• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[6.06.1972] Mały wypadek zgłoszony w biurze aurorów

[6.06.1972] Mały wypadek zgłoszony w biurze aurorów
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
28.08.2023, 13:31  ✶  

Tylko ostrożnie. Zachwianie granicy, którą mieli wytyczoną, byłoby progiem, z którego ciężko byłoby wrócić. Jemu na pewno. A jej? Dla Laurenta bardzo ważne było trzymanie się granic z obu stron. Wiedział wtedy, na co sobie może pozwolić, czego nie robić, na co może liczyć z drugiej strony, a czego się nie domagać. To było dla niego zdrowe, dawało mu poczucie stabilności. Potrzebował tego, bo tak jak Victoria wiedziała, że był bardzo uporządkowanym człowiekiem, tak potrzebował porządku w związkach, jakie z ludźmi go łączyły. W innym wypadku zaczynał się gubić, zaczynał czuć, że ma nierówne podłoże i w każdym momencie mógł się potknąć. Nie chciał upadać, nie chciał otrzepywać kolan i potem strzelać słodkimi oczkami. W zasadzie nie wiadomo, czy do lustra czy może do drugiej osoby, wobec której coś poszło nie tak. Nie mógł powiedzieć, że Victoria mu się przestała podobać, że w jego oczach przestała być kobietą. Miał ochotę, by przesunąć palcami po jej przedramieniu, dotknąć policzka, przypomnieć sobie smak jej ust, ale to była ledwo jedna iskra, którą nakierowywał na coś innego. Nie był zupełnym niewolnikiem swoich pragnień, a mógł im dać upust w zupełnie innym kierunku, niekoniecznie jej. Nawet jeśli nie było ludzi, których można zastąpić w relacjach to na pewno dało się ludzi zastąpić w łóżku, gdzie poszukiwało się przyjemności czysto fizycznej. Przez to, że ktoś chciał przekroczyć granicę przez niego ustawioną, na którą droga strona się zgodziła, złamane było już niejedno serce. Blondyn po prostu jakoś nie potrafił się zakochać tak... na stałe. Zakochiwał się pod wpływem chwili, która go porywała i której chciał dać się porwać a potem to mijało. I mógł się nawet zakochać kolejny raz następnego wieczoru w tej samej osobie, ale nad ranem to zamiłowanie przechodziło. Nie, to nie było normalne. Ale kto w tym świecie był normalny?

- Pamiętaj, że blizn zawsze da się pozbyć. Jeśli nie pomogą maści to ktoś z Potterów na pewno będzie mógł się tym zająć. - Pewnie o tym doskonale wiedziała, ale chciał jej to powiedzieć na głos, żeby się nie martwiła. A może nie martwiła? Niee... martwiła. Był pewien, że patrzyła na te blizny, skoro rany się zagoiły i że sprawiały one smutek, wprawiały w jakiś niepokój. Niepotrzebnie, bo mieli świat, w którym takie rzeczy zazwyczaj dało się dość łatwo usunąć, jeśli miało się tylko środki do tego. Rany... nawet gdyby Victoria ich nie miała to by jej to blondyn zafundował, żeby tylko nie straciła jeszcze większej pewności siebie. - To naprawdę... niedawno... - Powiedział ciszej, zastanawiając się nad tym. Czyli tydzień mniej więcej przed tym, jak do niego przyszła. No tak, to nic dziwnego, że już wszystko się wyleczyło, teraz tylko była kwestia zadbać o te blizny. Czy czas tutaj grał jakąś rolę? Czy to, że Brenna ich łączyła w tym wypadku miało znaczenie? Człowiek chciał znaleźć jakiś sens w tym całym szaleństwie. Kiedy coś, cokolwiek, miało sens wtedy było bardziej przyswajalne. W końcu powiedzieć, że to wszystko było dziełem przypadku, że ten morderca ot szukał przypadkowych ludzi to zdecydowanie łatwe do zaakceptowania nie było. Tak i Laurent chciał, żeby ta sytuacja, chora i przerażająca, miała w tym jego życiu jakikolwiek większy sens niż przypadkowe wpadnięcie w oku mordercy.

- Dostałem przepisane eliksiry nasenne. Zgłoszę się do mojego magimedyka po więcej... - Sama wizja zapadania zmroku sprawiała, że drżał. Potrzebował czasu, zdecydowanie potrzebował czasu, żeby się to uspokoiło. Ale morze, towarzystwo i daleka droga od lądu brzmiała jak bardzo dobry początek tej małej "terapii" od równie małego "wypadku". Victoria, jak sama powiedziała, bardzo dobrze to rozumiała. Zresztą w jej przypadku jak dodać koszmarne problemy ze snem, jakie potrafiła mieć, to było naprawdę bardzo groźne, bardzo niezdrowe dla niej. Dobrze, że się uspokoiła.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
28.08.2023, 18:03  ✶  

Ostrożnie, bo jeden zły krok mógł być końcem wielu rzeczy, w tym szacunku do samego siebie. Victoria nie chciała źle ani dla niego, ani dla siebie, ani tym bardziej dla Sauriela, który z tej trójki być może był najtrudniejszym przypadkiem. Ale Laurenta też zwodzić nie chciała – może i ludzi można było w łóżku zastąpić innymi, każdego dnia zakochiwać się w kim innym, ale przywiązanie pomiędzy ludźmi istniało, a dobrej woli nie należało wystawiać na próbę. Nie, jeśli się drugą osobę ceniło, szanowało i była dla nas ważna. Nie chciała dla niego źle i nie chciała mu też robić mętliku w głowie, sugerować, że może być jak dawniej w momencie, kiedy tak być nie mogło, bo taką właśnie decyzję podjęła. Może i łączyła ich fizyczność, po drodze narodziła się więź psychiczną, i z całą pewnością w jej oczach Prewett nie był osobą, którą chciała traktować przedmiotowo. Przychodzić tylko wtedy kiedy sama tego chciała, nie wtedy kiedy chciał on. Ale teraz granicą wyrysowana była bardzo wyraźnie i oboje wiedzieli na czym stoją, a Victoria też potrzebowała takiej stabilności. Nie zgadywania, domyślania się, niepewności. Nie chciała krzywdy, ani tego, by któreś z nich musiało udawać lekki uśmiech przed lustrem. Mętlik w uczuciach potrafił wyrządzać realną krzywdę, powodować ból nieraz gorszy niż ten fizyczny, którego Laurent tak się bał. Być może to, że nie potrafił zakochać się w jednej osobie, prawdziwie i na długo, wynikało z tego, że nie chciał? Że bał się odrzucenia, albo nieznanego, bał się tych wszystkich rzeczy które mogły przyjść później, kiedy szaleństwo opadnie, więc uciekając przed tym rzucał się od ramion do ramion, by nie pozwolić sobie na zatrzymanie się i potencjalny ból, który się z tym niósł. Mógł wystąpić, albo wcale nie.

Nikt nie chciał mieć złamanego serca, to przecież bardzo bolało.

Victoria nie była pod tym względem bardzo różna od Laurenta. Nigdy nie była zakochana. Zauroczona – tak, oczywiście, choćby nim, ale na zakochanie po prostu sobie nie pozwalała, ze względu na rodzinę, która miała wobec niej bardzo konkretne plany. Różnica polegała na tym, że nie musiała przy tym zwiedzać różnych sypialni i wpadać w kolejne nieznane jej ramiona.

- Mam nadzieję, że nie będę musiała – ale pewnie gdyby była taka potrzeba, to Brenna by jej pomogła… póki co jednak próbowała się z maściami i liczyła na to, że przyniosą odpowiedni skutek. - Tak… – niedawno. Nie powiedziała mu, nie napisała do niego, bo nie chciała wpływać na jego wyobraźnię, nie chciała zarazić go paniką – sam był przecież panikarzem. Nie chciała go martwić… głupio zrobiła, teraz to wiedziała. Powinna była do niego napisać, ostrzec gdyby coś podobnego go spotkało. Dotarło to do niej dopiero teraz i poczuła się winna. - Przepraszam – powiedziała cicho. - Powinnam do ciebie napisać. Może ostrzec. Nie pomyślałam – wierzyła jednak że atak na Laurenta był jedynie przypadkiem, jeśli ufać temu, że to samo przytrafiło się Borginowi trzy lata temu. Może powinna do niego napisać…

- Chcesz? Mogę dać ci moje. I tak mam cały zapas w domu – tak kurewsko się nudziła na początku miesiąca w domu, że siedziała w piwnicy i warzyła eliksiry. Nasenne, wiggenowe. I inne. Czego jak czego, ale swoich eliksirów była pewna. Do cholery, pochodziła z Lestrange, rodziny która szczyciła się zdolnościami alchemicznymi wręcz. - Jak inne eliksiry? Maści? Nadal nie zeszło, co? – patrzyła na jego szyję, na chustę nań zawiązaną. - Czy tej nocy nie śniło ci się nic złego? Nic dziwnego? – dopytywała się, bo musiała wiedzieć. Musiała. Czy nie było kolejnej próby, czy nie było mugola ze strzelbą. Czy tam… ubranego po mugolsku mężczyzny.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
28.08.2023, 19:14  ✶  

Również miał nadzieję, że konieczność wędrowania do Potterów będzie jedną z ostatnich, jakie Victoria podejmie. Oby to się po prostu dobrze zagoiło, żeby była mała blizna i... i nie wiedział nawet, co jej tak naprawdę było. Nie pytał o to nie dlatego, że się nie martwił, ale dlatego, że nie było mu to potrzebne, by wiedzieć, że ten mężczyzna nie obszedł się z nią lekko. Brenna mówiła, że było właściwie tak samo, jak wtedy. Nie, sny nie były identyczne, ale tak samo próbował kilka razy podejść do próby zabicia. Zabicia. Kiedy próbujesz kogoś zabić to nie zostawiasz mu śladów kocich pazurków na plecach jak w chwili, kiedy czasami niektórych za bardzo pochłania namiętność. Nie czujesz tego w trakcie, dopiero uświadamiasz sobie już po, że kogoś mogło ponieść. Nie chciał malować przed sobą obrazu Victorii we krwi i tego, co naprawdę jej było ani uzmysławiać sobie, że naprawdę była bardzo bliska śmierci. Była, wiedział, rozumiał. Nie potrzebował tego wizualizacji, wyobrażeń, żeby pierdolnęło to w niego z całą swoją mocą. Wystarczyło mu już w ostatnim tygodniu emocji na następny rok. A to był dopiero początek czerwca.

Zupełnie nie pomyślał, że mógłby się na nią gniewać, a może powinien. Tak samo, jak ona pogniewała się na niego, że nie dał znać, że coś takiego się działo. Nie był jednak zły, nie pomyślał o tym i teraz, kiedy sama z siebie wspomniała, że właściwie to głupio zrobiła - wcale tak nie uważał. "Powinność" ludzka była bardzo śliską sprawą i nie chodziło o zaufanie względem siebie, sympatie czy inne tego typu rzeczy. Możecie się uwielbiać i świetnie rozumieć, a jednak i tak nie dopełnić powinności, o której jedna ze stron myślała. Bo ta powinność bywała bardzo zmienna, gładka. Ślizgawka, na której dupskiem przejeżdżały dzieciaki. Chyba nie potrafiłby powiedzieć, czego oczekuje od Victorii, oprócz tego, żeby była zdrowa, szczęśliwa i bezpieczna. Oczekiwał, że ułoży swoje życie i że uwierzy w siebie samą. Że będzie wypinała dumnie pierś do przodu i zdobędzie się w sobie, żeby naprawdę kusić swoim wyglądem. Oczekiwał też, że gdyby tego potrzebował to naprawdę mu pomoże. I że jeśli sama będzie potrzebowała jego pomocy to da znać. Nie oczekiwał jednak, że będzie mu mówić o wszystkim, co się w jej życiu działo i dziać będzie.

- Nie masz za co przepraszać. Przecież nie będziesz teraz rozsyłać listów do wszystkich swoich znajomych, prawda? - A może to właśnie robiła i źle zupełnie odebrał to, co teraz działo się w jej głowie? Nie była osobą, której pamięć była dziurawa. Jednak po czymś takim, nawet jeśli Victoria była aurorem, myśli potrafiły nie funkcjonować tak, jak powinny. Sam tego doświadczył najlepiej. - Zresztą... znasz mnie. Zacząłbym pewnie panikować. - Laurent starał się to ukrywać i trzymać fason przed ludźmi, ale nie przed osobami bliskimi takimi jak Victoria. Pewnie nie rzuciłby wszystkiego i nie wyjechał z kraju, ale na pewno nie żyłby spokojnie w swoim zaciszu. - Zresztą upewniłem się, że wszystko jest odpowiednio zabezpieczone tego dnia. Nie wiem, czy cokolwiek więcej byłoby w stanie go zatrzymać. - Laurent obawiał się kogoś innego tego dnia, nie tajemniczego psychopaty, który wkradnie się do jego snu. Przed magią, której się nie rozumiało, która była nieznana, bardzo ciężko było się bronić i stawiać jakiekolwiek zabezpieczenia. Niestety.

- Dziękuję, jestem zaopatrzony. Chyba że posiadasz coś, co wyjątkowo polecasz... ufam twojej wiedzy. - I umiejętnościom kreowania eliksirów. Victoria potrafiła zadziwić tym, co trzymała w domowej apteczce i co też tworzyła na własne potrzeby. Ufał nie tylko jej wiedzy. Temu, że nie zrobi mu krzywdy, tej najgorszej, bo sercowej, czy psychicznej, również. - Powoli się goi. Nie jestem w stanie poszczycić się końskim zdrowiem jak co poniektórzy. - Bywały znacznie gorsze przypadłości, ale Laurent zawsze miał słabe ciało. I tyle. - Czy po eliksirze nasennym może się coś śnić? - Odpowiedział w sumie pytaniem na pytanie, ale nie był pewien do końca. Chyba mogło, ale szanse były raczej niewielkie, tak jego zdaniem. Ekspertem w dziedzinie eliksirów jednak nie był. -
Jeśli tak, to mi nie śniło się nic. Zawsze po eliksirach nasennych spałem bardzo twardo i głęboko. - Sposób w jaki o to dopytywała zapewne zwróciłby jego uwagę, gdyby nie to, że jego uwaga była ogólnie mocno rozproszona.

Tak, zgadza się, ból serca był gorszy od bólu ciała. Laurent dobrze o tym wiedział. Jakoś jednak tak się złożyło, że choć tak wnikliwie obserwował ludzi, to sam nie zobaczył jeszcze najbardziej prawdopodobnej wersji, dlaczego sam tak ciągle uciekał i uciekał przed prawdziwym uczuciem. Zabawne - bo przecież goił serca ludzi, którzy mieli je połamane i tłumaczył im, dlaczego sami mogą się czuć tak a nie inaczej. Tak to się jakoś ułożyło, że większą uwagę poświęcał innym niż sobie. Głownie dlatego, że czuł się przez to potrzebny.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
28.08.2023, 20:10  ✶  

Victoria była zmęczona i spanikowana, a na domiar wszystkiego, kiedy obudziła się, ktoś skradał się do jej pokoju. A później jej narzeczony bił się tam z jej przyjaciółką. To były kolejne nerwy, które odjęły jej racjonalności z myśli, by napisać do bliższych znajomych i ich ostrzec. Ale tak pomiędzy bogiem a prawdą – myślała, że to był atak wymierzony konkretnie w nią. Była aurorem. Była w Limbo. Sprzeciwiła się Voldemortowi… To było dwa dni po wywiadzie, jaki udzieliła Darcy’emu, co prawda jeszcze go wtedy nie opublikował, ale może ktoś się dowiedział…? Tak myślała wtedy – że to był celowy atak konkretnie na nią. A nie napisała do Laurenta, bo nie chciała go wystraszyć. Czuła, że zacząłby panikować. Ale mleko się rozlało. Było jej źle, że go po prostu nie poinformowała, że coś jest nie tak. Ani o tym, że musi się zaszyć na jakiś czas.

- Może powinnam – mruknęła. - Byłam ja, teraz ty. Kto wie kto będzie następny? Bo będzie na pewno – mruknęła. Będzie na pewno. Póki go nie złapią, skurwysyna. - Tak, znam. Dlatego nie napisałam. Nie chciałam cię straszyć, myślałam, że to atak wymierzony bezpośrednio i celowo we mnie, po wszystkim co się wydarzyło… Pewnie jestem oczywistym celem – westchnęła. - Laurent. Nie wiem czy go się da tak łatwo zatrzymać. Zamknięte okna i drzwi go nie zatrzymują – musieli porozmawiać. Poważnie. Przestać bawić się w ciuciubabkę i chowanego, przestać krążyć wokół tematu. Tak, Prewett był delikatny niczym płatki datury, i równie czarujący. Ale to nie znaczyło, że miał żyć w niewiedzy. - Eliksiry nasenne, tych mam mnóstwo. Wyjątkowo mi się nudziło na początku maja. I eliksiry wiggenowe. Uzupełniające krew. Mam też maści na rany, gdybyś potrzebował – po Beltane trzeba było uzupełnić zapasy. Jej ojciec miał roboty po pachy, a Victoria siedziała na dupie w domu… Uzupełniła więc zapasy… I zrobiła nowe. - Na mnie też goiło się długo. Jeszcze nie wszystko zeszło – przyznała i westchnęła, po czym delikatnie wyplątała się z jego uścisku i wstała, by okrążyć biurko i zajrzeć do szuflady jeszcze raz.

- Zazwyczaj sen po eliksirze jest na tyle mocny, że jeśli się coś śni, to się tego nie pamięta. Ale oczywiście, może. I właściwie to się śni. Zawsze się coś śni, niezależnie czy używa się eliksiru, czy nie – wyjaśniła mu, pochyliwszy się nad szufladą, by przekopać papiery. W końcu wydobyła jeszcze jedną kartkę i podała mu. Był tam kolejny rysunek, tym razem przedstawiający mężczyznę „ubranego po mugolsku”.

- Czy kojarzysz tego mężczyznę? Widziałeś go gdzieś, może nawet we śnie? – zapytała. Dopytywała i wierciła, bo musiała wiedzieć. Musiała. I musieli porozmawiać, a ona miała jeszcze jego zeznania do dokończenia.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
28.08.2023, 20:35  ✶  

Miała rację, kiedy powiedziała, że może powinna. Natomiast Laurent uważał troszkę co innego... Coś, co było w zasadzie straszne, co było nawet trudne do wypowiedzenia, ale niestety trzymały się tego, co należało na takim etapie rozważyć.

- Pisanie listów to bardzo czasochłonny proces, by ostrzec wszystkich. Do ilu osób tak naprawdę trafisz? Natomiast jest na to inna metoda... jeśli rzeczywiście biuro aurorów uzna, że macie do czynienia z seryjnym... z... mordercą. - Wahał się przed wypowiedzeniem tego, ale w końcu wycisnął to ze swojego obolałego ciągle gardła. Przynajmniej dzisiaj już mógł normalnie mówić, bo wczoraj było z tym dość ciężko. Laurent obchodził się z samym sobą jak z wydmuszką, kiedy bolało go cokolwiek. Jego komfort siedzenia tutaj również był nadwyrężony i pomagało tylko to, że była to Victoria, ze wszystkich osób. Wziął eliksir, który uśmierzał ból przed wyjściem, ale mimo to czuł, że do końca wszystko nie gra jak powinno. Nie mogło grać, miał wielką dziurę w plecach do jasnej cholery... gojącą się dziurę, ale nadal dziurę. Troszkę na sobie wymusił stanięcie na wysokości zadania (troszkę? BARDZO), żeby pozbierać swoje rozkołatane myśli, nie mazgaić się. Służyć pomocą, skoro przyszedł składać zeznania. Postępowania śledzcze bywały różne, nie wiedział, czy tutaj byli na etapie szukania mężczyzny. Skoro przysłane były rysopisy to najwyraźniej tak. - Powinno odpowiednie powiadomienie i stanowisko biura aurorów znaleźć się w gazecie. Panika paniką, ale czarodzieje powinni być uświadomieni, co się dzieje. Być może ktoś, kto będzie znów czuł się obserwowany zdoła to zgłosić i zapobiegniecie następnej tragedii. - Z tą prasą to zawsze była bardzo delikatna i krucha sprawa, natomiast nie dało się ukryć, że dla Ministerstwa była tak samo pomocnym narzędziem, jak i czasami przeszkadzała, wtykając nosa tam, gdzie nie powinni. - Mogę z tym pomóc. Umówić się z dziennikarzem. Jeśli to problem, by biuro aurorów wydało oficjalne zaświadczenie. - Victoria tutaj nawet nie była decyzyjna, ale informował ją, że w razie potrzeby mógł zrobić ten krok, jako że z Ministerstwem nie był związany i nie był też wobec tego do niczego zobligowany tak naprawdę. A ludzie powinni wiedzieć, Victoria miała rację. Naprostował się trochę, kiedy tak oficjalnie się do niego zwróciła, albo raczej - bardziej bezpośrednio. Coś się po prostu zmieniło w jej spojrzeniu, w jej tonie. Sam nie był pewien. - Zdaję sobie z tego sprawę, Victorio. - Odpowiedział nieco napiętym głosem, który trochę mu zadrżał na końcu. - Jeśli mogłabyś mi podesłać kilka eliksirów nasennych będę zobowiązany. - Bo w zasadzie wszystko inne, z tych podstawowych eliksirów, miał. Medyk mu w końcu przepisał, Alexander mu wykupił. Gdyby nastrój tutaj sprzyjał, gdyby czuł się lepiej, zapewne by zażartował delikatnie, że akurat eliksir nasenny jest czymś, czego nie powinien jej podbierać. Fakt, człowiek zawsze śnił. Ale pamiętać te sny... ano właśnie. W zasadzie tą kategorią pomyślał, że jeśli pyta o sny to o te, które się pamięta.

- Nie, Victorio. Nie kojarzę zupełnie tego człowieka. Czy to jakiś... kolaborator? - Wpatrywał się dłuższą chwilę w rysunek, ale twarz ta była mu zupełnie obca. Może gdzieś kiedyś widział takiego człowieka na skrzyżowaniu alei 8 i 9, ale to nie o to przecież chodziło, żeby teraz wykazał się pamięcią absolutną. Nie posiadał jej.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
28.08.2023, 21:08  ✶  

- Nie mam aż tylu znajomych – może on miał może utrzymywał ze wszystkimi kontakt, ale Victoria nie miała na to czasu w swoim życiu i karierze, i z biegiem lat się… rozmyły. Nie pisałaby przecież do każdej znanej jej osoby. - Z seryjnym prawie-mordercą. O ile wiem, to nikogo mu się zabić nie udało, na całe szczęście – ale zadatki na seryjniaka oczywiście miał. Na trzy znane przypadki – ofiary przeżyły. Na pomoc szli we śnie brygadziści. Czy to też była jakaś wskazówka? Nie miała pojęcia. Wiedziała, że pewnie trudno mu jest wysiedzieć, jeśli był chociaż w połowie tak poturbowany jak ona… A pamiętała list od Brenny. Spodziewała się już, ze było gorzej tak prawdę mówiąc. Że teraz robił dobrą minę do złej gry. - Póki nie dostaniemy pozwolenia, to nic takiego do prasy przedostać się nie może. Sprawa została zgłoszona do najwyższego szczebla, czekamy na decyzję. Powiadomienie prasy mogłoby niestety przynieść skutek odwrotny. Powiadomić go, że się na niego czaimy. Prasa mogłaby jeszcze bardziej utrudniać nam pracę. Przez ostatni miesiąc robili to nagminnie. Czaili się tu, czekali tylko aż ja, albo reszta… Zimnych wyjdziemy z Ministerstwa, łazili, zaczepiali, pytali. Chcieli wiedzieć o rzeczach, o których wiedzieć nie powinni. Albo mogliby narobić nam koło tyłka, stwierdzić, ze jesteśmy nieudolni, skrzyknąć ludzi przeciwko. Nie, Laurent. Proszę, nie dotykaj tego tematu i prasy. Mamy już wystarczająco problemów w związku z paniką – a na Beltanie ponieśli straty. Victoria odgarnęła z twarzy zagubiony kosmyk włosów, który wydostał się z warkocza. - Tak jak nie mam pojęcia skąd wiedzieli, że faktycznie trafiliśmy na sabacie na Voldemorta, tak i tu wywęszą, kto był ofiarą, jestem pewna. Nie, póki nie będzie decyzji i pozwolenia, lepiej tego nie robić na własną rękę – ale doceniała, że próbował. Nawet uśmiechnęła się do niego, by złagodzić być może zbyt ostre słowa – nie miała zamiaru brzmieć w ten sposób,, ale stanowczość była tutaj pożądana.

- Podeślę ci – dodała, już dużo łagodniej. Jej spojrzenie również wyłagodniało. Czekała chwilę, kiedy przyglądał się drugiemu portretowi, aż w końcu zabrała go i ułożyła na tym drugim, który do tej pory był odwrócony, by nie „straszył” Laurenta.

- Nie, raczej nie kolaborator. Widzisz… - urwała i zamyśliła się na chwilę, zastanawiając, jak ubrać to w słowa. - Ja nie miałam tyle szczęścia. Wszystko wskazuje na to, że kolejnej nocy, kiedy dałam się namówić na wzięcie eliksiru, próbował znowu – skrzywiła się wyraźnie. - Znowu miałam wrażenie, że jestem obserwowana. Przez chwilę. Wystarczyło. Ale z tego snu pamiętam tylko tego mężczyznę. Stał ze strzelbą… Wiesz co to jest strzelba? Taka mugolska broń, nieważne. Stał tam i jedyne co pamiętam to jak mówił do mnie, że pozbył się go. Że na jakiś czas da mi spokój. Kiedy się obudziłam, to otwarte było okno w salonie. Strzałka mówiła, że nikt go nie otwierał, a jak wcześniej sprawdzała, to było zamknięte – zamilkła. I prawdopodobnie pomiędzy nimi na moment nastała głucha cisza., kiedy Lestrange wpatrywała się w portret mężczyzny. Dopiero po chwili podniosła spojrzenie na Laurenta. - To był ten mężczyzna. Myślę, że na niego polował. Kilka osób widziało go w swoich snach, mówił im coś podobnego – splotła swoje dłonie i położyła przedramiona na biurku. - Kiedy choć przez moment będziesz mieć wrażenie, że jesteś obserwowany, za żadne skarby świata nie idź spać, błagam. Wezwij wtedy pomoc, kogokolwiek komu ufasz. I uważaj na cienie.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
28.08.2023, 22:46  ✶  

Definicja słowa "znajomy" była bardzo szeroka. Zazwyczaj oznaczała po prostu osobę, którą znacz. Niekoniecznie tą, z którą masz kontakt. Laurent się zastanawiał i dumał nad tym magicznym słowem, co znaczyło dla kogo. Przyjął za fakt, że u Victorii to słowo nie znaczyło wcale "osoba, którą znam". Oznaczało osobę bliższą. Albo może tylko do tego kontekstu? Słowo, które potrafiło być wybiórcze. Nie w swojej prawidłowej definicji, w pojmowaniu go społeczeństwa. Dla jednego to była osoba, której po prostu poznałeś imię. Dla kogoś innego osoba, której nie tylko imię poznałeś, ale również spotkałeś kilka razy. Teraz podchodziła definicja osoby, która jednak była kimś, z kim utrzymywałeś kontakt. I, o zgrozo, właściwie to wszyscy mieli rację. Przecież nie nazwiesz kogoś, z kim ledwo trzymasz doraźny kontakt przyjacielem. Nawet tą, z którą kontakt masz regularnie, ale to nie znaczyło, że jesteście ze sobą bardzo blisko. Wszystko potrafiło się rozmywać, kiedy zaczynałeś mieszać definicję z tym, jak różni ludzie ją postrzegali. Czasem zresztą nawet nie rozumieli słowa, które sami wypowiadali.

Laurent odetchnął i przymknął oczy na chwilę. Nie musiała się tak emocjonować, chociaż rozumiał, że miała przykre doświadczenia z prasą, dlatego nagle troszkę się zjeżyła. Nie na niego - na to, co się zaczęło z nią samą dziać po Beltane. Przez moment nawet stracił wątek, kompletnie wybity, kiedy z tematu mordercy i tego, jak działa prasa, weszła na personalne doznania i to, jak bardzo jej przeszkadzali. I tym, którzy doświadczyli Beltane. Dopiero, kiedy zakończyła zrozumiał, jakimi torami poszedł jej umysł, bardzo niejasnymi dla słuchacza - że to chodziło o to, jak prasa była w stanie krytykować aurorów za to, jak chronili sabat. Albo może właśnie jak go nie chronili. Nie, z dziennikarstwem to nigdy nie była prosta sprawa, a tym bardziej nie była prosta, kiedy przychodziło do tematów tak delikatnych. Nakrył ich dłonie swoją drugą ręką.

- Nie musisz się o to martwić. Nigdy nie robię niczego pochopnie, tego również nie zrobię. Nawet nie jest mi to w smak, nie jest mi to na rękę. Wątpię, by ta sprawa nie ujrzała światła dziennego. Jednak mam wrażenie, że twoje przykre doświadczenia z prasą zaburzyły tutaj twoją ocenę. - Patrząc na to, jakie argumenty wyciągnęła ciężko było odnieść inne. Nie mówił tego złośliwie, bo nie o to chodziło. Człowiekowi zawsze się przydawał inny punkt widzenia... choć to nie od Victorii zależało, czy te publikacje wyjdą, czy też nie. - Dziennikarze nie są diabłami, którzy wiedzą i widzą wszystko. Niepotrzebnie łączysz tę sprawę z sabatem. Nie są do siebie nawet zbliżone. - Cofnął dłoń, ale tylko tą wierzchnią. Drugą mocniej, dla otuchy, zacisnął wokół palców Victorii przez moment. Zmienił trochę swoją pozycję, siedział teraz bardziej obrócony przodem do Victorii. Nie, stanowczość tutaj nie była potrzebna. Laurent w końcu miał swój rozum, a i nie zamierzał wtykać kija w mrowisko. Stwierdził coś kompletnie oczywistego. Łatwo w końcu zadbać tylko o bliskich, nie przejmować się tym, że jakiś Henryk z Little Hangleton może nawet umarł od tych ran, albo je otrzymał, ale poszedł do szpitala i tego nie zgłosił, żeby ludzie go nie wzięli za wariata. Ludzie nie byli tacy odważni, nie myśleli "pierwsze co lecę do aurorów". Niestety. Laurent bardzo często żałował, że w ogóle przejmuje się ludźmi, którzy tak na dobrą sprawę... których nawet nie lubił, jako ogółu. W końcu do New Forest uciekł nie tylko dlatego, żeby być bliżej morza. Uciekł, bo nie lubił tłumów. Bo ludzie byli po prostu straszni. Wiedział, że Victoria nie ma niczego złego na myśli i rozumiał, że przecież wychodzenie z jakimiś oświadczeniami bez zbadania sprawy nie wchodziło w grę. Kto wie? Może mieli szczęście i mężczyzna zniknął tajemniczo?

Ach, właśnie. Zniknął...

Oczy Laurenta otworzyły się bardzo szeroko. Nie miała tyle... szczęścia? Właśnie miała cały kubeł szczęścia, całe morze szczęścia! Ktoś ją ochronił, chociaż wiedziała, że ten znowu się na nią czai. Czyli wiadome było - wracał. Wracał po swoje ofiary. Ktoś, kto... czymkolwiek się posługiwał, odgonił tego psychopatę. Ona to nazywała "nieszczęściem"? Laurent był jednak za bardzo przerażony myślą tego, że on wraca, żeby skupić się na zupełnym braku zrozumienia tego, że Victoria uznała nieznajomego mężczyznę, który ją obronił, za nieszczęście. Czy może to, że po nią wrócił. Nie miał pojęcia i teraz nawet o tym nie myślał. Spoglądał na Victorię z przerażeniem. Nie odpowiedział na jej prośbę. Ona nawet nie do końca teraz docierała do jego głowy. Bo przecież jak to - nie iść spać? Co to zresztą da, że do kogoś pójdzie? Co... Laurent zaczął wręcz drżeć. Zaniemówił. Bo chyba na coś takiego nie było lepszych słów.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
28.08.2023, 23:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2023, 23:40 przez Victoria Lestrange.)  

Wyraziła się nieprecyzyjnie, bo chodziło jej o to, że nie pisałaby do każdej znanej jej osoby, tylko do tych jej bliższych osób. To był skrót myślowy, który raczej nieczęsto jej się zdarzał, ale w emocjach tak się już działo. A dzisiaj, teraz, emocje przez nią przepływały i były widoczne na jej twarzy. Być może teraz Laurent był w stanie dostrzec jak zmęczona była. Niekoniecznie niewyspana, po prostu zmęczona. Niosła na barkach ciężar a z tygodnia na tydzień wcale nie było lepiej, tylko ciągle pojawiało się coś. Ale wydawało się, że mówią z grubsza o tym samym, o znajomych, z którymi utrzymuje się kontakt, a nie po prostu zna z widzenia i imienia.

Emocjonowała się z różnych powodów. Prasa utrudniala im pracę. Łazili za nimi, węszyli sensacje. Przeszkadzali. Wypisywali nieraz bzdury i sprzeczne informacje. Robili im koło tyłka. Narażali życie na Beltane, ale jedni chwalili, drudzy wieszali psy. Oczywiście, że to odbierała personalnie. Tak jak całą sprawę Zabójcy w Snach jak zaczęła go nazywać. Laurent nie mógł trafić na osobę bardziej emocjonalnie w to zaangażowaną, niż ona. Która mierzyła się od miesiąca z masą nowych dla niej doświadczeń i uczyła się z tym wszystkim żyć. To nie było proste.

- Wiem, ale rozważałeś to. Po prostu chciałam ci wyjaśnić dlaczego to nie jest dobry pomysł – czy nie robił niczego pochopnie… czasem może jednak robił? Nawet jej się to czasami zdarzało. Rzadko bo rzadko, ale jednak. Tym niemniej… nadawali na podobnych falach, oboje ułożeni, oboje dużo myślący nad wieloma rzeczami, poważni… - Długo nie oglądała. Ludzie nie chcą tego zgłaszać, może myślą, że to absurdalne i nikt tego nie weźmie na poważnie – ale nie rozumiała dlaczego. Nosz cholera, te rany nie biorą się przecież znikąd. - A jednak dowiedzieli się czegoś, czego nie mieli prawa wiedzieć, bo się tym nie dzieliliśmy – dlatego miała wątpliwości i to ogromne. - Chodzi mi o to, że jak będą chcieli i będą kopać, to dokopią się do czegoś, do czego nie powinni. Nie chciałam łączyć tych spraw – może znowu zrobiła astronomiczny skrót myślowy… Drażniło ją to. Że wyrażała się tak nieprecyzyjnie. Powinna wziąć się w garść.

Nie miała tyle szczęścia, że nie dał jej spokoju. Że kolejna noc po takich przeżyciach skończyła się próbą ataku… Ktoś go powstrzymał, ale chodziło o to, że próbował. Próbował znowu. Tak, miała szczęście, że żyła, że skończyło się to w ten sposób, ale ta druga noc postawiła ją do pionu i wpadła w panikę. Ona. Opanowana pani auror, głos rozsądku i chłodnej analizy. Spanikowała. Prawdziwie spanikowała. Nawet przed Voldemortem się tak nie bała jak przebudzona po tym drugim śnie. Ona, która ze swojego umysłu zrobiła warownię – nie czuła się bezpiecznie nawet w czasie snu. W bezpiecznym miejscu, pomiędzy ludźmi, którzy byli już zaalarmowani.

A jednak ktoś otworzył okno pozwalając, by firanka powiewała na porannym wietrze. To nie noc była straszna. To dzień i cienie rzucane przez słońce zwiastowały niebezpieczeństwo.

- Laurent – szepnęła i na moment mocniej ścisnęła jego palce. Nic to nie dało, więc wyswobodziła dłoń z jego uścisku, by obie dłonie położyć na jego policzkach. By na nią patrzył. - Laurent. Będzie dobrze. Wiemy co się dzieje, co jest na rzeczy. Nie pozwolę cię skrzywdzić. Jasne? Po prostu musisz zachować środki ostrożności. Przepraszam, po prostu uznałam, że musisz wiedzieć – wiedza to podstawa do tego, by w ogóle móc się bronić. - Ale nie sądzę, by miał cię na celowniku. Myślę, że wybiera ofiary losowo. Ja i ty mieliśmy mianownik wspólny, ale okazuje się, że był jeszcze ktoś, trzy lata temu, zupełnie nie związany ze mną czy z tobą.

- Nikt cię już nie skrzywdzi – powtórzyła, a brwi miała ściągnięte w skupieniu. Próbowała do niego przemówić. Łagodnie. Jak do przestraszonego zwierzaka, by się uspokoił.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
29.08.2023, 14:31  ✶  

Różne elementy składały się na to, że neutralne podejście do tajemniczego mordercy nie miało prawa stać na gruncie neutralnym. To wszystko, co działo się w tym biurze, było bardzo dalekie od standardowego przesłuchania, Laurent był tego pewien, choć nigdy sam nie zgłaszał żadnego wielkiego przestępstwa prosto u aurorów. Drobne czy mniejsze problemy dotyczące chociażby jakichś kradzieży, zawirowań w New Forest - tak, zdarzało się, ale jego nogi wiodły go wtedy do BUM. Wiele bodźców składało się na to, że zachowanie profesjonalnej, spokojnej postawy aurorki było zachwiane, jej myśli się rozlatywały i mówiła szybko, pod wpływem tej emocji, chcąc jakby... zdążyć, zanim będzie za późno? Szybko. Zapobiec, zanim będzie za późno. Czemu? Jakby się trochę bała tego, że naprawdę Laurent stąd wypadnie z genialną, we własnym mniemaniu, myślą, żeby krzyczeć światu o tym mordercy. Owszem, uważał, że to potrzebne, żeby ludzie wiedzieli. Natomiast nie uważał, jak powinni dokładnie się dowiedzieć i kiedy. Niby jak najszybciej, ale... ach. Już wiele razy słyszał, że nie powinien tak brać na siebie ciężaru tego świata i się z tym zgadzał w pełni. Często mu się udawało tego nie robić, zresztą żaden z niego był bohater, który by się pchał, żeby wspierać i pomagać charytatywnie. Był przecież interesowny. No cholera, naprawdę był wobec ludzi interesowny. Albo przynajmniej tak sobie mówił. Nigdy by Victorii też nie posądzał o to, że nie zależy jej na bezpieczeństwu ludzi, to, co mówiła wcześniej brzmiało dla niego dlatego tym bardziej jak szybko wypowiedziane słowa osoby, która się... boi. Nie był to strach, który wstrząsał, paraliżował, ale był to strach, który cieniem, po cichutku, przechadzał się po duchu i zawsze rzucał jakiś mały cień na sprawy, które powinny być proste. Jej doprecyzowanie bardzo wiele wyjaśniło, właściwie wszystko. Tak jak i to, czego nie powiedziała - że rzeczywiście się pośpieszyła, że poddała tym emocjom, bo Laurent to podejrzewał, że wyszły z niej przez ten słowotok, który nagle wypłynął, ale nie był do końca pewny. I gdyby nie to, co stało się dalej to zapewniłby ją, że rozumie, że nie chciałby zaszkodzić ani Victorii, ani śledztwu, pewnie też by powiedział, że ma szczere nadzieje, że jednak Victoria nie będzie brała w nim udziału jako pokrzywdzona i przede wszystkim jako osoba, która zna jego samego. Może nawet by ją tym zirytował? Chciałby usłyszeć od niej po prostu, że nawet jeśli brała udział w śledztwie będzie, co też wątpliwe, skoro była ofiarą, to będzie na siebie uważała. I że działając na własną rękę będzie się pięć razy zastanawiała nad tym, co robi, czego się podejmuje i jakie kroki wykona. "Nigdy nie mów nigdy", fakt. Laurent w końcu też nie "Zawsze" był ostrożny w działaniach, bo Victoria słusznie zauważyła, że emocje mieszały w głowie. Nie pozwalały na pełną racjonalność.

Z dłońmi Victorii na swoich policzkach pokiwał głową parę razy, oddychając bardzo szybko i bardzo głęboko. Nerwowo się trząsł. Tak, tak, wiedza. Wiedza to podstawa. Trzeba wiedzieć. Trzeba wiedzieć, żeby... żeby... nie spać? Być uwrażliwionym na takie znaki, które mogą sygnalizować niebezpieczeństwo. Jak to, że masz wrażenie, że ktoś ci się przypatruje, ktoś cię podgląda. A więc - ktoś chce cię skrzywdzić. I znów pokiwał głową kilka razy, kiedy padły jej następne słowa. Jej dłonie były teraz wręcz przyjemnie zimne. Złapał jej jedną rękę, żeby oprzeć palce na jej przedramieniu, nie po to, żeby się z nią siłować. Raczej tak, jak ktoś tonący łapie się unoszonej na wodzie deski. Kto pomagał Victorii w tym trudnym czasie? Jej narzeczony? Brenna? Cynthia? Może ktoś jeszcze inny, a może wszyscy na raz? Jak to zwalczyła, jak przetrwała? Laurent bardzo nie chciał zwariować. I nie chciał trwać w tym strachu i stresie.

Chwilę trwało, nim oddech Laurenta w końcu się uspokoił. Sam blondyn miał tak silny zjazd energii po tym małym ataku paniki, że nawet przestał dbać o konwenanse prostego siedzenia na krześle. Tak, to prawda, sen nie był największym wrogiem. Największym wrogiem był dzień, bo to w nim najlepiej przemykały i uwydatniały się cienie.

- Dziękuję... - Powiedział słabo i sięgnął po herbatę, żeby wypić kilka łyków gorącego naparu. Zrobiło mu się zdecydowanie lepiej. - Jak sobie z tym poradziłaś? - Zapytał w końcu. Victoria zawsze była bardzo odważna. Nieporównywalnie wręcz do niego samego. Ale może... może miała dla niego jakąś złotą radę?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
29.08.2023, 20:35  ✶  

Zrobiło się emocjonalnie niemalże od startu. Po pierwsze dlatego, że sprawa była jaka była, po drugie dlatego, ze to był Laurent… Dwie ofiary Sennego Koszmaru siedzące w jednym pomieszczeniu. Oczywiście, ze dalekie to było od zwyczajowego spisania zeznań. Suchego raportu, wypytania, podpisu i wystawienia delikwenta za drzwi. Ale Victoria nie umiała inaczej. Nie w tej sprawie, nie z nim… Wiedziała, ze nie zostanie dopuszczona do tej sprawy, że przejdzie jej koło nosa, bo była ofiarą i osoba, która zgłosiła temat wyżej. Nie zamierzała jednak zachowywać się całkiem nieprofesjonalnie. To spotkanie wyglądało jak wyglądało, zgoda, natomiast Victoria miała w planach doprowadzić to do końca dokładnie tak, jak należy. Wziąć się w garść. Wziąć Laurenta w garść i…

Ale na to był jeszcze czas. Prewett całkiem spanikował, widziała to w jego przerażonym spojrzeniu, wielkich, pięknych, niebieskich oczach, w których przeglądała się w przeszłości tyle razy… To były oczy, w których można się było zakochać. Oddychał szybko, płytko, trząsł się… Dlatego niemalże go zmuszała by patrzył na nią. Kiedy złapał ją za nadgarstek, kilka razy potarła kciukiem policzek, który trzymała. Naprawdę chciała mu dodać otuchy i siły, by się uspokoił. Był z nią, był bezpieczny, nic mu się nie mogło tutaj stać – w tym budynku, na tym piętrze, w tym pokoju razem z nią. Wszystko będzie dobrze. Nie pozwolę cię skrzywdzić. Chciała mu to znowu przekazać. Żeby zrozumiał, że nie jest z tym sam, że ma na kogo liczyć.

- Pomału – szepnęła. - Wdech i wydech. Wdech – wzięła wdech. - I wydech – wypuściła powietrze. - Rób to co ja. Wdech i wydech – unormowanie oddechu podczas takiej paniki potrafiło pomóc, a jako osoba, która wcześniej pracowała w Pogotowiu Ratunkowym – wiedziała jak się zachowywać z różnymi ofiarami… wypadków. Bo to zazwyczaj były wypadki. Rozszczepienie przy teleportacji… albo zrobienie czegoś dziwnego z magią na oczach mugoli. Ludzie wtedy panikowali – obie strony.

W końcu się uspokoił. A Victoria w tym momencie nie dbała o to, czy siedział prosto, czy nie. Nie miało to znaczenia.

- Pomalutku. Mamy czas – nie poganiała go, ani nie wyganiała. Zamierzała  mu poświecić tyle czasu ile trzeba. - Ja? Po tej drugiej nocy całkowicie spanikowałam – uśmiechnęła się do niego lekko. Też była tylko człowiekiem. Też się czasami bała. - Sauriel mnie zabrał z domu na kilka dni. Nie chciałam tam być, a on nie potrzebuje spać, więc mógł nade mną czuwać. Bardzo potrzebowałam odpoczywać. Przespać słabość – westchnęła. - Doszłam do siebie i… strach jakoś sam… odszedł – schował się. Został przekuty na złość. - Świadomość, że mogę się do kogoś zwrócić trochę mi pomagała. I to, że nie zostałam z tym całkiem sama – dlatego oferowała mu pomoc, co tylko chciał, byle mu się polepszyło. Byle doszedł do siebie i odzyskał spokój ducha. - Potrzebujesz czegoś na uspokojenie? Albo boli cię coś? – zapytała po chwili gdy tak mu się przyglądała. - Będziesz miał siłę dokończyć to zeznanie? – podpytała jeszcze.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (8551), Victoria Lestrange (6622)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa