Jej wizja też była w porządku, wręcz ciekawa czy intrygująca ale bardziej na jakiś pogrzeb, niż urodziny. W dniu swojego święta należało się cieszyć, imprezować i niczego nie żałować. Nie mógł oczekiwać, że Anne zrozumie jego przekaz ale liczył w głębi duszy, że tak się jednak stanie. Z drugiej strony czy każdy nie interpretował sztuki na swój własny sposób?
Nie musiała umieć grać w szachy. Najważniejsze, że zrozumiała o co mu chodzi i chciała to zrobić. Stanley specjalnie porównał to do tej gry aby zwiększyć trochę swój udział w całym procesie tworzenia. No bo jakby to inaczej wyglądało jakby powiedział matce, że na początku tylko wspomniał Stelli co chce i nie brał udziału w dalszych pracach? Prawdę mówiąc nie zamierzał robić nic innego po za wymyśleniem idei, bo nie potrafił i jedyne co mógł robić to wymieniać jej wodę czy podawać pędzle. Z tym również by nie miał najmniejszego problemu, jeżeli zyskałby kolejnych kilka procent udziałów w całym obrazie.
- A myślałem, że tylko na mnie - zażartował aby jeszcze rozluźnić sytuację. Może Borgin miał z malowaniem więcej wspólnego niż mu się mogło wydawać? Skoro zarówno on, jak i jej talent ją denerwowały. Pozostawała tylko jedna kwestia do wyjaśnienia - kto prowadził w tym wyścigu podnoszenia ciśnienia u Avery.
- Nie będziesz przeszkadzać. Nigdy nie przeszkadzasz - zapewnił ją. Jak mogła tak w ogóle pomyśleć? - Przyjdź. Anne się ucieszy. Ja również. Nie będzie nikogo więcej, więc nikt nie będzie bombardował pytaniami ani nic z tych rzeczy - dodał. Gdyby sam miał spędzić te urodziny ze swoją rodzicielką to zapewne przekazałby jej prezent, wypił lampkę wina w akompaniamencie stu lat, a następnie poszedł spać bo praca w ministerstwie nie wybiera. Ale z drugiej strony jeżeli miałaby się na nich pojawić Stella to zmieniłoby całkowicie bieg wydarzeń, a i zapewne on sam by się bardziej postarał.
Powtórzyłby jej to jeszcze milion razy jakby tylko chciała. Mógłby jej nawet wysyłać codziennie list z taką wiadomością gdyby miała taką zachciankę. No cóż... Lekko mu odbiło na jej punkcie ale to mogła już wcześniej zauważyć - Wierzę, że będzie perfekcyjny. Nawet jeżeli Ty w to nie wierzysz, to ja to robię. Za równo w Ciebie jak i efekt końcowy - odparł. Nie było mowy aby to zepsuła. Kto jak kto ale panna Avery miała coś źle namalować? Nie wchodziło w rachubę. Stanley w ogóle nie dopuszczał takiej możliwości do swojej głowy.
Pokiwał głową na jej słowa odnośnie pochodzenia wiadomości. Długo oczekiwał na odpowiedź z Ministerstwa. List z pewną prośbą napisał do nich dobry miesiąc temu i tak czekał na cokolwiek. Specjalnie go tu dzisiaj przyniósł aby odczytać go przy Stelli, wszak wiedział o co pytał, a nie znał jedynie werdyktu - No już otwieram. Nie gorączkuj się tak bo się jeszcze rozchorujesz - zaczął powoli wyjmować kartkę z koperty. Robił to specjalnie, trochę na przekór aby się lekko podroczyć. W końcu udało mu się wyjąć całą, odchrząknął i wziął się za czytanie - Szanowny Pan Stanley Andrew Borgin... To o mnie... - uśmiechnął się do niej, a następnie wskazał palcem na siebie aby miała pewność, że chodzi o niego, gdyby jednak nie była pewna kogo się tyczył ten list. Z drugiej strony złapał go lekki stres, ponieważ bal się tego co zaraz może przeczytać - Hmmm... Nudy... - mówił pod nosem jakieś formułki prawne, które go wcale nie interesowały i nie dużo z nich rozumiał prawdę mówiąc - O! Tu coś ciekawego... Zgodnie z pańską prośbą z dnia 28 kwietnia 1970 roku, numer sprawy 70/IV/28/14567XC88, o przyznanie terminu egzaminu Aurorskiego, pragnę poinformować, że komisja złożyła pozytywną opinię dotyczącą tej sprawy i wyznaczyła następujący termin - 23 października bieżącego roku o godzinie 8:00. Część praktyczna zostanie poprzedzona testem teoretycznym. Proszę się nie spóźnić. Z wyrazami szacunku, H.Schmidt, starszy referent do spraw wewnętrznych Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziei... - przeczytał, oddychając z ulgą, co dało się zauważyć. Przymknął oczy, a następnie wypuścił ciężko powietrze. Jest zgoda... Udało się... Jeszcze do niego nie doszła pozytywna opinia komisji bo inaczej ponownie rzuciłby się na Stellę aby ją wyściskać z tego całego szczęścia.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972