• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora

[Styczeń 1970, Londyn] Poranki bywają ciężkie || Hjalmar & Pandora
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#1
10.08.2023, 21:21  ✶  

Gdyby spojrzeć na zegarek to można by było zauważyć, że wybiła punkt 6 i Hjalmar ocknął się jakby był zaprogramowany do tego. Uniósł swoje ciężkie powieki, zastanawiając się jaki jest w zasadzie rok. Im dłużej wpatrywał się w sufit tym coraz więcej rzeczy przestawało mu pasować. Pierwszą rzeczą jaka budziła niepokój w sercu Hjalmara było sklepienie kuźni - te było strasznie nisko i w innym kolorze niż do tej pory. Czyżby Dagur zrobił remont w warsztacie bez informowania swojego syna? Albo poproszenia go o pomoc? Przecież mógł na nim polegać w każdym momencie.

Chwila... Czy ja wczoraj nie byłem na imprezie w Londynie? Zaczął się nad tym zastanawiać, a moment później zdał sobie sprawę, że rzeczywiście był w barze w stolicy Wielkiej Brytanii na zaproszenie Akane. Z każdą kolejną chwilą rozmyślania nad tym co działo się wieczorem, przypominał sobie coraz więcej faktów. Ostatnią rzeczą, która był w stanie sobie przypomnieć to rozmowa z Lizą... Czy to mogło oznaczać, że Angielka urobiła go sobie wokół palca i zaciągnęła do łóżka? To by mogło tłumaczyć skąd taki dziwny sufit ale tym samym nie powodowało, że czuł się jakoś lepiej. Jak do tego doszło? A może to nie Liza? O nie... Co jeżeli to ten barman? Zamarł, a serce łupało mu niczym młot.

Zaryzykować i spojrzeć w bok? Czy żyć dalej w błogiej nieświadomości? Złapał mocniej za kołdrę, którą był przykryty, błagając Merlina w głębi duszy aby to była chociaż kobieta. Nie ważne jaka ale kobieta. Bardzo chciał aby to nie był ten barman, który ewidentnie coś od niego chciał... Albo ten koleszka Akane, któremu wyjaśnił pewną kwestię. Czy to jest w ogóle Londyn? Ta myśl też zagościła na dłużej w głowie Niedźwiadka. Nie był pewien niczego. Nie wiedział nawet czy nie zrobił żadnej burdy wieczorem, chociaż zważając na fakt, że nic go nie bolało, były tylko dwa wyjścia. Pierwsze - nie doszło do żadnej bójki, a drugie, że wygrał ten pojedynek bez uszczerbku na zdrowiu.

Odwracam się. Muszę się odwrócić aby się uspokoić Przymknął oczy i odliczył do trzech pod nosem aby dodać sobie trochę otuchy. Zaryzykował, a następnie otworzył jedno oko, przewracając głowę w prawo gdzie ujrzał długie włosy. Co za ulga... Kobieta Odetchnął, czując jak cały stres z niego schodzi. Nie wszystko się jednak zgadzało. Z tego co pamiętał Eliza miała całkowicie inne włosy, tak samo jak Akane. Czy to mogło oznaczać, że wypadło na jakąś inną kobietę? Im dłużej się przyglądał, tym czuł coraz większy niepokój, ponieważ zaczął sobie zdawać jedną, dosyć kluczową rzecz - to były włosy Pandory.

Aby upewnić się, że jego głowa go nie oszukuje, podniósł się lekko do góry, opierając się na łokciu i spojrzał na twarz. Zamarł. To była Prewettówna - O kurwa... - uniósł zdziwione brwi do góry, wpadając w całkowite zdziwienie na zaistniałą sytuację. Jakim cudem wylądowałem w jednym łóżku z Pandorą? Pokręcił głową przecząco, próbując wybudzić się ze snu ale nic to nie pomogło. Zerknął na swoją klatkę piersiową i uświadomił sobie, że nie ma koszuli. Japierdole... Padł na łóżko z powrotem sprawiając, że te poduszki lekko podskoczyły jako, że upadł z impetem.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#2
13.08.2023, 00:17  ✶  
Długo nie mogła zasnąć, kręcąc się z prawej na lewą, z lewej na plecy i okazjonalnie na brzuch. Pluszowa owca niewiele pomagała, gdy w głowie odtwarzała cały ten wieczór, okazjonalnie spoglądając na śpiącego obok Islandczyka, który zdawał się naprawdę spać mocno, jak te Niedźwiedzie. Było jej zimno, gorąco, nie mogła znaleźć sobie miejsca i nawet kolejny łyk wódki nie pomógł tak, jak powinien, odrobinę jedynie wygaszając działanie eliksirów. Znów wypiła ich zbyt dużo. Minęła godzina lub dwie, może dwie z haczykiem, gdy udało się jej iść śladem Hjalmara w objęcia Morfeusza.
Na dworze wciąż było ciemno, latarnie rzucały słabe światło, próbując przebić się przed jasne zasłony, gdy blondyn obudził się około szóstej. Do świtu wciąż zostało trochę czasu, zimowe miesiące charakteryzowały się przecież zbyt krótkim dniem, zbyt długą nocą, chociaż brunetce wcale to nie przeszkadzało, bo wolała funkcjonować po zmroku. Westchnęła głośniej przez sen, poruszając się niespokojnie, a jej palce mocniej zacisnęły się na trzymanej ciasno ręce, przy której ramieniu niedaleko miała również głowę. Jak zwykle była odkryta, owca leżała gdzieś przy brzuchu, a na rozsypanych po jasnej pościeli włosach spał w najlepsze pluszowy królik i wilk, którzy zdawali się przyjaciółmi. Nie słyszała, że się obudził, nie była w stanie dostrzec jego paniki, którą przecież przewidziała.
Gdy opadł na pościel z puszczonym wcześniej przekleństwem, podskoczyła nieco z poduszkami, wydając z siebie kolejne, ciche mruknięcie niezadowolenia. Uniosła się na łokciu, niechętnie puszczając jedną dłonią jego rękę, z której pomocą pozbyła się włosów z twarzy. Spojrzała na niego zaspanymi oczami, zupełnie zbita z tropu i oderwana od rzeczywistości na tyle, że dopiero kolejne mrugnięcie sprawiło, że zauważyła, że wciąż jest ciemno. - Na Merlina, Miśku, świtu jeszcze nie ma, idź spać… - mruknęła cicho, przesuwając dłonią po oczach. Chyba ją trochę wystraszył, wybudzając tak nagle, bo po skórze przemknęła jej gęsia skórka, a los chciał, że Pandora jeszcze nie miała przygotowanego żadnego topora, jak jej poprzedniego wieczora radził. Półprzytomnie obróciła się plecami do niego, nie zamierzając jednak dać mu spokoju i widocznie mając w planach zrobienie sobie z niego przytulanki, co zresztą sprawdza się do tej pory. Pociągnęła więc jego rękę za sobą — tą z drugiej strony, nie tą, którą miał przy niej, zmuszając atakiem z zaskoczenia, żeby obrócił się na bok. Niewiele myśląc, przytuliła plecy do jego torsu, wsuwając jedną ze swoich rąk pod poduszkę, a drugą trzymała jego dłoń, przeciągając ją po swojej odkrytej tali gdzieś pomiędzy brzuchem a biustem i znów westchnęła, widocznie wracając do spania. Bezruch nie trwał jednak długo, bo Pandora na kilka sekund puściła jeszcze palce Hjalmara, naciągając na siebie kołdrę i kładąc jeszcze w okolicach brzucha swoją owcę, której chwile szukała dłonią, a potem już leżała grzecznie, widocznie próbując wrócić do swojego snu, który tak brutalnie jej przerwał. Ona widocznie nie miała żadnego problemu, najmniejszej paniki spowodowanej wspólnym spaniem, więc nie mogło wydarzyć się absolutnie nic złego, przez co on mógłby panikować, ale przecież Niedźwiadek był Niedźwiedziem, a ona była zbyt nieprzytomna, aby się nad tym dłużej zastanawiać, uznając, że po prostu wróci do spania tak, jak zrobiła to ona.
- Po prostu śpij.. - powtórzyła szeptem, chyba już nawet częściowo przez sen, mocniej się do niego przytulając, jakby był przerośniętą maskotką. Wyciszone mieszkanie sprawiało, że odgłosy budzącego się do życia Londynu nie wpadały natrętnie do środka pomimo uchylonego okna, przez które do ciepłej sypialni wlatywało chłodne, styczniowe powietrze. Zawsze lepiej spało się przy otwartym oknie, był to też pretekst do spania pod kołdrą cały rok, niezależnie od pory roku. Pluszowy królik poruszył się niespokojnie pod wpływem drobnego ruchu brunetki, który niefortunnie sprawił, że maskotka oparła się swoim czołem, o czoło Islandczyka, widocznie zamierzając też się do niego przytulić, zupełnie jak Pandora. Trzeba było oddać błękitnookiemu, że zaskakująco mocno i dobrze się przy nim spało, bo zwykle po takim niespodziewanym przebudzeniu, dziewczyna już opuściłaby ciepłe i wygodne łóżko.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#3
15.08.2023, 20:12  ✶  

Jak Pandora mogła być tak wyluzowana w tym momencie? Lepszym pytaniem było jak Hjalmar miał po prostu pójść dalej spać? Jej beztroska reakcja całkowicie wybiła go z tropu. Nie miał zielonego pojęcia co powinien w tym momencie zrobić. Uciec? A może zostać? Zapaść się pod ziemię? Każda z tych opcji wydawała się aktualnie poprawna - Umm... Arg... Hhh? - zająknął się, próbując cokolwiek odpowiedzieć Pandorze ale przede wszystkim poukładać to sobie jakoś w głowie. Nic więc dziwnego, że jej atak z zaskoczenia zakończył się całkowitym sukcesem i jednym ale sprawnym pociągnięciem już ją przytulał. Gdyby chciała to najpewniej byłaby w stanie przerzucić go jak w jakichś sztukach walki.

Nie gadaj, że Ty tak sobie po prostu zaśniesz teraz... Bił się z własnymi myślami obserwując jak Prewettówna rzeczywiście układa się do dalszego spoczynku, wykorzystując go jako swego rodzaju dużego pluszaka. Nordgersim nadal jednak leżał niczym sparaliżowany - zupełnie jakby ktoś zaklął go jakimś zaklęciem... albo wódką wieczorem dnia poprzedniego - Jak mam spać? - zapytał konspiracyjnym szeptem, a następnie spróbował cofnąć rękę do siebie. Nie chciał zostać oskarżonym o jakieś niecne czyny i wszystko by się udało gdyby nie te przeklęte maskotki, które ewidentnie współpracowały z Pandorą. No i co Ty robisz? Zapytał w myślach królika kiedy ich czoła się zderzyły. Czy ta cała pluszowa zgraja mściła się w tym momencie za ich wczorajszą, przymusową wyprowadzkę? - Hej... Nie mów, że zasnęłaś... - powiedział pod nosem, próbując głową odtrącić marchewkowego wielbiciela ale starania spełzły na niczym. Przez ułamek sekundy zaczął podejrzewać, że Turczynka mogła rzucić jakiś czar na swoją gromadę aby ta powstrzymała każdą próbę wstania Hjalmara.

Ciężko westchnął - Pandora... Wstawaj... - poprosił trochę głośniej - Nie możesz teraz spać.. Tu się ważą losy przyszłości... Ja... - przełknął ślinę - Ja... Jestem za młody na takie rzeczy. Nie nadaje się. To nie dla mnie - stwierdził, mocniej ruszając głową, co pozwoliło mu na wyrzucenie intruza, a on tym samym powrócił do próby obudzenia swojej byłem randki o czym nie bardzo miał pojęcie - Pandora... Proszę... To bardzo ważne. Ty możesz... Być w... - zamilkł na dłużej aby przemóc się z tym co chciał jej powiedzieć. Nordgersim miał ewidentny problem z przejściem tego słowa przez gardło jakby nie dopuszczał go do swojej głowy. Z drugiej strony musiał wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Skoro pozwolił sobie na chwilę nierozwagi i słabości, teraz będzie musiał wypić uwarzone piwo - Ciąży... - wyrzucił w końcu z siebie to co chciał jej przekazać. Czuł jak serce próbuje mu niemal wyjść z klatki piersiowej, a wypowiedzenie tych słów wcale mu nie pomogło w kwestii uspokojenia się. Niedźwiadek miał wrażenie, że oblały go zimne poty, które spowodowane były wszechobecną paniką jaka go teraz obejmowała.

Wbił swoje oczy w sufit jakby oczekiwał na kata w tej chwili. Co Ty miałeś wczoraj w głowie Hjalmar... Zaczął się zadręczać, a paraliż tylko pogarszał sytuację. Nie zmieniało to faktu, że nadal miał swoją rękę przerzuconą przez Pandorę i tym samym dalej był przytulanko-pluszakiem. I gdyby ktoś się go zapytał o zdanie to powiedziałby, że jest to całkiem przyjemnie, a nawet relaksujące gdyby nie ten cały strach spowodowany swoimi dokonaniami.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#4
15.08.2023, 20:57  ✶  
Jak Hjalmar mógł być tak zestresowany? Nie skończył w łóżku z nieznajomą i nie z barmanem, żadne z nich nie było nagie, a bycie pluszowym niedźwiadkiem dla Pandory nie mogło być przecież tak straszne i złe. Wiercił się jednak, kręcił i mruczał pod nosem, jakby miał naciągnąć koniec świata. Brunetka zdawała się jednak zupełnie go ignorować, lawirując gdzieś pomiędzy rzeczywistością a snem, starając się nie otwierać oczu. Nie chciała się rozbudzać, nie chciała jeszcze wstawać, przecież udało się jej zasnąć raptem chwilę temu, a materac łóżka miał tak silne przyciąganie w akompaniamencie poduszki oraz ciepła, które biło od Islandczyka — nie mogła z tym zwyczajnie wygrać, nawet jakby faktycznie nadciągał jakiś kataklizm.
Korzystając ze zdezorientowania, przytuliła się do niego plecami i wygodnie ułożyła, trzymając blisko swoją owcę i całą resztę stada, wierząc, że po prostu jej posłucha i zaśnie. Wczoraj tak pięknie współpracował, nie powinno być teraz inaczej.
- Zamknąć oczy i dalej samo wyjdzie.. - mruknęła nieprzytomnie, cichutko, znów wzdychając. Gdy chciał zabrać rękę, mocniej złapała jego dłoń, wydając z siebie jakieś stłumione prychnięcie, które miało być oznaką niezadowolenia. Dotrzymała słowa, zadbała o niego — mógłby po prostu dać jej jeszcze chwilę, nawet skromne trzydzieści minut snu. I pewnie, gdyby na to wpadła i znała ciekawe zaklęcia, które skłoniłyby wypchane oraz miękkie zwierzątka do powstrzymania go od ruchu, może nawet nucenia mu kołysanki, aby tylko zasnął, to by z tego skorzystała.
Nie. Nie miał zamiaru dać jej spać. Każde kolejne słowo wypowiedziane przez mężczyznę ją budziło, uruchamia trybiki w głowie i sprawiało, że zaczynała, chcąc lub nie, go słuchać. I wcale się jej nie podobał tok jego myślenia, ich brzmienie, a przede wszystkim powód zaniepokojenia. Milczała chwilę, próbując dojść do siebie, żeby potem podnieść się powoli, ciągnąc za sobą kołdrę, siadając na kolanach. Jedną dłonią oparła się pomiędzy nogami, drugą przeczesała kaskady ciemnych włosów, zgarniając je do tyłu i odsłaniając twarz. Przetarła oczy, tłumiąc potężne ziewnięcie, a potem odszukała go spojrzeniem brązowych, błyszczących ze zmęczenia, ale i chyba zaskoczenia tęczówek. Nie zwróciła uwagi na krzywo zapięte guziki od piżamy, wywinięty materiał, który odsłaniał brzuch czy wykrzywiony, biały kołnierzyk. Nawet nie zdążyła poprawić wiszącej gdzieś niedbale nad obojczykiem, złotej literki. Trochę kręciło się jej w głowie, potrzebowała eliksiru, jeśli miała normalnie funkcjonować. - Nie panikuj. Dotrzymałam słowa, bezpiecznie wsadziłam Cię do łóżka i jedynie ze sobą spaliśmy. - zaczęła mrukliwie, wyruszając delikatnie ramionami, przenosząc na chwilę spojrzenie gdzieś na bok, aby spróbować ocenić po tym, co działo się za oknem, która jest godzina. Kolejny raz przetarła oczy, kręcąc delikatnie głową, przymykając na chwilę powieki. - Nie mogę być, bo nie uprawialiśmy seksu, jeśli tym się martwisz. Zapewniam Cię, że gdyby tak było, to żadne z nas nie byłoby pewnie ubrane, a do tego raczej byłoby lepiej, gdybyś cokolwiek z tego pamiętał. Także nie musisz się niczym przejmować. - kontynuowała, próbując zebrać myśli, które rozsypane krążyły jej po głowie, wywołując chaos i natłok, nad którym nie mogła zapanować. Ziewnęła znów, zakrywając usta dłonią. Słowa szeptane przez umysł wcale się jej nie podobały, ale nie zamierzała robić z tego powodu afery, teraz już przynajmniej była pewna i mogła zdecydować, co zrobić. - Obiecałam Ci też śniadanie. Pewnie już nie zaśniesz, co? - posłała mu krótkie spojrzenie, a potem przeniosła się na krawędź łóżka, wysuwając bose i rozgrzane stopy na nieprzyjemnie zimną podłogę, czując dreszcz przemykający po skórze. Kawa, eliksir i szybki spacer do rzeźnika, a będzie mogła normalnie przetrwać dzień. Najgorzej było przecież wstać, a potem już wszystko przychodziło łatwo, sprawnie. Pandora była przyzwyczajona do działania na wysokich obrotach. - Przygotuję Ci ręcznik w łazience, czuj się, jak u siebie w domu. Doprowadzę się szybko do porządku i wyskoczę na chwilę na dół, po zakupy. - przedstawiła mu swój plan działania, wyciągając ręce do góry i przeciągając się, nabrała siły, aby wstać. Ciężko było wygrać z siłą przyciągania łóżka. Nim jednak wyprostowała się, zerknęła na niego przez ułamek sekundy, zastanawiając się, czy bycie maskotką było aż takie tragiczne i złe, może się rozpychała? Wyraz jego spanikowanej twarzy świadczył o tym, że gdyby nawet do czegoś między nimi doszło, obwiniał by tylko siebie i nie brał pod uwagę tego, że to ona — jako ta bardziej trzeźwa i jednorazowo bardziej odpowiedzialna, mogłaby go do czegoś sprowokować. Ufał jej tak mocno, czy nie ufał zupełnie sobie, przez co miał za sobą całą masę jednonocnych historii pełnych uniesień i fantazji? Co w gruncie rzeczy nie było przecież niczym złym, bo obydwoje byli dorosłymi ludźmi, nie mieli stałych partnerów. Westchnęła, znów kręcąc głową i na chwilę przymykając oczy, bo gdy wstała, zmęczenie znów dało jej o sobie znać. Niczego jednak nie pokazała lub przynajmniej starała się nie pokazywać, chociaż teraz pewnie miał bystrzejsze spojrzenie, niż poprzedniej nocy i mógł więcej zauważyć. - Przynieść Ci coś do picia? - zaproponowała, myśląc, że mógł mieć właściwie kaca. Gdy złapała równowagę, leniwym krokiem zaczęła iść w kierunku drzwi do swojej szafy, aby złapać coś do ubrania. Latem może i wyskoczyłaby w piżamie, ale w styczniu groziło to zapaleniem płuc.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#5
16.08.2023, 19:15  ✶  

Tej instrukcja była poprawna i działa ale w innych warunkach, sytuacji czy scenerii, a nie w momencie gdy ważyła się jego dalsza przyszłość. Przyglądał się Pandorze kiedy ta wstawała, raczej nie zadowolona z tego, że obudził ją o tej porze - ale co innego miał począć? Gdyby pamiętał chociaż ułamek tego, że tutaj trafił to zapewne reagowałby inaczej, a nawet pozwoliłby jej spać dalej, próbując wymknąć się na własną rękę. Dotrzymałaś słowa? Uniósł zdziwioną brew, nie do końca wiedząc jak powinien to interpretować. Jedynie ze sobą spaliśmy? Przymknął oczy kilkakrotnie jakby starał się zresetować to co właśnie widział ale nie przynosiło to zamierzonego efektu. Czy to właśnie nie "od spania" brały się takie przypadki jak nieplanowane dzieci.

Słysząc słowa Prewettówny, że nic między nimi nie zaszło, odetchnął z ulgą, kręcąc głową - No tak.. Hee... - zaśmiał się nerwowo - Wiadomo nie? Hee.. He... - starał się wyjść z twarzą ze swojej paniki. Nie mógł pozwolić aby Pandora zapamiętała ten poranek jako atak paniki Hjalmara. Ale co by nie mówić poczuł nagły spokój, ulgę - zupełnie jakby ktoś ściągnął z niego pół tony stali. Gdyby jego słowa okazały się prawdą to nie byłoby już tak kolorowo, Nordgersim musiałby się wtedy całkowicie zaangażować - emocjonalnie, finansowo, czasowo i jeszcze kilka innych rzeczy można by wymienić. I nie to, że by tego nie zrobił, ponieważ zapewne biegałby wtedy za Turczynką niczym jakiś pies aby upewnić się, że niczego nie potrzebuje. Zaraz jednak powiedziałby o tym swojemu ojcu, który zapewne organizowałby zaręczyny w przeciągu kilku tygodni jak nie dni - Pamiętam dużo z wczoraj... - zreflektował się po dosyć przydługiej zadumie podczas której wcale się nie odzywał. Mimowolnie spoważniał na twarzy jakby próbował ją przekonać do swojej wersji wydarzeń ale patrząc na jego poranną reakcję, nie przekonałby nią nawet zmarłego - Dobra... Nie pamiętam prawie nic... - przyznał z lekkim wzruszeniem ramion, ciągle ignorując fakt, że leżał w najlepsze bez żadnej koszuli ku uciesze rzemykowego przyjaciela.

- No... Raczej nie. Zawsze o tej wstaje. Praca nie wybiera - odpowiedział z dużo większym luzem w głosie niż kilkanaście sekund wcześniej. Powoli powracał do swojej wyluzowanej formy ale tej codziennej - nie napitej, którą można było pytać o cokolwiek albo chcieć aby złapał za rękę - Daj spokój. Nie jestem głodny, zresztą już i tak wystarczająco wykorzystałem Twoją gościnność. Nie będę robił żadnych problemów - zarzekał się. Hjalmar najchętniej zabrałby swoją koszulę i rozmył niczym mgła, licząc, że Pandora pójdzie spać dalej i pomyśli, że ich poranna rozmowa była tylko snem. To było jednak marzenie ściętej głowy, bez szansy na realizację - Kładź się dalej spać. Ja i tak się muszę zbierać. Dagur pewnie mnie już poszukuje w warsztacie, a ja sobie w najlepsze śpię w Londynie... - pokręcił przecząco głową na własne zachowanie. Będzie się z czego tłumaczyć ojcu...

Kac jeszcze nie zdążył o sobie dać znać jako, że Hjalmar ciągle leżał. Z tyłu głowy miał świadomość, że próba powstania najpewniej okaże się brzemienna w skutkach - Naprawdę Pandora... Nie musisz mi nic szykować ani dawać... - stwierdził, wstając szybko spod kołdry, co było wielkim błędem. Po pierwsze za szybko, po drugie wczorajsza wódka zaczęła dawać o sobie znak - Arghh... - wycedził przez zęby z bólem w głosie. Japierdole... Próbował nie dać po sobie poznać, że właśnie go sieknęło. Powolnym, lecz pełnym bólu krokiem, ruszył w stronę Prewettówny.

- Hej, poczekaj chwilę.. - poprosił, łapiąc ją za nadgarstek z dużą dozą siły - Przepraszam... - puścił je zaraz kiedy tylko zorientował się jak bardzo mogło to ją boleć. Nie czekając dłużej przejechał kilka razy kciukiem po ściśniętym miejscu - co najmniej jakby miało to pomóc - Chciałem Ci podziękować, że się... - podrapał się nerwowo po szyi, odwracając wzrok na bok aby uciec od tej "strasznej" Turczynki - No... że się mną zajęłaś i w ogóle... Przyprowadziłaś tutaj, a mogłaś zostawić w jakimś rynsztoku... Albo na pastwę tych wszystkich Eliz... - przyznał ze wzruszeniem ramion, robiąc niewinną minę, która próbował mówić - "co złego to nie ja" - I jeszcze... Albo nie ważne... Dziękuje po prostu... - dodał, zostawiając jej dłoń w spokoju. Zanim ją puścił całkowicie, przyjrzał się czy aby na pewno nie zostawił jej żadnego siniaka albo co gorsza krwiaka jako, że to by nie wyglądało za dobrze.

