• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[1.08.70] mugolski Londyn. Nuta dekadencji - Danielle & Ulysses

[1.08.70] mugolski Londyn. Nuta dekadencji - Danielle & Ulysses
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#1
17.06.2023, 00:15  ✶  
Ulysses przestąpił z nogi na nogę, czekając na pojawienie się Danielle. Wyglądał inaczej niż zwykle. Niby wciąż miał na sobie ciemny garnitur, białą koszulę a jego buty były wypastowane tak bardzo, że w nocy odbijał się w nich blask lampy ulicznej, ale przy kołnierzyku brakowało mu pedantycznie zawiązanego krawata. Niby zmiana była niewielka, ale okupił ją potężną dawką długiego zastanowienia się (bo przecież nie chodziło tylko o krawat, chodziło o to, że zawsze nosił krawat a teraz miał go nie mieć na sobie i przez to czuł się niemal nagi i odsłonięty, ale jak to tak gotować w krawacie?).
Umówili się przed wejściem do budynku, gdzie miała się odbyć wykupiona przez niego lekcja gotowania. Młody Rookwood zjawił się tam pół godziny wcześniej. Zrobił to trochę dlatego, że nie chciał się spóźnić i nie chciał, by Danielle na niego czekała a trochę dlatego, że nie potrafił oszukać własnej natury. Ale stojąc, czuł się szalenie niewłaściwie. Sam nie do końca był pewien, co właściwie powodowało szalejącą w jego umyśle gonitwę myśli, ale nijak nie potrafił jej opanować. I nie chodziło tylko o to, że chciał dobrze wypaść przed swoją towarzyszką.
Może jednak powinien nałożyć ten krawat. Trudno, najwyżej wpadłby mu do sosu pomidorowego albo do ciasta na makaron. Albo może w ogóle powinien zrezygnować z garnituru, bo gdy obserwował wchodzące do środka pary, nikt nie wyglądał nawet w połowie tak elegancko jak on (chociaż tego popołudnia, przez ten nieszczęsny brak krawata wcale nie wydawało mu się, by wyglądał elegancko). Większość kobiet miała na sobie letnie sukienki a mężczyźni preferowali zwykle jeansy (niektórzy nawet krótkie, bo lato było tego roku dość ciepłe) i t-shirty.
Zacisnął usta w cienką linię, zdając sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy: powinien coś przynieść Danielle. Ale, chociaż biedził się nad tym przez ostatnie kilka godzin, nie potrafił wymyśleć, co właściwie miałby jej podarować. Co dawało się drugiej osobie przy takiej okazji? Kwiaty odpadały. Coś do jedzenia? Przecież szli na lekcję gotowania. To nie miało sensu. Fartuch? Tu, nawet nieskora do elastyczności natura Ulyssesa zżymała się na myśl o przynoszeniu kobiecie fartucha (brakowało, by do kompletu miał jej jeszcze tylko podarować miotłę albo proszek do prania).
Stanowczo nie powinien rezygnować z krawatu. Mając go na sobie, nie myślał przynajmniej o tym, jak idiotycznie bez niego wyglądał…
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#2
18.06.2023, 02:00  ✶  

To, że postanowiła wykorzystać voucher na kurs gotowania dzień po tym jak go otrzymała, nie miało nic wspólnego z tym, jak bardzo ekscytowała się na myśl o wzięciu w nim udziału. To przypadek, że tego dnia miała akurat wolne i wcale nie musiała prosić koleżanki z oddziału o to, by zamieniła się z nią dyżurami, podpisując tym samym cyrograf z diabłem - bo jedyna koleżanka, która mogła tego dnia przyjść w zastępstwie za nią, lubiła upominać się o zwrot przysługi w najmniej oczekiwanym momencie. Szczęśliwie i najpewniej całkowicie przypadkowo okazało się, że i jej towarzysz nie ma żadnych planów na tą sobotę. Przypadki chodzą po ludziach, a zwłaszcza po Longbottom, której życie było jedną wielką składową najróżniejszych przypadków.

Mimo, że umówili się na późną godzinę popołudniową, miała problem z wyrobieniem się na uzgodnioną godzinę. Na dobrą sprawę, nie było to nic nowego w jej przypadku. Ten lubił lecieć jej przez palce, nie spodziewała się, że dziś wyjątkowo spędzi tak dużo czasu przed lustrem, nad doborem odpowiedniego stroju - ta czynność przeważnie nie sprawiała jej większych problemów i zajmowała góra kilka minut. W ostateczności postanowiła nie kombinować, i postawiła na przetestowaną, pewną opcję - jasnoniebieska, średniej długości sukienka wydała jej się najodpowiedniejsza na tą okazję. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że bezpieczniej byłoby założyć coś ciemniejszego, na czym ewentualne plamy nie byłyby widoczne. Bo to, że takowe się pojawią, było pewne, nie miała za grosz nadziei, że tego dnia będzie inaczej.

Aportowała się w ustronnej, pustej uliczce, nieopodal umówionego miejsca. Pomimo wcześniejszego pośpiechu, pojawiła się idealnie o ustalonej godzinie, choć miała z tyłu głowy, że Ulek najpewniej czeka na nią już jakiś czas. I oczywiście, nie myliła się.
Tym razem ekscytacja zbliżającym się wydarzeniem wzięła nad nią górę i przyćmiła zdrowy rozsądek, który ostatnim razem odezwał się w ostatnim momencie i nie dopuścił, by wyszła na infantylną i durniejszą, niż jest w rzeczywistości. Po cichu zaszła go od tyłu, by w ostatniej chwili stanąć na palcach i zasłonić jego oczy dłońmi. Gdy zdała sobie sprawę, że nie powinna tego robić, było już za późno, by się wycofać.

Odczekała kilka sekund, nim zdradził ją stłumiony śmiech. Cofnęła dłonie, przestąpiła dwa kroki w tył, a gdy Ulysses się odwrócił, obdarzyła go jednym z najlepszych uśmiechów, jaki posiadała w swoim arsenale.
- Na następne spotkanie umówimy się z godzinną różnicą. Istnieje szansa, że wtedy to ja będę miała okazję na Ciebie poczekać... kilka minut, mniej więcej - oznajmiła. Nie sposób było nie zauważyć brakującego elementu jego standardowego ubioru. Uniosła lekko brwi, posyłając mu krótki, nieco zawadiacki uśmiech. Ktoś, kto nie znał Ulka, mógłby uznać to za nieistotną zmianę, ale Longbottom zdawała sobie sprawę, że Ulyssesowe pominięcie krawata śmiało można by przyrównać do niej farbującej się na jasny blond i nie było to przesadzone określenie.

Czy to oby na pewno był kurs gotowania dla początkujących, a nie pełen zaciętości konkurs, do którego Rookwood podchodził bardzo poważnie?
-Wyglądasz, jakbyś był gotowy na wszystko... - odezwała się. - Nie spodziewałam się, że drzemie w tobie taki duch rywalizacji. Postaram się dotrzymać Ci kroku. Przeczucie mi podpowiada, że będziemy najlepszą parą ze wszystkich - tu obecnych, biorących udział w kursie oznajmiła, a jej uśmiech nieznacznie się poszerzył. Chcąc przypieczętować dzisiejszą, owocną współpracę, wyciągnęła w jego kierunku wyprostowaną dłoń, z dosyć oczywistym zamiarem zbicia piątki. Miała znakomity humor.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#3
20.06.2023, 02:13  ✶  
Ulysses zamknął oczy na kilka sekund przed tym jak pojawiły się przed nimi ręce Danielle. To nie tak, że bardzo chciał ją przyłapać na zbliżaniu się do niego. W pewnej chwili, po prostu, zdał sobie sprawę, że rozpoznaje jej kroki, że nawet one wryły się w jego pamięć. Refleksja była tak niespodziewana – nawet dla niego samego – że zamarł, niemal nie reagując (poza tym przymknięciem oczu), gdy przystanęła za nim.
Ale jego twarz w tamtej sekundzie miała dość osobliwy wyraz. Nie zagościł na niej uśmiech (u niego niepokojący, głównie przez to, że nigdy się nie uśmiechał), ale na moment utraciła też sporo ze swojej zwyczajnej powagi i ponurości. Stała się łagodniejsza, jakby nieco bardziej spokojna a młody Rookwood pomyślał, że mógłby do tego nawyknąć. Do obecności Danielle, do jej pośpiesznych kroków, słabej woni perfum, śmiechu i ciepłych, małych rąk na swojej twarzy. Nie znosił bezsensownego dotyku, ale ten jej był odżywczy i sprawiał, że miał ochotę odwrócić się do niej i samemu ją dotknąć.
- To ta twoja zasada wzajemności, jak przypuszczam – odpowiedział na słowa ślicznej uzdrowicielki. Nie dał tego po sobie nijak poznać, ale cieszyła go myśl, że jeszcze chciała się z nim spotykać. Łatwiej będzie mu później usprawiedliwiać przez samym sobą, że wcale się nie narzucał, że przecież powiedziała tamtego dnia o następnym spotkaniu a wcześniej w Hyde Parku sama oferowała mu leki na bezsenność. – A ty tak, jakbyś chodziła na takie kursy regularnie – zauważył, jeszcze intensywniej zastanawiając się, czy w takim razie nie powinien jednak nałożyć jeansów i t-shirtu (chociaż ani jeansów, ani t-shirtów w ogóle nie nosił).
Zmarszczył brwi, nie do końca wiedząc czy z Danielle z niego żartowała, czy też nie. Wydawało mu się, że wyglądał idiotycznie i zachowywał się idiotycznie, rezygnując z krawata (lepiej już jednak było, by ten taplał się w sosie niż żeby młody Rookwood udawał luz, którego nie posiadał).
- Obawiam się, że to ja będę próbował ci dotrzymać kroku – sprostował. Jak zawsze właściwie. O ile nawet był w stanie zapamiętać każdy przepis i każde słowo prowadzącego, o tyle wciąż brakowało w nim życia i błyskotliwości, którymi aż błyszczała Danielle. – Ale zrobię wszystko, byś nie poczuła, że zmarnowałaś czas przychodząc tutaj – dodał z powagą.
A potem zrobił coś, czego właściwie nie robił zbyt często. Wyciągnął w stronę swojej towarzyszki rękę by ująć jej i wprowadzić ich do budynku. Trochę ten gest podpatrzył u wchodzących wcześniej mugoli, ale długo też myślał nad nim. Po prostu teraz dostał pretekst. Miał chłodną skórę, jakby mimo temperatury, było mu zimno.
W środku czekało na nich sporej wielkości prostokątne pomieszczenie. Wyglądem nieco przypominało klasę, z tą gigantyczną różnicą, ale zamiast ławek czekały na nich długie blaty z metalowymi koszykami, w których czekały na nich składniki na dzisiejszą lekcję. Przy jednym z nim, ubrany w biały fartuch i czapkę kucharską stał odwrócony do niej przodem wąsaty kucharz. Większość z uczestników kursu już zajęła miejsca, ale młody Rookwood wypatrzył dla nich wolne stanowisko w jednym z ostatnich rzędów i tam poprowadził Danielle.
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#4
22.06.2023, 22:07  ✶  

Kiedy Ulek odwrócił się w jej stronę, z ulgą dostrzegła, że jego wyraz twarzy nie uległ zmianie. To znaczy, uległ, ale takiej, której się nie spodziewała, a która sprawiła, że kąciki jej ust uniosły się w pogodnym uśmiechu. Czy w takim razie jej obawa, że taki gest to zbyt wiele była niesłuszna i bezpodstawna? Być może powinna przestać zastanawiać się nad wszystkim i po prostu płynąć z prądem? Chyba ją lubił. Gdyby było inaczej, nie chciałby spędzać z nią czasu i szczerze wątpiła, by Rookwood był typem człowieka, który spotykał się z kimś z grzeczności. Nie traciłby na to swojego cennego czasu. Oczywiście, z tyłu głowy miała świadomość, że w dniu dzisiejszym wszystko mogło potoczyć się w innym kierunku - jej pech i niezdarność ujawniały się w najmniej oczekiwanych momentach. Z tej strony nie miał jeszcze okazji jej poznać... chyba.

- Możemy to tak nazwać - przyznała z lekkim skinięciem głowy. - Chociaż teraz mój sprytny plan przechytrzenia Cię i tak się nie uda, bo niepotrzebnie się wygadałam - odpowiedziała żartobliwie, lekko wzruszając ramionami. - Ale nie przejmuj się, na pewno wymyślę coś równie świetnego - dodała szybko.

Umiejętność czytania w myślach byłaby czymś, z czego zrobiłaby dobry użytek i co pozwoliłoby rozwiać wszelkie wątpliwości. Niestety, jej trzecie oko ograniczało się do aur, a te nie były zbyt pomocne w tej kwestii. Nie mogła wiedzieć, jakie myśli kłębiły się w głowie młodego Rookwooda po dosyć niewinnym komentarzu, a właściwie komplemencie, jakim skwitowała oczywistą zmianę w jego ubiorze. Nie żartowałaby z niego w taki sposób, wiedząc jak bardzo jest na tym punkcie przeczulony. Nie uważała też, by wyglądał idiotycznie; czegokolwiek by na siebie nie założył, w jej oczach wyglądał bardzo dobrze.

- Co, naprawdę?- uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona jego słowami. Spuściła wzrok, kontrolnie sprawdzając jeszcze raz sukienkę, którą na sobie miała. - Hm, dziwne. Przecież gdybym regularnie chodziła na takie kursy, nie potrzebowałabym nauczyć się gotować. A po to tu jesteśmy - zauważyła. Nie miała bladego pojęcia w jaki sposób Ulysses wpadł na pomysł, że nie potrafiła gotować - domyślała się jedynie, że jest to w pokrętny sposób powiązane z jej nieśmiesznymi żartami, jakimi uwielbiała go zasypywać z nadzieją, że w końcu trafi w dziesiątkę, a Rookwood szczerze się roześmieje. Z pewnych powodów, znanych tylko sobie, postanowiła nie wyprowadzać go z błędu.

Kiedy zamiast przyjacielskiego przybicia piątki ujął jej dłoń, w naturalnym i nieplanowanym odruchu sięgnęła wolną ręką w taki sposób, by ułożyć ją na jego zimnej dłoni. Gdyby w tamtym momencie została zapytana dlaczego to zrobiła, nie umiałaby tego wytłumaczyć. Szczęśliwie, nie musiała się nad tym zastanawiać - powoli zbliżał się czas rozpoczęcia kursu, na który nie mogli się spóźnić.

Zajęli wolne stanowisko, które mimo że umiejscowione było przy jednym z ostatnich rzędów, miało dobry widok na główne stanowiso, przy którym pracować miał ich nauczyciel. Dopiero wtedy puściła dłoń Rookwooda, z nieskrywaną fascynacją i zainteresowaniem rozglądając się dookoła, bo wbrew temu co sądził Ulek, pierwszy raz brała udział w takich zajęciach. Dostrzegając ulotkę, na której rozpisane było dzisiejsze menu, podsunęła ją delikatnie w stronę Rookwooda. Kiedy wczytywała się w nią, uświadomiła sobie jak bardzo jest opóźniona w niuansach, bowiem jak sięgała pamięcią, tak nie była w stanie przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek słyszała o podobnych potrawach.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Wprowadzenie do Siesty - Kurs gotowania kuchni teksańskiej

Kolorowa, ostra i uwielbiana przez wielu. Jeżeli tak jak my lubisz połączenie limonki, aromatycznej kolendry oraz różnych rodzajów chilli, ten kurs jest specjalnie dla Ciebie
  • Guacamole - meksykański sos na bazie awokado
  • Chilli Con Carne - tradycyjna potrawa kuchni teksańskiej
  • Churros - wypieki w formie deseru

Posłała pytające spojrzenie w stronę Ulyssesa, jakby bezdźwięcznie pytała o dania rozpisane w menu - bo nazwa i dosyć lakoniczny opis niewiele jej mówił. Nie zadawała pytania "czy wiesz, co to są za potrawy?" - bo to na pewno wiedział. Przecież on wszystko wiedział.

- Witam wszystkich licznie zgromadzonych. Ja nazywam się Robert Ramsler i w dniu dzisiejszym będę waszym instruktorem gotowania - zaczął wąsaty kucharz, gdy tylko upewnił się, że wszyscy zajęli już miejsca. Lekkim ruchem dłoni wskazał na kartki, jakie spoczywały przy każdym ze stanowisk - poza samym menu, znajdowały się tam również przepisy, którymi mieli się kierować. - Załóżcie proszę fartuchy, które znajdziecie przy każdym ze stanowisk. W tym czasie ja... - mówił z uśmiechem, sięgając po butelki wina, by sprawnym ruchem otworzyć je i podchodząc od stanowiska do stanowiska, nalewać każdemu z osobna do kieliszka -...zadbam o to, by każdy nie tylko nauczył się gotować wspaniałe dania kuchni teksańskiej, ale i bawił się wyśmienicie

 


Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzucam sobie tutaj


let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#5
29.06.2023, 21:57  ✶  
Młody Rookwood zmarszczył brwi. Zacisnął usta w cienką linię, niemal siłą powstrzymując się przed powiedzeniem kilku głupich i pozbawionych sensu zdań, które brzmiałyby tak, jakby próbował osaczyć Danielle. I jakby był głupio romantyczny, chociaż z pewnością nie był głupi a do jakiegoś cienia romantyzmu tkwiącego w jego naturze nigdy by się nie przyznał.
I może tylko na chwilę, na krótki moment w jego tęczówkach pojawił się jakiś cień, jakieś niewypowiedziane nigdy, żałośnie romantyczne słowa:
Patrz na mnie jak najczęściej w ten sposób. Radośnie. Ciepło. Jakbyś lubiła mnie dużo bardziej niż lubisz naprawdę.
- To brzmi jak wyzwanie – zauważył zamiast tego matowym głosem.
Paradoksalnie i tak wydawało mu się, że Danielle robiła nieporównywalnie więcej od niego. Wysyłała mu listy i przychodziło jej to tak łatwo, jakby nie miała najmniejszych trudności ze sformułowaniem kilku zdań i przesłaniem ich dalej. A dla Ulyssesa to było cholernie trudne, bo gdy pisał, nigdy nie chciał zabrzmieć zbyt nachalnie i zbyt nieuprzejmie jednocześnie, ale nie umiał wyzbyć się ani suchości, ani przekonania, że się narzucał. I, że to wszystko za chwilę się skończy.
Pokręcił głową.
- Chodziło mi o to, że potrafisz się dopasować do okazji – sprostował. Sam nie posiadał tej umiejętności. I teraz był jedynym mężczyzną na kursie, który przyszedł tutaj w garniturze.
Poniewczasie zdał sobie sprawę, że to chyba nie był najlepszym możliwy komplement. Kobiecie powinno się mówić, że wygląda inaczej od reszty a nie dokładnie tak samo. Całe szczęście, że Danielle nie wyglądała na urażoną, że szli obok siebie i znowu uderzało w niego, że jej dotyk mu nie przeszkadzał. Był wart zapamiętania.
Tak jak warte zapamiętania było stanie obok niej i wsłuchiwanie się w głos kucharza, nawet jeśli o wiele bardziej wolałby się skupić na swojej towarzyszce. Przebiegł wzrokiem po podanej mu ulotce. Zmarszczył brwi, uświadamiając sobie, że wie czym są potrawy, które będą przygotowywać. Ale obawy, które w nim narosły nijak się miały do tego, co poczuł na myśl o tłustym, wrzącym oleju, w którym powinno pływać parzone ciasto.
Na jego twarzy wymalowała się konsternacja. Nie chciał, żeby Danielle pomyślała, że z premedytacją wmanewrował ją w niechcianą randkę ze sobą, kiedy wcale nie chciał…znaczy chciał, ale może nie podstępem… Z pewnym wahaniem zdecydował się ściągnąć z ramion marynarkę i zarzucić ją na oparcie jednego z krzeseł. Skoro i tak mieli włożyć fartuchy, będzie mu wygodniej w ten sposób. Zaraz po tym odpiął guziki mankietów koszuli i z miną cierpiętnika podwinął je do góry, odsłaniając trochę bladej skóry i wyglądający na mugolski zegarek na nadgarstku.
- Pomóc ci w zawiązaniu? – zapytał Danielle, gdy jako tako uporał się z własnym ubraniem.
Przez to jak bardzo był spięty i jak bardzo próbował nie rozglądać się po pomieszczeniu, Ulysses nie zauważył, że akurat ten moment Ramsler wybrał na podejście do nich.
- O, widzę że mamy tutaj parę na pierwszej randce – zauważył, posyłając im znaczący uśmieszek. – To ja może naleję trochę więcej wina, bo widzę że pan jest tu trochę niezręczny.
- Tak – odpowiedział młody Rookwood i jak zrozumiał po sekundzie, może dwóch, nie zabrzmiało wcale jakby przyznał się do tego, że rzeczywiście był dość niezręczny, ale że to naprawdę była randka.
Zamrugał, zdając sobie sprawę, że teraz to już Danielle naprawdę uzna, że celowo wmanerwował ją we wspólny kurs gotowania (nic tam, że to ona go zaprosiła!). I to wszystko przez tego mugola.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Danielle Longbottom (1300), Ulysses Rookwood (1433)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa