Patrick trochę przeceniał Victorię, ale może to była jakiegoś rodzaju paranoja już teraz – bo nie bardzo ją obchodziło jak zażyłą mieli relację, czy są w stanie na siebie wpływać, czy też nie. To była ich sprawa, tak długo jak nikomu nie robili tym krzywdy. Obchodziło ją to, by koleżanka, która ucierpiała na wspólnej „misji” – jakkolwiek by tego nie nazwać, ale Mavelle była partnerką Victorii na czas całego Beltane i w pewien sposób czuła się za nią trochę odpowiedzialna – otrzymała odpowiednią pomoc. I może sama nie była przy tym łagodna, delikatna i empatyczna, może Mavelle odbierała to jako pewną szorstkość i głaskanie pod włos, ale Lestrange nie życzyła jej tym źle, wręcz przeciwnie. Życzyła jej jak najlepiej i martwiła się o nią. Gdyby była bardziej sprawna, to sama próbowałaby rozpraszać ewentualne ciążące na kobiecie zaklęcie – bo choć nie była medykiem ani klątwołamaczem, to na rozpraszaniu magii znała się naprawdę dobrze.
I żeby nie było wątpliwości – Victoria też znowu wybrałaby tę samą drogę. Może pewne rzeczy zrobiłaby nieco inaczej, gdyby nie była tak oślepiona dziwną wizją, jaką zobaczyła w głowie, ale ostatecznie rezultat pewnie byłby bardzo podobny.
– Wydaje mi się, że gdybyśmy przeszli je zbyt dobrze…. To już byśmy nie wrócili. Ale może. Nie wiem – głos, jaki wtedy słyszeli, mówił, że nie będzie powrotu do tego, co wiąże ich z innymi… Tylko nie wiadomo było w zasadzie jak to rozumieć i jak to tłumaczyć. Co to znaczyło? Że nie będzie do czego wrócić? Czy że przejdą zmianę, która nie będzie możliwa do odwrócenia? Mieli zbyt mało danych… Tym niemniej i Victorii nie wydawało się, by to było osłabienie. Owszem, osłabiona była, była też zmęczona, ale zimno utrzymywało się zbyt długo i było zbyt mocne, a otrzymali pomoc już kilka dobrych godzin temu. – Martwię się o Atreusa – wymamrotała pod nosem, właśnie dlatego, że bała się, że to przez nią ciągle się nie budził. Czy to była jej wina? Czy to wszystko nie było jej winą, jej słów, jej wizji? Na pewno było to coś, co będzie musiała przepracować. Jakoś.
Ale póki co nie była w zadnej formie, ani fizycznej, ani psychicznej, by długo o tym wszystkim rozmyślać. Widząc, że Patrick najwyraźniej zasnął (chyba pisanie tego listu zmęczyło go nieco zbyt mocno), sama przymknęła oczy, próbując jakoś ogrzać się pod tym kocem. Nic to jednak nie dawało. I choć cierpiała na bezsenność, to dzisiaj była wymęczona tak bardzo, że w końcu i jej udało się zasnąć.