Odwrócił się i ruszył powolnym krokiem z powrotem do łóżka - Idę chwilę się położyć bo lekko mi się w głowie zakręciło... - przyznał, próbując swojej wymówki. Nie chciał się przyznawać, że właśnie w jego organizmie miał miejsce jednej z kaców stulecia.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#6
16.08.2023, 19:46  ✶  
Lepiej dla niego, że nie wpadł na pomysł wymykania się, bo wtedy dopiero byłaby niezadowolona. Do krótkiego spania była przyzwyczajona, mogła z tym żyć, a gdyby tak sobie uciekł, to pomyślałaby sobie, że coś zrobiła i jeszcze nie daj Merlinie, zwyczajnie ją znienawidził. A przecież robił tylko za maskotkę! I to całkiem skutecznie, bo tak, jak Pandora zwykle miała płytki sen, tak ostatnie godziny, które udało się jej wygospodarować ze zbyt krótkiej nocy, spędziła w odległych krainach Morfeusza, na co dowodem był problem z jej obudzeniem. Widząc jego minę po tym, jak wspomniała o spaniu ze sobą, zdecydowała się potem dodać wypowiedź o samym seksie, żeby przypadkiem nieśmiałek nie dostał ataku serca. Jego odetchnięcie z ulgą i reakcja sprawiły, że uniosła brew i przekręciła głowę na bok, posyłając mu pytające spojrzenie. Była aż tak tragiczna, serio? Tym razem jednak nie skomentowała tego w żaden sposób, pozwalając sobie jedynie na kolejne westchnienie, które przerwała nagła chęć ziewnięcia. Nie pracowała jeszcze na pełnych obrotach, część wypowiadanych przez niego słów nie dotarła sensownie do jej głowy.
- Mhm.. Widzę właśnie. - odparła jedynie z niedowierzaniem na marną próbę jego obrony. Nie pamiętał zapewne niczego, ale skoro tak się miała sytuacja, to może i lepiej? Na początku planowała wspomnieć mu trochę o ich randce i całkiem ciekawej konwersacji, ale teraz jednak uznała, że będzie lepiej, jak po prostu uznają, że nie miało to miejsca. Tak, jak było w głowie Hjalmara, gdzie zdobyte podczas prędkiego upojenia wspomnienia zwyczajnie nie istniały. Zwilżyła wargi, rozglądając się ukradkiem za wodą, ale przez jego nagłe przebudzenie nocą, zapomniała przynieść z kuchni i po prostu się położyła. Podniosła na niego więc spojrzenie i uśmiechnęła się, wzruszając jedynie ramionami. - Nie martw się, nic nie straciłeś. Zjedliśmy i przyjechaliśmy tutaj, a potem poszedłeś grzecznie spać. I nawet sam sobie poradziłeś z koszulą.
Odparła, chcąc go nieco uspokoić, machnęła nawet dłonią na znak, aby zupełnie się tym nie przejmował. Na słowa o wstawaniu przytaknęła, wciąż odrobinę niezadowolona z tego powodu, ale jej wrodzony entuzjazm i optymizm szybko odganiał myśli o miękkiej pościeli, skoro miała dotrzymać słowa związanego ze śniadaniem. Nie mogła też spać, mając gościa, bo zwyczajnie nie wypadało. - To żaden kłopot. I zawsze jesteś głodny, a ja obiecałam. Jakim byłabym człowiekiem, gdyby nie dotrzymała słowa? Sam tak przecież postępujesz. Więc już nie dramatyzuj. A ojciec Ci wybaczy, sam mówiłeś, że nic się nie stanie, jak jedną sobotę Cię nie będzie. Dodatkowo możesz powiedzieć, że byłeś ze znajomymi, ucieszy się, że poznajesz ludzi.
Zakończyła swój słowotok, posyłając mu spojrzenie, które raczej sprzeciwu by nie zniosło. Nie istniał cień szansy, że wypuści go stąd bez śniadania, nawet jeśli to nie będzie udziec, o którym mówił. Prewettówna nigdy nie była wybitnym kucharzem, umiała raczej podstawowe rzeczy, ale los chciał, że akurat śniadania były jej najmocniejszą stroną,
- Cśśś. - uciszyła go jedynie palcem po tym, jak wstała i zerknęła na niego przez ramię, czując nieprzyjemne, ale rozbudzające zimno od podłogi, ruszając potem dzielnie w stronę szafy. Spacer przerwał jednak odgłos Islandczyka, który zdecydował się wstać z łóżka, a gdy obróciła się przodem do niego i dostrzegła jego twarz, wiedziała, że to nie był dobry pomysł. I że bardzo, bardzo przesadził. I to przez nią, co było w tym najgorsze. Gdyby tylko nie miała takich głupich pomysłów i dałaby sobie spokój, to przynajmniej by się nie męczył. Poczuła nieprzyjemny ciężar wyrzutów sumienia na ramionach, bardziej irytujący niż zmęczenie i drobny ból głowy, który z pewnością potęgowały spożyte przez nią wczoraj procenty. Nie było jednak źle, kac raptem ją muskał. - Hmm?
Wydała z siebie zaskoczone mruknięcie, prostując gwałtownie głowę i wbijając w niego spojrzenie, gdy palce zacisnęły się na jej nadgarstku, przez co na ułamek sekundy zmrużyła oczy. Aż tak był na nią wściekły? Przeniosła spojrzenie na swoją rękę, dostrzegając, jak rozluźniają się jej palce, które nieświadomie zacisnęła w pięść. - Nic się nie stało, prawie nie poczułam. - posłała mu jeden ze swoich ładniejszych uśmiechów, żeby się czasem nie przejął, odrobinkę tylko kłamiąc. Chwilowy ból jednak nie miał żadnego znaczenia, nie zrobił przecież tego celowo. Pokręciła głową w odpowiedzi na jego słowa, przez co włosy z pleców, przesunęły się jej na ramiona i szyję, łaskocząc odkryte fragmenty skóry. - A Ty byś się mną nie zajął i mnie zostawił na pastwę losu? Nie sądzę. Ludzie, którzy się znają i całkiem kumplują, po prostu się o siebie troszczą. Tak to działa. Nie zrobiłam nic wielkiego, nie masz za co mi dziękować.
Wyjaśniła ze spokojem, głosem nieco cichszym i łagodniejszym, czując nieprzyjemną, chłodną falę, która rozniosła się po jej ciele. Była na siebie zła. I trochę na niego też, ale nie była człowiekiem, który pokazywałby takie rzeczy. Odprowadziła go więc wzrokiem, opierając dłoń na ramieniu, czując wciąż ślad jego palców na nadgarstku.
- No, piękne wczoraj miałeś tempo. Jak Abraksan wyścigowy. Połóż się, odpocznij, a ja wyskoczę po zakupy i zrobię Ci śniadanie. - rzuciła rozbawiona, wywracając oczami. Odwróciła się, kierując znów do powiększonej magiczne szafy, która dzięki temu była niewielką garderobą i wzięła kilka rzeczy, zawieszając je sobie na ramieniu. Zgarnęła też jego koszulę, chowając ją pod swój dres, bo gdyby zobaczył, to pewnie znów by marudził, a było to pozbawione celu. I tak zrobi, co będzie chciała. Nie było tego widać w zmęczonych i odrobinę powolnych ruchach, ale w głowie kobiety panował prawdziwy, nieuporządkowany chaos i za nic w świecie nie mogła go okiełznać. Odliczała już minuty do spożycia eliksiru, który załatwi sprawę i pewnie zamiast do łazienki, najpierw poszłaby do kuchni się tym zająć, ale przystanęła jeszcze w pokoju, odwracając się w stronę łóżka. Odłożyła na chwilę rzeczy przy drzwiach i podeszła, siadając obok niego. Naciągnęła mocniej kołdrę na Islandczyka i spojrzała na swoją pluszową owcę, która tkwiła porzucona gdzieś obok, jakby potrzebowała od niej potwierdzenia, jakieś zgodny na odezwanie się do niego. Musiała coś z siebie wyrzucić, bo w innym przypadku by chyba eksplodowała wewnętrznie. Wbiła więc w niego spojrzenie, unosząc dłoń, delikatnie zaczerwienioną na nadgarstku, jednak odcień z każdą minutą bladł, więc siniaka czy krwiaka chyba nie będzie. - Silny z Ciebie facet, a do tego masz dobre serce i jesteś odważny, a jednak cały czas odnoszę wrażenie, że się mnie boisz, tak samo mocno, jak wtedy, gdy się poznaliśmy, a przecież minął już prawie rok. - westchnęła, dochodząc do wniosku, że gdyby tylko odrobinę się wysilił, mógłby jej tę rękę złamać lub nawet pewnie skręcić kark tak, że nie miałaby szansy zareagować. Nie była aż taką słabą i nieporadną kobietą, zajmowała się męską robotą, jednak nigdy nie będzie w stanie mu dorównać, a miała wrażenie, że to ona jest jakimś potworem w tym duecie. - Wiesz, stawianie muru i chowanie się za nim jest niby mądre i odpowiedzialne, bo się chronisz, ale jednocześnie dużo rzeczy przez to ucieka Ci sprzed nosa. I z czasem możesz nie być w stanie przestać tego muru stawiać, a ludzie nie będą w stanie się przez niego wspiąć i przeskoczyć. - zakończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, pozwalając sobie pieszczotliwie potargać mu i tak nieuporządkowaną fryzurę, zanim po chwili milczenia wstała i ostatecznie poszła do tej łazienki, bo już było grubo po wpół do siódmej, a jeśli miała wyrwać jeszcze ciepłe bułki, musiała się pospieszyć.
Pandora nigdy nie była tym typem kobiety, która zamyka się w łazience na godzinę, bo nie wyjdzie bez makijażu. Doprowadziła się do porządku w pięć lub siedem minut, myjąc zęby i odświeżając się szybkim prysznicem, zanim wciągnęła na siebie luźny, szary dres z haftowanym pingwinem i skarpetki w śnieżynki. Pandora włosy spięła w koka na środku głowy, z którego uciekło kilka kosmyków, otulając pozbawioną makijażu buzię. Odświeżyła też koszulę Hjalmara, wieszając ją na wieszaku zaczepionym o żeliwny kaloryfer na ścianie — oczywiście zaklęciem, bo nie miała tych mugolskich urządzeń. Uszykowała mu też ręcznik, gdyby chciał się wykąpać. A potem poszła do kuchni, wyjmując z szafki fiolkę z eliksirem, której wypiła jedną z czterech części, krzywiąc się odrobinę na smak. Paskudne, ale skuteczne, bo w kilka chwil później, była już pełna życia i energii, a zmęczenie odeszło w zapomnienie. Nalała w kieliszek od wódki trochę zielonego eliksiru i wzięła wielką szklankę z wodą, kierując się do sypialni.
- Pomoże Ci, wypij. Jakieś życzenie z piekarni? - zapytała pogodnie, promiennie wręcz, kładąc rzeczy dla niego na szafce nocnej. Puściła mu oczko, a potem poszła na przedpokój, wciągając najpierw na głowę czapkę z pomponem, żeby kilka sekund później szukać swoich lnianych toreb na zakupy, portfela i kurtki, nucąc coś pod nosem. Eliksir powinien pomóc mu z bólem głowy i zawrotami, zaleczyć efekty nadmiaru procentów w organizmie.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#7
18.08.2023, 13:32  ✶  

Nic nie straciłeś? Czy to oznaczało starość w przypadku Hjalmara? Nic dziwnego nie zrobił mimo, że miał do tego zadatki jeszcze kilka lat temu. Ze słów Pandory wynikało, że nikomu też nie obił mordy, a jedynie poszedł spać. Co za strata wieczoru... Tyle rzeczy mógł zrobić - zaczepić kogoś czy chociażby się nawalić, co akurat zrobił. W głębi duszy cieszył się jednak, że udało mu się pokonać koszulę, która była jego największym nemezis po każdym wypadzie.

Uniósł zdziwioną brew na Prewettówne kiedy wspomniała o tym, że Dagur sobie poradzi jak go raz nie będzie. Mówiłem? Z każdą sekundą rozmyślał czy aby przypadkiem nie dopytać o szczegóły wieczoru jako, że wszystko wskazywało na wczorajsze gadulstwo Niedźwiedzia - co oczywiście nie zdarzało się często - Amm.. - chciał coś powiedzieć ale się powstrzymał. Prawdę mówiąc Hjalmar nie chciał poznawać nowych ludzi za bardzo. Miał ojca, miał Pandorę i teraz to nawet Akane. Po co mu było znać więcej ludzi? - Dobra, nic nie mówiłem... - dodał pod nosem, widząc ten wzrok.

No i znowu wykorzystała ten swój przeklęty palet aby uciszyć Nordgersima. Nie byłby sobą gdyby nie wydał pomruku niezadowolenia z tego powodu i tak też było w tym momencie, co jednak nie spowodowało, że nie miał zamiaru jej podziękować. Stan w którym aktualnie znalazł się Islandczyk, nie był w ogóle winą Pandory jako, że zawsze w ten sposób kończył imprezy - kacem stulecia, który nie pozwalał mu żyć następnego dnia. W końcu to nie ona kazała mu tyle pić.

Powiedzieć, że trochę go poniosło z zaciśnięciem na jej nadgarstkach to jak nie powiedzieć nic. Całodziennie obcowanie z metalami we wszelakiej formie sprawiało, że momentami tracił czujność w kwestii doboru siły do rozmówcy. Uniósł kącik ust w nieśmiałym uśmiechu, próbując również nim zrekompensować jej możliwie bolący nadgarstek - Okej - pokiwał głową na jej ładny uśmiech. Co by nie mówić - kupiła go. No bo skoro ten uścisk by bolał Pandorę to czy byłaby w stanie tak przepięknie się uśmiechnąć? No raczej nie - No... Przecież wiesz, że bym zajął... - odpowiedział. Całkiem kumplują... Hjalmar przygryzł na moment wargi - Nie no, jest przecież za co dziękować. Nie łatwo nade mną zapanować jak sobie troszkę... No... Wypiję. Wiem co mówię. Nie raz mi się skarżył Ivar czy inni... - przyznał. Nie chciał wierzyć, że przecież był posłuszny jak jakiś pudelek. Z drugiej strony może to był jakiś dar dotyczący oswajania zwierząt u Pandory, wszak z Abraksanami dawała sobie radę to czym był taki Niedźwiedź do ogarnięcia?

- Nie no jak piękne tempo... Wypiłem przecież piwko, może dwa... - odparł, upadając na łóżko w ten sam sposób, którym obudził Prewettównę - Dobrze, będę grzecznie leżeć - zgodził się biorąc ciężki wdech powietrza. Nie mając nic ciekawszego do roboty - po za umieraniem - podążał wzrokiem za Turczynką, obserwując jak się krząta po pomieszczeniu. Oczywiście robił to tylko kątem oka, ponieważ nie wypadało aby otwarcie się jej przyglądał. Kiedy Pandora chciała usiąść obok, przesunął się o kilka centymetrów aby zrobić jej miejsce, a ta po prostu go opatuliła niczym dobra matka swoje chore dziecko. Widząc jak podniosła dłoń, którą moment wcześniej ścisnął, miał zamiar od razu przeprosić ale była szybsza w zaczęciu rozmowy - Nie... No, dlaczego tak uważasz? Przecież się Ciebie nie boję. Czemu miałbym się bać? - przyjął postawę obronną. Wyparcie było dobrą taktyką, która przeważnie dawała radę w większości przypadków. Reszty jej słów nie skomentował albo nie odważył się skomentować, a jedynie wysłuchał z pewną dozą zainteresowania. Był w takiej zadumie po jej ostatnich zdaniach, że nawet nie zareagował na potarganie fryzury.

Kiedy Turczynka zniknęła w otchłani mieszkania, Hjalmar spojrzał się na kaktusa, który po raz kolejny go zaintrygował, a następnie zaczął rozmyślać - Stawianie muru... - zwrócił się do kolczastej rośliny - Dużo rzeczy ucieka mi sprzed nosa? - wyciągnął palec w kierunku jednego z kolców - Powiedz mi... Jak mam to rozumieć... - zwrócił się do swojego rozmówcy - Po co ktoś miałby się wspinać na mur? - zadawał pytanie w eter, chociaż mówił to na tyle cicho aby rozmowa pozostała między nim, szajką pluszaków Pandory i pustynnym kwiatem. Nordgersim zastanawiał się czy była to jakaś porada? A może uszczypliwość w jego kierunku? Domysłów było wiele, tak samo jak pytań związanych z tymi słowami - nie pozostawało mu nic innego jak zapytać autorki tych słów.

Kiedy usłyszał kroki, cofnął rękę spod kaktusa, a oczy powędrowały na Prewettównę jako, że teraz mógł już legalnie na nią patrzeć do woli - A co to? Chyba nie chcesz mnie otruć? - zapytał pół żartem, pół serio. Każdy wiedział, że kolor zielony mają trucizny, a już na pewno tak pilny uczeń jak Hjalmar. Koniec końców z eliksirów nie był, aż tak tragiczny jak z innych przedmiotów i co nieco zostało w tym jego móżdżku - Nie. Nic szczególnego - odparł, wysuwając się spod kołdry aby powąchać "naparstek" w kieliszku. Mając jednak większe zaufanie do wody, najpierw skorzystał z tego i jednym, szybkim haustem wypił całą zawartość szklanki, a dopiero później przekonał się do "tego czegoś". Nie było to smaczne ale chyba działało. Miał wrażenie jakby ból głowy odchodził w zapomnienie, a chęci do życia właśnie powróciły.

Odczekał jeszcze kilka sekund po wyjściu Turczynki zanim wstał i ruszył rozejrzeć się po jej mieszkaniu - Mam Cię na oku - wskazał palcem na owcę, która dopuściła się zamachu na jego twarz o poranku - Ciebie również - przesunął na wilka, który musiał być w spółce z chmurką - nie było innej opcji. Ich dwójce źle patrzyło z oczu. Nie skupiając się dłużej na Prewettowej bandzie, ruszył do łazienki aby przemyć sobie twarz i związać ponownie kitę.

- Tutaj zostawiłem koszulę? - zdziwił się, widząc jak koszula wisi w łazience - No kurwa, Hjalmar. Robisz postępy, nie spodziewałem się tego po tobie - dodał zaskoczony na własne osiągi - Zawsze rzucałeś gdzieś na podłogę albo w róg łóżka, a tutaj takie coś. No proszę - pokiwał głową z uznaniem na ten wyczyn, a następnie rozwiązał starą kitę i zarzucił głową wszystkie włosy do tyłu. Zbliżył się do umywalki gdzie przemył lodowatą wodą swoją twarz - Ahh... - wymruczał z ulgą, czując po prostu świeżość. Podniósł głowę na wysokość lustra i zaczesał włosy do tyłu, nadal ich jednak nie związując aby tym samym pozwolić im trochę odpocząć. Przeglądając się dalej w lustrze, złapał za rzemykowego przyjaciela - No panie kolego, może Ty mi powiesz co się wczoraj działo? Czy nadal będziesz tylko obserwował i mnie oceniał? Może byś zaczął ze mną w końcu współpracować? - zaproponował mu ale nie uzyskał odpowiedzi na swoje pytanie, stąd uznał to za brak zgody na przedstawioną przed chwilą ofertę - No cóż. Twoja strata... - spróbował wywrzeć w nim poczucie winy ale ten był tylko naszyjnikiem. Nie mógł tego czuć, a prawda była taka, że to Nordgersim tracił na nieodzywaniu się miśka z jego klatki piersiowej.

Islandczyk pokiwał głową z niezadowoleniem, naprężając swoje mięśnie aby przyjrzeć im się w lustrze. Raz naprężał lewą, a raz prawą - zupełnie jakby pozował na jakimś Mister Olympia czy innych zawodach kulturystycznych. Uśmiechnął się sam do siebie widząc swoją nienagannie wysportowaną sylwetkę - Może powinienem wrócić do boksu? - zapytał swojego odbicia w lustrze, wykonując kilka szybki ciosów oraz unik jakby chciał uniknąć Hjalmara z lustra. Nie trzeba było jednak wspominać o fakcie, że był tak zajęty swoim pobytem w łazience, że nie słyszał niczego co działo się wokół - zupełnie jakby był w jakimś innym świecie.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#8
19.08.2023, 22:42  ✶  
Na całe szczęście, obyło się bez agresji i wylądowania na mugolskim komisariacie, był naprawdę grzeczny. Nie sądziła jednak, że będzie to dla niego równoznaczne ze zmarnowaniem wieczoru, aż tak cenił sobie rozróbę i adrenalinę? Cóż, istniały inne metody, aby jej dostarczyć, niż robienie komuś krzywdy. Widząc kolejną falę zaskoczenia, która przemknęła po jego licu, nie pozostało jej nic innego, jak się uśmiechnąć, robić dobrą minę do swoich wyrzutów sumienia i starać się je zepchnąć gdzieś na bok, aby nie przeszkadzały. - Naprawdę, zaufaj mi. Nie masz czym się przejmować, ot zwykły wieczór. I nawet smakował Ci makaron z kurczakiem.
Zapewniła go jeszcze z entuzjazmem, widocznie zadowolona z faktu, że dał sobie spokój z ucieczką i chęcią powrotu do kuźni, skoro słońce nawet jeszcze nie wstało. Nie zjadł śniadania, wciąż tkwili w piżamach — wszystko było przeciwko temu, aby sobie poszedł. Ostatecznie, ona mogła też napisać list do jego ojca, gdyby ten zrobił mu faktycznie jakieś problemy, czy wyrzuty, w co jednak nie chciało się jej wierzyć. Hjalmar zawsze był obowiązkowy, dotrzymywał słowa i pewnie nigdy pod względem ich rodzinnego biznesu nie zawiódł, jedna sobota nie powinna być końcem świata, powodem do awantury.
Poniekąd kazała, poniekąd to wszystko było przecież przez nią i jej durne pomysły. Dawno powinna dać sobie spokój, przestać ciągle go prowokować lub naruszać jego przestrzeń osobistą i faktycznie, taki miała teraz plan. Skoro zareagował na nią z takim strachem, co lepszego mogła zrobić? Będzie najlepszą przyjaciółką, jaką mógł sobie wymarzyć, żeby mu cały ten dyskomfort wynagrodzić, tak sobie brunetka postanowiła. Przyznać trzeba było jednak Niedźwiadkowi, że miał naprawdę mocną głowę, bo inny człowiek umarłby gdzieś po drodze, a wtedy nie zostałoby Pandorze nic innego, jak zaklęcie lewitujące lub zorganizowanie świstoklika.
Przejąłby się, gdyby przyznała, że boli, więc zwyczajnie nie mogła. Dobrze więc, że zorientował się dość szybko o sile swojego uścisku, zanim syknięcie uciekło spomiędzy jej ust. Musiało mu być naprawdę dziwnie przez jej gościnę, bo sam z siebie niezwykle rzadko decydował się naruszyć jej przestrzeń osobistą, nie licząc poprzedniego wieczoru tego dmuchnięcia w ucho, które było wyjątkiem i przypadkiem, chociaż skutecznym. Tego to akurat dobrze, że nie pamiętał, bo miałby ją w garści, oznaczałoby to, że zaburzyłby jej rytm i pewność siebie, a ktoś z ich dwójki musiał przecież być tym śmielszym. Bo co, skończyliby na takich rozmowach, jakie uskuteczniała z nim Eliza? Wbiła w niego spojrzenie z uśmiechem, skupiając się już na chwili obecnej i swoich zapewnieniach oraz tłumaczeniach, mając nadzieję, że naprawdę przestanie się tak przejmować i dziękować, bo nie było za co.
- Dlaczego więc w ogóle pomyślałeś, że mogłabym Cię zostawić? - zapytała zadziornie, przekręcając głowę na bok. Na jego słowa zaśmiała się, kręcąc głowę. - Ivar po prostu nie wie, jak sobie z Tobą radzić i nie zna sztuczek. Łagodny z Ciebie misiek, nie zrobiłeś żadnego problemu i poza chęcią walki z deszczem i ewentualnie taksówkarzem.. - przerwała na chwilę w zamyśleniu, a potem wolną dłonią machnęła, jakby to nie miało żadnego znaczenia. - Akane była naprawdę zadowolona, że przyszedłeś.
Wzruszyła ramionami, czując, jak włosy znów pod wpływem ruchu ją odrobinę łaskoczą. Westchnęła ciężko na jego słowa, wywracając oczami. - I uważasz, że dwa piwka sprawiłyby, że nic nie pamiętasz? Zapewniam Cię, nie skończyłeś na dwóch piwkach. Zaskakująco łatwo wchodzi Ci czysta wódka. - przyznała z nutą uznania, obserwując go jeszcze przez chwilę, z ulgą, że zdecydował się wrócić do łóżka, a nie kręcić i maszerować. Mogła więc wrócić do ogarniania samej siebie, przynajmniej dopóki znów nie zachowała się impulsywnie, bezmyślnie.
- To bardzo dobre pytanie, ale obawiam się, że tylko Ty znasz odpowiedź. - przyznała na jego słowa, jakoś domyślając się, że wybierze ten sposób na konwersację, bo trochę już się znali. - Nie słuchaj mnie, nie wiem, czemu tak paplam.
Dodała, jeszcze zanim wyszła, przystając na chwilę przed drzwiami. Nie było sensu mu tym zawracać głowy.

Rześka i pełna optymizmu wróciła do niego, gdy się doprowadziła do porządku, niosąc wodę oraz eliksir. Przyjaźniąc się z Akane czy Ger, musiała być przygotowana na niechcianego kaca, a przecież czarodzieje mieli na niego swoje skuteczne, stare metody. Nie było sensu się męczyć, skoro wystarczyło kilka łyków odpowiedniego eliksiru, nawet wiggenowy był skuteczny.
- Pozbędziesz się kaca i mi się nie przeziębisz, bo jednak wczoraj trochę zmokliśmy. - wyjaśniła z nutą oburzenia w głosie chyba na to, że podejrzewał ją o chęć otrucia. Odstawiła wszystko na stolik, przyglądając się blondynowi błyszczącymi oczyma. - Wymyśliłeś już imię dla swojego kaktusa? - zapytała jeszcze z uśmiechem, głową wskazując na roślinę, z którą wcześniej rozmawiał — o czym nie wiedziała, a którą podarowała mu w prezencie. Bo przecież o niej zamarzył i Pandora wcześniej powiedziała, że spełni jego życzenie, jak wróżka. Pustynny kwiat był dodatkiem.
A potem wyszła na korytarz, nucąc coś, zebrała rzeczy, pomachała mu i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Czy miała problem z tym, że został u niej w domu sam? Nie, bo nie miała przecież niczego do ukrycia.

Poranek był chłodny, słońce leniwie wyłaniało się zza horyzontu, a oddech prędko zamieniał się w parę. Kierując się do sklepu, naciągnęła mocniej czapkę na uszy, witając się z mijanymi ludźmi. Z każdym starała się tu dobrze żyć, pomagać i prowadzić krótkie, niezobowiązujące rozmowy, rzucić jakiś komplement — ludzie mieli znacznie lepszy dzień, gdy zaczynali go od dobrego słowa i uśmiechu. Pogadała więc ze sprzedawczynią w swoim ulubionym, małym warzywniaku, chwaląc jej sweter w kolorze musztardy, a potem zapytała młodego rzeźnika o wskazówki dotyczące mięsa, które wzięła dla Hjalmara. Był tak miły, że pokroił jej nawet boczek w kostkę ostrym nożem, żeby nie musiała się szarpać. W piekarni, w sklepiku czy nawet w kiosku u starszego Pana, gdzie był mugolskie gazety — wszędzie wpadła w rozmowę, słuchając nowinek z życia obcych ludzi lub zachwycając się jakością sprzedawanych przez nich produktów. Zanim wróciła do domu, przysiadła na chwilę na ławeczce, kładąc obok bawełniane torby i odchyliła głowę do tyłu, patrząc w szare niebo. Zimny wiatr szczypał w policzki, pokrywał je subtelnym różem, ale Pandora musiała chwilę odetchnąć, zebrać myśli, ułożyć jakiś plan w głowie, zanim wróci do swojego ulubionego Islandczyka, któremu zgotowała tak paskudny poranek.

Wróciła z drobną zadyszką, klnąc w myślach, że zapomniała rękawiczek, bo zmarzły jej dłonie od targanych zakupów. Do mieszkania weszła dość cicho, zamykając drzwi na zamek i niedbale zsuwając buty, chciała ruszyć do salonu, ale uchylone drzwi od łazienki i słowo “boks” sprawiły, że uniosła brew i zajrzała do środka, zupełnie nie spodziewając się tego, co tam zobaczyła. Zastygła więc w bezruchu i zaskoczeniu, z kurtką utrzymującą się na ramionach i zaciśniętych palcach na rączkach toreb, nie ściągając nawet czapki. I co ona miała z nim zrobić? Oparła się plecami o framugę, przenosząc spojrzenie z jego ramion, na jego twarz.
- Widzę, że dobrze się bawisz Niedźwiadku. - uśmiechnęła się z odrobiną rozbawienia, maskując tym samym drobne zakłopotanie. Policzki wciąż miała zmarznięte, więc mogła zrzucić na to ich kolor. - Jakbym zabrała Cię na basen, moje koleżanki otworzyłyby Twój fanklub. Cóż, można się do tego przyzwyczaić, wiesz, jak do porannego zwyczaju. - puściła mu oczko, zanim odepchnęła się plecami od drewnianej konstrukcji, poprawiając tobołki. - Kawę, herbatę czy sok?
Zapytała tylko, zanim nie czekając na odpowiedź, poszła dalej — na koniec korytarza, gdzie tkwiły otwarte drzwi, prowadzące do salonu połączonego z kuchnią. Podłoga była tak samo ciemna i drewniana, jak w korytarzu czy sypialni, ściany miały neutralny, jasny kolor, a całe pomieszczenie miało kształt kwadratu z małym prostokątem u góry, gdzie była kuchnia. Odłożyła torby na blat, zsuwając z ramion kurtkę i ściągając z głowy czapkę, które rzuciła na oparcie krzesła barowego, które tkwiło przy blacie. Miejsce to separować część kuchenną od dziennej, robiąc jednocześnie za stół, na którym stał wazon z bukietem róż i liścikiem przy nich. Meble w kuchni były jasne, podobnie, jak blaty i sprzęty. Pokój dzienny miał głęboką, miękką kanapę w szarym kolorze przed niewielkim kominkiem, gdzie tkwiło kilka kolorowych poduch i niedbale rzucony, pudroworóżowy koc. Przed nią stał niewielki stolik, a przy ścianie było mnóstwo półek, które sięgały sufity i zawalone były książkami, ciągnąc się aż do zamkniętych drzwi balkonowych i okna, przy których wisiały białe, mleczne zasłonki. Nie było tu bibelotów, nawet kwiatka, dzięki czemu pomieszczenie, chociaż nie było ogromne, zyskało na przestrzeni i przytulności. Pandora nastawiła czajnik z wodą na gazie, wspinając się następnie na palce, aby dosięgnąć górnych szafek, gdzie miała filiżanki. Tylko jaką kawę i jaką herbatę Hjalmar lubił? Obróciła głowę przez ramię, szukając go wzrokiem, aby zapytać. Nie chcąc jednak marnować czasu, zajęła się wyjmowaniem z toreb zakupów, zupełnie innych, niż robiła zwykle dla samej siebie.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#9
02.09.2023, 23:26  ✶  

"Ot zwykły" wieczór z Pandorą nigdy nie był zwyczajny. Miał co najmniej kilka przykładów takich "zwykłych" wieczorów, kiedy to niby nic się nie działo. Zaczynając od ich poznania, przechodząc przez Lithę, a chociażby na Turcji kończąc. Te wszystkie spotkania nie należały do najnormalniejszych. Hjalmarowi wydawało się, że za każdym razem działo się tyle co on sam nie przeżywał na przestrzeni tygodnia, dwóch, a czasami nawet trzech. Bez dwóch mógł przyznać, że ten cały chaos wpływał optymistycznie, dodając trochę koloru do szarości dnia codziennego.

Nie miał wyboru - musiał odpuścić ucieczkę. Prewettówna bardzo dobrze już wiedziała gdzie znajdowała się ich kuźnia i gdzie mogłaby go odnaleźć. Istniało nawet ryzyko, że mogłaby się tam pojawić dużo szybciej od niego samego gdyby postawił na mugolskie środki transportu. Mając w głowie jej reakcję - wręcz ofukanie - po tym gdy dowiedziała się o przeprowadzce do Anglii, zdawał sobie sprawę, że zwinięcie się w tym momencie byłoby gwoździem do trumny. Zapewne wpadłaby do środka, niczym krwiożercza bestia i rozszarpała na części... Taki obraz kreował się gdzieś w umyśle Hjalmara. Na całe szczęście Pandora była całkiem łagodna, a jej największą bronią był palec do uciszania.

Gdyby pamiętał cokolwiek z tamtego wieczoru to zareagowałby inaczej... zwłaszcza, że to bardziej on chciał aby z nim spała, niż na odwrót. Oczywiście jeżeli uznamy, że ucięcie ręki nie wchodziło w grę. Pojawiało się tylko jedno pytanie - o ile rozchodziło się o rękę, a o ile rzeczywiście o samą Pandorę. Ale czy z drugiej strony im mniej się wiedziało tym nie lepiej się spało? A najlepiej to po alkoholu i na ręce Pandory. Nordgersima przejmował się zawsze i wszystkim - nawet kiedy nie dawał tego po sobie poznać, a przynajmniej sprawiał takie pozory. Nie mógł pokazać się z tej "gorszej" strony. Na pewno nie na trzeźwo, ponieważ po kilku głębszych wszystko stawało mu się obojętne i tym samym piękniejsze czy łatwiejsze w obyciu.

Na zadane pytanie wzruszył ramionami. Nie wiedział jak miał odpowiedzieć, a co gorsza co miałby odpowiedzieć. Nie miał nawet pojęcia dlaczego tak uważał. Może zakładał szansę na zrobienie jakiejś burdy i Prewettówna miałaby go po prostu dość, zostawiając tym samym na pastwę losu? Sztuczek? Czy użyła jakiejś magii na nim? I co to za oskarżenia o bycie łagodnym? Zawsze starał się być strasznym i przerażającym, a nie pogodnym. Lata ciężkiej pracy poszły na marne dzięki, a raczej przez, Pandorę? Dlaczego spośród tylu przeciwników musiał akurat wybrać deszcz i taksówkarza? Nie było innego zawodnika na poziomie? - Wierzę, że tak było... - pokiwał głową bo nie pamiętał czy była zadowolona czy też nie. Prawdę mówiąc nie przyszedł tam przecież dla Akane, a dla kogoś innego i tylko docelowe szczęście tej osoby go interesowało.

Lata praktyki w spożywaniu alkoholu uodporniły go na tyle, że w większości przypadków ten trunek nie robił na nim żadnego wrażenia. Zarówno na Hjalmarze jak i jego organizmie... No chyba, że po drodze łączy się kilka pomniejszych faktów - zmęczenie, pusty żołądek czy zaproszenie na randkę.

Tutaj był pies pogrzebany. Nordgersim nie miał pojęcia dlaczego tak jest, a raczej domniemanie miałoby być. Przecież żadnego muru nie budował, a co więcej - nie znał się na budowlach z cegły. Koniec końców był tylko kowalem, rzemieślnikiem, a nie murarzem.


Na Islandii wyznawali trochę inną zasadę - "czym się strułeś, tym się lecz". Według tego podania, musiałby dzisiaj ponownie spożyć znaczącą ilość przezroczystego trunku aby ból mógł przejść. Z drugiej strony była alternatywna metoda - syte śniadanie i modlitwa o przyjęcie tego w żołądku - Nic mi nie będzie. Deszcz się mnie boi - przyznał, spoglądając na jej błyszczące oczy. Czy mogło to świadczyć o tym, że właśnie podchodziły jej łzy? Tylko dlaczego? Co takie zrobił? Czy mogło to być spowodowane oskarżeniem o chęć otrucia? Nie wiedział - Mojego kaktusa? - zdziwił się - Oddałaś mi swojego kaktusa? - przeniósł swój wzrok na kolczastą roślinkę - Kurcze... Nie chcę Ci robić problemów więcej niż powinienem... Ale dziękuje - dodał, odwzajemniając jej uśmiech. A więc wracasz ze mną do kuźni... Ciekawe...


Hjalmar uznawał to za pewnego rodzaju poranną tradycję - musiał się upewnić, że mięśnie wyglądają dokładnie tak samo jak przy ostatniej inspekcji. Zresztą w ten sposób mógł dbać o swoją dobrą samoocenę. Prewettówny ani nie zauważył, ani nie usłyszał. Nic więc dziwnego, że kiedy do jego uszu dobiegł znajomy głos, niemal nie dostał zawał. Kiedy weszłaś? Przez twarz przebiegł mu mały zawał serca, a on postarał się przyjąć jakąkolwiek inną pozę jakby próbował ukryć swoje pozowanie przed lustrem. Chociaż na to było już trochę za późno... - Umm... Ale ja nie potrzebuję żadnego fanklubu... Zresztą nie ma nic szczególnego nawet... - próbował jakoś wybrnąć - Maślankę? - rzucił po krótkim zastanowieniu ale odbiorczyni tych słów już dawno nie było. Nie czekając ani chwili dłużej, ruszył w tym samym kierunku co ona, zapominając o złapaniu włosów w kitę, pozwalając im swobodnie żyć - zupełnie tak samo jak w Turcji.

Wszedł do pomieszczenia, paradując dalej bez koszuli, zupełnie jakby był u siebie - Ale może być też kawa, bo zdaje sobie sprawę, że maślanka może być ciężkim przypadkiem - odparł, skupiając swój wzrok na bukiecie róż. Oho... A to od kogo? Uniósł zdziwioną brew i podszedł do kwiatów aby im się przyjrzeć. Co to ma znaczyć? Nie chciał za bardzo być nachalnym... No ale kto kurwa wysyła kwiatki Pandorze? I to bez jego zgody? - Tak sobie myślałem... - zaczął coś mówić aby móc rzucić okiem na liścik - O co chodziło z tym murem, bo nie daje mi to spokoju... - zapytał, opierając się o blat kuchenny, pozwalając aby włosy przysłoniły mu twarz. No tak, zapomniałem was ogarnąć... Mruknął pod nosem, a następnie zarzucił grzywę do tyłu aby móc widzieć Pandorę.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#10
03.09.2023, 00:20  ✶  
Tylko czy tego koloru, chaosu, nie było zbyt dużo? Rozmyślała na ten temat, gdy próbowała przestać się dziwić całemu temu kontrastowi, który mieli. Gdyby znów miała spotkać go po raz pierwszy, znów powiedziałaby, że przypomina jej dziecko księżyca, podczas gdy ona jest typowo słonecznym człowiekiem, nawet jeśli zajmowała się Astronomią. Uosobienie południa z uosobieniem północy, jakim cudem w ogóle Pandora pozwalała sobie łączyć to w sposób inny, niż typowo przyjacielski, polegający na wymianie doświadczeń? A jednak łapała się na tym, że tak robiła. Każde ich spotkanie było dobrą zabawą, ekscytującą iskierką w zwariowanej codzienności i chociaż czas im mijał naprawdę szybko, to brunetka miała wrażenie, że staje w miejscu i cała reszta świata przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Jakby znali się od zawsze, jakby wcale nie mijały miesiące pomiędzy ich spotkaniami, co najwyżej godziny.
Owszem, byłaby wściekła, gdyby tak się zachował. Chociaż może bardziej byłoby jej przykro i zaczęłaby go unikać? Bo wiedziała, że się jej bał, ale żeby od razu przed nią tak uciekać? Już i tak miała wyrzuty sumienia, że spali w jednym łóżku, nawet jeśli to on sobie tego w pewien sposób zażyczył, bo ręki nie mogła dać sobie odrąbać. Lepiej było mu jednak o tym nie przypominać. Tego jego przejmowania się, nie rozumiała zupełnie — marnował siłę, energię na coś niepotrzebnego, zamiast po prostu być sobą. Miał tyle do zaoferowania, a krył się za tym cholernym murem, stromym i wysokim na tyle, że zaczynała wątpić, że kiedykolwiek uda się jej dotrzeć do tego, co skrywał przed światem, co wydobywa tylko wódka. Jaki był sens, skoro potem i tak nie pamiętał? Miała prawdziwy mętlik w głowie, bo przecież sama powiedziała, że pijani ludzie są szczerzy. Szlag by to wszystko trafił.
- Nie masz wyjścia, jak wierzyć mi na słowo. - zauważyła, wciąż trochę rozbawiona na wspomnienie walki z deszczem i chyba trochę na jego słowa. Musiał czuć się niekomfortowo, gdy w takim stopniu polegał na drugiej osobie. - Nie pozwoliłabym, żeby coś złego się wydarzyło.
Dodała jeszcze pod nosem, chociaż na tyle głośno, aby usłyszał. Była przecież czasem odpowiedzialna, dorosła — zwłaszcza, gdy miała mieć na kogoś oko. Ze wszystkich ludzi Pandora była najodpowiedniejszą do takich zadań, bo chroniłaby kogoś kosztem nawet samej siebie, co nie było szczególnie mądre, ale działała w takich sytuacjach impulsywnie. Zwłaszcza gdy schlał się tak przez nią, bo sprawiała mu kłopoty od pierwszego momentu ich znajomości, a jednak nadal miał tyle cierpliwości, był na tyle dobrym człowiekiem, że wcale nie zrezygnował ze znajomości z nią. Dlatego nie mogła w sumie pozwolić — teraz już chyba była tego pewna, aby czegokolwiek się domyślał, że czasem spoglądała na niego w sposób, w jaki przyjaciółka nie patrzyła na przyjaciela. Westchnęła bezgłośnie, zwilżając wargi, skupiając się na tym, co teraz i w przyszłości, a nie grzebiąc w tym, co już było. Nie miała na to wpływu. Nie myślała też, że słowa o murze tak nim wstrząsnęły.
Na jego słowa roześmiała się, kręcąc głową. No tak, deszcz sromotnie przerwał, ale co ze styczniowym wiatrem wdzierającym się pod ubraniem, otulającym wilgotną od kropel skórę? - No tak, jesteś pogromcą deszczu. - przyznała wesoło, przecierając oczy kciukiem. Drobne łzawienie było efektem spożywania często eliksiru pobudzającego, mieszanego z eliksirem czuwania oraz z kawą. Czasem pękały jej białka w oczach, czasem miała dreszcze lub kręciło się w jej głowie, ale nauczyła się to ignorować, żyć z konsekwencją swoich wyborów. Przecież nikt jej tego nie wciskał, sama to piła, aby nie tracić cennych chwil życia na bezsensowne tkwienie w łóżku, skoro i tak nie mogła usnąć. - To było Twoje marzenie! Cieszę się, że mogłam się na coś przydać i je spełnić. - powędrowała wzrokiem na roślinkę, która wkrótce miała zmienić swój dom i właściciela. Nie była pewna, czy kojarzenie jej z kaktusem było czymś dobrym — zważywszy na kolce, ale nie wspomniała o tym głośno, bo gdy wróciła do niego spojrzeniem, odwzajemniła posłany przez niego uśmiech. - Przestań mi tyle dziękować, Niedźwiadku.

W domu było przyjemnie i ciepło, chłód poranka szczypał ją w policzki w palce, a do tego była trochę głodna. Zerknęła na swoje wzorzyste skarpety, gdy zdjęła buty, ruszając do przodu, ostatecznie przystając przy łazience, zaintrygowana słowami, a później widokiem. Widok jego twarzy sprawił, że przekręciła głowę na bok, wcale nie uciekając spojrzeniem, a jedynie przygryzając na chwilę dolną wargę, aby się znów nie roześmiać. I znów się jej bał! Na Merlina, była prawdziwym potworem, skoro Islandczyk reagował w taki sposób, a radził sobie w pokrytym śniegiem lesie, polując na bestie. - Nie bądź taki skromny, przystojny z Ciebie facet. Powinieneś być bardziej z siebie dumny. - rzuciła jeszcze na odchodne, znikając potem w kuchni. Nie było nic złego w pozowaniu, a przynajmniej brunetka nie miała na co narzekać, chociaż niebieskooki nie ułatwiał jej życia.
Maślankę? Ściągnęła brwi nieco zmartwiona, zastanawiając się, skąd niby to wziąć? Miała mleko, mleko kokosowe i nawet kupiła sok, mnóstwo herbat i dwa rodzaje kawy, ale maślankę?
- Nie mam maś.. - przerwała, gdy napotkała go wzrokiem, pozbawionego koszuli i jeszcze z rozpuszczonymi włosami, na co przełknęła jedynie trochę więcej powietrza, uśmiechając się zaraz, gdy wspomniał o kawie. To podchodziło pod znęcanie się i było karalne, czy jeszcze nie? Odwróciła się przodem do czajnika, sięgając kawę, wybierając tą, którą sama preferowała i nasypała do filiżanek. Nie widziała jego reakcji na bukiet intensywnie pachnących kwiatów, o którym zapomniała. Zabrała się za przygotowywanie śniadania, korzystając z rad rzeźnika. Wyjęła dwie patelnię i rondel, w którym wstawiła trochę mleka, decydując się ostatecznie na owsiankę. Jedna patelnia przeznaczona była na boczek, który na nią wsypała, chcąc trochę podsmażyć, a potem dodać do tego jajek i zrobić mu jajecznicę albo omleta, bo to umiała, druga natomiast przeznaczona była na przygotowane do smażenia, angielskie kiełbaski, które jej również polecono.
- Hmmm? - mruknęła, zerkając na niego przez ramię, gdy zaczął wypowiedź, zaprzestając na chwilę krojenia cebuli. Praca z warzywami była dużo szybsza i łatwiejsza niż z mięsem, więc chwilę później, gdy była gotowa do wrzucenia na patelnię, a obok leżały uszykowane jajka, umyła ręce i odwróciła się przodem do niego, podchodząc do blatu. Oparła się w ten sam sposób, przybliżając nieco do niego i spojrzała mu w oczy, nieco odchylając głowę do tyłu. Wzruszyła ramionami. - Nic szczególnego. Po prostu trudno do Ciebie dotrzeć czasem, zgadnąć, o czym myślisz lub czegoś byś chciał, bo … - przerwała na chwilę, zwilżając wargi. Wysunęła dłoń, nie mogąc powstrzymać chęci złapania jasnego kosmyku w palce, obracając nim nieco. Lubiła, gdy nosił rozpuszczone włosy. Uśmiechnęła się, zgarniając je jednak za ucho, a potem cofnęła rękę, przypominając sobie o tym, co przecież postanowiła przed godziną. - Bo jesteś tak miły i dobry, że pewnie byś udawał, że kogoś lubisz i z kimś się dobrze bawić, żeby nie było mu przykro. Łatwo się z Tobą kumplować, ale trudno się zaprzyjaźnić i nie pozwalasz zobaczyć tego wszystkiego, co masz do zaoferowania..
Mówiła dość wolno i spokojnie, nie odwracając od niego wzroku i dopiero gwizd czajnika sprawiło, że opadła na całe stopy, obracając się i stając przodem do kuchenki. Skarciła się w myślach, zalewając kawę. - Z mlekiem? Słodzisz? - dopytała, wsypując w międzyczasie do gotującego się mleka owsiane płatki i odrobinę cynamonu, a także przemieszała boczek i te nieszczęsną, skwierczącą kiełbasę. Powinna już dorzucić cebuli? Oczywiście zamierzała przemycić mu też szczypiorek do jajecznicy, żeby było tam cokolwiek zielonego. Oparła dłoń na biodrze, stukając w nie palcami, debatują nad patelnią i ostatecznie decydując się, że to czas na dorzucenie warzywa. Gdy to zrobiła, wyjęła dwa talerze -jeden duży, drugi mały i pieczywo, które mu kupiła. - Chcesz jajecznicę na bułkę, czy tak na talerzu i bułkę z masłem obok? - znów zapytała, zastygając w bezruchu z nożem w ręku.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (12395), Pandora Prewett (18051)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa