• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[1968, obrzeża niemagicznego Londynu] Obce światy - Victoria & Ulysses

[1968, obrzeża niemagicznego Londynu] Obce światy - Victoria & Ulysses
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#1
08.05.2023, 18:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 14:56 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange (Pierwsze koty za płoty, Otwarty na nowe doznania).

Ulysses stał na środku pokoju dziecięcego. Machnięciami różdżki przywracał do pierwotnego stanu zniszczone wybuchem meble. Wyglądał jak wcielenie świętego spokoju: w ciemnym garniturze, wypastowanych butach, z ułożonymi na gładko włosami i obojętną twarzą. Ruchy miał nieśpieszne, dokładne, wspaniale maskujące wściekłość, która targała nim od środka.
Kiedy przed godziną Departament Magicznych Wypadków i Katastrof otrzymał zgłoszenie o przypadkowym użyciu czarów przez małego mugolaka, nic nie zapowiadało, by sprawa miała być w rzeczywistości czymś więcej niż przypadkowym użyciem czarów przez małego czarodzieja. Zwykła, przeciętna historia, jakich Magiczne Pogotowie Ratunkowe miało wiele na swoim koncie. Ale na miejscu okazało się, że całość była jednak trochę bardziej skomplikowana.
Po pierwsze: magii nie użyło dziecko, ale jego dorosły ojciec, naturalnie również mugolak.
Po drugie: ranił zaklęciem kolejne dziecko, tym razem zupełnie mugolskie.
Po trzecie: gdy zdał sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił, próbował zatrzeć ślady kolejnymi zaklęciami. W tym nieudanym obliviate na nowego chłopaka swojej byłej partnerki.
Po czwarte: mugolak zapomniał wspomnieć kobiecie, której zrobił dziecko, że jest czarodziejem.
Podsumowując: mieli poparzone mugolskie dziecko, jego zapłakaną i rozhisteryzowaną matkę, mugola, który miał kompletną amnezję, zaginionego małego-czarodzieja i jego popierdolonego, zbiegłego ojca. Pewnych sytuacji nie dało się prosto rozwiązać. I chociaż jakaś część młodego Rookwooda wiedziała, że nie powinien wcale generalizować, ale podskórnie czuł, że byłoby dużo lepiej, gdyby świat czarodziejów i świat magii nie stykały się ze sobą nawet minimalnie. Pewnie wtedy nie miałby pracy, ale nie musiałby również naprawiać czarami zdezelowanego magią pokoju dziecięcego a wcześniej zastanawiać się, w jaki sposób wrócić całą sytuację na właściwe tory.
Bo tu nawet nie chodziło o to, że siłą zaklęć mogli naprawić wszystkie zniszczenia, które spowodował jeden nieroztropny dureń z różdżką. Tu chodziło o to, że całej sytuacji dałoby się uniknąć, gdyby tylko zamiast kombinować z magią, uciekinier zdecydowałby się na zwykłą rozmowę z byłą partnerką. Ale czego mogli się spodziewać po zwykłym magu, kiedy sam Minister Magii ponoć próbował ingerować w mugolskie World Cup w 1966?
Ulysses obrócił się wokół własnej osi. Rozejrzał się po pokoju, jakby sprawdzając czy wszystko wyglądało tak, jak powinno. W rzeczywistości chodziło jeszcze o jedno: chciał zapamiętać to miejsce kompletne i niezniszczone, przykryć tamto wspomnienie tym nowym, ale jego zadziwiająca pamięć sprawiała, że pamiętał dwa pokoje. Zniszczony, nadpalony i odrestaurowany.
- Cicho – zauważył, wychodząc z pokoju. Popatrzył na Victorię pytająco, jakby oczekiwał, że wyjaśni mu, czemu bobas nie płacze, jego matka nie histeryzuje a pozbawiony pamięci mężczyzna nie błądzi po domu jak żywy trup. – Mam nadzieję, że aurorzy szybko go złapią.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
08.05.2023, 21:42  ✶  

Kiedy jesteś w szkole i musisz wybrać swoją przyszłą karierę, to jakoś ostatnie o czym myślisz to ludzkie tragedie. Wiesz, że gdyby mugole się zawzięli, to mogliby zalać czarodziejów ilością i dlatego takie kluczowe było, by ich świat nie dowiedział się o tym, co jest niedostępne dla nich za zasłoną. Jak wiele z tego tracą. Bo ewentualna wojna byłaby krwawa. Pamiętasz, że czasem zdarza się, że jakiś młody czarodziej przypadkiem zmanifestuje swoją obecność, narobi szkód w otoczeniu i trzeba posprzątać. Posprzątać i wyczyścić niektórym pamięć, a niektórym wyjaśnić co się właściwie dzieje. Czasami jakiemuś czarnoksiężnikowi się skapnie na mugolski świat i trzeba wzywać i aurorów, żeby go spacyfikowali i ich, z Pogotowia, by przywrócili wszystko do stanu sprzed. Tu naprawili, tu zmodyfikowali pamięć, tu kogoś uleczyli… Czasami trzeba zbierać czarodzieja po nieudanej teleportacji. A czasami…

Czasami przybywali do pozornie prostej sprawy, opisanej przykładami z powyżej, by zorientować się, że nic nie jest takie, jakie miało być.

Z początku musieli się wydawać zwykłymi urzędnikami; on w garniturze, uczesany i schludny, i ona – w zgrabnej ciemnej spódnicy, wsadzonej weń beżowej koszuli i żakiecie, z długimi włosami zaplecionymi w idealny dobierany warkocz. Wiedzieli jak wtopić się w tło mugoli, a nawet i pośród czarodziejów ze swoimi strojami nie wyglądali jak na dziwaków.

I po co było to wszystko? Po co jedni mieszali się w świat drugich, a drudzy w świat tych pierwszych? Lestrange mogła nie być fanką mugoli, choć przecież sama wybrała dla siebie tę pracę (dla większego dobra!), ale widząc ogrom tragedii, jaka wydarzyła się w tym domu, i to wcale nie z winy mugoli, a na nieszczęście czarodzieja, to jakoś… Poruszało to jej serce. To chyba ze względu na te biedne dzieci, które niczego nie rozumiały, a stały się ofiarami.

Z mugolakami to tak chyba właśnie było. Te problemy. Jedną nogą tu, drugą nogą tam i nigdzie całkowicie. Zamiast zrozumieć, że kiedy jesteś czarodziejem, to wypadałoby porzucić stare życie, bo trudno będzie wyjaśnić pewne rzeczy i mugole zaczną coś podejrzewać – to nie. Musieli ciągle wracać i mieszać. I później mieliśmy taką tragedię jak ta.

I ktoś musiał wyjaśnić tej mugolce co jest grane. Że ma syna czarodzieja. Że pójdzie do szkoły magii. Że nie jest dziwadłem. Że to co tu się stało to paskudny wypadek i że uzdrowiciele zaraz uleczą jej synka i zobaczą co da się zrobić z jej… partnerem. Że wszystko wróci do… Nie. Że nic nie wróci do normy. I że trzeba złapać ojca jednego z jej dzieci. To było ich zadanie – ogarnąć ten… syf. Ulysses naprawiał pokój dziecka, Victoria zajmowała się salonem. I psychologicznym dramatem.

To nie była szybka, czysta robota. Nie, skoro musieli wzywać na pomoc uzdrowicieli i aurorów.

- Dziecko zostało uleczone, facet jest w rękach uzdrowicieli, a matka jest w szoku. Zaczęło do niej docierać – i trochę nią wstrząsnęło. Victoria westchnęła i oddała część ciężaru swojego ciała ścianie. - Ja też. Bezmyślny kretyn – i nie chodziło wcale o to, że dorobił im roboty, bo Victoria wolała siedzieć za biurkiem. Wcale nie wolała. Po prostu temu wszystkiemu można było zapobiec, gdyby tylko ktoś myślał mózgiem a nie… inną częścią ciała. - Nie masz czasami wrażenia, że lepiej by było, gdyby oni zostawili nas w spokoju, a my ich? – wyrwało jej się, kiedy zapatrzyła się w ścianę naprzeciwko, ukołysana… nienaturalną ciszą tego domu.

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#3
11.05.2023, 02:33  ✶  
Ulysses kiwnął głową, przyswajając słowa Victorii. Jedno po drugim. Drugie po trzecim. Trzecie po czwartym. Dziecko zostało uleczone – to dobrze. Jeśli bez blizn to jeszcze lepiej. Facet jest w rękach uzdrowicieli – też dobrze, choć nie do końca wierzył by uzdrowiciele byli wstanie machnięciem różdżki cofnąć spartolone zaklęcie zapomnienia. Magia bywała potężna, ale nawet ona potrafiła zwodzić w takich przypadkach. Matka jest w szoku…
Młody Rookwood kiwnął odruchowo głową.
- Rozmawiałaś z nią o… - urwał, zastanawiając się jak powiedzieć o tym, co chodziło mu po głowie. O tym, że jedno dziecko pójdzie do Hogwartu i praktycznie zniknie z jej życia na osiem lat? A gdy będzie wracać na wakacje to już nie będzie takie jak wcześniej? Nie da się odsunąć się od magii, gdy już pozna się jej wszechpotężny smak. - …o konsekwencjach? – zapytał ostrożnie i pewnie mało czytelnie. – Mam nadzieję, że uzdrowiciele okażą się cudotwórcami. To źle rokuje, kiedy przy pierwszym zetknięciu z magią, mugol aż tyle traci a nie można potem zmodyfikować mu pamięci. – A tu matka małego mugolaka (choć może już warto by było użyć określenia „półkrwi”?) miała aż nadto negatywnych wspomnień powiązanych z magią.
Ulysses nie próbował zrozumieć, czemu właściwie "bezmyślny kretyn" zdecydował się na tak radykalny krok jak wykradanie własnego dziecka byłej partnerce. Nie chciał zaśmiecać swojego umysłu wyjaśnieniami, które może i sprawiłyby, że zrozumiałby postępowanie sprawcy, ale jednocześnie nie miały żadnego znaczenia dla tego, co teraz musiał z Victorią sprzątać.
Tak, było im łatwiej bo mieli magię, ale też gdyby nie magia, nie musieliby w ogóle tego robić.
- Ostatnio bezustannie – odpowiedział cicho, znowu skupiając wzrok na pokoju dziecięcym.
Ten wyglądał teraz tak jak powinien. Rookwood zadbał nawet o to, by zabawki niechlujnie wystawały z koszyka a śpioszki leżały przewieszone przez ramę łóżeczka (choć jego pedantyczne serce cierpło na ten nieporządek). W środku brakowało tylko poparzonego magią dzieciaka.
- Mam wrażenie, że plotki o tym, co robi Leach, tylko nakręcają mugolaków – dodał po paru sekundach. – Jakby nieświadomie dawał im wskazówkę: nie układa ci się w świecie magii? Zmodernizuj za pomocą czarów świat mugoli – Jakaś część Ulyssesa wiedziała, że mocno uproszczał wszystko. Zdawał sobie sprawę z tego, że Leach nie był popularny wśród czystokrwistych rodów, ale też sam nie potrafił spojrzeć na niego cieplej. W jego oczach był durniem. I nawet jeśli przynajmniej część plotek, które o nim chodziły nie były prawdą, to Minister Magii nadal pozostawał na tyle dużym durniem, by pozwalać się rozprzestrzeniać pozostałym.
Ale czego mogli się spodziewać po człowieku, który ponoć próbował się magicznie mieszać w sprawy mugoli?
- Ich ciągle ciągnie do świata pełnego mugoli – podsumował koślawie.
Zrobił parę kroków by stanąć w drzwiach prowadzących do salonu i spojrzeć na otępiałą mugolkę. Nawet nie wiedział, co jeszcze mogli zrobić.
- Powiedziałaś jej, że niedługo odzyska dziecko? I że złapią… - z jego ust prawie wyleciało słowo: sprawcę. Zamrugał zmieszany. Że złapią tego kto to zrobił. - …że złapią ojca dzieciaka?
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
07.06.2023, 16:54  ✶  
Magią można było zdziałać prawdziwe cuda. Wyczarować coś z niczego, sprawić, że ktoś poczuje się lepiej – choćby tylko na chwilę. Naprawić to, co zostało zniszczone, wymazać bolesne wspomnienia, wyleczyć złamanie, a nawet odtworzyć brakujące kości. Można było wiele więcej – tych prawdziwie pięknych rzeczy, ale i mnóstwo strasznych… zniszczenia jakie w tym domu zastali, rany, które widzieli – te całkowicie fizyczne, ale też jak najbardziej na psychice – też były udziałem magii. Część rzeczy mogli naprawić tacy jak oni, a część… no cóż. Z częścią ludzie będą musieli poradzić sobie sami. Na szczęście jednak dziecko trafiło w ręce uzdolnionych uzdrowicieli i Victoria na własne oczy widziała jak rany na jego ciele znikają, jakby były tylko snem. Złym – ale jednak snem. Kiepsko rzucone zaklęcie zapomnienia to zupełnie inna sprawa… być może już nigdy mężczyzna nie odzyska wspomnień. Jeśli wymazane zostały tylko ostatnie wspomnienia to pół biedy, ale jeśli zaklęcie poszło dalej… widzieli już takie przypadki – ludzie potrafili zapomnieć kim byli. Tak całkowicie. Czasami potrafili stanąć na nogi, a czasami… było to zupełnie niemożliwe.
  - Tak – odparła mu na pytanie, kiedy je w końcu dokończył. Tak, wytłumaczyła tej biednej kobiecie konsekwencje. Biednej – tak, bo wcale się o to nie prosiła. Była mugolką, ale nawet do nich Victoria miała czasami współczucie. Tak jak dzisiaj. Victoria wyjaśniła kobiecie co się będzie teraz działo. Że nie może o tym mówić innym mugolom. Jak działa Hogwart, i kim dokładnie są ci wszyscy ludzie, którzy teraz próbowali w jej domu naprawić wszystkie szkody. To nie było wszystko, tacy jak oni zawsze mieli później pytania – nic zresztą dziwnego, więc Victoria zostawiła jej adresy i dokładne namiary gdzie może się dowiedzieć coś więcej jeśli będzie miała pytania. Miała tylko nadzieję, że nie będzie do ich świata pałała nienawiścią – przecież dokładnie z tego powodu czarodzieje ukrywali swój świat przed mugolami. - To na pewno będzie trudne. Dla uzdrowicieli i dla tej kobiety – westchnęła, bo Ulysses powiedział na głos dokładnie to, o czym sama myślała. - Czasami mam wrażenie, że widziałam już wszystko i nic mnie nie ruszy, a potem trafiamy do takiego domu jak ten i… – no właśnie: i. I brakowało dalszych słów. Lestrange zacisnęła więc usta. Ale ich praca była potrzebna. Wiedzieli o tym oboje.
   – Tak. Pochodzi z dwóch światów i wydaje mu się, że jednym może wpływać na drugi. Nie szanuje prawidłowości rządzących żadnym z nich – w rezultacie Leach dorobił się mnóstwa wrogów. Popleczników na pewno również, ale tych było albo mniej, albo nie krzyczeli wystarczająco głośno. Niezadowolenie wśród czarodziejów było za to mocno wyczuwalne. I Victoria też się ku niezadowoleniu sklaniala. Wolała, by Ministrem Magii był ktoś, kto będzie szanować ich tradycje, a nie mugolak, który odstawia jakieś hocki-klocki z mugolami. Nie dało się żyć tu i tu, albo jesteś czarodziejem, albo mugolem. - Może robi to całkowicie świadomie. Nie sądzę, że ktoś, kto nie potrafi widzieć konsekwencji swoich działań, mógłby zostać Ministrem – może pod tym względem miała o nim zbyt duże mniemanie, w końcu był mugolakiem – ale jednak czarodziejem. Tym niemniej jego akcje, jak to z manipulowaniem wynikami jakiegoś mugolskiego sportu, mówiły wszem i wobec, że chyba władza uderzyła mu do głowy zbyt mocno. Rzeczywiście był durniem. - Skoro tak ich ciągnie, to może powinni w nim zostać, a nie mieszać też w naszym – dodała, w odpowiedzi do stwierdzenia mężczyzny i spojrzała do pokoju, chcąc zobaczyć jak sobie z nim poradził Ulysses.
  - Powiedziałam, że jest już poszukiwany i że nasi ludzie go sprowadzą – chociaż może powinna powiedzieć "ich" – bo ojciec porwał syna. Przymknęła drzwi do pokoju i ruszyła za Rookwoodem w stronę salonu.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#5
12.06.2023, 21:04  ✶  
Ulysses utkwił w Victorii poważne spojrzenie. Przez chorobę, na którą cierpiał, każde spotkanie, każda kolejna wizyta w świecie mugoli z jednakową dokładnością zapisywała się w jego umyśle. I potem pozostawała już tam na stałe. Zapisana jak na niepsującej się taśmie.
Tylko, że pewne wspomnienia nie były warte by je zapamiętywać. Normalny człowiek wypierał je ze świadomości. A on musiał z nimi żyć.
- …i przywracasz wszystko na właściwe tory – podsumował. Nie były to pewnie najwłaściwsze słowa, które powinien wypowiedzieć w tym momencie, ale młody Rookwood nie był szczególnie dobry we wspieraniu. Niemniej rzeczywiście zdawał sobie sprawę, że ich praca była potrzebna. Okrutnie potrzebna. Tak długo, jak długo świat magii i świat mugoli będą się ze sobą ścierać.
Kiwnął głową, jakby coś, co powiedziała Lestrange o Leachu wyraźnie mu się spodobało. Może dlatego, że dobrze podsumowywało to, co sam myślał? Jej słowa wdarły się do jego pamięci lekko, niemal nie zauważył, że to zrobiły i utrwaliły. Może nawet, w jakiejś przyszłej rozmowie, może nawet z ojcem, powtórzy je jak mantrę swoim bezosobowym głosem: Pochodzi z dwóch światów i wydaje mu się, że jednym może wpływać na drugi. Nie szanuje prawidłowości rządzących żadnym z nich. I tylko w jego uszach będzie wtedy rozbrzmiewał inny głos.
- Nie jestem tego taki pewien. Patrząc na to, że jego poprzednik chciał trzymać dementorów jak rasowe pieski w domach… - Ulysses wzruszył ramionami jakby strącał z ramion wyjątkowo nieprzyjemny, gryzący go szalik. – Z tego co wiem już sam wybór Leacha na Ministra Magii doprowadził do tego, że kilku członków Wizengamotu zrezygnowało z urzędu. Skoro wtedy nie wywołało to żadnych większych reperkusji w czarodziejskim świecie, może Leach doszedł do wniosku, że skoro jest Ministrem Magii może mieszać również tutaj?
To nie tak, że nie zdawał sobie sprawy z faktu, że wielu przeszkadzało już samo to, że Nobby był szlamą. Młody Rookwood nie był głupi. Nawet jego własny ojciec uważał mugolaków za gorszy gatunek a to, że nie wpoił nienawiści synowi wynikało tylko z faktu, że ten miał na nią zbyt analityczny umysł. Wystarczyło zajrzeć do statystyk by pojąć, że więcej charłaków rodziło się w czystokrwistych rodach niż rodach półkrwi.
- Wiem, że zabrzmię teraz jak najbardziej twardogłowy starzec, ale gdyby Leach był inteligentny, mieszałby w świecie mugoli tak, by nikt nie zdawał sobie z tego sprawy. – Jeśli padałby ofiarą pomówień, znowu był zbyt głupi i dopuścił do tego, by plotki przybrały na sile. – Ale jest głupcem. Jak ojciec jej dziecka – dodał ciszej, jedynie podbródkiem wskazując na wstrząśniętą mugolkę. Wzrokiem starannie omijał jej sylwetkę, starając się za wszelką cenę nie zapamiętywać więcej niż musiał. – Wyjdziemy na dwór? Może… może tam jeszcze zostało coś do zrobienia.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
21.06.2023, 07:51  ✶  
Jakoś to zawsze tak było, że ludzie chcieli to, czego nie mieli. Victoria na ten przykład wiele by dała, by pamiętać wszystko perfekcyjnie. Dopiero wtedy, gdy miałeś taką pamięć, że widziałeś wszystkie szczegóły, można było prawdziwie mówić o poznaniu tematu, zgłębieniu go w całości. A Ulysses wiele by dał, by nie pamiętać wszystkiego; tych nic nie wartych elementów życia, jałowych rozmów, bolesnych spotkań – jak to dzisiejsze. Tori powiedziałaby, że te wydarzenia nas kształtują, jakkolwiek nieprzyjemne były i sama była pewna, że zapamięta ten dom do końca życia.
  Uniosła na Rookwooda spojrzenie ciemnych oczu. Sam uważał, że nie był dobry we wspieraniu, a tak po prawdzie sposób w jaki dokończył jej zdanie rzucał na niego zupełnie inne światło. Może był to przypadek, ale w tej chwili zdawał się być naprawdę łagodną duszą, która chciała poprawić drugiej osobie humor, bo słowa jakie Victoria miała na myśli były dużo gorsze, pesymistyczne. Kobieta uśmiechnęła się do swojego towarzysza.
  - Nie ma ludzi idealnych – mruknęła i zapatrzyła się przez chwilę na Ulyssesa, nim w jej głowie uformowała się konkretna myśl. - Władza faktycznie uderza do głowy. Widać to po jednym jak i drugim – tyle, że obaj panowie to zachłyśnięcie się władzą pokazali na dwa różne sposoby. Według Victorii gorsze było to, że Leach mieszał w dwóch różnych światach i narażał ich na odkrycie przed mugolami. - Mam wrażenie, że takie protesty nic nie dają – że rezygnuje się z piastowanego stanowiska bo u władzy jest ktoś, kogo się nie lubi. Chociaż kilka rezygnacji przy tak kontrowersyjnym Ministrze Magii to i tak mało. Może ludzie badali wtedy nastroje… i teraz wszystkim odbijało się to czkawką. - Może. Bardzo to z jego strony krótkowzroczne – miała w zanadrzu dużo gorsze określenia, ale nie byli w barze na Nokturnie, by trzeba było nimi raczyć uszy kulturalnego Rookwooda. Zresztą nie miała potrzeby by tutaj przeklinać. No i – ciągle byli w pracy.
  - Nie ma w tym niczego starczego ani twardogłowego – po takiej zapowiedzi spodziewałby się zupełnie innego wyznania, a zamiast tego Victoria uśmiechnęła się pod nosem do Ulyssesa. - To akurat sama prawda. Wiesz jak to mówią, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal i w tym wypadku to akurat prawda – póki się o czymś nie wiedziało, nie domyślało, to serce nie miało okazji zaboleć. Nie było też o co się denerwować. W tym jednak wypadku sprawa wyglądała całkowicie inaczej, niestety. I musiała się zgodzić – obaj byli jednakowo głupi, i Leach, i sprawca tej katastrofy.
  Nie umknęło uwadze Victorii, że jej towarzysz zdawał się patrzeć wszędzie tylko nie na kręcących się tutaj ludzi, nie na salon, który tak zręcznie ominął, zostając sam na sam z pokoikiem. Kiedy więc wysunął swoją propozycję, kobieta kiwnęła głową bez słowa i zdecydowanym krokiem ruszyła przez salon, przystając tylko na moment, by jednemu z amnwzjatorów szepnąć, że gdyby byli potrzebni to będą na zewnątrz. Cała tragedia rozegrała się w domu, na dworze nic się nie wydarzyło – ale każdy pretekst był przecież dobry. kiedy tak przechodzili przez pomieszczenie, Lestrange rzuciła jeszcze okiem na mugolkę, nadal wyglądała jakby wszystko wokół to tylko jakiś pokręcony, bardzo zły sen. Zupełnie nie umiała się postawić na jej miejscu, nie potrafiła odczuwać tego co ona teraz, ale… ach. Współczuła jej na jakiś tam sposób. Nie jej winą było, że nie urodziła się jako czarodziej.
  - Wszystko w porządku? – zapytała, kiedy byli już na dworze.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#7
25.06.2023, 15:18  ✶  
Przez oczy młodego Rookwooda przebiegł jakiś daleki cień.
- Dla mnie to jak wybór między dżumą a cholerą – sprecyzował wreszcie. Jeden zły, drugi równie wstrętny. Pierwszy uderzający z miejsca, drugi raczący powoli większymi i mniejszymi konsekwencjami aż wreszcie powodujący nieuchronną katastrofę. Leach był groźniejszy, bo próbował rzucać się do mącenia w świecie mugoli, Tuft pozostawał tylko wybranym na drodze nepotyzmu i słabości do jego matki durniem.
Ulysses nie był jawnie wrogi wobec mugoli, mugolaków lub czarodziei półkrwi. Właściwie to nie był wobec nich wrogi nawet w skrytości swojego ducha. W przypadku mugoli mocno popierał opinię Victorii: należeli do innego świata. Ani czarodzieje nie mieli prawa w nim mieszać, ani tym bardziej mugole nie powinni nigdy dowiedzieć się o magii. Na szlamy patrzył ostrożnie, nie do końca przekonany czy rzeczywiście mogli porzucić życie w jednym świecie i przenieść je do drugiego. Minister Magii Nobby Leach i jemu podobny cymbał z dzisiejszego zdarzenia tylko potwierdzali jego obawy. Ale półkrwi? Tu, pewnie młody Rookwood, gdyby tylko zależało mu na forsowaniu swojego zdania, mocno starłby się z ojcem. Nie musiał wielbić mugoli by zajrzeć do statystyk i przekonać się, że czystokrwiste rody były skazane na wymarcie, jeśli więc czarodzieje chcieli istnieć musieli zasilać swoje społeczeństwo mugolakami (i może, w szczególnych przypadkach także osobnikami kompletnie pozbawionymi magii).
Był pragmatykiem, nawet jeśli jego poglądy dla wielu okazałyby się zbyt kontrowersyjne, by je zaakceptować.
Dopiero, gdy znaleźli się na dworze, spięte ramiona młodego Rookwooda nieco się rozluźniły. Nadal wyglądał jakby połknął kij, ale teraz spoglądał z niemałym zainteresowaniem na idealnie ułożone nieforemne kamienie, które odgradzały wysypaną białym żwirkiem ścieżkę od trawnika.
Nie odpowiedział na pytanie Victorii. Czy było w porządku? Z nim jak najbardziej. Przecież tragedia, która wydarzyła się w tym domu nie była jego cierpieniem. Ale jednocześnie nie chciał tego pamiętać. Nie w tych wszystkich szczegółach, które musiałyby potem pozostać w jego głowie na całą wieczność, nawet wtedy gdy całe wydarzenie stanie się dla innych wytartą, kilkusekundową migawką.
- Słyszałem ostatnio, że Leach zaczął podupadać na zdrowiu – powiedział, zamiast skupiać się na własnych emocjach. Prywatnie sądził, że albo rzeczywiście był chory, albo wreszcie komuś na tyle zaszedł za skórę, że postanowił zrobić z nim porządek. Kto wie? Może nawet była to jakaś większa zmowa, o której młody Rookwood ani nie wiedział, ani nie chciał wiedzieć? Bo gdyby wiedział, gdyby przyszło mu zmierzyć się z kolejnymi faktami, mógłby z irytacją uświadomić sobie, że chociaż mugole nie mieli magii, dawno już wyszli z epoki średniowiecznych trucizn, które tak ukochali czarodzieje. – Ale wtedy… - zamyślił się, nie wiedząc jak powinien skończyć swoją myśl. – Może choroba pomoże mu w zrozumieniu, że są rzeczy ważniejsze niż wtrącanie się w to, w co nie powinien.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
30.06.2023, 00:00  ✶  

Niebezpiecznie mogło być wydawać pewne osądy na głos – osądy dotyczące byłego Ministra Magii. Gdyby ich rodzice usłyszeli cóż ten Ulysses opowiada… Chester by się chyba wywrócił i poczerwieniał ze złości, Isabelle zgromiłaby go srogim spojrzeniem. Ale nie było tutaj ich rodziców, byli sami i w odpowiedzi na stwierdzenie Rookwooda, Tori się po prostu uśmiechnęła. Bo miał rację. Tak było źle, tak niedobrze. Ale w opcjach politycznych, Victoria miała wrażenie, nigdy nie było dobrze, nigdy biało, nigdy też do końca czarno (chociaż to co myślała o Leachu… cóż, bliżej było temu do czerni niż bieli). Ale tak to już było, że życie i świat składały się z odcieni szarości – albo różu, bo niektórzy widzieli wszystko w tym wesołym kolorze, przez zabarwione szkiełka okularów, nie dostrzegając, tych wszystkich smutków i negatywów.

Nie pierwszy to raz okazywało się, że mieli tak podobne zdanie i spojrzenie na wiele rzeczy. Ciekawe skąd się to brało? Patrzyli przez krzywe zwierciadło, bardzo podobne, na wartości, jakie próbowali im przekazać ich rodzice? A może była to kwestia pokolenia i krwi, jaką mieli w żyłach, w końcu Ulysses spokrewniony był z Parkinsonami przez swoją babkę, która pochodziła z tamtej linii. Może to w tej generacji obudziło się w potomkach serce do eksploracji, poznawania świata. Victoria wiele lat zaczytana była w księgach (do teraz zresztą pochłaniała wiele różnych tytułów), bywając stałą bywalczynią bibliotek wszelakich, a zwłaszcza tej, którą opiekowała się ich rodzina, Parkinsonowie – strona jej matki. Więc zdanie o mugolach jakie miała Victoria Ulysses już znał, zaś jeśli o szlamy chodziło… cóż. Nie wyzywała ich od szlam, była ponad to, najczęściej jednak po prostu nie prowadziła z nimi prywatnych interakcji, o ile nie musiała. Dlaczego? Z bardzo podobnego powodu: ostrożności. Nie ufała im, nie tak do końca. Tak, byli czarodziejami, ewidentnie Matka obdarzyła ich wrażliwością na moc i umiejętnością jej kontrolowania, ale znaczna większość zbyt bardzo… tęskniła do swojego mugolskiego świata. Nie ufała im do końca, choć oczywiście były przypadki, które tak pokochały świat magii, że za nic wrócić do mugolskiego nie chciały. I to potrafiła zrozumieć. Ktoś taki jak Leach jednak… nie pokazał, że można mu ufać, powierzyć cokolwiek. Zachłysnął się… i tylko nakręcał spiralę. Czarodzieje półkrwi byli zaś przez Lestrange traktowani zupełnie normalnie. Byli czarodziejami. Nie ich wina, że ktoś w ich rodzinie kiedyś wpuścił do łoża mugola albo szlamę. Nie byli tej najczystszej krwi, ale to nic – w końcu by była wyjątkowa, to nie każdy mógł ją mieć w żyłach, ot i tyle.

- No cóż… Może to tylko przykrywka, żeby z ostatkami twarzy odejść od stołka – stwierdziła, zapatrzywszy się na kwiaty, które rosły pod płotem i delikatnie kołysały się na wietrze. Victoria absolutnie kochała kwiaty, w domu to ona była odpowiedzialna za cały ogród – poprosiła nawet o odprawienie ogrodnika, bo uważała, że zajmie się tym wszystkim lepiej. I była pewna, że tak właśnie jest. - Albo się pochorował ze stresu – albo ktoś go podtruł, żeby się go zwyczajnie pozbyć. To była trzecia opcja, którą należało brać pod uwagę, ale pewnie (znowu) nikt rozsądny nie mówiłby o niej na głos. Pozostawała niewypowiedziana, ale kto mądrzejszy, na pewno brał ją pod uwagę. I nie wątpiła, że Ulysses również o tym pomyślał, bo miała go za szalenie inteligentnego faceta. - Życzę mu tego, by zajął się swoim życiem, a nie życiami innych, tak – podchwyciła jego myśl i ubrała ją w może nieco inne słowa. Po tym na moment nastała cisza, w której kobieta lekko przechyliła głowę, jakby i ona kładła się pod wpływem wiatru jak łodygi tulipanów i kosmosów, które tutaj rosły. - Podoba ci się tutaj? Myślisz, że mógłbyś tutaj mieszkać? – zapytała po chwili, wydawałoby się, że bezmyślnie – ale to było jedynie wyobrażenie.

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#9
06.07.2023, 00:23  ✶  
Ulysses odwrócił głowę by popatrzeć na Victorię, a widząc że obserwowała kwiaty, sam zwrócił na nie uwagę. Ale nie dostrzegał ich piękna. Rejestrował wzrokiem ciężkie od nektaru kielichy i rozkwitłe pąki, myśląc tylko o tym, że za dzień, może za dwa, ich pierwsze płatki zaczną spadać na ziemię aż wreszcie kwiaty zostaną z nich ogołocone zupełnie, zaczną przypominać wbite w ziemię pałąki, będą schły, gniły i może, jeśli to był akurat ten rodzaj kwiatów, zdążą się jeszcze odrodzić i rozkwitnąć na nowo. A tak poza tym, co dręczyło jego pedantyczną naturę, opadające płatki wprowadzą w to miejsce niepotrzebny bałagan. Ciekawe czy mugole je zgrabią? On by je zgrabił albo wysłałby skrzata domowego, by to zrobił.
- Może – zgodził się ze swoją rozmówczynią, znowu kierując uwagę na Leacha. – I znowu może. – Ale wtedy pewnie jednak okazałby się bardziej skory do refleksji niż zakładali. Młody Rookwood nie był do końca przekonany czy ta refleksyjność pasowałaby do rysującego mu się przed oczami obrazu Ministra Magii. – A ja życzę mu mądrzejszych doradców niż ich obecnie ma – dodał. Albo emerytury. Wbrew wszystkiemu nie życzył Leachowi śmierci, życzył odejścia i zajęcia się jakimiś mniej głośnymi i kontrowersyjnymi rzeczami.
Obrócił się powoli wokół własnej osi, jakby rzeczywiście próbował ocenić, czy mógłby tutaj zamieszkać. Wbrew wszystkiemu odpowiedź na to pytanie nie była aż tak prosta, jak mogłoby się wydawać. I nie chodziło o to, że mugolski dom wraz z ogrodem były dużo poniżej oczekiwań Ulyssesa. Dawały pewną prywatność i niezależność a z wiekiem coraz bardziej zaczynał doceniać obydwa.
- Nie – odpowiedział jednak. – Za często korzystam z magii. Obawiam się, że musiałabyś pojawiać się na interwencji w pobliżu tego domu średnio trzy razy w tygodniu, gdybym tu zamieszkał. – Zażartował. A właściwie to próbował zażartować, bo wypowiedziane matowym, zbyt poważnym na jego wiek i twarz głosem słowa, raczej nie wybrzmiewały zabawnie. – A ty? Myślisz, że byłabyś w stanie zamieszkać w takim domu? Może w jakiejś… Może jakby stał w jakimś ustronnym miejscu w Little Hangleton? – zainteresował się.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Porzucam temat Tufta, bo okazało się, że linia czasowa między książkowym lore a lore gry tu się trochę rozjeżdża. Uznajmy więc po prostu, że Ulysses gadał jakieś głupoty i przestał.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#10
10.07.2023, 18:58  ✶  

To już było tak, że jedni lubili kwiaty, a inni nie. Dla niej były wspaniałe – i ze względu na walory wzrokowe i zapachowe. Płatki opadały, pyłki przyprószały biurko bądź trawę wokół, ale zwykle wystarczył wiatr, by to uprzątnąć, albo jedno machnięcie różdżką. Pod względem ładu i porządku nie byli wcale różni, Ulysses maniakalnie układał wszystko jak od linijki, nic nie mogło być przypadkowe i Victoria robiła dokładnie to samo. Do kwiatów jednak miała słabość – roślin w ogóle. Tych dekoracyjnych i tych wykorzystywanych w alchemii, którą była zafascynowana równie mocno. Na szczęście czarodzieje nie byli uzależnieni od grabi.

- Musiałby ich najpierw jeszcze słuchać – dodała, kończąc temat Leacha. Jedno było pewne – wywodząc się z podobnego środowiska, odebrawszy podobne wychowanie, Ulysses i Victoria mieli bardzo podobne zdanie odnośnie upadłego Ministra Magii.

Pokiwała głową, uśmiechając się pod nosem, kiedy Rookwood dał odpowiedź na jej pytanie. Z jej strony to była ciekawość, chciała wiedzieć, co myśli, biorąc pod uwagę rozmowę o Ministrze, ale też pracując w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym. Czy to wpływało na jego poglądy odnośnie zamieszkania? Ale odpowiedź jej nie zawiodła. Jakoś nie wyobrażała sobie Ulyssesa mieszkającego w podobnym domu, już nie wspominając nawet o tym, że pośród mugoli.

- Na pewno nie. Jakoś… brakuje mi w nim pewnego rodzaju duszy. No i nie mogłabym tutaj hodować wielu roślin – bo kto to widział na przykład wrzeszczącego żonkila, gryzące cebule albo mandragory w otoczeniu mugoli. Nie. Dobrze jej było w przestronnej rezydencji, z dużą ilością przestrzeni na ogród. Z dala od niemagicznych. - Ale w samym Little Hangleton… Czy ja wiem. Pewnie nie miałabym nic przeciwko, chociaż nic nie równa się z polami i lasami wokół Doliny Godryka – odpowiedziała i odwróciła się, by zerknąć przez okno do domu. Chyba chcieli jeszcze ich pomocy.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ulysses Rookwood (2172), Victoria Lestrange (2632)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa