Drobna postać młodej czarodziejki odrobinę za bardzo wyróżniała się z mugolskiego tłumu ludzi. Odziana we wzorzysty, wiosenny płaszczyk, z popielatymi włosami i głęboką torbą pełną rzeczy nieznanych niemagom, musiała w ich oczach uchodzić za hipiskę, ale było to wrażenie mylące - Sarah nie miała zielonego pojęcia, kim są hipisi, chociaż ich podejście do życia na pewno znalazłoby specjalne miejsce w jej sercu. Patrzyła w górę, wzdłuż eleganckiej elewacji domu Crouchów... to znaczy, miała nadzieję, że to dom państwa Crouch, ale ściskała kartkę z adresem tak długo, że tusz na niej rozmazał się od jej spoconych dłoni. Teraz była trochę brudna na ręce - czerń wżarła się w bladą skórę tak, że pewnie nie domyje tego do jutra. No i musiała zdać się teraz na własną intuicję. Nie wiedziała, jak wyobrażać sobie rezydencję kogoś takiego, ale tajemniczość okalająca ten budynek budziło jej kreatywność - od razu zastanawiała się, jakież to tajemnice mogą skrywać się za tymi drzwiami. To musiało być to! Nie wiedziała, czy Crouchowie nie posiadali tablicy adresowej, czy po prostu nie zauważyła jej przez swoją ciamajdowatość - po prostu zgadła, że to musiało być miejsce, którego szukała.
I miała rację.
Bez problemu otworzyła bramkę i weszła na teren posesji. Pogoda tego dnia była łaskawa dla jej marzeń i planów - bezchmurne niebo towarzyszyło jej całą drogę i... Szczerze mówiąc, maczała w tym palce. Miała już dość wichur i niepowodzeń. Tego dnia chciała czuć na swojej skórze promienie słońca.
- Dzień dobly! - Zaświegotała, pukając w solidne drzwi. Te otworzyły się o wiele szybciej, niż Macmillan się tego spodziewała. Uśmiechnęła się szeroko do kobiety, która zmierzyła ją zmieszanym spojrzeniem - była w końcu niezapowiedzianym gościem. - Dzień dobly! - Powtórzyła, witając się tanecznym ruchem, a wiatr zawiał odrobinę delikatniej, niosąc ze sobą towarzyszący kapłance zapach świeżych kwiatów i ziół. - Szukam pana Maltina Cloucha, tłumacza. Pszybylam w splawach uh... biznesowych? - Zniżyła głos. - T-tak się mówi, plawda? Chodzi mi o to, że potszebuje pszetłumaczyć kilka tekstów...
a flower of melodrama
in eternal bloom.