Owszem, miała pytania ułożone wcześniej… ale może powinna je sobie spisać na kartce i pogrupować od najważniejszych do najmniej ważnych, w razie gdyby czas był mocno ograniczony i możliwe było zadanie jedynie kilku pytań. Ale tego nie zrobiła. Nie zrobiła wielu rzeczy, które mogłaby, które powinna była. Nie przyszła jednak całkiem nieprzygotowana, pomimo tego, jak trudny był to dla niej czas, jak się miotała… rytuał na Beltane, który poszedł mocno nie tak był jej najmniejszym zmartwieniem w całej górze zmartwień. Ostatecznie… wywoływał nieprzyjemne uczucia, nie pozwalał jej spać (chociaż to była bardziej wina Sauriela…), ale kiedy była przy wampirze, to czuła się dobrze i na miejscu. Większy problem był z jej nową naturą, z Zimną. Nie wiedziała jakie jeszcze niespodzianki na nią czekały prócz tego, że ludzie na jej dotyk się wzdrygali i mówili że to jakby dotykać trupa. No i te wspomnienia… nie należące do niej, mieszające jej w głowie… w dość niebezpieczny sposób. Bała się, naprawdę bała się, że traci rozum. Że w końcu nie będzie umiała odróżnić gdzie kończy się ona, a zaczyna druga osoba. I jeszcze… nocny atak zabójcy.
Na szczęście umiała szybko myśleć. Pracować pod presją. Gdyby tak nie było, to nie sprawdzałby się ani w BUMie, ani u aurorów. Było kilka takich pytań, które krążyły po jej głowie odkąd widziała te konkretnie wspomnienia. Myśl o przedmiocie… o tym, że we wspomnieniach wyglądało to tak, jakby Elisabeth byla… wampirem. Ta sprawa była personalna, szczególnie bliska jej sercu. Oczywiście, że musiała zapytać.
- Borginowie… Będę pamiętać – widziała Laurenta i jednocześnie naprawdę miala wrażenie, jakby to z babcią rozmawiała. Wynalazki… cóż ta kobieta w ciągu całego swojego życia nazbierała? Biorąc pod uwagę przypuszczenia Victorii… to mogła mieć na to cholernie dużo czasu. - Powiedz jej, że nic się nikomu nie stało, nie mamy problemu z żadnym przedmiotem. Pytam z ciekawości – i nawet była to prawda. Wszystko co robiła, wszystko o co pytała – było z ciekawości. I dla spokoju ducha. By wiedzieć czy to ze wspomnieniami babci jakimś cudem się połączyła, czy cokolwiek miała w głowie było zupełnie od czegoś innego. Czy może jej własne wspomnienia w jakiś sposób się… wypaczały, mieszając ze snami, których nawet nie pamiętała.
- Nie będę o niego pytać – nie musiała. Nie miało to większego znaczenia – wystarczyło, że dostała potwierdzenie: było to związane z jej babcią, był to ktoś z jej życia. A sądząc po emocjach jakie przeżyła, na pewnym etapie był to ktoś dla niej bardzo, bardzo drogi. Chciała po prostu wiedzieć, czy sobie tego nie wymyśliła. Najwyraźniej – nie.
- Rozumiem to – rozumiała, naprawdę. Czy jej babcia wiedziała, co się z nią stało? Jak skończyła po pobycie w Limbo? Czy wiedziala… czym jest? Później aż wstrzymała oddech. - Jak? – jak tego dokonała? Jak sprawiła że z nieumarłego stała się znowu człowiekiem? Nie pamiętała tego…? Jak można tego nie pamiętać? Czy ten proces wymazał jej coś z pamięci…? Ale nieważne jak… skoro zrobiono to raz, to można to zrobić też i drugi raz. Jest to możliwe. Victoria bardzo intensywnie wpatrywała się teraz w Laurenta. - Czy wiesz kim jestem… czym jestem? Czy wiesz co mi się stało i czym się stałam po Limbo? – zapytała. To równie dobrze mogło być ostatnie pytanie. Jej babcia… dawała do zrozumienia, że coś jednak wiedziała.