronę, podniosła wzrok na błękitne oczy, nie mogąc powstrzymać zwyczajnie szczęśliwego, odrobinę może kokieteryjnego uśmiechu. - Masz rację, bez sensu planować. Jak będziesz ze mną pił w takim tempie, to może być niezwykle krótka noc, ale nie szkodzi. Poza tym.. - przerwała na chwilę, nachylając się nieco, aby przesunąć złapany chwilę wcześniej kieliszek z kolorowym alkoholem w stronę jego kieliszka. - Nie byliśmy wcale pokłóceni, trochę tylko się wściekłam i obraziłam, na chwilkę. Nie znaczy to jednak, że przestałabym z Tobą rozmawiać, no chyba, że sam byś miał takie życzenie. W innym wypadku, raczej się ode mnie nie uwolnisz.
Oznajmiła mu z ciężkim westchnieniem, jakby skazała go właśnie na jakiś paskudny wyrok. Szkło stuknęło, a ona szybko opróżniła kieliszek, znów czując falę gorąca oraz dreszczy, które rozeszły się po ciele. Aż wypieków dostała.
- Nie ma co marnować wieczora. Stęskniłam się za Tobą i musimy nadrobić. - stwierdziła, zsuwając się ze stołka. Oparła się ramionami o bar, wychylając za niego i rozglądając za barmanem, zawołała go po chwili. - Jerry? Daj mi całą butelkę i strzałki i zestaw do bilardu. - poprosiła z uśmiechem, na co chłopak wytrzeszczył oczy i zagwizdał, lustrując ją wzrokiem z rozbawieniem. Widać było, że znali się już trochę.
- Mam potem na Ciebie zerkać, skoro dziś tak szalejesz? Dużo dziś ludzi.
- Jesteś kochany, naprawdę. - zakomunikowała mu z miną sugerującą wewnętrzny zachwyt, kiedy cofnęła dłonie i oparła się dłonią o Hjalarama, przesuwając drugą dłonią po jego plecach. - Dziś nie musisz, mam najlepszego ochroniarza w pubie. No nie? - spojrzała na niego figlarnie, dając mu całusa w policzek i wzruszając niewinnie ramionami, znów spojrzała na Jerrego, który tylko roześmiał się i przytaknął, zabierając się do przyniesienia jej zamówienia.
Butelkę z wódką wsunęła mu w rękę, za sama złapała za woreczek ze strzałkami i trójkąt z kulami do bilardu, bo kije wisiały na górze, przy stole. Spojrzała na Islandczyka trochę wyzywająco, jakby sugerując, że wcale nie żartowała z tym pojedynkiem. - Chodź, zagramy.
Dojście na górę zajęło im raptem trzy lub cztery minuty, kiedy już dotarli do schodów na półpiętro, było znacznie łatwiej. Na górze było ciszej oraz mniej tłoczno, jakaś para obściskiwała się w rogu - o dziwo nie była to jej przyjaciółka, a grupka młodych ludzi kończyła właśnie partię strzałek i zbierali się do wyjścia, rozmawiając o jakimś Londyńskim klubie, typowej dyskotece. Zwolnił się więc stolik oraz kanapa przy stanowisku do góry, na którą bezceremonialnie odłożyła rzeczy, aby zaraz odwrócić się do niego przodem i posłać mu pytające spojrzenie, bo przecież to on decydował, w co zagrają.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#8
06.06.2023, 00:01  ✶  

Co z tego, że był miły, całkiem bezbronny, a nawet mniejszy od Akane. Nic nie stało na drodze aby również przywitać go ze swoją pięścia, która właśnie zyskiwała swoje własne życie - Betty i Christina? - powtórzył spoglądając na zgięte pięści - Może być. Pasuje do nich, obie równie ładne - zaśmiał się jakby właśnie nadawał imiona dwóm pięknym kobietom, a w rzeczywistości to były tylko jego własne pięści - Wiesz, jakbyś harowała od młodego w kuźni też byś takie miała. Gwarantuje Ci. Nigdy jednak nie jest za późno aby zacząć swoją przygodę z kuźnią - pokręcił głową z niedowierzaniem. Hjalmar miał wrażenie, że wszyscy tutaj zebrani albo chociaż dominującą większość oceniają go przez pryzmat jego mięśni. Nie możesz mnie podrywać zbyt często? To było bardzo ciekawe, jednak nie skomentował tego, a jedynie posłał jej zaciekawione spotkanie. Czyżby przyjaciółka Pandory też była jedną z kandydatek, które tak chętnie mu przedstawiała, gdziekolwiek by się nie znaleźli?

Czyli przypomniała sobie o tych pojedynku na szable... Jednak czy aby na pewno chodziło o ten pojedynek? - To trochę cios poniżej pasa, nie sądzisz? To tak jakbym zaproponował pływanie na czas - uśmiechnął się do niej, unosząc kilka razy brwi do góry jakby chciał jej dać zdalnego pstryczka w nos - Coś pewnie wybierzemy, także się nie bój - zapewnił ją. W końcu nie mogliby tu tylko siedzieć i pić. Znaczy mogli ale skoro było tyle aktywności pobocznych, to czemu mieliby z nich nie skorzystać?

Oliver zaczynał krążyć po bardzo niebezpiecznej linii. Coś pomiędzy posiadaniem wszystkich zębów, a wizytą u stomatologa. Czy tak mocno mu zależało aby ocieplić relację z Hjalmarem? - Powtórzę Ci to raz jeszcze bo chyba nie rozumiesz. To zależy dużo bardziej ode mnie, niż od Ciebie, więc na przyszłość po prostu podziękuj za poradę, a nie jeszcze masz czelność coś wtrącić - kiwnął lekko głową w jego stronę, dając mu ostatnią poradę na to jak w prosty sposób może zachować swoją 'uroczą' twarz. Nordgersim nie musiał na nic uważać. Pięści miał zahartowane i gotowe do bitki w każdym momencie. Szkoda byłoby tylko kariery tego młodzieńca - no bo jakby wyglądać z rokwaszoną twarzą?

Chłopak miał trochę oleju w głowie jako, że odpowiedział poprawnie. Jeszcze będą z niego ludzie w przyszłości - Nie było źle. Patrzyłem za okno i liczyłem krowy oraz drzewa. Chociaż może nawet na chwilę usnąłem? - przekręcił lekko głowę jakby się zastanawiał nad tym. Mogło być rzeczywiście tak być jak mówiła Pandora, a Hjalmar mógł wpaść po prostu w pewien trans, nie zdając sobie nawet sprawy, że usnął - No jeszcze czego. Twoje niedoczekanie - odparł, wystawiając palca jako pierwsze ostrzeżenie. Tylko tego brakowało aby paradował po tym pubie z jakimś podpisem, co najmniej jakby był czyjąś własnością - Tłumaczyłem już Ci to przecież. Najwyżej Cię utopie albo zrzucę z klifu jak przegniesz. Na Twoje szczęście nie ma tutaj żadnego zbiornika wodnego, a tymbardziej gór - pokręcił głową. Miał dobry humor mimo swojego zmęczenia. Moim spokojem? A to dobre... Prawdę mówiąc w głównej mierze był taki spokojny przy niej i może przy kilku innych osobach. Kiedy jednak zostawał sam ze swoimi kompanami, budziła się w nim prawdziwa bestia - dosłownie i w przenośni - No to chyba powinnaś kogoś dzisiaj pilnować aby tam nie trafił - zaśmiał się. Nie wspomniał, że chodzi mu o Akane, ponieważ to raczej było proste do przewidzenia i zrozumienia. Z tej ich krótkiej znajomości z Azjatką zrozumiał, że dziewczyna ma po prostu dar do robienia kłopotów wszelkiej maści.

Nie chodziło o smak, a o to, że to była kolorowa wódka. Do tej pory, Hjalmar pił alkohol czysty niczym łza - dobry samogon albo bimber. No ale smakowy? To było dla jakichś bab, a nie prawdziwych mężczyzn - Nie wiem... Kiwi chyba? - odparł, odstawiając kufel, zaraz po tym jak ogarnęła go wewnętrzna euforia na smak piwa - A co złego może się stać? W najgorszym wypadku będziesz musiała mnie zbierać z podłogi - dodał równie konspiracyjnie. Miał tylko dwie możliwości - wyjść nawalonym jak szpadel albo w stanie względnego porządku. Z drugiej strony taki wieczór dobrze by mu zrobił. Mógłby poczuć się prawie jak w domu z małymi wyjątkami...

- Jeszcze żebyś miała predyspozycje do porywania ludzi - machnął ręką, ponieważ rozbawiła go co nie miara. Pandora chyba zapomniała, że z ich dwójki to właśnie Nordgersim był ekspertem od uprowadzeń, co jej nie raz już udowodnił - Zależy. Jak jest dużo zleceń jak teraz to przeważnie do wieczora. Jak jest mniej to nawet zdarzają się wolne - odpowiedział. W pewnej kwestii była to nietypowa praca. Dużo zależało od ilości zamówień, które musieli wykonać. Raz mogli pracować 4 godziny, a innym 16 - czysta loteria - Jeszcze musiałbym mieć chęci aby zwiedzać okolice. Kiedyś może to się zdarzy ale teraz nie mam na to głowy - dodał, zaburzając usta w złocistym trunku. To było bardzo dobre piwo.

- Musiałabyś chodzić na szczudłach - wyjaśnił. Nie miałaby innej możliwości jako, że nie istniały chyba szpilki po 50 centymetrów. W optymistycznej wersji, zakładając, że jednak takie są to i tak pewnie były nie do noszenia - przecież na małych szło się połamać, a co dopiero na takich - Droczę się z Tobą - odparł, uśmiechając się od ucha do ucha. Kto jak kto ale Prewettówna powinna była się już do tego przyzwyczaić. Podążył wzrokiem za jej palcem, którym miała w zwyczaju go atakować. Tym razem za co?

Rzemyk z niedźwiadkiem, tak jak został zawieszony pół roku temu, tak nadal wisiał i podróżował z Islandczykiem. Gdyby nie fakt, że był teraz zakryty, Pandora mogłaby mieć wrażenie, że misiek z naszyjnika wpatruje się w nią - ale to też nie było nic nowego. On tak zawsze robił i już tak po prostu miał - Dobra, dobra. Nie byliśmy pokłóceni... Mhm, a unikała mnie jak ognia w tej kuźni. Gdybym nie podszedł to nadal byś pewnie na mnie fukała - prychnął, próbując zrobić to w ten sam sposób co ona, a następnie zbił toast. Na twarzy pojawił się grymas jako, że po raz kolejny była to kolorowa wódka.

W tym tempie to jedyne co Ty nadrobisz to ilość promili we krwi Pokręcił tylko głową z niedowierzaniem kiedy zrozumiał, że nie żartowała z tym pojedynkiem. Pandora na serio chciała stoczyć z nim bitwę. Dobrze, że jednak wzięła do tego jakiś alkohol - bez niego mógłby tego nie zdzierżyć - No co by tu dużo nie mówić, chyba... - zaczął odpowiadać ale nie skończył, ponieważ ktoś mu przeszkodził. W standardowy dla siebie sposób odwrócił wzrok na nią, przyglądając się jakby chciał zapytać 'co to miało być?' - Tak... Najlepszy - pokiwał głową, wzdychając. Najlepszy ochroniarz w tej części Londynu... To chyba zaszczyt? Poklepał się po brodzie, uśmiechając się do samego siebie.

Złapał butelkę i ruszył za nią na górę. Jego uwagę przykuła parka, która była bardzo zajęta wzajemnie wymianą DNA. Londyńczycy... Odłożył butelkę na stoliku aby odpowiedzieć jej tym samym - spojrzeniem - Wybierz coś w czym masz szansę - zażartował, chociaż to Hjalmar powinien być wybierać grę, ponieważ nie miał doświadczenia z żadną inną niż spożywanie alkoholu - Ale zanim wybierzesz to poczekaj - zatrzymał ja, sięgając po coś do kieszonki w koszuli.

Po krótkiej szamotaninie z własnym odzieniem, udało mu się wyciągnąć małe pudełeczko, zawinięte w tasiemkę - Miałem dać Ci wczesnej... No ale nie było okazji wcześniej... Znaczy była ale no..
Tak wyszło po prostu...
- wytłumaczył wręczając jej mały podarunek. W środku znajdował się złoty łańcuszek, który zwieńczony był dużą literą P. Po odwróceniu na drugą stronę można było zauważyć małą inskrypcje - 'HBNX69'.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#9
06.06.2023, 23:40  ✶  
Oczy dziewczyny rozbłysły z podekscytowania, gdy z takim entuzjazmem przyjął wymyślone przez nią dla pięści imiona i musiał sobie bardzo zapulsować, ba, zrzucić z pół tuzina ludzi w drabince ulubieńców Akane. Emocje tak ją roznosiły, że aż podskoczyła, zaciskając palce na kilka sekund, jakby nie mogła poradzić sobie z tym wszystkim, co działo się wewnątrz niej, dodatkowo podkręcone działaniem alkoholu i z pewnością jakichś używek.
- Założę fanklub Betty i Christiny, zrobię Ci przypinki! - oznajmiła mu, wbijając w niego spojrzenie, chociaż musiała bardzo mocno odchylić głowę, bo w obcasach miała odrobinę powyżej półtora metra wzrostu. - Nie mogę ryzykować talentu, który mam w dłoniach. Sam rozumiesz. - obróciła nimi w powietrzu, demonstrując blade i smukłe palce, a prawda była taka, że nie miała zupełnie siły w rękach, nie licząc pojedynczych zrywów. Była artystką, nie rzemieślnikiem. - Zostawię więc pracę w Kuźni specjaliście. - puściła mu oczko, przesuwając dłonią po jego przedramieniu, jakby celowo zaciskając na materiale koszulki palce. Na jego spojrzenie, przekręciła głowę i zerknęła na niego przez ramię. - A mam Cię podrywać? Jestem w Twoim typie? - zapytała zadziornie, posyłając mu śliczny uśmiech, aby po chwili roześmiała się pogodnie i pomachała komuś, kto ją zawołał. Wcale nie była kandydatką Pandory, ale podobnie, jak zamieszkujący Hogwarckie toalety duch, lubiła ładnych ludzi. Była nieco próżna.
Na jego słowa rozchyliła usta z oburzeniem, kręcąc głową z groźbą w brązowych tęczówkach, żeby przypadkiem nie zdradził jej sekretu o tym tragicznym braku umiejętności pływania i strachu przed wodą, z którymi zazwyczaj dzielnie walczyła. - Pfffff... Czy ja się kiedykolwiek bałam czegoś? - skrzyżowała ręce pod biustem, najpierw udając oburzoną w dalszym ciągu i jednocześnie nie poruszając zupełnie tematu wyścigów pływania, aby zaraz jedynie uśmiechnąć się figlarnie, bo miała tak dobry humor, że nawet udawać było Pandzie ciężko. Oczywiście, że się bała. Grała tylko, że nie.
Było na szczęście zbyt głośno, a do tego Jerry do niej mówił, żeby była w stanie usłyszeć wymianę zdań pomiędzy Oliverem, a Hjalmarem, a dodatkowo miała Kane na plecach. Perspektywa użycia Betty i Christiny pewnie spodobałaby się tej ostatniej, gdyby nie fakt, że nabrała na Oliviera chętki i zwyczajnie go wyprowadziła, znikając w tłumie. Całkiem nieświadomie wybrała doskonały czas, zanim blondyn znów się zdenerwował. Całe szczęście, bo brunet chciał coś odpowiedzieć, ale nie zdążył, chyba niezbyt świadomy ocalenia swojej buzi.
- Pewnie usnąłeś, szybko zasypiasz. - zauważyła z nutą rozbawienia w głosie, przypominając sobie jego wizytę w Turcji. Nie wiedziała dlaczego, ale spotkanie go tutaj, w Londynie, było dla niej dziwniejsze, niż gdyby mieli wpaść na siebie, chociażby we Włoszech czy gdzieś w Finlandii. Wizerunek tego miasta i to, co ono sobą oferowało, zupełnie nie pasowało do jej ulubionego Islandczyka, ale była w stanie zrozumieć powody tej trudnej dla jego rodziny decyzji. Jej matce też ciężko było opuścić Turcję, wracała tam, właściwie przy każdej możliwej okazji często zostawiając ojca samego w posiadłości w Anglii. Pandora wychowywana pomiędzy dwoma krajami, niezależna i podróżująca od najmłodszych lat nie rozumiała posiadania w danym miejscu korzeni, trochę ją takie przywiązanie do jednego miejsca przerażało. - Mhmmmm... Nie mam różowej pomadki, a do tego mojej by tak nie było widać na skórze chyba, więc nie mogę zaproponować Ci podmiany z Akane na mnie. Jednak mogę mieć czerwoną w torebce, gdybyś zmienił zdanie! - gdy pogroził jej tym palcem, najzwyczajniej w świecie za niego złapała, nic sobie z tego nie robiąc. - Pasowałaby Ci do koszuli. - puściła mu oczko, nie mogąc powstrzymać się przed odrobinę prowokującym tonem, bo skoro on jej dokuczał, to dlaczego kleszcz miał tego nie robić? - Nie przegięłam do tej pory, to nie wiem, co musiałabym zrobić, żebyś był w stanie mnie utopić. Po prostu lubisz mi grozić, ja już Cię rozgryzłam. - wyjaśniła mu poważnie, chociaż uśmiech nie schodził jej z twarzy, a wzrok nie opuszczał jego twarzy. Miała go za ostoję spokoju i rozsądku w dziewięćdziesięciu procentach czasu, zwłaszcza porównując Niedźwiadka do siebie. On zdawał się nigdy nie robić czegoś bez uprzedniej kontemplacji w przeciwieństwie do Pandory, która gdyby topił się kotek, to by wskoczyła go bez pomyślunku uratować, nawet jeśli sama nie umiała pływać. Na jego słowa pokręciła głową, unosząc dłonie w obronnym geście. - O nie, nie biorę za nią odpowiedzialności. Oczywiście uratuje ją, jak będę miała okazję, ale jestem przekonana, że ona zrobi coś głupiego akurat wtedy, gdy będę skupiona na czymś lub kimś innym. Ona jest jak accio na kłopoty.
To było właściwie niedopowiedzenie. Jeśli coś się działo w towarzystwie, to zawsze była czarnowłosa kruszyna o onyksowym spojrzeniu. Była narwana i uparta, robiła rzeczy jeszcze bardziej lekkomyślnie, niż Pandora, a do tego kierował nią trochę egoizm, bo ona zwyczajnie lubiła, gdy się o niej mówiło i gdy się na nią patrzyło, ale taki był jej urok. Pochodziła z dużej rodziny, gdzie nie miała wystarczającej atencji.
Kolorowa, smaczna i popularna, zaraz obok piwa sprzedawano ich chyba w tym pubie najwięcej. - Nie lubisz kiwi? - zapytała zaskoczona, bo przecież to był dobry owoc. Mógł trafić gorzej, na coś bardziej cierpkiego lub niedorzecznie słodkiego. - Oczywiście, że Cię zabiorę jakoś z podłogi. Przecież bym Cię tutaj nie zostawiła. - rzuciła jeszcze z delikatnym wzruszeniem, chociaż wymagałoby to przedsięwzięcie dużo gimnastyki, to i tak dałaby radę. Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, jakby zastanawiała się nad tym, co jeszcze mogłoby się stać i przez umysł przemknął jej głos Rogera, prawdopodobnie dlatego, że dostrzegła gdzieś w tłumie jego różową koszulę i westchnęła ciężko, bo nie wierzyła, że zareagowałby względnie pokojowo, gdyby jej homoseksualny kolega zaczął się do niego przystawiać. Kobiety owszem mogły go onieśmielać i był całkiem względem nich uroczy i bezbronny, ale drugi facet? Mogłoby się skończyć szpitalem lub komisariatem. Może miałby dołek z Akane.
- Ohoho czy to wyzwanie? Myślisz, że nie byłabym w stanie porwać takiego eksperta w uprowadzaniu ludzi, jak Ty? - uniosła brwi pytająco, całkiem pewnym siebie głosem, bo owszem — nie byłaby w stanie zrobić z niego worka kartofli, ale istniały inne metody. Alkohol nie tylko u jej przyjaciółki rozbudza kreatywność, bo Pandora wyglądała, jakby myślała już teraz nad jakimś wyjątkowo sprytnym planem. Na wzmiankę o tym, że miewał wolne soboty, uśmiechnęła się tylko tajemniczo, przytakując. Właściwie to jej sposób pracy był podobny, zależny całkowicie od ilości zleceń i okazjonalnie pogody. - Na pewno się zdarzy, nie wytrzymasz tylko w Kuźni i w Dolinie, za bardzo lubisz spacery i lasy. Jest tam duży rezerwat, ładny i ma mnóstwo mieszkańców. Można trochę uciec od zgiełku miasta i ludzi.
Nie miała co do tego wątpliwości, udusiłby się, gdyby zbyt długo czekał ze zwiedzaniem okolicznych lasów, łąk lub wzgórz.
- Chodzenie na szczudłach na pewno nie jest ładnym rozwiązaniem, jestem pewna, że grozi skręceniem karku . - zauważyła pogodnie, chociaż jego pomysł faktycznie był sensowny. Co innego mogłoby sprawić, aby dorównać jego tacie? Szpilki robili chyba maksymalnie dwudziestocentymetrowe, chociaż jej samej nigdy się takowych nie zdarzyło nosić. Najprawdopodobniej połamałaby nogi. Prychnęła krótko. - Żebym ja się z Tobą nie zaczęła tak droczyć.
Groźba znów jej nie wyszła, bo jak zwykle, nie umiała nie odwzajemnić jego uśmiechu. Niezbyt często się tak szczerze i swobodnie uśmiechał, nie mogłaby tego zmarnować i sprowokować jakieś kłótni. Dostrzegła rzemyk, co spowodowało, że mruknęła pod nosem coś zadowolona, przesuwając dłonią do góry i palcami zahaczyła o skórę na szyi, a także sznurek, wprawiając go w kołysanie. Spojrzała na niego z dołu, chociaż nie skomentowała tego głośno. I tak powiedziałby, że zapomniał go zdjąć.
- Byłam zła, owszem, ale by mi przeszło. Nie mogłabym się na Ciebie gniewać długo, trochę bym może fukała. To nie powód jednak, żebym całkiem zrezygnowała ze znajomości z Tobą. Chociaż nadal uważam, że powinieneś był mi powiedzieć, ale rozumiem, dlaczego tego nie zrobiłeś. - wyjaśniła mu po toaście i przełknięciu wódki, której kolejne porcje coraz mocniej wpływały na jej postrzeganie świata oraz wspomagały jej niemałą już i tak śmiałość. Zwilżyła usta, pozbywając się resztek kolorowego shota. Nie zapomniała o pojedynku, musiała tylko załatwić odpowiednie akcesoria. I na całe szczęście, nie powiedział tego głośno, a kręcenia głową udała, że nie zauważyła. Jerry był dobrym znajomym, zawsze jej pilnował, jeśli już odwiedzały z Kaną lub z innymi ten pub, czasem nawet zamawiając im taksówkę, zanim one o tym pomyślały. Nie omieszkała też go pochwalić przy okazji.
- Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze? - zapytała tylko na jego spojrzenie, wzruszając ramionami. Jej palce kolejny raz przesunęły po jego plecach, a ona ściągnęła brwi. - Mam tak więcej nie robić? Wiesz przecież, że nie czytam w myślach i jestem dość wylewnym człowiekiem, nie będę wiedziała, że Ci to przeszkadza, dopóki mi nie powiesz.
Dodała jeszcze, lustrując spojrzeniem jego twarz, zanim podniosła je wyżej i przez krótką chwilę, spojrzała mu bezpośrednio w oczy, jakby szukała tam jakieś wskazówki. Jerry jednak wybił ją z zamyślenia, podając zamówione rzeczy, a ona jak gdyby nigdy nic, obdarzyła go uśmiechem, kiwając w podziękowaniu głową.
Nie walczyli na szable, więc musieli nadrobić czymś innym. Miała lepsze pomysły niż rzutki czy bilard na wieczór, ale trzeba było wykorzystać to, co mieli pod ręką. Było też mniej tłoczno i ciszej, co zdaniem Pandy, wygodniejsze było do rozmowy. Istniała też mniejsza szansa, że wpadnie tu Roger.
- Nie, nie, nie. Mam szansę we wszystkim, więc Ty wybieraj. - zaprotestowała, krzyżując ręce pod biustem, wpatrując się w niego uparcie. Jej było bez różnicy, w co grają, tak długo, jak mogła spędzić z nim trochę czasu. I chociaż ta perspektywa była odrobinę przerażająca, w jakiś sposób narastała w jej głowie do niebotycznie wielkich rozmiarów. Naprawdę nie chciała sobie psuć relacji z nim. - Hmm?
Wbiła w niego zaskoczone spojrzenie, przyglądając się temu, co robi z narastającym na twarzy niedowierzaniem, bo zupełnie nie spodziewała się żadnego prezentu i to jeszcze tak teraz, nagle, gdy była pod wpływem procentów i wcale nie ułatwiało jej to zachowania kamiennej twarzy. - Tak wyszło po prostu.. - powtórzyła jedynie cicho, czując, jak rumienią się jej policzki. Była prostym człowiekiem, sam fakt, że zmarnował na nią swój czas, sprawiał, że zrobiło się jej cieplej i mocniej zabiło jej serce, a powstrzymanie rosnącego na ustach uśmiechu było absolutnie bezcelowo. Głośne westchnienie zachwytu wypłynęło z jej ust, gdy uniosła wieczko pudełeczka, dostrzegając prześliczny wisiorek na złotym łańcuszku. Przez chwilę wędrowała spojrzeniem pomiędzy błyskotką, a jego twarzą, po czym zacisnęła prezent w dłoni delikatnie i bezceremonialnie podeszła do niego, obejmując mu szyje rękoma i przytulając go mocno. - Jest prześliczny! - mruknęła z odrobiną zawstydzenia, najpewniej obejmując go mocniej, niż powinna i wypadało, ale Pandora zdawała się mieć to zupełnie gdzieś. Dzięki obcasom było jej trochę łatwiej, żeby przytulić policzek do jego szyi i części twarzy, pozwolić sobie na chwilę przymknąć oczy. Nie powinna była tyle pić. Cofając się nieco, niby przypadkiem dmuchnęła mu w ucho, a gdy opadła na całe stopy, spojrzała na niego z dołu, zanim cofnęła się i zsunęła z niego dłonie. - Zrobiłam to bez pomyślunku.. Zapniesz mi go? - poprosiła tylko, wsuwając mu pudełeczko w dłoń i posłała mu krótki uśmiech, zanim stanęła tyłem do niego, zgarniając kitkę na bok. Byłoby jej ciężko zapiąć go samej bez lusterka. - Nie kłamałeś, że robisz najładniej biżuterię. - dodała ciszej, powstrzymując chęć odwrócenia głowy w jego stronę, aby zerknąć. Znów wyglądała, jak najszczęśliwszy człowiek na świecie, a z całego tego podekscytowania i bijącego serca, gęsia skórka rozeszła się po jej ciele z kolejnym oddechem, który wzięła. Nie sądziła, że o tym pamiętał.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#10
07.06.2023, 12:50  ✶  

Hjalmar i tak prędzej czy później zapomni imiona, które Akane nadała jego pięściom. W przypadku bójki, kwestie związane z nazewnictwem schodziły na dalszy plan, a liczyła się sprawność i siła zamiast pamiętania która pięść to Betty. Pokiwał więc głową na jej słowa o przypinkach, chociaż nie do końca rozumiał co miała na myśli - chodziło jej o zapinki do garnitury? Czy co innego?

Przez krótką chwilę zastanawiał się czy Akane byłaby w stanie w ogóle unieść młot w kuźni. Jej ręce nie wskazywały na to aby były strudzone ciężką pracą w jakiejkolwiek formie - ładne, zadbane i bez ran. Idealne dłonie jak do jakiegoś katalogu z biżuterią czy lakierami. Zostawisz specjalistom bo po jednym dniu w kuźni miałabyś zakwasy stulecia... Co by nie mówić, Azjatka nie była w jego typie, chociaż o tym jej nie powiedział. Nie chciał jej urazić, więc udał, że po prostu nie usłyszał - wokół było w końcu głośno. Nordgersima nie interesowały takie 'wolne' kobiety, które żyły chwilą bez większego ładu czy składu.

Tylko tego od niej oczekiwał. Tego oburzenia w jej oczach, pewnie nawet prychnięcia - Nie. Całkiem odważna jesteś - pokręcił głową, starając się nie wybuchnąć przy okazji ze śmiechu. Jej reakcja tylko to utrudniała ale mimo wszystko udało mu się tego dokonać. Gdyby nie reagowała na to w ten sposób to zapewne już dawno porzuciłby ten temat ale jako, że on nadał działał to kim był Hjalmar aby z tego nie korzystać?

Czy szybko zasypiał? Zależy. Jeżeli wcześniej się porządnie najadał i napił to mógł zapaść w sen zimowy, więc coś musiało być na rzeczy. Z drugiej strony jak miał szybko nie zasypiać kiedy wracał z pracy styrany jak osioł? Kładł się, przymykał oczy i budził się następnego poranka - Chyba podziękuję za jakieś znaki... - doznał szoku widząc jak nic sobie nie robi z jego groźby. Co to ma znaczyć? Islandczyk mógłby przysiąść, że właśnie przepaliły mu się jakieś styki albo nastąpiło potężne zwarcie - No powinnaś pracować w policji z takimi umiejętnościami dedukcji - wypuścił ciężko powietrze. Czy lubił jej grozić? Nie do końca. Raczej korzystał z tego, ponieważ po prostu przynosiło zamierzane efekty, chociaż po tym co się stało chwilę temu, zaczął powoli negować poprawność tej mody. No bo po co miałby jej ponownie grozić, skoro ona i tak sobie nic z tego nie robiła? - W takim razie jednak nie nadajesz się do tych służb skoro nie bierzesz odpowiedzialności za nią... - nie dokończył mówić, ponieważ usłyszał jak Turczynka wypowiada słowo związane z magicznym światem w mugolskiej części Londynu. Nie czekając ani chwili dłużej przystąpił jej palec do ust i pokręcił głową - Nu nu... - odparł jakby właśnie karcił małe dziecko. Pierwsza zasada magicznego świata mówiła aby nie nigdy nie zdradzać ich świata. To była jedna z nauk jakie wyniósł z Durmstrangu - wykuł ją na blachę i zapamiętał na całe życie, stąd właśnie wynikała jego reakcja.

- Nie lubię smakowej wódki. Co to ma być za alkohol - wyjaśnił jej skąd wzięła się jego dezaprobata po spożyciu tego trunku - Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć powodzenia - zaśmiał się. Hjalmar przecież ważył jakieś dwa razy tyle co Pandora, a dodając do tego fakt, że byłby jeszcze nieprzytomny, więc zapewne ważyłby jeszcze drugie tyle. Prewettówna musiałaby tutaj zaciągnąć swoją Mare i pewnie dopiero wtedy mogłyby go stąd wyciągnąć. W wielkim skrócie to była operacja godna generalskiej pozycji w wojsku - Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, że wystarczy Cię złapać w tali i podnieść abyś była unieruchomiona... Zupełnie jak kot - poruszył brwiami na jej pytanie jakby rzucał jej wyzwanie. Mogła próbować, starać się ze wszystkim sił, a i tak by jej próby spełzły na niczym.

- Pewnie tak. Trochę się ogarniemy z robotą to może będę miał czas na takie rzeczy - przyznał. Pandora miała rację w tej kwestii - Hjalmara można było nazwać dzieckiem lasu. I nie byłoby tu dużym przekłamaniem. W końcu czuł się tam jak ryba w wodzie. Na rodzinnej wyspie w ten właśnie sposób spędzał każdą wolną chwilę - Nigdy nie chodziłem, więc nie odpowiem ale pewnie masz rację. Upadek z takiej wysokości musiałby być bolesny - dodał. Zastanawiało go jedno w tym momencie - jak oni na to w ogóle wchodzili? No bo przecież nie mogli sobie po prostu z tym wstać i ruszyć jakby nigdy nic. Nie znał jednak nikogo kto mógłby odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ byłby potrzebny jakiś cyrkowiec. Już to robisz Nie powiedział tego na głos mimo wszystko, a jedynie pozwolił sobie zachować swój uśmiech, który zagościł na jego twarzy.

W standardowy dla siebie sposób, zjeżył kark kiedy poczuł jakiś ruch po nim - No prędzej czy później tak. Na mnie nie da się gniewać - odparł dumnie jakby głosił oczywistą oczywistość. Na upartego coś w tym jednak było. On nie potrafił się na nią za bardzo złościć, a ona na niego, pomimo faktu, że potrafili się wzajemnie doprowadzić do stanów przedzawałowych.

Pytanie było raczej inne - nie przyzwyczaił się czy nie chciał się nie przyzwyczaić? Z drugiej strony nie powiedział aby tak nie robiła, więc miała swego rodzaju 'ciche' przyzwolenie na takie akcje. Ale tylko ona i nikt inny więcej. Hjalmar oczywiście musiał być zdziwiony i patrzeć na nią w ten sposób aby zachować jakieś pozory swojej bytności. Kto powiedział, że przeszkadza? Prewettówna mimo swojej najszczerszej próby odczytania czegokolwiek z jego oczu musiała się zawieść jako, że te przejawiały szok i niedowierzanie. Zupełnie jakby grały z właścicielem do jednej bramki - chyba tylko rzemykowy Misiek działał po swojemu i zdradzał więcej od Nordgersima.

- No dobrze marudo. Niech zatem będą te rzutki jakieś - odparł, drapiąc się po głowie - Chociaż nie grałem w to nigdy - przyznał, unosząc barki do górki. Hjalmar nie bywał w takich miejscach, nic więc dziwnego, że nie miał pojęcia jak się w to gra i jakie są zasady.

Skąd to zdziwienie u Pandory? Obiecał jej, że zrobi dla niej coś 'ładnego'. Islandczyk był osobą honorową - jeżeli coś obiecał, dotrzymywał swojego słowa za wszelką cenę. Tak naprawdę to ten łańcuszek był już gotowy dobry kwartał temu i mógł zostać wręczony podczas ślubu Njali i Ivara ale tak się nie stało, więc podarunek dla Prewettówny przebył całą drogę wraz ze swoim twórcom z Islandii do Wielkiej Brytanii - No tak... Miałem go dać w październiku... Ale tak... No jakoś... Wiesz... - próbował to ubrać w jakąś zbiorczą i logiczną historię, jednak bezskutecznie. W tym momencie nawet nie był w stanie sobie przypomnieć czemu nie zrobił tego wtedy. Może się bał? Może zapomniał? A może po prostu tak się schlał, że nie był w stanie? Wszystkie z powyższych opcji były możliwe.

Na jej słowa, które doceniły kunszt jego sztuki, ucieszył się. Koniec końców średnio by wyglądało jakby Pandorze nie podobał się prezent nad którym spędził trochę czasu. Zwłaszcza nad tym grawerem, który wykonał ręcznie, bez korzystania z jakiejkolwiek magii - Ci... - zaczął mówić ale nie skończył jako, że został prawie uduszony. Mimowolnie przejechał z dwa, może trzy razy dłonią po jej plecach - był to swego rodzaju odruch bezwarunkowy, który pozostał mu po siostrach, przytulających się do starszego brata zwłaszcza wtedy kiedy wracał z Durmstrangu na święta czy wakacje - Nic się nie stało. Mogę spróbować... - odparł, spoglądając na swoje dłonie. Od razu zaczął żałować, że zrobił ten łańcuszek taki mały. Jakim cudem miał złapać za ten malutki element aby móc go otworzyć?

Odebrał ponownie pudełeczko, a następnie zastanowił się jakby mógł tego dokonać. Zabrał się od razu do pracy kiedy zgarnęła kitkę na bok. Hjalmar skupił się maksymalnie na tym procesie, wystawiając przy okazji język z ust - Mhm... - odpowiedział, pozostając nadal w transie. Na Merlina... Kurwa mać... Klnął w myślach, próbując za wszelką cenę zapiąć jej ten łańcuszek na szyi. Pandora mogłą poczuć kilka, bądź nawet kilkanaście prób, które dokonał, operując wokół jej karku. Niestety bezskutecznie, co skwitował ciężkim westchnięciem - Nie dam rady Ci tego zapiąć... - odparł z ewidentnie smutniejszym głosem, chowając ozdobę do pudełeczka, które następnie jej wręczył. Po chwili spojrzał się na swoje dłonie i pokręcił przecząco głową.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (7903), Pandora Prewett (12840)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa