Musiała wyjść z pokoju Idy jak najprędzej. W innych okolicznościach chciałaby zostać tam dłużej, by chociażby kontrolować stan nieprzytomnej czarownicy, w miarę możliwości wesprzeć Moody'ego w tych trudnych dla niego chwilach. Niestety, to co się wydarzyło, tylko dolało oliwy do ognia. Nie powinna. Powinna natychmiast odwrócić wzrok, zamknąć oczy, odsunąć się, nie patrzeć. Przecież to nie była pierwsza taka sytuacja w życiu, gdy jako dziecko zapominała się, zdarzało się jej również otrzymać podobną do dzisiejszej reakcję. Czy Moody przesadził? Raczej nie. Na pewno nie. Brała na siebie pełną winę, nie mogła mieć mu tego za złe. Naprawdę nie chciała, żeby tak wyszło. A teraz... jak po tym wszystkim mieli wrócić do normalności?
Pojawiła się na korytarzu z zamiarem pospiesznego udania się do siebie do gabinetu. Potrzebowała kilka minut dla siebie w samotności. Żeby opanować emocje, jakie w niej buzowały. Żeby opanować to pierdolone trzecie oko, które nijak chciało współpracować. Miała opuszczoną głowę i niemal wpadła na stojącą przed wejściem Brennę.
- Co Ty tu ro...- zaczęła. Teleportacja działała? Czy może starsza Longbottom doskonale wszystko słyszała? Zdolność dostrzegania aur nie ustępowała - dostrzegła świetlistą łunę, jaka otaczała jej kuzynkę. Momentalnie odwróciła głowę w bok, nie chcąc zdenerwować kolejnej, bliskiej jej osoby. - Zrobiłam coś złego. To znaczy... nie zrobiłam tego specjalnie, było to poza moją kontrolą, ale zrobiłam to, więc to moja wina. Pójdziemy stąd? Nie wiem czy powinnam tu teraz.. - wyrzucała z siebie. O ile wcześniej wolała być sama, tak widok kuzynki sprawił, że odrobinę jej ulżyło. Teraz już na pewno będzie dobrze. Brenna była jak dobry znak, który zwiastował lepsze czasy. Na pewno jej pomoże.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final