• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[maj 1971] Egzorcyzmy w domu Rosów

[maj 1971] Egzorcyzmy w domu Rosów
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
15.06.2023, 23:38  ✶  
- Och nie. Zwykle próbuję ich zagadać. W dziewięciu przypadkach na dziesięć działa. W dziesiątym wywołuje większą agresję. To był ten dziesiąty – wyjaśniła Brenna pogodnie. Nie przejmowała się zbytnio całą sytuacją, bo wszak zaklęcie ogłuszające było bezpieczne, bezbolesne i nikomu nie stała się krzywda. I to nie był pierwszy ani dziesiąty człowiek, którego ogłuszyła. – Hm, wolałbyś, żebym wybuchła płaczem? – spytała z autentycznością ciekawością, posyłając ostatnią książkę na półkę.
Zamarła, kiedy zaczął swoje wyjaśnienia. Przysłuchiwała się mu uważnie, wyraźnie odnotowując każde słowo. Kiedy skończył, kiwnęła po prostu głową, podeszła do Jonathana, pochyliła się, ujęła jego dłonie, by je spleść i…
…wyciągnęła z kieszeni kajdanki.
Dopiero potem, tak na wszelki wypadek, rzuciła jeszcze zaklęcie. Wolała podjąć podwójne środki ostrożności, tak, aby Sebastiana podczas pracy nie spotkała żadna krzywda.
- Rozumiem, że jeśli nie jest opętany, po prostu nic się mu nie stanie? – spytała. Podeszła jeszcze do okna, wyglądając na zewnątrz: upewniała się, że drugi Brygadzistka jest na miejscu. Machnęła do niego dłonią, dając jakieś znaki, których sam Macmillan nie mógł zrozumieć, ale ot chciała, by ten podszedł bliżej i w razie potrzeby był w pogotowiu.
Potem obróciła się ku Sebastianowi, z różdżką w ręku.
- Obstawiam cię – obiecała jedynie, nie odwracając wzroku od Jonathana.
Brenna zazwyczaj paplała. Paplała, paplała i paplała. Uwielbiała gadać. Ale wiedziała, kiedy zamilknąć i to na pewno był jeden z tych momentów. Nie odezwała się więc słowem, nie poruszała nawet, by przypadkiem nie rozproszyć egzorcysty. Spojrzenie utkwiła w nieprzytomnym Jonathanie – Mortimerze, gotowa zareagować, gdyby ten zrobił coś, co mogłoby być niebezpieczne…
…problem w tym, że okazało się, że to nie on był tutaj prawdziwym zagrożeniem.
Rozległy się kroki, trzask, a potem coś – coś co brzmiało jak wycie, jak dźwięk, który nie powinien wydobywać się z ludzkich ust. W drzwiach salonu stanęła żona Jonathana, drobna blondynka, na pierwszy rzut oka absolutnie nieszkodliwa…
Ale wraz z krzykiem z jej ust wydobywało się coś jeszcze: coś jak szaro – srebrzysty dym.
Najwyraźniej nie tylko Jonathan zareagował na egzorcyzmy w tym domu.
Przez głowę Brenny w ciągu sekundy przeleciało całe mnóstwo myśli. Pośród nich były takie jak – „o kurwa”, „jasny szlag”, ale także „ona też była opętana!”, „dlatego cały czas wyrzucała nas z domu, bała się, że to wyjdzie na jaw!”, „jej duch pewnie jest bardziej ogarnięty od Mortimera, tak świetnie się maskowała!”, „czy to przypadek, czy w Beltane byli gdzieś, gdzie nie powinni?!” i „ona ma różdżkę, ona ma różdżkę!!!”.
Brenna rzuciła się do przodu z własną różdżką, pomiędzy Emily a Sebastiana. Obie kobiety odpaliły zaklęcia w tej samej chwili. Dwa czary zderzyły się w powietrzu, i wybuchły po środku salonu, a siła tego wybuchu sprawiła, że Emily pofrunęła w tył i przewróciła się w przedpokoju. Brennę zaś odrzuciło tak, że wpadła na pobliskie krzesło i razem z nim padła na podłogę, po której się potoczyła pod ścianę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#12
18.06.2023, 01:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2023, 01:06 przez Sebastian Macmillan.)  

Skrzywił się na jej wyjaśnienia. Musiał wrażenie, że Longbottom podchodziła do swoich obowiązków wyjątkowo beztrosko, chociaż nie można też było jej zarzucić, że działała chaotycznie i nieprofesjonalnie. Ciężko było mu określić, na ile był to jej mur obronny chroniący przed tym wszystkim, co się działo wokół niej podczas pracy, a na ile jej rzeczywisty charakter. W największe zdziwienie wprawił go fakt, że nie wychwycił w jej głosie ani kapki sarkazmu, a więc być może mówiła... na poważnie?

— I w jak częstych odstępach czasu występują te agresywne przypadki? — rzucił, z trudem siląc się na niezobowiązujący ton. Jeśli dziennie miała dziesięć wezwań, to śmiało można było założyć, że po tego typu środki przymusu sięgała dosyć często. Według statystyki. — Nie? — Zamrugał zdziwiony. — Aczkolwiek okazanie skruchy... Bądź co bądź, tam w środku jest niewinny człowiek.

Pokiwał głową na pytanie Brenny. Dla osób nieopętanych modlitwa egzorcysty nie powinna wyrządzić żadnej krzywdy. Wraz z tym, jak angażował się coraz bardziej w cały proces odprawiania rytuału, coraz bardziej irytowało go to, jak powoli to szło. Zazwyczaj uwięzienia ducha było stosunkowo szybkie i, według co poniektórych, widowiskowe. Tutaj jednak szło mu jak krew z nosa. A powód tego stanu rzeczy niedługo później stanął w progu.

— Co do siedmiu piek... — przerwał modlitwę, na dźwięk krzyku kobiety. Poderwał wzrok w górę i z trudem powstrzymał się przed odskoczeniem od ciała Jonathana-Mortmiera w celu znalezienia jakiejś kryjówki. Och. OCH. — Breeennnna!

Było źle. Było bardzo, ale to bardzo źle. Cholernie. W ciągu kilku sekund sprawa się skomplikowała. A było już tak dobrze. Ale nie... Oczywiście, to zlecenie musiało się obrócić przeciwko niemu! Podwójne opętanie. Jakim cudem nikt się nie zainteresował? Jakim cudem nikt nie pomyślał o tym, aby zbadać żonę? Czemu... Nie miał szansy kontynuować tej myśli. Macmillan zasłonił dłonią twarz, gdy zaklęcia obu kobiet zderzyły się ze sobą.

— Pani Księżyca, ty, która nad nami czuwasz w najczarniejszy godzinach... — kontynuował, przesuwając spojrzeniem od brygadzistki do Emily, która wylądowała w przedpokoju. — Longbottom? Musisz się podnieść! Nie mogę teraz tego przerwać!

To by było szalenie nieodpowiedzialne. Egzorcyzm działał, co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości, jednak potrzebował jeszcze trochę czasu. To sprawiało, że duch – lub duchy – nie mógł jednocześnie posługiwać się obydwoma ciałami z równie dużą wprawą. Jeśli przerwie modły i oddali się od ciała Jonathana... Będą mieli tutaj dwa niezwykle wkurzone byty. Podwójne opętanie, podwójne opętanie, pomyślał panicznie, powtarzając kolejne słowa modlitwy. Jak to przeżyją, to mało kto w to uwierzy!

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
18.06.2023, 14:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2023, 14:23 przez Brenna Longbottom.)  
- Hm… nie jestem pewna. Nigdy nie liczyłam – przyznała Brenna uczciwie. – Poza tym to zależy od okoliczności. Jak na przykład obstawiamy ważny mecz quidditcha, to częstotliwość wynosi jakoś „co piętnaście minut”, a gdy pracuję nad zwykłymi włamaniami i tak dalej, to kilka dni? – stwierdziła z pewnym namysłem. Zadania Brygadzistów były dość zróżnicowane, a Brenna po prostu nie potrafiła się powstrzymać przed chwytaniem wielu srok za ogon na raz, wszystko zależało więc od tego, czym akurat się zajmowała.
- Mam wrażenie, że ten niewinny człowiek będzie bardzo wdzięczny, że został ogłuszony, by odzyskać swoje ciało – skwitowała jeszcze, wzruszając ramionami. Miałaby wyrzuty sumienia, gdyby ogłuszyła przypadkową osobę, w tym przypadku jednak cel w jej oczach uświęcał środki.
A potem…
Potem cóż.
Zaczęło się jedno wielkie zamieszanie.
Krzyk Sebastiana wibrował jej w uszach. Na nawoływania, że musi się podnieść, miała ochotę powiedzieć, że no kurde, sama by na to nie wpadła – ale w takich sytuacjach, jak ta, nie było zbyt wiele czasu na słowa. Wciąż z poziomu podłogi Brenna machnęła różdżką. Nie miała szans wycelować w Emily Rose, gramolącą się powoli z posadzki w przedpokoju, walnęła więc w kanapę, prostym czarem przesuwającym – tak, że mebel przeleciał po podłodze (przy okazji rysując piękny, dębowy parkiet) i zasłonił Macmillana oraz Jonathana.
Dzięki temu kolejny czar, który posłała Emily ku egzorcyście, rozdział kanapę, zasypując ich wszystkich odłamkami, a nie trafił w Macmillana.
- Kurwa – zaklęła Brenna, zbierając się z ziemi, wciąż trochę ogłuszona. Cholerna, opętana Emily Rose. Nikt nie zgłaszał, że pani Rose zachowuje się dziwnie. Mówiła w pełni poprawnym angielskim. Nie wpadała w szał, raczej irytowała się, że ich „nachodzą”. Zachowywała się dość normalnie, zdawała tylko zaniepokojona tym, że skrzywdzą jej męża. A do licha… najwyraźniej niepokoiła się o siebie, że za wiele wyjdzie na jaw. Problem polegał na tym, że nie każdy opętaniec zaczynał zachowywać się dziwnie. Sprawdzić to? Niby jak Brenna miała sprawdzić, czy ktoś jest opętany bez egzorcysty?
Pomijając już to, że podejrzenia wobec pani Rose nie przemknęły przez głowę ani jej, ani nikomu innemu. Jakie były na to szanse?
Najwyraźniej Emily (która właśnie się podniosła) została opętana albo przez dużo „młodszego”, albo przez rozsądniejszego ducha niż Jonathan.
Brenna jeszcze nie zdążyła stanąć na nogach, a już pofrunęło kolejne zaklęcie – machnęła różdżką, odbijając je. Kolejny czar, tym razem z jej strony, miał na celu rozbrojenie Emily – ta jednak schwyciła różdżkę obiema dłońmi i zdołała ją utrzymać.
- Sebastian? Pośpiesz się – poprosiła Brenna, kiedy jej tarcza rozbiła się w pył pod wpływem następnego zaklęcia, a ona sama się zatoczyła, omal nie przewracając. Gdyby nie najlepsza szkoła dziadka Longbottoma, nie zdołałaby się osłonić.
Duch Emily był nie tylko młodszy i/lub rozsądniejszy, ale najwyraźniej był też mistrzem pojedynków.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#14
21.06.2023, 22:50  ✶  

Zamrugał. Brenna Longbottom zdecydowanie nie należała do grona osób, które łatwo było sklasyfikować i zaszufladkować. Sebastian czuł się zbity z tropu, toteż zanim doszło do eskalacji zdarzenia, które ich przywiodło do tego domostwa. Po prostu zachował ciszą, jakby w ten sposób mógł dać znać, że akceptuje tłumaczenia swej towarzyszki.

— Pani księżyca... A myślisz, że co robię?... Ocal tego nieszczęśnika — wyrzucił z siebie podenerwowany. W duchu dziękował wszystkich znanych mu bóstwom za to, że Brenna nie zaprosiła na tę konfrontację jakichś znajomych z departamentu. Wystarczająco się stresował, bez całego oddziału zbrojnego za plecami.

W kolejne słowa modlitwy wlewał całą swoją wiarę, determinację, a przede wszystkim nadzieje związane z odpędzeniem niecnych sił. Gdy pieśń dobiegła końca, powietrze wokół Jonathana stało się jakby mniej ciężkie, a i jego wyraz twarzy przybrał bardziej spokojny wyraz. Srebrne wstęgi światła ostatecznie opuściły ciało Jonathana, wsiąkając w przygotowane wcześniej naczynie.

Sebastian próbował wstać i niemalże sam się zatoczył, jednak wiedział, że przerwać nie może. Widział po pani domu, że jest wyjątkowo rozjuszona, co zasugerowało mu, że mogło tu dojść do opętania małżeństwa przez dwa oddzielne byty. A to nieco utrudniało sprawę, biorąc pod uwagę, że niewycelowane bezpośrednio w Emily egzorcyzmy nie osłabiły jej tak bardzo, jak powinny. Mężczyzna podjął ryzykowną decyzję.

— Spowolnij ją czymś — poinstruował Brennę, celując różdżką w pudełeczko, a następnie w Emily. Różdżka przecięła ze świstem powietrze, a srebrno-szary strumień światła połączył naczynie bezpośrednio z kobietą. — W imię Pani Księżyca, nakazuję ci, zły duchu, abyś opuścił ciało Emily Rose, którą Matka obdarzyła swoim światłem. Nie masz władzy nad nią ani nad żadnym z Jej dzieci. Odejść w pokorze i szacunku przed Panią Księżyca. Niech odstraszy cię wiara, znak ochrony i czystości. Niech cię odstraszy imię Pani Księżyca, które jest imieniem nad imionami, w którym każda istota może znaleźć...

Nie zdołał nawet dokończyć, gdyż panna Rose padła jak długa na ziemię. Z wrażenia, Macmillan, cofając się o krok, potknął się o rąbek dywanu, nieomal się wywracając. Jego upadek powstrzymała tylko etażerka, za którą złapał.

— Dobry Merlinie, słabo mi — bąknął pod nosem mężczyzna, przykładając dłoń do ust, jakby chciał powstrzymać odruch wymiotny. Zrobiło mu się słabo i zauważył, że nawet dłonie mu nienaturalnie pobladły. Pociągnął głośno nosem. — To nie na moje nerwy... To nie moje nerwy. — Pokręcił głową, jakby w ten sposób mógł odrzucić wspomnienia dotyczące wizyty w tym domu. Zerknął na Brennę Longbottom. — Nic nie wspominałaś... Apsik! O drugim duchu!

Wstrząsnął nim dreszcz, objął się za ramiona. Dopiero po chwili rozejrzał się po pokoju, który wyglądał, jakby rozegrały się tu iście dantejskie sceny. Dobrze, że przynajmniej nie doszlo do rozlewu krwi, pocieszył się Sebastian, starając się stanąć na nogi. Przyjrzał się właścicielom, którzy dalej byli nieprzytomni lub sparaliżowani przy pomocy magii.

— T-to ch-chyba dobry moment, żeby wezwać ludzi ze św. Munga — stwierdził. Lepiej, żeby dostali jakąkolwiek opiekę medyczną.

On sam nie potrafił jej zapewnić, więc wolał się nawet do tego nie dotykać. Zaparzenie herbaty raczej niezbyt im pomoże w tym wypadku. Ktoś będzie musiał z nimi później porozmawiać i wyjaśnić, co się stało. Sebastian wzdrygnął się.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
21.06.2023, 23:35  ✶  
- Próbuję!!! – krzyknęła Brenna, chociaż ciężko było ją zrozumieć, bo zrobiła to w przerwie pomiędzy kolejnym protego, unikiem przed drętwotą i rzuceniem trzech impedimento, posyłanymi jedno po drugim, aż w końcu trzecie sięgnęło celu.
Gdy wreszcie Emily Rose przewróciła się, a dziwna smuga znikła – ruszając do pojemnika Sebastiana – Brenna stała jeszcze przez chwilę, wciąż celując różdżką w kobietę. Jakby spodziewała się, że ta zaraz wstanie i zaatakuje ich znowu. Gdy nic takiego się nie stało, Longbottom po prostu usiadła wprost na podłodze.
Owszem, pracowała w Departamencie Przestrzegania Prawa. I owszem, była w Zakonie Feniksa. Obie te rzeczy oznaczały, że miewała kłopoty, ale mimo wszystko – pojedynki na śmierć i życie, a ten chyba takim był, nie zdarzały się jej codziennie.
- O Merlinie – westchnęła i pokręciła głową. – Sebastian, gdybym o nim wiedziała, byłby tu jeszcze drugi egzorcysta i przynajmniej trzech Brygadzistów – wyznała, bo nie sprowadziła całego oddziału tylko dlatego, że sądziła, że ona i jej partner, obstawiający budynek, wystarczą. Jonathan – czy też Mortimer – nie miał w końcu różdżki. Odebrano mu ją tak na wszelki wypadek. – Zachowywała się normalnie. Mówiła po angielsku, w pełni zrozumiale. Była zirytowana naszą obecnością, ale to normalne, w końcu chciałam aresztować jej męża. Albo zamknąć go na oddziale zamkniętym. Albo egzorcyzmować. Nikt mi nie zgłosił, że coś w niej się zmieniło… cholera, jak tak teraz myślę, mogło to wynikać z tego, że ona chyba nie ma rodziny, poza mężem niekoniecznie ktoś lepiej ją znał… Nie myślałam, że będziemy tu odprawiać egzorcyzmy Emily Rose - wymamrotała i szarpnęła kosmyk włosów, zła na samą siebie.
Zdaniem Erika była czarnowidzem, ale najwyraźniej miała wręcz zbyt małą paranoję! Na podwójne opętanie nie była przygotowana! A skoro opętało Jonathana, powinna chyba pomyśleć, że może nie tylko jego?!
- Spodziewałbyś się drugiego ducha? – spytała retorycznie, chociaż zaraz zamarła w pół ruchu (bo właśnie planowała się podnieść) i spojrzała na Sebastiana z pewną podejrzliwością. Bo może to wcale nie powinno być retoryczne pytanie? – Takie rzeczy często się zdarzają…? – zapytała bardzo powoli, nagle w pamięci próbując przypomnieć sobie wszystkie dziwne zachowania przyjaciół, krewnych, znajomych i oskarżonych.
Bogowie, może opętania wcale nie były tak rzadkie, jak się jej dotąd wydawało?!
- Taaak, wezwę uzdrowiciela – odetchnęła w końcu, wstała i podeszła… do okna. Otworzyła je i pomachała do Brygadzisty, który miał nieszczęście dotąd być jej partnerem. – Hej! Mógłbyś posłać wiadomość do Munga? Przyda się nam uzdrowiciel.
Brenna obróciła się do Jonathana. Machnęła różdżką po raz kolejny, najpierw przywołując do siebie różdżkę Emily – tak na wszelki wypadek - rozpraszając wcześniejsze czary, które rzuciła, po czym podeszła do niego, by ostrożnie zdjąć mu kajdanki. Obserwowała mężczyznę przy tym czujnie, bo jakoś nie była już pewna, czy wierzyć, że to koniec kłopotów…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#16
22.06.2023, 23:46  ✶  

— To, że udało jej się tak dobrze ukryć — zaczął, aby po chwili zasłonić rękawem twarz, powstrzymując kolejny napad kichania. — Nie wróży dobrze. To był sprytny duch. Prawdopodobnie, gdyby nie twój pośpiech mogło się to skończyć dużo gorzej. Kto wie, może nawet udałoby im się wciągnąć pod swój wpływ jeszcze kogoś z okolicy.

Kto wie, może duch, który opętał Emily, nawet zdołałby zbiec, posiłkując się wymówką chęci odcięcia od męża? Sebastian wciągnął gwałtownie powietrze do płuc. Wtedy ciężko byłoby cokolwiek zrobić. Skoro zdołała tak dobrze udawać żywą osobę z teraźniejszości, to z wydostaniem się z miasta, czy nawet z kraju pewnie też nie miałaby zbytnich problemów. Wzdrygnął się.

— Nie, w pierwszej chwili nie — przyznał z rozbrajającą wręcz szczerością, drapiąc się za uchem. — Bardziej stawiałem na to, że duch, który opętał Jonathana, mógł rozszerzyć swój wpływ na jego żonę. Zorientowałem się, że mamy do czynienia z drugim duchem, dopiero gdy wypędziłem Mortimera. — Na pytanie dziewczyny pokręcił gwałtownie głową. — Nie, nie często. Nie są to odosobnione przypadki, ale nie dochodzi do nich na co dzień.

Wątpił, aby nawet jego mentorzy z departamentu przewidzieliby taki stan rzeczy. Lwia większość zleceń dotyczyła mimo wszystko pojedynczych dusz, a nie par. Czy te duchy mogło coś ze sobą łączyć? Może znalazły w Emily i Jonathanie jakieś podobieństwa, co zachęciło ich do tego, aby spróbować sił w ich ciałach? A może winny był dom...? W trakcie, gdy Brenna zajmowała się wzywaniem wsparcia przy asyście kolegi przed domem, Sebastian zbliżył się do nieprzytomnej kobiety. Zawisł nad nią, taksując jej sylwetkę uważnym wzrokiem.

— Jak to dalej będzie wyglądało? — spytał cicho, odwracając się ku brygadzistce. — Nawet skoro był opętany, to dalej jest kwestia złamania kodeksu tajności. Myślisz, że dostanie jakąś karę, czy wycofają oskarżenie?

Nie był prawnikiem, a z Wizengamotem miał tyle, co nic. Zlecenia, które trafiały na jego biurko, zazwyczaj były załatwiane, zanim złym duchom udało się dokonać większych szkód. Tutaj jednak przybyli nieco za późno. Będę się o was modlił, pomyślał w duchu Sebastian. Będzie musiał odezwać się do kogoś z kowenu, co by odprawili modły w ich imieniu. Należało im się, za to, co czego doświadczyli w murach własnego domu.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
23.06.2023, 00:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2023, 00:00 przez Brenna Longbottom.)  
- To co martwe powinno pozostać martwe - wymruczała Brenna, spoglądając ku Emily.
Mogła współczuć tym duchom. Ale Rosom współczuła bardziej. To były ich życia i ich ciała: nikt ani nic nie miało prawa im ich wydzierać. Zerknęła ku Emily, wciąż nieprzytomnej, po czym przysiadła na podłodze obok Jonatha. Spojrzenie skupiła na Sebastianie, kiedy udzielał swoich wyjaśnień: i nie była pewna, czy cieszyć się, skoro to wszystko nie było tak częste, czy martwić, skoro istniały duchy, które tak świetnie maskowały swoją obecność.
Do tej pory sądziła, że musi obawiać się raczej, że ktoś jej bliski padnie ofiarą imperio, nie opętania.
Nie miała pojęcia, co tu się stało. Czy Rosowie znaleźli się w miejscu, gdzie magia wariowała w Beltane i stąd doszło do podwójnego opętania? Coś nie tak z domem? Jeden duch pomógł drugiemu? Zupełnie się na tym nie znała, mogła tworzyć tylko masę szalonych teorii spiskowych... i cóż, przesłuchać Rosów. Tych prawdziwych Rosów. Chociaż sama nie była pewna, czy w tej chwili może ich przesłuchiwać, bo... w jakiej sprawie? Ich opętania? Przecież nie aresztuje duchów!
- To rozstrzygnie Wizengamot, ale nie sądzę, żeby został skazany. Obrońca dostanie raporty, mój i twój. Możliwe, że zostaniesz wezwany na świadka - wyjaśniła Brenna. To, co spotka Jonathana nie było jej decyzją, ale w raporcie miała zamiar umieścić informacje na jego korzyść. - Co do Emily... jej nic nie grozi, chyba że zechcesz złożyć zawiadomienie o napaści. W takim wypadku nie będziesz świadkiem na rozprawie jej męża. - A jego raport zostanie wykluczony z materiału dowodowego, i będą polegali na jej zeznaniach. Wprawdzie sama Brenna też została napadnięta, ale ani myślała komplikować życia bardziej tej kobiecie, która straciła władzę nad własnym ciałem...
- Opętanie to mocna okoliczność łagodząca. Na mój gust w pełni oczyszczą go z zarzutów, chyba że oskarżyciel udowodni, że nie ma dostatecznych dowodów na to, że jest podejrzany... W każdym razie, możesz wracać. Zajmę się tu wszystkim. Chyba przyda ci się gorąca herbata i łyk eliksiru pieprzowego. Dzięki za profesjonalne egzorcyzmy, Sebastianie - powiedziała, wreszcie się podnosząc. A potem, słysząc cichy trzask pod oknem, udała się do drzwi, by wpuścić do środka uzdrowiciela z Munga i swojego partnera z Brygady.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (4250), Sebastian Macmillan (4225)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa