• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[ Styczeń 1970, Wielka Brytania] Głupio wyszło | Hjalmar x Pandora

[ Styczeń 1970, Wielka Brytania] Głupio wyszło | Hjalmar x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#1
30.05.2023, 21:29  ✶  
Przeciągnęła się leniwie na przednim siedzeniu samochodu swojej przyjaciółki, która opowiadała jej jakąś niesamowitą historię związaną z najnowszą wystawą, nad którą pracowała. Akane była pół Azjatką, pół Brytyjką i czarownicą pół krwi, która jednak magii używała jedynie do sztuki, skupiając się bardziej na mugolskich aspektach życia. Starała się brać to, co w dwóch światach było najlepsze. Znały się z Pandorą już kilka lat, zawsze się dogadywały — głównie przez to, że obydwie były dość bezpośrednie i nie bały się realizowania swoich nawet najmniej lotnych pomysłów. Brunetka posłała jej uśmiech, zwiększając głośność piosenki w radiu i kolejny raz dopytując, dokąd właściwie jadą. Nie spała najlepiej, ostatnie kilka nocy spędziła poza domem — głównie biegając z teleskopem po Hyde Parku lub dachach Londyńskich wieżowców, chociaż zdarzyło się też jej dotrzeć do Doliny Godryka, gdzie musiała skończyć przygotowywać mapę dla klienta. Poza zleceniami z astronomii naprawiała też ludziom zamki czy tworzyła zaczarowane przedmioty, zmieniając sposób działania tych zwykłych. I przez to niewiele było czasu na inne rzeczy, doliczając jeszcze skrzydlate konie i wizyty u dziadków.
- Przypomnij mi, dlaczego akurat jedziesz po to tyle godzin od Londynu?
- Bo musi być autentyczne. AU-TEN-TY-CZNE. Jak mogłabym wcisnąć jakiś szmelc moim fanom?
- Aha. No okay. Fanom. - wbiła w nią spojrzenie, próbując się za wszelką cenę nie roześmiać z powagi przyjaciółki, bo ona te swoje sesje, obrazy i dziwne manekiny traktowała bardzo poważnie. Owszem, były piękne i czarnowłosa, krótko ścięta dziewczyna miała niewątpliwie talent, ale jej finanse mówiły same za siebie, jak trudno było w jej wieku za to egzystować w mieście tak drogim, jak Londyn. Dużo łatwiej było zarabiać jej w funtach niż w galeonach, bo mugole mieli bardzo dziwny gust do sztuki, ale przez to trudno było jej żyć w tym drugim świecie i wtedy wisiała na plecach Pandory. I tak ciągle, ale Prewettówna nie miała nic przeciwko. Za oknem wciąż było trochę śniegu, słońce nieśmiało wychylało się zza chmur, a północny wiatr wywoływał na twarzy rumieńce, zamieniając oddech w parę. Nie była to jednak tak przyjemna zima, jaką miała okazję widzieć na Islandii.
Auto zatrzymało się pod budynkiem, który niewątpliwie był kuźnią. Podróże autem nie były złe, ale nijak się miały do grzbietu Mary, chociaż już dawno przestała Akane o tym marudzić, bo ona również miała awersję do wysokości, podobnie jak pewien Niedźwiadek. Odnośnie do Niedźwiadków.. Omiotła spojrzeniem szyld, ściągając brwi. Nawet przetarła oczy delikatnie, nie chcąc rozmazać sobie tuszu do rzęs, a jej towarzyszka przesuwała spojrzeniem pomiędzy twarzą przyjaciółki a miejscem, gdzie najwidoczniej złożyła zamówienie na jakieś łańcuchy, kajdanki, coś na wzór chyba kasy i inne narzędzia, których nie zapamiętała. Artystka miała więcej pomysłów na minutę niż Pandora i ta przywykła, że większości nie realizowała.
- Czy tak przypadkiem nie miał na imię Twój przyjaciel?
- Jak to możliwe, że pamiętasz o wszystkim, czego nie potrzeba? Cóż, milej by było, gdyby mnie poinformował o tym, że nie ma ochoty mnie widzieć, niż przeprowadził się do innego Państwa, ale cóż mogę zrobić? - odpowiedziała jej po chwili, wzruszając delikatnie ramionami i posyłając jej nawet delikatny uśmiech, bo przecież to nie był powód, żeby biednej Akane się oberwało tylko dlatego, że ktoś był absolutnie beznadziejny w relacjach międzyludzkich i nawet nie umiał się przyzwoicie pożegnać. Prychnęła pod nosem, zapinając kurtkę i krzyżując ręce pod piersiami, oparła się o samochód. - Idź, ja może zaczekam.
- O nie, nie po to ciągnęłam Cię ze sobą, żebyś tego teraz ze mną nie niosła do bagażnika. Jest też drugie imię, więc może go nie będzie, jeśli już tak bardzo nie chcesz go widzieć.
- To przecież jest zupełnie odwrotnie. Czy Ty w ogóle słuchasz, co do Ciebie mówię? - odpowiedziała jej z kolejnym prychnięciem, czując, jak rumienią się jej odrobinę policzki, ale to mogła zrzucić na zimno.
- Czasem. Wybieram te najciekawsze.
Jęknęła niezadowolona, wciągając kaptur na głowę, gdy ta pociągnęła ją za rękę, opowiadać coś widocznie o tej kosie, żeby odwrócić uwagę przyjaciółki od wpatrywania się w ten nieszczęsny szyld. Akane była równie żywiołowa, więc podskakując podbiegła do lady, stukając z podekscytowaniem palcami w drewno, a potem wydała z siebie głośne "oh", sięgając po torebkę. Sakwę z galeonami odłożyła z jednej strony, a z drugiej szukała tego nieszczęsnego papierka, na zamówienie, pod nosem wzywając Morganę, żeby go przypadkiem nie zgubiła, bo jej wystawa będzie zgubiona. Prewettówna pokiwała głową z niedowierzaniem, wciąż trzymana pod rękę i nieco wprawiona w kołysanie, pod wpływem ruchów dziewczyny. Omiotła spojrzeniem wnętrze, wsuwając wolną dłoń do kieszeni.
- Daj mi tę torebkę, zabiję Cię, jak tego zapomniałaś. - szepnęła pod nosem, zabierając jej przedmiot z dłoni i oparła go o blat, zaczynając w nim grzebać. Miała tam absolutnie wszystko — szczotkę do włosów, kosmetyczkę, lusterko, różdżkę, jakieś zgniecione batoniki, setkę wódki i nawet okulary przeciwsłoneczne oraz pudełko kredek. Posłała jej niedowierzające spojrzenie, machając w powietrzu różową kredką do oczu, szukając w dalszym ciągu jej portfela, który przecież musiał gdzieś tam być.
- Nigdy nie wiesz, kiedy zdarzy Ci się impreza. A jak nie masz stroju, działaj włosami i makijażem. Moja siostra tak mówi. - wyjaśniła z uśmiechem, zabierając brunetce kredkę z palców i nią stuknęła o blat, prawie podskakując w miejscu z podekscytowania. Pandora była przekonana, że kryła się za tym jakaś szalona i głęboko zakorzeniona wizja artystyczna, więc jedynie wywróciła oczami, śmiejąc się pod nosem. - Widzisz? Dlatego się przyjaźnimy.
- Dlatego, że rozumiem te różowe kredki?
- Nie, dlatego że dzięki mnie masz dużo ciekawych okazji w życiu! No cześć! - dziewczyna omiotła spojrzeniem mężczyznę, posyłając mu promienny uśmiech, szturchając swoją przyjaciółkę łokciem. Zagwizdała też nieco pod nosem, czego Prewettówna udała, że nie zauważyła, wciąż wpatrując się czarną dziurę, jaką była jej torebka. Portfel miała też różowy, musiał gdzieś być. - Bardzo będzie Pan zły, jak zgubiłam kwitek? Chyba że Panda go znajdzie. Ona znajduje rzeczy, których nie znajdują inni. To taki talent. Prawda Pandziu?
Pandora prawdę mówiąc, nie bardzo wiedziała, jak powinna się zachować i przede wszystkim, co powiedzieć, bo była zwyczajnie na niego zła lub może raczej było jej przykro? Może nie dlatego, że nie chciał się z nią przyjaźnić, bo była tylko kleszczem — to była w stanie zrozumieć, ale o takich rzeczach się uprzedza. Zacisnęła na chwilę usta, podnosząc ostatecznie wzrok na blondyna, chociaż o zupełnie innym wyrazie, niż miała zwykle. Był pełen jakiegoś chłodu, może nawet odrobiny wyrzutu i obrazy. - Dzień dobry. A Ty masz ten portfel.
Równie szybko, co na niego spojrzała, przeniosła wzrok na przyjaciółkę, podając jej znaleziony przedmiot, a resztę, którą wyjęła, zaczęła chować znów do torebki. Im szybciej Akane załatwi te swoje interesy i odbierze zamówienie, tym szybciej będą mogły wrócić do Londynu.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#2
30.05.2023, 22:44  ✶  

Nowy rok, nowy Hjalmar. Tak można by rzec i nawet nie byłoby w tym ani krzty kłamstwa. Początek 1970 był czasem ogromnym zmian zarówno w jego życiu ale również jego najbliższych - w końcu postanowili przeprowadzić się w nieznane. Do nowego świata, bardziej cywilizowanego, oddalonego od natury, zwanego również jako Wielka Brytania. Nie była to łatwa decyzja, jednak konieczna jeżeli chcieli dalej żyć i trudzić się swoim fachem. Na Islandii zaczynało brakować zleceń, a jak już się pojawiły, to było dużo mniejsze niż zwykle - Nordgersimowie musieli coś z tym faktem zrobić, więc dlatego zdecydowali się na przeprowadzkę. W pierwszej turze na wyspę zawitali męscy przedstawiciele tego rodu - Hjalmar wraz z ojcem Dagurem. Mieli taki natłok pracy i obowiązków związanych z całym procederem, że młodszy z kowali nawet nikogo nie powiadomił o swoich przenosinach... No i to był właśnie błąd o którym miał się niedługo przekonać.

To był dzień jak każdy inny. Od samego ranka urzędował w kuźni, dopinając na ostatni guzik kilka zamówień. Co by nie mówić, biznes kręcił się na razie na najwyższych obrotach. Szło tak dobrze, że Dagur musiał wyruszyć lada świt aby złożyć zamówienia na nowe surowce i tym samym zostawił warsztat na barkach syna. Sama kuźnia nie była istnym cudem świata - wręcz przeciwnie, bliżej jej było do kanciapy niż prawowitego kramu. Najważniejszy był jednak piec, który palił się ogniem wieczystym jako, że Nordgersimowie nie pozwalali mu zgasnąć. Budynek w którym mieścił się ich warsztat był raczej kruchy i w średnim stanie technicznym. Wyróżniał go jedynie fakt, że był bardzo wysoki ze względu na wzrost mistrza tej kuźni. Sklepienie znajdowało się około 3.5 metra od ziemi, co było niespotykane w innych warsztatach czy nawet domostwach.

Kończył akurat zamówienie na jakieś zdobione uchwyty do drzwi dla państwa Greenhardów, kiedy usłyszał jakieś głosy za sobą, a raczej swego rodzaju rozmowę. Przez kilka chwil myślał, że to nie jest skierowane do niego, więc tym bardziej się nie zainteresował, a po prostu kontynuował to czym był zajęty do tej pory - czyli kucie. Dopiero kiedy kobieta przywitała się z nim, zrozumiał, że chodzi jednak o niego. Mając na uwadze fakt, że klient nasz pan, czym prędzej odłożył dzierżone narzędzia, złapał za szmatę, a następnie się odwrócił na pięcie, aby sprawdzić w czym może pomóc - Dzień dobry, hej - odparł, rozpoznając dziewczynę, która kilka dni wcześniej składała zamówienie w ich warsztacie i to akurat u niego. Na początku nie zwrócił uwagi na drugą kobietę jako, że był zbytnio zaaferowany wytarciem swoich rąk.

W środku było gorąco, więc nikogo nie powinien dziwić fakt, że Hjalmar miał założoną lnianą koszulę z podwiniętyni rękawami, a na wierzchu miał skórzany, rzemieślniczy fartuch - Nie. Zaraz sprawdzimy w księdze co było i wydamy zamówienie - odparł łagodnym głosem, nie chcąc robić kobiecie pod górkę. Skierował się czym prędzej do stolika przy którym leżał katalog zamówień. Odchodząc usłyszał imię, które przecież tak dobrze znał - Panda czy Pandzia. To było imię, które nosił kwiat orientu, zwany również jako chaos lub jak kto woli Prewettówna - Widzę, że są jakieś narzędzia do odbioru na dzisiaj. Kajdany jakieś. W głównej mierze nieduże produkty... I mam wpisane na panią Akane. Zgadza się? - przeczytał na głos aby upewnić się, że mówi o dobrym zamówieniu. Podniósł głowę, a chwilę później poczuł jakby trafił go jakiś piorun. To była ona - Pandora.

- O hej, Pandora. Dobrze Cię widzieć... - przywitał się z nią, chociaż to co usłyszał nie brzmiało jak ona. A już na pewno nie jak dziewczyna, którą poznał i która doprowadzała go do szału - Dobra... Rozumiem... - odparł, unosząc brew, ponieważ nic nie rozumiał - Mógłbym prosić panią o podejście i sprawdzenie zamówienia? - zapytał, a następnie wskazał dłonią drewnianą skrzyneczkę, która stała na blacie w rogu kuźni, nieopodal rozgrzanego do czerwoności pieca. Podszedł do pojemnika, który następnie otworzył, ukazując kobiecie jej zamówienie - Proszę się nie spieszyć w oglądaniu towaru. Jeżeli coś nie pasuje lub jest nie tak jak pani to widzi... To proszę dać znać, naprawimy to - poinformował Akane, odsuwając się na bok. Wykorzystał ten moment aby zerknąć na Pandore, która chyba nie bardzo chciała z nim rozmawiać albo przynajmniej stwarzała takie pozory. Hjalmar nie miał pojęcia skąd to mogło wynikać, wszak nie zrobił przecież nic złego, a ostatnia próba utopienia jej była we wrześniu.

Wrócił z powrotem do swojej klientki. Podszedł o krok i nachylił się do niej - Emm... Przepraszam. Czy coś się stało? Może coś zrobiłem źle? - zapytał po cichu kobiety, biorąc jedno z narzędzi do rąk aby dokładnie je pokazać. No i przy okazji aby nie wyglądało to na jakieś podejrzane szepty, Merlin jeden wie o czym.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#3
30.05.2023, 23:28  ✶  
Przecież tak ciężko było wysłać głupi list, nawet odpisać cokolwiek na życzenia urodzinowe — to nie, trzeba było uciekać do innego Państwa. Policzyła do dziesięciu, pozwalając sobie na wzięcie głębszego oddechu, czując narastającą wewnątrz złość i irytacje. Wiedziała, że jej przejdzie i wiedziała też, że to jej wina, bo raz, była irytująca na dłuższą metę, a dwa, to nie powinna była wcale się tak do niego przywiązywać. Warsztat był wysoki, pachniało palonym drewnem i czymś, czego określić nie umiała — najpewniej topionym metalem? On w ogóle pachniał? Od pieca było przyjemnie ciepło, na tyle, że kurtka zaczęła odrobinę jej wadzić, zwłaszcza że temperaturę ciała podnosiły również narastające w niej emocje.
Dlaczego karma była dla niej taka bezwzględna? Wolałaby ich ostatnie spotkanie pamiętać, jako to wrześniowe, niż tutaj w zimnym styczniu i brudnej Anglii. Ona może celowo ją tu zabrała, pamiętając, jak jej wspominała kilka razy o blondynie, który trudził się kowalstwem, gdy rozmawiały o jednym z jej projektów? Całe szczęście porzuciła pomysł zrobienia wystawy z użyciem narzędzi tortur i strojów balowych, jako kontrastu ludzkiego wnętrza.
- Wygląda Pan, jakby miał Pan dużo pracy. - rzuciła Akane pogodnie, poruszając czarnymi, krótkimi włosami przez gwałtowny ruch głową, gdy omiotła spojrzeniem równie ciemnych oczu pozostawione przez niego narzędzia, podczas gdy jej przyjaciółka szukała tego głupiego portfela w tej czarnej dziurze, którą nazywała torebką. - Tak! Wszystko mi potrzebne do wystawy, niech Pan nie myśli, że jestem jakaś nieprzyzwoita, chociaż jeśli kajdanki nie będą ciężkie, to mogę znaleźć im też inne zastosowanie! - dodała ze śmiechem, puszczając mu oczko, na co Pandora o mało nie upuściła portfela, który akurat odkopała. Przeniosła na nią spojrzenie, a ta jedynie odwzajemniła wzrok, wzruszając ramionami, nie widząc zupełnie problemu. Artyści byli wolni i robili, co chcieli w każdej sferze życia — powtarzała to tak często, że Pandora wierzyła, że miała to gdzieś wytatuowane.
- Oh, dobrze mnie widzieć? To miło. Od września trochę minęło.- odpowiedziała z uśmiechem, podnosząc na niego wzrok na ułamek sekundy, podczas wrzucania do torebki szczotki. pół-Azjatka w tym czasie wysypała zawartość portfela na blat, wysuwając na bok kwitek, który musieli wydać jej wcześniej. Wątpiła, żeby rozumiał albo po prostu był tak wyrachowany i bardziej bezczelny, niż ona. Gdy odszedł z Akane na bok, pokręciła delikatnie głową, zaciskając usta i znów licząc do dziesięciu. Nie mogła wybuchnąć, bo nawet jeśli słusznie, to potem i tak będzie jej przykro, że na niego krzyczała. Taki jej parszywy los.
- Łooo, naprawdę zrobił Pan wszystko, co sobie wymyśliłam! Nawet łączenie z serduszkiem! - wydała z siebie pisk zachwytu, klaszcząc w dłonie i lustrując go wzrokiem, puściła mu oczko, a ruchem głowy wskazała na Pandorę, machając przy tym ręką, aby zupełnie się nią nie przejmował.
Na jego kolejne słowa brunetka roześmiała się pod nosem, nie mogąc powstrzymać szeptem wypowiedzianego komentarza, którego na szczęście nie powinno żadne z nich usłyszeć, bo Akane akurat pytała go jakieś pierdoły. - Nie no, wszystko jest super, naprawdę. Ciebie też dobrze widzieć. Co za..
Obróciła się, podchodząc do nich i uśmiechnęła się, schylając po skrzyneczkę, którą sprawnie podniosła. Najcięższe chyba były te niesłynne kajdanki, które jej przyjaciółka trzymała w dłoni. Wcześniej zgarnęła też kluczyk do auta.
- On jest dobrym fachowcem, rozlicz się, nie masz co gdybać. Poczekam w samochodzie. Miłego dnia. - ostatnie rzuciła do niego, znów się krótko uśmiechając, po czym faktycznie, zabrała jej zamówienie i poszła, kierując się do bagażnika.
Akane roześmiała się, opierając dłoń na biodrze, a w drugim ręku pokręciła wykutym przez Islandczyka przedmiotem, przenosząc na niego spojrzenie. - Przejdzie jej, Pan się zupełnie nie przejmuje. Jest zła, bo nazywała Cię — Pana -"przyjacielem" - tutaj wykonała ruch palcem, który świadczył, że niezbyt w to wierzyła, widocznie inaczej postrzegając ich relację (Pandora nie wspomniała jej o kleszczu, wspominała za to o siostrze). - A jej nie powiedziałeś, że tu otwierasz warsztat. Nie mów, że Ci powiedziałam, bo wtedy na mnie też będzie obrażona, a za dwa dni potrzebuje jej na imprezie. Pandzia jest miękka, dziś jest wściekła, ale jutro już nie. No i lubi niebieski. Zrobi mi Pan jeszcze jedne takie kajdanki, tylko mniejsze? Ile właściwie jestem winna? To byłoby dobre miejsce na sesję zdjęciową. - rozejrzała się po warsztacie, całkiem zadowolona i w dobrym humorze. Odłożyła kajdanki na blat, otwierając mieszek z galeonami, wsypując je na blat, aby wziął sobie tyle, ile było trzeba.- Polecę Pana znajomym!
Powiedziała jeszcze, wzruszając ramionami i poprawiła swoją kurtkę, a właściwie futerko we wzór panterki, które pasowało do spodni imitujących skórę. Taka ostatnio była dziwna moda w Londynie, zwłaszcza w półświatku artystycznym. Postukała kolorowymi paznokciami o łańcuch, przyglądając się mu badawczo. Podobnie, jak Pandora bezwstydnie raczej lustrowała jego twarz, odszukując spojrzenia. Wyglądała, jakby swoje za uszami miała.
W tym czasie Prewettówna zamknęła zamówienie w bagażniku czarnego auta, wsiadając do środka. Oczywiście było zbyt chłodno, aby powstrzymała się od odpalenia silnika, aby nagrzać maszynę i być może włączyć radio, licząc, że jakaś muzyka trochę ją uspokoi. W tym momencie trudno było jej stwierdzić, czy była zła na siebie, czy na niego. Znała siebie, wiedziała, że prędzej czy później znajdzie jakąś wymówkę, dlaczego jej nie powiedział i mu wybaczy, żeby nie wiązać wspomnień z nim ze złością i rozczarowaniem, ale obecnie zwyczajnie nie umiała. Bo kto tak znika bez słowa na tyle czasu — od października właściwie się nie widzieli, a potem się przeprowadza zupełnie gdzie indziej? Tylko ktoś, kto nie umiał kulturalnie się pożegnać i był głupim miśkiem, który widocznie też nie lubił kleszczy. Bo kto je lubił? Pandora roześmiała się pod nosem, kręcąc głową i głębiej zapadła się w fotel pasażera, spoglądając na budynek. Akane załatwi sprawę, wrócą do Londynu — trochę na nią ponarzeka, a później napije się wina i zrobi kolejne zamówienie dla klienta, co pozwoli się jej na pewno uspokoić. Skoro on miał ją gdzieś i zupełnie się nią nie przejmował, to dlaczego ona miała tracić nerwy na niego? Przesunęła palcami po włosach, zsuwając z głowy kaptur. Zawsze też mogła skorzystać z klaksonu na środku kierownicy, aby ją trochę pogonić, bo wiedziała, że jej przyjaciółka lubi rozmawiać, wpada w podobne do jej własnych słowotoki, a do tego była go chyba też trochę ciekawa, bo znała przecież tylko drobne skróty, małe opowieści na jego temat.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#4
31.05.2023, 18:05  ✶  

Po co miał wysyłać jej list, że się przeprowadza? Pandora przecież mieszkała setki, jak nie tysiące kilometrów od Islandii. Nie byli sąsiadami z którymi by się nie pożegnał, więc tym bardziej nie rozumiał tej idei. Prędzej czy później by ją przecież zaprosił czy w jakiś inny sposób poinformował o swoim nowym miejscu pobytu. Niestety los chciał inaczej i sprawił, że Prewettówna dowiedziała się o tym szybciej niż on był nawet w stanie jakkolwiek zareagować. No cóż, głupio wyszło...

Pracy było od groma, bo od groma było zleceń. Nie było dnia tygodnia podczas którego mieliby wolne. Kuli od rana do nocy i to we dwójkę - No trochę jest. Nie da się ukryć - odparł. Nie trzeba było być geniuszem aby coś takiego stwierdzić. W końcu jej zamówienie było potężne. Może nie pod względem ilości ale drobiazgów i szczegółów jakie należało wykonać aby spełnić zachciankę klientki. Kim więc był Hjalmar aby nie włożyć całego serca w te przedmioty? - To musi być jakaś bardzo ciekawa wystawa... - przyznał. Trochę dziwnie się czuł jak Akane tłumaczyła się z tego do czego było jej to potrzebne. No i jeszcze to oczko kiedy wspominała kajdanki. Nordgersim wolał nie wchodzić w szczegóły odnośnie tego. W imię zasady - im mniej wiesz, tym lepiej śpisz.

Nie rozumiał skąd takie nastawienie Pandory. Za wszelką cenę próbował to sobie jakoś wyjaśnić ale nadal nic. Nie dawał nic po sobie poznać ale w środku zrobiło mu się w pewien sposób smutno. Nagle się nie znamy? A fiordy, morze? To wszystko na nic? Pokiwał tylko głową ze zrezygnowaniem - Od października... - poprawił ją, starając się za wszelką cenę nie mruknąć tak jak to miał w zwyczaju. Teraz jednak miał do obsługi klienta, więc nie mógł się temu oddać.

- Dokładnie tak jak pani chciała. Daliśmy z siebie 110% - powiedział, próbując nie patrzeć się na Pandore i tym samym utrzymując wzrok na swojej rozmówczyni. Jak miał się nią nie przejmować? Dopiero ją nosił na plecach albo podtapiał, a teraz zaczęła go nienawidzić? Tragiczny obrót spraw co by nie mówić - Nic się nie stanie jeżeli nawet spadnie z góry. To bardzo wytrzymałe i hartowane w ogniu. Tak jak spadnie z takiej wysokości też nic się nie stanie - odpowiedział na pytanie dotyczące wytrzymałości wykutych przedmiotów. Najwyższa klasa Islandzkiej szkoły kowalstwa - to mówiło samo za siebie. Nie wspominając o tym, że zostały stworzone pod czujnym okiem Dagura - wirtuoza tej sztuki, który poświęcił cały swój żywot dla młota i kowadła.

Kiedy Prewettówna podeszła, ucieszył się lekko chociaż była to tylko zmyłka. Tak szybko jak podeszła, tak szybko odeszła ze skrzynką w kierunku auta. Przyglądał się jak z każdym krokiem się oddalała, przez moment ignorując jej przyjaciółkę. Dopiero jej słowa sprawiły, że z powrotem wrócił do niej i był w stanie kontynuować ich rozmowę - Tak... Przejdzie... - odpowiedział bez przekonania, a następnie przejechał po brodzie. Przyjacielem? To stwierdzenie wybiło Hjalmara z rytmu. Był zagubiony we własnych myślach, nie wiedząc co powinien o tym wszystkim myśleć - No ale... To nie ja przecież zakładałem warsztat... - dodał zdziwiony. Właścicielem i mistrzem tej kuźni był Dagur - ojciec Hjalmara. On był tylko czeladnikiem w jego przybytku. Nikim więcej, nikim mniej. Lubi niebieski? Z każdym jej słowem rozumiał jeszcze mniej - Jasne zrobimy, proszę mi je tylko opisać... Za chwilę się rozliczymy... - odparł, przyglądając się jak Pandora chowa zamówienie i znika w aucie. Kątem oka dostrzegł wysypywane monety. Nie miał jednak teraz głowy do takich interesów - Dziękuję za polecenie... Proszę chwilę poczekać.. Zaraz wrócę... - poprosił Akane i powolnym krokiem ruszył w kierunku furtki. Dziewczyna mogła zauważyć, że odkąd Pandora podeszła po skrzynkę, Islandczyk stał się trochę nieobecny w ich rozmowie.

Kiedy przeszedł przez próg kuźni i tym samym postawił swoje stopy na śniegu, przyśpieszył i truchten podbiegł do płotu, przez który następnie przeskoczył z iście zwierzęca gracją i pewnością. Co najmniej jakby nie była to dla niego żadna nowość, a nawet w pewien sposób chleb powszedni. Skierował się do auta od strony z której siedziała Prewettówna. Zatrzymał się przy nim aby zapukać w szybę od jej strony - Porozmawiajmy, proszę. Co się stało? Wytłumacz mi to, proszę? - spojrzał się na nią przez, unosząc brew, co świadczyło o tym, że rzeczywiście nie ma zielonego pojęcia z czego to wynika.

Zdawał sobie, że nie powinien zostawiać klientki samej, ponieważ nie świadczyło to za dobrze o warsztacie ale liczył, że ta to zrozumie. W najgorszym wypadku zrobi jej te lżejsze kajdanki za darmo w ramach pewnej rekompensaty, a za surowiec utnie sobie z pensji.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#5
31.05.2023, 21:03  ✶  
Dla niej naturalne było, że jak ktoś się ze sobą przyjaźnił, to mówiło się sobie o pewnych rzeczach, ważnych i zmieniających codzienność wydarzeniach, a przeprowadzka z Islandii, którą przecież tak kochał, musiała do takowych należeć. Z Niedźwiadkiem to wszystko było w ogóle skomplikowane, Pandora nadal nie umiała właściwie określić tego jednym słowem, znaleźć odpowiedniego określenia na ich niespodziewaną, ale przecież rozwijającą się relację. Trochę kleszcz, trochę siostra, trochę przyjaciółka, czasem niczym turystyka, którą gdzieś oprowadzał lub może mała forma znęcania się, gdy on ją podtapiał, a ona usiłowała go nakłonić do skorzystania ze skrzydlatych koni. Byli wszystkim i niczym tak naprawdę, czymś zupełnie nowym dla niej, chociaż przecież należała do osób raczej towarzyskich i ludzi znała naprawdę wielu. Perspektywa zamarznięcia lub zjedzenia przez wilki łączy jednak w zupełnie inny sposób niż zwykłe "cześć", przy kawie. Może dlatego była taka zła i trochę w sumie też smutna zatajeniem tej informacji?
- To dobrze, niewielu jest dobrych kowali w Wielkiej Brytanii! Znam wielu artystów, którzy szukają kogoś, kto wykona im akcesoria lub rekwizyty do pracy. - Akane cały czas wyglądała na rozbawioną i szczęśliwą, trochę jakby gdzieś tam celowo brunetkę faktycznie tu przywiozła. Znała Pandorę na tyle, aby wiedzieć, że nie mogła pomóc jej wprost, bo raz, że pomocy nie umiałaby przyjąć, a dwa potem męczyłaby ją wszystkimi sposobami, aby się odwdzięczyć. - O tym, że każdy ma swojego potwora w środku i trzyma go pod kluczem. Chce Pan przyjść? Będzie mi bardzo miło!
Nie byłaby sobą, gdyby mu nie zaproponowała, zważywszy, że szczerze ją interesował, co mogły sugerować lustrującego bez bezkarnie, ciemne tęczówki. Na przyjaciółkę starała się nie zerkać, bo wtedy na pewno rzuciłaby komentarzem, który Prewettówna przyjęłaby w sposób niezbyt ładny. Oczkiem nie musiał się tak przejmować, Akane eksperymentowała i się po prostu bawiła, nie wybierała sobie jednego specjalnego człowieka, skoro mogła mieć wielu i to różnej płci, chociaż to ostatnie w dzisiejszych czasach nie było akceptowane, więc wiedziało tylko jej najbliższe otoczenie, wykluczając rodziców.
- Od października, no tak. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion, starając się zbyt długo na Hjalmara nie patrzeć, bo pewnie szybko by go sobie wytłumaczyła i przestała się gniewać, zmiękłaby. Każdy głupi wiedział, kto miał styczność z ich dwójką jednocześnie, mógł przecież zauważyć, jak wielką słabość do niego miała i gdyby chciał, jak lekko mógłby to wykorzystywać. Nie z byle jakich wspomnień można tworzyć przecież patronusy.
Musiało to wyglądać naprawdę zabawnie dla osób postronnych.
- Rozumiem! Dobrze wiedzieć, będę mogła eksperymentować. Pewnie wolałby Pan robić jakieś duże rzeczy lub bronie, ale muszę przyznać, jestem zachwycona tym, jak dokładnie zrobili Panowie te rysunki. Pandziu, widziałaś? - pomachała kajdankami, skupiając się na tym uroczym serduszku, które sobie wmyśliła. Brunetka przytaknęła, uśmiechając się kącikami ust, bo przecież ta wariatka cieszyła się, jak dziecko przy otwieraniu prezentów.
- Są naprawdę ładne i na pewno wytrzymają każdy Twój pomysł.
Doskonale pamiętała, jak mężczyzna opowiadał o swoim talencie i o tym, co potrafił jego ojciec. Niezależnie, jak byłaby wściekła, nigdy by mu nie odmówiła umiejętności. Nie mogła nie być pod wrażeniem, udawać, że nie uważa, że to ot tak, zwykły przedmiot, gdy ktoś wkładał tyle czasu, siły i na pewno serca w jego wykonanie. Przez chwilę nawet w brązowych tęczówkach pojawił się subtelny błysk.
Nie chciała się z nim kłócić, nie chciała mu powiedzieć czegoś okropnego i to jeszcze przy Akane, bo nie lubiła takich sytuacji, uznała więc, że zabranie skrzyneczki i pójście do auta będzie najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Akane przytaknęła, odprowadzając ją jedynie wzrokiem, a potem onyksowe ślepia powędrowały w stronę mężczyzny, który podobnie, jak ona, śledził poczynania brunetki. Uśmiechnęła się pod nosem, postanawiając trochę mu pomóc. - Przejdzie, ona się wścieka na chwilkę, naprawdę. - przytaknęła, przyciskając dłoń do futerka w miejscu serca, jakby składała jakąś obietnice. - Jesteście strasznie nieporadni. Nie chodzi o to, kto zakładał, ale o fakt, że jej nie uprzedziłeś. - dodała ze śmiechem, kręcąc głową, przenosząc spojrzenie za okno. Poprawiła włosy, zabrała się za szykowanie opłaty, komentując coś pod nosem, czego nie mógł jednak zrozumieć. - Niech się Pan nie śpieszy, spróbuje te kajdanki narysować. Wie Pan, te do użytku własnego.
Machnęła na niego ręką z uśmiechem, wysypując zawartość torebki na blat, bo na pewno miała jakiś notes i kawałek węgielka lub ołówka, aby przygotować przy okazji kolejne zlecenie. Drobniejsze, po które przysłałaby sowę no, chyba że Pandora szukałaby pretekstu do odwiedzenia swojego przyjaciela.
A w aucie było ciepło, przyjemnie i była w stanie zebrać myśli, skupiając się trochę na śniegu, trochę na muzyce. Nie mogła wewnętrznie przetrawić tego, że jej nie powiedział o tej przeprowadzce. Oczywiście teoretycznie nie powinna się wściekać, bo kim oni dla siebie byli, ale znów wściekała się, b była przywiązana. Błędne koło nonsensu w babskim umyśle, którego nawet chaosik nie umiał przerwać. Podskoczyła na siedzeniu, gdy zastukał w okno, bo zupełnie niespodziewana się widoku blondyna — odzianego w cienką koszulę zimą, w styczniu, tkwiącego w śniegu. Wytrzeszczyła na niego niedowierzające spojrzenie, kręcąc głową, otworzyła drzwi od samochodu, gdy się trochę odsunął. - Na głowę upadłeś? Chcesz dostać zapalenia płuc? Przecież jesteś zgrzany! - wskazała na niego rękoma, lustrując go spojrzeniem, a potem prychnęła, odwracając się i otwierając tylne drzwi. Akane miała wśród stosu rzeczy na pewno jakiś koc lub większą bluzę, a gdy takowy znalazła — ciemnosiwy, wełniany z frędzelkami, stanęła na palcach i zarzuciła mu go na ramiona, kręcąc głową. - Nic się nie stało takiego przecież, poza tym, że nagle dzielą nas trzy godziny, a nie kilkaset kilometrów i nawet nie raczyłeś mi powiedzieć, a myślałam, że.. - przerwała na chwilę, szukając odpowiedniego słowa, gdy opadała na całe stopy i skrzyżowała ręce pod piersiami, starając się nie patrzeć w te jego błękitne oczy, bo wiedziała, że wtedy nie będzie umiała się na niego wściekać, a miała ku temu przecież powód. Nie powinna być taka miękka. - Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi i że jak nie wiem, nie będziesz chciał mnie więcej oglądać, to przynajmniej mi o tym powiesz, a nie dowiem się z przypadku? - wzruszyła ramionami, starając się panować nad ewentualnym drżeniem w głosie, które mogłoby świadczyć o tym, że jest zdenerwowana albo smutna.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#6
01.06.2023, 19:45  ✶  

To prawda. Wraz ze swoim przybyciem zauważył, że jest tutaj po prostu bardzo mało osób, które trudniły się ich fachem. Nawet w Dolinie Godryka nie widział żadnego innego warsztatu, podczas gdy na ich rodzinnej Islandii taki widok był na porządku dziennym - jedna osada, a kilka czy nawet kilkanaście kuźni - No niestety... Odchodzi się już powoli od tego co robione ręczne na pracę wykonywaną maszynowo... - dodał odnośnie kurczącej się listy fachowców. Były to bardzo smutne słowa, jednak jak najbardziej prawdziwe i nie do uniknięcia wraz z biegiem czasu - Każdy ma swojego potwora pod kluczem? - powtórzył z błędem, nie wiedząc, że ma jakiegoś potworka pod kluczem. Czy to oznaczało, że powinien zbadać piwnicę w ich warsztacie aby go odnaleźć? Co autorka tych słów miała na myśli? No i przede wszystkim co robiła w ich piwnicy w wolnych chwilach - Proszę powiedzieć kiedy. Jeżeli znajdę chwilę wolnego to na pewno wpadnę zobaczyć tę wystawę - poinformował, chociaż wątpił, że będzie w stanie się tam stawić. Pracy nadal było od groma o czym mogły świadczyć porozrzucane kartki z projektami. Część z nich była poprzybijana na gwoździe do belek wspierających sklepienie - te zamówienia należały do Dagura jako, że prościej było mu patrzeć w niebo niż na ziemię.

Od października, no tak... Powtórzył po niej w myślach, nadal starając się zbytnio na nią nie zdenerwować, chociaż z każdą sekundą było coraz ciężej. Najchętniej wziąłby ją za fraki - to jest na siłę - i wrzucił do wody, wykonując akt terroryzmu, który zmusiłby ją do gadania - No cóż... Ma mnie pani. Zawsze lepiej się robi takie właśnie rzeczy ale nie robimy ich pod siebie, a pod klientów. A Ci jak widać wolą inne rzeczy, co mnie wcale nie dziwi. Z drugiej strony czym chata bogata tak jak się mówi. Jakby trzeba było to biżuterię też potrafimy wykonać - zapewnił ją. Nie wspomniał jednak o gamie innych usług, które tutaj świadczyli, takich jak chociażby renowacja, zaklinanie, pieczętowanie czy rzeźbienie nordyckich run. Hjalmar sam był zdziwiony jak z taką gamą umiejętności byli zmuszeni do wyprowadzki z domu.

To chwalisz mnie czy nienawidzisz? Nie był w stanie odróżnić już tego. Jeszcze moment temu prawie prychnęła w jego kierunku, a teraz z oddaniem i podziwem komentowała jego kunszt. Pandora dawała mu same sprzeczne sygnały, co powodowało, że Nordgersim czuł się niczym operator reaktora atomowego, który dostaje niepoprawne komunikaty, a za moment ma dojść do wybuchu - Mam taką nadzieję - odparł, łapiąc się za końcówki oczu przy nosie, nie do końca wiedząc dlaczego czy po co. Czyżby ktoś kroił gdzieś jakąś cebulę? Albo mu coś do oka wpadło? Pewnie tak było. Na szczęście szybko się zorientował na taki obrót spraw i mógł dość sprawnie zareagować - Ale to nie jest takie proste jakby się mogło wydawać... Zresztą co się będę produkować... - machnął ręką z lekkim zrezygnowaniem. Akane i tak by za pewne nie zrozumiała. U nich, artystów, życie wyglądało całkowicie inaczej. Oni się niczym nie przejmowali i żyli chwilą. Najczęściej jednak mieli bajecznie bogatych rodziców, więc problemy dnia codziennego schodzili u nich na plan dalszy, jeżeli w ogóle nie znikały - Dobrze. Proszę kartki są tam, a któryś z ołówków też powinien być zaostrzony - wskazał jej na nieduży pojemnik z którego wystawał biały arkusz i kubeczek z narzędziami do rysowania w przeróżnym stanie - zarówno życia jak i rozkładu, wszak niektóre były nawet połamane.

Nie byłby sobą gdyby to tak zostawił. Skoro nie zostawił jej na zagładę rok temu w jakimś lesie, nie pozwoli aby jakaś głupia kłótnia cokolwiek zmieniła. Kiedy szedł w kierunku samochodu, rozglądał się za większym zbiornikiem wodnym do którego mógłby ją ewentualnie wrzucić. Na jego nieszczęście, nie znalazł niczego innego niż przymarznięta beczka. No nic, dzisiaj odbędzie się bez wodowania Nie chciał jej też straszyć swoim pukaniem w szybę ale jak widać wyszło inaczej - Nic mi nie będziemy. Pandora porozmawiajmy, proszę. Daj mi to wszystko wytłumaczyć. Proszę Cię - powtórzył po tym jak się odsunął, ponieważ Prewettówna chciała wysiąść, a Hjalmar wolał mieć pewność, że ta go usłyszy. Chwilowy odwyk od ognia nic złego mu przecież nie zrobi, a tylko zahartuje ducha. Co by nie mówić zarzucenie przez nią czegoś na kształt swetra było bardzo miłe. Może więc jej jednak zależało? - Ale to nie tak jak myślisz... Nie chciałem Cię informować o czymś co jest nie pewne. Nie wiedzieliśmy czy nie wrócimy do domu po tygodniu. Po dwóch. Nadal nic nie jest pewne. Nie wiem czy jutro nas już tu nie będzie. Chciałem trochę też tu z ojcem ogarnąć, bo spójrz jak to wygląda... - dodał, usilnie wpatrując się w Pandore. Nawet jeżeli ona nie chciała patrzeć na niego to on patrzył na nią i musiała to czuć. Położył dłoń na jej barku, aby przejechać raz czy dwa - Hej, to nie tak że nie chce Cię widzieć... Po prostu tak wyszło... Głupio trochę? Ta cała przeprowadzka też była dla mnie bardzo ciężka i jeszcze się tutaj nie odnajduje... Pandora proszę Cię, nie możesz się o coś takiego obrazić... - dodał, przejeżdżając raz jeszcze po jej ramieniu aby przypadkiem nie było jej zimno od tego stania na dworze. Hjalmar nie miał zamiaru się stąd ruszyć do czasu, aż usłyszy, że wszystko już w porządku - nawet jeżeli miałaby skłamać.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#7
01.06.2023, 21:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2023, 21:50 przez Pandora Prewett.)  
Maszyny nie we wszystkim były w stanie zastąpić człowieka — przynajmniej według Pandory. Miała w sobie mnóstwo szacunku i podziwu dla każdej pracy, która angażowała kreatywność i własne siły — wszelkiej maści rzemiosła, dla artystów, czy nawet kucharzy, który z teoretycznie niezbyt pasujących do siebie składników, umieli stworzyć arcydzieła. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, poza kuźnią należącą do Hjalmara i jego ojca, kojarzyła tylko jeden malutki warsztat, gdzie zwykle robiła części potrzebne do napraw przedmiotów.
Akane przytaknęła, wpatrując się w niego błyszczącymi, czarnymi oczami — nieco skośnymi, jak na Azjatkę przystało, ale najczęściej była bardzo uroczą dziewczyną, wyglądała wciąż na nastolatkę i w wielkim, panterkowym futerku wydawała się malutka.
- No tak, wewnątrz siebie. Tłumimy w sobie złe emocje, tworząc demony i potwory! Dlatego potrzebne mi kajdanki, bo sami sobie je zakładamy. - wyjaśniła mu entuzjastycznie, poruszona, że się zainteresował, zupełnie nie zauważając błędu w jego rozumowaniu i nie wiążąc potworów z piwnicami. - Przyjdź z Pandzią, potem będzie impreza! Za dwa dni lub trzy, jak się nie wyrobię, ale powinnam. - wzruszyła ramionami ze śmiechem, widocznie zupełnie nie przejmując się brakiem dotrzymania terminu. - Akane! Wyglądam tak staro? Wygląda Pan starzej ode mnie, ja jestem wiecznie młoda. Biżuterie? Każdą? W sumie przydałyby mi się nowe bransoletki!
Zareagowała z entuzjazmem, a jej mina sugerowała, że na chwilę porzuciła myślenie o nowych kajdankach, skupiając się na wspomnianych przez niego akcesoriach. Uwielbiała błyskotki, była trochę sroką. Artyści już tak mieli, musieli ubiorem eksponować swoje wnętrze.
Była zła, owszem, ale czy to ujmowało w jakikolwiek sposób temu, jak dobry był w tym, co robił? Byłaby okropnym człowiekiem, gdyby przez sprawy prywatne umniejszyła coś, nad czym pracował od tylu lat! Zerknęła w jego stronę, gdy przetarł oczy, a spomiędzy warg uciekło jej pojedyncze westchnięcie. Dlaczego, chociaż powinien wiedzieć, czemu właściwie była taka zirytowana, to wyglądał, jakby nie miał pojęcia, o co jej chodzi?
Miał rację też z tym że Akane zupełnie nie przejmowała się codziennością, biorąc każdy dzień osobno. Zawsze mogła liczyć na rodzinę i przyjaciół, a niezależnie, jak matka próbowała ją zmusić do skończenia kursów dla uzdrowicieli, ona musiała robić to, co kocha, bo inaczej gadała z dramatyzmem o braku sensu życia. - Dziękuje! Spróbuję coś ciekawego wymyślić! Pożyczę od Pana krzesełko!
Oznajmiła mu jeszcze na odchodne, machając w jego stronę dłonią, po czym zgodnie z wolą właściciela, chwyciła za ołówek i kartkę, biorąc się do pracy.
Gdyby Prewettówna wiedziała, że rozglądał się w poszukiwaniu miejsca, gdzie mógłby ją utopić, wściekłaby się jeszcze bardziej, bo grożenie w takiej sytuacji byłoby ciosem poniżej pasa, a jedyne co mogłaby zrobić, aby uciec, to się teleportować, bo nie miałaby siły wyrwać się z jego uścisku, gdyby naprawdę nie chciał jej puścić. Był jakieś sto razy silniejszy, a zwinnością tego się nie da nadrobić. Był naprawdę nieodpowiedzialny, a jego komentarz o tym, że nic mu nie będzie, skwitowała prychnięciem pod nosem, szukając od razu koca gdzieś z tyłu auta. Była zła, ale to też nie znaczyło, że chciała, aby dostał zapalenia płuc. Przy piecu i we wnętrzu kuźni było bardzo gorąco, a mieli przecież temperaturę w okolicach zera, trochę może minusową? Skoro śnieg wciąż tkwił na zamarzniętej ziemi. Była świadoma, że to nie to, co miał na Islandii, ale po co ryzykować Mungiem? Gdy go okryła, skrzyżowała ręce pod biustem, opierając się o samochód, chcąc chyba wyglądać trochę twardziej i bardziej buntowniczo.
Czuła, że się na nią patrzył i po dłużej ucieczce wzrokiem, zrezygnowała, podnosząc na niego ciemne oczy, niemal od razu wypatrując wpatrujący się w nią błękit. I jak ona miała się gniewać, jak nie dość, że się tak na nią patrzył, to stosował swoje uspokajające sztuczki? Jak mogła być taka miękka? Chociaż z początku wzdrygnęła się pod jego dłonią, wcale nie uciekła, wypuszczając głośniej powietrze z płuc, które natychmiast przemieniło się w parę. Czy on miał w ogóle świadomość, jak umiał być niedopuszczalnie i niemożliwie uroczy?
- Zapewniam Cię, jeszcze chwilę temu byłam pewna, że mogę i to poważnie. - zaczęła w końcu, stukając palcami o materiał swojej kurtki. Jej irytacja słabła, podobnie jak zdenerwowanie i obraza, nawet przestała go obwiniać, chociaż nie znaczyło to, że już mu tak całkiem wybaczyła. Po tym co powiedzial nie miała jednak sumienia się tak otwarcie denerwować, bo była przekonana o tym, jak trudne to musiało być. Wiedziała, że kochał Islandię i nie chciał się z niej wyprowadzać. - Przecież mogłabym wam jakoś pomóc, nie wiem, wesprzeć Cię, jeśli było Ci ciężko, czy nawet pomóc przy renowacji. Dlaczego tak uparcie zawsze chcesz sobie radzić sam i zupełnie mnie do siebie nie dopuszczasz, skoro chcesz mnie widzieć i jesteśmy.. Nie wiem, przyjaciółmi? - wbiła w niego pytające spojrzenie, już znacznie łagodniejsze, chociaż nadal było jej trochę przykro. To nie był jego świat, nie powinien poznawać go i znosić samemu, zwłaszcza że jego przyjaciele zostali na Islandii. Przecież musiał być samotny. - No bo, co Ty byś sobie pomyślał, gdybym ja się przeprowadziła do Twojego miejsca przebywania i CI nawet nie powiedziała, a potem wpadłbyś na mnie na targu, jakbym kupowała sobie owcę?
Zacisnęła na chwilę usta, przesuwając wzrokiem po jego twarzy, a widząc, że przez to, że przesuwał dłonią po jej ramieniu — co właściwie było przyjemne, zsunął mu się z ramion szary koc, to poprawiła go, opatulając mężczyznę mocniej materiałem. Jak z dzieckiem czasem z nim było, zwłaszcza gdy upartość mieszała się z urokiem osobistym. Pokręciła głową do własnych myśli, uśmiechając się subtelnie, samymi kącikami ust pod nosem, aby przypadkiem nie pomyślał sobie, że tak szybko jej przeszło. Z Pandorą było jednak prosto, nie była typową przedstawicielką swojej płci, która obrażała się i wściekała bez konkretnego powodu, którego potem nie umiała wytłumaczyć lub też poprzeć odpowiednimi argumentami. Nie zawsze mogły przekonać drugą stronę o słuszności jej złości, ale zawsze jakieś miała. Ruchem głowy zgarnęła brązowe pasma na plecy, które odbijały się nieco kolorem od jej jasnozielonej kurtki z kapturem. - Wszystko w porządku? Radzisz sobie z tym wszystkim? Anglia zupełnie inna od Islandii, co? Pewnie trochą przytłaczająca, zwłaszcza Londyn, chociaż ma swoje urokliwe miejsca. - zapytała jeszcze, nieco ciszej, chcąc się dowiedzieć więcej na temat tego, jak sobie z tym wszystkim radził. Nie liczyła, że powie jej dużo, bo Hjalmar, dopóki sobie trochę nie wypił, nie był specjalnie wylewnym człowiekiem, ale odpowiadał jej zwykle szczerze, nawet jeśli krótko. Może po prostu chciała dowiedzieć się, czy poza ewentualnym brakiem obrazy, mogłaby coś dla niego zrobić? W końcu teraz to było ważniejsze, niż fakt, że była trochę wściekła i smutna, odrobinkę, bo błękitne oczy i uspokajający dotyk szybko załatwiały sprawę, urabiając ją, jak ciasto.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#8
03.06.2023, 00:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2023, 00:05 przez Hjalmar Nordgersim.)  

Z tego wszystkiego zaczął się zastanawiać kto był bardziej dziwny w kwestii pierwszego spotkania, tudzież poznania - Akane czy Pandora. Jedna zabłądziła w środku lasu, a druga gadała coś o jakichś potworach. Może wszyscy na południe, wschód i zachód od Islandii już tak mieli? Północy akurat nie brał pod uwagę jako, że nic tam nie było po za pingwinami na wiecznych zmarzlinach, a te wydawały się być bardziej normalne od tej dwójki kobiet.

No tak, teraz wszystko jasne. Szkoda, że nie Pokiwał głową z zainteresowaniem i zrozumieniem. Jego wyrazy twarzy wykazywał ulgę i podziękowanie za wytłumaczenie. Wszak bez niego, Hjalmar nie byłby w stanie zrozumieć niczego co przyjaciółka Pandory starała mu się przekazać. Modlił się tylko o jedno - niech kobieta się nie zorientuję, że ten nie bardzo wie o co jej chodzi. Najlepiej jakby była przekonana o tym, że on wie co jest pięć - to powinna uszczęśliwić wszystkich - Postaram się zrobić co w mojej mocy... Znaczy tylko pod warunkiem, że no ona... - wskazał ruchem głowy w kierunku Prewettówny, jednak nie dokończył zdania, chociaż kontekst był raczej jasny. Nie pojawi się na jakiejś imprezie będąc dalej w stanie "kosy" z Pandorą - wtedy siedzieli by przy jednym stoliku i byłaby taka martwa atmosfera, pełna nienawiści czy nieporozumień - No cóż... Dopóki nikt mi oficjalnie nie pozwoli mówić do siebie po imieniu, a już na pewno klient, to pozostają wszelkie formy grzecznościowe Akane - wytłumaczył jej z uśmiechem, wyciągając w jej kierunku rękę - Hjalmar. Ale wracając do biżuterii, to tak. Każdą. Od pierścionków przez naszyjniki na kolczykach kończąc. Cała gama i wszystko to czego dusza zapragnie - dodał w kwestii świecidełek. Nawet jeżeli młodszy z Nordgersimów nie byłby w stanie czegoś wykonać, nadal był starszy z ich dwójki, który był jeszcze sprawniejszy w tym fachu. We dwójkę byli w stanie zrobić coś z niczego, więc żadne bransoletki nie stanowiłyby dla nich problemu.

- Proszę bardzo. Do mojego powrotu krzesełko jest do Twojej dyspozycji - zapewnił ją. W sumie lepiej, że tu została - zawsze to była osoba do pilnowania warsztatu podczas jego nieobecności. Nie to, żeby Hjalmar oskarżał swoich sąsiadów o kradzież ale świadomość, że ktoś jest w środku dodawał mu spokoju ducha podczas jego batalii z chaosem.

Śnieg nie był dla niego żadną przeszkodzą. Pandora chyba zapomniała jak wyglądają zimy na Islandii. W porównaniu z jego rodzinną wyspą, Wielka Brytania była niczym kropla w morzu. Może i padało tutaj więcej deszczu, niż w jego rodzinnych stronach ale to było tyle - pod względem temperatur i tak było tutaj przyjemniej niż w domu, a już na pewno w okresie od listopada do marca. Prawdę mówiąc, kilka minut stania w mrozie nikogo jeszcze nie zabiło.

Prewettówna powinna była go uświadomić o tym, że zarówno jego błękitne oczy jak i gesty zawsze działają perfekcyjnie. Wtedy nie miałby innego wyjścia jak za każdym razem korzystać z tego asa w rękawie - i to nie tylko w sytuacji w której coś przeskrobał albo byli pokłóceni. Korzystałby w tego aby przechylać szalę na swoją stroną w momencie w którym nie mogli się na coś zdecydować - ot taki mały "life hack" na Pandore.

- Ja wiem... Domyślam się ale nie chciałem Ci robić żadnych problemów, których i tak już masz pewnie za dużo - odparł. Dlaczego zawsze uparcie chciał radzić sobie sam? Pewnie dlatego, że był mężczyzną i społeczeństwo wymagało od niego aby był samodzielny i dawał sobie radę ze wszystkim co go spotka. Pewnie też po części jego codzienna zamkniętość i chęć robienia wszystkiego po swojemu - To nie tak... - westchnął ciężko - Nie zrozumiesz i tak. Już tak po prostu mam i nic tego nie zmieni. I to wcale nie tak, że nie chcę Ciebie do siebie dopuszczać... No ale przeprowadzki to nie jest damska sprawa... No i noszenie ton narzędzi czy surowców przez kilka dni to nie jest najciekawsze zajęcie - dodał, nie wiedząc jak powinien jej to inaczej wytłumaczyć albo obronić siebie. Dla Hjalmara było to całkiem logiczne ale jak widać dla Pandory już nie bardzo - Skąd ja miałem wiedzieć, że mieszkasz w Londynie? Przecież mieszkasz w Turcji - odparł całkowicie zdziwiony. Nie miał zielonego pojęcia o tym, że Prewettówna przebywa w stolicy Anglii. Nie to żeby ta informacja zmieniała cokolwiek w ogólnym rozrachunku, ponieważ i tak by pewnie nie raczył jej powiadomić o przeprowadzce - Jest w porządku. Jakoś dajemy radę ale pogadamy o tym później. Mam dużo pracy na głowe i klientkę. Proszę nie bądź na mnie zła. Gdybym wiedział, że to dla Ciebie będzie tyle znaczyć to dałbym znać, dobrze? - zapytał, a następnie przejechał jeszcze z dwa razy po jej ramieniu. Chwilę później zdjał sweter ze swoich pleców, przekazując go do rak Pandory - A teraz wsiadaj bo się jeszcze rozchorujesz, a ja pójdę zobaczę co u Akane - powiedział, otwierając drzwi od samochodu, które zamknął tak szybko jak tylko Turczynka wsiadła do środka.

Pomachał jej jeszcze na pożegnanie i wrócił szybkim krokiem do kuźni, aby zająć się klientką - Udało się? - zapytał się dziewczyny, kiedy znalazł się w przedsionku warsztatu - W kwestii zapłaty, sądzę, że tyle powinno być wystarczająco - odparł, zabierając kilka moment, przesuwając resztę w jej stronę jako, że sama pozwoliła mu wcześniej wybrać kwotę jaką była należna za usługi.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#9
03.06.2023, 23:37  ✶  
Ciężko było stwierdzić, czy Hjalmar miał szczęście, czy może raczej pecha, co do spotykanych przez siebie ludzi. Nie podejrzewała jednak, że całą resztę świata wrzucił w jeden worek pełen dziwactw. Już nazywał ją wariatką, więc była przyzwyczajona, ale Akane mogłaby to znieść znacznie gorzej, bo miała dość wysokie mniemanie o sobie. Cieszyła się, jednak gdy ktoś pytał o sztukę, zwłaszcza gdy chodziło o to, co przygotowywała sama. Nie podejrzewała go o brak zrozumienia odnośnie do wybranego przez nią tematu, więc go nie drążyła, uznając, że spisała się naprawdę doskonale, tłumacząc mu wszystko dokładnie. Nie było to przecież trudny, każdy miał w sobie takiego potwora, którego tłumił. Ona, On i nawet Pandzia, która jednak zdawała się nie dopuszczać do siebie tej myśli. Powędrowała ciemnymi oczami za jego wzrokiem, uśmiechając się pod nosem. - Nie przejmuj się nią, serio! Cały Londyn czeka na zobaczenie! - zasugerowała mu najlepsze rozwiązanie, znała przecież Prewettówne i wiedziała, że gniewała się maksymalnie dobę, bo potem już się przejmowała, że komuś przez nią smutno. Uścisnęła jego dłoń zaskakująco mocno, jak na tak drobną dziewczynę i wyszczerzyła się, lustrując go wzrokiem. - Dużo o Tobie słyszałam, ale głupio było rzucić się od razu po imieniu. Bo wiesz, nie wiem, czy jesteś nieśmiały, czy może nie lubisz swojego imienia, czy co jeszcze innego. Możesz też mówić Kana, Anglicy częściej tak mówią. Nad biżuterią będę musiała trochę dłużej pomyśleć, ale na pewno coś wybiorę, to moje ulubione dodatki.
Na dowód poruszyła palcami, gdzie było mnóstwo pierścionków, a spod rękawów wysunęły się bransoletki. Była okropną sroką. Teraz jednak musiała skupić się na kajdankach, więc nie czekając nawet, aż wyjdzie, oznajmiła mu o krzesełku i wzięła się do pracy.
Mógłby tłumaczyć się zimami na Islandii, a ona i tak by tym kocem zakryła, bo policzki od zmiany temperatury mu nabrały nieco koloru i krótka była droga do przeziębienia. Skoro dopiero się tu przenieśli, to z pewnością nie miał czasu i nie powinien sobie pozwalać na choroby. Było zimno, jego oddech też zmieniał się w parę i to był kolejny, niepodważalny argument do użycia koca. I nie, nie powinna go uświadamiać, jak potrafił ją zmiękczać i uspokajać, bo wykorzystywałby to za każdym razem i owinął ją sobie woku palca. Musiała więc trzymać się dzielnie i nie dać po sobie niczego poznać.
- Nie robiłbyś mi żadnych problemów. I wcale ich nie mam za dużo. - odparła odrobinę buntowniczo, unosząc brew i lustrując jego twarz surowiej, westchnęła. Byli uparci , obydwoje chcieli być wiecznie samodzielni i samowystarczalni na każdej płaszczyźnie, w każdym rozdziale życia. Pandora niby wiedziała, że tak się nie da, ale i tak obarczanie kogokolwiek było dla niej trudne. I poniekąd wiedziała, że z nim było podobnie, a jednak myśl ta wcale nie uspokoiła jej wcześniejszych nerwów i irytacji. Zresztą, Niedźwiadek i tak to robił najlepiej. Skoro byli przyjaciółmi, rodzeństwem, kleszczem — czymkolwiek właściwie, to powinien trochę bardziej na niej polegać, bo przecież była silniejsza, niż wyglądała!
- No tak, oczywiście. Nie zrozumiem, to nie jest damska sprawa... Bo ja też taka babska jestem, zwłaszcza w zawodzie, co? Właśnie, że wcale tak.
Przekręciła głowę na bok z nutą niedowierzania w ciemnych oczach, starając się nadal niezbyt długo tonąć w błękitnych tęczówkach blondyna, co by przypadkiem nie machnąć na swoje uzasadnione pretensje ręką. Przesunęła palcami po materiale kurtki. - Zresztą, skoro tak zrobiłeś, to widocznie tak było dla Ciebie najlepiej. Rozumiem, o dziwo. I faktycznie, nie wspominałam, że bywam też tu. - przyznała, przerywając na chwilę, gdy jej umysł wędrował gdzieś po wspomnieniach ich rozmów. Prawda była taka, że Pandora mieszkała wszędzie tam, gdzie aktualnie była i niczego nie nazywała "domem", nieco obawiając się tego słowa i zakotwiczenia w jednym miejscu, zupełnie jakby miało to jej obciąć skrzydła. - Rodzina mojego ojca pochodzi z Wielkiej Brytanii, mamy tu główną posiadłość, ale faktycznie, bywam częściej u dziadków. No i gdy jestem w Londynie, nie mieszkam z rodzicami, mam małe mieszkanie ojca od jednego z jego hmm klientów. - wyjaśniła jeszcze, czując, że powinna właściwie zrobić to wcześniej. To też delikatnie wpłynęło na to, że nie była już tak zła, bo skoro nie wiedział.. Nadal mógł napisać oczywiście. Chciała coś powiedzieć, jakiś komentarz na jego następne słowa, ale potem Hjalmar wykorzystał najbardziej rozsądny dla niej argument o tym, że by napisał, gdyby wiedział, jak się na to wścieknie. Zmarszczyła więc nos i brwi, przyglądając mu się z nutą niedowierzania, bo nadal uważała, że wcale nie chciał jej do siebie dopuszczać. Przesunęła wzrok na swoje ramię, kręcąc głową. - No dobrze, wierzę Ci. Nie będę już aż taka zła, ale trochę będę się o to dąsać, miej świadomość.
Wzięła od niego koc, przesuwając wzrokiem po materiale i prychnęła, gdy kazał jej wsiadać, bo rzekomo to ona się przeziębi. Przez chwilę jakby zastanawiała się, co zrobić, kiedy złapała w palce jego nadgarstek i spojrzała na niego z dołu, odsuwając się chwilę wcześniej od auta. - Jak będziesz miał czas i chęci, zajrzyj do Akane na tę imprezę. Cieszyłabym się, gdybyś przyszedł. - rzuciła niezobowiązująco, posyłając mu jeszcze krótki uśmiech, zanim faktycznie, grzecznie wsiadła do auta, a gdy zamknął drzwi, zakryła się szarym kocem, przesuwając dłonią po czole. - Jestem za miękka, zdecydowanie za miękka. - mruknęła pod nosem, odprowadzając go wzrokiem i wzdychając ciężko, pokręciła głową. Wiedziała, że czarnowłosa zrobiła to celowo. Oczywiście też mu odmachała.
Kana pomachała papierem, gdy wszedł, pokazując szkic kajdanek łączonych łańcuchem na kształt serc. Dodatkowo w rogu zapisany był adres jakiegoś pubu, data oraz godzina. Dziewczyna przeczesała palcami włosi, zsuwając się z krzesła i odkładając przedmioty do rysowania na bok, zlustrowała go wzrokiem, aby ostatecznie uśmiechnąć się triumfalnie.
- Udało się. Tobie też się udało? Widzimy się w pubie, mam nadzieję. - przerzuciła torebkę przez ramię, biorąc z blatu pieniądze, chociaż kilka monet więcej zostawiła, puszczając mu oczko. - To zadatek na te kajdanki, napiwek za piękną robotę i dlatego, że jesteś całkiem uroczy. Miłego dnia Hjalmar!
Pomachała mu i nim zdążył odpowiedzieć, wyszła z kuźni, kierując się do auta. Rzuciła niedbale torebkę na tyle siedzenia zaraz po tym, gdy wsiadła i spojrzała na Pandorę, uśmiechając się ślicznie, rozpinając swoje futerko. - Widzisz? Nie jestem Twoją przyjaciółką tylko z nazwy. Wisisz mi swoje kolczyki Pandziu.
Puściła jej oczko, a potem puściła głośniej muzykę, zapięła pasy i ruszyła, chcąc zawrócić w stronę Londynu.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (3269), Pandora Prewett (5251)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa