Przedostanie się z alei Horyzontalnej na Pokątną nie nastręczało problemów – wystarczyło po prostu wziąć różdżki w garść i najzwyczajniej w świecie się przeteleportować. Po uprzednim, prowizorycznym zabezpieczeniu gabinetu Annaleigh – na tyle, żeby nie mógł wejść każdy, kto po prostu naciśnie klamkę. Tylko tego jeszcze brakowało – zarzutów, że weszli i zostawili wszystko, jak było, a potem pojawił się pierwszy lepszy złodziej i o. TO WSZYSTKO WINA BUM, jakby tam nie weszli, to nie byłoby problemu!
Absurdalne? Owszem. Możliwe? Cóż, ludzie najróżniejsze głupoty wygadują i wypisują, o czym świadczą chociażby nagłówki gazet, przez które czasem zdarzało się zgrzytać zębami.
- No to zobaczmy, czy w ogóle cokolwiek wie – westchnęła, zatrzymując się przed drzwiami prowadzącymi do królestwa Vakela. Choć tak po prawdzie, to równie dobrze mogło się okazać, iż akurat Dolohov nie przebywa w swym gabinecie i na dobrą sprawę tylko zmarnowali czas – i być może będą musieli uganiać się za nim po całym Londynie. Albo za małżeństwem jako takim – bo równie dobrze ktoś mógł wpaść na pomysł, żeby uprowadzić ich oboje. Kto i po co w ogóle? Nie wiedziała, ale też zdawała sobie sprawę z tego, ze różni byli ludzie i przeróżne pomysły mieli.
Na szczęście okazało się, że gabinet do zamkniętych nie należał, a w środku zastali asystenta, który zapewnił ich, że tak, jak najbardziej, pan Dolohov jest na miejscu i ich przyjmie. Tylko może nie dosłownie w tej chwili, bo akurat jest u niego klientka…
- Myślisz, że w razie czego mógłby sobie wywróżyć z kart, gdzie jest jego żona? – spytała Erika pół-żartem, pół-serio, przyciszonym mocno głosem, w chwili oczekiwania na moment, w którym będą mogli wejść. Nie omieszkała też posłać badawczego spojrzenia pod adresem asystenta; choćby po to, żeby ocenić, jak bardzo zainteresowany wydawał się być wykonywaniem własnej pracy, zamiast nadstawianiem uszu. Niemniej, naprawdę starała się mówić na tyle cicho, żeby nic nie dotarło do uszu mężczyzny.
Wkrótce potem drzwi się otworzyły, wypuszczając z pomieszczenia kobietę. Wyglądała na dość ucieszoną… Ruchem głowy wskazała Erikowi, że najwyższa pora zamienić z wróżbitą parę słów.
- Dzień dobry panie Dolohov – przywitała się, przekraczając próg gabinetu. Mundury, jakie nosili, wskazywały, że ewidentnie nie przyszli tu z wizytą towarzyską – Mamy do pana parę pytań i liczymy na współpracę – jakich dokładnie? To już zostawiła Erikowi.