Pomiędzy rozgrywkami i treningami Quidditcha i prozą celebryckiego życia Philip zdołał wygospodarować pewną część swojego wolnego czasu i zaprosić do siebie Giovanniego/Jonathana (trudno było mu przewidzieć, z którym będzie mieć do czynienia) oraz Timothy'ego do swojego domku w Dolinie Godryka. Przenosił się się tutaj po to aby móc odpocząć od zgiełku magicznego Londynu i na czas Sabatów, co było uwarunkowane jego wygodą. Powrót do Londynu od razu po festiwalu zawsze okazywał się mniej komfortowy, niż do domu położonego w tej samej miejscowości, w której odbywał się każdy z Sabatów.
Swoim przyjaciołom udostępnił podłączony do Sieci Fiuu kominek w swoim salonie, jako dogodną alternatywę dla teleportacji. Tego wieczoru pełen alkoholu barek stał przed jego gośćmi otworem. Przygotował również odpowiednią ilość dobrego jedzenia w obu wersjach: tradycyjnej i jarskiej, gdyż sam nie jadł mięsa z przyczyn zdrowotnych, a nie dlatego, że mu nie smakowało. Była to niewielka cena za własne zdrowie. Nie miał z tym najmniejszego problemu, że ludzie w jego otoczeniu nie odmawiają sobie tego rodzaju pożywienia.
Czerwiec uraczył ich kolejnym ciepłym wieczorem, dlatego zdecydował o tym, że będzie przyjemniej siedzieć w ogrodzie, a właściwie w sadzie. Pozostawało jeszcze widno. Gdy zacznie się ściemnić to źródłem światła może stać się ognisko albo wiszące na drzewach zaczarowane lampiony, których postanowił nie ściągać po jednym z przyjęć dla wąskiego grona znajomych. Przydawały się. Do siedzenia mieli drewniane ławki, kilka pieńków oraz trawę. Gdy wszystko było gotowe to pozostawało mu tylko czekać na ich przybycie. Jeśli wybrali teleportację to zamierzał podejść do drzwi wejściowych i wpuścić ich do środka, natomiast jeśli postanowili skorzystać z kominka w salonie to tam będzie na nich czekać.