01.05.2023, 17:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:41 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
Sierpień 1969 roku
Kiedy opuszczał cyrk lata temu, nigdy nie podejrzewał, że przyjdzie mu do niego wrócić. I to nie tylko wrócić – przed chwilą przyszło mu się o zgodę na ten powrót płaszczyć przed Aleksandrem i... Nie mógł uwierzyć, że zmieniło się tutaj tak wiele. To oczywiście nie jest tak, chciał wrócić tak po prostu, nie mógł przecież zakładać przyjęcia z otwartymi ramionami po tym jak porzucił ich na lata, po prostu nawet pomimo głębokiego zrozumienia zachowań ludzkich, nie spodziewał się dostania w gębę już na wejściu, ani że to akurat Al zostanie nowym zarządcą cyrku. Słyszał o pogrzebie Tully'ego (oczywiście nie raczył się na nim pojawić), ale dopiero teraz, kiedy siedział na ziemi przy jednym z wozów, przykładając zawinięty w koszulkę lód do wielkiego lima pod swoim prawym okiem, do Flynna dotarło, jak mało musiał Aleksandra przez te wszystkie lata rozumieć. Gdyby miał wywróżyć mu w ciemno jakąś przyszłość, to zgadywałby ucieczkę również z jego strony. Widziałby go jako jednego z tych białych kołnierzyków, co się snuli po Londynie przejęci notowaniami na giełdzie i prosperowaniem ich firmy, a nie tutaj – w tej dziurze, do której wracali nieliczni, próbującego utrzymać przy życiu koncepcję udawanej rodziny. Aleksander wydawał mu się na to wszystko zbyt mądry i zbyt opanowany, żeby przemówić komukolwiek pokroju Flynna do głowy. Jak widać, wróżbita był z niego marny. Pomylił się wielce, ale przynajmniej uzyskał odpowiedź na to, czy ktokolwiek tutaj za nim tęsknił. Tak – tęskniono za nim, bo chociaż ból dudnił mu w głowie dosyć mocno, a normalny człowiek akt przemocy odebrałby jako coś negatywnego, dla Flynna było to naturalną próbą zabrania głosu językiem rozmówcy.
Nie miał już siły się kłócić. Z nikim. I nikt ze starszyzny nie miał ochoty kłócić się z nim. Przyjęli go z powrotem, ale jednocześnie zostawili go tutaj samego, rzucając dla towarzystwa jedynie gorzkie: jesteś naszym bratem i zawsze będziesz mógł tu wrócić, ale powinieneś być dla nas takim samym oparciem, a ty nas zostawiłeś.
Wolałby, żeby go za to obłożyli kijami, żeby się na niego wydarli, żeby podbili mu drugie oko w imię tak uwielbianej przez nich symetrii. Zniósłby naprawdę duże pokłady fizycznego bólu, ale nie TO. Nie smutną prawdę, nie bycie piekielnym rozczarowaniem, bo chociaż przez te wszystkie lata naprawdę intensywnie wmawiał sobie, że nie chce tu być... okłamywał się przecież. Gdyby naprawdę nie chciał tu być, w ogóle by o tym miejscu nie myślał. Skończył więc jako trzydziestolatek przyłapujący się na tym, że w ogóle nie udało mu się dorosnąć. Był wciąż cholernie, niewyobrażalnie wręcz głupi.
Siedział tutaj sam, z dala od wszystkich. Zastanawiał się, czy zawsze zachowywali się tak głośno i radośnie jak dzisiejszej nocy, czy chcieli po prostu zrobić mu na złość. Pomijając to, że niezbyt lubił duże zbiorowiska, to teraz dodatkowo nie czuł się gotowy na to, żeby do nich dołączyć. Czy istniała w ogóle szansa na nawiązanie z nimi dobrych relacji, czy zniszczył to bezpowrotnie? Widział, jak zerkają na niego raz na jakiś czas. Szeptali do siebie ukradkiem, być może o nim, być może o Aleksandrze, który siedział tam teraz tak cicho jak nigdy i nie spojrzał w stronę Flynna ani razu.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.