• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[01.12.1970] zawsze może być gorzej | Stella & Stanley

[01.12.1970] zawsze może być gorzej | Stella & Stanley
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#1
07.08.2023, 08:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:37 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

Ostatni okres nie był dla niej najłaskawszy. Próbowała jakoś poradzić sobie z ogarnięciem Stanleya, którego matka odeszła niespodziewanie. Nie było to wcale takie proste, zważając na jej brak doświadczenia w podobnych sprawach. Robiła, co mogła aby go wesprzeć. Miała nadzieję, że jakoś sobie z tym poradzą, że razem są w stanie stawić czoła nawet takim przeciwnościom losu.

Po drodze musiała udawać na ślubie Kordelii, że wszystko jest w porządku, że jej życie wcale nie zaczęło się sypać. Szczególnie, że również na nią był skierowane oczy gości, była w końcu młodszą siostrą panny młodej. Musiała trzymać fason, jak zawsze próbowała zrobić wszystko, aby nikt nie zadawał niewygodnych pytań, co wcale nie było takie proste. Miało być dobrze, mieli już to za sobą, jednak powinna się spodziewać, że życie nie jest takie kolorowe.

Dwudziesty siódmy listopada okazał się być najgorszym dniem w jej życiu. Spędzała wieczór z siostrą i jej mężem. Jadła z nimi kolację, jako, że zaprosili ją do swojego nowego gniazdka. Miała świadomość, że Kordelia jest raczej średnio zadowolona z tego całego ślubu. Kto by nie był, skoro rodzice zaaranżowali mariaż. Mimo wszystko Martin wydawał się być naprawdę nieszkodliwym osobnikiem i Stella miała wrażenie, że mogą zbudować razem zgodne małżeństwo. Nie sądziła, że sprawy potoczą się w ten sposób.

Dwudziestego siódmego listopada straciła jedną z najbliższych osób w swoim życiu. Nie pomogła jej. Nie zauważyła, że potrzebuje pomocy. Znalazła ją w wannie. Nieżywą. Było za późno, żeby jej pomóc. Jej siostra - zimna jak lód, z oczami w których nie było już życia, które sama postanowiła sobie odebrać.

Stella nie wychodziła z domu. Wiedziała, że nie są na tyle anonimowi, żeby ten skandal nie przeszedł bez echa. Pogrzeb miał się odbyć za kilka dni. Będzie musiała się na nim pojawić, aby towarzyszyć Kordelii w tym ostatnim dniu. Póki co jednak nie opuszczała swojego mieszkania. Siedziała w łóżku w towarzystwie kilku butelek. Radziła sobie, jak mogła z tym, z czym przyszło jej się mierzyć. Alkohol skutecznie znieczulał. Powodował, że sen mógł przyjść chociaż na chwilę. Sny nie były przyjemne, ciągle przychodziła do niej wizja Kordelii w wannie. Nie potrafiła z tym nic zrobić. Nie rozmawiała również z nikim od kiedy ją znalazła. Nie powiedziała ani słowa. Czuła się winna temu wszystkiemu. Powinna dostrzec, jaka była nieszczęśliwa - nie zauważyła jednak tego.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#2
07.08.2023, 20:45  ✶  

Od zbawiennej wizyty Stelli minął dobry miesiąc. Stanley z każdym dniem stawał coraz bardziej na nogi - robił to krok po kroku niczym małe dziecko, które właśnie uczy się chodzić. I tak też po części było w jego życiu, wszak uczył się funkcjonować od początku. Zgodnie z tym co obiecał pannie Avery, wziął się w garść aby zawalczyć w zasadzie o wszystko. To właśnie ona napędzała w nim chęci do tego aby dalej stąpać pośród żywych na tej ziemi.

Na przestrzeni kilku ostatnich tygodni pozałatwiał wszelkie ważniejsze sprawy związane ze śmiercią Anne ale również własnym urlopem w Ministerstwie. Miał z tym wszystkim trochę papierkowej roboty ale jako zaprawiony w boju brygadzista, dla którego wypełnianie raportów było chlebem powszednim, nie czuł żadnego wyzwania. Wiedział, że im wcześniej zacznie tym szybciej skończy. Przełożeni Borgina nie robili żadnych problemów - rozumieli jego przypadek, składając przy okazji, na pierwszy rzut oka, szczere kondolencje. Nawet jeżeli nie pochodziły one prosto z serca to było to po prostu miłe i tego wymagały pewne szeroko przyjęte zasady kultury czy zwykłego ludzkiego wychowania.

Koniec listopada spędził w rodzinnej rezydencji Borginów do której udał się na zaproszenie kuzynostwa. Odpoczynek od zgiełku Londynu też sprawił, że Stanley nabrał dodatkowych sił. Prawdę mówiąc i tak nie miał nic ciekawszego do roboty, niż wyjazd ze stolicy na kilka dni. Miał dwu miesięczna przerwę od pracy, a Stella w końcu miała ślub siostry za pasem. Borgin nie chciał się narzucać i tym samym dać jej trochę odpocząć od siebie, zwłaszcza po tym co dla niego zrobiła. I mimo tego, że najchętniej poszedłby z Avery na ślub jej rodzeństwa, chcąc tym samym pokazać wszystkim wokół, że na szukanie dla Stelli jakiegoś idealnego kandydata jest już za późno, wiedział że nie mogą i nie powinni tego robić. Wszystko więc się idealnie ułożyło, a wyjazd do rodziny nie przeszkodził w żadnych planach.

Pierwszy grudnia był dniem w którym postanowił wrócić do swojego świata. Nadal trochę zagubionego i opustoszałego ale z nadzieją na przyszły rok. Kiedy tylko znalazł się na ulicy Horyzontalnej, wpadł do swojego mieszkania zostawiając wszelkie klamoty jakie tylko miał i czym prędzej udał się do Stelli aby ją odwiedzić. Nie widzieli się dobry tydzień, jeżeli nawet nie dłużej. Stanley był bardzo ciekaw jak wypadł ślub i przede wszystkim jak bawiła się na nim panna Avery. Tym razem wybrał dogodniejszą porę na wizytę. Zdecydował się przyjść punkt 12, a nie wieczorem czy w środku nocy jak to miewał w zwyczaju.

Był w takim pośpiechu, że zapomniał zabrać wyrwanej kartki z atlasu roślin z opisem dalii aby móc pokazać je sprzedawczyni. Borgin nadal był nogą z nauk przyrodniczych, chociaż te kwiaty kojarzył już coraz bardziej, zawsze wyszukując ich na straganie. Los jednak chciał aby te nie zostały dzisiaj przekazane do dłoni nowej właścicielki. Nie podłamując się tym faktem, wdrapał się na ostatnie piętro i zapukał do drzwi. Tych bardzo dobrze mu znanych drzwi, gdzie zawsze mógł liczyć na pomoc i wsparcie.

I w ten oto sposób stał w swoim nie nagannym zaroście, ubrany w świeżo wyprasowaną koszulę i płaszcz z którym nigdy się nie rozstawał. Nie zdawał sobie jednak jeszcze sprawy z tego co się stało i że nieszczęścia chodzą parami....



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#3
11.08.2023, 23:29  ✶  

Minął miesiąc, może trochę ponad, a zdążyło jej się rozsypać życie, kto by się tego spodziewał, że tak krótki czas może przynieść tyle zmian. Jeszcze dwa miesiące temu wszystko było w porządku. Matka Stanleya żyła, Kordelia żyła, byli bliscy jego egzaminów aurorskich, wszystko zmierzało ku dobremu. Jak widać los tego nie chciał. Bardzo mocno namieszał, w tak krótkim czasie spotkały ich rzeczy, których zupełnie się nie spodziewali, a które niosły ze sobą potężne konsekwencje.

Udało jej się trochę podnieść na duchu Borgina. Może skorzystała z umiejętności, których nie powinna używać w takiej sytuacji, ale chodziło o większe dobro. Najwyraźniej zadziałało, a to było dla niej w tamtym momencie najważniejsze. Może kiedyś mu powie, przyzna się do tego, póki co jednak nie czuła takiej potrzeby, przynajmniej wcześniej.

Wiedziała, że Stanley wybrał się na urlop. Uważała, że to mu dobrze zrobi. Takie ucieczki od zgiełku bywały uzdrawiające, szczególnie z rodziną. Sama Stella mogła się dzięki temu w pełni zaangażować w ślub swojej starszej siostry. Wiedziała bowiem, że Borgin jest pod doskonałą opieką.

Zbliżał się czas ponownego spotkania, wiedziała o tym. Tyle, że po drodze trochę się zmieniło. Przestała o tym myśleć, teraz liczyło się dla niej coś zupełnie innego. Strata, która ją spotkała była ogromna. W końcu miała tylko jedną siostrę, zresztą od zawsze były ze sobą bardzo blisko. Może ostatnio nieco się od siebie oddaliły, Stella nie mówiła jej o wszystkim - bo wiedziała, że może się to skończyć źle, jednak Kordelia była nadal bardzo bliska jej sercu. Zresztą spędziły razem praktycznie całe życie. Trudno jej było się pogodzić z tym, co się wydarzyło. Miała do siebie ogromny żal, że nie zareagowała wcześniej. Siostra musiała być okropnie nieszczęśliwa, skoro zdecydowała się podjąć taką decyzję. Avery nie umiała jeszcze tego zrozumieć, zaakceptować.

Pogrzeb zbliżał się wielkimi krokami. Za kilka dni będzie musiała wyłonić się ze swojej jaskini i pokazać wszystkim. Nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Wiedziała, że będą na nią patrzeć, szeptać, plotkować - to było okropne. Nie miała pojęcia, jak sobie z tym poradzi, a najgorsze było to, że Stanley nie mógł być tam z nią, bo jeszcze mieliby kolejny temat do plotkowania.

Nalewała sobie właśnie kolejny kieliszek wina, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Nikogo się nie spodziewała, może rodzice chcieli zobaczyć jak się trzyma? Powinna otworzyć, jednak głupio jej było, że doprowadziła się do takiego stanu. Która była właściwie godzina? Ciężko jej było stwierdzić, straciła rachubę czasu. Całe dnie spędzała w łóżku. Spała, piła, płakała, właściwie nie robiła nic więcej. Zazwyczaj nienagannie ubrana, wymuskana wręcz, a dzisiaj w pidżamie, zresztą prysznica najprawdopodobniej też nie brała od kilku dni. Włosy miała związane w niski kucyk, wyglądała jak swoje przeciwieństwo, jak siedem nieszczęść.

Wyszła jednak z łóżka, z kieliszkiem wina w dłoni. Bała się, że może rodzice przyszli ją skontrolować i zaczęliby się niepokoić, gdyby nie otwierała. Powoli ruszyła do drzwi, uchyliła je nie sprawdzając kto się za nimi znajduje.

Dopiero po chwili wyglądnęła na korytarz. Dostrzegła tam Stanleya, który wyglądał, jakby faktycznie mu się polepszyło. Zdecydowanie lepiej od tego, gdy widzieli się ostatni raz. Jednak czas leczył rany? Może tak było w jego przypadku. Ona miała wrażenie, że nigdy nie dojdzie do siebie. - To ty. - Powiedziała cicho. Nie miała pojęcia, czy wiedział o tym, co się wydarzyło, szczególnie, że wyjechał w siną dal, więc pewnie nie był na bieżąco z tym, co działo się na miejscu.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#4
14.08.2023, 23:07  ✶  

Nie miał pojęcia o niczym. Prawdę mówiąc, podczas pobytu w rodzinnym domu, nie dochodziły do niego żadne wiadomości z Londynu czy okolic. Stanley odciął się całkowicie od wszelakich mediów. Może i członkowie rodziny wspominali coś o jakichś pogrzebach czy innych wydarzeniach ale o tym mówi się ciągle - codziennie ktoś umiera, codziennie coś się dzieje. Podczas któregoś z posiłków ktoś mógł wspomnieć o tragedii rodziny Avery ale Borgin nie zwrócił na to jakoś szczególnej uwagi.

Może nie ma jej w domu? Dziwił się oczekując pod drzwiami kiedy po dłuższej chwili nikt go do środka nie wpuścił. Zawsze można było coś usłyszeć ze środka - jakaś muzykę, krzątanie się czy jakiekolwiek oznaki życia. Teraz jednak była cisza, co trochę niepokoiło Stanleya. Kiedy już chciał się odwrócić na pięcie aby wrócić do siebie i najpewniej przyjść później, usłyszał dźwięk zamka - drzwi się otworzyły. Głos, który go przywitał nie był jednak tak melodyczny jak zawsze. Brakowało w nim w sumie wszystkiego - z chęciami do życia na samym czele. To ty?  Uniósł zdziwioną brew do góry. Trochę już razem przeżyli, bawili się raczej wybornie, czasem się nawet kłócili... Ale nigdy wcześniej nie został przywitany takimi słowami, nawet wtedy kiedy przyszedł do drzwi Stelli pijany jak bela.

- To ja... - odparł, pozwalając sobie potwierdzić, że to rzeczywiście był on. We własnej osobie, nie podrobiony czy nie wymieniony podczas pobytu w rezydencji Borginów. Ten sam Stanley tylko że w dużo lepszym stanie niż jeszcze miesiąc temu - Mogę wejść? - zapytał, rozglądając się wokół po korytarzu jakby chciał się upewnić, że to słowa skierowane do niego czy potrzebował jakiejś zgody lub zaprzeczenia aby przekroczyć próg mieszkania. Prawdę mówiąc nie wiedział czy przyszedł o odpowiedniej porze. Może powinien zrobić w tył zwrot i powrócić na ulicę Horyzontalną? Albo stać uparcie i oczekiwać, aż zostanie wpuszczony - w najgorszym wypadku pozwalając sobie na ewentualne wtargnięcie do środka? Miał dużo czasu, więc mógł sobie na to pozwolić.

Podszedł o krok do drzwi tak aby znaleźć się dosłownie przed nimi. Stanley chciał mieć w razie czego możliwość aby je złapać gdyby Avery próbowała mu je zamknąć przed nosem - Wszystko w porządku? - przekręcił lekko głowę w lewą stronę z zainteresowaniem. Gdyby tylko zdawał sobie sprawę z tego co się stało, wiedziałby, że nic nie jest w porządku, a zadane właśnie pytanie nie należało do najlepszych opcji dialogowych na jakie mógł sobie pozwolić w tym momencie i jest to przede wszystkim pewnego rodzaju faux pas, których tak bardzo chciał unikać w jej towarzystwie.

Im dłużej stał na klatce tym więcej rzeczy mu nie pasowało w tej układance. Po pierwsze nadal tu stał, a po drugie Stella jakby nie była "sobą". Zawsze to była szybka gadka - hej, hej i Stanley już był w środku, zajmując honorowe miejsce na kanapie w salonie. Wesele, aż tak się przedłużyło? W to akurat wątpił. Z ich dwójki to raczej właśnie on był tym bardziej nieodpowiedzialnym w kwestii picia wszelakich trunków alkoholowych. Próbował łączyć wszystkie kropki w całość - zupełnie jakby rozwiązywał w tym momencie jakaś zagadkę z przestępcami. W tym wszystkim najbardziej nie pasował mu fakt, że od wesela minęło już kilka dni, więc nawet poboczne imprezy powinny już się dawno zakończyć. Tutaj musi być jeden element, którego nie dostrzegam Borgin starał się porównać stan Avery do czegoś co już w życiu widział i jedyne co mu przychodził do głowy to była niemoc zebrania się po jakiejś stracie - zupełnie tak samo jak to złapało jednak. Ale czy to mogło mieć rację bytu? Przecież to niemożliwe aby los miał ich tak pokarać.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#5
14.08.2023, 23:48  ✶  

Spodziewała się, że za drzwiami zastanie rodziców. Nie była zupełnie przygotowana na spotkanie ze Stanleyem. Zresztą on sam miał sporo swoich problemów, ona miała mu dołożyć swoich? Nie powinna, tylko, że trudno było się nie domyślić, że coś jest z nią nie tak. Zapuchnięte oczy, pidżama, całokształt. Wyglądała naprawdę jak siedem nieszczęść. No, ale otworzyła te cholerne drzwi. Nie miała wyjścia, musiała zmierzyć się z rzeczywistością, która była okrutna.

Patrzyła na niego, kiedy stała w tych drzwiach. Jej wzrok był jednak pusty, jakby coś w niej zgasło. Zdecydowanie nie dało się nie zauważyć, że coś się zmieniło od ich ostatniego spotkania. Widać było po niej dziwną obojętność. Gdy zapytał, czy może wejść zawahała się przez dłuższą chwilę, co zresztą zauważył, jednak otworzyła w końcu te drzwi na oścież, żeby mógł znaleźć się w środku. Zamknęła za nim drzwi.

Nie odzywała się dłuższą chwilę. Oparła się o drzwi wejściowe i obserwowała jak zmierza w stronę salonu i kanapy. Bywał u niej wiele razy, jednak teraz, pierwszy raz nie wiedziała, jak się zachować. Nie miała pojęcia, co powinna zrobić. Jej życie kilka dni temu rozpadło się na miliony kawałków, trudno jej było o tym mówić. On najwyraźniej nic o tym nie wiedział. Słyszała jego słowa, jednak póki co na nie odpowiedziała. Musiała zebrać się w sobie, jakoś to wszystko ułożyć. Odetchnęła głęboko. Dopiła zawartość kieliszka, który miała w dłoni, po czym ruszyła w stronę salonu, chociaż chwiejnym krokiem skierowała się ku części kuchennej. Wyciągnęła wino i dolała sobie alkoholu do kieliszka. Zdecydowanie nalała zbyt dużo, bo wino wylało się z kieliszka. Upiła więc go trochę, nie przejęła się specjalnie też krwistoczerwoną plamą na blacie.

Spoglądała na mężczyznę, który siedział na kanapie. Starała się jakoś ogarnąć, jednak szło jej to niezbyt dobrze. Skoro wpuściła go do mieszkania musiała mu wyjaśnić to wszystko. Wypadałoby, żeby powiedziała dlaczego zachowuje się w ten sposób. Tylko, czy chciała to zrobić? Tak naprawdę nie rozmawiała jeszcze z nikim o tym, co się wydarzyło. Zamknęła się w tym mieszkaniu i nie dopuszczała do siebie nikogo. Czuła się odpowiedzialna za śmierć siostry, nie opuszczało ją poczucie winy. Wydawało jej się, że nie dostrzegła oznak tego, że to wszystko może potoczyć się właśnie w ten sposób.

Stanley jednak nie był niczemu winny, przyszedł tutaj do niej najwyraźniej zupełnie nieświadomy tego, co ją spotkało. Ruszyła więc w stronę kanapy, na której siedział. W dłoni miała nadal ten kieliszek z winem, którego nie zamierzała prędko odłożyć. Usiadła, póki co bez słowa. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę pustym wzrokiem, aż wreszcie to z siebie wyrzuciła, jednym tchem. - Kordelia nie żyje. - Oczy jej się zaszkliły, mimo, że próbowała nad tym panować. Jak widać zupełnie jej to nie wychodziło.

Przeniosła wzrok na ścianę, która znajdowała się przed nimi i kontynuowała. - Znalazłam ją Stanley. - Pociągnęła łyk wina z kieliszka. - Znalazłam ją w wannie. To nie był wypadek. Ona sama to sobie zrobiła. - Nie dzieliła się jeszcze z nikim tym wszystkim, łzy zaczęły jej płynąć po policzkach. Trudno jej było wydusić z siebie kolejne słowa. - Zabiła się. Ja... jej nie pomogłam. - Głos jej drżał. Można było zauważyć, że czuje się winna. - Nie wiedziałam, że jest taka nieszczęśliwa, musiała być nieszczęśliwa, skoro to zrobiła. Jak bardzo musiała być zdesperowana, że zdecydowała się na coś takiego. Jak mogłam być tak ślepa, że tego nie dostrzegłam? - Zaczęła łkać, bo nie umiała się z tym pogodzić.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#6
15.08.2023, 18:02  ✶  

W końcu został wpuszczony do środka. Zajęło to stosunkowo dużo dłużej niż zwykle ale zakończyło się sukcesem, co napawało już jakimś wstępnym optymizmem do dalszego działania. Otwarte na oścież drzwi uznał za zaproszenie do wewnątrz, więc czym prędzej skorzystał z tej okazji. Dokładnie tak jak to miał w zwyczaju ruszył w kierunku kanapy, uprzednio rozglądając się po całym mieszkaniu, a przynajmniej tym wszystkim co udało mu się dostrzec na pierwszy rzut oka.

Nie bardzo wiedział jak powinien kontynuować tą rozmowę. Czy jednak mógł tę krótką wymianę nazwać rozmową? Nie wiedział. Widział jedynie dwie możliwości - poczekać albo drążyć temat do skutku. Druga opcja była bardziej ryzykowna, więc postawił va banque na pierwszy pomysł - postanowił poczekać, wszak czas go nie gonił. Kiedy usadowił się na kanapie, oparł swoją czoło na zgiętej pięści, którą uprzednio położył na oparciu.

Wiele myśli krążyło teraz po głowie Stanleya. Wszystkie z nich zaś dotyczyły Stelli i tego co się działo podczas jego nieobecności. Bo "coś" się musiało stać - wszystkie elementy tych puzzli na to wskazywały. Podążał wzrokiem za Avery kiedy ta przez krótką chwilę kręciła się po mieszkaniu zupełnie jakby bał się, że coś złego może się wydarzyć. Odetchnął z lekką ulgą kiedy wreszcie postanowiła usiąść obok niego. Tkwili jednak w niezręcznej ciszy przez jakiś czas, aż w końcu padło zdanie, którego się nie spodziewał.

To było niczym grom z jasnego nieba. Kordelia nie żyje... Powtórzył bezgłośnie pod nosem, a następnie mimowolnie otworzył lekko usta z szoku. O ile nie znał siostry Stelli osobiście, tak zawsze miał nieodparte wrażenie, że ta była bardzo ważna w jej życiu. Wszystko się wyjaśniło, chociaż Borgin wolał aby nic się nie wyjaśniało skoro rozchodziło się o taką sprawę. Nie do końca wiedział co powinien w tym momencie zrobić. Ta wiadomość wbiła go w ziemię - czuł się bezsilny, jakby wszystko powróciło. Minął dopiero miesiąc kiedy miała miejsce jedna tragedia, a teraz kolejna. To był prawdziwy cios.

Najgorsze jednak było to co nastąpiło chwilę później, a raczej to co pojawiło się - łzy w oczach Stelli. Poczuł ból. Zupełnie jakby ktoś w tym momencie podszedł i wbił sztylet prosto w serce. Nie wiedząc co może zrobić, nie posiadał przecież żadnych specjalnych mocy mogących podnosić ludzi na duchu, sięgnął po jedwabną chusteczkę, która znajdowała się w wewnętrznej części płaszcza. To była pierwsza rzecz jaka przyszła mu do głowy - Ja... Rozumiem - odparł na pierwszą salwę żalu, który wylewał się w tym momencie z Avery. Od razu też wystawił dłoń z chusteczką aby wytrzeć łzy, które zaczęły spływać po polikach. Stanley miał nieodparte wrażenie, że coś próbuje w nim pęknąć. Wiedział jednak, że nie może sobie na to pozwolić. Że to nie jest odpowiednia chwila na coś takiego - Stella... - zaczął mówić ale zawahał się po chwili. Próbował ubrać to jakoś w odpowiednie słowa. W końcu powiedzenie "wszystko będzie dobrze" nie było czymś co chciałaby usłyszeć pomimo, że było faktem - Jestem przy Tobie... Spokojnie... - próbował ze wszystkich sił nie dorzucać do ognia i zważać na dobór słów, co nie wychodziło mu raczej za dobrze. Dużo lepiej szła mu walka z kolejnymi łzami, które napływały raz za razem.

To też moja wina Borgin był o tym święcie przekonany. W końcu gdyby nie byli tak zajęci spędzaniem czasu we własnym towarzystwie, knując i obmyślając wielkie plany za plecami i w tajemnicy przed wszystkimi, Avery byłaby w stanie dostrzec to co trapiło jej siostrę. Im dłużej trzymał dłoń z chusteczką, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że jego dłoń zaczyna drżeć - Nie mamy wpływu na pewnie rzeczy - stwierdził, pozwalając sobie przejechać kciukiem po jej poliku - Może Kordelia nie chciała nikogo trapić swoimi problemami? Chociaż to też nie jest żadnym rozwiązaniem - przyznał, po części zaprzeczającym własnym słowom. Stanley szukał. Szukał tego jak powinien to wszystko ubrać w słowa aby nie pogorszyć całej sytuacji - To nie jest Twoja wina Stella. Nie powinnaś się o to oskarżać ale zdaje sobie sprawę, że łatwo to powiedzieć, a dużo ciężej zrobić - dodał. W końcu Avery nie miała żadnego związku ze śmiercią własnej siostry, co innego tyczyło się zaś Stanleya i jego matki - Chcę abyś wiedziała, że nigdzie się nie wybieram. Jestem, będę. Obiecuje - zapewnił, czując że to jest jedyne co mógł jej w tym momencie obiecać.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#7
17.08.2023, 10:14  ✶  

Łatwo było się domyślić, że coś się stało. Była zupełnie inna niż zazwyczaj. Obojętność nie była typową cechą panny Avery. Wręcz przeciwnie, wszystko przeżywała za bardzo. Radość, złość, bardzo mocno demonstrowała. Ta obojętność była czymś, co do niej nie pasowało. Zgasła jakaś część jej kiedy Kordelia odebrała sobie życie.

Nie chciała dokładać Stanleyowi kolejnych problemów, no ale chyba wypadałoby, żeby wiedział, co się wydarzyło. Okropny zbieg okoliczności, zważając na to, że ledwie miesiąc temu on stracił matkę. Teraz ona siostrę. Był to naprawdę najgorszy czas w jej życiu. Nie do końca wiedziała, jak ma postępować, jak wrócić do normalności. Miała wrażenie, że już nigdy nie będzie normalnie. Kordelia zawsze była przy niej, rozumiała jej problemy, jako siostry spędzały ze sobą naprawdę dużo czasu i się przyjaźniły. Ta starata była dla Stelli ogromna. Upiła kolejny łyk wina z kieliszka. Alkohol pomagał, powodował, że rzeczywistość zaczynała mieszać się z marą, przychodził sen i spokój. Chwila wytchnienia. Dlatego też piła, piła całymi dniami, żeby jakoś pozbyć się tego uczucia winy, które nie chciało jej opuścić. Nie dopuszczała do trzeźwości, nie chciała czuć tych wszystkich emocji. Szczególnie, kiedy znalazła tymczasowe rozwiązanie. Wiedziała, że ją to upadla, nie miała w zwyczaju tyle pić, jednak skoro działało, to nie widziała innego rozwiązania.

Wpatrywała się nadal w ścianę, która znajdowała się przed nimi. Wyrzuciła to z siebie, jednak wcale nie poczuła się lżej. Właściwie Borgin nie poznał przecież nawet Kordelii, wiedział, że to jej siostra i tyle. Na pewno nie zrozumie, znaczy miał pewne doświadczenie w traceniu bliskich osób, ale nie miał rodzeństwa, na pewno nie uda mu się zrozumieć tego, co przeżywała. Tak się jej przynajmniej wydawało.

Nie przestawała płakać, starała się jednak nie łkać, żeby nie wyglądać żałośnie, właściwie jakby już nie wyglądała... Ciężko jej było się doprowadzić do porządku, szczególnie, że trochę już wypiła, a alkohol nie był jej sprzymierzeńcem. Nie odsunęła się, gdy wycierał jej łzy, chociać miała wrażenie, że to nie ma sensu. Nie odezwała się jednak jak na razie, musiała zebrać myśli. Świadomość, że nie była tutaj sama trochę pomagała. Nie mogła rozsypać się do końca, nie chciała bowiem, żeby ktokolwiek widział ją w stanie takiej niedyspozycji, nawet Stanley.

- Dziękuję. - Na krótką chwilę przeniosła spojrzenie w jego stronę. Była wdzięczna, że się tutaj pojawił, chociaż powód był zupełnie inny. Nie wiedział o samobójstwie jej siostry, coś innego go tutaj sprowadziło.

- Mamy wpływ na wszystko. - Powiedziała spokojnie, słysząc jego słowa. - Mamy wpływ na wszystko, jeśli jesteśmy wystarczająco czujni i widzimy, ja nie widziałam, nie patrzyłam, pierdolona egoistka ze mnie. - Dodała upijając kolejny łyk wina z kieliszka. Swoją drogą łyk był całkiem spory, jeszcze chwila i zabraknie jej wina. - Byłam skupiona na czymś innym, nie dostrzegałam jaka jest nieszczęśliwa, to małżeństwo musiało ją dobić. - Mówiła dalej, jakby chciała znaleźć powód dla którego Clare się zabiła, Stelli wydawało się, że wie, że wszystko połączyła. Gdyby tylko wiedziała, jak dalekie to było od prawdy. No, ale nie wiedziała i szybko się nie dowie.

Łzy nadal pojawiały się na jej policzkach, oczy były opuchnięte, odwróciła jednak głowę, żeby spojrzeć na Borgina. - Może będziesz, ale co z tego. Co z tego, że będziesz obok, kiedy jej nie ma. Nie pójdziesz nawet ze mną na pogrzeb, nie będziesz stał obok mnie. Będę musiała tam być sama, nie dam rady. Nie chcę tam iść. - Mówiła szybko, w jej słowach zaczynało brakować ładu i składu. Wiele myśli kłębiło się w jej głowie i starała się nimi podzielić, szło to jednak średnio, jak widać.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#8
18.08.2023, 14:24  ✶  

Problemy Stelli nie były dla Stanleya żadnym balastem czy karą, wręcz przeciwnie - były obowiązkiem. Jeżeli nawet nie brać pod uwagę to co razem przeżyli, to wymagało tego zwykłe, ludzkie zachowanie i chęć spłacenia swoich długów. W końcu to ona pomogła mu się podnieść z tego wszystkiego i o ile on nie był w stanie zrobić tego na pstryknięcie palców, musiał trwać przy niej tak długo, aż jej się co najmniej polepszy, wszak nie wierzył, że pójdzie tak prosto jak z nim. Ale prawdę mówiąc, Borgin nie widział żadnej innej możliwości jak zrobić wszystko aby tylko poczuła się lepiej, chociaż nie wiedział co mogłoby sprawić aby tak się rzeczywiście stało.

Rozumiał kwestię alkoholu, sam przecież po niego sięgnął. Sam widział w nim ukojenie nerwów, chociaż jak życie pokazało to nie było tym co mu pomogło powrócić do grona żywych i stąpających po tym świecie. Może i wycieranie jej łez nie miało sensu, zwłaszcza kiedy płakała szybciej, niż on był w stanie reagować. Ale to była jedyna rzecz, którą mógł jej okazać swoje wsparcie i może podnieść lekko na duchu, po prostu pokazać, że jest obok. Dla Stanleya nie miało to znaczenia w jakim stanie będzie tak długo jak miało to jej pomóc. W końcu Stella widziała go chyba w każdym jego stadium - najlepszym, dobrym, złym czy najgorszym - i on się tym wcale nie przejmował, wręcz był wdzięczny.

Strata rodzeństwa to coś innego niż strata rodzica, więc sam nie do końca rozumiał jak wielka jest to strata. Był jedynakiem, nie miał żadnej większej więzi z nikim, chociaż swojego kuzyna - Anthony'ego - uznawał niemalże za brata. Jednak widząc stan Avery, zdawał sobie sprawę, że to była dla niej bardzo ważna relacja. Bez dwóch zdań mógł stwierdzić, że Twój ból jest większy niż mój...

- Nie dziękuj, przepraszam. Powinienem być tutaj dużo wcześniej. Od samego początku, a ja nic nie wiedziałem. Zostawiłem Cię z tym samą na kilką dni - odparł, kiedy przeniosła swoje spojrzenie na niego. Prawda była taka, że przyszedł tu ot tak dla odwiedzin ale gdyby wiedział co się stało, rzuciłby wszystko co aktualnie robił i przybył tutaj tak szybko jak tylko byłby w stanie. Czuł się trochę winny za jej stan, może gdyby był tutaj szybciej, wcześniej to zniosłaby to jakkolwiek lżej.

- Stella, nie mów tak. Proszę. Nie jesteś pierdoloną egoistką. Nie jest to prawdą - zaprzeczył, ewidentnie nie zgadzając się z przedstawioną przed chwilą narracją. Mąż nic nie wiedział? Nic nie widział? Nie rozumiał, nie potrafił tego połączyć, chociaż to by była pierwsza rzecz od której by zaczął - od przepytania byłego męża. W głowie Borgina rodziła się jedna myśl - czy Kordelia w ogóle okazywała to, że jest nieszczęśliwa? Studiował przypadki samobójców i Ci przeważnie nie okazywali tego, że chcieli coś sobie zrobić, a przynajmniej nie Ci co już podjęli takie decyzje.

Widząc, że jego szczere próby zatrzymania powodzi, nie przynoszą zamierzonych skutków zaprzestał. Słysząc jej słowa, po prostu objął ją ręką tak aby mógł ją gładzić powoli dłonią po ramieniu - Wiem i to mnie też boli. Powinienem to dla Ciebie zrobić. Pójść z Tobą aby w ten sposób okazać Ci wsparcie. Ale nie wiem czy jest to odpowiednią rzeczą do zrobienia. Nie obiecuję, że to się uda ale postaram się coś wymyślić. Nawet jeżeli nie będę w stanie stać tuż obok, to postaram się kręcić gdzieś niedaleko. Tak abyś miała świadomość, że nie jesteś sama - oznajmił. W końcu łeb miał nie od parady i miał kilka błyskotliwych pomysłów. Może nie wszystkie, wręcz większość, nadawały się do zrealizowania ale na pewno nie można było mu zarzucić braku kreatywności - Szczerze wierzę, że Kordelia bardzo by chciała abyś tam poszła. Jestem pewny, że to jest to co by sobie życzyła. Powinnaś to dla niej zrobić... Dla siebie też - dodał. Stanley wierzył albo chciał wierzyć, że to może pomóc... Chociaż trochę.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#9
18.08.2023, 21:12  ✶  

Avery było po prostu głupio. Nie chciała, żeby w takiej sytuacji, zresztą całkiem świeżej, teraz jeszcze martwił się o nią. To dosyć sporo jak na jedną osobę. Faktycznie może trochę pomogła mu się uporać z jego stratą, dzięki swoim ukrytym talentom, jednak mimo wszystko. To było dużo, bardzo dużo jak na jednego Stanleya Borgina. Zapewne sam jeszcze nie do końca pogodził się ze swoją stratą, a teraz miał tu przed sobą ją, całkiem rozsypaną na kawałki. Nie powinno tak być, nic nie szło tak, jak mieli w planach i okropnie ją to bolało. Zresztą ich plany, diabli wzięli. Borgin nie poszedł na kurs aurorski, Kordelia umarła, więc teraz rodzice będą skupiać całe zainteresowanie na Stelli. Wszystko szlag jasny trafił. Sama nie wiedziała, co ją w tym wszystkim najbardziej przybijało. Chyba to, że nie potrafiła się odnaleźć w tej rzeczywistości.

Avery nie chciała czuć. Chciała, aby te wszystkie, negatywne emocje odeszły, dlatego sięgała po alkohol - bo zagłuszał. Zagłuszał to wszystko, czego chciała się pozbyć. Mimo, że było to chwilowe - to działało, a w tym momencie było to dla niej najbardziej istotne. Nie liczyło się nic więcej. Dlatego piła, cały czas wlewała w siebie najróżniejsze trunki, żeby się po prostu znieczulić. Nie chciała póki co zaprzestać, nie potrafiłaby się odnaleźć w tym wszystkim na trzeźwo.

- Skąd mogłeś wiedzieć. Nie obwiniaj się, byłeś na końcu świata. - Nie chciała, żeby czuł poczucie winy. Nie miała do niego o to pretensji, chociaż naprawdę jej go brakowało obok, kiedy to wszystko się wydarzyło. Minęło zresztą dopiero kilka dni, jeszcze nie było pogrzebu, sprawa była całkiem świeża.

- Jestem. To jest gorzka prawda. Musiałam być ślepa, przecież to widać. Widać, kiedy ktoś jest taki nieszczęśliwy. Musi być widać, przecież nie da się tego ukrywać. - Łkała. Nadal nie mogła zrozumieć, jak mogła przegapić znaki, musiało się coś dziać. Kordelia nie podjęłaby takiej decyzji z dnia na dzień, przecież to nie było takie proste. Stella niby była obok niej, a najwyraźniej nic nie wiedziała o własnej siostrze. Bolało ją to teraz bardzo, była tak zajęta sobą, że nie zauważyła zupełnie nic.

Objęcie nie pomogło. Bliskość drugiego człowieka, w takiej sytuacji spowodowała jedynie to, że Avery pękła. Rozpłakała się już zupełnie, nie miała żadnych hamulców. Wszystkie emocje, które w sobie trzymała zaczynały z niej schodzić. Zaczęła się trząść. - Ty zawsze mi pomagasz. - Powiedziała przez łzy. - Nie chcę już się ukrywać, nie chcę tego. - Bo męczyło ją to okropnie. Chciała przestać grać w tę grę, chociaż wiedziała, że nie mogą. To było w tym wszystkim najgorsze. Nie znaleźli przecież odpowiedniego wyjścia z sytuacji. Całe jej życie było dziwną fikcją, ciążyło jej to okropnie.

- Pójdę na ten pogrzeb, jakoś, to tylko chwila, nie wiem, co będzie później. - Powiedziała jeszcze przez łzy, po czym po prostu wtuliła się w Stanleya i pozwoliła sobie na chwilę niedyspozycji, dłuższą chwilę. Płakała mu w ramię pewnie kilka godzin.



Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (2463), Stella Avery (2577)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa